Gość: jumi Studiować? Czy aplikować wiedzę? IP: *.adsl.inetia.pl 27.06.12, 10:13 Oczywiście pan prof. ma poniekąd rację, iż studia wymagają własnego zainteresowania i wkładu pracy, wątpię jednak aby studenci pod tym względem zmienili się na przestrzeni lat - zawsze byli Ci pilniejsi i Ci, którzy po prostu starali się mieścić w ramach wyznaczonych wymaganiami uczelni. I o to się moim zdaniem w dużej mierze rozchodzi, uczelnie, które zarabiają na ilości studentów, obniżają swoje wymagania co do jakości ich wiedzy, po to, aby móc kreować większe dochody. Niestety mam także kilka zarzutów pod względem wykładowców. Nie wymaga się od nas czytania literatury ani wiadomości bieżących, a przecież to poprzez odpowiednie ukierunkowanie ze strony wykładowcy i wyjaśnienie zagadnień naukowych kształtuje umysł. Student nie może być zostawiony sam sobie w bibliotece, potrzebuje uwagi, wyjaśnienia od osoby - nie oszukujmy się - mądrzejszej. Tymczasem co mamy w większości przypadków? Wykładowcy odklepujący swoje prezentacje na wykładach i ćwiczeniach, realizujący się poza uczelnią, nie mający czasu dla studentów, olewający konsultacje, nie odpisujący na maile. Skupiający na własnej karierze, często poza uczelnią, na której są tylko dla pewnego prestiżu. Nie oszukujmy się, że większość studentów, zwłaszcza tych bardziej ambitnych, jest zniechęcona taką postawą, jeśli widzą, że zarówno oni, jak i Ci wykonujący "plan minimum" są traktowani jednakowo. Bo koniec końców zaliczenie polega na rozwiązaniu testu, który od kilku lat krązy po internecie, bo pani/panu profesor nie chciało się nawet zmienić pytań. Czy to przesądza o mojej wiedzy? do tej pory na palcach jednej ręki mogę policzyć zaliczenia otwarte, które moim zdaniem są lepszym miernikiem wiedzy studentów, bo tam trzeba pokazać, że się umie i myśli. tylko po co pan/pani prof. ma się męczyć i sprawdzać tyle prac, jeśli może tylko odchaczać +/- przy teście abc... podsumowując: uczelnie stawiają w tej chwili na masówkę, co przy sytuacji demograficznej odbija się czkawką na jakości kształcenia. jestem na I roku MSU na jednej z lepszych uczelni wyższych w Polsce i chciałabym, żeby mój dyplom znaczył więcej. Ja, jak i wielu moich kolegów, jesteśmy rozgoryczeni obecnym stanem rzeczy i "zwalanie winy" na pogarszającą się jakość studentów nie jest odpowiedzią na powstały problem. Odpowiedz Link Zgłoś
kamilu27pl Studiować? Czy aplikować wiedzę? 27.06.12, 10:19 Erazmus - polscy studenci wyjeżdżając mają najniższe stypendia w europie. Ledwo starcza, żeby koniec z końcem związać. O ile wyjedzie się do jakiegoś taniego kraju, bo jak do droższego, no to już niestety - trzeba oskubać rodzinę. Jedziesz do Norwegii - masz tu 700EUR - i nikt nie wspomni, że na samo żarcie potrzebujesz ok 250EUR, a na pokój w akademiku 350. Jako doktorant wyjeżdżający w ramach FNP (Fundacja na rzecz Nauki Polskiej) miałem nieco lepiej, ale też nie było kolorowo. Tak więc dziwie się, czemu się dziwić. Kino, teatr, wycieczki - to wszystko kosztuje, a skąd student ma wziąć? Zarobić? A jeśli to chemik lub biolog i siedzi w laboratorium od rana do nocy (sam siedziałem i siedzę czasem po kilkanaście godzin/dzień) - zostają tylko biedni rodzice, którzy nierzadko mają więcej niż jedno dziecko. Stypendia? No jeżeli jest się najzdolniejszym ze zdolnych to ma się ministerialne, ale ilu takich jest, czy może być. Ci mniej zdolni z najzdolniejszych dostaną stypendium wydziałowe - na UW w moich czasach było to ok 200PLN? Akurat, żeby 1-2 dobre książki w miesiącu kupić. Odpowiedz Link Zgłoś
ncc74656 Tak to opisane że się odechciewa... 27.06.12, 11:09 Czy ktoś zwrócił uwagę jak studenci są informowani i tym wszystkim? Jak ja studiowałem to nic nie było jasne, tylko zacznij i 5 lat później skończ. Sensowne wykształcenie zdobyłem w UK. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robol Po archeologii? IP: 78.133.192.* 27.06.12, 11:20 Po archeologii to jako robota jest? Sprzątaczka w muzeum? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Agne Re: Po archeologii? IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 27.06.12, 13:49 Owszem, obecnie bardziej pożądane na rynku pracy są osoby z wykształceniem technicznym. Wszyscy to wiemy. Nie popadajmy jednak w przesadę twierdząc, że "humaniści" (w cudzysłowie, gdyż jak wiadomo słowo "humanizm" odnosi się raczej do określenia pewnego prądu w filozofii) są do niepotrzebni. Problemem jest ilość studiujących osób a nie same kierunki. Gdyby liczba byłaby wyważona, zapewne wszystko wyglądałoby inaczej, a i humaniści odnaleźliby się na rynku pracy. Studia humanistyczne oraz szkoły z klasami o profilu humanistycznym obecnie nie uczą myślenia i analizowania, lecz bezmyślnego wkuwania materiału. Prawdziwy humanista lub osoba o wykształceniu humanistycznym to osoba myśląca, kreatywna, oczytana (czytająca ze zrozumieniem !), krytyczna, gotowa do dyskusji i proponująca zmiany, nie biernie przyjmująca to, co jej się prezentuje. Czy ci wszyscy studenci studiów humanistycznych tacy są ? Odpowiedz Link Zgłoś
genialna_oxford Re: Po archeologii? 27.06.12, 15:18 Ktorego pracodawce zainteresuje twoje oczytanie? Zapyta raczej o umiejetnosci praktyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szczery Re: Po archeologii? IP: *.nasze.pl 29.06.12, 08:13 Owszem, obecnie bardziej pożądane na rynku pracy są osoby z wykształceniem tech > nicznym. Wszyscy to wiemy. Bardzo proszę wypowiadać się za siebie, nie za wszystkich. Prosiłbym też o poparcie tezy, że bardziej pożądane na rynku pracy są osoby z wykształceniem technicznym, bo to, co widać w realu, nijak się ma do tego stwierdzenia. Jakieś przykłady? Firmy, które tak bardzo czekają na osoby z technicznym wykształceniem i doczekać się nie mogą, mimo że politechniki zapchane są tysiącami studentów i rocznie wychodzą z nich tysiące absolwentów? Konkrety poprosze, bo "wszyscy wiemy" to za mało. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: az To teraz proponuję artykuł tego samego IP: *.nplay.net.pl 27.06.12, 13:06 autora o pracownikach uczelni. Jaki ma pogląd na ich temat? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lump Studiować? Czy aplikować wiedzę? IP: *.tpnet.pl 27.06.12, 13:23 Ma niestety 100% racji. Polscy studenci chcieli by by papierek dawał im od razu najlepiej min. 3k na rękę za przyjście do pracy na 8h, a polscy pracodawcy by chcieli dostać od razu człowieka z min. 20letnim stażem i zapłacić pensję min. Niestety ani jedni, ani drudzy nie mają pojęcia co to jest nauka, praca i poszerzanie swoich/pracownika umiejętności. Studenci są coraz bardziej leniwi bo cały świat im wpiera, że to szkoła powinna ich wszystkiego nauczyć, a pracodawcy mylą studia z zawodówką... Odpowiedz Link Zgłoś
three-gun-max Profesorek o czymś zapomniał 27.06.12, 13:38 że miał czas studiować, a nie musiał zaraz po zajęciach biec do roboty w jakimś Macu czy innym gó...e, żeby nie zdechnąć z głodu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Absolwentka Studiować? Czy aplikować wiedzę? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.06.12, 14:02 Przyznam się, że tylko przejrzałam część opinii na forum i, będąc przedstawicielką dzisiejszej młodzieży, jest mi wstyd i za siebie, i za kolegów. Bo po pierwsze, sama dałam się na pewien czas wkręcić w machinę "zakuć-zdać-zapomnieć", w postawę roszczeniową pt. "wszystko mi się od życia należy" i w złudne poczucie, że JA jestem wyjątkowy, że O MNIE mają dbać, że MI mają wszystko zapewnić (kto? nauczyciele, przyszli wykładowcy, przyszli pracodawcy). Po drugie, kiedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, ile tak naprawdę wiem po szkole średniej, ogarnęło mnie przerażenie. I moja niewiedza być może wynika z braku chęci dociekania i szukania informacji, ale z drugiej strony wymawiam się tym, że mnóstwo bezsensownych, czasochłonnych rzeczy wkuwałam po to, by mieć lepszą ocenę i pasek na świadectwie (po co mi to było? - myślę teraz - nie wiem). Osobiście mierzi mnie, kiedy w tramwaju słyszę cwaniackie rozmowy studentasów (bo to to chyba nie jest studentem), że wykład był spoko, bo nie profesor nie przeszkadzał czytać książki, bo egzamin łatwy, bo pozwalał ściągać, bo inny profesor jest w porządku, bo nie zauważył kaca studenta na egzaminie. Ja nie chcę ściągać, nie chcę mieć pytań wcześniej ; chcę studiować w pełnym tego słowa znaczeniu, ale nie jestem pewna, czy mi to nie wyjdzie... bokiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: domino Studiować? Czy aplikować wiedzę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.12, 14:23 wykładowcy są sprzed epoki kamienia łupanego-pyszni i niedostepni-kazdy z nich powinien iść na szkolenie do Anglii,Szwajcarii,Austrii,Francji bądź Niemiec-a potem wymagac-sami nie wiedzą czego chcą! Odpowiedz Link Zgłoś
ethouris Studiować? Czy aplikować wiedzę? 27.06.12, 15:35 Panie profesorze! Ja aktualnie skończyłem studia, akurat inżynierskie, wiele lat temu. Mam za sobą kilka lat pracy w dużych korporacjach. I mogę tutaj wskazać kilka przyczyn, dla których list studentów, moim zdaniem, wskazuje na to, że to wy, wykładowcy, jesteście największym problemem Polskich uczelni - a nie leniwi studenci, którzy nie chcą się uczyć. Zastanówmy się: po co ludzie idą na owe studia, jaki jest cel studiowania? Czy ktoś chce zgłębiać wiedzę, chce jak najwięcej się dowiedzieć z danej dziedziny i "poszerzać horyzonty"? Rozumiem, że to był pewnie pański ideał za czasów, gdy pan studiował - pewnie dlatego zamiast w dużej korporacji, która robi duża kasę na poważnych biznesach, pracuje pan na uczelni. Może i nawet pracuje pan tam z powołania - jeśli tak, szczerze pana podziwiam, a jednocześnie współczuję. Ale ilu z pańskich kolegów z czasów studiów pracuje na uczelni, a ilu dało się wciągnąć do korporacji? Niech pan jeszcze weźmie to jako procent nie z jednego rocznika, tylko z 10 - będzie miał pan wtedy jasny obraz tego, ilu studentów, niezależnie od czasów, może podzielać pański sposób myślenia. Otóż większość studentów ma zgłębianie wiedzy i poszerzanie horyzontów najgłębiej w d***, czego zresztą nie muszę panu tłumaczyć, bo widzi to pan na własne oczy. Studenci przyszli właśnie po to, żeby wyjść z gotowym produktem w postaci dyplomu, co da im perspektywę dobrze płatnej pracy - 90% studentów przychodzi na studia z dokładnie takim zamiarem. Wynika to z bardzo prostej kalkulacji: jeśli komuś został dany dodatkowy czas, kiedy nie musi pracować zarobkowo, to niech go chociaż wykorzysta na coś, co w perspektywie uczyni szukanie zarobku łatwiejszym i da większe perspektywy, że będzie on wysoki. I to właśnie człowiekowi mają dać studia. Jeśli studia miałyby człowiekowi tego nie dać w ogóle - wtedy studiowanie staje się właściwie marnowaniem czasu na jakieś hobby, co można oczywiście robić, jeśli się ma bogatego tatusia i można przepuszczać swój czas na jakieś "zgłębianie wiedzy" i "poszerzanie horyzontów". Po prawdzie jednak bogaty tatuś, jeśli do owego bogactwa doszedł własną ciężką pracą, prędzej dzieciakowi przetrzepie skórę i wyśle do pracy w McBułach, niż na studia, na których jedynym pewniakiem będzie "zgłębienie wiedzy", a nie dyplom, który podniesie jego wartość na rynku pracy. Jeśli zdobywanie wiedzy miałoby się odbywać poprzez robienie tego samodzielnie i z własnej inicjatywy - to po cholerę komu cała ta uczelniana infrastruktura? Powieście wszystkie zasoby wiedzy, jakie posiadacie, na stronach webowych i dajcie każdemu, kto chce "studiować", do nich wolny dostęp. Każdy kto zechce będzie sobie wtedy studiował bez waszej zakichanej łaski. Ale tego nie zrobicie, bo oczywiście będziecie musieli wtedy zwolnić 3/4 staffu, prawda? A jeżeli już każecie studentom przychodzić na wasze wykłady, rozliczacie ich ocenami ze sposobu ich pracy, stawiacie im wymagania, wreszcie dajecie perspektywę uzyskania dyplomu - dajcie wtedy studentom wszystkie możliwe narzędzia do przyswajania wiedzy i sami włóżcie wysiłek w to, żeby oni tą wiedzę przyswoili. Choćby dlatego, że - for God's sake - od każdego żywego studenta dostajecie od państwa kasę. Nie od słuchacza - od studenta. Jeśli traktujecie studentów jak słuchaczy, tzn. że nie wywiązujecie się z tego, za co od państwa dostaliście kasę. Studia - rynek pracy. Nierozerwalny związek. To jest właściwie cały powód, dla którego istnieją uczelnie wyższe. Nie ośrodki naukowe - uczelnie wyższe. Naprawdę g**** obchodzi zarówno mnie, jak i 90% studentów etymologia słowa "studiować". Uczelnie wyższe istnieją po to, aby zapewnić współczesnym przedsiębiorstwom wykwalifikowanych pracowników, bez których prowadzenie większości biznesów byłoby niemożliwe. Jeśli trafia się wam zatem, że student narzeka, że nie dajecie mu wiedzy, że nic nie wzrosła jego wartość na rynku pracy, że nie ułatwiacie mu zdobywania i przyswajania wiedzy, to oczywiście oznacza, że oczekiwania studenta rozminęły się z rzeczywistością uczelni. Problem w tym, że oczekiwania studenta są tutaj niemal całkowicie zgodne z oczekiwaniami pracodawców: uczelnia ma "wykwalifikować" studenta i dać go rynkowi pracy do rozchwytywania. Jeśli uczelnia nie jest w stanie tego zapewnić, a na dodatek jeszcze - poprzez wymagania od studentów "własnej inicjatywy" i "zapału w zdobywaniu wiedzy" - dodatkowo im to utrudnia, niech się nie dziwi, że zaczyna być szybko traktowana jak zbędny narybek, który właściwie nikomu nie jest do niczego potrzebny, może co najwyżej uczelnianej gerontrokracji, która musi mieć źródło dochodu bez zobowiązań. Naprawdę, nikogo kompletnie nie interesuje, jak "z waszego punktu widzenia powinno wyglądać studiowanie", tylko to, czy potraficie być skuteczni - czy potraficie przekazać studentom wiedzę w odpowiednio krótkim czasie i dać im dyplom, który będzie wyznacznikiem kwalifikacji takiego delikwenta na rynku pracy. Waszym zadaniem jest odrzucić w pierwszych latach tych, których przyswajanie wiedzy jest kompletnie niezadowalające, a pozostałych dociągnąć do dyplomu - bo tego właśnie oczekuje od was rynek pracy. A nikt poza rynkem pracy was NIE POTRZEBUJE! A jak sobie aktualnie uczelnie radzą na rynku pracy? Mizernie. Poza paroma wyjątkami (w przypadku inżynierskich są to PW i AGH) żadna nie potrafi przystosować studenta do wymagań rynku pracy. Obkuje się człowiek mnóstwa różnych pierdół, a potem się okazuje, że w pracy potrzebuje tego niewiele - natomiast brakuje mu bardzo często takich rzeczy, jak: - jak napisać CV tak, żeby potencjalny pracodawca wybałuszył oczy - jak poszukiwać pierwszej pracy, przy aktualnych warunkach rynku pracy - jak rozmawiać na rozmowie kwalifikacyjnej, żeby zrobić dobre wrażenie i dostać propozycję - jak układać sobie stosunki ze współpracownikami - zwłaszcza gdy w zespole trafi się kilku chamów i głąbów kapuścianych, którzy jednego zdania sklecić poprawnie nie umieją, ani nie potrafią szanować cudzej pracy - jak organizować pracę samodzielną w przypadku, gdy ma się wiele drobnych zadań do wykonania - jak współpracować z przełożonym, aby wykazywać maksymalną wydajność pracy - trening w postaci próbnej pracy zawodowej w symulowanym środowisku - trening pracy zespołowej przy postawionych zadaniach i oczekiwanych rezultatach Te wszystkie rzeczy to jest coś, co uczelnia MOŻE studentom przekazać i nie ma żadnych powodów, dla których nie mogłaby tego zrobić. Zakres przekazywanej wiedzy z kolei powienien być taki, żeby następnie PRZYSWOJENIE KAŻDEGO NOWEGO KAWAŁKA WIEDZY Z DANEJ SPECJALIZACJI NASTĘPOWAŁO W KRÓTKIM CZASIE. Tyle ma uczelnia dać studentom. A jeśli uczelnia czegoś od studentów oczekuje, to ma jasno i wyraźnie, precyzyjnie co do terminu, objaśnić studentom, czego się od nich oczekuje do zaliczenia odpowiednich przedmiotów, tego właśnie precyzyjnie wymagać, a także - tak! - dostarczyć ludziom PODRĘCZNIKI (nawet w postaci stron webowych), które powinny WYSTARCZYĆ do przyswojenia wymaganej wiedzy na minimalnym poziomie. Poszukiwanie wiedzy samodzielnie pozostawmy już wtedy tym, którzy są chętni i chcą się dorobić dobrych stopni. Na razie niestety jest to mizeria do tego stopnia, że przychodzi do mnie (to było tak z 10 lat temu) kandydat do pracy, owszem, świeżak po uczelni, ale jak by nie było same piątki na świadectwie - i co? Daję mu do rozwiązania test z programowania, a ten ledwie potrafi z niego 15% wypocić! Co to kurde jest, to jest wykształcenie? Za co on te wysokie stopnie dostał? Czego go ta uczelnia nauczyła, jaka jest przydatność czegoś takiego na rynku pracy? Mniej więcej ten sam test ja sam zrobiłem wówczas na 80% - przy czym ciągle jeździłem na poprawkach, miałem marne stopnie i powtarzałem rok. I myk polega na tym, że to ja dostałem pracę. Tyle w temacie. A niechęć? To się łatwo likwiduje brakiem zaliczenia. Proste jak drut. Odpowiedz Link Zgłoś
sselrats W Polsce za malo ludzi konczy studia 27.06.12, 17:53 W Europie w liczbie ludzi z wyzszym wyksztalceniem na 1000 mieszkancow Polska jest w dolnej polowie listy. Kraje z najwyzszym odsetkiem to Dania, Norwegia, Szwecja Finlandia. A tam chyba z praca nienajgorzej... Odpowiedz Link Zgłoś
genialna_oxford "Chyba..." 28.06.12, 15:44 I tez pracuja fizycznie, jak wszedzie gdzie przesadzili z iloscia studentow. Niedawno byl tu artykul ze w USA taksowkarz po studiach to norma. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karatana Studiować? Czy aplikować wiedzę? IP: *.toya.net.pl 28.06.12, 00:01 Z tym się akurat zgadzam. U mnie na kierunku bardzo mało studentów działa w studenckim kole naukowym, koło ledwo się trzyma bo duża część kończy w tym roku mgr, a nowych jak na lekarstwo, uważają się za wielkich zdobywców wiedzy, a nie potrafią jej wykorzystać, ograniczajac się do minimum. Może trzeba wprowadzić punkty, szczególnie na kierunkach medycznych jak fizjoterapia czy ratownictwo medyczne, takie jak mają lekarze, gdzie zobowiązani się do udziału w sympoziach, konferencjach itp. Konferencje rozwijają wiedzę własną (gdy samemu się coś prezentuje) i słuchając innych. Ale większość woli przeleżeć ten czas. Współczuje im. I naszemu krajowi... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marta Dr Michio Kaku o studentach IP: *.dynamic.chello.pl 28.06.12, 00:07 Filmik dla tych co uważają, że polscy studenci są słabi www.youtube.com/watch?v=NK0Y9j_CGgM&feature=g-wl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antey Re: Dr Michio Kaku o studentach IP: *.dynamic.chello.pl 01.07.12, 19:47 Argument Suchockiej "na Białorusi mają gorzej" ma zwykle ma słabą wartość merytoryczną :) A w USA nad nauczaniem rozpacza się od czasów raportu "Nation At Risk" z lat '80. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ggg Studiować? Czy aplikować wiedzę? IP: *.cm-7-3d.dynamic.ziggo.nl 02.07.12, 12:02 przyjrzalam sie studiom w Holandii - poziom ludzi tam studiujacych i zajęć przerazil mnie. Porownalam to z moimi studiami w Polsce 25 lat temu, kiedy też róznie bywało, ale studia były b. inspirujące, fajne, indywidualności wsrod wykladowców, chociaz zdarzały sie politruki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Takie są efekty upowszechniania wykształcenia IP: *.dynamic.chello.pl 03.07.12, 02:23 Przecież 90% dzisiejszych "studentów" powinno skończyć edukację na poziomie Zasadniczej Szkoły Zawodowej. No ale skąd by się wtedy brali ci "Młodzi, wykształceni z dużych miast"? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szczery Re: Takie są efekty upowszechniania wykształcenia IP: *.nasze.pl 04.07.12, 11:43 Jasne, że to efekt upowszechnienia wykształcenia. Sytuację można zmienić tylko w jeden sposób - likwidując jakieś 300 uczelni wyższych (na około 460 istniejących, to mniej więcej tyle, ile jest w dwa razy większych Niemczech) i powołując nowe szkoły zawodowe (zarówno te zasadnicze, jak i technika). Ale kto to zrobi? Komu na tym zależy? Nikomu. Dlatego sądzę, że obecna sytuacja nie zmieni się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ex-studentka Studiować? Czy aplikować wiedzę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.12, 11:54 Profesor "Kokos" zdaje się, że już zapomniał, jak to do egzaminu, u niego właśnie, wystarczyło przyswoić tylko i wyłącznie treść JEGO książki... Więc niech nie bredzi o aplikowaniu, bo sam już tego próbował z moim rokiem :))) Ergo - sam zachęcał (zmuszał ?) do przyjęcia tylko jednego punktu widzenia. Zapewne, w jego przekonaniu, jedynego słusznego. Nie mniej jednak, zawsze z sentymentem wspominam czasy studiów. :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dsfsdfsdf Studiować? Czy aplikować wiedzę? IP: *.internetia.net.pl 19.06.13, 16:57 HAHAHA, trafiłem przez przypadek i od razu się zaśmiałem, jakiś gruby brzydki sudent wywyższa się ponad innych, chodzenie na fitness czy siłownie to nie pasja, a czytanie nudnych książek Coelho czy innych już tak? proszę Cię, puknij się w łeb i to, że nie zapraszają Ciebie na domówki czy wypady na miasto to nie powód, aby im ubliżać od razu. Odpowiedz Link Zgłoś