Gość: Pawel IP: *.med.harvard.edu 28.02.13, 16:01 Według Wikipedia jesteśmy na 83 miejscu, poniżej Włoch i powyżej Rumunii. en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_English-speaking_population (sort by % English speakers) Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: ykhmmm Re: Angielski receptą na kryzys? IP: *.toya.net.pl 28.02.13, 17:12 Niech się najpierw polskiego dobrze nauczą... Odpowiedz Link Zgłoś
martica ze angileski nie jest wymagany w codz pracy? 28.02.13, 17:20 Gdzie, na lopacie? Bo jakos nie moge sobie wyobrazic normalnej codziennej pracy ebz znajomosci angielskiego? Ba, codziennego zycia sobie nie mozna wyobrazic nie znajac angileskiego Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: janusz Re: ze angileski nie jest wymagany w codz pracy? IP: *.highsierrapools.com 28.02.13, 17:32 masz bardzo ograniczoną wyobraźnię. za dużo tvnu i PO Odpowiedz Link Zgłoś
tbernard Re: ze angileski nie jest wymagany w codz pracy? 28.02.13, 19:34 > Bo jakos nie moge sobie wyobrazic normalnej codziennej pracy > ebz znajomosci angielskiego? Ba, codziennego zycia sobie nie mozna wyobrazic n > ie znajac angileskiego Jak widać nie możesz sobie też wyobrazić życia bez czeskiego. Odpowiedz Link Zgłoś
rita.1 Re: ze angileski nie jest wymagany w codz pracy? 01.03.13, 08:50 martica napisała: > Gdzie, na lopacie? Bo jakos nie moge sobie wyobrazic normalnej codziennej pracy > ebz znajomosci angielskiego? Ba, codziennego zycia sobie nie mozna wyobrazic n > ie znajac angileskiego Ale bez znajomości polskiego, to już możesz? Odpowiedz Link Zgłoś
annyonghaseyo Angielski receptą na kryzys? 28.02.13, 18:18 Ja też nie wyobrażam sobie życia bez angielskiego. Praca to jedno, ale PODRÓŻE bez angielskiego - to musi być trudne... Angielski Cieszyn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: agi Re: Angielski receptą na kryzys? IP: *.dynamic.chello.pl 28.02.13, 18:34 no Polska ponizej Wloch to mocno przesadzili. Pracuje z Wlochami na co dzien i wolalbym zeby jednak moi inni pracownicy nie mowili po ang. tak jak Wlosi...to ze Wlosi duzo gadaja ogolnie to fakt ale zeby znowu poprawnie po angielsku to juz niekoniecznie:) Odpowiedz Link Zgłoś
oglaszam_wszem_i_wobec Re: Angielski receptą na kryzys? 01.03.13, 00:28 a ja od 6 lat bardzo rzadko spotykam kogoś w UK kto mówi poprawna angielszczyzną , pokolenie poniżej 30 lat nie uraczy cię poprawna angielszczyzną tylko slangiem , wystarczy się przejść po brytyjskich ulicach i wsłuchać się w tłum :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: angol Re: Angielski receptą na kryzys? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.13, 02:29 a kto ci w polsce mowi "miodkiem"? slang to okreslenie wymyslone przez uczonych plofesolow od anglistyki ktorzy ni wala nie moga zrozumiec przecietnego anglika (i to pomimo tytulow nadanych im przez poskiego płezydenta) okreslenia "slang" uzywaja tez supereułopejscy jastrzebie piora z czerskiej, u ktorych takze inglisz kuleje... ludzie, jak wy 50Centa nie zrozumiecie to znacie G***NO a nie angielski... Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: Angielski receptą na kryzys? 28.02.13, 19:09 Tak, a UK na 7 (za Barbadosem), a USA na 13 (za Jamajką). I co z tego wynika? Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi artykuł sponsorowany... 28.02.13, 20:00 nie warto podążać za tłumem... jeśli większość ludzi zna angielski więc nie będzie problemu ze znalezieniem tłumacza a więc lepiej poświęcić czas na nauczenie się czegoś innego tak by pracodawcy sami cię szukali. kolejna sprawa 100% obecnych 40-50 latków uczyło się rosyjskiego .... ilu z nich tak naprawdę go zna - tak więc wyznacznikiem nie może być % dzieci które uczą się w szkole - bo polska szkoła raczej języków nie uczy. odnosie tego co mówi P. Beata: nie wiedziałabym, czego dotyczy część maili od obcokrajowców zainteresowanych naszą ofertą. mam zupełnie odmienne doświadczenia to znaczy maile czy telefony były tylko od zagranicznych naciągaczy (głownie próbowali naciągać prezesa na inwestycje w papiery wysokiego ryzyka) tak więc znajomość JA dla mnie i kilku innych osób w firmie była głównie obciążeniem - tj. zamiast zajmować się swoimi obowiązkami musieliśmy spławiać "łowców jeleni" Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 28.02.13, 20:10 Wg Twojej logiki, nie warto umieć czytać, bo skoro większość ludzi to potrafi, nie ma problemu ze znalezieniem czytacza. A co do uczących się rosyjskiego. Uczono się go w innym systemie, przy innych relacjach Polski z Rosją/ZSRR. To że dziś mało kto posługuje się rosyjskim wynika z zerwania tych relacji i utraty przez Rosję znaczenia na mapie światowej. Nieużywane umiejętności zanikają, a okazje do używania i rozwijania znajomości rosyjskiego zanikły. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 28.02.13, 20:32 myślę że Twoje porównanie do czytania jest nieuprawnione gdyż czytanie podobnie jak znajomość języka ojczystego(lub kraju w którym mieszkamy) jest umiejętnością podstawową zaś znajomość JO bardziej bym porównał do (np) znajomości rachunkowości. i co Ci się bardziej opłaci (potencjalnie) wiedza którą mają prawie wszyscy a która jest podstawową dla niewielkiej ilości stanowisk (np tłumacz) czy może którą zna stosunkowo niewiele osób ale jest postawą wielu stanowisk (każda firma musi mieć księgową) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: McGister Re: artykuł sponsorowany... IP: *.bb.sky.com 28.02.13, 21:17 Niestety czy chcesz tego czy nie, we współczesnym świecie znajomość angielskiego też jest umiejętnością podstawową... Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 01.03.13, 17:40 > Niestety czy chcesz tego czy nie, we współczesnym świecie znajomość angielskieg > o też jest umiejętnością podstawową... ??? znam wiele osób które całkiem dobrze sobie radzą nie znając żadnego JO(nawet w stopniu podstawowym). gro z nich nawet zarabia dużo więcej ode mnie... piastują różne ważne stanowiska... tak wiec być może różnie definiujemy słowo "podstawa" dla mnie jest to coś niezbędnego by normalnie funkcjonować. jeśli zaś tak wielu całkiem dobrze sobie radzi to oznacza że znajomość jo podstawą nie jest. (według mojej definicji) Q.E.D. Ty zaś definiować możesz inaczej i zapewne będziesz maił rację tyle ze pewnie rozmawiamy o 2 różnych rzeczach. Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 28.02.13, 21:26 > myślę że Twoje porównanie do czytania jest nieuprawnione gdyż czytanie podobnie > jak znajomość języka ojczystego(lub kraju w którym mieszkamy) jest umiejętnośc > ią podstawową zaś znajomość JO bardziej bym porównał do (np) znajomości rachunk > owości. Język angielski coraz mniej pasuje do kategorii "język obcy", i raczej wpada w osobną kategorię "język uniwersalny". Wydaje mi się, że jego znajomość jest już tak konieczna umiejętność czytania. A przynajmniej jak umiejętność czytania powiedzmy zaraz po wojnie. Oczywiście, znajdziesz takich co angielskiego nie znają bo im to nie potrzebne, ale i pewnie takich, którzy i czytać nie potrzebują. Wszystko zależy od poziomu człowieka i jego aspiracji. > i co Ci się bardziej opłaci (potencjalnie) wiedza którą mają prawie wszyscy a k > tóra jest podstawową dla niewielkiej ilości stanowisk (np tłumacz) czy może któ > rą zna stosunkowo niewiele osób ale jest postawą wielu stanowisk (każda firma m > usi mieć księgową) to zależy. w niektórych zawodach pewna wiedza powszechna (jak właśnie angielski) jest warunkiem koniecznym. Bez niej, choćbyś nie wiadomo jak był dobry w swojej wąskiej specjalności, nie będziesz efektywny, czyli przydatny. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 01.03.13, 17:32 > Wszystko zależy od poziomu człowieka i jego aspiracji. aspekt kulturowy jest ważny ale skupmy się na zawodowym. swoj > ej wąskiej specjalności, nie będziesz efektywny, czyli przydatny. w mojej i owszem, ale dla księgowej? w czym brak znajomości JA przeszkadza księgowej? (OK może być dodatkowym atutem w sytuacji gdy chodzi o koncern międzynarodowy) ale w czym przeszkadza jej przy pracy tutaj przy prowadzeniu księgowości polskich firm? może bardziej konkretnie: w razie kontroli UKS/US wolisz mieć wsparcie kierowej która świetnie zna przepisy (poświęciła czas na kursy i szkolenia księgowe, czytanie ustaw, monitorów itp) czy takiej która płynnie mówi po angielsku (czas poświeciła na kursy językowe, wyjazdy itp)? Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 01.03.13, 23:37 > aspekt kulturowy jest ważny ale skupmy się na zawodowym. Takze w zawodowym. Sa prace, w ktorych obejdziesz sie bez JA, ale sie w nich bez niego nie rozwiniesz. Uczepiles sie przykladu ksiegowej, ktora moze i faktycznie nie wymaga znajomosci jezyka obcego, ale dobra ksiegowa w rozwijajacej sie firmie, ma szanse stac sie dyrektorem finansowym i wtedy JA jej sie przyda. Firmy prowadzace konsulting i outsourcing finansowy rowniez potrzebuja ksiegowych z jezykiem. W wiekszosci zawodow JA staje sie niezbedny, poczynajac od uslugodawcow i sprzedawcow, poprzez wlasciwie wszystkich inzynierow, informatykow, po kadre zarzadzajaca. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 02.03.13, 09:06 > Sa prace, w ktorych obejdziesz sie bez JA, ależ ja tego ie kwestionuje! tyle ze są też prace które nie wymagają JA (czy JO w ogólności - aczkolwiek także nie neguje że JO może być w nich pomocny) tyle ze jeśli ktoś nie zna JO to "na niedzielnym kursie" się tego nie na uczy. jeśli ktoś nie ma ku temu predyspozycji no nakład pracy, nawet jeśli się będzie uczył od przedszkola, będzie nieproporcjonalnie duży w stosunku do możliwych efektów finansowych. tak więc neguję sens przedstawiania nauki JO jako panaceum na brak pracy w szczególności i kryzys w ogólności. poza tym żadne kwalifikacje pracownika nie stworzą miejsc pracy. jeśli pracy nie ma to i owszem może warto postawić na naukę JO ale po to by stąd wyjechać. > Uczepiles sie przykladu ksiegowej, bo ten zawód dobrze znam, możemy dywagować czy lekarzowi potrzeby jest JA? a mechanikowi? lotnikowi i informatykowi na pewno, ale elektrykowi?... i jeszcze kolejna sprawa Informatykowi na pewno, ale... czy myślisz że zakres jaki jest mu potrzebny jest do nauczenia na jakimkolwiek kursie językowym? - pewnie więcej się nauczy na szkoleniach i kursach specjalistycznych, lub samodzielnie rozkimniając jakiś problem! i wracając do ksiegowej.. ona także może mieć taki sam problem - kursy ogólne nie naucza jej jak się zapisuje liczby - albo jak je automatycznie konwertować z jednego systemu na drugi. > W wiekszosci zawodow JA staje sie niezbedny, poczynajac od uslugodawcow i sprze > dawcow, jakieś 15 lat temu pracowałem min jako sprzedawca, na parę set tyś transakcji trafiło się kilku obcokrajowców, OK JA i JN się przydał ale bez tych paru zł pewnie bym nie zbiedniał... poza tym trafili się tez klienci francusko, Hiszpańsko, Włosko języczni - no cóż jeśli po obu stronach jest wola to i "ręcami i nogami" idzie się dogadać... o Bułgarach i Czechach nie wspominam bo tu nie ma problemu by każdy mówiąc po swojemu się dogadał. tak więc znowu bym nie przesadzał! a jeśli chodzi o zarządy firm... to na kilkadziesiąt osób które znam, tylko jedna biegle posługuje się JO przy czym nie uczyła się jego na kursach tylko ileś lat tam pracowała - dzięki czemu dobrze daje sobie radę w kontaktach i negocjacjach - ale to też jest firma której profil opiera się na handlu z zagranicą. Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 02.03.13, 13:19 > tak więc neguję sens przedstawiania nauki JO jako panaceum na brak pracy w szcz > ególności i kryzys w ogólności. Z 2 osób o podobnych kwalifikacjach, ta ze znajomością JO będzie preferowana, nawet jeśli JO nie musi być niezbędny do wykonywania zadań. Czemu? Bo to zawsze jest jakiś bonus, który może się przydać. Znajomość JO oznacza jakąś tam sumienność i wytrwałość (trzeba się takiego języka uczyć kilka lat), osoba z taką znajomością ma większe szanse na rozwiązanie jakiegoś problemu, odbiera ze świata więcej informacji. Ograniczanie się tylko do tego, że księgowa ma liczyć słupki jest krokiem wstecz. JO panaceum z pewnością nie jest, ale coraz mniej jest pracy, gdzie można sobie pozwolić na jego zaniedbanie. To nie jest tak, że JO daje ci plusa - to jego brak da ci minusa. > i jeszcze kolejna sprawa Informatykowi na pewno, ale... czy myślisz że zakres j > aki jest mu potrzebny jest do nauczenia na jakimkolwiek kursie językowym? - pew Ale jakie to ma znaczenie? Mówimy o znajomości języka a nie tego gdzie się go kto nauczył. Nawet jeśli kurs nie nauczy Cię terminologii specjalistycznej, tego się możesz sam douczyć. Ale sama znajomość terminologii bez znajomości języka jest bez sensu - to jak budować szklany wieżowec z samych szyb, bez żelbetowej konstrukcji. > jakieś 15 lat temu pracowałem min jako sprzedawca, na parę set tyś transakcji t > rafiło się kilku obcokrajowców, OK JA i JN się przydał ale bez tych paru zł pew 15 lat temu to jeszcze żyliśmy w jaskiniach :) > tak więc znowu bym nie przesadzał! a jeśli chodzi o zarządy firm... to na kilk > adziesiąt osób które znam, tylko jedna biegle posługuje się JO przy czym nie uc no i częściowo dlatego polski biznes wygląda jak wygląda. Brak innowacyjności, brak wizji - działania nastawione na lokalny rynek. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 02.03.13, 14:13 > Z 2 osób o podobnych kwalifikacjach, ta ze znajomością JO będzie preferowana, to tylko Twoje chciejstwo. tak naprawdę to zależy na ile faktycznie JO będzie potrzebny. być może wcale ale ważniejsze będą inne czynniki (np. wiek, płeć, chęć do pracy) a spójrz na to inaczej, może warto powalczyć o lepsze kwalifikacje kosztem języka? i wtedy co? ile czasu zamie Ci poznanie zasad rachunkowości byś mógł samodzielnie prowadzić księgi w przeciętnej firmie a ile nauczenie od podstaw JO tak być mógł napisać ofertę skierowaną do zagranicznego klienta? i kolejna część pytania którą prace łatwiej Ci będzie znaleźć? Bo to zawsze > jest jakiś bonus, na przykładzie firmy w której pracowałem. gościu który pochwalił się znajomością JO był proszony o odbieranie telefonów, ofert, rozmowy ... tyle że wszystko to były albo oferty od naciągaczy albo wręcz oszuści szukali frajera. masz racje maił zalew informacji np. o wspaniałych obligacjach z Boliwii... tylko nijak się to miało do pracy za która miał płacone... nikt nie przesuwał mu terminu bo odbierał "angielsko języczne" telefony do szefa. > Ale jakie to ma znaczenie? Mówimy o znajomości języka a nie tego gdzie się go k > to nauczył. ależ ma to znaczenie bo mówimy o "recepcie na kryzys" czyli min. o tym ze podjęcie określonych działań ma w jakiś tam sposób pomóc. a przecież znajomość JO to umiejętność wyuczona i jeśli ktoś ma się jej nauczyć to musie też wiedzieć jak. i tu widzę kolejny problem jest t proces złożony a kursy językowe to co najwyżej pierwszy krok a gdzie reszta? na to wszystko potrzebny jest czas i kasa... no i oczywiście należy patrzeć na to kontekście kosztów i przychodów... a jakoś nie widzę by w większości firm można było liczyć na "coś więcej". czyli bardzo ważny jest sposób w jaki można wejść w posiadanie odpowiedniej wiedzy! Ale sama znajomość terminologii bez znajomości języka > jest bez sensu - to jak budować szklany wieżowec z samych szyb, bez żelbetowej > konstrukcji. tu też nie zgodzę się z Tobą... jakieś 25 lat temu gdy zaczynałem swoja przygodę z komputerami nie wiem czy znałem 5 słów po angielsku. poznawałem słowa i ich znaczenie w informatyce, nie znałem gramatyki ale znałem składnię poleceń oczywiście nikomu nie polecam tej kolejności nauki ale... obawiam się ze tłumaczenia instrukcji wielu urządzeń wykonałbym dużo lepiej niż wiele osób które znają JA duże lepiej ode mnie. (wiele przeczytanych instrukcji utwierdza mnie w tym przekonaniu gdyż wielokrotnie dopiero sięgnięcie do wersji angielskiej pozwalało mi zrozumieć/rozwiązać problem) > 15 lat temu to jeszcze żyliśmy w jaskiniach :) Może z Twojej perspektywy ;) wtedy byłem jeszcze młody a świat był piękny... > no i częściowo dlatego polski biznes wygląda jak wygląda. Brak innowacyjności, > brak wizji - działania nastawione na lokalny rynek. no niekoniecznie ... Tu już wkraczamy trochę w ekonomię... i głównym problemem jawi mi się biurokracja, korupcja i bezwład państwowego molocha... skutkiem są wysokie podatki pokręcone prawo, zwalczanie rodzimej przedsiębiorczości przez instytucje państwowe a w konsekwencji wysokie bezrobocie i niskie zarobki... działania i owszem są nastawione na rynek lokalny bo trochę trudno konkurowac za granica jeśli nie wiadomo na czym się stoi tutaj. ale nawet jeśli firma kooperuje z zagranicą to przecież do kontaktów potrzebuje raptem paru ludków - na produkcji wystarczy JP powiem jeszcze tak firma mojego kumpla ma zlecenie dla jakiegoś hula gula, czy myślisz że on musi znać ten język? NIE! jest firma pośrednicza, znająca tamten rynek, odpowiednio zabezpieczająca transakcję. oni mają "tylko" zrobić projekt i go zrealizować. - gadaniem zajmuje się ktoś inny ktoś kto swobodnie sie w tamtym języku porozumie. i w druga stronę jeśli kumpel by się zaczął uczyć tego języka ile czasu mu by zajęło poznanie go na tyle by mógł odpowiednio przygotować kontrakt? Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 02.03.13, 14:57 > to tylko Twoje chciejstwo. tak naprawdę to zależy na ile faktycznie JO będzie p > otrzebny. Nie, taki jest punkt widzenia pracodawców, i to jest potwierdzone zarówno przez ich oferty jak i opinie badających rynek. > a spójrz na to inaczej, może warto powalczyć o lepsze kwalifikacje kosztem języ > ka? i wtedy co? ale czemu? język przydaje się nie tylko w pracy. Kwalifikacje do pracy zdobywam w pracy, kwalifikacje językowe zdobywam po pracy, by rozszerzać horyzonty. Nie widzę konieczności robienia jednego kosztem drugiego. > ielnie prowadzić księgi w przeciętnej firmie a ile nauczenie od podstaw JO tak > być mógł napisać ofertę skierowaną do zagranicznego klienta? Ale ja wolę się uczyć JO, bo to daje mnie osobiście więcej korzyści niż znajomość rachunkowości. Jeśli jesteś świetnym specjalistą w wąskiej dziedzinie bez JO, to gdy akurat nie ma ofert pracy z tej dziedziny - masz problem. Jeśli jesteś znasz się średnio na wszystkim, ale masz JO, masz większe szanse się zaczepić, a potem już w pracy rozwijać kompetencje zawodowe. > na przykładzie firmy w której pracowałem. gościu który pochwalił się znajomości > ą JO był proszony o odbieranie telefonów, ofert, rozmowy ... tyle że wszystko t > o były albo oferty od naciągaczy albo wręcz oszuści szukali frajera. A moj przyklad jest taki, ze moj zawod jest specjalistyczny i to dosc wasko, a jednoczesnie angielski jest niezbedny. I predzej na moje obecne stanowisko trafi ktos, kto zna JA ale sie w ogole nie zna na tym co robie, ale bedzie mial mozliwosc przyuczenia, niz ten kto w ogole nie zna angielskiego ale ma wiedze zblizona do posiadanej przeze mnie. Zreszta pojedyncze przyklady nie obalaja ogolnych tez. > ależ ma to znaczenie bo mówimy o "recepcie na kryzys" czyli min. o tym ze podję > cie określonych działań ma w jakiś tam sposób pomóc. No i pomaga. W większosci ofert pracy JA to warunek konieczny. Czyli bez niego, nawet bedac specjalista nie masz szans. Z kolei bycie konkretnym specjalista takim warunkiem koniecznym jest w jakims niewielkim procencie ogloszen. > oczywiście nikomu nie polecam tej kolejności nauki ale... obawiam się ze tłumac > zenia instrukcji wielu urządzeń wykonałbym dużo lepiej niż wiele osób które zna > ją JA duże lepiej ode mnie. Ale ile takich instrukcji faktycznie przetlumaczyles? Bo ja kilka (dorabialem kiedys jako tlumacz) i nie wierze, ze bez znajomosci jezyka, jedynie ze znajomoscia specjalistycznego slownictwa przygotowalbys dobra instrukcje. > jawi mi się biurokracja, korupcja i bezwład państwowego molocha... skutkiem są > wysokie podatki pokręcone prawo, zwalczanie rodzimej przedsiębiorczości przez i > nstytucje państwowe a w konsekwencji wysokie bezrobocie i niskie zarobki... > To troche tez.. ale nie jest to wcale glowna przyczyna. Jesli polski pracownik zarabia 4 x mniej niz np. Amerykanin, Anglik czy Niemiec, a podatki i koszty pracownikow wzgledem panstwa sa zaledwie i ilestam % wyzsze, to i tak koszty wytworzenia produktu na rynek miedzynarodowy powinny byc duzo mniejsze i Polska powinna byc tak konkurencyjna, jak np. azjatyckie tygrysy (Singapur, Malezja, Korea), moze nie Chiny. Tyle ze polski biznesmen zamiast tworzyc produkty na rynek swiatowy, woli handlowac lokalnie bo mniej sie narobi. To i angielski mu niepotrzebny. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 02.03.13, 21:00 > Nie, taki jest punkt widzenia pracodawców, i to jest potwierdzone zarówno przez > ich oferty jak i opinie badających rynek. Ty wiesz jak mnie rozbawić.... o czym świadczą oferty typu "młody do 25 z minimum 3 letnim doświadczeniem na stanowisku ... wykształcenie wyższe kierunkowe biegła znajomość języka angielskiego biegła znajomość obsługi komputera do pracy jako wykonawca czynności prostych. Oferujemy pracę w młodym, dynamicznym zespole..." moim zdaniem to urabianie "klienta" nic więcej! a pracodawców jakich znam to bardziej interesują uprawnienia i kwalifikacje odnoszące się realnie do potrzeb a nie jakieś wydumane dyrdymały. poszukują ludzi którzy wykonają ściśle określone prace i jeśli nie będą mieli kontaktu z kimś z zagranicy to tak naprawdę znajomość JO kandydata ich nie obchodzi. (zresztą większość z nich nawet nie miała by jak tego sprawdzić) zwykle też nie muszą pisać ogłoszeń... ale jeśli już piszą i wpisują "standardowa formułkę" to albo po prostu jest to zachowanie stadne (wszyscy tak piszą) albo chodzi o urobienie kandydata. zresztą ja i moi kumple też przez coś takiego przechodziliśmy... im bardziej się okazywało ze nasze kwalifikacje są zgodne z wymaganiami w ogłoszeniu tym bardziej spadało zainteresowanie rozmówcy i albo rozmowa kończyła się szybko albo stawała się coraz bardziej nieprzyjemna. Nie > widzę konieczności robienia jednego kosztem drugiego. no cóż może nie mając rodziny znajomych oraz innych zainteresowań... żyjesz by pracować czy pracujesz by żyć? może gdy pracodawca szkoli w czasie pracy... ale zaraz zaraz mówimy o sposobie na kryzys czyli osobie pracującej w byle jakiej firmie, startującej po szkole, lub bezrobotnym bez środków do życia.... > Ale ja wolę się uczyć JO, pewnei dobrze jest rozwijać lub iśc w kierunku zgodnym ze zdolnościami... jesli są to u Ciebie JO to wcale nie zamierzam Cię od tego odwodzić! tylko (powiem to jeszcze raz) jestem przeciwnikiem traktowania nauki JO jako panaceum. Jeśli jesteś > znasz się średnio na wszystkim, ale masz JO, masz większe szanse się zaczepić, to przejrzyj ogłoszenia na które się tak chętnie powoływałeś - w większości z nich poszukują specjalisty. (wiem to dokładnie bo właśnie stoję przed takim dylematem mam szeroką wiedzę rzekłbym interdyscyplinarną, tyle że to i mój wiek pewnie niekoniecznie odpowiadają pracodawcom) > Zreszta pojedyncze przyklady nie obalaja ogolnych tez. słusznie tyle ze mój przykład tylko pokazywał ze JO nie zawsze przynosi korzyści. oczywiście Twoje przykłady pokazujące że jo może być przydatny nie są w żaden sposób z nimi sprzeczne. po prostu wszystko zależy od warunków działania. > No i pomaga. W większosci ofert pracy JA to warunek konieczny. Czyli bez niego, > nawet bedac specjalista nie masz szans. kumpel który ileś lat pracował za granicą po pytaniu o stopień znajomości języka niemieckiego (ponoć niezbędnego dla pracodawcy) zaproponował przejście na niemiecki i... tak się skończyła rozmowa... koleżanka słabo znała angielski wykształcenie wyższe trochę nie do końca.. coś tam jeszcze też nie i prace dostała... dumnie brzmiące stanowisko okazało się klepaniem faktur sporo niepłaconych nadgodzin i marnie płatne... ale na początku myślała ze nie wiadomo jaką to szanse dostała.... tak więc tak to działa... jeśli ogłoszenie jest ogólne to znaczy ze poszukują kogokolwiek byle chciał pracować najlepiej za grosze. > Ale ile takich instrukcji faktycznie przetlumaczyles? Bo ja kilka (dorabialem k > iedys jako tlumacz) i nie wierze, ze bez znajomosci jezyka, jedynie ze znajomos > cia specjalistycznego slownictwa przygotowalbys dobra instrukcje. a czy ja powiedziałem ze bez znajomości języka? zdaję sobie sprawę że mój angielski jest marny i raczej "bierny" ale znam specjalistyczne słownictwo (polskie i angielskie), mam wiedzę jak określone urządzenia działają. (no i może taką przewagę że urządzenie mam przed nosem a nie tylko instrukcje w garści) tak wiec oczywiście zawodowo nie tłumaczę instrukcji ale gdy z nich korzystam to bardzo często by rozwiązać problem muszę sięgnąć do wersji angielskiej. (czyli jestem po drugiej stronie barykady i widzę do czego nadają się teksty techniczne tłumaczone przez humanistów) Jesli polski pracownik > zarabia 4 x mniej niz np. Amerykanin, Anglik czy Niemiec, a teraz przejdźmy do ekonomii... koszty wytwarzania to w większości firm w cywilizowanym świecie tworzą koszty użycia maszyn... w efekcie efektywność pracy liczona na pracownika jest dużo wyższa a wiec i wynagrodzenia dużo wyższe... w Polsce zaś urzędnicy zadbali by nie nastąpiła akumulacja kapitału w klasie średniej. w efekcie większość polskich firm wytwórczych to "manufaktury" albo montownie. jeśli mamy relatywnie drogie i marnej jakości produkty to nie przebijemy się z nimi na światowe rynki choćbyśmy nie wiem jak elokwentnych sprzedawców mieli. poza tym by wyjść na rynki światowe trzeba mieć odpowiednie moce przerobowe, Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 02.03.13, 22:29 nikt nie mówi, że JO to panaceum na chorobę zwaną bezrobociem. To raczej istotny składnik diety, która zwiększa szansę na życie w zdrowiu. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 03.03.13, 07:50 czytając tego typu artykuły(a pojawiają się dziwnie często) odnoszę przeciwne wrażenie. już zaczynając od tytułu "recepta na kryzys" jak to można inaczej odbierać? prawda jest taka że jeśli pracy nie ma to żadne kwalifikacje jej nie zapewnią. że trzeba brać pod uwagę warunki działania i indywidualnie predyspozycje że trzeba sobie kalkulować koszty/oczekiwane korzyści... że działamy w jakimś otoczeniu i jeśli jest słaba gospodarka to ma to dużo większy wpływ na nasze życie niż nasze indywidualne działania. Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 03.03.13, 13:48 > prawda jest taka że jeśli pracy nie ma to żadne kwalifikacje jej nie zapewnią. z tym się niestety nigdy nie zgodzę. W ogólnym rozrachunku, gdyby zapełnić wszystkie wakaty, może i faktycznie brakować pracy dla kilku procent najmniej zdolnych, i ten procent z czasem będzie się powiększał (o czym już z Tobą dyskutowałem), ale na razie są miejsca gdzie rąk do pracy brakuje. Ludziom wygodnie tak mówić, bo zrzucają winę z siebie. Owszem, jeśli dziś nie zna się JO, to rozpoczęcie nauki dziś przyniesie jakieś owoce dopiero za parę lat. Ale to nie znaczy, że można to odpuścić, bo to, że dziś nie znasz JO i nie masz kwalifikacji wynika z zaniedbania twojego rozwoju przez ostatnie kilka lat. Takie krótkowzroczne myślenie, że wystarczy znać się na swojej robocie, jak wspomniana rachunkowość, prowadzi właśnie do bezrobocia. Prawda jest taka, że na razie nie ma czegoś takiego jak brak pracy. Brak pracy oznaczałby brak potrzeb, bo praca służy ich zaspokojeniu, a potrzeby wciąż są. Bezrobocie wynika natomiast z ujemnego bilansu handlowego Polski czyli krótko mówiąc faktu, że nasze potrzeby są zaspokajane przez inne kraje. Jest tu zarówno wina rządów, które nie tworzyły klimatu dla rozwoju polskich przedsiębiorstw, by te były konkurencyjne za granicą, ale również wina nas samych - tego, że nie chcemy sami wychodzić poza granice. A tu podstawowym grzechem jest właśnie zaniedbanie nauki JO. Wracając do przykładu księgowej, dziś pracuje ona sobie dla małej firemki działającej na terenie Polski. JO nie jest jej potrzebny, więc się go nie uczy. Jutro firma upada, a księgowa traci pracę. Pracy w podobnej firemce nie znajdzie, jak i rzesza podobnych jej księgowych. Siedzi więc na bezrobociu. Gdyby jednak te księgowe znały JO, wówczas komuś opłaciłoby się wyautsorsować (znowu wracamy do tematu zapożyczeń :) ) księgowość zagranicznych koncernów do Polski, i księgowe znalazłyby pracę. Taką strategię przyjęły Indie i Chiny i świetnie na tym wychodzą, nawet z ich kiepskim angielskim :). Niestety, Polacy myślą co im przyniesie korzyść tu i teraz. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 03.03.13, 15:04 znam ludzi którzy znali dostatecznie dobrze JA by bez problemu znaleźć pracę w Anglii, w Polsce nie było dla nich nic poza stażami i w najlepszym układzie pacą za minimum... mieli wiedzę umiejętności chęć do pracy... w Niemczech bez problemu ludzie znajdują prace bez dobrej znajomości JA i jak to im się udaje? i to by było tyle w kwestii prawdziwości Twoich teorii. wówczas komuś opłaciłoby się wyautsorsować (znowu wracamy > do tematu zapożyczeń :) ) księgowość zagranicznych koncernów do Polski, i księg > owe znalazłyby pracę. Taką strategię przyjęły Indie i Chiny no tak to świetne perspektywy... JO i praca dla wykonawców czynności prostych znajdzie się bez problemu i miska ryżu i materac w kącie sali na którym będzie można spać na zmiany... tyle ze obawiam się ze jeśli chodzi o koszty zatrudnienia dalej nie będziemy konkurencją więc nikt do nas centów obsługi przenosić nie będzie. co z tego że znajdziesz 1000 ludzi znających JA (teraz to nie problem) gdy zaraz się okaże koszt ich zatrudnienia jest wielokrotnie wyższy niż w chinach - i nie tylko o pensje tu chodzi. tak więc raczej nie przekonałeś mnie że JA to umiejętność podstawowa. OK ja wiem że ogólnie jest to jedna z kwalifikacji ważnych i potrzebnych... ale jedna z wielu i to w dodatku taka że dla większości zawodów niezbyt przydatna. większości ale nie wszystkich są zawody gdzie jest niezbędna są tez takie w których znacząco podnosi szanse na dobrą pracę... ale tu jeszcze jedna ważna uwaga trzeba mieć te inne kwalifikacje... i trzeba mieszkać w miejscowości gdzie jest firma która takich pracowników potrzebuje... i powiem jeszcze tak z perspektyw które roztaczasz wynika ze trzeba panicznie szukać innych alternatyw. może zamiast opowiadać bajki o magicznych właściwościach JA należało by przestać niszczyć nasze firmy przy użyciu biurokracji? przestać faworyzować zagraniczne koncerny, obniżyć podatki, poprawić bezpieczeństwo... Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 03.03.13, 17:23 > znam ludzi którzy znali dostatecznie dobrze JA by bez problemu znaleźć pracę w > Anglii, w Polsce nie było dla nich nic poza stażami i w najlepszym układzie pac Ale ja nigdzie nie piszę, że JA cokolwiek gwarantuje, zwłaszcza sam JA. Natomiast zwiększa szanse na znalezienie pracy. Co więcej, wysoka znajomość JA w społeczeństwie będzie również dawała więcej miejsc pracy w Polsce, gdyż zagraniczne firmy podejmując decyzje gdzie przenieść produkcję będą to również brały pod uwagę. Być może u Twoich znajomych JA był jedyną kompetencją. Chodzi o to by mieć zawód + JA. > w Niemczech bez problemu ludzie znajdują prace bez dobrej znajomości JA i jak t > o im się udaje? znają JN > no tak to świetne perspektywy... JO i praca dla wykonawców czynności prostych z > najdzie się bez problemu i miska ryżu i materac w kącie sali na którym będzie m > ożna spać na zmiany... O czym Ty piszesz?? Jaka miska ryżu? Czy Ty masz w ogóle pojęcie na czym polega outsourcing? Od kiedy księgowość to czynność prosta? A właśnie księgowość często się przenosi do innych krajów, między innymi do Polski. I nieprawdą jest to co piszesz, że centrów obsługi się do Polski przenosić nie będzie, bo już się to robi i to się rozwija. Właśnie firmy konsultingowe poszukują w Polsce najwięcej pracowników. Czy Twoi znajomi próbowali zatrudnić się w takiej firmie? Pewnie nie, bo poza JA nie mieli kompetencji. > co z tego że znajdziesz 1000 ludzi znających JA (teraz to nie problem) gdy zara > z się okaże koszt ich zatrudnienia jest wielokrotnie wyższy niż w chinach - i > nie tylko o pensje tu chodzi. Mit, że w Indiach i Chinach stosują dumping dzięki głodowym pensjom powoduje, że nawet nie podejmujemy się być konkurencyjni. Wiem z pierwszej ręki, że pensje w Polsce i Chinach w podobnych zawodach są podobne. Dodatkowo europejski przedsiębiorca zawsze będzie wolał europejskiego podwykonawcę, nawet jeśli ten będzie ciut droższy niż chiński, bo zyskuje na transporcie, nie ma różnicy czasowej, i wreszcie: może dogadać się z człowiekiem z tej samej kultury. Problem polega na tym, że Chińczycy prowadzą agresywną ekspansję, a my jesteśmy pasywni, zarówno rząd jak i biznesmeni. I tą pasywność i wycofanie widać też w Twoich wypowiedziach. > ale tu jeszcze jedna ważna uwaga trzeba mieć te inne kwalifikacje... oczywiście, że trzeba. ale czy wymaganie ich to tak dużo? Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 03.03.13, 18:51 Natomia > st zwiększa szanse na znalezienie pracy. a ja twierdzę że niekoniecznie, pracodawca nie jest idiota jeśli potrzebuje księgową to oznacza że potrzebuje osoby do prowadzenia ksiąg niezależnie co robi jego firma. > Być może u Twoich znajomych JA był jedyną kompetencją. chyba jednak nie skoro tam bez problemu pracę znaleźli Chodzi o to by mieć > zawód + JA. ja powiem tak trzeba mieć "zawód" a czasem to także oznacza znajomość JA. ale czasem nie! > znają JN no właśnie Niemiec pracując w Niemczech zna tylko Niemiecki i ich gospodarka się nie wali... > Od kiedy księgowość to czynność prosta? gro pracy to klepanie faktur do którego nie potrzeba jakiś specjalnych kwalifikacji ważniejsze są predyspozycje - sumienność dokładność utrzymanie porządku... zaś te bardziej zaawansowane wymagają dość dużej wiedzy dotyczącej sytemu jaki funkcjonuje w danym kraju... faktycznie nie wiem jak radzą sobie z tym outsourcingiem. ja wiem są MSRy ale przecież to nie wszystko czyli przypuszczam ze mają kilka osób które dogłębnie znają specyfikę danego kraju i które pewnie tam zdobyły doświadczenie ( czyli polskiej księgowej w żaden sposób JA nie pomoże dostać się na takie stanowisko) i stadko wykonawców czynności prostych być może lepiej zarabiających niż kasjerka w markecie ale na pewno gorzej od biegłej księgowej. i teraz co wybierasz uczysz się parę lat JO by klepać faktury w jakimś boksie i po paru latach być w punkcie wyjścia czy robisz uprawnienia i zarabiasz dużo więcej za dużo mniejsze nakłady pracy (ale za to dużo większa odpowiedzialność ) ? > oczywiście, że trzeba. ale czy wymaganie ich to tak dużo? dużo nie dużo to podstawa! tyle że człowiek nie może znać się na wszystkim sam wiesz ze nauka JO wymaga sporo czasu (zwłaszcza jeśli nie masz ku temu predyspozycji). powiem jeszcze tak polska szkoła i wiele kursów tak naprawdę uczy gramatyki i słownictwa ale nie posługiwania się językiem... OK od czegoś trzeba zacząć ale jeśli nie będziesz miał kontaktu z żywym językiem to tak naprawdę go się nie nauczysz. OK będziesz miał certyfikaty i dyplomy ale... nie np nie poradzisz sobie z negocjacjami, zresztą weźmy sprawę tego gościa ze stanów ponoć niesłusznie skazanego... mieszkał w stanach znał język ale ponoć podpisał jakąś bzdurę bo nie do końca zrozumiał jakąś zawiłą wypowiedź. co więcej jeśli na co dzień nie masz z językiem kontaktu to co jakiś czas powinieneś sobie go odświeżyć... co więcej jest kilka wersji JA, jest też właściwy akcent czyli jeśli faktycznie JO jest potrzeby to te nakłady pracy muszą być potężne - bo jakiś zawiły tekst w umowie i możesz położyć firmę... a i tak nawet znając język można coś palnąć... a przecież jak słusznie zauważyłeś potrzeba także i "zawodu" czyli kolejnych nakładów... czyli inwestujesz inwestujesz a przychody gdzieś kiedyś... i w tym momencie jeszcze raz wrócę do pytania: czy wolałbyś zatrudnić księgową co ostatni rok ślęczała nad zmianami w VAT czy taką która poświęcała czas na kursy językowe? bo nie czarujmy się nikt nie ma tyle czasu by pracując i mając rodzinę znaleźć czas na jedno i drugie. a jeśli wybierasz wariant "B" to powiedz mi na co liczysz w przypadku wizyty UKS'u? Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 03.03.13, 23:09 > a ja twierdzę że niekoniecznie, pracodawca nie jest idiota jeśli potrzebuje ksi rety.. nie potrafisz spojrzeć na problem z szerszej perspektywy. Jeden pracodawca nie potrzebuje JA, a drugi potrzebuje. Któryś pracodawca, którego wszyscy pracownicy znają JA zacznie rozważać, czy nie może rozszerzyć swojej działalności za granicę. > chyba jednak nie skoro tam bez problemu pracę znaleźli nieprawda. Tam gdzie jest dobrobyt, silna gospodarka, łatwiej jest znaleźć zatrudnienie w sektorze usług, bez kompetencji, bo ludzi stać na wydawanie pieniędzy. W Polsce na razie nie możemy sobie na to pozwolić dlatego musimy mieć wyższe kompetencje, by to wszystko rozpędzić. Włącznie z JO. > no właśnie Niemiec pracując w Niemczech zna tylko Niemiecki i ich gospodarka si > ę nie wali... Bzdura. Niemcy znają angielski lepiej niż Polacy. Poza tym gospodarka Niemiec rozwija się nieprzerwanie od kilkudziesięciu lat. Nawet przegrana wojna im aż tak nie przeszkodziła, bo firm, które się na wojnie dorobiły (np. Hugo Boss) nie rozwiązano. My od lat 90tch tworzymy wszystko od 0. > ingiem. ja wiem są MSRy ale przecież to nie wszystko czyli przypuszczam ze mają > kilka osób które dogłębnie znają specyfikę danego kraju i które pewnie tam zdo > były doświadczenie ( czyli polskiej księgowej w żaden sposób JA nie pomoże dost > ać się na takie stanowisko) widzę, że nie masz wielkiego pojęcia o czym piszesz, a Twoja argumentacja to czyste zgadywanie. W konsultingu/outsorcingu znajomość JO jest podstawową umiejętnością. Ja pracuję w tej branży i wiem, że prędzej poradziłbym sobie bez polskiego niż bez angielskiego. > OK od czegoś trzeba zacząć ale jeśli nie będziesz miał kontaktu z żywym językie > m to tak naprawdę go się nie nauczysz. OK będziesz miał certyfikaty i dyplomy a > le... nie np nie poradzisz sobie z negocjacjami, zresztą weźmy sprawę tego gośc > ia ze stanów ponoć niesłusznie skazanego... mieszkał w stanach znał język ale p A niby jak się trzeba tego języka nauczyć? Ja się nauczyłem na kursach, znam setki osób, które się nauczyły na kursach i wszyscy dajemy sobie radę. Dobra... widzę, że o nauce języków też nie wiesz za wiele. > co więcej jest kilka wersji JA, jest też właściwy akcent bądź poważny... > czyli jeśli faktycznie JO jest potrzeby to te nakłady pracy muszą być potężne - > bo jakiś zawiły tekst w umowie i możesz położyć firmę... Od tego jest tzw. edukacja > czyli inwestujesz inwestujesz a przychody gdzieś kiedyś... TAK!!, i zrozum w końcu, że tak to działa! Chcesz mieć efekty dziś? Trzeba było zapracować 5 lat temu. Ale jeśli nie zaczniesz inwestować dziś, nie będziesz mieć efektów nawet za 5 lat, i znowu za 5 lat będziesz marudził, że ci się nie opłaca zaczynać nauki JO, bo na efekty trzeba będzie czekać. > i w tym momencie jeszcze raz wrócę do pytania: czy wolałbyś zatrudnić księgową > co ostatni rok ślęczała nad zmianami w VAT czy taką która poświęcała czas na ku > rsy językowe? Nie widzę powodu, dla którego musiałbym wybierać. Ale jeśli już to tą drugą, bo jeśli powiem jej od razu, że ma się podszkolić się z VATu, to za rok mam taką z VATem i JO. A tej pierwszej w rok JO nie nauczę. Nie wierzysz? Księgowy w mojej firmie musi znać angielski, bo ostatnio wystawiał informacje dla zagranicznych urzędów skarbowych dla potrzeb rozliczeń podatkowych pracowników, którzy płacą podatki jednocześnie w Polsce i za granicą. Szkoda, że nie zna języka kraju w którym ci pracownicy byli, bo wtedy mógłby zapoznać się z właściwymi instrukcjami dotyczącymi tych rozliczeń, które były tylko w tym języku, czym zaoszczędziłby mnóstwo ich czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 04.03.13, 20:52 > rety.. nie potrafisz spojrzeć na problem z szerszej perspektywy. ale różne piękne wizje mnie nie interesują. mam problem businessowy w co zainwestować b w miarę krótkiej perspektywie osiągnąć (w miarę pewny i w miarę wysoki zysk) i to jeszcze często realia są takie ze zainwestować można tylko swój czas i pracę - a w ten sposób JA raczej się nie nauczysz. > nieprawda. .... bez kompetencji, nieprawda sęk w tym ze znaleźli pracę w swoim zawodzie (przynajmniej te przypadki które maiłem na myśli) ja wiem ze wielu wyjeżdża na zmywak... i zarabia kilkakrotnie więcej niż u nas "dobrze" zarabiający, i pewnie takich znajomych też mam... > Bzdura. Niemcy znają angielski lepiej niż Polacy. więcej zna i pewnie jest wyższy poziom (bo język zbliżony) ale i tak znam paru co to całkiem wysokie stanowiska pełnili a po angielsku niekonieczne... pewnie zaraz powiesz że nie chcieli... wątpię skoro chcieli się nauczyć paru slow po polsku (głownie "na zdrowie" ;) ) to o zła wolę raczej ich nie posądzam. > widzę, że nie masz wielkiego pojęcia o czym piszesz, ależ tego nie ukrywałem tylko jakoś nie negujesz tego że na najwyższe stanowiska polak nie ma szans się tam dostać... a to że akurat polski jest tam niepotrzebny to mnie akurat też nie zdziwiłeś - jak przypuszczam zespoły sa wielonarodowe a więc polski jest tam zbyteczny - podobnie jak angielski w typowo polskiej firmie ]:> > A niby jak się trzeba tego języka nauczyć? Ja się nauczyłem na kursach, znam se > tki osób, które się nauczyły na kursach i wszyscy dajemy sobie radę. Dobra... w > idzę, że o nauce języków też nie wiesz za wiele. dlatego tak zaciekle bronisz kursów... z moich doświadczeń wynika ze kursy mogą być co najwyżej dobrą podstawą... ale tylko podstawą ... dopóki nie będziesz miał kontaktu z żywym językiem, dopóki na codzień nie będziesz go używał... dopóki nie nauczysz się w danym języku myśleć... to tak naprawdę go nie umiesz... to jak nauka pływania z książki... a dodajmy do tego że w szkole i gro kursów jest tak naprawdę przygotowaniem pod egzaminy - czyli uczy gramatyki, słownictwa, ale nie tego jak się mówi na co dzień! > > co więcej jest kilka wersji JA, jest też właściwy akcent > > bądź poważny... jestem! lekcja z nativem pytanie o aptekę... odpowiadam chemist's źle bo pharmacy.. ja na to że tak w szkole uczyli on na to ze to chemiczny kiedy indziej z kimś innym podobna przeprawa purple i violet... tak więc czasem na to znaczenie a akcent? no cóż tu mi chodziło bardziej o sprawę psychologiczną obcy zawsze jest inaczej traktowany.... > > bo jakiś zawiły tekst w umowie i możesz położyć firmę... > > Od tego jest tzw. edukacja Tak ja wiem ale to oznacza że nie wystarczy "niedzielny kurs" > > czyli inwestujesz inwestujesz a przychody gdzieś kiedyś... > > TAK!!, i zrozum w końcu, że tak to działa! Chcesz mieć efekty dziś? Trzeba było > zapracować 5 lat temu. ale mi właśnie o to chodzi! a przez te 5 lat to z czego żyć? z czego mieść kasę na kursy... i w zasadzie jaką masz gwarancję że 1 będzie naprawde dobrze mówił a dwa że znajdziesz prace która z nawiązką pokryje ci te wszystkie koszty (nkłady czasu pracy i kasy)? a pamiętaj że konkurencja rośnie! gdy zaczynałem studia wsód moich znajomych nikt nie znał JA tak naprawdę, gdy kończyłem kilku już się nim całkiem nieźle posługiwało, teraz praktycznie wśód młodych jest takich wielu... 5 lat to 2 generacje programów, 7 wersji ustaw o VAT... a konstrukcja silnika spalinowego w zasadzie się nie zmienia od lat 100... > jeśli powiem jej od razu, że ma się podszkolić się z VATu, to za rok mam taką > z VATem i JO. A tej pierwszej w rok JO nie nauczę. sprytnie! tylko oczywiście masz w pamięci to ze w każdej chwili może wejść miły pan z UKS... i odrzucić nierzetelnie prowadzone księgi bo Twoja lingwistycznie wykształcona księgowa nie wiedziała np. co to jest VAT przesuwany... ja tam wolał bym by moja księgowa potrafiła rozmawiać z US/UKS/ZUS'em a nie w obcych językach. > Nie wierzysz? Księgowy w mojej firmie musi znać angielski, bo ostatnio wystawia > ł informacje dla zagranicznych urzędów skarbowych dla potrzeb rozliczeń podatko > wych pracowników, którzy płacą podatki jednocześnie w Polsce i za granicą. Szko > da, że nie zna języka kraju w którym ci pracownicy byli, bo wtedy mógłby zapozn > ać się z właściwymi instrukcjami dotyczącymi tych rozliczeń, które były tylko > w tym języku, czym zaoszczędziłby mnóstwo ich czasu. oczywiście jest też taki wariant główna księgowa geniusz - pamięć fotograficzna, zna wiele języków, świetnie radzi sobie z zawiłościami prawa w wielu krajach ... pewnie każdy chciałby być piękny młody zdrowy i bogaty... tylko mam 3 wątpliwości czy aby na pewno zarabia proporcjonalnie o do kwalifikacji czy aby na pewno spełnia się poza zawodowo i jak to firma zamyka finansowo (tj. znane mi firmy opierają się na specjalistach kwalifikacje zbliżone do wykonywanej pracy więc ich efektywne wykorzystanie jest wysokie a pensje ściśle związane z efektami pracy - człowiek orkiestra z oczywistych przyczyn wykorzystuje tylko ułamek swojego potencjału i jeśli ma za ten ułamek płacony to nijak mu się nie zwracają nakłady na doskonalenie, jeśli zaś proporcjonalnie do wiedzy i umiejętności to skąd na to firma bierze - musi okradać innych!) Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 04.03.13, 23:00 nie chce mi się już ciągnąć tej rozmowy, bo ciągle stawiasz jakieś nowe tezy i odbiegasz od tematu dając jakieś przykłady, które nic nie wnoszą. na zakończenie powiem tyle: Odnośnie nauki języków: kursy są wystarczające by nauczyć się języka do celów zawodowych. Tu nie jest istotne czy powiesz "chemist" czy "pharmacy", czy zastosujesz odpowiedni szyk zdania i czy masz odpowiedni akcent. Dla większości ludzi z którymi współpracujesz JA też nie jest językiem ojczystym. Nie musisz znać angielskiego na poziomie tłumacza czy dziennikarza. Dla mnie wszystkie argumenty, które podawałeś to zwykłe wymówki. To jak się uczysz i tak zależy od Ciebie i zaangażowania, więc tłumaczenie, że kurs jest "niedzielny" też jest śmieszne. A od nauki języków też jest szkoła i studia. Zaniedbałeś? Przykro mi. Nauka języka w niczym Ci nie przeszkadza. Nie przeszkadza, żeby zarabiać na życie, nie przeszkadza by się doszkalać z VATu. A zwłaszcza nie przeszkadza, gdy ma się dużo czasu będąc na bezrobociu. Za to daje większe szanse na zatrudnienie. Szanse, nie gwarancje. Więc daj już spokój z tymi przykładami, bo w żaden sposób nie tłumaczą, dlaczego NIE warto się uczyć. A specjalista znający język to jeszcze żaden człowiek orkiestra. Ze wszystkich Twoich wypowiedzi przebija wycofanie, pasywność, niechęć do próbowania. Jeśli coś nie daje efektów teraz to nie jest warte robienia. Ja 5 lat temu byłem jakimś tam specjalistą od jednej rzeczy. Nie mogłem znaleźć w Polsce zatrudnienia w tym zawodzie, więc zajałem się czymś innym i teraz jestem specjalistą w tej dziedzinie. Nie marudziłem, że nie warto, że to nie mój zawód. Teraz uczę się języka, którym mówi na świecie zaledwie 10 mln ludzi, z których 90% i tak mówi po angielsku, który już znam. A mimo to uczę się, bo są szanse, że mi się przyda. Bo taką mam strategię. Ty zaś, jak większość Polaków, zapominasz o strategii, jesteś nastawiony na szybki zysk. Skupiasz się tylko na swoim małym problemie biznesowym, ale jak się biznes skończy, będziesz obwiniał państwo o brak pracy mimo, że sam zaniedbałeś rozwój swoich kompetencji. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 05.03.13, 09:11 Tak czy inaczej miło było pogadać na koniec powiem tylko tak: jakieś 25 lat temu znałem na tyle JN by potrafić się w tym języku porozumieć - jednak przez te 25 nigdy nie miałem okazji wykorzystywać go zawodowo... przez jakiś czas nie jeździłem do Niemiec a gdy zacząłem to przerzuciłem się na angielski i tak zostało - niemiecki zardzewiał zupełnie .... Angielski zaś znam na tyle na ile potrzebny jest mi w pracy i na wyjazdach... tak więc wybacz że nie podzielam Twojego hurraoptymizmu ale mam wystarczająco duże doświadczenie (też zawodowe) by realnie oceniać sytuację. A zwłaszcza nie przeszkadza, gdy m > a się dużo czasu będąc na bezrobociu. ja widzę taki tyci tyci ale istotny problemik: gdy się pracuje nie ma czasu gdy się jest bezrobotnym nie ma kasy... - i tak na prawdę myślę ze jest to sedno rozbieżności naszych ocen co do możliwości nauczenia się języka (oraz to ze oceniasz przez pryzmat swoich zdolności) > Ze wszystkich Twoich wypowiedzi przebija wycofanie, pasywność, bo taki jest mój stosunek do nauki języków więc zajałem się czymś innym i teraz jestem specjal > istą w tej dziedzinie. Nie marudziłem, że nie warto, że to nie mój zawód. ja uczyłem się w jednym zawodzie, studiowałem w innym, założyłem firmę w jednej dziedzinie, od 15 lat pracuję w innej, a obecnie myślę jak się przekwalifikować by znaleźć pracę w czymś innym - ale na tyle zbliżonym bym mógł jak najpełniej wykorzystać dotychczasową swoja wiedzę - tak prawdziwy przykład całkowitej bierności... po prostu zbyt dużo zakładasz nic o mnie nie wiedząc Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 03.03.13, 18:45 > może zamiast opowiadać bajki o magicznych właściwościach JA należało by przesta > ć niszczyć nasze firmy przy użyciu biurokracji? przestać faworyzować zagraniczn > e koncerny, obniżyć podatki, poprawić bezpieczeństwo... Każdy to mówi, ale dopiero jakbyś dostał ster rządów do ręki, zobaczyłbyś, że takie rady można sobie wsadzić do kieszeni. Biurokracja - niestety na razie to zło konieczne, forma obrony Polaków przed nimi samymi. Polska oszustwem stoi, i to nie od głowy a od ogona. Bez tych wszystkich regulacji, nadzorów byłaby w Polsce gospodarcza dzicz. Obniżenie podatków - owszem, tylko jak wówczas dopiąć budżet? Od lat mamy deficyt, obniżenie go tylko pogłębi. Poprawa bezpieczeństwa - to akurat kolejna rzecz finansowana z budżetu. Jednoczesne postulowanie obniżenia podatków i poprawy bezpieczeństwa to sprzeczność i populizm. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 03.03.13, 19:41 polemizował bym... problem może być zupełnie inny. nikt w pojedynkę nie przeforsuje zmian no chyba że ma za sobą armię (a taki wariant także mi się nie podoba) a trudno przeforsować zmiany jeśli partia podpiętych do państwowego cyca ma swoich ludzi wszędzie. tak więc poza okresem okolic 89 trudno wyobrazić mi sobie możliwość tak dogłębnych zmian... a wtedy tą szansę zmarnowaliśmy. jednak nie zgodzę się z Tobą że patologie wymuszają wzrost biurokracji. moim zdaniem jest wręcz przeciwnie! to biurokracja tworzy patologie i dzięki nim żyje. przechodząc do podatków jestem przekonany że 90% z nich jest marnowane i wydawane niezgodnie z przeznaczeniem. np. po co nam urzędnik którego praca polega na zbieraniu informacji (od firm i ludzi) którymi dysponuje? Bez tych wszyst > kich regulacji, nadzorów byłaby w Polsce gospodarcza dzicz. nadzory są i dzicz też jest więc może lepiej zlikwidujmy nadzory i będzie chociaż taniej... Jednocz > esne postulowanie obniżenia podatków i poprawy bezpieczeństwa to sprzeczność i > populizm. to tylko kwestia właściwego zarządzania! wystarczy wyeliminować czynności (koszty) zbędne i jednostki szkodliwe a już masz oszczędności. faktycznie rozwijająca się gospodarka wygeneruje większe dochody tak wiec może być tak ze nawet po obniżeniu stawek wpływy będą rosły. zaś poprawę bezpieczeństwa można uzyskać niekoniecznie zwiększając nakłady a przede wszystkim właściwą organizacją! pompując kasę w system tak nieefektywny jak obecnie tylko napędzał byś patologie tak wiec to nie populizm tylko twierdzenia oparte o fakt ze z jednej strony mamy rozdętą do granic absurdu biurokrację a z drugiej jedne z wyższych stawek podatkowych. czyli wysokie koszty i małą efektywność, czyli w podniesieniu efektywności jest tak duży potencjał że widzę możliwości na spore oszczędności. prosty przykład "społeczne" koszty decyzji jakie podjął urzędnik w sprawie JTT sięgają pewnie dziesiątek jak nie setek milionów. a mógł się zajmować sprawą GANT'a i odzyskać stadion i 5 mln dla miasta. pikanterii sprawie dodaje fakt że przepisy które stały się podstawą ścigania JTT zapewniły koncernom zagranicznym wygrane publiczne przetargi (czyli znów nasza strata łącznie pewnie liczona w mln) - ale rozliczeniem autorów tych rozwiązań prawnych już nikt się nie zajął! tak wiec masz konkretna kasę i konkretnych szkodników... Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: artykuł sponsorowany... 03.03.13, 22:18 > > kich regulacji, nadzorów byłaby w Polsce gospodarcza dzicz. > nadzory są i dzicz też jest więc może lepiej zlikwidujmy nadzory i będzie choci > aż taniej... Najwyraźniej brakuje Ci wyobraźni skoro tak twierdzisz. System urzędniczy w Polsce nie jest idealny, ale nie z pewnością nie jest dziczą. Zetknąłeś się kiedyś z systemem w innym kraju? Ja owszem, i może Cie to zaskoczy, ale polscy urzędnicy są kompetentniejsi. Tam być aż tak kompetentni nie muszą, bo obywatele są generalnie uczciwsi. > to tylko kwestia właściwego zarządzania! wystarczy wyeliminować czynności (kosz > ty) zbędne i jednostki szkodliwe a już masz oszczędności. Właściwe zarządzanie zawsze zmniejsza koszty i Ameryki tu nie odkryłeś. Tylko, że "zarządzaj właściwie" to taka sama rada, jak "zarabiaj pieniądze". Bezwartościowy truizm. > faktycznie rozwijająca się gospodarka wygeneruje większe dochody tak wiec może > być tak ze nawet po obniżeniu stawek wpływy będą rosły. kolejny truizm, o którym się łatwo mówi w teorii, ale trudno wcielić w życie. Idąc za Twoją radą, zanim gospodarka by odżyła, nastąpiłaby katastrofa. Jeśli uważasz, że masz pomysł, załóż partię, opracuj program i przekonuj ludzi. Mnie się nie chce udowadniać ci, że to nie jest kwestia paru prostych ruchów. > prosty przykład > "społeczne" koszty decyzji jakie podjął urzędnik w sprawie JTT trzymaj się tematu... Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 04.03.13, 21:19 System urzędniczy w Pol > sce nie jest idealny, ale nie z pewnością nie jest dziczą. ... zędn > icy są kompetentniejsi. Tam być aż tak kompetentni nie muszą, kompetentni być może ale czy uczciwi i pracujący dla dobra wspólnego to wątpię.... możesz mi na przykładzie JTT omówić jakie korzyści mamy dzięki ich "pracy"? Zetknąłeś się kiedyś > z systemem w innym kraju? mam relacje z pierwszej ręki... kilku znajomych ma firmy za granicą... i sobie chwalą! > że "zarządzaj właściwie" to taka sama rada, jak "zarabiaj pieniądze". Bezwartoś > ciowy truizm. sęk w tym że u nas niewiele trzeba by zrobić to lepiej niż w systemie istniejącym. > ...ale trudno wcielić w życie. bzdura! kilka krajów ościennych ma dużo niższe podatki i gospodarkę stojąca dużo lepiej niż polska. zwróć uwagę ze w 89/90 byliśmy liderem przemian... teraz znów "albo przed Albanią albo za Albanią" > > "społeczne" koszty decyzji jakie podjął urzędnik w sprawie JTT > > trzymaj się tematu... trzymam się ... to tylko jaskrawy przykład szkodliwej działalności naszych urzędników, pewnie z bańki mógłbym Ci wymienić ich wiele (parę dotyczących firm moich znajomych) Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi może warto zacząć od nauki polskiego... 02.03.13, 09:24 i tak odnoście różnych uconych specjalistów od nauk tajemnych potwierdzenie tożsamości to autentykacja wywiad zapytanie to kwernda datacja, anulacja... tako mówią wysokiej klasy specjaliści którzy pewnie i owszem gdzieś tam poznali obce słowa tylko polszczyzna im nawala.... więc może i owszem czasem warto znać JO by wiedzieć co polak mówiący po polsku chce powiedzieć... Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: może warto zacząć od nauki polskiego... 02.03.13, 13:00 A na sam używam takich neologizmów i będę ich bronił, bo dochodzi tu jeszcze kontekst. "Potwierdzenie tożsamości" to pojęcie bardzo ogólne - możesz potwierdzać tożsamość na policji, przy głosowaniu. "Autentykacja" to potwierdzenie tożsamości w kontekście teleinformatycznego dostępu do zabezpieczonej sieci, bazy danych, itp. Nie korzystam wtedy z dowodu osobistego, ale np hasła, tokena, itp. Podobnie jest z kwerendą, której nie zastosuję pytając przechodnia na ulicy o godzinę. Jest to zapytanie wyrażone wg zestawu reguł, służące do uzyskania informacji z bazy danych. Są pojęcia, które powstały w języku angielskim, spolszczone w najprostszy sposób przeszły do mowy specjalistycznej, dla specjalistów są zrozumiałe i to wystarczy, a to czy polski niespecjalista je zrozumie jest mało istotne. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: może warto zacząć od nauki polskiego... 02.03.13, 13:24 > a to czy polski niespecjalista je zrozumie jest mało istotne. to zależy od kontekstu... jeśli jest to instrukcja korzystna z certyfikatów kwalifikowanych kierowana do użytkowników płatnika to rzekłbym że wręcz przeciwnie! w takiej sytuacji stosowanie branżowego żargonu (techno bełkotu) raczej ie najlepiej świadczy o możliwościach umysłowych autora. > "Potwierdzenie tożsamości" to pojęcie bardzo ogólne - możesz potwierdzać tożsam > ość na policji, przy głosowaniu. można też przecież użyć poświadczenie autentyczności, weryfikacja, prawdziwość, i pewnie wiele innych form zamiast dziwoląga językowego autentykacja co do kwerendy to może łatwiej mi ja zaakceptować gdyż dobrze brzmi... ale... jakieś 15 lat temu w spolszczonej wersji accessa było "zapytanie" i z tego co pamiętam większość tej formy używała, później zaczęto używać formy "kwerenda" i ona stała i ona stała się powszechna... tak że tylko patrzeć aż ludzie zaczną używać tego słowa by opisać sytuację pytania się o godzinę. ;) tak więc nie wiem na ile to potrzeba specjalistycznego określenia czynności mniej ogólnej niż zapytanie a na ile lenistwo językowe i bezrefleksyjne przenoszenie nazwy z oprogramowania. Odpowiedz Link Zgłoś
tycho99 Re: może warto zacząć od nauki polskiego... 02.03.13, 13:57 > > "Potwierdzenie tożsamości" to pojęcie bardzo ogólne - możesz potwierdzać > tożsam > > ość na policji, przy głosowaniu. > można też przecież użyć poświadczenie autentyczności, weryfikacja, prawdziwość, > i pewnie wiele innych form zamiast dziwoląga językowego autentykacja Z wymienionymi przez Ciebie propozycjami jest ten sam problem co z "potwierdzeniem tożsamości": są zbyt ogólne i nie oddają specyfiki tego co się rozumie pod pojęciem "autentykacja". Zwłaszcza rozbawiła mnie "prawdziwość": :))) Już sobie wyobrażam miny zdziwionych użytkowników, którym program wyświetla komunikat: "proszę przygotować dane do procesu prawdziwości" :D. Zresztą, w czym "autentykacja" jest gorsza od "weryfikacji"? Oba słowa przeszły do nas z angielskiego, z tym że to drugie może kilkadziesiąt lat wcześniej i zdążyło się już trochę zadomowić. To, że "autentykacja" ci nie brzmi wynika tylko z tego, że się z nim po prostu nie osłuchałeś. > ona stała i ona stała się powszechna... tak że tylko patrzeć aż ludzie zaczną u > żywać tego słowa by opisać sytuację pytania się o godzinę. ;) Nie, bo "zapytanie" łączy się z czasownikiem "pytać", który ma się dobrze i nie jest zagrożony przez żadne "kwerowanie". > tak więc nie wiem na ile to potrzeba specjalistycznego określenia czynności mni > ej ogólnej niż zapytanie a na ile lenistwo językowe i bezrefleksyjne przenoszen > ie nazwy z oprogramowania. Ale co z tego? Język się cały czas rozwija, wiele słów zmienia znaczenia. Nawet "kutas" jest dziś czymś innym niż kiedyś. Amerykanie stworzyli sobie czasownik "to macgyver", i co? Źle? U mnie w pracy używa się w rozmowie takich wyrażeń jak: "apgrejdować", "ataczować", "rebranczować" i jeszcze gorszych, które by pewnie nie zostały zrozumiane przez laików. Ale ja rozumiem, koledzy rozumieją, porozumiewamy się bez niedomówień i o to chodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: może warto zacząć od nauki polskiego... 02.03.13, 19:45 oczywiście użycie właściwego słowa czy sformowania zależy od kontekstu i oczywiście możesz się bawić w wymyślanie takich najmniej odpowiednich. jesteś inteligenty dasz radę. tylko mnie raczej razi wprowadzanie do obiegu słów dla których jest wiele polskich odpowiedników. tak wiec nie jest to kwestia osłuchania ale mojego podejścia. weźmy np. słowo marketing. początkowo go akceptowałem pomimo iż nie byłem z nim osłuchany. ale gdy tak naprawdę poznałem jego znaczenie i kontekst jw jakim się go używa to już mnie zaczęło trochę razić. (i bawić - bo często jest używane w sytuacji gdy chodzi o sprzedaż a osoba się nim posługująca zachowuje się jak guru wiedzy tajemnej) podobnie manager, kontroling i parę innych. "pytać", który ma się dobrze i nie > jest zagrożony przez żadne "kwerowanie". Oj tam oj tam czy aby na pewno? nie raz słyszałem jak ktoś bardzo ważny i ucony "wysyłał kwerendę" do urzędu > Ale co z tego? Język się cały czas rozwija, masz rację tyle że chodziło mi o to że zaobserwowałem (może przypadkową) zbieżność pomiędzy użyciem słowa a nazwą na "przycisku" w programie.. to tak jak z "kamerowaniem" co z tego ze w języku polskim są słowa kręcić i filmować ... plebs dostał kamerę do ręki i nie znał słowa określającego czynność jej używania więc sobie wymyślił. czy to normalne/naturalne i owszem ale czy potrzebne? pewnie nie. tyle że jeśli chodzi o elity ludzi piastujących wysokie stanowiska, wykształconych i (teoretycznie) obytych mam troszeczkę inne wymagania. wracając do kwerendy pewnie nie razi mnie użycie tego słowa w odniesieniu do formuły zapytania w SQL'u czy może jakiegokolwiek unoszącego się do bazy danych - najlepiej informatyk do informatyka. alej jeśli już jakiś urzędnik opisując "kowalskiemu" czynność zbierania informacji (np z podległych mu działów) używa słowa kwerenda to odbieram to jako bufonadę. Ale ja rozumiem, koledzy rozumieją, po > rozumiewamy się bez niedomówień i o to chodzi. pewnie gdzieś indziej maja śrubstag breszkę hebel i wasserwagę szlauchwaga ... branżowe słownictwo jest bogate... ale nie zawsze należy je przenosić do języka potocznego czy używać w oficjalnych wypowiedziach. Odpowiedz Link Zgłoś
hollinder Re: artykuł sponsorowany... 28.02.13, 21:37 Chodziłam do szkoły za czasów PRLu i rosyjski był obowiązkowy. Bodaj od szóstej klasy szkoły podstawowej. Nie mówię dobrze w tym języku, bo po skończeniu szkoły go w ogóle nie używałam. Owszem, kilka słów mogę zamienić, przeczytać tekst napisany cyrylicą, ale daleko mi do dobrej znajomości rosyjskiego. Bo go nie używam. Tak samo "rdzewieje" mój niemiecki i francuski. Ale wystarczy do poczytania gazet i to już jest coś. Mój mąż, który też uczył się rosyjskiego w szkole mówi biegle w tym języku. Dzięki temu ma klientów w Rosji. Przydało mu się i to bardzo. W mojej pracy podstawą jest angielski, pracuję w międzynarodowych zespołach i bez tego zwyczajnie nie mogłabym pracować. Nie wspomnę o podróżach, wakacjach etc. Nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o angielski jestem samoukiem, w szkole i na studiach miałam niemiecki. Warto się uczyć, nawet jeśli nie dla pracy to właśnie po to, żeby czytać obcojęzyczne artykuły (a nie tylko opierać się na przedrukach, streszczeniach itp.), książki w oryginale, obejrzeć film bez lektora. I za granicą umieć się porozumieć. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 01.03.13, 17:51 nie twierdze że nie masz racji tylko zauważam że robi się z JO jakieś panaceum na wszytko. wmawia się (sugeruje) że znajomość JO sama w sobie zapewni sukces zawodowy a to nie tak! kolejna sprawa jeśli znajomość JO jest taka ważna to dlaczego pracodawcy nie chcą za nią płacić (oczywiście poza takimi którzy faktycznie ją wykorzystują) dlaczego nie dbają o kursy szkolenia, konwersacje - przecież jak sama zauważyłaś narzędzie nieużywane rdzewieje Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: angol Re: artykuł sponsorowany... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.13, 02:30 ta, to sproboj zrobic kariere w programowaniu - bez angielskiego skonczysz conajwyzej na czerskiej na stazu... Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: artykuł sponsorowany... 01.03.13, 18:01 > ta, to sproboj zrobic kariere w programowaniu specyfika tego zawodu jest taka, zresztą podobnie całe IT... ale są przecież inne zawody. Odpowiedz Link Zgłoś
sselrats Bez angielskiego teraz ani rusz w Polsce 28.02.13, 20:24 no bo jak tu sie wyznac co jest deweloper a co dizajner. no i jeszcze zeby nie miec farta. Odpowiedz Link Zgłoś
stary.gniewny Może i na Samoa 100% mówi po angielsku 28.02.13, 22:13 ale co z tego skoro jedyne co mówią to samo A. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Daga Angielski receptą na kryzys? IP: *.ntlworld.ie 01.03.13, 09:47 Teraz mam pytanie. Co z tego, że sie "uczymy" angielskiego w Polsce od najmłodszych lat angielskiego ? Z autopsji wiem po sobie i moim synu, że gdyby nie to , iż Irlandczycy są otwartym narodem to zginęlibyśmy w tłumie w krajach anglojęzycznych. Mój syn uczył sie w Polsce bardzo dobrze. Po przyjeździe do Irlandii i rozpoczęciu tu szkoły okazało się raptem, że ta 5 z angielskiego którą przez tyle lat miał jest abstrakcją. Dopiero wtedy okazało się ile tak naprawdę jest nam z tego potrzebne, czego niepotrzebnie się uczymy latami, co nam się nie przyda. Niestety z rozczarowaniem się okazało że co najmniej 60 %. Ciężko wydawane pieniądze poszły w błoto. Najbardziej zaskoczyło mnie stwierdzenie syna po roku uczęszczania juz tu do szkoły. Mamo ile nasza Pani w Polsce którą miałem od angielskiego robi błędów.... i zaczyna wysuwać mi argumenty .... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ar Re: Angielski receptą na kryzys? IP: *.dynamic.chello.pl 02.03.13, 08:50 Częstym efektem ludzi wyjeżdżających za granicę odkrycie, że nauczyciel niby to robi błędy. A jedyny błąd jaki popełnia zazwyczaj taki nauczyciel to zapomina powiedzieć, że nie istnieje jeden język angielski. Jest ich cała masa. I w przeciwieństwie do polskiego, gidze wyróżnię się tzw. język literacki (w niemieckim taką rolę pełni hoechdeutch), to angielski nie ma nawet swojego "standardu". Oczywiście nie wykluczam,że może ta akurat Pani od angielskiego robi błędy. Odpowiedz Link Zgłoś
truten.zenobi Re: Angielski receptą na kryzys? 02.03.13, 09:47 pewnie jest tak że polscy nauczyciele, zwłaszcza szkolni, słabo znają JA, z drugiej strony pewnie jest tak jak piszesz jest wiele "wersji" i nawet "nativi" nie ze wszystkiego zdają sobie sprawę. do tego dochodzi to ze przecież nikt normalnie nie mówi przesadnie wyraźnie, absolutnie poprawnie pod względem stylistycznym czy gramatycznym - tak więc co innego jest "akademicka" znajomość języka a co innego praktyczna. słyszałem ze Niemcy nie zdali w Polsce egzaminu z JN tak więc ucząc się warto najpierw określić cel... a problem polskiej szkoły polega na tym ze uczy ale nie wiadomo po co. Odpowiedz Link Zgłoś
ka-mi-la789 Re: Angielski receptą na kryzys? 03.03.13, 23:54 Jak to: po co? Żeby rozwiązywać testy. Całe polskie szkolnictwo istnieje po to, żeby stawiać krzyżyki we właściwych krateczkach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: artemisia_g Re: Angielski receptą na kryzys? IP: *.play-internet.pl 04.03.13, 22:15 Nie musi być tak, że pani robi dużo błędów. Pani przestudiowała parę poważnych podręczników do gramatyki. Który Polak poza językoznawcami studiuje dogłębnie wielkie gramatyki języka polskiego? Większość ludzi mówi językiem ojczystym dość niechlujnie. Pani, jesli nie ma kontaktu z żywym językiem może za nim nie nadążać, ale musi uczyć form normatywnych. Tego wymaga program. Odpowiedz Link Zgłoś