Gość: lalique
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.09.04, 12:30
Dzisiaj wywalili mnie z mojej pierwszej w życiu pracy. Po trzech miesiącach.
Jestem rozgoryczona, ale czuję, iż w tej kwestii można jeszcze coś zrobić.
Proszę tylko o radę bardziej doświadczonych i zaprawionych w bojach
forumowiczów. Ale wszystko od początku. Jestem z Gdańska. Mam 19 lat. Po
maturze (zdawałam w tym roku), dziarsko zabrałam się do szukania jakieś
pracy, gdyż zaplanowałam dalsze kaształcenie na szczeblu wyższym i zaocznych.
Czyli generalnie chodziło mi o spłatę czasnego, bo rodziców nie stać. W lipcu
wrescie się udało! Pośrednictwo pracy czy jak kto woli agencja pracy
zatrudniła mnie w największej firmie telekomunikacyjnej w Polsce. Odbyłam
cykl szkoleń i podpisałam umowę o pracę dla pracownika tymczasowego. Zostałam
telemarketerem. Telestrzedarż to ciężki orzech do zgryzienia - trzeba się
urzerać z ludzmi, w ogóle do d... zawracać , próbować wcisnąć plan taryfowy,
na którego zwyklego człowieka po prostu nie stać. A trzeba wyrobić normę. Jak
się nie wyrobi, to się leci z pracy. Akurat sprzedaż miałam dobrą, pracowałam
na pół etetu, ale mogłam brać dopełnienia do pełnego wymiaru godzin. Do dziś
w miesiącu wrzesień mam przepracowane 164 godziny, nie miałam ani jednej
soboty wolnej! Pracowało nas ok. 195 osób. Ogólnie byłam zadowolona i
chciałam tam tyrać jak najdłużej. To nic, że agencja pracy pobiera 50%
dochodów (telekom płacił za moją pracę ok. 1800 brutto, ja dostawałam 900,
resztę kasy wyssysał pasożyt w postaci agencji pracy). Miałam już grafik na
październik. Sielanka nie trwała długo... Do wczoraj. Bo akurat wczoraj
wypadła mi plomba z zęba i musiałam się udać do dentysty na 11-stą. O
godzinie 9-14.00 były zaplanowane szkolenia (wałkowanie w kółko tego samego),
właściwie 6 takich samych szkoleń, ale dla różnych grup. O 8.50 wysłałam to
tzw. koordynatora SMS, w którym go poinformowałam, że jutro przyjdę na
szkolenie, bo dzisiaj do lekarza. I wyłączyłam telefon. Na 16.00 z uśmiechem
na twarzy przyszłam do pracy, usiadłam odpaliłam kompa, założyłam słuchawki.
W tej chwili kierowniczka kazała mi się spakować i iść do domu. I już więcej
nie wracać. Ja - konsternacja, pytam sie dlaczego? Ano nieobecność na
szkoleniu. No tak, ale byłam u lekarza mam zaświadczenie. To kierowniczka
mówi, że mam iść do koordynatora. Koordynator na to, iż on się tym nie
zajmuję tylko Bartosz, taki nadęty zakompleksiony bubek cholera wie, kim on
jest - chyba przedstawicielem tej agencji. Wręczył mi wymówienie o treści:
"... Przyczyną rozwiązania umowy jest nieusprawiedliwiona nieobecność w pracy
w dniu 28-09-2004r."
Po pierwsze - szkolenie to nie miejsce pracy.
Po drugie - mam usprawiedliwienie, kwitek, że byłam u prywatnego dentysty.
"Od niniejszego rozwiązania umowy służy Pani prawo wniesienia odwołania do
Sądu Rejonowego - Sądu Pracy we Wrocławiu"
I z tego przywileju mam zamiar skorzystać, bo uważam, że zostałam zwolniona
bezprawnie. Proszę, pomóżcie, co mam dalej z tym fantem począć! Perpektyw na
inną nie mam żadnych, a brak pieniędzy oznacza dla mnie rezygnację ze
studiów. Jestem żrozpaczona, ale i pełne nadziei w Waszą pomoc.