Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      "Ile pani chce zarabiać?"

    28.06.04, 09:24
    Cały weekend miałam skopany i to tylko dlatego, że potwierdziło się coś,
    czego domyślałam się od pewnego czasu.
    Cztery miesiące temu podjęłam pracę w pewnej, dobrej (jak się później
    przekonałam) firmie. Firma z branży budowlanej, międzynarodowa, działająca na
    terenie całego kraju, zapewniająca pracownikom (z całej Polski) mieszkania na
    kontraktach, samochody służbowe, komórki itp. Mnie niestety te luksusy nie
    objęły - po pierwsze jestem miejscowa i nie muszę jeżdzić do domu a
    mieszkanie mam swoje. Telefonu nie potrzebuję bo siedzę w sekretariacie, a
    głównie pełnię funkcję tłumacza.
    Gdy się przyjmowałam zadano mi pytanie "ile pani by chciała...". Ponieważ
    zależało mi na pracy, bo szukałam jej po urlopie wychowawczym, podałam
    przedział, dwie kwoty, z których przy zatrudnieniu zaproponowano mi
    oczywiście najniższą.
    Po 2 miesiącach poszłam do szefa wznowić negocjacje wynagrodzenia, bo okazało
    się, że pracuje się 10 godzin dziennie (to i tak mniej niż inni) albo więcej,
    jeżeli zajdzie potrzeba - słowem pełna dyspozycyjność. Znowu zapytano mnie
    ile. Ja, chociaż wiedziałam, że nawet ten wyższy pułap z rozmowy
    kwalifikacyjnej jest niski w porównaniu z tą robotą, powołałam się na tę
    rozmowę mówiąc, że mówiliśmy wtedy o (...), ale... (tu nie dokończyłam
    zdania, bo nienawidzę rozmawiać o pieniądzach, czuję się wtedy ogromnie
    skrępowana i ogarnia mnie wówczas wyjątkowa skromność) - miałam jednak
    nadzieję, że szef usłyszy moje "ale" i domyśli się intencji. Tak się jednak
    nie stało, choć wiem od innych, że jest zadowolony z mojej pracy i darzy mnie
    szacunkiem. Zawiodłam się wtedy, ale jakoś się z tym pogodziłam (miałam to
    skomentować, ale zamknął mi usta tym, że podwyżkę mam z wyrównaniem za
    poprzedni jeszcze miesiąc).

    Teraz, gdy minął następny miesiąc, dowiedziałam się ozarobkach innych
    pracowników (tłumaczę różnego rodzaju dokumentację). Zalała mnie krew.
    Wspomniałam o tym kierowniowi, któremu nie podlegam (mój szef urzęduje w
    innym mieście), on nie kazał mi się tym sugerować, bo to zestawienie
    wszystkich kosztów pracownika, łącznie z komórką, samochodem, ryczałtem za
    mieszkanie. A ja po prostu przyrównałam się do koleżanki, która jest w
    podobnej sytuacji - tutejsza i bez tych wszystkich bajerów socjalnych, tyle,
    że młodsza, i ma nieco inny zakres czynności (czyt. robotę mniej
    odpowiedzialną, bez specjalnych wymagań kwalifikacyjnych typu biegła
    znajomość języka, a pracuje tyle samo godz. dziennie co ja, wcale nie dłużej).

    Wiem, że sama jestem sobie winna - podwyżkę już raz dostałam. Teraz już po
    przysłowiowych ptakach. Myślicie, że można coś jeszcze tu zdziałać mając taki
    proble z rozmawianiem o pieniądzach?
    Nie mogę teraz normalnie pracować, mam ochotę lekceważyć wszystko i
    wszystkich, a miałam naprawdę dużo zapału i entuzjazmu i naprawdę lubiłam
    swoją pracę. Wszystko przez to, że poczułam się oszukana - co za bzdurna moda
    pytania "ile pani chce zarabiać?" Nienawidzę tego za każdym razem gdy szukam
    pracy!
      • Gość: mgr inz Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 10:05
        a u mnie najwięcej mają ci na etacie donosiciela...
        są tacy co mało robią, a dużo chodzą i rozmawiają...
        pewne rzeczy wychodzą przez przypadek...
        a pensje mają 2 razy większe jak ci co "zapieprzają"
        kiedyś nienawidziło się donosicieli dla SB,
        obecnie pracodawcy mają te same metody...
        jedni są od zapieprzania i robienia całej roboty, inni są od nagród i pochwał...
        a co do "pytania", to ja po studiach ponad rok szukałem pracy,
        podając na rozmowach wstępnych 2-2,5 tysiąca , bo uważałem, że skoro cieć ma
        1200, to mi się tyle jako absolwentowi polibudy ze stypendium naukowym i 2
        językami należy...
        pracy szukałem, a znalazłem, dopiero jak się zgodziłem na 800 zł :(
        przykre...
        jak bym na tej rozmowie powiedział 2000, to pewnie nadal bym był bezrobotnym...
        zarabiam jako "specjalista", też z dyspozycyjnością i odpowiedzialnością mniej
        niż cieć na naszej zakładowej bramie !!!!!!!!!!!!
        niech szlag to ...
      • uli Re: "Ile pani chce zarabiać?" 28.06.04, 10:10
        chyba pora przełamać w sobie tą niechęć do rozmów o pieniądzach - skoro Ty nie
        zadbasz o swoje interesy, kto ma to zrobić?
        Myślę, że warto porozmawiać z szefem o podwyżce. skoro wiedza o tym, że inni
        zarabiają dużo wiecej za podobną pracę cię demotywuje, to również w jego
        interesie jest podniesć twoje morale, zmotywowac cię. warto spróbować, skoro
        tak sie męczysz.
        • Gość: mgr inz Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 10:25
          hehehe...
          a ciekawe co by było, gdyby szef, tak jak mój, odpowiedział "a wie pan ile jest
          osób na pana miejscę, równie dobrze wykształconych ?"
          bo mamy takie pierd*** czasy, że trzeba robić nawet gdy się nie chce, bo się
          nie ma wyboru...
        • Gość: felietonista Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.intranet / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 11:37
          Do uli -
          pewnie masz rację, tyle że ja znim rozmawiałam o tym nie dalej jak 2 miesięce
          temu. On później jeszcze sprawdzał, czy rzeczywiście wszystko poszło jak
          trzeba, czy wszystko się zgadza, pytał mnie o to wykazując tym jakby pełne
          zaangażowanie w sprawę. Jak ja mam teraz wracać do tematu - przecież on mi
          powie, że sama nie wiem czego chce i nie może tym na "górze" tyle razy zawracać
          głowy tą samą osobą.
          Obawiam się, że wtedy przestanie mnie już cenić za moją pracę i fachowość. Może
          wyjściem sytuacji jest poszukanie nowej pracy i powrót do tematu w chwili
          chęci odejścia?

          Do mgr inż. -
          pracuję zawodowo od 9 lat, z czego 7 lat w sekretariacie, tak jak teraz.
          Kooleżanka, do której się nieszczęśliwie przyrównuję ma za sobą 3-letni staż
          pracy w zawodzie, z którym obecnie nie ma nic wspólnego. Jest więc początkująca
          w tym co robi, podczas gdy ja ma już jakiś tam swój "image" zawodowy. Ja znam
          język - ona nie.
          Masz rację, że na początku kariery konieczne są ustępstwa (później oczywiście
          też, w zależności od sytuacji). W tym momencie to ja się źle sprzedałam i to
          tylko mój błąd, niczyj inny. Nie użalam się - po prostu jestem wkurzona.
          • Gość: Miszczu Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.mentorg.com 31.08.04, 16:45

            > Jest więc początkująca
            > w tym co robi, podczas gdy ja ma już jakiś tam swój "image" zawodowy. Ja znam
            > język - ona nie.
            Na czym ten "image" sekretarki polega?
        • Gość: Prezess Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.04, 17:35
          Zdaje się , że to pytanie dręczy nas wszystkich. Dostaje wysypki gdy na
          kolejnym spotkaniu z przyszłym pracodawcą słyszę Ile by Pan chciał zarabiać? To
          pytanie powinno być zakazane, bo jest głupie, a niby co ma przyszły pracownik
          odpowiedzieć 800zł żeby szefa nie uraźić i 2000zł żeby nie wyjść na skończonego
          durnia. Z własnego doświadczenia wiem , że to i tak nie ma sensu bo dostaniemy
          tyle ile chcą nam zapłacić. Żeby tylko chcieli; umowę mam na pełen etat i co z
          tego skoro pracuję czasem po 12 h (czasem? zazwyczaj czasem to po 8 h), a szef
          na pytanie o zapłatę za nadgodziny ma jedną odpowiedź: Chcesz tu dalej
          pracować? To nie zawracaj .... i do roboty. Ale ostatnio nie wytrzymałem i
          odpowiedziałem, że .......cenzura i niedługo się pożegnamy (przynajmniej mam
          osobistą satysfakcję), ale bez kasy bo umowę podpisałem na najniższe krajowe.
          Gdybyście widzieli minę Bosa po mojej odpowiedzi haha było warto!
          Dla wszystkich zastraszanych polecam scenę z filmu Kariera Nikosia Dyzmy
          "Gówno to ja się zwalniam.... bo każdy człowiek ma prawo do szczęścia"
      • Gość: jacek Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.06.04, 12:03
        Witaj,
        Z Twojego opisu wynika, że kompletnie nie trafiłaś w moment rozmowy o podwyżce.
        To niemożliwe, żeby szef nie chciał dać podwyżki pracownikowi, którego ceni.
        Chyba, że tenże pracownik o podwyżce rozmawia w kompletnie nieodpowiednim
        momencie. Jako pracownik sekretariatu musisz być osobą aserywną w kontaktach
        zarówno z klientami firmy, jak i współpracownikami. Więc, jeśli meritum rozmowy
        mają być pieniądze, to czemu o nich nie mówić wprost? Kilka propozycji na
        rozmowę o podwyżce:
        1.Sposób najefektywniejszy, a zarazem najdrastyczniejszy - poszukać innej pracy
        i wyłuszczyć szefowi na czym stoi.
        2. Dobry chumor szefa. "Wyczuć moment" rozmowy - firma dzięki Twojej pracy
        odniosła wymierny sukces finansowy. Ty walnie się do tego przyczyniłaś, szef
        chwali więc: kuć żelazo póki gorące
        3. Czekać na moment hojnego rozdawania podwyżek i upomnieć się o swoje
        4.
        • Gość: rabek Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:14
          do Jacka
          nie zgadzam się z Tobą, ponieważ moja kierowniczka twierdzi ze bardzo ceni moją
          pracę, na dodatek potrafi do klienta powiedzieć "to ja dam ...." bo ona sie na
          tym lepiej zna
          i co?
          jak spytalam kiedy dostane podwyzke to usłyszalam " a za co mam ci ją dac "?

          bez komentarza
      • 1szylider To Ty sprzedajesz swój towar 28.06.04, 14:40
        Witam!

        Twoje kierownictwo zachowuje zgodnie z zasadami racjonalności i uczciwości
        kupieckiej.

        Oni kupili Twój towar za tyle na ile go ceniłaś, więc nie dziw sie że nie dali
        Ci więcej.

        Bo czy Ty, gdy idziesz do sklepu lub na targ, to płacisz więcej niż żąda
        sprzedawca?

        Nienawidzisz sprzedawać siebie?

        OK! Ale wynik jest taki, że sprzedajesz się słabo i za zbyt niska cenę.
        Bo któż sprzedaje Jaguara, Volvo czy Rolsa za cenę malucha..?

        A Ty uważasz się za Rolsa i żądając ceny jak za malucha dziwisz się, ze kupili?
        Ja też bym kupił...
        :)))))))


        Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
        Pozdrawiam i zapraszam!
        gg 172 85 85
      • Gość: blank Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.local.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 28.06.04, 22:13
        Myślę, że dużo już nie nawojujesz. Ja miałem podobną sytauację. A było to tak.

        Były zmiany 'organizacyjne' w mojej firmie i zwolniono osobę, która była o
        szczebel (duży) wyżej niż ja - była kierownikem. Czasami w penych kwestiach go
        zastępowałem. Bo jak pewnie już wiesz, ze jak pokazesz ze umiesz cos wiecej, to
        po pewnym czasie staje się to twoim obowiązkiem i nie ma przeproś. Nie zrobisz
        to jescze po premii dostaniesz - w taki posredni sposób się dowiesz ze to juz
        twój obowiązek ;)
        Wszyscy więc myśleli, że ja wskoczę na to miejsce, choć ja bardzo na to nie
        miałem ochoty, bo jednak zmieniłby się charakter i przedmiot wykonywanej przeze
        mnie pracy. No i pracodawca chyba też nie miał co zresztą uzasadnił w
        przyzwoity sposób - ze jestem troche za mlody, ze moze mi odbic, a nie chce
        mnie stracic. Argumenty mial zupelnie trafne, no a poza tym jak mówiłem nie
        byłem aż tak chętny na taką zmianę. Przyjąl osobę z zewnątrz.

        No i tu się zaczyna to co mnie chyba dużo nauczyło. Pracodawca sam zapytał ile
        chciałbym zarabiać, sam zaproponował podwyżkę, bo myślał że ja się strasznie
        obrażę, ze nie było awansu i jeszcze się zwolnię albo co. Wiec ja mu
        powiedzialem tyle ze wyszlo o 30% więcej jak do tej pory. On na to 'ok. nie
        obiecuję' Chciałem mu przypomniec o tym za 1-2 m-ce, ale niestety
        mielismy 'słabe wyniki', wiec nie bylo co go draznic bardziej ;) poszedłem po 4
        m-cach i mu przypominam, to facet wyjezdza z kwota ze smiech na sali. No, ale
        dobre i to mysle sobie. I wiesz co. I nawet tego nie dostałem. Szkoda gadać. Po
        całym prawie roku gadka była taka, ze podwyzki nie bedzie, a jak komus
        nieodpowiada, to droga wolna. Odbyłem z nim ze cztery rozmowy na ten temat i
        nic.

        Chodziło tu o to, ze w firmie byly kłopoty pesonalne i bylem potrzebny. A teraz
        jak się wszystko ustabilizowało, i parę osób wiedziałoby jak mnie zastąpić, bo
        ich (niestety) nauczyłem co i jak robić, to już nikt mnie nie chce zatrzymywać.

        I na dodatek dość cześto wykonuję część obowiązków należących do KK i nie mam z
        tego nic! No, chyba ze jakieś tam doświadczenie.

        I tak jak tobie przestało mi się chciec pracowac w tej firmie (4 lata juz tam
        pracuje). Lekceważe nieraz sobie za bardzo, doszlo do tego ze mi premie nawet
        raz zabrano, a zawsze mialem maksa! ;), tylko ze za bardzo popyskowałem.

        W takich sytuacjach chciałoby się pierdo.... wypowiedzeniem na biurko, ale to
        tylko sam sobie bym zaszkodził. Lepiej za porozumieniem, ale juz nie uwierze
        jak bedą chcieli zebym zostal i beda mi proponowali podwyżkę. chociaż atmosfera
        w pracy calkiem simpatico, ale znowu firma mało rozwojowa - możliwości awansu
        nikłe, bo nie ma gdzie za bardzo. I tak sobie mysle ze do wiosny jescze tam
        posiedze, ale potem chyba spadówa. Byleby nie z deszczu pod rynnę :)

        Pozdr.
        • Gość: felietonista Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.intranet / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.04, 12:25
          Wiesz co blank?
          Myślę, że powinieneś podejść do tego tak jak ja. Znowu się trochę z tym
          pogodziłam, ale dzięki postanowieniu, że tym razem zaczynam działać od razu. Od
          nowa wertuję oferty pracy i mam zamiar pisać CV na propozycje, które mi
          odpowiadają merytorycznie. Umowę i tak mam tylko na rok, więc zaczynam szukać
          od razu, żeby potem znowu nie musieć brać co w ręcę wlezie. Perspektyw na
          przedłużenie tej umowy się nie spodziewam, bo nie mam zamiaru emigrować do
          Wrocka czy Łodzi (mąż, małe dziecko). Jak coś się trafi - spadam stąd, chociaż
          trochę mi szkoda, bo robota rozwojowa i baaardzo mi się podoba.
          Pozdro.
      • Gość: Reader No coz... IP: *.mci.co.uk 29.06.04, 12:36
        mnie to pytanie raczej bawi na rozmowach. Jest ono jednym z najglupszych jakie
        moze zadac potencjalny pracodawca (sa jesze takie jak: jak Pan/Pani wyobraza
        sobie swoja praca, dlaczego chcialaby Pani u nas pracowac, jak wyobraza sobie
        Pani swoja prace za 5 lat, itd itp). Takie pierdolki z poniedzialkowej Wyborczej.

        Na drugi raz jak bedzie ew. zmieniala praca podaj po prostu poprzednie zarobki.

        Glupie to pytanie jest tym bardziej gdy kandydat aplikuje na okreslone
        stanowisko w duze firmie gdzie HR'y ustalaja widelki, kontrakty, dodatki i wyzej
        bata nie podskoczysz...jaki sens ma w tym momencie takie pytanie? Czy kandydat
        ma sam sobie wystawic ocene w zlotowkach? I co to bedzie oznaczalo? 1000 zl?
        5000 zl? 20000 zl? Przeciez ani oni nie znaja Ciebie ani Ty ich.


      • ozlem Re: "Ile pani chce zarabiać?" 29.06.04, 14:46
        Ja niedawno dowiedzialam sie ze moja kolezanka przy sporo mniejszym obciazeniu praca, mniejszym zakresem obowiazkow i nizszymi kwalifikacjami typu znajomosc jezyka, wyksztalcenie itp, zarabia wiecej ode mnie o ok 30%, czyli wiecej o ok. 3tys netto. Z tym ze ja w tej chwili mam dosc jasne stanowisko w tej sprawie, nie chce mi sie chodzic i zebrac, wiec mam zamiar wykorzystac najblizsza nadarzajaca sie okazje zmiany pracy...
        Co tez i Tobie zalecam, bo jesli firma nie widzi, badz jej nie przeszkadza taki rozrzut w obowiazkach i zarobkach osob na takich samych stanowiskach, to nie jest to firma w ktorej chcialabym pracowac, bo stracilam do tego motywacje.
        • Gość: Kasia Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.classcom.pl / *.77.classcom.pl 31.08.04, 10:42
          Szylider i bardzo sie z Toba nie zgadzam!!!Kazdy z nas zna swoja cene i
          wartosc,a uczciwy pracodawca winien okreslic sie tak jak nowo przyjmowany
          pracownik.Przyklad mojego syna,na pytanie "ile chce zarobic" skromnie
          odpowiedzial 1.200-1.500 zl,na co jego pracodawca odpowiedzial,ze na tym
          stanowisku pracownik zarabia 3000 zl i na taka kwote podpisze z nim umowe.Syna
          zatkalo.Pracuje juz drugi rok w firmie,ma ogromny szacunek dla swojego
          pracodawcy,jesli trzeba to chetnie zostaje po godzinach.Nagrody i premie
          rozdzielane sa sprawiedliwie.I moze czas najwyzszy aby pracodawcy zaczeli
          traktowac pracownika jak partnera ,a nie jak rzecz,towar,bo pracownik to
          czlowiek-istota rozumna.
      • Gość: Juan Perverez Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.cvz.es 31.08.04, 18:09
        Na pytanie "ile chce pan zarabiać" odpowiadam " ile chcę zarabiać? milion... dolarów... chyba, że pyta pan/pani o wynagrodzenie jakiego oczekuję na tym stanowisku" :-)

        Rynek pracy jest taki a nie inny.. Po co pracodawca ma przeplacac jak chcesz mniej? Ja też, bedąc na zielonej trawce, zgodziłem się na taką sobie pensję, zeby mieć jakąkolwiek. Miedzy wierszami wyczytuję że moi koledzy i koleżanki zarabiają znacznie większe pieniadze - ale cóż.. zfrajerzyłem i zarabiam mniej.. ale przynajmniej mam pracę.
        Teraz mogę iść na rozmowe i podbić stawkę nie szczypiąc się, że nie mam czego do gara włożyć.

        Swoją drogą... ze względu na dziwną sytuację, musiałem powiedzieć wczoraj szefowej "urywając się" ze idę na rozmowę.. Nie wyglądała na szczęśliwą.

        Ale to też ich wybór - jak im ucieknę to znowu będą musieli szukać kogoś, i nawet może się okazać ze będą musieli kupić kogoś droższego niż ja +podwyżka..

        Ale to ich wybór..
      • Gość: VIP-1 pytanie moze i glupie IP: *.cwshs.com 31.08.04, 18:27
        ale odpowiedz jest prosta
        mowisz ze tyle ile firma placi na danym stanowisku
        nie musisz podawac zadnych konkretnych sum
      • Gość: anka Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.proxy.aol.com 29.11.04, 23:24
        Glupie pytanie - glupim pytaniem:
        - Ile pani chce zarabiac?
        - A ile pan proponuje?
        A dalej to juz negocjacje.
        • Gość: abc Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.11.04, 06:14
          - na tym etapie nie mogę Panu podac kwoty, wiec ile Pan oczekuje?
          • Gość: anka Re: "Ile pani chce zarabiać?" IP: *.proxy.aol.com 30.11.04, 13:46
            4000zl. net, ale mozemy negcjowac.
      • forumowe_kontko Konkret 30.11.04, 15:10
        Jeżeli masz z decydentem dobre układy, tj. wie, że dobrze pracujesz, ceni Cię i
        szanuje - a zarazem sama okropnie się boisz rozmawiania o konkretnych kwotach -
        idź do niego i powiedz mu tak:
        "Wasza Królewska Mość, pracuję tu już X czasu, daję z siebie wszystko.
        Chciałabym się dowiedzieć czy jest WKM z mojej pracy zadowolony?" To bardzo
        ważne - zamiast Twojego monologu - rozmowa. Gdy potwierdzi zaatakuj go z flanki:
        "...i właśnie w tej sprawie pozwalam sobie zawracać WKM łeb, tzn. głowę. Nie
        jest tajemnicą, że inni pracownicy mający zbliżony wkład w rozwój firmy
        zarabiają 17 razy więcej ode mnie. Oczywiście rozumiem, że oni pracują tutaj
        dłużej, a ich działalność przynosi firmie bezpośrednie korzyści. Byłabym
        jednakowoż diabelnie "dźwięczna" WKM, gdyby moje wynagrodzenie zbliżyło się do
        średniej przelotowej w naszej firmie".
        Piszę o tym luzacko - ale przesłanie powinno być właśnie takie. Prawdopodobnie
        zacznie piętrzyć problemy. Jeśli tak - możesz NAPOMKNĄĆ o poczuciu krzywdy. Ale
        tylko napomknąć w zawoalowany na maxa sposób. Jeśli NIE będzie piętrzył
        problemów - wskaż jakąś osobę z pracowników (oczywiście taką, o której wiesz,
        że zarabia sporo - choć bez przesady) i powiedz, że chciałabyś, aby twoje
        salarowe benefity były do niej zbliżone. Korzyść podwójna: kwoty nie rzucisz
        (czyli nie ma stresu), a poza tym, jeśli Boss się żachnie - zawsze możesz się
        raczkiem wycofać, półżartem stwierdzając, że nie podejrzewałaś akurat tego
        pracownika o superkokosy.
        Powodzenia.
        • cytrusowa Re: Konkret 30.11.04, 17:12
          no dobra, a ile mam odpwoiedzieć, jeślin staram się o pracę. A padenie na pewno
          to pytanie - nie mam zupełnie pojęcia ile podać.
          Chodzi o stanowisko przedstawiciela handlowego. Osobny wątek założyłam:-)
          Niby pracowałam jako przedstawiciel, ale to co tam zarabiałam, to była jedna
          wielka kpina, bo dostawałam 1050 zł na rękę. I nic więcej, żandej premii, bo
          nie uznają. A byłam przedst. regionalnym
          • forumowe_kontko Re: Konkret 01.12.04, 09:42
            Najsampierw (moje ulubione słowo) trzeba się oczywiście zapytać o sprawy
            techniczne: jesli premia to jaka - procent (ile???) od obrotu czy od marży,
            pomniejszona o koszty działalności działu handlowego czy nie; dostaniesz bazę
            klientów czy musisz rzeźbić sama; czy dostajesz narzędzia pracy (fura i komóra
            & laptop ewentualnie). A może dodają opiekę medyczną i talon na balon raz w
            miesiącu? Wynagrodzenie to nie tylko żywa gotówa...
            Z rozmowy powinno wyniknąć czy w danej firmie stosuje się zasadę "głodnego
            handlowca" - kiepska płaca podstawowa + super bajeranckie premie (z gradacją);
            czy raczej solidna podstawa, która daje pracownikowi spokojne jutro - a co za
            tym idzie pewność siebie + jakaś tam premia (niezbyt okazała). Po otrzymaniu
            takich informacji pamiętaj jeszcze o jednym: istnieje mała szansa, żebyś
            zaczęła sprzedawać w pierwszym miesiącu. Poproś zatem (to naprawdę żadne halo),
            o ŚREDNIĄ PREMIĘ w pierwszym miesiącu. Taką rozruchową. Rozsądny szef się
            zgodzi, a głupek - nie zgodzi się w ogóle na nic i zaproponuje Ci robotę za
            frajer (tzn. za splendor współpracy Z TAAAAKĄ firmą...).
            Powodzenia.
            • cytrusowa Re: Konkret 01.12.04, 10:08
              forumowe_kontko: dzięki za info. tylko mam jeszcze pytanie - co oznacza srednia
              premia w pierwszym miesiacu?
              Czy mam tylko rzucić hasło o średniej premii, czy po prostu powiedzieć ile chcę.
              Dzięki
              • forumowe_kontko Re: Konkret 01.12.04, 10:20
                Im dłużej powstrzymasz się od podawania liczb - tym lepiej dla Ciebie. Wciśnij
                gościowi małe pla, pla, pla o tym, że on najlepiej wie jaką premię się wyrabia
                i w ogóle i w szczególe - masz zresztą ogromny atut (o ile Wielki Brat jest
                facetem): jesteś (jak rozumiem) kobietą. Metoda "ty silny Tarzan a ja słaba
                Jane" jest diabelnie skuteczna. Prawie wszyscy faceci się na to łapią (wiem, bo
                ja też się łapię :D.
                No i jest jeszcze jeden plusik: jeśli Wielki Szef jest twardym sukinkotkiem to
                zaimponuje mu Twoja umiejętność walki o swoje. Zasada jest prosta: jeśli nie
                umiesz walczyć o siebie, to jaka będzie skuteczność walki o firmę???
                • cytrusowa Re: Konkret 01.12.04, 10:42
                  no masz absolutną rację z tą walką:-)
                  Że nie wspomnę o słabej Jane.
                  Moim planem jest odpowiedziec na pytanie o stawkę, że chcę zarabiac w
                  zależności od efektów mojej pracy. Bo im lepszy efekt - więcej zarabiam, tym
                  wiecej firma zarabia dzieki mnie.
                  Bo faktycznie, podawanie stawek chyba mija się z celem.
                  Jeśli juz naprawdę będę musiała podac stawkę, pomyślałam, że podam kwotę 2000
                  netto, jeśli oczywiście ma to byc solidna podstawa, zaś premia taka sobie.
                  • forumowe_kontko Re: Konkret 01.12.04, 10:59
                    Z tymi "efektami pracy swej" to lepiej uważaj. Bo mogą Ci zaproponować 800
                    brutto podstawy i solidną (w ich mniemaniu) premię, z komentarzem: "sama Pani
                    widzi - zarobki u nas nie są w żaden sposób ograniczone, im więcej Pani sprzeda
                    tym więcej Pani zarobi, good luck!". A taka opcja nie jest chyba najlepsza...
                    Szczerze mówiąc wolałbym już wstawić gadkę pt. "wszyscy jesteśmy zawodowcami -
                    pracujemy dla osiągnięcia konkretnego efektu finansowego, tak dla firmy jak i
                    dla siebie". Strasznie to drętwe (niestety...), ale niezobowiązujące, bo to
                    przecież nic nie znaczy :)
                    • cytrusowa Re: Konkret 01.12.04, 11:04
                      hmmmm, brzmi ciekawie...
                      • cytrusowa Re: Konkret 02.12.04, 16:32
                        kochani, ja się dizś na rozowie przekonałam, że nie da rady omijać i próbować
                        nie mówić ile się oczekuje. Nawet jśli nie ma się rozeznania. Ja poniekąd
                        zostałam "zmuszona" do podania kwoty:-)
                        • oban Re: Konkret 02.12.04, 17:35
                          cytrusowa napisała:

                          > kochani, ja się dizś na rozowie przekonałam, że nie da rady omijać i próbować
                          > nie mówić ile się oczekuje. Nawet jśli nie ma się rozeznania. Ja poniekąd
                          > zostałam "zmuszona" do podania kwoty:-)

                          Ja tam sie nie "szczypalem" chociaz wiekszego pojecia nie mialem ile
                          mogbym dostac na tym stanowisku o ktore sie ubiegalem, owszem moglbym to
                          wszystko posprawdzac przeanalizowac itd
                          Zastosowalem jednak prosty przelicznik : poniewaz praca jest za granica w
                          ramach tej samej firmy w ktorej pracowalem w Polsce a koszty utrzymania pewnie
                          ze 4 razy wieksze powiedzialem po prostu ta sama kwote, ktora zarabialem w
                          Polsce tyle ze w ... Eurach. "Plus" mialem ten, ze po pierwsze prace w Polsce
                          mialem i nie musialem rezygnowac a po drugie to "oni" mnie chcieli.
                          Ale zebyscie zobaczyli wyraz twarzy mojego szefa. Nie wiedzialem czy tak go
                          rozsmieszylem ze placze, czy najpier sie roplakal a potem dostal
                          ataku "nerwosmiechu", do dzis jak na mnie dluzej patrzy to chyba lzy mu do oczu
                          naplywaja ;)
                          • Gość: t Re: Konkret IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.04, 22:15
                            powiem ci ze i tak niewiele powiedziales. slusznie zauwazyles ze to oni cie
                            chcieli to dlaczego masz za te same peniadze ryzykowac zmiane pracy. ja
                            zmieniac prace ze wzgledu na kase to nie mniej niz 20%
                    • cytrusowa Re: Konkret 08.12.04, 11:33
                      formumowe_kontko i nie tylko:
                      Po pierwszym etapie rozmowy, o którym pisałam i radziła się (dzięki za rady),
                      zadzwonili wczoraj i zaprosili mnie do W-wy na jutro. Nigdy jeszcze tak nie
                      było, stresuję się i nie wiem jak się tam zachować.
                      Parę m-cy temu w sprawie innej prac doszlam też do drugiego etapu, ale to było
                      tu na miejscu i bardziej to była luzna rozmowa niz cos konkretnego.
                      A tu się stresuje, bo to duzy koncern i nie wiem jak sie zachować. o czym moze
                      byc gadka...
                      I jeszcze jedno - czy jest zwyczaj zwracania kosztów podróży? Bo niestety
                      pociag wychodzi za drogo i jadę samochodem.
                      Nie powiedzieli nic podczas rozowy tel a ja sie nie spytalam, bo nie
                      wiedzialam, ze o takie cos trzeba sie pytac. Bo skąd, skoro jeszcze w tkaiej
                      syt nie bylam.
                      W poprzedniej pracy jak jechalam do siedziby firmy to juz po to, by podpisac
                      umowe, ale to byla inna syt bo wczesniej pracowalam dla nich na zlecenie.
                      Koszty oczywiscie zwrocili.
                      A tu???
                      No i na co radizcie mi zwrocic uwage podczas rozmowy?
                      • forumowe_kontko Re: Konkret 08.12.04, 13:17
                        Przede wszystkim: gratulacje. Przejście do drugiego etapu rekrutacji to, moim
                        zdaniem, najtrudniejszy element. Bo teraz już wszystko zależy tylko i wyłącznie
                        od Ciebie, a nie od głupiego przypadku.
                        Koszty powinni Ci zwrócić. Ale prawdę mówiąc - zależy z kim będziesz rozmawiać.
                        Jeśli z kimś z HR, to bez żenady możesz się po prostu zapytać. Jeśli z szefem
                        działu, w którym potencjalnie miałabyś pracować... hmm... nie wiem. Ja bym się
                        chyba (na wsiakij słuczaj) nie pytał. Nigdy nie wiadomo co człowieka zrazi, nie?

                        W czasie rozmowy bądź po prostu sobą. Sprawdziło mi się to już nie raz. Nie
                        usztywniaj się, unikaj banałów. Ludzie, wbrew pozorom, na ogół cenią sobie
                        bezpośredniość. Jak czegoś nie wiesz, a chciałabyś wiedzieć - pytaj. Pytania,
                        które w czasie takiej rozmowy zadasz więcej powiedzą o Tobie niż przesłuchanie,
                        które Ci zafundują. Pamiętaj, że na rozmowę zaproszą 3-4 osoby. Musisz się na
                        ich tle pozytywnie wyróżnić. Zapomnij o rzuceniu ich na kolana kwafilikacjami
                        (no, chyba, że faktycznie aplikujesz na megaspecjalistyczne stanowisko).
                        Pozostałe osoby mają zapewne umiejętności i doświadczenie zbliżone do Twoich,
                        zatem nie wiedzą fachową pokonasz kontrkandydatów. Szczerość, szczerość i
                        jeszcze raz szczerość. Jeśli będziesz się denerwować - powiedz o tym. Przecież
                        zdają sobie sprawę, że taka sytuacja jest stresująca. Jeśli Twoja przyszła
                        praca miałaby polegać na współpracy z zespołem - udowodnij swoim zachowaniem
                        (dość swobodnym, ale z dużą dozą powściągliwości), że jesteś do takiej pracy
                        wręcz "stworzona". Itd., itd., itd.

                        I napisz jak było :D
                        • cytrusowa Re: Konkret 18.12.04, 18:33
                          forumowe_kontko:-)
                          troche czasu uplynęlo i troche zmian zaszlo. ale po kolei:
                          na rozmowe pojechalam, kosztow mi nie zwrocili, do swiat mieli sie odezwac.
                          jednak we wtorek zadzwonili, tym razem ktos inny mowiac, ze jest z innego
                          dzialu i wie, ze bylam na rozmowie ale tam sie nie dostalam, ale on bylby
                          zainteresowany spotkaniem. Wiec ja mu na to, ze owszem, ja tez jestem
                          zainteresowana, ale niestety nie stac mnieby tydzien po pierwszym spotkaniu w W-
                          wie przyjechac znowu. Tym bardziej, ze nie pracuje, to skad kasa. I tu sie
                          okazalo, ze pan sprawdzi, czy firma zwroci mi koszty dojazdu. I wyobraz sobie,
                          ze zadzwonil ze slowami, ze zwroca. Wiec pojechalam wczoraj.
                          Oczywiście znowu to samo, opowiadalam o sobie, o tym co robilam itp. czyli
                          standard. Ale doszedl do tego malutki sprawdzian - musialam odegrac scenke, a
                          potem - jako drugi sprawdzianik - przeszlismy na jezyk angielski.
                          Nie wiem co z tego wyjdzie, ale powiem ci jedno, ze atmosfera byla ok, facet na
                          poziomie i przyjemnie sie rozmawialo.
                          Do świat sie dowiem.

                          Sytuacja druga:
                          jednoczesnie zz aporszeniem na rozmowe do w-wy zadzwonini z innej firmy, ze
                          zapraszaja mnie na rozmowe, ale w moim miescie. Bylam, rozmowa byla juz
                          konkretna, bo oprocz przedstawiciela regionalnego był jego przełożony oraz dyr.
                          handlowy. Powiedziano mi, ze ta rozmowa jest juz konkretna i jesli przejde do
                          nast. etapu, bedzie to etap koncowy (cokolwiek by to oznaczalo).
                          Z tego spotkania wyszlam na luzie, bo jakoś sie nie nastawialam.
                          A tu w zeszlym tygodniu dostalam telefon, ze przeszlam ten etap i zapraszaja
                          mnie do nastepnego, ktory polega na tym, że spedze z nimi, tzn. z jednym z
                          przedstawicieli i z tym regionalnym jeden dzien w terenie. Prawdopodobnie
                          chodzi im o sprawdzenie moich umiejętności, bo w zakres moich obowiazkow
                          wchodzilby tez merchandising.
                          No i ten dzien bedzie w srode. oczywiscie dzien pracy za friko;-)
                          Powiem tak - nie wiem na ile to zaproszenie na ten wyjazd jestwymowne - czy to
                          juz oznacza, ze dostalam prace, czy dopiro mi powiedzą po namysle...nie wiem.
                          Ale sie dowiem tego dnia:-)

                          Dużo się to rozpisałam,a le muszę to zamknąć jeszcze czymś - a właściwie
                          powinnam to umieścić pomiędzy jedną rozmową, a drugą;-)
                          Jako, że dośc długo nic się nie działo - zadnych poważnych ofert pracy, no i
                          nasza sytuacja sie przy okazji dosc skomplikowała zdecydowalismy, że wracamy
                          spwrotem do Niemiec. Mąż tam wcześniej juz pracował.
                          Chcemy pojechać na rok-dwa by sie odbić i wrócic tutaj.
                          Decyzje podjęliśmy w momencie, gdy nic sie nie działo na polu moich poszukiwań,
                          a u męża było nieckiekawie.
                          I tak to już jest, że jak cos postanowisz, to od razu zieje się to, co ma
                          skomplikować podjecie decyzji.
                          Jeśli dostanę pracę, zostanę w Polsce a mąż wyjedzie, bo od stycznia już wraca
                          tam do pracy.
                          Uhh, boje sie tego wszystkigo co przede mną, przed nami. Chyba nie dorosałam do
                          tego:-(

                          Pozdraiwam i mam nadzieję, że nie zadudziłam


        • maizy_corny Re: Konkret 23.12.04, 08:38
          no skoro nienawidzisz rozmowy o pieniądzach podczas zatrudniania sie, to może
          powinnaś rozważyc wolontariat. Na tym polega wymiana, to nie ty "prosisz" o
          pieniądze, ale pracodawca "kupuje" twoją pracę (oczywiście odnosi sie to do
          dobrych pracownikow i specjalistow).
          Z drugiej strony rzeczywiście troszke "sama jestes sobie winna". Wyobraź sobie,
          że TY jeseś pracodawca i kogos zatrudniasz. Pracodawca nie bedzie raczej sie
          domyslał ile chcialabys zarabiac i czy nie czujesz sie pokrzywdzona, jesli sama
          nie wymienisz konkretnej kwoty. Poza tym jak dla mnie bez sensu jest motywowac
          podwyżke tym ile zarabiaja inni. Sama sie musisz "wycenić" - ile chcesz z
          siebie dac i ile za to otrzymywać, ile warte sa twoje kwalifikacje,
          doswiadczenie, kreatywnośc, jak to sie odnosi do stanowiska pracy i obowiązkow.
          I potem baby mowią, że sa dyskryminowane:), jesli pracuja "co łaska".
          Przełam sie, a będziesz zachwycona z odmiany (byc może w kolejnej pracy).
          • cytrusowa Re: Konkret 23.12.04, 10:20
            ok, może i masz racje - ja jestem z tych, co nie lubią gadać o pieniądzach.
            Wolą je mieć:-)
            A tak poważnie to odpowiedz mi tylko jak można mówić, ile chce się zarabiać,
            jeśli aplikuje się na konkretne stanowisko nie mając wcześniej na nim
            doświadczenia.
            Inaczej zarabia sprzedawca, a inaczej przedstawiciel regionalny.

            Pomóż mi znalezc wyjscie z takiej sytuacji
            • maizy_corny Re: Konkret 23.12.04, 12:20
              Jesli ktos nie lubi rozmawiać o pieniądzach podczas rozmowy o prace, ten
              później ciągle o nich mysli :).
              Nie wiem co Ty masz zrobić, bo to twoje życie. Moge tylko powiedzieć na swoim
              przykładzie - wiem co potrafie, wiem co chce robić i wiem ile chce zarabiać.
              Staż jest ważny, ale czasami bardziej liczą sie predyspozycje, pasja i
              kreatywność.
            • ultra75 Re: Konkret 24.12.04, 11:13
              Cytrusowa, ja Cię bardzo dobrze rozumiem :-). Też mam jakoś problem z rozmowami
              o kasie i zdarza się, że sobie potem pluję w brodę, bo mozna było inaczej...

              Co do pytania "Ile Pan/Pani chce zarabiac?" podczas rozmów kwalifikacyjnych, to
              czasami zyłka mi zaczyna pulsować :-), kiedy czytam te pseudoporady w GW itd.,
              że nigdy nie należy podawac konkretnej kwoty, bo jesteśmy od razu na straconej
              pozycji. W takim razie co niby mależy odpowiedzieć na kwestię: "dobrze, ale
              proszę podać dokładną kwotę, która Panią/Pana interesuje" pojawiającą się po
              każdej próbie wymigania się od odpowiedzi? Wyjść z rozmowy, czy może udawać
              niemowę :-)?
      • diablo1987 Re: "Ile pani chce zarabiać?" 10.12.04, 13:30
        Tyle co TY:)))))



        felietonista napisała:

        > Cały weekend miałam skopany i to tylko dlatego, że potwierdziło się coś,
        > czego domyślałam się od pewnego czasu.
        > Cztery miesiące temu podjęłam pracę w pewnej, dobrej (jak się później
        > przekonałam) firmie. Firma z branży budowlanej, międzynarodowa, działająca na
        > terenie całego kraju, zapewniająca pracownikom (z całej Polski) mieszkania na
        > kontraktach, samochody służbowe, komórki itp. Mnie niestety te luksusy nie
        > objęły - po pierwsze jestem miejscowa i nie muszę jeżdzić do domu a
        > mieszkanie mam swoje. Telefonu nie potrzebuję bo siedzę w sekretariacie, a
        > głównie pełnię funkcję tłumacza.
        > Gdy się przyjmowałam zadano mi pytanie "ile pani by chciała...". Ponieważ
        > zależało mi na pracy, bo szukałam jej po urlopie wychowawczym, podałam
        > przedział, dwie kwoty, z których przy zatrudnieniu zaproponowano mi
        > oczywiście najniższą.
        > Po 2 miesiącach poszłam do szefa wznowić negocjacje wynagrodzenia, bo okazało
        > się, że pracuje się 10 godzin dziennie (to i tak mniej niż inni) albo więcej,
        > jeżeli zajdzie potrzeba - słowem pełna dyspozycyjność. Znowu zapytano mnie
        > ile. Ja, chociaż wiedziałam, że nawet ten wyższy pułap z rozmowy
        > kwalifikacyjnej jest niski w porównaniu z tą robotą, powołałam się na tę
        > rozmowę mówiąc, że mówiliśmy wtedy o (...), ale... (tu nie dokończyłam
        > zdania, bo nienawidzę rozmawiać o pieniądzach, czuję się wtedy ogromnie
        > skrępowana i ogarnia mnie wówczas wyjątkowa skromność) - miałam jednak
        > nadzieję, że szef usłyszy moje "ale" i domyśli się intencji. Tak się jednak
        > nie stało, choć wiem od innych, że jest zadowolony z mojej pracy i darzy mnie
        > szacunkiem. Zawiodłam się wtedy, ale jakoś się z tym pogodziłam (miałam to
        > skomentować, ale zamknął mi usta tym, że podwyżkę mam z wyrównaniem za
        > poprzedni jeszcze miesiąc).
        >
        > Teraz, gdy minął następny miesiąc, dowiedziałam się ozarobkach innych
        > pracowników (tłumaczę różnego rodzaju dokumentację). Zalała mnie krew.
        > Wspomniałam o tym kierowniowi, któremu nie podlegam (mój szef urzęduje w
        > innym mieście), on nie kazał mi się tym sugerować, bo to zestawienie
        > wszystkich kosztów pracownika, łącznie z komórką, samochodem, ryczałtem za
        > mieszkanie. A ja po prostu przyrównałam się do koleżanki, która jest w
        > podobnej sytuacji - tutejsza i bez tych wszystkich bajerów socjalnych, tyle,
        > że młodsza, i ma nieco inny zakres czynności (czyt. robotę mniej
        > odpowiedzialną, bez specjalnych wymagań kwalifikacyjnych typu biegła
        > znajomość języka, a pracuje tyle samo godz. dziennie co ja, wcale nie dłużej).
        >
        > Wiem, że sama jestem sobie winna - podwyżkę już raz dostałam. Teraz już po
        > przysłowiowych ptakach. Myślicie, że można coś jeszcze tu zdziałać mając taki
        > proble z rozmawianiem o pieniądzach?
        > Nie mogę teraz normalnie pracować, mam ochotę lekceważyć wszystko i
        > wszystkich, a miałam naprawdę dużo zapału i entuzjazmu i naprawdę lubiłam
        > swoją pracę. Wszystko przez to, że poczułam się oszukana - co za bzdurna moda
        > pytania "ile pani chce zarabiać?" Nienawidzę tego za każdym razem gdy szukam
        > pracy!
    Pełna wersja