Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Godnie, czyli ile?

    30.09.13, 16:18
    Co ten gostek zatrudniony w banku pieprzy?Zajmuje sie "kontrolingiem"?To jakis kompletny debiling!
    Obserwuj wątek
      • Gość: Jan Godnie, czyli ile? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.13, 16:35
        Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bankowiec, który zarabia abstrakcyjne 7000 zł netto chciałby zarabiać jeszcze więcej, a wokół niego wielu ludzi marzy o zarabianiu 3000 zł. Przepaść.

        3000 zł netto to dla mnie byłby rozsądny przychód. Utrzymuję się w tej chwili (wynajem w mieście, jedzenie, ubiór) za 2000 zł, a 1000 zł zostałby na bonusy i oszczędności. Nie wiem po co miałbym zarabiać tak dużo jak ten bankowiec, mam wszystko czego mi potrzeba.
        • Gość: bonifacy Re: Godnie, czyli ile? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.13, 17:12
          Nie wiem po co miałbym zarabiać tak dużo jak ten bankowiec,

          Ja zarabiam jakieś 10 tys netto (zależy od miesiąca, średnio), ale to kosztem ciężkiej pracy.
          I nie uważam że to "dużo" - owszem "mało" też nie.
          Bez żadnych cudów, weźmy taki urlop, no dobra: 3 tygodnie, no dobra: we Włoszech, no dobra: w Toskanii, no dobra: w szczycie sezonu (bo dzieci w wieku szkolnym i nie mogę sobie pozwolić na przyjemność tanich wakacji w maju) - ale ja z takich 10 tys netto (+ znacznie niższe zarobki żony) LEDWIE sobie mogę na takie wakacje pozwolić. Nie mam nałogów, auto szczerze mówiąc byle jakie, mieszkanie zwykłe, nie kupuję gadżetów, nie palę, podróżuję niewiele (brak czasu), czasem kino, koncert, książka, sporo idzie w edukację dzieci (ale uwaga: szkoła państwowa!), jednym słowem - nie chcę napisać że ledwie wiążę koniec z końcem, bo nie, ale "dużo" to jest, no, 30, 50 tysięcy netto. I są ludzie tyle zarabiający, także wokół mnie. I to jest wg mnie dolna, najdolniejsza granica tzw. bogactwa.
          Gdybym, dajmy na to, miał nałogi, miał potrzebę chodzenia w markowych ciuchach, lubił gadżety, miał wypasione auto itd. - to miałbym kredyty takie, że nie pisałbym tu, bo by mi internet odcięli.
          Szczerze mówiąc, jak radzą sobie rodziny z dziećmi szkolnymi mające poniżej 10 tys netto miesięcznie - nie wiem.
                  • Gość: b Re: jakie k*** 2700 statystycznie kłamliwe szmaty IP: *.rzeszow.mm.pl 02.10.13, 19:04
                    bo Pani nauczycielko pracujesz w panstwowce. jakbys byla nauczycielka wychowania przedszkolnego bez znajomosci, to by poszla na 8h dziennie, a nie 18h tygodniowo do prywaciarza za place minimalna i by robila za swoja kase pomoce do zajec typu ilustracje do opowiadania (w przedszkolu nie ma ksiazek do realizacji poza "zerowka"), wiec trzeba wszystkie pomoce zrobic samej dzien w dzien na kazde zajecia, a czasem przyjsc za frajer i w sob do pracy, a jak dzieci wyjda przed czasem zamkniecia przedszkola 10 minut, to sie o tyle mniej proporcjonalnie dostanie pensji. teraz pracuje sie na smieciowkach umowach zleceniu, wiec jak sie kichnie, to albo za darmo bez chorobowego w domu tydzien i sie jest stratnym o 5 dni zarobku, albo w ogole nastepna prosze
                  • schweppes1 Re: jakie k*** 2700 statystycznie kłamliwe szmaty 04.10.13, 16:59
                    Co Ty bredzisz. W porcie w Gdyni płacą ~2600-3100 zł netto przy 160-192h pracy miesięcznie przy zapinaniu pasów ładunku (sztauer). Ciągle szukają chętnych, ale ludziom się robić nie chce. Jedyny wymóg: być zdrowym. Zapraszam. Ludzie, którzy pracują za mniej niż 2000 zł po prostu chcą tyle zarabiać i nie robią nic w kierunku zmiany tego. Mało który niewykwalifikowany robotnik podejmie pracę za mniej niż 2000 zł netto.
                • Gość: Debil Re: jakie k*** 2700 statystycznie - nie zrozumiesz IP: *.adsl.inetia.pl 02.10.13, 20:40
                  Nie zrozumiesz, bo to dla ciebie zbyt trudne.
                  Należysz do tej grupy nieudaczników, której się wydaje, że ty, twoja ślubna i szwagier stanowią większość społeczeństwa.

                  Ja nie znam nikogo, kto pracując nie zarabia KILKU średnich krajowych.
                  Owszem, czasem mijam po drodze kloszardów, czy kontrolera biletów, ale to nie są moi znajomi. Niemniej jednak wiem, że ludzie mniej zarabiający istnieją i jest ich dużo.

                    • schweppes1 68% społeczeństwa nie rozumie treści prasowych 04.10.13, 17:17
                      Po 1. masz jakieś lipne dane (zalinkuj), z tego co ja widziałem, to mediana wynosi trochę ponad 2000 netto, a nie brutto (średnia 2700 netto).

                      Po 2. Przejdź się po ulicy i wypytaj ludzi o kompletne podstawy. Naprawdę na 10 przypadkowych osób może ze 2 są kumate. Nic więc w tym dziwnego, że zarabiają ochłap rzędu 2000 netto.

                      Po 3. Większość ludzi zarabiających marne pieniądze typu podinspektor w ZUS za 2200 brutto czy sekretarka za 2500 brutto zarabia tyle, a nie więcej, bo jest im tak wygodnie. Z różnych powodów: brak ambicji, małe potrzeby, zamożni rodzice/mąż, mieszkanie/spadek po dziadku itp. Spijają kawkę na etacie w ciepłym biurze za psi ochłap, a praca dobrze płatna czeka na ludzi, i nikt nigdy tego nie podważy. Tylko że to jest praca, gdzie się pracuje, a nie pozoruje pracę. Praca dająca czysty zysk przedsiębiorcy, a nie tylko koszty. Mówię o fizycznych pracach godzinowych w fabrykach, magazynach czy na budowach, czy też np. pracy na prowizji w sprzedaży. Ale nie. Bo każdy chce SIEDZIEĆ I PRZEKŁADAĆ PAPIERKI, a najlepiej to nie robić nic i siedzieć na kuroniówce. Jak ktoś mi mówi o bezrobociu to ja mu się śmieję w twarz, bo to zwyczajne brednie. Pisałem już o ciągle wolnych etatach w porcie w Gdyni, gdzie będąc jedynie zdrowym, robiąc minimum dostaje się 2600 netto, a z nadgodzinami do 4000-4500 netto. TYLKO WIĘKSZOŚĆ LUDZI MA TO W DUPIE. Woli sobie coś tam klikać przy kompie za 2 koła i ponarzekać, jak to w Polsce jest źle.
                      • maradonna6 Re: 68% społeczeństwa nie rozumie treści prasowyc 05.10.13, 14:47
                        Zgodzę sie z Panem w 100%.
                        Pani w urzędzie narzeka,że po np. 15 latach "pracy" zarabia 1700zł netto. Niby mało,ale.
                        1.W czasach kiedy została zatrudniona wystarczała matura.Powiedzmy ,że nasza Pani urzędnik ma L.O. Kiedy zaczęła pracę, od razu m iała umowę o pracę i 3 miesięczne płatne szkolenie. Ponadto cały czas przechodzi okresowe szkolenia, płatne ,związane z wyjazdem tzw. delegacja....
                        Pracę ma blisko domu (miejsca zamieszkania) więc nie tylko odchodzą koszty dojazdu ale również ranne wstawanie (no 6 to nie całkiem rano) oraz stres związany ze śnieżycą,awarią samochodu/autobusu. mPrace wykonuje w oparciu o kodeks pracy, normę czasu pracy, normy bhp, w pomieszczeniu klimatyzowanym, oświetlonym. Praca na akord? Zależy od urzędu, stanowiska, "pokoju",okresu roku kalendarzowego. W każdym razie praca na całe życie.Płatnik stały, pensja stała,wszystko się zgadza z ZUS.... Język obcy - nie wymagany w dużej większości przypadków.
                        Budowlaniec.
                        Nie popełnił matury ani studiów o profilu poli- socjo coś tam. Zaczynał od "fuch" gdzie jeździł z brygadą, jako pomocnik zarabiał po 100zł ale czasem po 14 godzin.Takie "frycowe". W zależności od miejsca "budowy" zdażło się wyjeżdżać o 5 rano wracać o 21 i tak przez pięć dni w tygodniu. Czasem trzeba było szybciej bo termin naglił.Praca wiadomo, w deszczu,śniegu, upale.. Umowa o pracę? Często wszystko na słowo, rozliczenia tygodniowe,pieniądze do "łapy". Nadal ciężko pracuje, tyle,że się czegoś NAUCZYŁ, co nie jest związane z przepisami ale POTRZEBĄ indywidualną kogoś, kto buduje dom,czy remontuje...
                        Między czasie "naumiał " się jeżyka obcego przynajmniej komuniatywnie. Widzi ogłoszenie - praca w Anglii DOŚWIADCZONY murarz z językiem do anglii.Wyjechał i zarabia ale i 100zł w przeliczeniu na "polskie" na godzinę.....
                        I porównajmy.On budowlaniec, nie siedział w cieple, po 8h umie język ma doświadczenie.
                        Ona, Pani urzędnik,niby coś robi, ale w porównaniu z budowlańcem to odpoczynek. Języka obcego nie zna.Za granicę nie ma co jechać, bo po co? I uważam ,że te 1700zł za tą sielankę z pełnym ozusowaniem, wszystkimi świętami ustaowwymi wolnymi, to i tak dużo.Gdyby miała najniższą krajową, to i tak mniej wysiłku wkłada niż kasjerka na kasie w markecie. A większość kasjerek to teraz matury/studia.......
            • Gość: VRR Tyle co w Niemczech IP: *.unitymediagroup.de 01.10.13, 08:16
              Absolutnie się z tym zgadzam. Niemieckie minimum socjalne (poziom najniższego zasiłku niemieckiego ALG II) wynosi 392 euro na życie + koszty mieszkania i ogrzewania, co daje miesięcznie w zależności od miasta od 730-960 euro miesięcznie czyli ok. 3 do 4 tys. zł miesięcznie na rękę.

              Niemiecka średnia pensja to ok. 2,5 tys. euro miesięcznie (nieco ponad 10 tys. zł).
          • Gość: Malena Re: Godnie, czyli ile? IP: *.toya.net.pl 30.09.13, 17:30
            Ty chyba żyjesz na jakiejś innej planecie, człowieku! Masz 10 tysięcy na miesiąc i to jest dla Ciebie mało?!!!! Jezu, ludzie w rodzinach wielodzietnych mają wielokrotnie mniej i dają radę.
            Wakacje! Naprawdę można spędzić super wakacje niższym kosztem tylko trochę pomyśleć i nie lecieć sztampą! Dobrze rozumiem, że jesteś jedynym żywicielem rodziny? Niemniej w tym przypadku trzeba chyba przypomnieć powiedzenie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Można żyć skromniej, nie przeżerać kasy a wtedy odłożysz pieniądze na tą Twoją Toskanię!
            Życie nie polega tylko na nabywaniu, konsumowaniu i sra..niu...
            • alfalfa Re: Godnie, czyli ile? 30.09.13, 17:37
              > Życie nie polega tylko na nabywaniu, konsumowaniu i sra..niu...

              Owszem, ale skoro pracując tracisz pół życia to niech to będzie dobrze opłacone. I najlepiej jeśli robi się coś co się w miarę przynajmniej lubi. Poza tym ktoś, kto zarabia tylko 10tys. najprawdopodobniej na żadne "wczasy w Toskanii" nie może sobie pozwolić z powodu pracy. Może "sobie" natomiast pozwolić np. na to by żona nie musiała zarabiać i zajęła się domem.
              A.
              • Gość: Normalny Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 30.09.13, 18:35
                Gość portalu: taki sobie napisał(a):

                > 3000zł na mieszkanie/dom, 2500zł na jedzenie, 1000zł na benzynę, z 1000-2000zł
                > na ratę samochodu (albo zbieranie na nowy)
                >
                > To daje 8000zł jakichś podstawowych wydatków dla jednej osoby.
                > Teraz załóżmy, że mamy dzieci i nie pracującą żonę - pieniędzy zaczyna brakować

                Sorry ale sprecyzuj co to znaczy 3000zł na dom,bo mam dom i wydaję m-cznie jakieś 100zł na prąd i....tyle moich wydatków (woda raz na 3 m-ce jakieś 120zł + ogrzewanie zimą 300-350zł)
                2500zł na jedzenie?? gdzie ty się qrfa stołujesz,bo to wychodzi 80zł dziennie.Za tyle,to można w bardzo dobrej restauracji się żywić.
                Samochodu się nie kupuje,tym bardziej na raty jak cię nie stać.

                Dorzucę jeszcze do pieca.Zarabiam z kobitą razem 5-7tys zależy od miesiąca.Mam domek,Audi A8 i Mazdę 323 (wiekowe auta acz zacne)Właśnie wróciliśmy z Hiszpanii.W październiku lecimy na 4 dni do Budapesztu i na początku listopada na tydzień do Londynu.Da się.Da,zaręczam
                • Gość: taki sobie Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.dynamic.chello.pl 30.09.13, 21:49
                  Dom trzeba najpierw kupić, a woda/ogrzewanie/prąd to nie wszystko. Po 20 latach trzeba dach wymienić, pomalować, otynkować itp itd.
                  Lekko wychodzi ze 3000zł na miesiąc przy małym domu w dobrej lokalizacji w mieście. Chyba że ktoś dostał dom za darmo...

                  > Samochodu się nie kupuje,tym bardziej na raty jak cię nie stać.

                  Skoro samochodu się nie kupuje to co, kradnie się?
                  • Gość: qwerty Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.nplay.net.pl 01.10.13, 00:30
                    > Dom trzeba najpierw kupić, a woda/ogrzewanie/prąd to nie wszystko. Po 20 latach
                    > trzeba dach wymienić, pomalować, otynkować itp itd.
                    > Lekko wychodzi ze 3000zł na miesiąc przy małym domu w dobrej lokalizacji w mieś
                    > cie. Chyba że ktoś dostał dom za darmo...

                    Ale to sprecyzuj o co Ci chodzi czy o ratę kredytu czy o koszty zwykłej eksploatacji plus co jakiś czas remontów. Bo wyliczenie 3k miesięcznie na eksploatację to są jakieś jaja. Dach też się nie zrobi dziurawy po roku.
                      • Gość: Normalny Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 01.10.13, 13:47
                        Nie siedzę na necie 24/h więc odpowiadam.Dom kupiłem bez kredytu po sprzedaży mieszkania,również kupionego bez kredytu.Dla ścisłości,za dom zapłaciłem 120tys.zł+60tys.zł remont.(mieszkanie sprzedałem za 170tys.)Położony 12km od centrum sporego miasta.Jak ktoś chce w Warszawie to rozumiem,że będzie spłacał taki dom 40 lat,bo będzie kosztował 2mln w górę.Co do remontów hmm,na dach mam 30lat gwarancji,to tylko przykład.

                        Co do samochodu.Nie, nie kradnie się.Po prostu jak cię nie stać,to jest komunikacja miejska lub auto używane.

                        P/S za darmo w swoim życiu nawet kopa w du.ę nie dostałem,żeby kiedyś dorobić do mieszkania,tyrałem po 12-14 godzin na budowie w Holandii,czyli teoretycznie po roku takiej pracy mogę kupić taki dom lub mieszkanie.
                        • Gość: aster Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.13, 14:24
                          Zarabiamy razem z żoną 5000 pln netto, mieszkamy w Krakowie w 50 m2 mieszkaniu (spłacamy 130 000 PLN kredytu, rata ok 600 PLN). Mamy stare auto (wystarczające jak na nasze potrzeby, miesięczne utrzymanie to 700 PLN). Na utrzymaniu jedno dziecko. Miesięczne wydatki to ok 4000-4500 PLN. Stać nas na 2 tygodniowe wakacje za granicą (koszt to ok 4-5 tyś. PLN - zbieramy kilka miesięcy), kilka wyjazdów weekendowych w roku - np. w góry, raz w miesiącu jemy na mieście (zwykle korzystając z serwisów ze zniżkami), kino raz na 3 miesiące, kupujemy tez książki, zabawki dziecku, chuchy i różne fanaberie wedle bieżących zachcianek. Rocznie wydajemy też kilkaset PLN na koncerty. Udaje się nam jeszcze odłożyć 5-8 tysięcy PLN rocznie. Przez kilka lat odłożyliśmy kilkanaście tysięcy. Uważam, że żyjemy wygodnie, choć oszczędnie - większość zakupów robimy w dyskontach (LIDL i Biedronka), korzystamy z przecen i zniżek. Takie zarobki uważam za wystarczające do myślenia o drugim dziecku choć chciałbym, by moja żona zarabiała więcej (w tym momencie ja 3500, ona 1500)

                          Dla porównania mój kolega zarabia 4000 pln, nie ma rodziny ani kredytu, wynajmuje mieszkanie w średniej wielkości mieście - i mówi, że zarabia za mało i planuje wyjechać na zachód bo nie widzi tutaj perspektyw. Jak widać oczekiwania są różne.
                          • Gość: ołł Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.rzeszow.mm.pl 02.10.13, 20:36
                            I wcale mu się nie dziwię! My z żoną zarabiamy minimum 5 tys netto do powiedzmy 7 tys (w zależności od premii i nadgodzin) i uważam że trochę biedujemy. Jesteśmy sami, mieszkanie własnościowe choć 700 miesięcznego kredytu na remont plus 150 za samochód. Wakacje w tym roku nie odbyły się. Naprawdę nie rozumiem jak można za 3500 się utrzymać 3 osobowa rodzina.
                            • Gość: syla Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.13, 21:00
                              może. Ja zarabiam 3,5 mój partner rozkręca własny interes co oznacza, że właściwie do niego dopłacamy.. powoli zaczynamy zarabiać na koszty. dziecko sztuk 1 w przedszkolu, robimy remont domu, powoli bo powoli, ale jakoś tam idzie..nie jest to super zycie - trzeba liczyć każdy grosz. wegetacja, to może za mocno powiedziane, ale o wczasach, czy nowych okularach można zapomnieć:) sądzę,że przy 6 tys było by super, trzymamy się myśli, że się powiedzie. Manna z nieba nie leci, trzeba się mocno natrudzić. Bajki o zarobkach zagranicznych znam, mieszkałam wiele lat w UK, mam dobre wykształcenie i zarabiałam przyzwoicie, ale kosztowało to wiele wyrzeczeń -praca od 9 do 17, 18 plus dojazd (duże miasto około 1,5 godz w jedną stronę, mieszkając niedaleko centrum i miejsca pracy= brak czasu dla rodziny....: kwestia tego gdzie chce się mieszkać i jak chce się żyć. A życie na emigracji nie jest łatwe i nie dla każdego. Tym którym wystarcza praca w fabryce, picie piwa na przystanku i lans podczas wakacji w Polsce zawsze powiedzą, że "tam" jest godnie
                            • Gość: aster Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.13, 11:55
                              Dziwię Ci się bardzo, tym bardziej że chyba mieszkasz w Rzeszowie gdzie koszty życia są na pewno kilka-kilkanaście procent niższe niż w moim mieście. Musisz wydawać kasę rozrzutnie lub wydajesz na pierdoły.
                              Wydatki które podałem to 4-4,5 tysięcy za 3 osoby.
                              mieszkanie + przedszkole dziecka (czynsz, fundusz remontowy, prąd, gaz, 2 komórki, przedszkole) 1100.
                              kredyt 500 (z dopłatą rządową, za 4 lata rata bez dopłaty będzie 900)
                              auto 500 (paliwo)
                              wyżywienie (oraz kosmetyki, chemia gospodarcza itp.) 1000-1200
                              do tego wydatki na kulturę, restauracje 400
                              ciuchy, zachcianki 500

                              Razem ok 4000 pln

                              Ja na 2 tygodniowe fajne wakacje w atrakcyjnym miejscu na południu Europy (Sycylia, Malta, Sardynia, Kos itd..) z żoną i dzieckiem potrzebuję 4-5 tysięcy pln. Lecimy samolotem, nocleg we własnym zakresie (czyli szukam przez internet kwatery bezpośrednio), wyżywienie też. Znajomy bez 10 tysięcy nie rusza na wakacje (2 osoby - dziecka nie mają). Widać oczekiwania są bardzo różne.
                        • Gość: ff Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.15-1.cable.virginmedia.com 01.10.13, 17:53
                          P/S za darmo w swoim życiu nawet kopa w du.ę nie dostałem,żeby kiedyś dorobić do mieszkania,tyrałem po 12-14 godzin na budowie w Holandii,czyli teoretycznie po roku takiej pracy mogę kupić taki dom lub mieszkanie.
                          ====

                          Czyli dorobiles sie za granica a nie w Polsce. Mowa w artykule o pracy w Polsce. Ktos moze wrocic zza granicy po 20 latach z fura kasy i powiedziec ze przeciez go na wszystko stac w Polsce.
                          • Gość: Normalny Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 02.10.13, 19:18
                            Gość portalu: ff napisał(a):

                            > P/S za darmo w swoim życiu nawet kopa w du.ę nie dostałem,żeby kiedyś dorobić d
                            > o mieszkania,tyrałem po 12-14 godzin na budowie w Holandii,czyli teoretycznie p
                            > o roku takiej pracy mogę kupić taki dom lub mieszkanie.
                            > ====
                            >
                            > Czyli dorobiles sie za granica a nie w Polsce. Mowa w artykule o pracy w Polsce
                            > . Ktos moze wrocic zza granicy po 20 latach z fura kasy i powiedziec ze przecie
                            > z go na wszystko stac w Polsce.

                            Nie,nie dorobiłem się za granicą,chyba,że praca kilka m-cy oznacza dorobek.Napisałem,że dorobiłem trochę do mieszkania,a nie na nie zarobiłem.To 1 sprawa.2 nikt nikomu nie zabrania pojechać dorobić do mieszkania,a potem tu pracować

                            P/S w 2002 roku zarabiałem tu w Polsce 5-6tys. w jednym z wydawnictw prawniczych.Dodam,że mam wykształcenie średnie i jak się chce,to się da zarabiać dobre pieniądze.Nie piszę,że to jest proste ale jest wykonalne.Teraz wolę zarabiać mniej (i się nie narobić) ale już nie mam "ciśnienia" i na moje zachcianki mi wystarcza,a jak nie wystarcza (bo coś mi się zachciało droższego) to zaraz sobie dorabiam.
                        • Gość: xx Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.180.164.222.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 03.10.13, 09:07
                          > na dach mam 30lat gwa
                          > rancji,to tylko przykład.

                          To raczej pokazuje, że nie masz pojęcie o czym mówisz, ewentualnie normalnie kłamiesz.

                          30 lat gwarancji to możesz mieć na wady materiału, czyli blachy, dachówki.

                          Na konstrukcję dachu masz przy dobrych wiatrach 3 lata gwarancji.

                          Czyli jeśli po 4 latach zacznie ci przeciekać, to będziesz musiał ostro bulić kasę i tyle.
                          • Gość: Normalny Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 04.10.13, 22:50
                            Gość portalu: xx napisał(a):

                            > > na dach mam 30lat gwa
                            > > rancji,to tylko przykład.
                            >
                            > To raczej pokazuje, że nie masz pojęcie o czym mówisz, ewentualnie normalnie kł
                            > amiesz.
                            >
                            > 30 lat gwarancji to możesz mieć na wady materiału, czyli blachy, dachówki.
                            >
                            > Na konstrukcję dachu masz przy dobrych wiatrach 3 lata gwarancji.
                            >
                            > Czyli jeśli po 4 latach zacznie ci przeciekać, to będziesz musiał ostro bulić k
                            > asę i tyle.

                            Oświeć mnie może, jak może zacząć przeciekać blacho-dachówka (na nią mam właśnie 30 lat gwarancji) Na pozostałą część (więźba,odeskowanie itd.) daje sobie dożywotnią :P,bo robiłem to osobiście ze znajomym,więc wiem z czego i jak to jest zrobione.
                            Mojej matki dom ma 14 lat,dach nie był dotknięty palcem przez te lata i nic nie wskazuje,żeby przez kolejnych 14 coś się miało dziać.Mój dom mam od 6 lat i tez nie dołożyłem jeszcze złotówki (do całego domu)poza zmianą koloru elewacji (tylko i wyłącznie ze względu na owady:))

                            p/s co to jest "ostra" kasa.Tzn. 100-500-1000zł za naprawę dachu?Po kilkunastu latach?
              • Gość: jacu Re: 10 tys. to nie jest wiele IP: *.spray.net.pl 02.10.13, 16:49
                Zgadzam się. Ja zarabiam 6,5 K , żona 4. Niby na co dzień na nic nam nie brakuje, plus z 500-1000 odkładamy, ale to zwykłe życie, żadne bogactwo. Nie stać mnie na prywatną edukację dla dzieci, jeżdżę 8-letnim autem średniej klasy, wakacje raz w roku. Sam kredy na dom, jedzenie, benzyna i rachunki to 8 K.

                • hlynurbjorn Re: 10 tys. to nie jest wiele 02.10.13, 17:01
                  Gość portalu: jacu napisał(a):

                  > Zgadzam się. Ja zarabiam 6,5 K , żona 4. Niby na co dzień na nic nam nie brakuj
                  > e, plus z 500-1000 odkładamy, ale to zwykłe życie, żadne bogactwo. Nie stać mni
                  > e na prywatną edukację dla dzieci, jeżdżę 8-letnim autem średniej klasy, wakacj
                  > e raz w roku. Sam kredy na dom, jedzenie, benzyna i rachunki to 8 K.
                  >

                  No właśnie - znowu megakredyt na dom.Zgaduję, że za miastem. Co za tym idzie dojazdy, benzyna, 2 auta etc. Może trzeba było kupić mieszkanie 75m2 w rozsądnym miejscu?
            • Gość: nat Re: Godnie, czyli ile? IP: 157.158.76.* 01.10.13, 09:42
              Ja się nie dziwię, że 10 tys. to może być mało. Ja z moim partnerem zarabiamy w sumie 5000, dzieci nie mamy, mieszkanie nie jest kredytowane i wcale nie uważam, żebyśmy mogli pozwolić sobie na wszystko. Owszem stać nas na kino czy inną rozrywkę kilka razy w tygodniu, ale większe wydatki (meble, sprzęt rtv czy droższe ciuchy) i tak musimy planować z wyprzedzeniem i na nie oszczędzać.
            • Gość: ht Re: Godnie, czyli ile? IP: *.dynamic.chello.pl 01.10.13, 18:29
              wakacje można za jakieś smieszne pieniądze spedzić nad morzem pod namiotem czy nad jeziorem ale za granicę za psi grosz nie wyjedziesz no chyba na zasadzie tych co pojechali do Egiptu w okolice Sharm el szejk i potem mieli problem z wylotem bo do lotniska było 250km. Za zagraniczne 2-tyg. wakacje ze sredniej półki w dobrych warunach dla 4 osób trzeba mieć te 12-15 tys. a jak chcesz skosztowac jakiegoś wypasu to jest raprowny skok cenowy od razu gdzieś w ololice 70 tys.
              • Gość: Zuza Re: Godnie, czyli ile? IP: *.ip.netia.com.pl 02.10.13, 10:28
                > Za zagraniczne 2-tyg. wakacje ze sredniej półki
                > w dobrych warunach dla 4 osób trzeba mieć te 12-15 tys.

                Dokładnie. Przy 2 dzieci koszt 2-tyg wakacji za granicą to jest naprawdę duży wydatek.

                My z mężem zarabiamy ok. 10 tys. netto na miesiąc i mamy 4-osobową rodzinę.
                Żyjemy wygodnie - mamy dom i 2 samochody - jeden średniej klasy 3-latek, a drugi - kilkunastoletni grat. Dwa samochody to w naszej sytuacji konieczność, bo mieszkamy poza miastem, gdzie nie ma komunikacji publicznej, a dojeżdżamy do pracy do miasta.
                Średnio co 2 lata wyjeżdżamy na zagraniczne wakacje, przy czym korzystamy z okazji cenowych, tańszych lotów, mobil-home'ów. Koszt i tak wychodzi w okolicach 10 tys. W pozostałe lata spędzamy wakacje skromnie, gdzieś w kraju.
                Na co dzień nie muszę się zastanawiać, co wrzucić do koszyka, ani czy kupić dziecku kurtkę, czy buty. Stać nas na kino, wyjście do restauracji od czasu do czasu, książki... Stać nas też na prywatnego lekarza i wykupienie leków, jeśli potrzeba, a także na odłożenie niewielkich oszczędności, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe na wypadek jakichś nieprzewidzianych zdarzeń, czy kilku m-cy bez pracy jednego z nas.
                To jest naprawdę normalne życie. Żadne szaleństwo.
                Co wiecej, gdy nasze dzieci wyjadą na studia do innego miasta i będziemy musieli dać im kasę na utrzymanie i stancję (przy naszych zarobkach na internat nie mamy, co liczyć), to naprawdę nie będzie nam łatwo.

                Oczywiście moglibyśmy żyć taniej - mieszkać na 50m2 w mieście i jeździć rowerem lub tramwajem, robić zakupy wyłącznie w dyskontach i ubierać sie w lumpeksach. Da się - oczywiście. Nasz poziom materialny daje nam większą wygodę, pewien luz i spokój ducha, jednak to naprawdę nie jest żadne bogactwo, ani kasa, która pozwala na wielkie szaleństwa.
                Jest to poziom, który pozwala żyć godnie i wygodnie, ale wcale nie bogato.
                • witek7205 Re: Godnie, czyli ile? 02.10.13, 17:11
                  > My z mężem zarabiamy ok. 10 tys. netto na miesiąc i mamy 4-osobową rodzinę.

                  Dokładnie. U mnie przy 2 + 2, mieszkanie w bloku bez kredytu plus samochod , kino, teatr, muzem , basen wyjazd na weekend samochodem gdzies pod miasto lub do rodziny, to koszt rzedu 6 - 8 tys miesiecznie.
                  To jest minimum.
                  Gdybym chciał powiedziec, ze zarabiam dobrze, to dochod na rodzine, powinien byc rzedu 15- 18 tys.
                  Gdybym chciał miec dom, to zeby moc zyc na tym samym poziomie, ktory mam teraz, to na rodzine powinienem miec 20 - 25 tys.

                  Oczywiscie, ze egzystowac mozna taniej, za 2 -3 tys zlotych, ale wowczas rezygnuje sie ze wszystkiego. Pozostaje, praca i dom i nic wiecej.
                  Ja chcialbym jednak miec troche normalnosci i przyjemnosci zanim bede na emeryturze. Swiat jest piekny i jest co zwiedzac.
                  • schweppes1 Re: Godnie, czyli ile? 04.10.13, 19:07
                    Kino, teatr, muzeum... Chcesz mi powiedzieć, że regularnie (tj. kilka razy w miesiącu) odwiedzasz teatr i muzeum? Muzeum? Naprawdę? Regularnie? Co tydzień? Dużo masz tych muzeów w okolicy czy to samo odwiedzasz co chwilę? Ludzie...
              • schweppes1 Re: Godnie, czyli ile? 04.10.13, 19:11
                A nie pomyślałeś cwaniaczku, że może studiuje na poważnym kierunku na Polibudzie czy Akademii Medycznej i samo studiowanie wyciska z niego siódme poty tak, że w weekendy i wakacje ledwo ma siły na odpoczynek? 6 netto to typowy zarobek rodziny klasy średniej w dużych miastach. Facet powiedzmy szeregowy inżynier 4 netto, kobieta załóżmy pielęgniarka 2 netto. I tak, zgadzam się, za te pieniądze można tylko i wyłącznie wegetować, jeżeli nie dostało się mieszkania za darmo.
        • Gość: Bartsz Re: Godnie, czyli ile? IP: *.dynamic.chello.pl 30.09.13, 22:01
          NIe a czegoś takiego jak bankowiec ten od kontrolingu mógłby pracowac w kazdej firmie jest naliatykiem finansowym

          Zarobki niestety o czym sie nie pamięta generują tez koszty
          Jełsi zarabiasz 3000 tys pracujesz np na budowie możesz przyjśc do pracy w dzinsach z lidla i koszulce z auchan albo z second hanadu i tak czesto dosatniesz służbowe ubranie.

          Jeak pracujesz w biurze i reprezentujesz firmę to juz musisz mieć garnitur i to nie taki za 300 PLN jak masz dobry rozmiar to kupisz na soldach za 900 ale jak nie masz to juz trzeba wyadac ponad 1000 pln i niestety co roku ze 2 wymienić. do tego buty itd i sie zbiera . Jak przyjdzesz w takim za 300 to cie nie zatrudnią. Albo też nie sprzedasz nic bo cie klient oceni.

          NIestety wbrew naszemu głebokiemu przeswidczenieu naturalne są warstwy społeczne które w dojrzalszych krajach nawet za bardzi sie nie mieszają i nie stykaja wtedy mniej jest zawiści

          I jeszce jedno jak zarabiasz 3000 to kombinujesz po wyjściu z pracy jak tu dorobić i jak przeżyć ale prace masz najczęsciej w nosie. Jak zarabiasz 10000 to najczesciej w kóło rozkminiasz jak sie ogranąć w pracy. Masz wybór (oczywiście jak sie narobisz w szkole i poniej zeby do takiej pozycji dojść)

          Jak sie od dziecka imprezuje i ogląda seriale to raczej 5000 się na rękę nie zarobi chyba za w górnictwie
          • azrael29a Re: Godnie, czyli ile? 01.10.13, 23:32
            Gość portalu: Bartsz napisał(a):

            > NIestety wbrew naszemu głebokiemu przeswidczenieu naturalne są warstwy społeczn
            > e które w dojrzalszych krajach nawet za bardzi sie nie mieszają i nie stykaja w
            > tedy mniej jest zawiści

            Bzdura! Warstwy społeczne zawsze będą się stykać i przenikać.
            Przez szkołę, rodziny, znajomych, osiedla, aż po więzi zawodowe.
            Np. bogaty dyrektor firmy zatrudni u siebie specjalistę, który dzięki niemu będzie zamożny, i który na swoje potrzeby będzie tymczasowo wynajmował np. hydraulika, mechanika, elektryka, stolarza, murarza, itp (sam nie będzie musiał takiej pracy wykonywać bo stać go na to żeby inni się tym zajęli, i dzięki temu oni będą mogli godnie zarobić), a ci ostatni będą dawali zarobić np. pracownikom supermarketów (pracujący za najniższą pensję).
      • Gość: ja "Pociesza fakt, IP: *.gdynia.mm.pl 30.09.13, 17:19
        że w ostatniej dekadzie liczba zamożnych i bogatych zwiększyła się dwukrotnie."

        Tych na samym dole pewnie pociesza najbardziej. Już po otwarciu oczu cieszą się z tego jak szaleni:-) Rozwarstwienie pensji w Polsce, jest po prostu dramatyczne.
      • Gość: Gość Re: Godnie, czyli ile? IP: *.dynamic.chello.pl 30.09.13, 17:33
        > Co ten gostek zatrudniony w banku pieprzy?Zajmuje sie "kontrolingiem"?To jakis
        > kompletny debiling!

        Obiektywnie masz całkowitą rację. Niestety w praktyce ów "(neo)debiling" jest bardzo popularny, tzn. uprawia go, a nawet wzajemnie prześciga się w nim większość osób w miejscu pracy, zarówno współpracownicy jak i kierownictwo. Kto próbuje się od tego zdecydowanie odcinać, nierzadko najpierw ląduje "na świeczniku", a później "na wylocie".

        Tłum ogarnięty owczym pędem jest gotów stratować jednostki wyróżniające się (zdrowy rozsądek nie gra tu roli, wręcz przeciwnie - zasadą instynktu stadnego jest jego brak), a przełożony z chęcią pozbędzie się osobnika uprzednio wyostracyzowanego przez grupę.
        • Gość: Magda Re: Godnie, czyli ile? IP: *.adsl.inetia.pl 30.09.13, 17:53
          Controlling finansowy – instrument zarządzania będący częścią controllingu przedsiębiorstwa. Zajmuje się ustalaniem zapotrzebowania na środki finansowe, opłacalnością sposobów finansowania przedsiębiorstwa, kosztami i zyskiem, płynnością finansową i oceną efektywności inwestowania kapitału.
          • Gość: Gość Re: Godnie, czyli ile? IP: *.dynamic.chello.pl 30.09.13, 18:19
            To, że bzdurę ktoś wpisał do słownika nie znaczy że przestała być bzdurą (kiedyś bzdury do słowników po prostu nie trafiały, dziś jest niestety inaczej).

            > Controlling finansowy

            Super, jeszcze lepiej. Łebkowi który "usankcjonował" ten termin nawet nie chciało się ani odrobinę spolszczyć (tzn. napisać przez "k" i jedno "l") i tak niepotrzebnego obcego słowa. Pewnie dostał za to medal przodownika neokorpodebillingu (przez dwa "l"!).

            Przypomina to troche karierołebków, którzy ubzdurali sobie używanie terminu "audit" w języku polskim, ostentacyjnie (a jakże!) ignorując istnienie spolszczonego dawno temu słowa "audyt".
              • Gość: Gość Re: Godnie, czyli ile? IP: *.dynamic.chello.pl 30.09.13, 22:16
                > oczywiście facet napisał "kontroling" - sprawdź sobie powyżej. to że nie wiesz
                > co to znaczy to twój problem - w wielu firmach tego rodzaju dział istnieje.

                "Facet" być może i napisał "kontroling", ale koleżanka Magda raczej przytoczyła cytat stąd:
                pl.wikipedia.org/wiki/Controlling_finansowy , i do tego właśnie się odniosłem.

                > Zaw
                > iśc i złośc ci miesza w głowie. było się bardziej starać - tez mógłbyś tyle za
                > rabiać.

                To, że najwięcej zarabiają cwaniacy, karierowicze i lawiranci o najlepszych koneksjach, którzy sprawiają nalepsze "wrażenie" (podczas gdy ktoś inny odwala za nich właściwą robotę), oraz najefektywniejsi "nadmuchiwacze balonów" (tzn. wszelkiej maści handlowcy, marketingowcy itp. którzy nie wytwarzając kompletnie żadnej wartości dodanej specjalizują się w jak najefektywniejszym drenowaniu portfeli klienteli przy pomocy wszelkich dostępnych metod) nie oznacza, że to musi być ideałem dla wszystkich.

                W szczególności śmieszą mnie nadęte, acz nie dalej jak półtorej pokolenia temu oderwane od pługa korpoludki, które sobie nawzajem i wszystkim dookoła usiłują udawadniać swoją rzekomą "światowość", i które swoją z reguły godną pożałowania znajomość angielskiego usiłują przesłaniać polgliszową nowomową i wymyślaniem oraz wciskaniem na siłę do języka codziennego coraz to nowych zwrotów "pseudoangielskich".
            • Gość: Magda Re: Godnie, czyli ile? IP: *.adsl.inetia.pl 02.10.13, 16:51
              W tym jednym przyznaje Ci rację, po polsku to rewizja finansowa - obligatoryjna w jednostkach budżetowych i wymagająca ogromu wiedzy i dużej znajomości prawa.

              Co do reszty Twojej wypowiedzi to typowy bełkot sfrustrowanego człowieka, którego jedyną dumą jest to, że jego dziadkowie mieszkali w mieście.
      • gzesiolek Godnie, czyli ile? 30.09.13, 17:58
        Dom, 2 samochody, jedzenie/rodzina... za 3,5 tys? Jak???
        Ogrzewanie na lewo, czy palac czym sie da?
        A samochody stoja a nie jezdza?

        Wiem, ze ludzie maja ciezko, ale skoro tak to na co im dwa samochody?
        • Gość: Aska Re: Godnie, czyli ile? IP: *.com.pl 01.10.13, 09:23
          Jak nie maja kredytu hipotecznego, do pracy jezdza niedaleko i zyja we dwojke w jakims niewielkim miescie oraz nie musza pomagac dzieciakom to kwota 3,5k jest oki. Zaden szal, ale spokojnie przezyc mozna.
          Nie kazdy zyje w Wawie czy innym Trojmiescie, Krakowie czy Wrocku.
        • Gość: Pajęczyna Re: Godnie, czyli ile? IP: *.warszawa.vectranet.pl 28.12.13, 11:10
          Widać, że nie masz pojęcia jakie są realia życia w Radomiu...
          Tam dwu-pokojowe mieszkanie wynajmiesz za 800 zł miesięcznie.
          Gotowy dom kupisz za 300.000 tysięcy.
          Niskie czynsze i niskie opłaty. Choć ceny w sklepach podobne do Warszawskich.
          Za bilet do kina zapłacisz 10-15 zł, a nie 25-30.
          O pracę w Radomiu ciężko, ale ponieważ jest on "tani" to łatwo się tam utrzymać.
      • Gość: moe bankowcy itp. ;) Kaaasa IP: *.homenett.pl 30.09.13, 18:26
        Ja już widzę tych sfrustrowanych absolwentów politechnik.
        Jak sie załamią ,nie tylko że nie zarobią przysłowiowego tysiąca złotych ,ale nawet żadnej roboty nie dostaną .
        Tu sobie koleś siedzi w w ciepełku w banku w środku miasta , a oni ...młotki marzą,albo będą marzyć o robocie w nieogrzewanej hali gdzieś hen daleko za miastem,albo będą marzyć o zostaniu inżynierem sprzedaży ha ha
      • adderek1 Godnie, czyli ile? 30.09.13, 19:01
        Toż to zaledwie zalążek do artykułu przecież.

        "Zosia pracuje na Marsie. Za wynajem mieszkania, jedną dzienną porcję ryżu i wody oraz powietrze do oddychnia płaci 1'000'000€ miesięcznie. Pracuje 14h dziennie. Przy zarobkach netto rzędu 1'100'000€ miesięcznie zostaje jej zaledwie 10% na wydatki i oszczędności".

        "Tosia mieszka w Pcimiu Mniejszym. Zarabia 1000zł miesięcznie a wydatków ma przy tym 500zł. Pracuje 6h dziennie. Zostaje jej więc 50% na wydatki/oszczędności".

        Pytanie - kto z nich zarabia lepiej? Kto żyje godnie? Dlaczego ceny w różnych lokacjach tak się różnią? Dlaczego w niektórych branżach ludzie przebierają w ofertach i zarabiają więcej od średniej podczas gdy w innych jest przesycenie pracowników a pensje to zazwyczaj minimalna krajowa? Jaka w tym rola państwa?
        Dlazego 1% populacji naszej planety posiada 90% dochodów?

        Nie krytykujcie tego bankowca. Idźcie pracować na jego miejscu skoro chcecie tyle zarabiać. Ewentualnie zastanówcie się dlaczego tam was nei zatrudnią (i w jakim stopniu wina leży po waszej stronie, a w jakiej po czyjejś)
        • Gość: ..... Re: młodych żal IP: 46.31.32.* 30.09.13, 21:09
          Uwaga, podaję skalę dla Warszawy netto, rodzina, powiedzmy 2+1:

          1. Bieda w różnych odcieniach - do 4 000 netto (20%)
          2. 4 - 6 000 niższa średnia warszawska (30%)
          3. 6-8 000 średnia średnia warszawska (30%)
          4. 8-12 000 wyższa średnia warszawska (10%)
          5. 12 - 20 000 zamożność (7%)
          6. 20 - 30 000 bogactwo (2,999%)
          7. powyżej 30 000 ... elita złodziei i kretaczy i innych wyzyskiwaczy (0,001 %)
        • Gość: moe Re: Godnie, czyli ile? IP: *.homenett.pl 30.09.13, 22:19
          ciekawe ...moja siostra w banku zarabia na rękę 2600 zł, jej mąż 2400 zł, moja
          > koleżanka 3 tyś i wszyscy zgodnie stwierdzili, że nawet ich liderzy nie zarabia
          > ją powyżej 4 tyś. a głównie 3200zł.czy 3400 zł. Skąd te 7 tyś.?????

          To zależy ,można sobie dorobić po godzinach albo i w czasie pracy
        • Gość: ..... Re: Godnie, czyli ile? IP: 46.31.32.* 30.09.13, 22:50
          > ciekawe ...moja siostra w banku zarabia na rękę 2600 zł, jej mąż 2400 zł, moja
          > koleżanka 3 tyś i wszyscy zgodnie stwierdzili, że nawet ich liderzy nie zarabia
          > ją powyżej 4 tyś. a głównie 3200zł.czy 3400 zł. Skąd te 7 tyś.?????

          w centralach banków w Warszawie (PEKAO, PKO BP, raiffaisen in) sa takie zarobki mniej więcej na stanowiskach od experta wzwyż
      • Gość: krzysztoforski Godnie, czyli ile? IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 30.09.13, 22:19
        Do niedawna zarabiałem ok 11 - 12 tys miesięcznie, moja żona ok 3,5 tys. jakoś się żyło, miałem nawet oszczędności. Teraz jestem na działalności, dochody się zmieniły (od 0 do 15tys - niestabilnie), mojej zonie wzrosły (od 4 - do 11 000). Reasumując mamy dochód zawsze powyżej 8 tysięcy do 25 tysięcy miesięcznie. Z przerażeniem widzę, że nasze koszty życia są powyżej 10tys. Wszystkie nadwyżki są pochłaniane przez biznes. 2 dzieci kosztuje nas ok. 4,5tys. (przedszkole, niania, kremy dla alergików, zajęcia dodatkowe), opłaty 2 tys, 2 samochody i czasami jadę po debecie. Dodatkowo martwię się o pieniądze. Z samochodu nie mogę zrezygnować (bo praca!), z niani nie mogę zrezygnować (bo praca!), drogie leki - też nie mogę, zajęcia dla dzieci - no jak im powiedzieć, że nie mogą już chodzić na karate i angielski.
        Pamiętam na studiach jak miałem 40zł na tydzień i jakoś mi starczało (koniec lat 90-tych). Teraz mam jakąś finansową pętlę na szyi. Boję się, że pewnego dnia zachoruję i w ogóle nie zarobię w jakimś miesiącu.
      • gregsmile Godnie, czyli ile? 30.09.13, 22:59
        takie gadanie o dupie Maryny. singiel z Lublina i Warszawy prowadzi zupelnie inne zycie, i kosztuje ono jak 1 do 3, czyli 3tys zl do 9 tys zl na reke. ale juz taka rodzina 2+2 z Lublina i Warszawy musi miec na reke jak 1 do 2, czyli 5 tys zl do 10 tys zl.
        dodatkowo np. w Warszawie jest norma brak miesc w przedszkolach i szkolach publicznych. mamy 2 dzieci? to bach nagle 3 tys zl miesiecznie sie robi. jest jakies powaznie chore dziecko? nastepne kilka tys zl miesiecznie trzeba (przeciez na NFZ to tylko trzeba wplacac i nie daj Boze cos z tego chciec, szczegolnie ci bardziej zamozni). takich spraw nie da sie porownac, kazdy zyje inaczej i ma inne potrzeby.
        • godur Re: Godnie, czyli ile? 02.10.13, 16:40
          gregsmile napisał:

          > takie gadanie o dupie Maryny. singiel z Lublina i Warszawy prowadzi zupelnie in
          > ne zycie, i kosztuje ono jak 1 do 3, czyli 3tys zl do 9 tys zl na reke. ale juz
          > taka rodzina 2+2 z Lublina i Warszawy musi miec na reke jak 1 do 2, czyli 5 ty
          > s zl do 10 tys zl.
          > dodatkowo np. w Warszawie jest norma brak miesc w przedszkolach i szkolach publ
          > icznych. mamy 2 dzieci? to bach nagle 3 tys zl miesiecznie sie robi. jest jakie
          > s powaznie chore dziecko? nastepne kilka tys zl miesiecznie trzeba (przeciez na
          > NFZ to tylko trzeba wplacac i nie daj Boze cos z tego chciec, szczegolnie ci b
          > ardziej zamozni). takich spraw nie da sie porownac, kazdy zyje inaczej i ma inn
          > e potrzeby.

          To dopiero mit. Trzydzieści lat mieszkałam w "stolycy", teraz od kilku w Lublinie: ceny w sklepach porównywalne, opłaty za mieszkanie, centralne, prąd porównywalne, przejazdy odrobinkę tańsze, generalnie na życie i w Lublinie i w Warszawie trzeba wydać tyle samo, tylko pensje w Lublinie, niestety, o połowę niższe niż w Warszawie. O ile oczywiście ma się pracę, tutaj "życie" za "pensję" 600 -800 zł/msc netto bez ubezpieczenia to nie rzadkość. Godnie, to - zarobić tyle, by starczyło na opłaty, i jeszcze zostało na jedzenie, od czasu do czasu na ubranie, oraz odłożenie choć 100 zł. w miesiącu na wszelki wypadek.
      • zdeneksme Godnie, czyli ile? 30.09.13, 23:12
        Co właściwie znaczy "godnie"? Zakładając materialny standard "średniej klasy średniej" ze świata zachodniego, mamy tego typu parametry:

        - przeciętny dom/mieszkanie w dobrej lokalizacji w mieście lub na przedmieściach dużego miasta
        - brak zmartwień związanych z bieżącym utrzymaniem
        - wydawanie równowartości kilkuset euro miesięcznie na szeroko rozumianą kulturę
        - wydawanie podobnych kwot na restauracje, ubrania itp.
        - możliwość zużycia ~30 dni urlopu rocznie na zagraniczne wakacje
        - możliwości kupna nowego samochodu klasy D i wymiany go co kilka lat

        Dla rodziny 2+0 oznacza to średnio-miesięczne wydatki na poziomie 13k PLN (+5k spłata kredytu mieszkaniowego, dobry wujek Excel nie kłamie).

        Wyżej opisany poziom życia to kompletnie nic nadzwyczajnego z "zachodniego" punktu widzenia, więc fakt, że w Polsce tylko około 1-2% społeczeństwa może sobie na tyle pozwolić (rzekomo) jest dla mnie szczerze przerażający.
        • Gość: .... Re: Godnie, czyli ile? IP: 46.31.32.* 30.09.13, 23:25
          > Wyżej opisany poziom życia to kompletnie nic nadzwyczajnego z "zachodniego" pun
          > ktu widzenia, więc fakt, że w Polsce tylko około 1-2% społeczeństwa może sobie
          > na tyle pozwolić (rzekomo) jest dla mnie szczerze przerażający.

          jeżeli chcesz nam wmówić, że 18 tyś zł netto wydatków to średni poziom w Europie zachodniej to życzę dużo zdrowia
          średnia pensja w Hiszpanii to ok. 6 tyś zł brutto na miesiąc...
          we Włoszech może z 8 tyś zł brutto

          a koszty zycia o 1/3 wyższe - i nie pisz prosze o jedzeniu, bo to w tamtych krajach niewielki udział w wydatkach, duzo większy mają rózne usługi, czynsze itp.
          • zdeneksme Re: Godnie, czyli ile? 30.09.13, 23:41
            Wydatki średniej klasy średniej (MMC) =/= średnie wydatki w ogóle

            Niczego nie muszę wmawiać. Polecam natomiast czytać ze zrozumieniem (klasa średnia nie oznacza średnich zarobków).
            • Gość: ..... Re: Godnie, czyli ile? IP: 46.31.32.* 01.10.13, 00:04
              > Wydatki średniej klasy średniej (MMC) =/= średnie wydatki w ogóle
              >
              > Niczego nie muszę wmawiać. Polecam natomiast czytać ze zrozumieniem (klasa śred
              > nia nie oznacza średnich zarobków).

              jesli chcesz nam powiedzieć, że 18 tyś zł netto to średni dochód MMC na zachodzie to obawiam się, że jestes w błędzie. To jest dochód poczawszy od top 10-5% gospodarstw domowych, czyli upper-middle podchodzące pod wyższe warstwy zwłaszcza w takich krajach jak południowe. Jak jeszcze dodasz znacznie wyższe koszty zycia (w Warszawie m2 7 000 zł,a w Londyne 20 000 zł), to zupełnie wylądowałeś na innej mat-planecie. Zawsze najbardziej w takich kwestiach frapuje niejasna granica gdzie się kończy średnia-wyższa a zaczyna wyższa....
              • zdeneksme Re: Godnie, czyli ile? 01.10.13, 08:09
                Moje teza jest taka, że 18k wydatków miesięcznie w Polsce (konkretnie: w Warszawie) daje z grubsza poziom życia zachodniego MMC i można to uznać że tytułowe "godne życie".

                Patrząc od strony przychodów (zakładając, że się nie oszczędza i że pracują 2 osoby) oznacza to zarobki ~13k brutto na osobę, co w Warszawie jest dość powszechne, większość specjalistów IT z prawdziwego zdarzenia zarabia podobnie, byle menedżer niskiego szczebla w korpo zwykle zarabia więcej. Moja żona menedżeruje w HR, ja jestem IT-pro, więc dokładnie wiemy jak to wygląda, chociaż w moim przypadku ta wiedza jest trochę nieoficjalna ;)

                W każdym razie, 18k netto na rodzinę w Warszawie to moim zdaniem MMC, a nie żadne Upper-Middle. UMC to management wyższego szczebla i wysokiej klasy specjaliści (z reguły na kontraktach). Takie osoby w Warszawie zarabiają >25k miesięcznie netto, ale wciąż dzieli je przepaść względem osób prawdziwie bogatych (właścicieli dobrze prosperujących firm, sportowców i innej celebrytozy).

                Zarabiamy wraz z żoną ok. 35k netto i ni groma nie czujemy się UMC. Na wakacje latamy w economy a nie w biznesie, nasz prywatny samochód to paroletni sztrucel klasy C, a jak mi się ostatnio spodobał Tag Heuer Monaco, to po sprawdzeniu ceny stwierdziłem, że "chyba jednak jeszcze nie teraz". UMC nie ma takich problemów ;>
                • Gość: hahaha Re: Godnie, czyli ile? IP: 46.31.32.* 01.10.13, 10:54
                  >
                  > Zarabiamy wraz z żoną ok. 35k netto i ni groma nie czujemy się UMC. Na wakacje
                  > latamy w economy a nie w biznesie, nasz prywatny samochód to paroletni sztrucel
                  > klasy C, a jak mi się ostatnio spodobał Tag Heuer Monaco, to po sprawdzeniu ce
                  > ny stwierdziłem, że "chyba jednak jeszcze nie teraz". UMC nie ma takich problem
                  > ów ;>

                  To gratuluję, bo to oznacza, że należycie do promila najbogarszych Polaków (np. jeden z najbogatszych ludzi w Łodzi zarabia mniej). w UK z kolei wasze zarobki, zakładając że nie macie dzieci, lokują was w top 3% brytyjskiego społeczeństwa. Zakładając, że ostatnie badania podają, iż do tamtejszej elity należy około 5-6% najbogatszych - ti ponownie gratuluję! Mój podziw zwiększa jeszcze dodatkowo fakt, iż przy polskich kosztach, wasza siła nabywcza w UK byłaby de facto 2-krotnie większa, a zatem jakieś... 150 tysięcy funtów netto rocznie.... czyli żyjecie na poziomie 1% najbogatszych brytoli, a nie uważacie się nawet za upper-middle......?! :-)))) eh....eksperci...
                  • zdeneksme Re: Godnie, czyli ile? 02.10.13, 12:32
                    1) rzędy wielkości Ci się pomyliły. Łączny przychód rzędu 13k netto jest bardzo powszechny, takich ludzi są dziesiątki tysięcy w samej Warszawie. Jest tutaj ok. 4mln m^2 powierzchni biurowej klasy A/B, licząc 15m^2 na ludka wychodzi 266 tysięcy pracowników. Manager niskiego szczebla mający pod sobą ~5 osób spokojnie zarobi 13k netto. 266/5 = 50.000 low-end managerów. Co najmniej 2x tyle specjalistów różnych dziedzin z kilkuletniem stażem prac którzy 6.5k netto z osobna zarobią.

                    2) Siła nabywcza przy wydatkach MMC i wyżej nie różni wcale pomiędzy PL a UK. Bez urazy, ale gdybyś osobiście miał takie wydatki, to nawet Ci nawet do głowy nie przyszło, żeby mnożyć przez 2. Owszem, trochę tańsze są w Polsce usługi i bieżące utrzymanie, ale są to tak znikome kwoty w budżecie, że nie ma o czym mówić. Samochody kosztują tyle samo lub mniej (USA), bilety lotnicze i hotele też, biletu na musical na West Endzie czy Broadwayu nikt mi nie sprzeda za pół ceny bo jestem z Polski, podobnie z elektroniką. Efektywne oprocentowanie kredytu hipotecznego w PLN też jest wyższe niż EUR/GBP/USD/CHF/JPY/AUD.

                    Dane dla USA podawałem gdzieś obok (20% ma powyżej 101k$/rok) w UK dochód powyżej 89k GBP netto rocznie ma 6% gospodarstw domowych, więc daruj sobie opowieści o 1% czy promilach, no chyba że chcesz się samo-oszukiwać, wtedy luzik.
                    • Gość: ..... Re: Godnie, czyli ile? IP: 46.31.32.* 02.10.13, 17:53
                      > 1) rzędy wielkości Ci się pomyliły. Łączny przychód rzędu 13k netto jest bardzo
                      > powszechny, takich ludzi są dziesiątki tysięcy w samej Warszawie. Jest tutaj o
                      > k. 4mln m^2 powierzchni biurowej klasy A/B, licząc 15m^2 na ludka wychodzi 266
                      > tysięcy pracowników. Manager niskiego szczebla mający pod sobą ~5 osób spokojni
                      > e zarobi 13k netto. 266/5 = 50.000 low-end managerów. Co najmniej 2x tyle specj
                      > alistów różnych dziedzin z kilkuletniem stażem prac którzy 6.5k netto z osobna
                      > zarobią.
                      >

                      CORAZ BARDZIEJ MNIE FASCYNUJESZ. 50 000 OSÓB ZARABIAJĄCYCH W WARSZAWIE 20 000 ZŁ BRUTTO NA MIESIĄC?! HAHAHA WEDŁUG OSTATNIEGO BADANIA E&Y TAKICH OSÓB JEST RZECZYWIŚCIE 50 000 - TYLE ŻE W CAŁEJ POLSCE. A ŚREDNIA WARSZAWSKA DLA MANAGERA ŚREDNIO-NIŻSZEGO SZCZEBLA TO .. 5000 NETTO! OCZYWIŚCIE SĄ LEPIEJ ZARABIAJĄCY. ALE I TACY CO MOGA POMAŻYĆ O TAKICH KWOTACH.

                      Co najmniej 2x tyle specj
                      > alistów różnych dziedzin z kilkuletniem stażem prac którzy 6.5k netto z osobna
                      > zarobią.

                      WARSZAWSKA ŚREDNIA DLA SPECJALISTY TO JAKIEŚ 3500-4000 NETTO


                      w UK dochód powyż
                      > ej 89k GBP netto rocznie ma 6% gospodarstw domowych, więc daruj sobie opowieści
                      > o 1% czy promilach, no chyba że chcesz się samo-oszukiwać, wtedy luzik.

                      TO NIE JEST WARTOŚĆ GRANICZNA, ALE.... ŚREDNIA W TEJ GRUPIE. ZNAM TE BADANIA - WCZYTAJ SIE UWAZNIEJ W TREŚĆ. NIGDZIE TEŻ W CAŁYM BADANIU NIE POJWAWIA SIĘ "NETTO" (NET, DISPOSABLE ITP) - CZYTAŁEM ORYGINAŁ. SĄDZĄC PO WYNIKACH INNYCH BADAŃ DOCHODÓW W UK, CHODZI RACZEJ O BRUTTO, A NIE NETTO. JEŻELI JESTEŚ PRZEKONANY, ŻE NETTO TO PRZYTOCZ CHOĆ JEDEN FRAGMENT Z TEKSTU BADANIA. GDZIE O TYM MOWA...
                      • zdeneksme Re: Godnie, czyli ile? 02.10.13, 18:38
                        1) CapsLock Ci się zaciął.

                        2) Możesz sobie wierzyć, że w Warszawie manager zarabia średnio 5k netto a specjalista 3.5k, jeśli jest Ci z tego powodu lepiej. Możesz wyjrzeć na ulicę i z grubsza policzyć, jaki procent ogólu samochodów stanowią auta klasy premium w cenie >200kPLN.

                        3) Jeśli ktoś tytułuje się specjalistą i zarabia w Wawie 3.5k netto, to mam taką radę: niech się zajmie czymś innym, bo najwyraźniej nie jest zbyt dobry w tym, co robi.

                        4) re UK: magiczna fraza "average household income after tax"
                        • Gość: pr Re: Godnie, czyli ile? IP: *.nplay.net.pl 02.10.13, 21:15
                          Facet, opowiadasz jakieś niesamowite herezje. Skąd te dane w ogóle o tym, że aż tyle osób tyle zarabia ? Ile jest w Warszawie firm z górnej półki, które oferują takie zarobki i do licha ile może być tej kadry managerskiej, która by tyle zarabiała ?

                          Nie interesuje mnie ani poprawianie ani pogarszanie sobie samopoczucia tylko prawda. Mam kumpla w Brukseli, programista, Belg, pracuje przy specjalistycznym programie do projektowania m.in. skrzydeł samolotowych, ponoć niewiele osób w Belgii umie to co on. Zarabia tam ok 3k Euro miesięcznie. Teraz może trochę więcej. Mam znajomą w jednej z większych warszawskich agencji reklamowych na managerskim stanowisku. Zarobki które podałeś to dla niej też abstrakcja.
                          • zdeneksme Re: Godnie, czyli ile? 02.10.13, 21:57
                            Ech, dobra, mały prezent, co mnie to kosztuje ;) Poniżej wyciąg miesięcznych wynagrodzeń zarobków całego działu IT (specjaliści od ERP, BI/EDI/infrastruktura) z warszawskiego oddziału międzynarodowego korpo (średnia półka: nie jakiś hi-tech, wysokomarżowa nisza, pharma, czy coś w tym guście). Kwoty celowo trochę zaciemniłem konwersją walut, niemniej jednak pierwsze 3 cyfry znaczące są OK. Oczywiście żadne konkretne nazwy i nazwiska tu nie padną i w ogóle całość można uznać za przejaw mojej bujnej wyobraźni. 3 ostatnie pozycje to stanowiska managerskie.

                            4240
                            5690
                            8480
                            10900
                            10900
                            10910
                            11510
                            11510
                            11840
                            12120
                            12540
                            12720
                            12840
                            13330
                            13330
                            13330
                            13360
                            13440
                            14900
                            15750
                            16010
                            16610
                            16960
                            17860
                            19850
                            20600
                            27330
                            • Gość: ..... Re: Godnie, czyli ile? IP: 46.31.32.* 03.10.13, 00:03
                              > Ech, dobra, mały prezent, co mnie to kosztuje ;) Poniżej wyciąg miesięcznych wy
                              > nagrodzeń zarobków całego działu IT (specjaliści od ERP, BI/EDI/infrastruktura)
                              > z warszawskiego oddziału międzynarodowego korpo (średnia półka: nie jakiś hi-t
                              > ech, wysokomarżowa nisza, pharma, czy coś w tym guście).

                              1. zdeneksme kłamie
                              2. IT kłamie
                              3. IT korpo w Warszawie kłamie

                              Dlczego? Bo:
                              1. IT to z 10% zatrudnienia w Warszawie (90 tyś), w pozostałych branża pensje znacznie niższe
                              2. Korpo IT to mniejszość a nie większość - więc niereprezentatywne to nawet jesli prawdziwe
                              3. Średnia pensja w IT w Wawie to 8000, a nie 13 000.
                              4. A w pełnym opisie badania klas w UK, na 36 stronach fraza "after tax", a nawet samo "tax" nie występuje. Jezeli znalazłeś to u jakiegoś niedouczonego dziennikarzyny co sobie sam dopowiedział - to gratuluję czujności i znawstwa realiów.Poza tym 20 000 zł netto w londku to jak 8500 netto w Warszawie - jeśli musisz wynajmowac i tu i tam. Więc rózowo nie jest.

                              Onanizujesz się chłopie tym swoim IT pisząc o powierzchni biurowej całej warszawy. Na tej powierzchni są i inne, gorzej płatne nisze.
                • posrednik76 Re: Godnie, czyli ile? 01.10.13, 13:30
                  Absolutnie nie zgadzam się z Twoimi tezami. Mieszkamy z żoną w Warszawie, obydwoje zarabiamy jakieś 5000-5500 zł netto, tj. 2500 zł na osobę. Mamy niewielki kredyt hipoteczny (rata 600 zł), czynsz za mieszkanie wraz energią elektryczną to około 800 zł, dwie karty na komunikację miejską to 200 złotych, stałe wydatki wynoszą więc około 2000 złotych. Pozostaje około 3000 zł na wydatki po opłaceniu swoich 4 kątów. starcza na wszystko - kino raz na tydzień (w tańsze dni), zakupy w Almie (fakt, że głównie towary z promocji), byliśmy latem na wycieczce w Beneluksie, noclegi wykupiliśmy w 5* hotelach (znajdując dobrą cenę). Nie stać nas na wyjazd do Ameryki Południowej, ale może kiedyś. Naprawdę, nie trzeba zbyt dużo zarabiać, żeby żyć jak to mówią "jak klasa średnia". Fakt, nie mamy samochodu, nie palimy, nie pijemy, rzadko chodzimy do restauracji, ale w domu stać nas na wszelkie przysmaki z Almy i innych delikatesów.
                  • zdeneksme Re: Godnie, czyli ile? 02.10.13, 12:01
                    "Klasa średnia" bez samochodu? Której nie stać na wyjazd do Ameryki Południowej? Jedno i drugie to oczywiście żaden dyshonor, wół nie zapomniał jak cielęciem był (~8 lat zarabiałem coś koło tego, żona jeszcze studiowała), ale to był poziom życia z pogranicza prekariatu i (v)LMC, a nie żadna "klasa średnia" tutaj opisywana.

                    Oczywiście możesz sobie poziom życia za 5.5k w Warszawie nazywać jak chcesz, choćby nawet "Susan", ale na takie dictum można się tylko pobłażliwie uśmiechnąć.
                • Gość: andrju Re: Godnie, czyli ile? IP: *.dynamic.chello.pl 02.10.13, 20:50
                  > Zarabiamy wraz z żoną ok. 35k netto i ni groma nie czujemy się UMC. Na wakacje
                  > latamy w economy a nie w biznesie, nasz prywatny samochód to paroletni sztrucel
                  > klasy C, a jak mi się ostatnio spodobał Tag Heuer Monaco, to po sprawdzeniu ce
                  > ny stwierdziłem, że "chyba jednak jeszcze nie teraz". UMC nie ma takich problem
                  > ów ;>

                  zgadzam się prawie ze wszystkim co piszesz za wyjątkiem definicji UMC

                  dla mnie UMC to: stać Ciebie na wszystko za wyjątkiem marnowania pieniędzy i rzadkiej choroby
                  w tym stać na odrobinę szaleństwa od czasu do czasu

                  15 000 na zegarek może jeszcze nie ale 8000 to Ciebie raz od wielkiego święta stać
                  a to wciąż 20x drożej niż dobry (działający) zegarek

                  wg mnie wszystko od 20 (może 30) do 80k na rodzinie w warszawie to jest UMC

                  w Warszawie różnice robi kredyt.
                  z nieodgadnionych dla mnie przyczyn przy takich zarobkach mnóstwo gości ma 15 albo 20k stałych zobowiązań i wtedy pewnie komfort życia spada

                  a.
                  • Gość: Zuza Re: Godnie, czyli ile? IP: *.ip.netia.com.pl 03.10.13, 16:23
                    > w Warszawie różnice robi kredyt.
                    > z nieodgadnionych dla mnie przyczyn przy takich zarobkach mnóstwo gości ma 15 a
                    > lbo 20k stałych zobowiązań i wtedy pewnie komfort życia spada

                    Dokładnie. Przy zarobkach rzędu 40-50 tys. w ciągu 3 lat można uzbierać tyle kasy, aby kupić dom za gotówkę. A wolność finansowa i bezpieczeństwo, jakie daje brak kredytu są bezcenne, już nie mówiąc o tym, że koszty spadają wówczas kilkukrotnie.
                    • Gość: Andrju Re: Godnie, czyli ile? IP: *.centertel.pl 03.10.13, 17:41

                      > Dokładnie. Przy zarobkach rzędu 40-50 tys. w ciągu 3 lat można uzbierać tyle ka
                      > sy, aby kupić dom za gotówkę. A wolność finansowa i bezpieczeństwo, jakie daje
                      > brak kredytu są bezcenne, już nie mówiąc o tym, że koszty spadają wówczas kilku
                      > krotnie.
                      Ja akurat uważam, ze dom pod miastem to słaby pomysł.
                      Prawie zawsze tracisz sporo na dojazdy, i masz jeden etat roboty dodatkowo i ekwiwalent jednego członka rodziny do wyżywienia.

                      Dom i gospodarke kupię jak chłopaki bedą kończyły liceum, ale na prawdziwej wsi.

                      Człowiek powinien tak kombinować żeby tak miedzy 40 a 50 nie musiał pracować, pensja to wtedy fajny dodatek ale nie przymus.
                      Polecam

                      A.
                      • Gość: Zuza Re: Godnie, czyli ile? IP: *.rfc.pl 03.10.13, 21:08
                        Myśmy wyprowadzili sie właśnie na prawdziwą wieś. Mieliśmy splacone mieszkanie w W-wie, które sprzedaliśmy i niewiele dokladając kupiliśmy dom w górach. Koszty życia nam ńie wzrosły. Koszty domu (podatek, prąd, ogrzewanie) wychodzą niższe niż czynsz, który płaciliśmy w W-wie. Za wodę i kanalizację nie płacimy, bo mamy własną studnię i przydomową oczyszczalnię. Musimy utrzymywać dwa samochody, ale w W-wie dla własnej wygody tez mieliśmy dwa. Dojazdy zajmują nam teraz mniej czasu niż w W-wie (w ciagu 20 minut jestem w mieście, podczas gdy w W-wie dojazd do pracy zajmował mi około 40 min, a często dłużej). Koszty paliwa wychodzą nam porównywalne. Koszty wszelkich rozrywek - kino, wyjście do restauracji, basen - są sporo niższe. Koszty zajęć dodatkowych dla dzieci, prywatny angielski itp. znacząco niższe. Pomoc domowa - za połowę stawki warszawskiej. Jedzenie w hipermarketach może porównywalne, ale żeby kupic jajka od kury, mleko od krowy, warzywa z ogrodu i owoce z sadu, nie muszę latać po ekologicznych i placic jak za zboże. Mam to od sąsiadów.
                        Co prawda obniżyły nam sie trochę dochody, ale biorąc pod uwagę, ze nie mamy już żadnego kredytu, to nie jest to dla nas odczuwalne.
                        Ogólni