Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Nienawidzę swojego zawodu... Do bólu i po bandzie.

    23.02.13, 14:19
    Dwa lata przygotowań na kursach rysunku.
    Pięć lat studiów z nocami zawalonymi przed każdym oddaniem projektu.
    Lata praktyki wymaganej przepisami.
    Zdany egzamin na uprawninienia.
    Kolejne lata praktyki na Zachodzie w jednej z najlepszych firm na świecie.
    Powolne pięcie się z innymi szczurami po szczeblach kariery.

    Wszystko uj.

    Rzygać mi się chce jak wstaję rano i wiem że:
    - będzie trzeba zarządzić zespołem i z każdym zagadać żeby obczaić co robią
    - palcem wytknąć temu i owemu, że robią bez sensu
    - wysłuchać tyrady szefa, kilku mało śmiesznych dowcipów w sosie maskowanej złośliwości
    - nie przerywać kiedy partner in charge realizuje swoje wybujałe ego, bazgroląc jakieś pierdoły swoim specjalnym czerwono-niebieskim ołówkiem
    - wytłumaczyć dlaczego nie da się tak zrobić
    - wysłuchać tyrady, że zawsze się da
    - zmarnować kilka godzin, tylko po to żeby się przekonać że jednak się nie da
    - zadzwonić do klienta i przez dwadzieścia minut pie...ć głupoty, wszystko po to żeby go przekonać że chce za swoje pieniądze zbudować to co partner sobie umyślił
    - wysłuchać klienta, który poopie... dla porządku i każe robić tak żeby było tanio i szybko
    - stracić kolejnych kilka godzin próbując dać fiutowi świeczkę i kutasowi ogarek
    - ledwo się ogarnąć przed dziesiątą wieczorem, bo terminy gonią
    - w drodze do domu poodpisywać na e-maile od branżystów, tłumacząc jak dzieciom co robią źle

    Dzizas qjurva ja pie..., po kiego uja uparłem się być architektem.
    Zawód tak qjurva durny, że ręce opadają. Dodatkowo żre czas jak młode cielę wiosenną trawę. Jakie qjurva płatne nadgodziny? Gdzie? Ale norma w tydzień wyrobić 55 do 60 godzin.
    I nie ma, że hobby, że można pomyśleć o czymś qjurva innym niż robota. Bo jak się dzień w dzień wraca do domu po dziesiątej wieczorem, to zamiast mózgu ma się wióry.

    Jak żyć Panie Premierze?
    Obserwuj wątek
      • zupakalafiorowa Re: Nienawidzę swojego zawodu... Do bólu i po ban 23.02.13, 14:30
        Szczerze współczuję, dobrze, że przynajmniej poczucie humoru nadal masz ;) Uśmiałam się trochę.
        Kiedyś miałam w pracy taki okres, że z zazdrością patrzyłam na rzesze zmianowych pracowników po dzwonku wychodzących do domu: tyrali te osiem godzin jak mróweczki, za to wraz z dźwiękiem dzwonka mogli mieć pracę w nosie.

        Nie możesz się nieco "odkwalifikować"? Przenieść na niższe stanowisko, gdzie będziesz miał pewnie mniej kasy ale również mniej obowiązków a za to większy spokój?

        Pozdrawiam i powodzenia.
      • Gość: Q800 Re: Nienawidzę swojego zawodu... Do bólu i po ban IP: *.dynamic.chello.pl 23.02.13, 16:12
        Hahaha. Dobre. Szczerze rozumiem i łączę się w bólu.
        No to coś podobnego u mnie, tylko weź każdy punkt i pomóż x2 :). Kreatywny copywriter, branża reklamowa. O tyle nieciekawie, że w ostatniej firmie trafiłem na szefową debilkę ze wsi strasznie zajaraną swoją rolą w korpo. Babka z rodzaju tych co zamęt sieją, a praca idzie dobrze i bezboleśnie tylko wtedy, gdy na urlopie są. Usilnie próbowała swoje wyobrażenie o kreatywnych egzekwować wobec ludzi. Miałem już tak dość tej nieprowadzącej donikąd amatroszczyzny i de facto mobbingu, że skończyło się rozwiązaniem umowy za porozumieniem. Tylko teraz trochę wujowo... Parę lat temu zero doświadczenia i cudem było się wkręcić. Teraz na spotkaniach a to doświadczenie nie takie jak trzeba, a to "szukamy kogoś o innym profilu" (CV i portfolio idealnie zgrywa się z wymaganiami w ogłoszeniu). "szukamy nieodkrytego jeszcze artysty", "szukamy studenta juniora za 2 koła netto", a to zapomniałem zabrac pusty kubek od starbucksa, żeby pokazać jaki to jestem klreatywny, hipsterski i zakręcony itd itd. Jest super, więc o co nam chodzi?
      • nchyb Re: Nienawidzę swojego zawodu... Do bólu i po ban 24.02.13, 09:02
        Cholera, i to wszystko przez tego premiera? przeca on jeszcze nie premierzył, gdy ty zawód wybierałeś... ;)
        A może byś się tak stolarką artystyczną zajął? W swoim prywatnym warsztaciku dzieło z drewna twórz. Rano wstaniesz i wiesz, ze po śniadanku w kapciuszkach do warsztatu zejdziesz.
        -Będziesz robić sam, więc nikim z zespołu zarządzać i do nikogo zagadywać, co najwyżej przed lustrem przy goleniu pogadasz sam ze sobą...
        -palcem nikomu nic wskazywać nie będziesz musiał i , co najwyżej k...ą rzucisz, gdy w drewutni w ten palec ci drzazga wejdzie...
        -żaden szefunio tyrad nie uskuteczni, a śmieszne dowcipy jak będziesz chciał to sobie w necie poczytasz
        -wybujałe ego partnera również cię nie dopadnie, a kredką w dowolnie wybranym kolorze sam zaznaczysz miejsce ciecia, hebla i pilnika
        -i nikogo nie będziesz przekonywać że coś się nie da, a te godziny na polerowanie drewna poświęcisz...
        -do klienta nie będziesz musiał po nic dzwonić, bo jeżeli będziesz dobry w tym co robisz, to oni do ciebie dzwonić będą
        -a jak zadzwonią to mu tylko cenę wskażesz i nr konta i powiesz że na jego popierdywanki nie masz czasu i niech płaci i spada, bo mu dzieła w drewnie nie zrobisz
        - no do US i ZUS to będziesz musiał ten ogarek zanieść, ale to tylko 10 i 20, więc dwa razy w miesiącu moze sie przemożesz, bo ta świeczka tobie zostanie...
        - wstaniesz o której chcesz i zakończysz jak sobie zażyczysz, bo twoje artystyczne dzieła w drewnie będą warte sporo, a dzieki kasie sam będziesz decydował ile chcesz jeszcze pracować
        - warsztacik wybuduj tuż przy domu, to drogi ci nie starczy na otwarcie kompa czy laptopa i na nic nie będziesz musiał odpisywać, co najwyżej w domu odpiszesz jeżeli zechcesz...

        No i po kiego uparłeś się być architektem? Masz łatwiejszą drogę. Nie potrafisz w drewnie robić. No to może wyleć do Kanady i lesie zajmij się wycinką drzew.

        -Nie będziesz musiał do każdego z zespołu zagadywać, by obczajać co robią, bo wszyscy na piłach jeździć będziecie...
        -nie będziesz musiał wystawiać palca, co by ci ta piła go nie urżnęła...
        mam pisać dalej, czy już wiesz jak żyć?... :D
      • Gość: Marcin P. Re: Nienawidzę swojego zawodu... Do bólu i po ban IP: *.30.2.74.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 24.02.13, 09:45
        Zupakalafiorowa i Annajustyna dobrze prawią.

        Zdystansuj się. Nie angażuj się tak bardzo. Powiedz sobie, że to tylko praca. Pracuj nieco wolniej, a zaoszczędzisz swoje siły. Inaczej byś się wypalił.

        Skoro nie płacą nadgodzin, to pracuj tylko 8 godz dziennie.
        Że robota nie jest wykonana w tym czasie? To poinformuj szefa, że potrzeba zatrudnić nowych ludzi. Od zaraz, nie za kilka tygodni.
        • nchyb Re: Nienawidzę swojego zawodu... Do bólu i po ban 24.02.13, 11:09
          > Że robota nie jest wykonana w tym czasie? To poinformuj szefa, że potrzeba zatr
          > udnić nowych ludzi. Od zaraz, nie za kilka tygodni.

          a szef zacznie się zastanawiać, czy faktycznie za mało osób zatrudnia, czy też może ci już zatrudnieni są za mało wydajni, źle organizują pracę, czy zwyczajnie się obijają...
      • Gość: Kisiel Re: Nienawidzę swojego zawodu... Do bólu i po ban IP: *.dynamic.chello.pl 18.03.14, 23:37
        Pocieszę Cię że mam dokładnie to samo. Jestem programistą, studia, specjalizacja, naście lat doświadczenia, zarobki całkiem dobre, pracę mogę zmienić od ręki i... rzygać mi się chce jak mam kolejnego dnia "gadać" z komputerem. Normalnie mam wrażenie, że wybuchnę i moje wnętrzności uświetnią biuro jakiejś firmy.
        Spróbuj może założyć coś swojego, ale nie mającego nic wspólnego z architekturą.
        Ja jestem w trakcie zmiany. Zamierzam założyć sklep i zająć się najzwyklejszą sprzedażą, a przy okazji zakładam wydawnictwo. Wiem, że będzie ciężko, ale mam wybór: rozstrój psychiczny i w konsekwencji szpital w Tworkach, albo zmniejszenie pułapu, zmiana torów i dalej w górę.
      • schweppes1 A mi wszyscy odradzali zostanie handlowcem 19.03.14, 00:59
        Mówili, że tylko zmarnuję dyplom inżyniera. I co? Minęło kilka lat, wciąż mniej więcej dwukrotna przepaść między moimi zarobkami a ich (na moją korzyść oczywiście) i KILKAKROTNIE więcej wolnego czasu. Poniedziałek - dzień "biurowy" (kilka tel. i maili), potem w teren na jakieś 2-3 dni i prawie co tydzień długi weekend (pt wolny). I tak niezmiennie od 4 lat. Obecnie ok. dwie średnie krajowe. Większość znajomych w projektowniach/fabrykach ledwo przekracza jedną - na min. 8h dziennie przykuci do biurek.
    Inne wątki na temat:

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka