Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Zadowoleni ze swojej pracy - wpisujcie się

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.04, 14:34
    Czy wśród forumowiczów znajdują się jakieś osoby, zadowolone ze swojej pracy,
    ludzie, którzy nie są sfrustrowani tym, jak wygląda ich kariera zawodowa?
    Czasem jak czytam to forum, to zaczynam w to wątpić :(
    Może wobec tego zrobimy dla odmiany wątek zadowolonych :) - tak, żeby tchnąć
    we wszystkich wątpiących troche optymizmu i wiary w to, że nawet tu i teraz
    MOŻNA znaleźć sensowne i godne zajęcie. Zaczynam:)

    Pracuję jako lektorka angielskiego w dwóch szkołach językowych. Same zajęcia
    zajmują mi 12 godzin w tygodniu, drugie tyle poświęcam na przygotowanie się
    do zajęc, sprawdzanie testów, prac domowych etc. W pracy spotykam świetnych
    ludzi - zarówno uczniów, jak i kolegów po fachu; mam sympatycznych normalnych
    szefów. Po prostu chce mi się tam chodzić. Finansowo też wychodzę na tym
    całkiem nieźle, bo za same lekcje dostaje ok. 2000 zł netto. Dodatkowo
    dorabiam na korkach - mam też 2 uczniów, którzy przychodzą do mnie do domu, i
    to jest kolejne 300 zł miesięcznie. Przy tym wszystkim mam 4 dni w tygodniu
    całkowicie wolne - od czwartku do niedzieli mogę być tylko w domu. Owszem,
    zwykle cały czwartek i kawałek piątku spędzam na przygotowywaniu sie do
    zajęc, ale weekendy są święte - mam je tylko dla rodziny. Mam 30 lat,
    wspaniałą 1,5- letnią córeczkę i męża. Czuję się spełniona, bo mam czas i na
    pracę, i na to, by zając się dzieckiem, pójść na zakupy, ugotować obiad.
    Może nie jest to kariera przez duże K, ale czuję się spełniona i jako
    pracownik, i jako matka i żona. Jeszcze 5 lat temu byłam nieszczęśliwą
    pracownicą działu handlowego pewnej firmy, pracowałam po 9-10 godzin dziennie
    i nawet w weekend nie wypoczywałam, bo odrzucala mnie myśl, że w poniedziałek
    znowu muszę iść do pracy, która mnie męczy, stresuje, w której nie szanuje
    się ani mnie, ani mych umiejętności. Ponieważ zawsze lubiłam angielski,
    postanowiłam postawić właśnie na to, i wyjechałam do Anglii. Przez 2 lata
    pracowałam na czarno, poznałam tam mojego obecnego mężą który też
    po "niepraktycznych" studiach nie mógł sobie znaleźć miejsca i pracy w
    Polsce. Nie powiem, żeby było nam lekko, ale było warto. Po dwoch latach
    wróciliśmy z calkiem spora sumą pieniędzy, która starczyła i na niewielkie
    mieszkanie, i na ślub, i na początkowe urządzenie się Od razu znaleźliśmy
    pracę - mąż pracuje na stanowisku kierowniczym u znanego operatora telefonii
    komórkowej, a ja w szkole językowej. Obecnie kończę dziennie licencjacką
    anglistykę, bo chcę mieć pełne kwalifikacje do nauczania, nie tylko
    certfikaty. Razem nie zarabiamy kokosów, mamy miesięcznie do rozdysponowania
    ok. 4500 zł, ja pracuję mniej w wakacje, a poza tym zminiliśmy M-2 na M-3 i
    dopiero za 3 lata skończymy spłacać kredyt. Ale jest dobrze. Jestem
    szczęśliwa, że miałam kiedyś odwagę coś zmienić w swoim życiu...
      • Gość: Tom Re: Zadowoleni ze swojej pracy - wpisujcie się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.04, 18:07
        No to tylko pogratulowac. Nie każdy ma zaje******. Ja już rzygam moja robota
        ale co zrobic, przeciez z czegos zyc trzeba.
        • Gość: TDI Re: Zadowoleni ze swojej pracy - wpisujcie się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.04, 18:55
          Pracuje jako przedstawiciel handlowy - branża techniczna. W obecnej firmie pracuje od 5 lat, kasa jak dla mnie spoko ale trzeba na nią zapracować z tym, że w moim przypadku nie ma szaleństw typu 10-12 godz. dziennie - czasami trzeba strzelić jakąś większą trase, samochód służbowy (Golf) do prywatnego użytku włącznie z wyjazdami za granicę, komórka służbowa z przyzwoitym limitem. Robię swoje, mam wyniki i totalnie nikt nie wnika w mój sposób pracy. Są spotkania, podsumowania ale dla mnie bez stresu. Oby tak dalej.
      • Gość: op Re: Zadowoleni ze swojej pracy - wpisujcie się IP: 213.199.196.* 03.10.04, 10:49
        nie rozumiem do konca po co ten watek!?...sama zauwazasz, ze na forum tym jest
        malo optymizmu. Ludzie pisza tu, zeby sie poradzic w trudnych sytuacjach,
        prawie pracy, problemach zawodowych. Jesli ktos nie ma problemow, to nie
        potrzebuje tez informacji i czesto pocieszenia. Pisanie o swoim szczesciu nic
        nie wnosi, chyba, ze chcesz sie dowartosciowac, albo zdolowac jeszcze bardziej
        tych, ktorym sie nie wiedzie w zyciu zawodowym i o 4500 tys. moga mimo
        wielkiego wysilku i staran tylko pomarzyc. Naprawde nie wiem, jaki byl Twoj
        cel, zamiar. Kazdy ma oczywiscie prawo do cieszenia sie swoim szczesciem, ale
        jakich wpisow oczekujesz??? po co Ci one. "Mam cudowna prace i jestem radosna,
        don't worry be happy" Wkurzajace
        • Gość: ak Re: Zadowoleni ze swojej pracy - wpisujcie się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 11:34
          Bez przesady. Przecież optymizm jest promykiem na tym forum. Nigdzie nie jest
          non stop ciemno, nawet noce polarne mijają.
          Ja też jestem b. zadowolona z pracy (a w zasadzie z dwóch- 1 etat i 1/2), ale
          dobrze pamiętam czasy, kiedy zaraz po studiach przez rok byłam sfrustrowaną,
          zdesperowaną bezrobotną. I myślałam, że już nic mnie nie czeka.
        • Gość: Maggie Re: Zadowoleni ze swojej pracy - wpisujcie się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 15:59
          Właśnie piszę po to, by pokazać, że może być inaczej, niż szaro i
          beznadziejnie. I nie ma to być wkurzające - wręcz przeciwnie. Moj przykład
          pokazuje, ze z beznadziei i sytuacji wydawałoby się bez wyjscia MOZNA się
          wyrwać.
          Kiedy pracowalam w tamtej firmie, o ktorej pisze w swoim watku tez wydawalo mi
          sie, ze wszystko jest do d... i nigdy nic sie nie zmieni, ze utkne w tym
          beznadziejnym miejscu na zawsze, ze zawsze bede juz uzerac sie z idiotami za
          smieszne pieniadze, wykonujac dzien w dzien te same nuzace obowiazki, ze nadal
          nei bede miec czasu i chceci na zycie osobiste, na jakies prawdziwy relaks,
          odpoczynek i oderwanie sie od codziennego kieratu. A jednak moje zycie
          potoczylo sie inaczej. I to chcialam pokazac, zwlaszcza zawiedzionym swoja
          obecna sytyacją osobom, ktore teraz mają tak, jak kiedys ja. Żeby po prostu
          wiedzialy, ze tak wcale byc nie musi.
          A do do tych 4500 tysiecy... to nie sa jakies wielkie pieniadze, ale pozwalaja
          na godne zycie. I co najwazniejsze, nikt nam ich nie daje za nic - dluga droge
          musielismy pokonac, aby moc wlasnie godnie zyc.
          • peterli Re: Zadowoleni ze swojej pracy - wpisujcie się 03.10.04, 22:01
            maggie,
            to masz juz cos osiagniete i to napewno ciezka praca a to, chcesz sie z innymi
            osobami twoimi doswiadczeniami podzielic nie jest zle i moze da nam troche
            wiecej otuchy, ze kazdy z nas ma jakas szanse w zyciu, ktöra go oczekuje
            (wczesniej czy pözniej). ja wlasnie stoje w tym punkcie, w ktörym ty bylas
            wczesniej i tez chce cos zmienic by nie zostac na cale zycie w tej pracy,
            ktörej nie znosze i ktöra nie daje mi zadnych satysfakcji zawodowych opröcz
            zarabiania pieniedzy na zycie. Ale przeciez tu nie o to chodzi by tylko przezyc
            tylko tez o to by byc z tego co sie robi zadowolonym i byc dumnym z siebie, ze
            sie osiagnelo swöj cel mimo wielu wyrzeczen i trudnej walki!

            ale chyba oplaca sie walczyc o swoja przyszlosc i to obojetnie gdzie sie
            zyje.....nie prawda?
            • Gość: Maggie Re: Zadowoleni ze swojej pracy - wpisujcie się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.04, 22:33
              Jasne, że opłaca się walczyć :)
              Przez pierwszy miesiac w Anglii mialam wiele chwil zwatpienia, bo bylam tam
              zupelnie sama, nie moglam znalezc pracy, co wiecej, uswiadomilam sobie, ze bede
              zaczynala jakby od poczatku i przezyje pewnien regres, z pracownika umyslowego,
              od "czystej" pracy za biurkiem trafie na jakis zmywak. I tak rzeczywiscie bylo
              przez pierwsze 6 miesiecy. Jednak z czasem okazalo sie, ze w tej
              nowej "gorszej" pracy paradoksalnie jestem lepiej traktowana i bardziej
              doceniana, a widoczne postepy w angielskim, poznawanie Anglii od podszewki i
              przede wszystkim zarobione pieniadze byly dodatkowa motywacja do tego, by sie
              nie poddawac. Po pol roku pracy w knajpie zaczepilam sie dodatkowo w sklepie z
              ciuchami i potem stalo sie to moja pierwsza praca. Miesiecznie, po oplaceniu
              kosztow zycia odkładalam swoje 2,5 miesieczne polskie pensje. Najbardziej
              doskwierala mi jednak samotnosc i po roku zastanawialam sie czy aby jednak nie
              wrocic. I wlasnie wtedy poznalam mojego meza :)no i odtad bylo juz duzo duzo
              lzej, bo juz we dwoje.
              Komus kto czyta moja historie, moze sie wydawac, ze mialam farta. Ja z
              perspektywy czasu tez widze, ze po prostu mi sie powiodlo. Ale nawet gdybym sie
              zlamala i wrocila po tym pierwszym roku i tak bylabym do przodu o zrobione CPE,
              poznanie zupelnie innej kultury i spore jak na polskie warunki oszczednosci.
      • Gość: pittt Re: Zadowoleni ze swojej pracy - wpisujcie się IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.04, 23:47
        <<<chcesz sie z innymi osobami twoimi doswiadczeniami podzielic nie jest zle i
        moze da nam troche wiecej otuchy, ze kazdy z nas ma jakas szanse w zyciu, ktöra
        go oczekuje (wczesniej czy pözniej). >>>>

        Maggie, coz tu wiecej dodawac, jestes Wielka. Chociaz sam nie mam zlej roboty
        (tyle ze malo platna : ) ) to wiem, ze naprawde nie mam zle.
        I dotad w moich uszach odbijaja sie echem slowa 'mojego' profesora ze studiow
        (od ochrony srodowiska, nic nie umialem, zdawalem na 'glupiego' - ustnie) -
        "Prosze Pana, nic Pan nie umie....ale, kazdy jest kowalem swojego losu" -
        Swieta Prawda, az glupio mi byylo, nic nie umialem, ale trójcyna była. Ale
        kazdy jest kowalem swojego losu - tu gosc mial swieta racje.
    Pełna wersja