Gość: Sneyk Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.play-internet.pl 17.05.13, 03:01 Całkowicie się z tym zgadzam. Tak jest wszędzie w naszym życiu od dziecinstwa aż po życie dorosłe-od przedszkola aż po prace. www.pieklo-dziecinstwo.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zwolniona :) Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.play-internet.pl 17.05.13, 11:52 Ja też nie pasowałam do ogólnie przyjętych "zasad" panujących w firmie. Była to firma wcześniej państwowa, gdzie średnia wieku pracowników grubo przekraczała 45 rok życia. Ludzie, na czele z kierownikiem działu, przyzwyczajeni byli do "nie przemęczania się w pracy", poranna kawa potrafiła tam trwać czasami 2 godziny, potem dopiero zaczynali się powoli zbierać do swoich obowiązków. Wiele "układów" w tej firmie bazowało na koneksjach rodzinnych, wiele na tzw. wspólnych wypadach na wódeczkę w piątkowe popołudnia. Ja jestem trzydziestolatką, przyzwyczajoną do pracy w firmach prywatnych, gdzie jest się rozliczanym z każdej minuty pracy i na prawdę nie ma czasu na zajmowanie się plotkami na temat innych współpracowników. Zgodnie ze swoimi przyzwyczajeniami pracowałam jak należy, zawsze byłam na czas, nie zajmowałam się plotkami, nie przesiadywałam przy kawusi, często robiłam więcej niż powinnam, bo ktoś tam akurat nie przyszedł do pracy po wekeendzie i trzeba było wykonać jego robotę, bo zlecenie "na już". Nauczyłam się znacznie więcej niż nie jeden pracownik, który pracował tam dobre 15 czy 20 lat. Przełożeni (za wyjątkiem wspomnianego kierownika) zawsze byli bardzo zadowoleni z mojej pracy. Niestety, ponieważ nie uczestniczyłam zbyt intensywnie w życiu towarzyskim (zaznaczam, że chodzi o to, które kwitło w najlepsze podczas godzin pracy) nie miałam okazji słyszeć jakim jestem dziwadłem jak na "ich standardy". Kolejnym moim błędem było niedostateczne włażenie w dupę panu kierownikowi, kiedy ewidentnie nie miał racji, nie bałam się powiedzieć mu o tym, byłam ta zła. W końcu, po 2 latach, kilka miesięcy po tym jak zmieniono mi stanowisko pracy (powiedzmy, że był to tzw. awans na lepiej płatne stanowisko) dowiedziałam się, że nie przedłużono mi umowy. Właścicielem firmy była już wtedy osoba prywatna, zmuszona do redukcji zatrudnienia. Pomimo, że były tam osoby pracujące dużo krócej niż ja oraz takie, które ewidentnie lawirowały i leserowały lub nie potrafiły (nie chciały) się niczego nauczyć, to jednak właśnie ja zostałam zwolniona dzięki skutecznej, choć wyssanej z palca argumentacji pana kierownika. Fakt, że trochę mnie to zrujnowało finansowo... ale jestem teraz zdrowsza psychicznie. PS. pan kierownik nie jest już kierownikiem... wnioski? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Boddoxx Byliście kiedyś na koloniach? IP: 194.8.120.* 17.05.13, 12:19 Na koloniach walka o pozycję w grupie jest wyjątkowo bezwzględna, a do tego dzieciaki mają mniejsze zdolności do kompromisu, więc dla osób ze słabym "genem intryg" jest to niezła szkoła życia. Tam to dopiero grupa wybiera sobie kozła ofiarnego. Z reguły robi to jedna osoba, niekonieczna lider grupy kolonijnej, a reszta się dostosowuje rada, że to nie na nich trafiło. Na koloniach widać, kto ma zadatki do intryg. I ostrzeżenie dla tych, którzy chcą załatwić sprawę siłowo. Na jednej kolonii pewien osobnik upatrzył sobie najmniejszego chłopaczka w grupie i zaczął go prześladować słownie, ale jak chciał wziąć się do rękoczynów, bo "mały" odciął się tak, że tamtemu w pięty poszło, to okazało się, że "mały" trenuje jakieś sztuki walki i prześladowca musiał pójść do pielęgniarki z robitym nosem i pokancerowanymi kolanami. Oczywiście, poskarżył się, jaki ten "mały" jest agresywny, ale "zeznania" świadków incydentu były jednoznaczne. Odpowiedz Link Zgłoś
nick4comments Re: Byliście kiedyś na koloniach? 18.05.13, 01:31 To zależy od kadry na tych koloniach i od organizacji zajęć. Jeśli kolonia polega na wyjeździe z dala od domu, leżeniu na wyrach z komórkami i produkowaniu pierdów w dupie, to różne rzeczy w grupach się dzieją. Jeśli kadra prowadzi zajęcia i nie wtrąca się w życie grupy, to też różne rzeczy się dzieją. Jak ja pracuję z dzieciakami i młodzieżą, to się nic podobnego nie dzieje, bo szybko pacyfikuję jadowite żmijki i samczyków alfa. Oni mają wybór - albo korzystają tak jak pozostali z wyjazdu, albo nie. Jeśli przyjechali po to, aby się na kimś wyżyć albo pokazać kto rządzi, to wybrali złe miejsce i do mnie na szczęście nie wrócą, bo tam rządzę ja i kadra i to się nie zmieni. Najczęściej męczą się do końca wyjazdu. Takich skłonności nie da się wykorzenić w 2 tygodnie. Tyle bowiem trwa szok z powodu nazywania pewnych rzeczy po imieniu i duszenie ich w zarodku. Szokiem dla takich dzieciaków jest też to, że jest ktoś, kto się nie boi mamusi furiatki, czy dużego i groźnego tatusia - prawnika i że w każdej chwili mogę oddać pieniądze za pozostałe dni i poprosić groźnych rodziców o zabranie dziecka w trybie pilnym i nie będzie mnie interesowało, że musieli w tym celu przerwać smażenie dupy na meksykańskiej plaży. Ale kiedyś spotykałem się z instruktorką jazdy konnej i byłem razem z nią na obozie jeździeckim. Tam to się dopiero działo. Nie myślałem że małe dziewczynki mogą być aż tak fałszywe, wredne, dwulicowe i perfidne. Schodzi królewna z konika, ale nosek pozostaje na tej samej wysokości. Rywalizacja zamiast pozostać na czworoboku i torze przeszkód, była wszędzie. Po tym co tam zobaczyłem, nigdy nie wprowadzałem u siebie żadnej rywalizacji pomiędzy dzieciakami, ani nawet oceniania, punktacji czy czegokolwiek, co mogło skutkować rywalizacją. Niestety, dziecku dziś nic nie wolno zrobić. Nikt, poza rodzicami nie ma prawa nic powiedzieć, zwrócić uwagi, ukierunkować, bo od razu wściekła mamuśka z wielkim ryjem jak lwica broni małej zołzy albo łobuza. W ten sposób zołza wychowa kolejną zołzę i będziemy mieli taką a nie inną atmosferę w pracy. Warunki są takie, że nawet przedszkole może być dobrym poligonem treningowym dla takich niepożądanych zachowań i intryg. A ja się cieszę, że mam ten komfort że nie funkcjonuję w strukturach żadnej firmy, tylko sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Boddoxx Re: Byliście kiedyś na koloniach? IP: 194.8.120.* 22.05.13, 12:24 Ja byłem na trzech koloniach w czasach, gdy nie było telefonów komórkowych (lata 1978, 1980). Na jednej rządziła kadra i był spokój, nikt nikogo nie prześladował. Na drugiej kadra coś tam organizowała, ale przez większość 3 tygodni (tyle wtedy trwały kolonie) trwała wolna amerykanka, stworzyły się nawet dwa "gangi" (szefowie "Sandokan" i "Czarny Pejon") w najstarszej grupie chłopaków i doszło do regularnego konfliktu, który został wygrany przez gang "Sandokana", który podprządkował sobie gang "Czarnego Pejona" - "Czarny Pejon" zostal po prostu pobity przez "Sandokana". Pobyt na tej kolonii skutecznie obrzydził mi kolonie. Wolałem potem zostać w domu i spędzić czas z kolegami z podwórka. Wtedy można było jeszcze dziecko wydalić z kolonii, wysłać list do szkoły itp. itd. Rodzice z reguły nie protestowali. Odpowiedz Link Zgłoś
gawrecka1 Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 19.05.13, 10:42 Pracowałam w korporacji /aparaty słuchowe/ niestety to że praca była moja pasją, szybko sie uczyłam i dałam z siebie wiele pomysłów musiałam odejść bo psychika wiele nie wytrzyma....szkoda zdrowia. Złość że obibogi, intryganci rządzą!!! OTI ludzie Odpowiedz Link Zgłoś
blekitny.wiezowiec Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 19.05.13, 10:50 Nie wiem, może tak jest. Ale ja pracowałem w kilku firmach, to że ktoś się nie może porozumieć z innymi to nie powód by od razu stawiać się w roli ofiary. Ja z pewnych względów 'odstaję', ale to nie powód żeby oskarżać i biadolić. Ok, nie wyjdę w większością na piwo, mam swój świat, ale może dla tego że mam silną osobowość nikt mnie nie stłamsi. A teraz siedzę najbliżej regulatora klimatyzacji i to w biurze moje jest na wierzchu :) Tak że nie szukajcie dowodów że to Wy jesteście wspaniali a inni, anonimowi ludzie są źli, nikt nie poznał się na waszym bogatym wnętrzu, że jesteście uduchowieni, a tamci to egocentryczni którym tylko gnębienie, wóda i podlizywanie jest w głowie. A sprawa jest prosta. Niektórzy niedocenieni wyolbrzymiają swoje znaczenie i sądzą że inni przychodzą do pracy tylko po to by obmyślać jak im dzisiaj dopiec. A ludzie mają to w nosie. Tu autorka też rozmawiała z pokrzywdzonymi i taki ma pogląd, nawet jak dziennikarz pyta o powody odrzucenia przez grupę to broni tezy że to ofiarą padają fajni ludzie, a inni to zazdrośnicy. Więcej luzu i samokrytycyzmu panie i panowie. Więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
miodla Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 20.05.13, 17:52 żydki nienawidzą każdego lepszego od siebie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ExCorpoRat Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.dynamic.chello.pl 20.05.13, 21:00 Ciekawe że takich sku...synów najwięcej jest wśród Polaków. Pracowałem dużo z obcokrajowcami i tam takie sytuacje są rzadkością, tam też zdarza się że ludzie w zespole się nie lubią i jeden drugiemu jakoś tam dogryzie, ale nie przyjmuje to tak patologicznych form jak u nas. Tak samo w polskich oddziałach miedzynarodowych korporacji, każdy tylko patrzy jak znaleźć się w zespole zarządzanym przez obcokrajowca, bo nasi rodacy na kierowniczych stanowiskach zbyt chętnie metodę "dziel i rządź" stosują. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawel Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.ci.uc.pt 21.05.13, 10:26 A ja sie nie zgadzam, pracuje w Portugalii - tak w Portugalii! I atmosfera jest dokladnie ta sama. Czyli kazdy ma noz z tylu plecow i tylko czeka aby go nam wcisnac. Oczywiscie tyczy glownie kobiet, pracuje w damskim zespole 20 osob plci pieknej i ja z kolega. Zastanawiam sie czy to glnownie kobiety? :) Odpowiedz Link Zgłoś
wlodzimierz.mat Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 21.05.13, 12:36 A moim zdaniem wina leży po stronie wszystkich. czasem trzeba stawać w obronie innych. No i czasem trzeba umieć się przeciwstawić szefowi... bit.ly/16ICVrA Odpowiedz Link Zgłoś
podkocem Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego 21.05.13, 20:39 Tu gdzie mieszkam, jest taka różnorodność narodowości, wyznań i przekonań, że każdy jest inny, więc wszyscy jesteśmy kozłami ofiarnymi międzynarodowej korpo :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Elsa Tez to przerobiłam, ale nadal jestem wkurzona o to IP: *.dynamic.chello.pl 09.08.13, 04:34 Chcialam napisac skargę do szefostwa, bo chodziło o kierowniczke sklepu i jej cudowne koleżaneczki- "Kinię"- święta krowę, której niczym nie wolno było dotknąć- śmierdziało od niej, była niezbyt bystra i zwyczajnie opierniczała się, ale też o drugą małpę- apodyktyczną Benię. Kinga skarzyła się, bo była tchórzem i słabeuszem, a Benia... No cóż... sama prawie nic nie robiła, ale nie mogła odpuścic sobie choćby jednej okazji, by zwrócic mi na cokolwiek uwagę. Raze jej sie postawiłam, to naskarzyła kierowniczce, że na nią nakrzyczałam... Biedactwa- no przyszłam i sterroryzowałam je! Kierowniczka - Tosia, to generalnie najgorszy kierownik jakiego spotkałam. Zarządzała sklepem przy pomocy... plotek i obgadywania. Sama robiła zwykle to co koleżanki- czyli piła kawe na zapleczu, gadała o bzdurach z koleżankami i generalnie szukała okazji, żeby nie zajmować sie sprzedażą... Było tam jeszcze kilka "przyjemnych" osób, ale np. jedna dresiara z radomia obraziła mnie juz po miesiącu pracy, więc przynajmniej mówiła wprost i dzieki temu szybko sie kapnęłam kto to taki... Przepracowałam tam 3 miesiące i odeszłam, mimo, że ponoc byłam dobra... Swoja drogą... Pozdrawiam pewien sklep w galerii Mokotów, a szczególnie owe koleżanki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kicia Re: Tez to przerobiłam, ale nadal jestem wkurzona IP: *.kalisz.mm.pl 09.08.13, 08:23 Szukaj nowej pracy, miej nadzieję, że będą tam sensowniejsi ludzie, choć kanalie są wszędzie, niestety. Życzę powodzenia i głowa do góry. aloha Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: B. Re: Gdy grupa wybiera kozła ofiarnego IP: *.play-internet.pl 12.08.13, 06:54 Byłam taką ofiarą i właśnie odchodzę z pracy. I tak zostałabym wygryziona. Osoby, z którymi blisko współpracowałam, które sprzyjały mi w oczy, poza oczy obrabiały mi d. przed szefostwem. Zero możliwości obrony. Niedługo zaczynam terapię. I szukam pracy. Odpowiedz Link Zgłoś