Gość: ostro2013
IP: 46.235.154.*
03.10.13, 11:01
Niestety, muszę się wyżalić. Anonimowo, bo tak podobno najlepiej.
Nie jestem, nie byłem i pewnie nie będę akceptowany przez "otoczenie" w swojej pracy. Nie jestem jakąś duszą towarzystwa, nie jestem najbłyskotliwszy ani nie opowiadam najlepszych dowcipów. Ciężko pracuję, nie odstaję od innych, zawsze jestem pomocny i jeśli tylko trzeba udzielam się, pomagam, radzę jeśli wiem. Od samego początku - a mija już 4 lata od kiedy pracuję w tej firmie, żadna z grup mnie nie akceptuje jako kolegi. Jestem żonaty, nie jestem żadnym dziwakiem, nie śmierdzę, nie chodzę nie umyty albo zarośnięty. Nikogo nie obrażam. Niestety w jednej z tych grup jest osoba, która upatrzyła sobie mnie jako "frajera" - taki typ twardziela. Od samego początku kreuje we mnie wizerunek "cioty" albo wręcz "pedała". Poniekąd wiem dlaczego to robi - jestem dość nieśmiały, mam bardzo niskie poczucie własnej wartości i niemal zupełny brak pewności siebie - a to wszystko wywodzi się z problemów jakie miałem w domu rodzinnym jako młody człowiek, z braku ojca - a raczej z tego, że mój "ojciec" był bardziej dziecinny niż ja i sam musiałem wspierać matkę, spędzałem z nią tylko czas.
Takie piętno ciągnie się za mną wszędzie. Jeśli ktokolwiek mnie widzi, odzywa się do mnie to tylko w ostateczności kiedy bardzo czegoś potrzebuje, tak samo zresztą było w szkole - ile to razy sam oddawałem puste sprawdziany czy testy, bo nie zdążyłem napisać swojego pomagając kolegom i koleżankom z klasy. Potem na przerwie jednak wszyscy mnie unikali albo ostentacyjnie mnie wyśmiewali z każdego powodu. Większość osób, pomimo, że siedzi nawet obok mnie - pisze do mnie mejle, zamiast podejść i porozmawiać. Kilkukrotnie próbowałem wybrać się z nimi na obiad albo na kawę w kuchni i te kilka razy wracałem skruszony po tym jak cała grupa wyśmiewała mnie, moją żonę i córeczkę (jakie dziecko może mieć ktoś taki jak ja - nie przytoczę cytatów bo są dla mnie dotkliwe). Nie oszczędzili nawet naszego psa. Każdy powód był dobry.
Przez tę sytuację popadam w coraz większe problemy. Kiedyś rano rwałem się do pracy, cieszyłem się na każdy dzień, teraz idę do pracy z zaciśniętymi zębami i patrzę tylko jak wszyscy się integrują", a do mnie potrafią rano odpalić tekstem przy innych "z tobą się nie witam" kiedy wyciągam do kogoś dłoń na powitanie rano.
Mam 30 lat, mam dobrze płatną pracę, kochaną żonę i córeczkę. Mam własne mieszkanie i nowe auto z salonu. Mógłbym być najszczęśliwszym człowiekiem, jednak to co dzieje się w pracy wprowadza mnie w taki nastrój, że nie potrafię czerpać radości i satysfakcji z tego :|
Pozdrawiam