Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      moja prawda o życiu

    IP: *.tvtom.pl 13.10.12, 19:25
    wszystko jest bezsensu. mam już parę lat na karku, starałam sie widzieć więcej, mieć trzeźwy ogląd na sprawy.
    obserwuję życie, nie tylko moje, ale i innych dookoła
    i jedyny sensowny wniosek jaki mi się nasuwa, to że życie nie ma sensu, że nie warto się starać i ze nawet jak masz marzenia, to zostaną one zweryfikowane, przeżute w papkę i wyplute.
    w czymkolwiek.
    na wszystkim się możesz zawieźć, rozczarować. możesz coś budować latami, wiązać z tym nadzieje oczekiwania, a to z dnia na dzień znika, albo trafia się komuś innemu.
    chyba moją filozofią życiową zostanie - stay calm. w nic nie inwestować.
    nie staraj się, nie angażauj za bardzo w nic.
    ci co nie mają nadziei, nie odczują rozczarowania.
    życie takie jest, zwyczajne, bez większych uniesień, ulotne, z dawką goryczy. dzisiaj jesteś tu, jutro tam. i co z tego? osiągniesz cel, chwilę się nacieszysz, a potem co? uświadamiasz sobie, że i tak to niewiele znaczy
      • Gość: gość bo w życiu piękne są chwile, ale one są ulotne IP: *.dynamic.chello.pl 13.10.12, 20:29
        Life is brutal.
      • lilith76 Re: moja prawda o życiu 13.10.12, 23:04
        Masz jakieś życie poza pracą? Hobby? Zainteresowania?
        Czy tylko praca zarobkowa określa twoje poczucie wartości?
        • Gość: znowuja Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 14.10.12, 11:04
          ten wątek daje do myslenia: forum.gazeta.pl/forum/w,23,100167005,100167005,Dlaczego_nie_warto_sie_angazowac_w_pracy_.html

          głównie praca. wejdziesz wśród znajomych, to zaraz jest porównywanie kto ile zarabia, gdzie robi, na jakim stanowisku. to mnie przytłacza do tego stopnia, ze przestałam się z nimi widywać.
          :(
          • Gość: heartz Re: moja prawda o życiu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.12, 12:09
            Czekanie
            Nowy dzień
            Wstań
            To znowu nowy dzień
            To poranne podróże - raz krócej, raz dłużej
            W obie strony, przygarbiony, pochylony
            w obie strony, przygarbiony, pochylony
            W obie strony...
            Pracujesz dla fabryki
            Fabryka żywi
            I życie dla fabryki
            Śmierć dla fabryki
            Pracujesz dla fabryki
            Fabryka żywi, żywi, żywi
            Żyjesz dla fabryki
            Umierasz dla fabryki


            Kult - Tan
            • Gość: znowuja Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 14.10.12, 14:48
              trafiłe/aś w samo sedno heartz
              to jest to. to mnie właśnie zastanawia - jaki w tym sens? takie życie z dnia na dzień. bo coś robić musisz.
          • Gość: Normalny Re: moja prawda o życiu IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 18.10.12, 20:46
            Gość portalu: znowuja napisał(a):

            > ten wątek daje do myslenia: rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,23,100167005,100167005,Dlaczego_nie_warto_sie_angazowac_w_pracy_.html
            >
            > głównie praca. wejdziesz wśród znajomych, to zaraz jest porównywanie kto ile za
            > rabia, gdzie robi, na jakim stanowisku. to mnie przytłacza do tego stopnia, ze
            > przestałam się z nimi widywać.
            > :(
            Miałeś idiotów znajomych (przepraszam za dosadne stwierdzenie)Ja mam wręcz przeciwnie.Spotykam się ze znajomymi,którzy ledwie wiążą koniec z końcem (często muszą pożyczać) ja nie narzekam na brak pieniędzy,a z nami spotykają się znajomi z naprawdę grubym portfelem.Nie gadamy o kasie,często robimy wspólnego grilla.Spotkania towarzyskie są na porządku dziennym i naprawdę poprawiają humor bez względu na to, co się robi na co dzień.
            Faktycznie jeżeli człowiek nie ma znajomych (o przyjaciołach nie wspominam)nie ma żadnej pasji,to życie jest taką wegetacją.Aczkolwiek wielu ludziom do szczęścia wystarcza tv,innym piwo,jeszcze innym....praca.Znam takich.
            • Gość: ja o sobie Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 18.10.12, 21:23
              pieprzysz jak najęty!
              każdy patrzy na kasę, zawód, pozycję.
              ile razy słyszałam, że "ktoś jest tylko kierowcą autobusu", albo że "on nie jest na moim poziomie".
              wiele osób się zarzeka, że liczą się inne wartości, nie kasa. tylko dlaczego potem te same osoby, subtelnie zaznaczają, że np. (żywy cytat) "mój narzeczony jest informatykiem i ostatnio dostał ofertę we wrocławiu i proponowali mu 8k na rękę..."
              albo, że "... ale chodzi mi o takich ludzi co sobą coś reprezentują, a nie zwykłych fizycznych..."
              nawet jeśli ktoś sili się na szlachetne "kasa się nie liczy" - to jest to ściema. żyję na tym świecie, niejedno widziałam i słyszałam. jak ktoś może to się chwali, a jak ktoś nie ma, to wtedy twierdzi że "kasa sie nie liczy", tak na pociechę. każdego ciągnie do awansu, wyższych zarobków, bardziej prestiżowej posady/firmy. sorry, ale życie to nie bajka, a pracy nie wykonujemy charytatywnie. dlaczego najbardziej dochodowe kierunki są tak oblegane? wyścig szczurów zaczyna się już u małych dzieci, posyłanych na korasy z 7 różnych przedmiotów. bylwby na sgh, a potem zarabiać kokosy. wokół tego się wszystko toczy. nie dla samej nauki, wiedzy, pasji, ale dla kasy i prestiżu (czytaj: uznania społeczeństwa)
              jeśli ktoś twierdzi, że mu na pieniądach nie zależy, to jest to bogaty pustak, chowany pod kloszem, który nigdy nie musiał martwić się o pieniądze.
              • sundry Re: moja prawda o życiu 19.10.12, 07:45
                "on nie jes
                > t na moim poziomie".
                Tak jak by poziom zależał od ilości zer na koncie. A chwalenie się bogatym narzeczonym to już imho dno. Nigdy nie widziałeś bogatego buraka, który nic sobą nie reprezentuje, tylko po prostu ma żyłkę do biznesu? Zapewniam cię, że nie dla każdego ciągnie do awansów, wyższej kasy i zarzynania się po to, żeby sobie lepsze auto kupić. Nie mówię tu o życiu z socjalu, ale jak komuś wystarcza na spokojne życie, to większa ilość kasy go nie uszczęśliwi, choć tak się może wydawać- chyba tym, co nigdy nic nie mieli. A ten, kto nigdy nie musiał martwić się o pieniądze świetnie wie, że nie równają się brakowi problemów i szczęśliwemu życiu.
                • Gość: ja o sobie Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 19.10.12, 10:29
                  może ja się za bardzo przejmujętymi wszystkimi opiniami o pracy i obowiązkach w centrach outsourcingowych? że czeka ich równia pochyła, że angielski i excel to potrafi każdy. że tą pracę moze wykonywać nawet maturzysta z ogarnietym angielskim. że te osoby robią coś, czego nie rozumieją, bo nazywają ich księgowymi, ale ich czynności to fakturowanie. albo ktoś inny napisał : że wiedzą w co mają kliknąć żeby było dobrze.
                  dlaczego kiedyś wykładowca powiedział do osób takich jak ja (pod wzgędem wykształcenia, umiejętności), że mozemy być "co najwyzej sekretarką, i to tylko do pewnego wieku"
                  myślisz że takie cośnie boli i nie siada na ambicji? najgorsze jest to, że oni wszyscy mają rację.
                  chciałam to zmienić, poszłam na studia, ale były za trudne i się poddałam. teraz nie mam ani tej roboty klepacza, ani studiów, na które jestem za tępa.
                  w robocie niczego sie nie uczyłam, a raczej uczyłam bzdur, które nigdzie indziej sie nie przydadzą.
                  czuję się z tym fatalnie. chciałam się czegoś nauczyć, żeby się ze mnie nie wyśmiewano, że należędo stada klepaczy, którzy obudzą się z ręką w nocniku, gdy te outsourcingi się wyniosą do bangladeszu. nie wspomnęo niesprawiedliym traktowaniu, dymaniu, awansach za wszystko oprócz kompetencji. to wszystko sprawia, że na ch... się uczyłam, skoro i tak życie rządzi się innymi prawami. i na ch... się uczyć dalej. i tak 100 razy lepsi mnie prześcigną, a gorsi będą mną rządzić. tak jest ze wszystkim.
              • Gość: Normalny Re: moja prawda o życiu IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 19.10.12, 21:30
                Gość portalu: ja o sobie napisał(a):

                > pieprzysz jak najęty!
                > każdy patrzy na kasę, zawód, pozycję....

                No widzisz,to straszne,że żyjesz w takim świecie.Nie bez kozery mam taki nick.To nie chodzi o to (jak ktoś wspomniał)żeby żyć na socjalu.Z takimi "znajomymi" jak ty opisujesz("mój narzeczony bla bla),a nawet z rodziną(są takie ewenementy) nie rozmawiam i nie spotykam się od lat.
                Jak wspomniałem,potrafimy się spotkać w gronie znajomych,gdzie niektórzy z nich zarabiają minimalną krajową,nie mają mieszkania,w zasadzie nie mają nic, a są tacy,którzy prowadzą firmy i nie mają mieszkań,tylko domy i niezłe auta.Myślisz,że ci drudzy są ze wszech miar szczęśliwsi?To są NORMALNI ludzie.Nie ma żadnego wyścigu szczurów.Ja ten wyścig zakończyłem 8 lat temu.Podziękowałem za pensje 8tys.(rok 2004) na rzecz pensji....960zł wtedy.Sam dokonałem wyboru.Dzięki temu mam NORMALNYCH znajomych.Nikt się nie wywyższa,że ma to czy tamto.Osiągnął to ciężką pracą i chwała mu/im.
                Mało tego.Upraszczasz,że jak ktoś ma kasę to jest na poziomie?Jeżeli się za takiego uważa,gardzę nim.
                Z twojego opisu wnioskuję,że mieszkasz w jakiejś "warszawce" i tam owszem,wstyd się pokazać.Współczuję takim ludziom.Żadne SGH i inne uczelnie nie zrobią z buraka normalnego człowieka.
                Co to oznacza kasa=prestiż?Tylko w zapyziałej Polsce np.samochód wyznacza status społeczny.Znam debili,którzy zastaw się a postaw się i kupują super auto na kredyty.Znam jednak wielu inteligentnych i zamożnych ludzi,którzy mają bardzo przeciętne auta,czasami wręcz żenująco.Tyle,że oni mają to w d..ie.Powodzenia w takim życiu.Niestety bez bogatego narzeczonego albo lotto nie osiągniesz "uznania i prestiżu"

                P/S ten jeżdżący tandetnym autem jest profesorem na jednej z warszawskich uczelni,a jego żona prowadzi dużą kancelarię
                • Gość: ja o sobie Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 20.10.12, 12:46
                  ok, dziękuję za odpowiedź - podnosi na duchu. jest tylko jedno "ale"
                  Ty rezygnując z tamtej pracy (8k) miałeś, że tak to nazwę "spokój ducha" w postaci zaplecza, że cosjużosiągnąłeś, czegośdokonałeś. Miałeś już przyzwoitąwiedzę, doświadczenie, zarobki, stanowisko. Zatem w tej kwestii czułeś się spełniony. To samo tyczy sięTwojego znajomego profesora. Jeździ zwykłym samochodem, a nie porsche, bo mu na tym nie zależy. A dlaczego mu nie zalezy? bo i tak "est kimś". Cieszy się szacunkiem na uczelni, ma tytuł profesora, jakieś osiągnięcia, więc folgowanie własnemu ego w postaci nowego autka nie jes mu potrzebne. spełnił się zawodowo. Podobnie jego żona.
                  Mnie teżwygodnie zakładać byle jakie ciuchy, gdy mam świadomość, że na koncie mam tyle kasy, że spokojnie staćmnie na markowe ubrania z butiku. Wtedy mam gdzieśjak wyglądam. Gorzej, gdybym tego zaplecza finansowego (i wynikającego zeń konfortu psychicznego) nie miała, i ubierała siew łachy, bo nie mam wyboru.\Twoi znajomi mająwybór: staćich na zakup porsche, ale tego nie robią.
                  Nie porównuj ich do ludzi, którzy wożą się gratem (albo nawet nie) z przymusu, braku innych środków.
                  Ty już byłeś na szczycie, wiesz jak to jest, osiągnąłeś co chciałeś i podziw, szacunek otaczającego środowiska tym zyskałeś. Dlatego zarobki rzędu 960zł nie były dla Ciebie dyskomfortem psychicznym.
                  Czy Łapicka albo Rosati były ze starymi prykami z miłosci? jeśli tak, to dlaczego nie widzę par typu: 25 latka i 75 letni emerytowany hydraulik/parkingowy/operator wózka widłowego?
                  hmm? czemu nikt się nie chwali "moja mama to sprzątaczka w szkole" ale chwalą się "mój tato jest adwokatem i ma własną kancelarię?"
                  to piękna bajka co piszesz
                • Gość: ja o sobie Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 20.10.12, 12:54
                  nie zrozum mnie źle. ten ped za karierą, awansem, zarobkami, pozycją i "co kto inny powie" mnie przytłacza i przeraża. nie chcę się wdać w ten wir, ale musiałabym żyć chyba na pustkowiu zdala od cywilizacji, ludzi, porównywania się i ocen. już i tak żyję jak odludek.
                  nie jesteśmy wolni.
                  i najgorsze jest to, że wszędzie dopadnie cię to samo gó....
      • Gość: Guardian Angel Re: moja prawda o życiu IP: *.coopervision.eu.com 15.10.12, 12:03
        > i jedyny sensowny wniosek jaki mi się nasuwa, to że życie nie ma sensu, że nie
        > warto się starać i ze nawet jak masz marzenia, to zostaną one zweryfikowane, p
        > rzeżute w papkę i wyplute.
        > w czymkolwiek. na wszystkim się możesz zawieźć, rozczarować. możesz coś budować latami, wiąza
        > ć z tym nadzieje oczekiwania, a to z dnia na dzień znika, albo trafia się komuś
        > innemu.
        > chyba moją filozofią życiową zostanie - stay calm. w nic nie inwestować.
        > nie staraj się, nie angażauj za bardzo w nic.
        > ci co nie mają nadziei, nie odczują rozczarowania.

        OK to prawda, ale czy tak jest lepiej? Nie majac nadziei to czy skad wezmiesz motywacje, zeby cos zrobic, sprobowac osiagnac, dazyc do czegos (i nie chodzi to tylko o wyscig szczurow)? No pewnie nie wezmiesz motywacji znikac.
        A wiec nie probujac niczego, nie majac marzen- nawet takich prostych jak objechac rowerem wojewodztwo, czy np.swoje miasto - nie trzeba przeciez od razu latac na Jowisza- bedzie fajniej? Nie zgodze sie. Skazuje sie czlowiek wtedy automatycznie na marazm i nijakosc, bo boi sie ryzyka czegokolwiek w obawie przed porazka. A przeciez bledy sa czescia zycia, popelniaja je wszyscy.
        Znasz kogos, ale tak dobrze, kto nigdy zadnego nie zrobil?

        Chyba, ze takie podejscie w tonie unikania ryzyka da Ci prawdziwe szczescie (a nie deklarowane) ale jakos tego nie widze.
        Zadaj sobie pytanie co tam naprawde sprawia Ci radosc, przyjemnosc, daje poczucie satysfakcji radosci. Daj sobie chwile. I odpowiedz sobie zaraz pozniej: czy naprawde wszystko jest nieosiagalne? czy wszystko,kazde jednmo marzenie, koniecznie wymaga nieosigalnego majatku?
        • Gość: znowuja Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 15.10.12, 17:39
          :)
          piękne, mimo, że sprzeczne z moim punktem widzenia.
          pozdrawiam
      • Gość: cougar Re: moja prawda o życiu IP: *.man.poznan.pl 18.10.12, 13:31
        w życiu potrzebna jest motywacja i stawianie sobie celów, nawet jeśli są one małe. W przeciwnym razie skazujesz siebie na marazm, a w skrajnym przypadku depresje. Zanim się obejrzysz skończysz w ręką w nocniku
        • Gość: znowuja Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 18.10.12, 13:47
          "Zanim się obejrzysz skończysz w ręką w nocniku"

          jeszcze do niedawna miałam plany, marzenia, nadzieję. wszystko jednak wzięło w łeb. od dawna wiedziałam, że jeśli niczego ze sobą nie zrobię, to właśnie skonczę z tą ręką w tym nocniku i tego się bardzo bałam. dlatego poczyniłam konkretne kroki, które okazały się moją największą porażką, chociaż chciałam dobrze. teraz wiem, że lepiej siedzieć cicho, cieszyć sie że jest się szeregowcem, dymanym z każdej strony, bo nawet o to dzisiaj trudno. planów nie mieć, bo wezmaw łeb i nie wyjdzie ci tak, jak obie tego planowałeś. skromność, pokora, nie wychylanie się - to czym zawsze gardziłam, sama muszę zastosować w życiu. kto nie ryzykuje, ten nic nie ma? albo, kto nie ryzykuje, ten ma to co miał i niczego nie traci.
          marzenia może miećkażdy marzyciel, a życie weryfikuje wszystko, taka prawda.
          • Gość: cougar Re: moja prawda o życiu IP: 95.108.127.* 19.10.12, 05:40
            W czym tkwi problem? Porażki zdarzaja się każdemu
            • Gość: ja o sobie Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 19.10.12, 10:32
              moja porażka była zbyt duża. a poza tym, uświadomiłam sobie, że wszędzie dopadnie mnie to samo gó.... nawet gdyby moje plany wypaliły, to jest kurde 1500 możliwych przeciwieństw losu, niesprawiedliwości życia, że po prostu nie warto
              • Gość: pawstone Re: moja prawda o życiu IP: *.suntech.com.pl 19.10.12, 10:43
                A miłość, rodzina, dzieci? Co z nimi? Ja mam tu zawsze oparcie, satysfakcję i motywację do pracy... bez nich nic by mi się nie chciało.
                • Gość: znowuja Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 19.10.12, 11:43
                  mam mamę i brata. dla nich jeszcze się jakoś trzymam i chcę zarabiać. dla mamy, by miała z czego żyć i żeby się nie martwiła.
                  • pawstone Re: moja prawda o życiu 20.10.12, 10:08
                    Wiem, że pewnie przeczytałaś wiele amerykańskiej propagandy jak to należy wierzyć w siebie i możesz myśleć że to brednie. Ale czasem to działa, przeczytaj to:
                    [url=http://biz.blox.pl/2009/06/Wakacyjny-kurs-ZTD.html]Zen to done[/url]
                    Spróbuj stosować, w szczególności 10 punkt - znajdowanie pasji. Tak naprawdę jesteś w dość niezłej sytuacji bo nie masz rodziny na utrzymaniu i w zasadzie w każdej chwili możesz np. wyjechać. Rób szybko i sprawnie swoją robotę, staraj się podchodzić do tego jak do po prostu zarobkowania na życie i szukaj pasji i próbuj tę pasję przekuć w zarobkowanie. Nie ustawaj w poszukiwaniu, tak naprawdę odkąd mam dzieci i zastanawiam się jak je wychować to uważam, że moje podstawowe zadanie to pomóc im znaleźć pasję w życiu i dodatkowo nauczyć takiej prostoty życia bez zbytniego filozofowania i dzielenia włosa na czworo. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.

                    PS. Wiem że to okrutna i demagogiczna metoda ale czasem warto spojrzeć, że inni mają znacznie gorzej, są chorzy, w kraju bez perspektyw, w czasie wojny, głodu, mają niepełnosprawne dzieci itp.
      • Gość: gośćdoświadczony Re: moja prawda o życiu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.12, 16:58
        Mimo wszystko nie wolno się nam poddawać i tracić nadziei na lepsze jutro. Przede wszystkim trzeba odnaleźć w życiu pasję, choćby maleńką. Swoje własne "coś", co lubimy robić. I od czasu do czasu się w to "coś" zagłębić. Oderwać się od problemów, szarości życia. Ja dużo czytam, trochę piszę, lubię to robić, daje mi to satysfakcję, że coś mi się udaje.
        Fajnie mieć przyjaciół, ale posiadanie takich naprawdę wartościowych, można przyrównać do znalezienia prestiżowej pracy. Ja nie mam przyjaciół, sparzyłam się i jestem nieufna. Ale mam kilku znajomych, z którym mogę od czasu do czasu się spotkać, pogadać na różniste tematy. Oni rozumieją, jak to jest być w dołku, kiedy dokucza brak kasy i inne przeciwności losu.
        Rozumiem doskonale, jak to jest planować przyszłość, pracować na nią latami, a w pewnym momencie krach i wszystko się wali.
        Jest ciężko. Bywa też, że osoby, na które zdaje się że można liczyć, odwracają się plecami.
        Krytyczne momenty życia wyrabiają w człowieku wewnętrzny pancerz. Dzięki nie pozwoli sie więcej ranić, ale i nie okaże bliskości, nie odsłoni prawdziwych uczuć. Coś za coś, niestety.
        • Gość: ja o sobie Re: moja prawda o życiu IP: *.tvtom.pl 19.10.12, 17:24
          piękne.
          naprawdę takie komentarze dodają mi otuchy. szczere, prawdziwe, płynące z głębi.
          po to założyłam ten wątek, by po prostu coś takiego przeczytać od drugiej osoby.
          dziękuję
    Inne wątki na temat:
    Pełna wersja