Gość: Rybka
IP: *.astercity.net / 10.131.129.*
16.03.02, 01:42
O poranku, kiedy tandetna imitacja Chrisa o Poranku zagrzewała z werwą w radio
(o stacji przez litość nie wspomnę) do wypicia pierwszej kafki, wertowałem z
nudów internetowe stronki, kiedy nagle zoczyłem ofertę pracy w "Rządowym Biurze
Informacji", w skrócie BIP.
To jest to - jak powiedziałem, tak uczyniłem. Z szybkością błyskawicy, z mocą
wodospadu chwyciłem za telefon, na który niestety nikt nie odpowiedział.
Hmm... ośrodek wprawdzie informacji, ale rządowy, znaczy budżetowy, czyli jak
to się mówi - nie ma dziwne. Postanowiwszy wpierw wypić kafkę uspokoiłem się
tąże myślą, poczem wróciłem do czytania porannej lektury, którą jak zwykle była
pewna gazeta.
Gdzieś koło południa uporczywa myśl przebiła się jednak znowu przez pokłębione
składy zajętej świadomości i ręka spoczeła na telefonie. Tym razem ktoś
odebrał. Fajnie. Upewniwszy się o celowości i sensowności wysyłania CV,
podziękowałem za informację i odłożywszy słuchawkę sporządziłem w ciągu 40
minut rzeczone CV, a następnie wysłałem na uzyskany podczas miłej telefonicznej
pogawędki adres. Tak oto zyskałem poczucie, że w piątek, ostatni dzień
tygodnia, uczyniłem coś co ma głęboki sens, zwłaszcza w kontekście sympatycznej
i - wydawało się - konstruktywnej konwersacji.
Z czystym sumieniem spędziłem zatem weekend w szkole cierpliwie zdobywając nową
wiedzę, doczekałem nawet poniedziałku i nowego wydania dodatku Praca, po czym
przyszedł wtorek.
Pomyślawszy, że warto zadzwonić i uzyskać informację czy CV doszło i czy ktoś
zabierze się za jego przeczytanie sięgałem właśnie po słuchawkę, gdy
sympatyczny dźwięk z komputera obwieścił nadejście nowej poczty. Jako, że
lektura e-maili nie zajmuje mi dużo czasu odłożyłem słuchawkę tam, gdzie jej
miejsce i wcisnąwszy guzik czytaj zapoznałem się z treściš listu.
Moje zaskoczenie nie miało granic, gdy okazało się z nagłówka, że to właśnie
biuro informacyjne wysłało mi korespondencję. Czy to z powodu rozmowy, czy też
z wrodzonej aktywności, osoba odpowiedziałna za rekrutację dała mi znać niczym
piorun. Naprawdę szybko, o czym zaświadczy każdy, kto kiedykolwiek wysyłał CV,
albo list motywacyjny, albo cokolwiek w poszukiwaniu zarobkowego zajęcia.
Niestety, oczy zaokrągliły mi się podczas zapoznawania się z treścią, co
zresztą trwało wyjątkowo krótko...
Szanowny Panie,
niestety Pańskie zgłoszenie dotarło do nas za poóźno,
pozdrawiamy i życzymy powodzenia,
zespół BIP
Oczywiście literówka w mailu jest oryginalna, co w przypadku tak małej ilości
tekstu przyprawia o pewne zdziwienie. Ale rzecz jasna w tym konkretnym
przypadku liczy się treść, a nie forma.
Nagły dreszcz przeniknął mnie do szpiku kości, gdy poczułem, że stoję u progu
Nieznanego, czegoś co nie poddaje się racjonalnej analizie i niczym
nieoczekiwana śmierć ukochanego kanarka sprawia, że świat wokół nas traci swe
oparcie, a wszystko wydaje się być nieustannie zmieniającą się iluzją i
nieskrępowaną grą pozorów.
Przypomniałem sobie piątkową rozmowę i jeszcze raz dokładnie przeczytałem
otrzymany list. Choć uruchomiłem całą swoją wyobraźnię nie doszukałem się w tym
wszystkim najmniejszego sensu i z tym poczuciem wyszedłem na spacer.
Po dwóch godzinach wzdłuż Wisły umysł napełnił się spokojem, a ja wróciłem do
domu, aby dokończyć czytanie książki "Przemiany".
W końcu, po dojściu do wniosku, że cała ta sprawa przypominała szukanie ciosły
będącej kluczem do spadku, poszedłem spać.
***
Pozostało mi pytanie: czy gdybym wysłał zgłoszenie nie w ciągu 40 minut od
rozmowy, lecz np. w ciągu 30 minut, to też byłoby za późno, czy też może jednak
zmieściłbym się w limicie czasowym BIP.