Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      różnica płac w jednej firmie

    IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 20.04.02, 19:51
    Wiem, że nie doradzicie mi w mojej konkretnej sytuacji, ale zapraszam do
    dyskusji.
    Co o tym sądzicie.
    Od zeszłego roku pracuję w małej filii firmy zagranicznej. Ma ona jedną wadę
    (co gorsza, nie filia, tylko firma matka: ludzi z centrali traktuje się jeszcze
    gorzej): jest patologicznie skąpa. Płacą połowę tego, co inne firmy ludziom
    robiącym dokładnie to samo, są też ograniczenia w sprzęcie, wydatkach, a także
    mało płaci się kontrahentom (przez co są oni mniej chętni do robienia dla nas
    tego, co zamawiamy).
    Atmosfera w firmie nie jest zła; firma matka jest jeszcze bardziej sympatyczna,
    i mówię to bez ironii. Płacą źle, ale jest sympatycznie. Roboty jest dużo, tam
    jeszcze więcej, niż tu.
    Dlaczego tam się zatrudniłam? Ano plaża na rynku, inne firmy wybrały innych
    kandydatów, ja potrzebowałam pracy. Ponadto inne firmy kwalifikowały mnie jako
    osobę niedoświadczoną, bo nigdy nie wykonywałam przedtem tego zajęcia NA
    ETACIE, a tylko na zlecenie (za to przez 3 lata dla bardzo znanej firmy).
    W branży ogólnie nie jest aż tak źle, nawet niedawno miałam propozycję
    ubiegania się o pracę w wielkiej firmie naszego rodzaju, gdzie koleżanka o
    podobnym doświadczeniu zarabia 2.5 raza tyle, co ja, plus pewne przywileje,
    których ja nie mam. Nie chciałam, bo raz, że znacznie dalej do pracy, dwa, że
    na razie mam słabą pozycje przetargową (niecały rok pracy etatowej).
    Odszedł od nas kolega, przyjęto innego. W naszej wąskiej specjalności nie ma on
    doświadczenia, jakkolwiek w szerzej pojętej branży - i owszem, człowiek jest
    obyty i kompetentny, nie można powiedzieć. Został przyjęty na okres próbny, ja
    jestem już na umowie na czas nieokreślony (przy przejściu na cz.n. dostałam
    podwyżkę, chociaż niższą, niż pierwotnie ustalona). Kolega nowy został przyjęty
    na równorzędne stanowisko. Przydział pracy ma na razie nieco mniejszy od mojego.
    No i właśnie przypadkowo się dowiedziałam (na 100% - po prostu księgowy
    zostawił na stole RMUA), że delikwentowi płacą o 1400 złotych brutto więcej ode
    mnie, co stanowi równo połowę mojej pensji.
    Muszę powiedzieć, że mnie zatrzęsło, ale nie bardzo wiem, co robić...
    Na razie mam pewne swoje plany, które powodują, że w miarę pasuje mi pracować
    tutaj, poza tym jeszcze nie przeszło mi obrzydzenie po rozmowach
    kwalifikacyjnych, gdzie trzeba udowadniać swoją wartość...Tak więc odpada
    wariant "znaleźć nowe miejsce i podziękować", albo powiedzieć, że albo duża
    podwyżka, albo żegnamy się. Aha - ostatnio przyjęto trzeciego pracownika i
    trwało to tak długo i tak nie było z kogo wybrać, że szef nie może posłużyć się
    argumentem pt. "za bramą czeka stu chętnych", bo nie czeka. Znaczy chętni są,
    ale kompletnie się nie nadają.
    Inna koleżanka z większej firmy mówi z rezygnacją, że po pierwsze facetom
    zawsze więcej płacą, a po drugie trzeba się z tym pogodzić i już.
    Inna podpowiada, że istotne zmiany pensji można wynegocjować
    tylko...przychodząc do nowej pracy, a potem są już tylko kosmetyczne zmiany.
    Nie chodzi tu tylko o ambicje i poczucie sprawiedliwości, chociaż o nie TEŻ,
    ale także o pieniądze. Moja pensja mi nie wystarcza. Wiecznie dorabiam
    zleconymi, tylko ta praca pozostawia mi na to mało czasu i momentami mam już
    serdecznie dosyć. Po co po 8 godzinach i więcej (liczne wielogodzinne wyjazdy)
    jeszcze ślęczeć nad robotą dodatkową, kiedy inni zarabiają tyle, co ja w sumie -
    tylko za pracę etatową?
    Czekam na komentarze.
    Proszę się tylko powstrzymać od uwag typu "w głowie ci się przewróciło"
    albo "pomyśl o głodnych dzieciach z Etiopii".
      • Gość: Rybka Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 20.04.02, 20:37
        Gość portalu: agulha napisał(a):

        > Wiem, że nie doradzicie mi w mojej konkretnej sytuacji, ale zapraszam do
        > dyskusji.
        > Co o tym sądzicie.
        > Od zeszłego roku pracuję w małej filii firmy zagranicznej. Ma ona jedną wadę
        > (co gorsza, nie filia, tylko firma matka: ludzi z centrali traktuje się jeszcze
        >
        > gorzej): jest patologicznie skąpa. Płacą połowę tego, co inne firmy ludziom
        > robiącym dokładnie to samo, są też ograniczenia w sprzęcie, wydatkach, a także
        > mało płaci się kontrahentom (przez co są oni mniej chętni do robienia dla nas
        > tego, co zamawiamy).
        > Atmosfera w firmie nie jest zła; firma matka jest jeszcze bardziej sympatyczna,
        >
        > i mówię to bez ironii. Płacą źle, ale jest sympatycznie. Roboty jest dużo, tam
        > jeszcze więcej, niż tu.
        > Dlaczego tam się zatrudniłam? Ano plaża na rynku, inne firmy wybrały innych
        > kandydatów, ja potrzebowałam pracy. Ponadto inne firmy kwalifikowały mnie jako
        > osobę niedoświadczoną, bo nigdy nie wykonywałam przedtem tego zajęcia NA
        > ETACIE, a tylko na zlecenie (za to przez 3 lata dla bardzo znanej firmy).
        > W branży ogólnie nie jest aż tak źle, nawet niedawno miałam propozycję
        > ubiegania się o pracę w wielkiej firmie naszego rodzaju, gdzie koleżanka o
        > podobnym doświadczeniu zarabia 2.5 raza tyle, co ja, plus pewne przywileje,
        > których ja nie mam. Nie chciałam, bo raz, że znacznie dalej do pracy, dwa, że
        > na razie mam słabą pozycje przetargową (niecały rok pracy etatowej).
        > Odszedł od nas kolega, przyjęto innego. W naszej wąskiej specjalności nie ma on
        >
        > doświadczenia, jakkolwiek w szerzej pojętej branży - i owszem, człowiek jest
        > obyty i kompetentny, nie można powiedzieć. Został przyjęty na okres próbny, ja
        > jestem już na umowie na czas nieokreślony (przy przejściu na cz.n. dostałam
        > podwyżkę, chociaż niższą, niż pierwotnie ustalona). Kolega nowy został przyjęty
        >
        > na równorzędne stanowisko. Przydział pracy ma na razie nieco mniejszy od mojego
        > .
        > No i właśnie przypadkowo się dowiedziałam (na 100% - po prostu księgowy
        > zostawił na stole RMUA), że delikwentowi płacą o 1400 złotych brutto więcej ode
        >
        > mnie, co stanowi równo połowę mojej pensji.
        > Muszę powiedzieć, że mnie zatrzęsło, ale nie bardzo wiem, co robić...
        > Na razie mam pewne swoje plany, które powodują, że w miarę pasuje mi pracować
        > tutaj, poza tym jeszcze nie przeszło mi obrzydzenie po rozmowach
        > kwalifikacyjnych, gdzie trzeba udowadniać swoją wartość...Tak więc odpada
        > wariant "znaleźć nowe miejsce i podziękować", albo powiedzieć, że albo duża
        > podwyżka, albo żegnamy się. Aha - ostatnio przyjęto trzeciego pracownika i
        > trwało to tak długo i tak nie było z kogo wybrać, że szef nie może posłużyć się
        >
        > argumentem pt. "za bramą czeka stu chętnych", bo nie czeka. Znaczy chętni są,
        > ale kompletnie się nie nadają.
        > Inna koleżanka z większej firmy mówi z rezygnacją, że po pierwsze facetom
        > zawsze więcej płacą, a po drugie trzeba się z tym pogodzić i już.
        > Inna podpowiada, że istotne zmiany pensji można wynegocjować
        > tylko...przychodząc do nowej pracy, a potem są już tylko kosmetyczne zmiany.
        > Nie chodzi tu tylko o ambicje i poczucie sprawiedliwości, chociaż o nie TEŻ,
        > ale także o pieniądze. Moja pensja mi nie wystarcza. Wiecznie dorabiam
        > zleconymi, tylko ta praca pozostawia mi na to mało czasu i momentami mam już
        > serdecznie dosyć. Po co po 8 godzinach i więcej (liczne wielogodzinne wyjazdy)
        > jeszcze ślęczeć nad robotą dodatkową, kiedy inni zarabiają tyle, co ja w sumie
        > -
        > tylko za pracę etatową?
        > Czekam na komentarze.
        > Proszę się tylko powstrzymać od uwag typu "w głowie ci się przewróciło"
        > albo "pomyśl o głodnych dzieciach z Etiopii".



        Facetom nie zawsze płacą więcej, a głodne dzieci są nie tylko w Etiopii, ale
        również w Bieszczadach i Korei Północnej... ;-)

        Może poproś o podwyżkę... ? Czasami dają, jeśli człowiek jest rzeczywiście tak
        niezastąpiony, jak ty... Może się uda...

        Pozdrowienia...
        • Gość: Rybka Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 20.04.02, 20:40
          Gość portalu: Rybka napisał(a):

          > Gość portalu: agulha napisał(a):
          >
          > > Wiem, że nie doradzicie mi w mojej konkretnej sytuacji, ale zapraszam do
          > > dyskusji.
          > > Co o tym sądzicie.
          > > Od zeszłego roku pracuję w małej filii firmy zagranicznej. Ma ona jedną wa
          > dę
          > > (co gorsza, nie filia, tylko firma matka: ludzi z centrali traktuje się je
          > szcze
          > >
          > > gorzej): jest patologicznie skąpa. Płacą połowę tego, co inne firmy ludzio
          > m
          > > robiącym dokładnie to samo, są też ograniczenia w sprzęcie, wydatkach, a t
          > akże
          > > mało płaci się kontrahentom (przez co są oni mniej chętni do robienia dla
          > nas
          > > tego, co zamawiamy).
          > > Atmosfera w firmie nie jest zła; firma matka jest jeszcze bardziej sympaty
          > czna,
          > >
          > > i mówię to bez ironii. Płacą źle, ale jest sympatycznie. Roboty jest dużo,
          > tam
          > > jeszcze więcej, niż tu.
          > > Dlaczego tam się zatrudniłam? Ano plaża na rynku, inne firmy wybrały innyc
          > h
          > > kandydatów, ja potrzebowałam pracy. Ponadto inne firmy kwalifikowały mnie
          > jako
          > > osobę niedoświadczoną, bo nigdy nie wykonywałam przedtem tego zajęcia NA
          > > ETACIE, a tylko na zlecenie (za to przez 3 lata dla bardzo znanej firmy).
          > > W branży ogólnie nie jest aż tak źle, nawet niedawno miałam propozycję
          > > ubiegania się o pracę w wielkiej firmie naszego rodzaju, gdzie koleżanka o
          >
          > > podobnym doświadczeniu zarabia 2.5 raza tyle, co ja, plus pewne przywileje
          > ,
          > > których ja nie mam. Nie chciałam, bo raz, że znacznie dalej do pracy, dwa,
          > że
          > > na razie mam słabą pozycje przetargową (niecały rok pracy etatowej).
          > > Odszedł od nas kolega, przyjęto innego. W naszej wąskiej specjalności nie
          > ma on
          > >
          > > doświadczenia, jakkolwiek w szerzej pojętej branży - i owszem, człowiek je
          > st
          > > obyty i kompetentny, nie można powiedzieć. Został przyjęty na okres próbny
          > , ja
          > > jestem już na umowie na czas nieokreślony (przy przejściu na cz.n. dostała
          > m
          > > podwyżkę, chociaż niższą, niż pierwotnie ustalona). Kolega nowy został prz
          > yjęty
          > >
          > > na równorzędne stanowisko. Przydział pracy ma na razie nieco mniejszy od m
          > ojego
          > > .
          > > No i właśnie przypadkowo się dowiedziałam (na 100% - po prostu księgowy
          > > zostawił na stole RMUA), że delikwentowi płacą o 1400 złotych brutto więce
          > j ode
          > >
          > > mnie, co stanowi równo połowę mojej pensji.
          > > Muszę powiedzieć, że mnie zatrzęsło, ale nie bardzo wiem, co robić...
          > > Na razie mam pewne swoje plany, które powodują, że w miarę pasuje mi praco
          > wać
          > > tutaj, poza tym jeszcze nie przeszło mi obrzydzenie po rozmowach
          > > kwalifikacyjnych, gdzie trzeba udowadniać swoją wartość...Tak więc odpada
          > > wariant "znaleźć nowe miejsce i podziękować", albo powiedzieć, że albo duż
          > a
          > > podwyżka, albo żegnamy się. Aha - ostatnio przyjęto trzeciego pracownika i
          >
          > > trwało to tak długo i tak nie było z kogo wybrać, że szef nie może posłuży
          > ć się
          > >
          > > argumentem pt. "za bramą czeka stu chętnych", bo nie czeka. Znaczy chętni
          > są,
          > > ale kompletnie się nie nadają.
          > > Inna koleżanka z większej firmy mówi z rezygnacją, że po pierwsze facetom
          > > zawsze więcej płacą, a po drugie trzeba się z tym pogodzić i już.
          > > Inna podpowiada, że istotne zmiany pensji można wynegocjować
          > > tylko...przychodząc do nowej pracy, a potem są już tylko kosmetyczne zmian
          > y.
          > > Nie chodzi tu tylko o ambicje i poczucie sprawiedliwości, chociaż o nie TE
          > Ż,
          > > ale także o pieniądze. Moja pensja mi nie wystarcza. Wiecznie dorabiam
          > > zleconymi, tylko ta praca pozostawia mi na to mało czasu i momentami mam j
          > uż
          > > serdecznie dosyć. Po co po 8 godzinach i więcej (liczne wielogodzinne wyja
          > zdy)
          > > jeszcze ślęczeć nad robotą dodatkową, kiedy inni zarabiają tyle, co ja w s
          > umie
          > > -
          > > tylko za pracę etatową?
          > > Czekam na komentarze.
          > > Proszę się tylko powstrzymać od uwag typu "w głowie ci się przewróciło"
          > > albo "pomyśl o głodnych dzieciach z Etiopii".
          >
          >
          >
          > Facetom nie zawsze płacą więcej, a głodne dzieci są nie tylko w Etiopii, ale
          > również w Bieszczadach i Korei Północnej... ;-)
          >
          > Może poproś o podwyżkę... ? Czasami dają, jeśli człowiek jest rzeczywiście tak
          > niezastąpiony, jak ty... Może się uda...
          >
          > Pozdrowienia...


          Aha.. a może to zależało od początkowej propozycji płacy...

          Jak człowiek na początku zaproponuje za mało, to potem trudno mu otrzymać
          znaczącą podwyżkę w tym samym miejscu pracy...
          Może on na początku powiedział, że chce więcej a skoro nie ma ludzi, któzy się
          nadają, to mu po prostu dali tyle ile on zaproponował...?
          • Gość: agulha Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 20.04.02, 20:53
            O, może niepotrzebnie się tak uniosłam.
            Ja też na początku powiedziałam znacznie więcej - tyle, ile wiedziałam z
            giełdy - ale mi odmówiono. Też nie poleciałam od razu na zasadzie "już biorę to
            miejsce", ściślej, do ostatniej chwili rozmawiałam także w innej firmie (no ale
            tam nie wyszło...wzięli osobę z awansu wewnętrznego - zresztą podobno zupełnie
            im się nie sprawdziła, ale to już nie moje pole i nie moje buraki).
            Czy mój szef sądził, że to się nigdy nie wyda, ta różnica? I że jak się wyda,
            to ja będę entuzjastycznie do firmy nastawiona? Pieprzą o lojalności wobec
            firmy, a to jest jasna wskazówka - szukać nowej pracy. Nie szukam, bo jak mówię
            mam pewne plany i potrzebne mi na to póltora roku pracy tutaj (a przynajmniej
            tak mi będzie wygodniej).
            Jeśli przyjęli kogoś nowego, kto utargował tak dużo, a nie przewyższa mnie o
            głowę kwalifikacjami ani nie ma wyższego stanowiska, to chyba powinni mi też
            dac podwyżkę - nie na zasadzie "wyrównania do kolegi" oczywiście, tylko jako
            nagrodę czy zachętę.
            Wiesz jaką ja mam finansową motywację do pracy?
            Zero premii.
            Ryczałt paliwowy jako dodatek do pensji - tak mówi szef - że mam to traktować
            po prostu jako dodatek (mało jeżdżę w granicach administracyjnych miasta na
            potrzeby firmy) - aha - normalnie na tym stanowisku jest od pierwszego dnia
            samochód służbowy.
            Moja praca polega głównie na wyjazdach.
            Każdy wyjazd (koleją) oznacza zgodnie z przepisami potrącenie dodatku
            paliwowego za ten dzień.
            Wychodzi na to, że im więcej pracuję, tym mniej zarabiam.
            Diety są żałosne - państwowe - 9 zł dziennie (ALBO rachunek z
            knajpy/hotelu/baru).
            • Gość: Zbigniew Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 20.04.02, 21:28
              Bardzo często w firmach ludzie zarabiają różnie na tych samych stanowiskach.
              Sytuacja jaką przedstawiłaś ma miejsce w wielu firmach tylko Tobie udało się
              dojść do pensji innych pracowników. Tam gdzie pracuje jest podobnie czasami nawet
              pracownicy na niższych stanowiskach zarabiają więcej od tych na niższych.
              Oczywiście nie chodzi o relacje sprzątaczka - dyrektor:))

              W kwestii samochodu służbowego jeżeli na takie stanowisko dają samochód to czemu
              Tobie nie dali. Może jednak samochód nie zawsze dają.

              Niestety rynek pracy się zmienił i jak Ci się nie podoba to możesz pracę zmienić.
              Wątpię żeby za Tobą płakali no chyba że jesteś niezastąpiona:)) (czego życzę)
              > Wychodzi na to, że im więcej pracuję, tym mniej zarabiam.
              > Diety są żałosne - państwowe - 9 zł dziennie (ALBO rachunek z
              > knajpy/hotelu/baru).

              Diety państwowe to 19 zł za ponad 12 h Ty mówisz o połowie diety za ponad 8 zł.
              • Gość: agulha Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 20.04.02, 21:57
                >
                > W kwestii samochodu służbowego jeżeli na takie stanowisko dają samochód to czem
                > u
                > Tobie nie dali. Może jednak samochód nie zawsze dają.
                Ja mówię o pewnej przeciętnej w firmach tego typu. Mnie zresztą też samochód
                obiecują - po roku pracy - ostatnio zaczynam się zastanawiać, czy mi się to w
                ogóle opłaci, może lepiej kupić auto o większej pojemności silnika i brać ten
                wyższy ryczałt.

                >
                > Niestety rynek pracy się zmienił i jak Ci się nie podoba to możesz pracę zmieni
                > ć.
                Oczywiście, ale to jest ten drastyczny sposób załatwienia sprawy.

                > Wątpię żeby za Tobą płakali no chyba że jesteś niezastąpiona:)) (czego życzę)
                Jak odchodził mój poprzedni kolega, który nie prowadził żadnego projektu i raczej
                się obijał (nie moja opinia, tylko szefa; moim zdaniem wina też szefa, bo zamiast
                wyszkolić i dać zadania, to tak trzymał kolegę jako coś w rodzaju sekretarki;
                zresztą kolega nawet do tego się nie nadawał i do dziś odkrywamy jego błędy) to
                usłyszał "ależ ja w Pana zainwestowałem!" (nic nie zainwestowali, zero kursów
                itp.) i ogólnie mieli mu za złe.
                Ja prowadzę dwa projekty. Nowy kolega zaczyna właśnie kolejne dwa, a trzecia
                osoba dostanie jeszcze jeden (a jest to osoba bez żadnego doświadczenia).
                Gdybym więc teraz odeszła, to myślę, że naprawdę by płakali :-)), co nie znaczy,
                że nie poradziliby sobie - najwyżej ktoś z centrali pomieszkał by trochę w naszym
                pięknym kraju.

                > > Diety są żałosne - państwowe - 9 zł dziennie (ALBO rachunek z
                > > knajpy/hotelu/baru).
                >
                > Diety państwowe to 19 zł za ponad 12 h Ty mówisz o połowie diety za ponad 8 zł.
                Często wyjeżdżam na 1 dzień, w 12 godzinach zwykle (choć nie zawsze) się
                mieszczę, to jest 9 zł, "oczywiście" za godziny ponad 8 godzin nie dostaję
                żadnego wynagrodzenia ani dni wolnych, dlatego ostatnio coraz częściej nocuję -
                albo rozkładam pracę na 2 dni (jest jej zwykle na więcej niż 8 godzin plus
                podróż), albo połowę drugiego dnia spędzam w podróży - skoro to nie praca i nie
                mam za to płacone, to dlaczego ma być w moim wolnym czasie.
                Jak jestem ponad 12 godzin, to już zwykle nocuję, rachunek za hotel powoduje, że
                nie należy się dieta 18 zł, a ściślej, gdybym nocowała prywatnie i jadła własne
                kanapki, to dostałabym 23 zł, ale nie mam znajomych w odwiedzanych miastach, a
                gdybym miała, więcej wypadałoby wydać na drobne upominki lub czekoladki za
                przenocowanie, niż cała ta zapluta dieta wynosi. Zatem firma płaci za hotel 150-
                300 zł (te 150 dlatego, że nie staram się dowartościować wyrzucaniem cudzych
                pieniędzy - mogę nocować po 300).
                Pozdrawiam.
                A.
                • Gość: beata_ Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.waw.pl 20.04.02, 22:13
                  Gość portalu: agulha napisał(a):

                  > Jak jestem ponad 12 godzin, to już zwykle nocuję, rachunek za hotel powoduje, ż
                  > e
                  > nie należy się dieta 18 zł

                  Coś pokręciłaś - dieta należy ci się jako dieta i z rachunkiem za hotel nie ma
                  nic wspólnego. Jeśli ktoś ci wmawia co innego, to sprawdź sobie w książeczce pt.
                  "Podróże służbowe" czy coś w tym guście i nie daj się. Niby żadne pieniądze, ale
                  z jakiej racji masz ich nie dostać. No i od 1.04. dieta to 19 zł., nie 18

                  Pozdr
                  B.

        • Gość: agulha Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 20.04.02, 20:46
          Wyczuwam ironię, a liczyłam na rzeczową dyskusję...
          ROzmowy o podwyżkach mam utrudnione, bo polski szef we wszelkich sprawach
          finansowych powyżej circa 100 zł zasłania się szefem zagranicznym.
          Poza tym nie mam żadnego doświadczenia w rozmowach o pieniądzach, bo pracowałam
          w budżetówce, gdzie o podwyżkach się nie rozmawia, bo płaca zależy od widełek i
          wszelkie podwyżki są albo inflacyjne, albo wiążą się np. z uzyskaniem doktoratu.
          Nie ma ludzi niezastąpionych i zdaję sobie z tego świetnie sprawę. Ale jednych
          łatwiej, a innych trudniej zastąpić - profesora Religę zapewne nieco trudniej,
          niż jego sekretarkę.
          Jeśli poproszę wprost o podwyżkę i powiedzą, że nie i już, to w sumie jeszcze
          gorzej - znaczy, że można mi odmówić, a ja na to nic.
          Albo dadzą mi. Podwyżkę. 100 zł. Na stówę to ja pluję...
          Jak rozmawia się o podwyżce i o pieniądzach bez palenia za sobą mostów,
          konfrontacji i szantażu?
          Tego się chciałam od forumowiczów dowiedzieć.
          A nie tego, gdzie są głodne dzieci.
          W wielu pijackich rodzinach w Polsce...na Litwie w regionach mniejszości
          polskiej...na Ukrainie...w całej Afryce...w Ameryce Południowej...tylko co to
          ma do rzeczy.
          • Gość: ida Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.csk.pl 20.04.02, 22:05
            Gość portalu: agulha napisał(a):

            > Jak rozmawia się o podwyżce i o pieniądzach bez palenia za sobą mostów,
            > konfrontacji i szantażu?

            Agulha, w firmie, która nie dość, że ogólnie płaci mało, to jeszcze dopuszcza
            istnienie tak rażących różnic w płacach pracowników na równorzednych stanowiskach
            (już pomijając nawet doświadczenie) obawiam się, że rozmowa o podwyżce bez
            konfrontacji i szantażu jest zwyczajnie niemożliwa. To tak brutalnie mówiąc.

            W sumie mogłabyś zwyczajnie powiedzieć, że przypadkiem dowiedziałaś się ile
            zarabia Twój kolega i poprosić o wyjaśnienie skąd taka różnica. Bez ataku,
            pretensji, czy stawiania sprawy na ostrzu noża. Zwykłe wyjaśnienie, nie połaczone
            (przynajmniej jeszcze nie teraz) z prośbą o podwyżkę. Ja to bym była nawet bardzo
            ciekawa czym to wyjaśnią.

            NAtomiast z szantażami bywa różnie, zresztą sama to pewnie dobrze wiesz.
            Mi się niedawno przydarzyło dopuścić szantażu w stosunku do szefa (zagroziłam
            odejściem). Tyle, że mi nie chodziło tak zupełnie o pieniądze. No i wygrałam.
            Ale generalnie o pieniądze to lepiej jest szantażować, jak się ma inną ofertę w
            kieszeni, niestety...




          • malgosikk Re: różnica płac w jednej firmie 20.04.02, 22:23
            Agulha!

            Musze Cie zasmucic ale niestety to jest "klasyka gatunku" w wielu firmach.
            Ja przezylam podobny "szok" kiedy odszedl moj dyrektor i zaproponowano mi
            szefowanie departamentem (zagraniczny bank w W-wie).

            I mozesz sobie wyobrazic moje zdziwienie kiedy odkrylam (pierwsza decyzja o
            skali podwyzki - w ramach budzetu na departament - wychodzi ode mnie), ze:

            - jedna osoba w departamencie (skadinad b. dobry pracownik, swietny kolega i
            podpora zespolu)zarabia "znaczaco" wiecej niz dyrektor (czyli teraz ja)
            - 2 osoby "techniczne" (pisanie umow kredytowych, wprowadzanie danych)
            zarabiaja wiecej niz analityk

            Jednym slowem - pomieszanie z poplataniem. W dodatku korekta tego "bigosu" jest
            praktycznie niemozliwa bo podwyzki sa wg. schematu inflacja skorygowana o ocene
            dzialalnosci osoby i jest sztywna pula kasy na podwyzki na departament
            (niewielka). Tak wiec ... usiluje zrobic cos niemozliwego czyli z jednej
            strony "nie rozbic zespolu" (bo jest niezly) a z drugiej doprowadzic do
            wyeliminowania "absurdow placowych" (metoda "malych kroczkow")....

            w dodatku caly czas zarabiajac mniej niz jeden z "moich pracownikow" (ktory nie
            ma swiadomosci ile ja zarabiam... i caly czas zartuje sobie, ze gdyby on mial
            moja pensje to tez by "cos tam zrobil".... a ja z wiadomych przyczyn nie moge
            mu powiedziec "to moze sie zamienimy").

            Rozmowa z prezesem o "nienormalnej sytuacji" tez nie ma sensu bo
            podwyzki "eliminujace absurdy" sa niemozliwe a obnizki nie wchodza w gre.

            Ot samo zycie....


            • Gość: agulha Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 21.04.02, 00:35
              O rety, czyli może być gorzej...u nas pensje zależą właściwie od widzimisię
              szefa zagranicznego i jego wspólnika, znanego skąpca.
              Kierownik mojego projektu, dość młody, ale już doświadczony pracownik
              z "centrali" (zagranicznej) zazdrości mi komórki. On nie może jej dostać od
              dwóch lat, a też dużo podróżuje i to często za granicę. Zwracają mu łaskawie
              koszty połączeń z prywatnego telefonu. Wywalczył (!) także kartę SIM na sieć
              Idea, jak jest w Polsce, i kupno kart POP.
              Samochód służbowy w centrali jeden był, ale bali się nim za miasto jeździć,
              taki był awaryjny, w końcu dożył swoich dni i oddali na złom. Tam pracuje
              kilkanaście osób...
              Nie wiem, czy wypada pytać o różnicę w płacy...niby nikomu po szufladach nie
              szperałam, ale informację nabyłam nieoficjalnie, delikatnie mówiąc. No nic,
              zaczaję się. Na polskim szefie nie warto się wyładowywać. Zagraniczny szef
              znowu będzie tu w maju.
              Poza tym może warto zachować ten argument jako koronny w razie decyzji o
              zmianie pracy? Ja wiem?
              Na razie wyczekam na stosowną okazję.
              Nowy kolega zresztą na pewno da im popalić. Był poprzednio kierownikiem
              (niskiego szczebla), poza tym pracował w "normalnych" zagranicznych firmach i
              widzę, że jest przyzwyczajony do tego, co ja uważam za luksus.
              Mnie wkurza momentami. Na przykład, kiedy dzwoni dzwonek do zewnętrznych drzwi,
              nie rusza się, żeby otworzyć (a nie mamy sekretarki, jest nas dwoje pracowników
              merytorycznych i szef). Zwróciłam mu uwagę, to powiedział, że on jak pracuje,
              to nie słyszy dzwonka [dzwonek nieżywego by poderwał].
              Mówiłam o tym szefowi delikatnie, miał poruszyć tę sprawę...nie poruszył...więc
              porusza swoje cztery litery za każdym razem, jak ktoś dzwoni...
              No ale to już poza wątkiem. Cechy charakteru to jedna sprawa, a wynagrodzenie
              dane tej osobie na starcie, zanim w ogóle miała szansę się wykazać i dać się
              poznać, to zupełnie inna sprawa.
              • Gość: ida Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.csk.pl 21.04.02, 09:23
                Z tymi prosbami o wyjaśnienie to tez róznie bywa. Sporo zależy od wyczucia
                momentu, osoby szefa i odpowiedzi na pytanie czy w ogóle warto (albo czy warto
                to robić teraz). Bo może nie warto. Może lepiej dać sobie spokój, jakoś to
                wytrzymać, w międzyczasie szukac innej firmy. A o wyjaśnienia i podwyżkę prosić
                dopiero wtedy jak się ma pewną propozycje w innej firmie.
                Powiedziałabym, ze najwięcej zależy od tego czy masz do czynienia z szefem na
                poziomie, takim z prawdziwego zdarzenia (to rzadkość, ale się zdarzają :-)) czy
                może z jednym z chamo-cwaniaczków.

                No i tu też się mozna pomylić. I to w obie strony. Mi się niedawno zdarzyło
                prosić pewnego pana dyrektora(człowieka, którego szanowałam i lubiłam) o
                wyjasnienie dlaczego jego pracownica wciska ludziom takie bzdury (a to wszystko
                było jeszcze w otoczce jacy to oni są dobrzzy i jakie maja wspaniałe
                wieloletnie doświadczenie w tym i tym) biorąc za to wcale niemałe pieniądze. No
                i co się okazało? Że musiałam "przenieść" pana dyrektora do tej drugiej
                kategorii. Straciłam sporo, ale w mojej konkretnej sytuacji uważam, że było
                warto to zrobić.

                Co do drugiego pana dyrektora, miałam takie jakieś dziwne wrażenie, że może być
                właśnie z tej drugiej kategorii. W związku z czym nawet się specjalnie nie
                czaiłam-jesli mi czegoś nie wyjaśni, to ja mówię do widzenia. No i zachował się
                w porzadku, wyjaśnił. I atmosfera się oczyściła. Postawienie sprawy "na ostrzu
                noża" okazało sie dużo lepszym rozwiązaniem niz tłumienie w sobie pretensji i
                siedzenie cicho. Tak więc, wiem, że niezbyt odkrywczo,stwierdzę, że to wszystko
                zależy.
                • zlotyrybek do aghulli 21.04.02, 15:15
                  • zlotyrybek Re: do aghulli 21.04.02, 15:21
                    Nigdy , ale to NIGDY nie argumentuj, że sie przypadkiem dowiedziałaś ile
                    zarabia ktoś inny. Ida - nie wsadzaj ludzi na MINĘ !!!!!
                    NIe jest ważne czy sie dowiedziałaś, czy nie. Ważne jest na ile siebie
                    wyceniasz. Ile chcesz zarabiać ile - według ciebie- jest warta Twoja praca.
                    Argument , że Kazik zarabia więcej jest pierwszym do wywalenia Cie z roboty.
                    Sama bym tak zrobiła, gdyby ktoś z mojego zespołu użył tego argumentu. Jest
                    najgłupszy z możliwych. Czy u Ciebie w firmie jest system oceny pracownika ? To
                    jest doskonała okazja do podniesienia płacy. Nie zapominaj o odpowiednim
                    momencie. Kiedy w Twojej firmie jest ustalany roczny budżet ? jeśli pominiesz
                    ten moment - zapomnij. Jak nie ma kasy w budżecie to nikt a pustego nie naleje.
                    Kolejna rzecz - Twój szej ma tez szefa. Może jak nie dasz rady u Twojego pójść
                    wyżej ? Wszystko zależy od układów w firmie i Twojej w niej roli i
                    przydatności. Jeśli jesteś w stanie policzyć ile przynosisz zysku na tle
                    ogólnego zysku - zrób prezentację. Ja tak uchroniłam mój dział przed
                    zwolnieniami. Pa
                    • Gość: ida Re: do aghulli IP: *.csk.pl 21.04.02, 16:26
                      zlotyrybek napisał(a):

                      > Nigdy , ale to NIGDY nie argumentuj, że sie przypadkiem dowiedziałaś ile
                      > zarabia ktoś inny. Ida - nie wsadzaj ludzi na MINĘ !!!!!
                      > NIe jest ważne czy sie dowiedziałaś, czy nie. Ważne jest na ile siebie
                      > wyceniasz. Ile chcesz zarabiać ile - według ciebie- jest warta Twoja praca.


                      A czy Ty w ogóle przeczytałaś to co jest napisane wcześniej? Bo ja mam wrażenie,
                      że nie bardzo. Z tego co ja zrozumiałam, Agulha (proszę mnie poprawić jeśli się
                      mylę) swoją pracę wyceniła na samym wstępie. I tyle nie dostała. Ja znam branżę
                      bo sama w niej pracuję, wiem jakie trzeba mieć kwalifikacje(wcale niemałe),
                      generalnie orientuję się w zarobkach (i dodatkach)oferowanych przez inne firmy i
                      uważam, że Agulha dostała mało. Można by powiedzieć, cóż, skąpa firma, trudno.
                      Ale przychodzi gość i na dzień dobry dostaje 50% wiecej niż Agulha po blisko roku
                      pracy. NIGDZIE nie powiedziałam, żeby wyjaśnienie skąd bierze się aż taka różnica
                      (u ogólnie rzecz biorąc skąpej firmy) traktować jako ARGUMENT-"no bo Kowalski ma
                      tyle to ja też chcę". Bo zawsze może się okazać, że jest coś o czym się nie wie.
                      NAtomiast powiem Ci( z własnego doświadczenia) firma, w której oprócz tego,
                      jeszcze sie nie można zwyczajnie dowiedzieć DLACZEGO równorzędne stanowiska
                      wyceniane są tak róznie, jest zwyczajnie chora. I jak juz powiedziałam wcześniej
                      trzeba się rozejrzeć za inną. Lepszego wyjścia ja osobiście nie widzę.

                      A TY mówisz, że jakby Cię ktoś zapytał, tobyś go wywaliła z roboty? Wstrzymam się
                      od komentarza.
                      Ja zapytałam, bo spadło ma mnie przy pewnym projekcie najwięcej roboty niż na
                      innych(a tego nie da sie w ogóle przeiwdzieć wcześniej), sprawa została wyjaśniona
                      (także w kwestiach finansowych) i tyle.

                      • zlotyrybek Re: do aghulli 21.04.02, 16:47
                        Tak, gdyby mój pracownik zaczął od tego , że Kazik zarabia więcej - wyleciałby
                        z roboty. W poważnej firmie jest tajemnica zarobków i nie pracownikowi X
                        sądzić czy Kazik jest lepszy od niego , bo może okazać się , że jest lepszy z
                        punktu widzenia managera, który daje podwyżki. Sorry, nie jemu sądzić. Ja mogę
                        powiedziec co ja sądzę o mojej przydatności w firmie i wystąpić z prośba o
                        podwyżkę BO JESTEM WARTA WIĘCEJ NIEŻ ZARABIAM a nie BO KAZIK ZARABIA WIĘCEJ.
                        Za to sie wylatuje z roboty. Nie wiem gdzie pracujesz, ale to moja kolejna
                        firma gdzie jest to podstawowa norma.Pozdrawiam.
                        • monicka73 Re: do zlotegorybka (?) 21.04.02, 18:15
                          Zgadzam sie z Toba w "calej rozciaglosci".
                          Rzeczywiscie to, ze ktos zarabia wiecej niz my robiac mniej czy tez majac
                          mniejsze kwalifikacje nie jest zadnym argumentem.

                          Inna sprawa, ze b. dobrze rozumiem "agulhe". Dlatego tez na jej
                          miejscu "wykorzystalabym" - tak jak napisalas - najblizsza ocene pracownikow,
                          premie czy tez ustalanie budzetu do rozmowy o podwyzce z szefem motywujac
                          to "merytorycznie" (wiekszy zakres obowiazkow, wyzsze zarobki "na rynku" na
                          danym stanowisku - jesli sa wiarygodne statystyki itd.).


                          Agulha! I nie mow tez przez przypadek szefowi, ze "chcesz zarabiac wiecej" czy,
                          ze "chcesz zarabiac X".
                          Moja byla szefowa za cos takiego wywalila z pracy kolezanke mowiac "a ja
                          chcialabym wyjsc za maz za B. Gatesa tudziez szejka Brunei". I dodala, ze jesli
                          komus nie podoba sie praca za X zl i uwaza, ze gdzies indziej dostanie wiecej
                          to niech najzwyczajniej poszuka innej pracy bo wg niej jest to "pensja rynkowa"
                          i na pewno za X zl znajdzie wielu chetnych (i rzeczywiscie znalazla...).

                          Inny szef byl mniej "radykalny" ale na wszelkie proby
                          wywierania "nieuzasadnionego cyferkami" nacisku na place mawial: "to nie jest
                          koncert zyczen".

                          A w ogole to rozmowa o podwyzce to "delikatna sprawa".
                      • Gość: agulha Re: do aghulli IP: *.polnet.wroc.pl 22.04.02, 23:25

                        . Ja znam branżę
                        >
                        > bo sama w niej pracuję, wiem jakie trzeba mieć kwalifikacje(wcale niemałe),
                        > generalnie orientuję się w zarobkach (
                        >
                        ??Hmm...:-)). Oj ida, ida, coraz częściej zdaje się spotykamy się na tym forum, i
                        mamy ze dwa albo trzy zawody wspólne :-)).
                        Pozdrówka!
                        • Gość: ida Re: do aghulli IP: *.csk.pl 24.04.02, 19:43
                          Gość portalu: agulha napisał(a):

                          > ??Hmm...:-)). Oj ida, ida, coraz częściej zdaje się spotykamy się na tym forum,
                          > i
                          > mamy ze dwa albo trzy zawody wspólne :-)).
                          > Pozdrówka!

                          Taaa... :-)) No, w jednym wkrótce zostanę "zdelegalizowana"...:-))
                          Ja również pozdrawiam i mam nadzieję, że jak któregoś dnia zdecydujesz się
                          powiedzieć firmie coś w stylu "no to so long suckers, znajdźcie sobie innego
                          frajera" to będzie to w takim momencie, żeby te sknerusy naprawdę się popłakały z
                          rozpaczy :-))

                          ida (zwolenniczka drastycznych i niekonwencjonalnych rozwiązań)
          • Gość: seba Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.hungary.gepc.ge.com / 3.227.108.* 05.07.02, 13:53
            mowisz ze nie masz doswiadczenia w negocjowaniu wynagrodzenia. to zawsze ciezki
            temat ale tylko dla pracownika ktory prosi o podwyzke.
            Znajdz moment kiedy taka rozmowa bedzie uzasadniona, jakies osiagniecie, dobry
            wynik na koniec kwartalu, cos czym warto sie naprawde pochwalic - sprzedaj to
            szefowi. To nie obowiazkiem szefa jest byc aktywnym w rozmowach o placy. To
            twoja pensja, twoje WYNAGRODZENIE za twoj naklad pracy i twoja satysfakcja.
            Ale zakladajac podwyzke 100pln na ktora 'plujesz' z gory zakladasz przegrana.
            NIE ROB TAK. Patrz tez na to jaki procent podwyzki mozesz osiagnac. Nie licz na
            wiecej niz do 10%. wiec od 2000 pensji moglabys wytargowac 200 zlotych. Wazne
            jest od jakiej pensji sie startuje to determinuje twoje przyszle zarobki.



      • basza Re: różnica płac w jednej firmie 21.04.02, 18:00
        1. Co by było, gdybyś sie nie dowiedziała o pensji "nowego"?
        2. Zgodziłaś się na za niską pensję. Niezaleznie od "nowego".
        3. Istotne jest to, że ta Twoja pensja jest za mała na Twoje potrzeby. Nie ma
        znaczenia jakie one są, jak sie maja w stosunku do innych pracowników, zawodów,
        sytuacji społecznej... itp. Ty pracujesz, wykonujesz zawód, w którym mozna
        zarobić i dla Ciebie to co otrzymujesz jest mało (tez niezależnie od nowego)
        4. Przypuszczam, że przyjęłaś wariant, że mimo niskiej płacy ma uroki
        (wypracowanie stażu) oraz ambitnie uznałaś, że jest szansa na awans po
        wykazaniu i profeslionalizmu, zaangazowaniu itp., i przy okazji realizacja celu
        ubocznego, coś za coś.
        5. Poczułaś sie oszukana. Motywacja spadła do zera. I sama nie wiesz, jak
        poradzić sobie z tym "uczuciem" i jak zadziałać, tak przypuszczam.
        Uważam, że po pierwsze dopuki nie opadną Ci emocje nic nie rób. Nic. To może
        potrwać i kilka dni i miesiąc. Potem na spokojnie rozważ przede wszystkim co
        dla Ciebie jest korzystne, czego tak naprawdę chcesz (dalej stazu...itp.).
        Jeżeli wyjdzie Ci, że chcesz ta pracę (niezaleznie od yego co Cie spotkało)
        zapomnij o płacy kolegi. Ale..
        Zamiast poświęcać cały czas tylko i wyłacznie pracy, poswięć go też dla siebie.
        Przyjrzyj sie i rozpoznaj, bez emocji, jaki naprawdę jest stosunek do Ciebie i
        Twojej pracy. Bywa tak, że pracownik jest samodzielny, odpowiedzialny,
        oszczędny itp. zapracowany to i nie zwraca uwagi, nie ma czasu na to co sie
        dzieje wokół, bo zakłada, że za taką pracę/postawe nie spotka go nic złego.
        Jest to mniemanie błedne. Rozpoznaj też pochodzenie nowego. Byc może bedzie to
        osoba, z czasem, za która i Ty bedziesz musiała pracować (bo np, lubisz i sobie
        radzisz) ale to on będzie finansowo czy funkcyjnie awansował, a nie ty. Czy
        chcesz tego?
        Otrzymałaś mało, to zaboli, ale potraktowano Ciebie niepowaznie, tyle, że
        podpisując umowę pozwoliłaś sobie na to. Nie otrzymałaś związanych przywilejów,
        bo ich nie zażądałaś zdecydowanie. Przykład dzwonka. Reakcja nowego jest (w ciul
        głupia, ale...) niestety w porządku. Dał wyraz zdecydowany, że nie będzie się
        dawał nabierać na niezbedne czynności. On nie jest od tego.Zobaczysz z czasem,
        że on wygra. Albo zrobisz za niego, albo to będzie jakos rozwiązane ale on nie
        kiwnie palcem i więcej, nikt nie będzie miał oto pretensji do niego (oprócz
        Ciebie). Wyjdzie jescze, że się czepiasz. Czasem b.trudno jest rozpoznać swioja
        sytuację (cięzko byc adwokatem w swojej sprawie).
        Być może od początku nie byłas i planowana i traktowana powaznie, byli
        potrzebowscy i tyle. Zorientuj sie dobrze, teraz, wokól siebie, czy otrzymujesz
        głaski czy klapsy. O tyle wazne, że może powodem do kary lub braku nagrody
        bedzie własnie Twoja rzetelna praca. To jest sygnał, że coś jest nie tak. Bo to
        może utrudniać manewrowanie Toba, manipulowanie czy nie płacenie itp. To że
        jest duzo pracy, to ją dobrze wykonujesz, to że przynosisz oszczędności czy
        zyski firmie, to wszystko mało. Możesz byc niezaleznie od tego, z powodu układów
        być tam niepotrzebna, lub przeszkadzac innym. A tworzenie atmosfery takiej
        jakiejs "tej nie musimy płacic, przy przyznawać np. narzędzia pracy" jest
        bardzo łatwo gdy ktos wykonuje samodzielna robotę i nietypową (a sama mówiłaś o
        szczególnych kwalifikacjach). Rozejrzyj się.
        Co moge Ci powiedzieć - wycisz emocje. Jestes Ty i Twoja praca.
        Dalej, jest jakis system wynagradzania, oceny, terminy roczne podwyżek. Pracuj
        nad promowaniem swojej osoby. Odnosze wrażenie, że nie umiesz żadać dla siebie
        i dla siebie konsekwentnie wymagać. Pocwicz to, na początek, na drobnych
        sprawach, tj. godziny pracy, dodatkowa zapłata (delegacje) znosne warunki tych
        podróży, łacznie z odmawianiem wykonania (grzecznie, spokojnie) an zasadzie, -
        tak, ale..Tutaj będziesz miała najlepsza konfrontację. Jeżeli napotkasz opór,
        zobaczysz co jest grane i wybierzesz co ważniejsze dla Ciebie, jeżeli nie, może
        za słabo żądałaś. Ale nabazgrałam (ciekawe czy przeczytasz)ale na razie nic nie
        rób w emocji i szybko, sama sie zorientuj, jak jesteś odbierana przez reszte
        wspólpracowników (funkcja nie ważna) i przełożónych. Przejdz na odbiór. Potem
        mysl co dalej. A poza tym, że obiektywnie to co Ciebie spotkało to jest
        świnstwo. Ale tea masz w tym udział. Wyczuli, że zależy Ci na pracy, jezeli tak
        było, to nie żałuj. Oprócz pracy na etacie, dowiesz sie jeszcze czegos o sobie
        samej, co pozwoli Ci na przyszłośc unikac takich sytacji, zwyczajnie nie
        będziesz w to wchodzić. Mysląc, ich strata i słusznie. A gdybys nie podpisała
        tej umowy pewnie i tak bys żałowała, że nie... więc... Trzymaj sie.
      • monicka73 Re: do agulhi.. 21.04.02, 18:32
        A! Sam tez kiedys bylam w podobnej sytuacji ale w sporej czesci byla to moja
        wina. Strasznie mi zalezalo na tej pracy wiec na rozmowach wstepnych na pytanie
        ile bym chciala zarabiac powiedzialam X zl ("wyrownalam" to co mialam),
        odpowiedziano mi, ze X to nie moga ale co powiem na X - 200 (mniej niz mialam).
        W koncu stanelo na X-100. Oczywiscie potem okazalo sie, ze normalna
        placa "rynkowa" na tym stanowisku bylo 2*X i tyle zarabiali "wszyscy dookola".

        Na szczescie szybko "dalam sie dobrze poznac", awansowalam i
        dostalam "znaczaca" podwyzke. Inna sprawa, ze praca byla strasznie ciekawa a
        ludzie fajni. A, ze zarabiali (i tak) wiecej niz ja - no coz... w negocjacjach
        placowych byli lepsi ode mnie. :)
        • Gość: kinga Re: do agulhi..100 zł. Na stówę to ja pluje... IP: *.elartnet.pl 22.04.02, 19:41
          Podwyżkę. 100 zł. Na stówę to ja pluję...

          Problem szczura zarabiającego 20000 zł.
          • Gość: agulha Re: do agulhi..100 zł. Na stówę to ja pluje... IP: *.polnet.wroc.pl 22.04.02, 23:22
            Chyba kochanie nie umiesz rachować albo czytać. W jednym z pierwszych postów
            zawarłam pośrednią informację, ile zarabiam, i jest to od 20000
            dalekie. "Szczur" jest określeniem przede wszystkim pejoratywnym, poza tym
            oznacza osobę konkurującą z innymi celem zdobycia awansu. Nie stosuje się więc
            chyba do mnie, bo w trzyosobowej firmie, gdzie szef ma 10 lat do emerytury,
            awansu raczej nie może być.
            Przeczytałam z uwagą wszystkie Wasze posty, myślę nad tym.
            Ocena pracowników podobno (? - tak mówił współwłaściciel firmy-matki) odbywa
            się co roku. Nie wierzę w to, skoro kolega z centrali - kierownik projektu -
            pracuje dla nich na etacie trzy lata i zarabia minimum dopuszczone przez prawo
            tego kraju. Jednocześnie dostaje coraz to nowe odpowiedzialne zadania i ogólnie
            tyrają w niego - wygląda, że jest ceniony. Jak widać, w tej firmie nie
            przekłada się to na pieniądze.
            W polskiej filii wkrótce będzie nas czworo - szef+3. Listy obecności nie ma, a
            ocena roczna będzie? Nie wierzę!!! Na początku pracy pytałam, gdzie mam iść na
            badania lekarskie wstępne i dowiedziałam się, że po co (pewnie, po co, mam wadę
            wzroku i pracuję przy komputerze...ale że to nie mnie grozi kara, olałam to).
            Poza tym wierzę mojemu polskiemu szefowi, że wysokość pensji jest limitowana
            przez szefostwo zagraniczne - ergo, rozmowa z szefem szefa niewiele da.
            Szef z centrali z przejęciem opowiadał mi na rozmowie kwalifikacyjnej, jak to
            przychodzą tu różni ludzie i żądają dużych pieniędzy od razu, a on wierzy w
            długotrwałą współpracę, zaufanie i ple, ple. Po czym - jak wspomniałam - daje
            na dzień dobry komu innemu o tyle więcej kasy.
            Co do dzwonka, to nie wiem, czy powiedziałam, że
            ostatnio otwierał szef :-)). Skoro nie umie tego załatwić z kolegą? Nawet coś
            komentował do listonosza, że "wszyscy tacy zajęci, że nawet nie ma kto
            otworzyć", a ja wzorując się na koledze udawałam, że całkowicie pochłania mnie
            zawartość mojego monitora (a śmiałam się do środka).
            Czasem potrafię powiedzieć, że czegoś nie zrobię...np. nie zrobię fikcyjnej
            kontroli, kiedy osoba kontrolowana deklaruje, że sorry, ale nie ma czasu
            przygotować dokumentacji - po to tylko, żeby był mój raport...powiedziałam
            szefowi, że ja nie zrobię takiej kontroli...Jeśli pójdę, to napiszę, co
            zastałam.
            Ostatnio poszłam na taką kontrolę, gdzie dokumentację nawet trudno było
            porównać do sera szwajcarskiego, bo dziur było więcej, niż treści. Napisałam
            maila, że raportu nie będzie, bo byłby delikatnie mówiąc niekorzystny. Główny
            szef napisał, żeby raport stworzyć i napisać np. że dokumentacja była, ale nie
            można jej było sprawdzić, bo (i tu wymyśleć powód), bo inaczej damy dowód
            naszego zaniedbania. Odpowiedziałam podając bardzo szczegółowo przebieg
            kontroli i stwierdziłam, że JA mogę udowodnić, że nie ma zaniedbania z mojej
            strony, niestety nie mogę jednak udowodnić, że nie ma zaniedbania ze strony
            kontrolowanego...od tej pory dostałam już mail w innej sprawie od owego szefa,
            ale bez komentarza a propos tej sprawy.
            My nie jesteśmy firmą handlową ani produkcyjną, tak więc nie można w rozmowach
            używać argumentu typu "moja praca wygenerowała zysk X" albo "oszczędności Y". W
            porządnych dużych firmach są pewne pośrednie wskaźniki pracy takich jak ja,
            tutaj wszystko jest postawione dokładne na głowie...nie będę wchodzić w
            szczegóły...jakość mojej pracy będzie widoczna po zakończeniu obróbki
            statystycznej całej bazy danych, a w TEJ firmie dane wprowadza się do bazy [nie
            ja to robię i nie ode mnie to zależy] z potwornym opóźnieniem (jeden projekt)
            albo z definicji na koniec projektu, zamiast na bieżąco (pozostałe projekty).
            Zaryzykuję twierdzenie, że w czasie trwania projektu osobie mało znającej
            branżę pracownik, który źle pracuje (źle kontroluje) może się wydawać lepszy -
            tak szybko i gładko wszystko mu idzie (a przynajmniej może mu szybko i gładko
            iść), nie ma pytań, nie ma problemów, nie ma uwag, tylko baza danych będzie
            potem miała mnóstwo luk i niekonsekwencji, które trzeba w popłochu wyjaśnić; co
            gorsza, jest też taka, bardzo znacząca, część tych kontroli, które oceniane są
            prawie wyłącznie w przypadku niezależnej, nadrzędnej kontroli. Szef, siedząc w
            biurze, choćby nie wiem jak się starał, nie może ocenić, czy ta część pracy
            jest w ogóle wykonywana i czy dobrze. Za to negatywny wynik kontroli nadrzędnej
            (audytu) może powalić cały międzynarodowy projekt.
            Osoba bez odpowiedniego doświadczenia w kierowaniu takimi projektami może więc
            zupełnie nie doceniać rzetelnej pracy. Zwłaszcza jeśli nigdy nie fatyguje się
            na wspólną kontrolę "w terenie"...
            • Gość: student Re: do agulhi..100 zł. Na stówę to ja pluje... IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 27.04.02, 21:36
              Witam,
              W moim przypadku było to tak:
              Koleżanka robi dokładnie to samo co ja i zarabia 50% więcej ode mnie (i kto
              mówi, że mężczyzni zarabiają więcej ;-). Więc poprosiłem o podwyżkę mojego
              przełożonego. Nie zdążyłem jeszcze uzasadnić dlaczego o nią proszę a on od
              razu porównał moje zarobki z dwiema innymi osobami pracującymi na dokładnie
              takim samym stanowisku co ja. Wyszło na to że zarabiam najmniej w konsekwencji
              czego poinformował mnie żebym złożył podanie (był także skory powiedzieć mi że
              raczej na pewno jej nie dostanę bo wstrzymano jakiekolwiek podwyżki w tym
              roku).
              Tak więc ja wcale nie musiałem szukać innego powodu. Po oficjalnej odmowie (na
              którą ciągle czekam) moje niezadowolenie będzie się przejawiało w mniejszej
              ilości wykonywanych obowiązków (ale oczywiście w granicach rozsądku).
              Myślę, że musimy przeczekać czasy stagnacji gospodarczej.
              P.S. Nie jestem żadnym specjalistą ("twórcą") = tak też nie zarabiam tyle co
              ww. wymieniony. ;-))
              Pozdrawiam
      • Gość: wiewióra Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.pata.pl 10.05.02, 09:29
        Kochana agulha w mojej firmie jest jeszcze lepiej. T.z.w. "kominy" są jeszcze
        większe, a jeśli nie jesteś żoną, teściową,lub koleżanką partyjną, no
        ew."panienką", to nie masz żadnych szans na wynagrodzenie adekwatne do nakładu
        i jakości pracy.
        Generalna zasada - im jesteś głupszy (masz niższe kwalifikacje, mniejszy
        iloraz, ociężałe resztki szarych...) tym masz wyższe stanowisko i pensję.
        Możesz nic nie robić cały dzień, po podpisaniu listy obecności wyjechać
        wyprowadzić pieska na 6-cio godzinny spacer i OK.,jesteś koleś, nosisz spodnie
        i nikt Ci nic złego nie zrobi. Siedzi sobie klilku takich w tym samym co ty
        pokoju, nic nie robią cały dzień, dyskutują o samochodach, panienkach, o tym co
        ostatnio nabyli i za ile (ich "drobne zakupy" to cała Twoja pensja) i jak się
        wtedy czujesz??? nawet atmosferka jest paskudna, bo szef funkcjonuje wg zasad z
        poprzedniej epoki, a ponieważ też musi pilnować stołka (bo kwalifikacje
        cieniutkie, wykształcenie również) broń boże nikomu się nie narazić i kiedy
        dochodzi do wymiany zdań pomiędzy tym co przetrzymał w biurku sprawy ważne
        przez rok, lub dłużej i tym co dostał je w spadku, a ktoś z "góry" sobie o
        sprawie przypomniał, lub wypłynęła ona przy okazji szef szybciutko kładzie ci
        je na biurku z głupawym uśmiechem i prosi o pilne załatwienie, bo się
        przeleżało i wychodzi i nie wraca do końca dnia, załatwiając inne "b.ważne"
        sprawy. Wykazanie jakiejkolwiek inicjatywy jest bardzo źle widziane, a już
        przez kobietę!!!!!!!! zgroza. Firma dobrze stoi w rankingu ma stałe wysokie
        dochody (niekoniecznie ciężko wypracowane) i chyba dlatego serwuje
        się "zaprzyjaźnionym" zarobki na poziomie Prezesów firm, które ciężko pracują
        na swój dochód.
        Koniec tego biadolenia, ale chciałam Cię sprowadzić na ziemię, w tym kochanym
        naszym kraju wszystko jest możliwe, a prawa, zasady stanowione przez tych,
        którzy z nich korzystają nie mogą być korzystne dla nas, chronią przede
        wszystkim ich tyłki i stołki, przez beton się nie przebijesz, ciesz się że
        chociaż atmosferę w pracy masz sympatyczną. Niekompetentni szefowie z ubiegłej
        epoki przyzwyczajeni do "zarządznia" ciemną masą zrobią wszystko aby ludzi
        skłócić, bo takimi łatwiej rządzić, a młodzi, mądrzy operatywni i z pomysłami
        to wrogowie nr 1 !!!!!
        pozdrawiam - nie daj się
        • Gość: as Standard IP: 157.25.84.* 10.05.02, 16:02
          TAA to samo jest u mnie - administracja państwowa.
          Na każdym kroku mówi się nam że za drzwiami na nasze miejsce czeka kilkanaście
          osób, które dowiadując się o wymaganiach (wyższe magisterskie dwa języki
          potwierdzone egzaminami państwowymi na rękę max do 1000 pln). Im wyżej do góry
          tym głupiej (ale przecież to normalne że szefowie muszą tylko umieć dzielić
          robotę - wskazywać palcem ty zrób to a ty zrób to - a podwładni mają wiedzieć
          jak to zrobić) a im niżej tym więcej fachowców. Czasami odnosimy z kolegami
          wrażenie, że szefostwo zadając mądre pytania samo ich nie rozumie a co dopiero
          mówić o zrozumieniu naszych odpowiedzi (fakt zdarzają się przełożeni którzy to
          mówią wprost). Kolesiostwo i układy lepsze jak w prywatnych firmach bo tu
          przecież rozdziela się państwowe (czyli czyje) pieniądze. Płaca zależy w
          całości od widzimiśię przełożonych (co prawda są widełki więc nie ma za dużych
          dysproporcji). Na prośbę o podwyżkę każą pisać wymówienie żeby można było
          zaszantażować kadry (gorzej jak ktoś to podpisze).Im bardziej ktoś partoli
          robotę tym mniej mu się daje bo przecież on nie potrafi tego dobrze zrobić ale
          jak pan to zrobi to będzie najlepiej wykonane, wobec tego pan przejmie to od
          kolegi.

          Zarabiają ci którzy mają plecy (wujka znajomego dyrektora, itp.) i niewyparzony
          język oraz robią najwięcej szumu medialnego koło siebie.

          Po prostu trzeba odwalć robotę i mieć innych w odpowiednim ;)) miejscu.


      • Gość: Martel Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.epo.ericsson.se / 159.107.89.* 20.05.02, 13:04
        Obecnie we wszystkich firmach prywatnych Twoje wynagrodzenie nie wynika ze
        średniej pensji na danym stanowisku, ale z tego za ile ZGODZISZ SIĘ pracować.
        Stąd też pojawiają się (czasami znaczne) różnice pomiędzy zarobkami ludzi
        pracujących od jakiegoś czasu w firmie i tymi nowo zatrudnionymi.
      • Gość: ja Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.05.02, 20:38
        wpełni podzielam twoje zdanie ja równiez jestem takiej sytuacji
        i nic oprucz zmiany pracy nie moge zrobić
        pozdrawiam
      • verbencja Re: różnica płac w jednej firmie 27.05.02, 10:26
      • Gość: Venus Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.pkobp.pl 13.06.02, 14:16
        Ja pracuję w baaardzo dużej firmie i też mnie to wkurza, że ludzie bez
        studiów, na stanowiskach do wklepywania danych zarabiają tyle samo, albo
        więcej. Gdzie tu sprawiedliwość (mam ukończone studia wyższe z zarządzania,
        MBA, podyplomowe zarządzania - analityk zarządzania, jestem na studium
        doktoranckim, znam j.ang. dobrze)?! Poza tym pracuję na stanowisku wymagającym
        MYSLENIA i znajomości przepisów, tworzę projekty ds. zarządzania, mam 10-
        letnie dośw. zawodowe w branży, na róznych stołkach. I jestem TYLKO
        specjalistą ds .... Sorry, wychodzę z tej strony, bo się znowu wkurzyłam. Nie
        łam się, idź do szefa i zapytaj, czy jest zadowolony z Twojej pracy i czy ma
        świadomość, że Twoja wiedza i zakres obowiązków jest bardzo szeroka. Jeśli
        tak, to czy nie uważa, że powinnien Cię lepiej docenić finansowo. Powodzenia!
        • paw_dady do wenus: kosmiczne zarobki 14.06.02, 00:02
          ci sie marza ale niestety kiepsko sie na tych studiach
          uczylas bo myslenia analitycznego ni jak nie masz.

          > Ja pracuję w baaardzo dużej firmie i też mnie to
          wkurza, że ludzie bez studiów, na stanowiskach do
          wklepywania danych zarabiają tyle samo, albo więcej.
          >
          widocznie wartosc ich pracy dla twojej instytucji jest
          taka sama. zawsze mozesz zaglosowac nogami i odejsc.


          >Gdzie tu sprawiedliwość (mam ukończone studia [] I
          jestem TYLKO specjalistą ds ....

          tylko? ciesz sie, ze masz prace bo z twoim podejsciem bym
          cie nie zatrudnil. co kogo obchodzi ile studiow
          skonczylas? jaka to wartosc dodaje na twoim stanowisku?

          powiedz jaki jest twoj 'track of delivery'? jesli duzy
          odejdz jesli kiepski jestes dokladnie tyle warta ile ci
          placa.

          co do sprawiedliwosci HA HA HA-> mba, studia i studia
          doktoranckie a jeszcze nie wiesz ze sprawiedliwosci w
          kapitalizmie nie ma? socjalizm byl ostatnim mohikaninem.
          • Gość: MacieK Re: do paw_dady IP: *.clinternal / 10.2.2.* 18.06.02, 09:41
            sprecyzuj proszę określenie "track of delivery" albo podaj jakiś adres w sieci
            gdzie można sobie poczytać
            dzięki.
      • Gość: agulha Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 15.06.02, 08:32
        Nowy kamyczek do ogródka...ja byłam w delegacjach ładnych parę dni, a w tym
        czasie mój szef zdecydował się - wreszcie, prawie po roku - wykupić dla firmy
        miejsca parkingowe. DLA SIEBIE I MOJEGO KOLEGI. Zaznaczam, że a. kolega jeździ
        samochodem prywatnym b. ja też jeżdżę samochodem prywatnym...
        Mnie nawet nie zapytano, czy chcę miejsce.
        Sprawa jest o tyle mało ważna, że mam niby dostać po szefie jego samochód
        służbowy (a on ma mieć nowy) za 1-2 miesiące - więc wtedy jeśli będą chcieli,
        żeby ten służbowy samochód stał niestrzeżony, to już ich ryzyko, ale po raz
        kolejny poczułam się dziwnie potraktowana.
        Na 4 osoby zatrudnionych powoli kształtuje się dziwaczny model: dwóch szefów
        (no bo kolega wyraźnie jest traktowany jak coś lepszego), sekretarka jednego z
        nich (czytaj: nowozatrudniona koleżanka, którą kolega umiejętnie wrabia w
        pracę, którą normalnie wykonuje asystentka; u nas nie ma asystentki ani
        sekretarki), i jeden samodzielny pracownik, czyli ja. Mnie nie próbuje kolega
        zlecać pisania pism, wysyłania faksów itp. (spróbowałby tylko...). Szef
        prawdziwy jest z lekka wq**, bo sam też miałby trochę roboty dla sekretarki
        (zagranica nie pozwala zatrudnić), powstrzymuje się, żeby koleżanka nowa szybko
        się wdrożyła w pracę merytoryczną, i obserwuje, jak kolega sobie z niej robi
        pomoc. Próbuje interweniować, ale blado i mało skutecznie. TAKI Z NIEGO I SZEF!
      • Gość: beanna Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.waw.pl 21.06.02, 14:28
        W mojej firmie zatrudniono w końcu zeszłego roku młodą dziewczynę (studentkę
        studiów zaocznych). Już na starcie dostała pensję podstawową o 700 zł wyższą
        niż ja (mam 10-letni staż pracy. Powód był jeden: szef potrzebował osoby
        znającej język francuski, a wszyscy z nas, już zatrudnionych, znają albo
        angielski albo niemiecki.Dziewczyna przez ten czas nabrała doświadczenia i już
        widać, że rozgląda się za kolejną pracą. Szef zamiast poszukać kogoś innego już
        myśli jak ją zatrzymać, oczywiście kosztem uposażeń innych pracowników (w tym i
        mnie). Jestem wściekła, ale praca jest dla mnie najważniejsza (mam męża, który
        ostatnio był bezrobotny przez 1/2 roku, a teraz z trudem znalazł pracę na 1/2
        etatu i dwoje małych dzieci)!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: Ewka Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.zeksa.koszalin.pl 27.06.02, 10:59
        Słuchaj, bardzo mi Cię szkoda. Tym bardziej, że wiem, iż twoja sytuacja nie ma
        szans na szybki i sprawiedliwy rozwój. Ja znalazłam się w podobnej sytuacji.
        Przez parę tygodni zbierałam argumenty (w myślach od razu odpierałam
        antyargumenty szefa) nim w końcu udałam się do swojego kierownika po podwyżkę.
        Jednak nic nie wskurały moje argumenty, że chociaż wykonuję tę samą pracę (a
        zpowodu ostatnio przyspieszonego rozwoju mojej działki w pracy - dużo więcej)
        zarabiam połowę tego co moi 3 koledzy z działu (jestem tam jedyną kobietą).
        Usłyszałam tylko, że owszem szef jest zadowolony z mojej pacy (nie powiem:
        trochę mnie to podniosło na duchu) i że nawet rozmawiał z Prezesem o podwyżce
        dla mojej osoby, ale na razie nie ma to przewidzianych funduszy. I tyle jesli
        chodzi o równe traktowanie kobiet i mężczyzn w miejscu pracy. Na koniec dodan
        jeszcze,że od 1 stycznia tego roku weszły w życie nowe przepisy prawa pracy,
        mówiące o tym, iż zabrania się dyskrymunacji w miejscu pracy (szczególnie ze
        względu na płeć). Nie dobrze mi jak o tym pomyślę.
      • Gość: seba Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.hungary.gepc.ge.com / 3.227.108.* 05.07.02, 13:29
        Nie wiem czy ktokolwiek sledzi ten watek, ale wtrace swoje piec groszy.
        Generalna zasadą jest to ze ile sie zarabia uzaleznione jest tym na jakim
        pulapie sie startuje. To determinuje pozniej twoj poziom placy przez dluzszy
        czas do 'nastepnego ruchu' np. zmiany stanowiska na takie o wiekszej
        odpowiedzialnosci itd. To zwiazane jest scisle z twoimi zdolnosciami
        negocjacyjnymi. Argument ze dana prace sie wykonywalo ale nie na etacie jest
        kompletnie idiotyczny. Podwarunkiem ze twoja poprzednia praca nie trwala krocej
        niz np.1rok. Bo wtedy mozna postawic znak rownosci pomiedzy twoim
        doswiadczeniem i stazem. Argumenty tego rodzaju latwo odpierac!!! dostajac
        punkty u rekrutujacego HRowca.

        I druga sprawa to nie dobrze wiedziec ile zarabiaja inni, to niszczy zespol i
        danego pracownika. Powqinnas wznac swoje ambicje dot. zarobkow i stawiac to za
        swoj cel i punkt odniesienia.
        Pozatym w mojej Firmie za cos takiego sie wylatuje. W tym przypadku polecialby
        ksiegowy a ty zaraz za nim.




        • Gość: agulha Re: różnica płac w jednej firmie IP: *.acn.pl / 10.131.128.* 05.07.02, 19:19
          A ja niby za co? Przede wszystkim nie przyznałam się, że dokładnie wiem, ile
          kolega zarabia, ani skąd wiem...
          Księgowy powinien wylecieć, fakt.
          Na dodatek okazuje się, że ten dupek mój kolega ma baardzo blade pojęcie o
          pracy na tym stanowisku, na które się przyjął. Już wychodzą błędy. Po 3-
          miesięcznym okresie próbnym zażądał...wyższego stanowiska. Nie dostał. Bo niby
          za co? Na razie organizował swoje projekty (tzn. załatwiał sprawy
          przygotowawcze, administracyjne), one się dopiero zaczynają i w ogóle się
          jeszcze nie wykazał...
          Jak się będę starać o następną pracę, na pewno zacznę rozmowę od wyższego
          pułapu :-))
      • Gość: pawel Re: różnica płac w jednej firmie IP: 194.203.162.* 05.07.02, 15:57
        Po 2 latach w firmie na etacie, stwierdzilem ze nie
        warto sie meczyc. Zalozylem wlasna firme, caly czas
        robie zlecenia dla dawnego pracodawcy ale mam
        nienormowany czas pracy i nowych klientow, a od starej
        firmy dostaje o 40% procent wiecej kasy poswiecajac jej
        tylko 20% czasu (czy juz wspomnialem, ze zarabiam
        wiecej od mojego bylego szefa?).
        Czasami warto zaryzykowac. Wiadomo ze w takim ukladzie
        nie zna sie dnia ani godziny ale czlowiek nie czuje
        niesmaku do tego calego systemu. Oczywiscie zdaje sobie
        sprawe ze nie wszyscy moga to wprowadzic w zycie ale
        tym co sie wahaja polecam.
    Pełna wersja