portobello_belle
24.09.12, 12:55
Krystyna Zajączkowska, Specjalista ds. rekrutacji z łódzkiego Infosys BPO Poland też przyznaje, że niektóre z rozmów rekrutacyjnych przynoszą niespodzianki. - Pewien kandydat zadał na przykład pytanie, czy po kilku dniach pracy będzie mógł wyjechać na wakacje. Inny z kolei spytał, czy możliwa byłaby praca z innej lokalizacji w Łodzi, ponieważ miałby łatwiejszy dojazd do pracy - mówi.
A co w tym akurat takiego dziwnego? Jak miał opłacone wakacje to przeciez z nich nie zrezygnuje. Ja podczas rozmowy o pracę pare lat temu zadałam identyczne pytanie - ale przyszłemu managerowi, nie żadnej pani Krysi z HRów- i nie było to żadnym problemem dla mojego sensownego pracodawcy (zaznaczam, że praca w korpo, nie u pana Zenka).
Co do drugiego przypadku - again, co w tym, kurcze, dziwnego? Skoro firma ma kilka lokalizacji, to tylko z tego korzystać, szczególnie, że w dzisiejszych czasach na większości stanowisk w szerokopojętej branży IT można pracować nie tyle z innego oddziału firmy, co z własnej chałupy w Koziej Wólce, o ile jest tam internet. A może w Infosys BPO zwyczajnie nie lubią, gdy pracownicy mają zbyt wygodnie?
Tak czy owak, pani Krysia Zajączkowska zrobiła wyjątkową słabą reklamę swojej firmie tą niefortunną wypowiedzią.