Gość: Lolo
IP: green.d* / *.mofnet.gov.pl
25.08.04, 13:13
Witam, sprawa jest dość niejednoznaczna i skomplikowana - postaram się ją po
krótce opisać. Otóż od 2 lat pracuję w urzędzie skarbowym, pracę tę jak to
zwykle w urzędach bywa - dostałem po znajomości. Któregoś dnia ktoś
powiedział że jest taka możliwość. Jest to moja pierwsza praca - dostałem ją
w niedługim czasie po ukończeniu studiów, więc moja radość była przeogromna.
Wiadomo - pieniądze, stabilizacja cały socjal itp... Co prawda zapalała się
gdzieś lampka alarmowa że to nie jest to co chciałbym w życiu robić, ale
pomyślałem że się spróbuję przełamać. Moja radość szybko się skończyła - już
po jakimś tygodniu pracy zorientowałem się że to nie to. Źle się czuję w
tematyce podatkowej, nie pasuje mi atmosfera pracy urzędu i w ogóle to nie
to. Zawsze marzyłem o pracy w mediach, jestem fotografem (oprócz studiów
ukończyłem dodatkowo szkołę fot.) Różnica pomiędzy zawodem urzędnika a
fotografa jest szalona - w ogromnym więc tempie następowało u mnie poczucie
nieszczęścia z wykonywanego zajęcia. Od samego początku wiedziałem że muszę
szukać innej pracy. Cały czas bałem się jednak wpaść z deszczu pod rynne. Nie
chciałem zostać przedstawicielem handlowym, ani żadnym innym sprzedawcą, gdyż
to również okazało by się chybione. W urzędzie dostałem również umowę na czas
nieokreślony - więc bałem się że gdzie indziej nie dam sobie rady i po
okresie próbnym usłyszę do widzenia. W między czasie założyłem rodzinę więc
pozostawanie na bezrobociu nie wchodzi w grę. Jakiś czas temu zaświtał
pomysł - własna działalność gospodarcza - tematyka związana poniekąd z
zawodem fotografa - więc super. Ale znowu dwa minusy - specyfika tej
działalności jest taka - ze jakiekolwiek dochody zacznie przynosić za kilka
miesięcy, ale żeby je przyniosła to trzeba jej poświęcić sporo czasu -
pracując 8 - 16 jest z tym spory problem. Drugi problem jest taki że mi -
jako urzędnikowi w ogóle nie wolno nigdzie pracować... Więc już od 2 lat
tkwię w urzędzie - do tej pory moje złe nastawienie urosło do
niewyobrażalnych rozmiarów - nie chcę nazywać tego depresją, ale jest ciężko.
Przez ten czas nie było ani chwili w której bym nie myślał o pracy, już nawet
nie cieszę się z piątków - bo za dwa dni i tak tu będę musiał wrócić, nie
cierpię ludzi z którymi pracuję - to odbija się dramatycnie na jakości mojej
pracy - regularnie zbieram opieprz bo co chwile coś robię nie tak. Taka
sytuacja odbija się też na rozwoju mojej działalności gosp - gdyż po
traumatycznych 8 godzinach w urzędzie trudno jest mi wpaść w super
optyistyczny nastrój i z zapałem coś robić. Kurde - jest więc problem z
mojego punktu widzenia nie do rozwiązania. Z pracy w urzędzie zwolnić się nie
mogę ze względu na pieniądze, Działalność idzie jak po grudzie - rozwija się
zbyt wolno.
Jeżeli ktoś by chciał zabrać głos w tej sprawie - serdecznie zapraszam
(rodzina i znajomi mają już serdecznie dość mojego gadania)