Gość: studentka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.01.14, 07:31
Byłam na kilku różnego rodzaju, darmowych stażach i praktykach, w rozmaitych firmach - w ani jednej nie było rozkładu praktyk, wskazywania, czego mogę się nauczyć, opiekuna, który wywiązywałby się z zadania przekazywania mi wiedzy. Za to za każdym razem, kiedy próbuję znaleźć normalną pracę (w znaczeniu płatną) pracodawca oferuje mi darmowy staż. A jestem już absolwentką, ze sporym (darmowym) doświadczeniem. Dlaczego tak się dzieje? Nie dlatego, że nie mam kompetencji (choć na stażach musiałam uczyć się sama, starałam się jak najlepiej to wykorzystać i po prostu pracować), tylko dlatego, że tak wolna. Zapytajcie całe rzesze absolwentów. I nie tych z Wyższych Szkół Lansu i Bansu, ale z najlepszych, państwowych Uniwersytetów, kończących ze świetnymi wynikami (ja miałam stypendium Rektora), zaliczających podczas studiów co najmniej 4, 5 różnych staży. Nie mamy za co żyć. Zasiłki nam nie przysługują, pracodawcy traktują jak darmową (ew. półdarmową, bo czasem rzucą coś na lewo, pod stołem) siłą roboczą, Urzędy Pracy nie mają nam nic do zaoferowania. Może niepotrzebnie mamy cierpliwych rodziców. Gdyby całe rzesze nagle wylądowały na bruku to może ktoś by się nami zainteresował. Skoro w tym kraju nie da się, bez masowego i nagminnego wyzysku młodych, wprowadzić programów stażowych to trzeba spróbować czegoś innego lub inaczej to zorganizować.