Gość: stażystka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.09.04, 16:54
Jestem na stażu absolwenckim w jednej z instytucji państwowych
gdzie "zdobywam doświadczenie" (czytaj: kopertuję, przekładam papiery, parzę
kawę i robię tysiące innych, kretyńskich czynności, które nie wnoszą nic
nowego do moich umiejętności zawodowych). jednocześnie ostro szukam pracy,
wysyłam CV i listy motywacyjne i dość często miewam rozmowy kwalifikacyjne.
Problem polega na tym, że będąc na stażu absolwenckim, według nowych
przepisów należy mi się dwa dni wolnego w miesiącu (urlop płatny), ale już
urlop bezpłatny mi nie przysługuje. Mogę jedynie wziąć "wyjście prywatne",
które potem trzeba odrabiać.
Kiedy zadzwoniłam do urzędu pracy, spytać dlaczego nie mogę wziąć dnia
wolnego, za który PUP po prostu mi nie zapłaci, pani urzędniczka wyjaśniła
mi, że stażystom takowa forma zwolnienia z pracy się nie przysługuje.. I tu
się zaczynają kwiatki!!
Kiedy spytałam jej, co mam zatem zrobić w sytuacji, kiedy mam rozmowę
kwalifikacyjną i MUSZĘ wyjść z miejsca odbywania stażu, stwierdziła, że mam
się umówić z potencjalnym pracodawcą NA POPOŁUDNIU (sic!!!!). Jasne,
bezrobocie 19% w skali kraju, a ja będę focha strzelała pracodawcy, że nie
przyjdę kiedy ON ma dla mnie czas, tylko kiedy JA znajdę łaskawie dla niego
czas...
Wskazałam pani urzędniczce absurd tego, co mówi, więc stwierdziła, że mogę
wprawdzie zgłosić jakieś dni wolne w miesiącu, za które PUP mi nie zapłaci,
ale powinnam zgłosić np. we wrześniu, że w październiku nie będzie mnie tego
i tego dnia w pracy.. oczywiście PUP ma swoje terminy na rozważenie takiego
podania, a że oni mają ZAAAAAWSZE duuuużo pracy, to mogę czekać nawet
miesiąc.. Rzowaliło mnie to na maksa.. Papiery do pracy wysyłam mailem w
poniedziałek, we wtorek do mnie dzwonią, że w czwartek mam być na rozmowie
kwalifikacyjnej, a ona mi mówi, że PUP ma MIESIĄC na rozważenie mojej prośby
o wolne!!!!!!! i że mam to zgłaszać na miesiąc wcześniej!!!!! A skąd ja niby
mam wiedzieć, czy za dwa tygodnie ktoś nie zadzwoni i zaprosi mnie na rozmowę
kwalifikacyjną...???!!!
Nękałam panią urzędniczkę rozmową dosyć długo, zadając wciąż rozpaczliwe
pytanie CO MAM ZROBIĆ, więc na koniec stwierdziła, że zawsze mogę wziąć
zolnienie. Ja na to: "lekarskie?". A ona "tak, lekarskie". ja na
to: "przecież to będzie oszustwo... nie jestem chora i mam naciągać lekarza,
zeby mi wystawił zwolnienie lekarskie bo idę na rozmowę kwalifikacyjną??!!
Pani mnie namawia do oszustwa??"... no comments...
Wygląda na to, ze stażysta w Polsce ma tylko dwa dni w miesiącu prawo szukać
pracy. Jak chce częściej, musi kombinować.. Zresztą, zgodnie z tym co
powiedziała pani urzędniczka, staż jest od pracowania. A ja myślałam, że to
okres kiedy mam zdobywać nowe kwalifikacje i że dzięki nim bardziej
efektywanie poszukam sobie pracy.. Pani urzędnim stwierdziła, że mam siedzieć
w miejscu odbywania stażu a nie szukać w tym czasie innej pracy!! A ja,
naiwna, miałam jakieś inne wyobrażenie o idei programu "Pierwsza praca"..
Napiszcie proszę, czy macie równie ciekawe doświadczenia w szukaniu pracy i w
walce z biurokracją.. A może jakiś dziennikarz GW zainteresuje się sprawą i
podrąży temat absudrów, z jakimi stykają się stażyści... służe kontaktem,
jakby co ;))