Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Covid - zatajenie informacji przez pracodawcę

    16.04.21, 18:24
    Witam serdecznie. Być może ktoś z Was będzie w stanie mi pomóc i doradzić.
    Jestem pracownicą sieci żłobków. W związku z zamknięciem placówek w ramach lockdownu, spośród kilku naszych placówek sprawowaliśmy opiekę nad ósemką dzieci tylko na jednej z nich. Szefostwo zarządziło, że pozostała kadra (ta, która nie opiekuje się dziećmi) w czasie lockdownu odbędzie rozmaite szkolenia w trybie stacjonarnym na placówce, na której odbywała się wspomniana opieka nad maluchami (w części, w której jej akurat nie użytkowały). Oponowałyśmy, chciałyśmy szkoleń online ze względów bezpieczeństwa, ale szefostwo było nieustępliwe. Koniec końców, po 6 dniach szkoleń (w salce ok. 30m2, +/- 18 osób) w sobotę wieczorem ub. tygodnia okazało się, że jedna z nas ma pozytywny wynik testu na covid (czuła się źle już w piątek). W niedzielę kolejna poinformowała szefostwo, że nie ma węchu i smaku i również będzie wykonywać test. Szefostwo wymusiło na pracownicach, by przy kontakcie z sanepidem powiedziały, że w minionym tygodniu przebywaly na urlopie i nie widziały się z dziećmi (kłamstwo) ani pozostalymi pracownikami (kłamstwo). Tak też zrobiła jedna z nich, druga nie uległa.
    Nie zostałyśmy o tym poinformowane przez szefostwo.
    Szefowie wiedzieli również o tym, iż w piątek, z 8-osobowej grupy dzieci, 3 z nich trafiła do domów z powodu bardzo wysokiej temperatury.
    W poniedziałek po weekendzie przyszłyśmy rano do pracy na kolejne szkolenie stacjonarne. Pocztą pantoflową, dopiero po kilku godzinach dowiedziałyśmy się, jaka jest sytuacja. Postawiwszy sytuację na ostrzu noża, właściwie buntem doprowadziłyśmy do zamknięcia tego dnia żłobka, a same jak jeden mąż zgłosiłyśmy się na teleporadę i testy. 6 z nas ma pozytywny wynik testu, reszta jest na kwarantannie.
    Szefowie kompletnie nie poczuwają się do winy. Nie widzą nic złego w tym, że nie poinformowali nas o pozytywnym wyniku testu naszej koleżanki oraz o tym, że druga najpewniej też może mieć wirusa. W poniedziałek spędziłyśmy razem kilka godzin, niektóre z nas przechodziły do sali, na której odbywała się opieka nad dziećmi.
    Rodzice w dniu zamknięcia placówki otrzymali informację, iż w żłobku pojawiła się osoba z dodatnim testem w związku z czym żłobek zostaje zamknięty na okres 10 dni.
    Szefowie fakt, iż zarządziłyśmy zamknięcie placówki i skierowanie się na testy odebrali jako samowolkę i niesubordynację. Tym czasem dla nas było to jedyne odpowiedzialne rozwiązanie.
    Część z osób "pozytywnych", zaraziło już członków swoich rodzin.
    Zostałyśmy narażone na utratę zdrowia, ponieważ szefostwo celowo i z premedytacją zataiło przed nami i sanepidem fakt zakażenia współpracownicy.
    Sanepid kontaktował się ze wszystkimi przebywającymi na kwarantannie. Nie chcąc robić problemów dziewczynie, która skłamała pod naciskiem szefów, nikt rzeczywiście nie wspomniał o niej jako o ostatnim bliskim kontakcie.
    Co możemy zrobić z takim incydentem? Sanepid, PIP? Czy jest w ogóle sens kruszyć o to kopię, czy wprost przeciwnie - nie powinnyśmy się wahać? Jesteśmy młodym zespołem, żadna z nas nie ma doświadczenia w takich sprawach. Będę ogromnie wdzięczna za jakąkolwiek sugestię.
    Obserwuj wątek

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka