nicram79
04.11.04, 16:48
Niedawno dostałem prace(o dziwo bez znajomości - potrzebny był ponoć specjalista w mojej dziedzinie) w państwowej placówce badawczej. Jest to moja pierwsza praca - właśnie skończyłem studia. Podobno potrzebowali człowieka, bo jest "bardzo dużo pracy". Okazało się, że dzień wygląda tak:
7.30 - przyjście do pracy
7.30-8.30 - przerwa
8.30 - 9.20 - troche papierkowej roboty i obsługi klientów
9.20 -10.00 - przerwa
10.00 - 12.00 - praca, ale niezbyt ciężka
12.00-13.00 przerwa na trzecie śniadanie, podczas której omawiane są czasem nawet sprawy organizacyjne. Zazwyczaj jednak luźne rozmowy, dowcipy (atmosfera stworzona przez kierownika i pracowników jest, trzeba przyznać wspaniała), pogaduszki o dawnych czasach (przede wszystkim o tym jak to było dobrze kiedy można było w czasie pracy wyjść bezkarnie na zakupy, a teraz trzeba się wpisywać w specjalny zeszyt i potem odpracować nawet 5 minut)
13.00-14.15 - praca, czasem nawet dużo (ale właściwie tylko w dwa-trzy dni w tygodniu - w pozostałę dni - przerwa).
14.15 - do końca dnia - niecierpliwe oczekiwanie na wyjście i serdeczne wyrazy współczucia dla tych, którzy muszą zostać aby "odpracować" zaległe godziny (czyli mają dodatkową przerwę).
Teraz pytanie: czy w każdej państwowej instytucji szeregowi pracownicy (nie mówię o kierownikach, bo oni muszą rzeczywiście ostro czasem zasuwać) pracują właśnie w ten sposób? Czy naprawdę wszędzie jest tak, że niby potrzebny jest dodatkowy pracownik, ale tak naprawdę, gdyby wszyscy uczciwie robili co do nich należy,to by taki dodatkowy człowiek nie był potrzebny?