Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Jak wygląda dzień pracy "na państwowym".

    04.11.04, 16:48
    Niedawno dostałem prace(o dziwo bez znajomości - potrzebny był ponoć specjalista w mojej dziedzinie) w państwowej placówce badawczej. Jest to moja pierwsza praca - właśnie skończyłem studia. Podobno potrzebowali człowieka, bo jest "bardzo dużo pracy". Okazało się, że dzień wygląda tak:
    7.30 - przyjście do pracy
    7.30-8.30 - przerwa
    8.30 - 9.20 - troche papierkowej roboty i obsługi klientów
    9.20 -10.00 - przerwa
    10.00 - 12.00 - praca, ale niezbyt ciężka
    12.00-13.00 przerwa na trzecie śniadanie, podczas której omawiane są czasem nawet sprawy organizacyjne. Zazwyczaj jednak luźne rozmowy, dowcipy (atmosfera stworzona przez kierownika i pracowników jest, trzeba przyznać wspaniała), pogaduszki o dawnych czasach (przede wszystkim o tym jak to było dobrze kiedy można było w czasie pracy wyjść bezkarnie na zakupy, a teraz trzeba się wpisywać w specjalny zeszyt i potem odpracować nawet 5 minut)
    13.00-14.15 - praca, czasem nawet dużo (ale właściwie tylko w dwa-trzy dni w tygodniu - w pozostałę dni - przerwa).
    14.15 - do końca dnia - niecierpliwe oczekiwanie na wyjście i serdeczne wyrazy współczucia dla tych, którzy muszą zostać aby "odpracować" zaległe godziny (czyli mają dodatkową przerwę).

    Teraz pytanie: czy w każdej państwowej instytucji szeregowi pracownicy (nie mówię o kierownikach, bo oni muszą rzeczywiście ostro czasem zasuwać) pracują właśnie w ten sposób? Czy naprawdę wszędzie jest tak, że niby potrzebny jest dodatkowy pracownik, ale tak naprawdę, gdyby wszyscy uczciwie robili co do nich należy,to by taki dodatkowy człowiek nie był potrzebny?
    Obserwuj wątek
      • bima5 Re: Jak wygląda dzień pracy "na państwowym". 04.11.04, 17:14
        Tez pracuje w państwowej instytucji, wcale nie jest tak ciężko. W jeden dzień
        trzeba harować jak wół a w drugim trzeba dla niepoznaki polożyć jakieś papiery
        na biurko (na którym leży kolorowe czsopismo) żeby kierownik sie nie
        zdenerwowal że nic ne robię. Mój przykladowy (średni) dzień pracy (6.00-14.00)
        6.25- przyjście do pracy- mogę sobie na to pozwolić
        6.45- po uprzednim rozebraniu się w sluzbowej szatni, robię kawe w pokoju
        socjalnym, przy okazji poplotkuję o duperelach z innymi ludzmi
        7.00- zasiadam za biurkiem na ktorym lezy robota z ktorą muszę sie uporać do
        14. mogę to zrobić do 9.00 ale po co mają wiedzieć że mogę tak szybko pracować.
        Lepiej się nie wychylać bo zawsze dowalą więcej jak zobaczą że sobie świetnie
        radzisz
        7.10- pierwszy łyk kawy i pierwszy papieros
        7.20- po pierwyszm papierosie musi być drugi i prośba do podleglego mi
        pracownika o zrobienie drugiej kawy
        7.45 - no nareszcie biore się do wlaściwej roboty
        8.00- przerwa- kupilam w kiosku nowe czasopismo, trzeba obejrzeć
        8.45- znowu wracam do pracy
        9.30- dzwoni petent- strasznie wrzeszczy, moj stoicki spokoj wyprowadza mnie z
        równowagi
        10.00- z powodu wrednego petenta robię przerwę na papierosa
        10.30- musze do toalety
        11.00 - praktycznie skończyłam papierkową robotę
        12.45- czytam dogłębnie kolorowe pismo
        13.00- przegryzam kanapkę lub coś innego kupionego na moje polecenie (prośbę)
        przez jakiegoś pracownika
        13.15- trzeba skontrolowac pracę moich podwladnyych- przy okazji łapie kilku na
        niewybaczalnych błędach ( zależy jaki w ten dzień mam humor) i wpisuję kilka
        usterek z dyspozycją zabrania premii- całej bądz części. Kiedy mam dobry humor
        potrafię tylko upomnieć osobę
        13.45- czas szybciutko myć kubeki frrruuu do szatni- tam: toaleta, poprawienie
        makijażu, założenie wierzchniego ubranka, zmiana obuwia i mamy godz. 13.57. A
        te trzy minuty można wyjść wcześniej z pracy bo i tak w państwowych
        instytucjach na takie szczegóły nikt nie zwraca uwagi.
        Pensja nie jest strasznie duża (2000 netto- Warszawa) ale przynajmniej śpie
        spokojnie jeżeli chodzi o stabilność zatrudnienia i wpływ pensji na konto,
        urlopy, ubezpieczenia. To tyle. Pozdr
        • gdywit Re: Jak wygląda dzień pracy "na państwowym". 04.11.04, 20:34
          Ja tez pracuje w spółce Skarbu Państwa, na szczęście w branży technicznej.
          MAm taki "luz", że od kilku dni mam problemny z czasem na zjedzenie śniadania,
          kawę zrobioną o 7.30 dopijam o 9.00:)

          Robota odpoiwedzialna, zarobki może nie najlepsze, ale trochę większe od waszych.
      • Gość: Richelieu* Re: Jak wygląda dzień pracy "na państwowym". IP: 217.98.107.* 04.11.04, 21:45
        krótko bo krótko, ale zawsze w publicznym
        7,30 przyjście
        7,30-8,15 śniadanie
        8,15-9,00 załatwianie koresprondencji bo listonosz przychodził o 9
        9,00-9,30 chodzenie z kubkiem kawy po korytarzu
        9,30-10,00 narzekanie na ogrom pracy na dzisiaj
        10,00-12,00 lekko, łatwo i przyjemnie, 1 projekt, 100 plot
        co godzina regulaminowa 5-minutowa przerwa
        12,00-12,30 drugie śniadanie
        12,30-13,00 kawa
        13,00-14,00 1 projekt, 100 plot
        14,00-15,00 obiad
        15,00-15,30 zbieranie papierów na 1 kupkę, segregacja długopisów
        15,30 wyjście

        osoby palące oczywiście mają obywatelskie prawo wychodzić na 2 paczki
        papierosów dziennie

        większych darmozjadów nie widziałam
        • Gość: mgrinz Re: I tysiące takich ściemniaczy musimy utrzymywa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.04, 15:02
          ja też robiłem w spółce skarbu państwa... ale robota była inna...
          pracownicy byli podzieleni na dwie kategorie:
          - fachowcy, absolwenci; ludzie brani na krótko (max 3 umowy trzymiesięczne) zapieprzali mocno na swoje 800 zł... jak robiłem szybko i miałem skończone po 6 godzinach, to jeszcze mi dowalali "żebym się nie nudził" i nieraz się siedziało 2 godziny więcej... aż w końcu wywalili, aby wziąć na dofinansowanie nowego absolwenta...
          - "swoi" , czyli jakoś tam powiązana stara kadra, ewentaulnie rodzina prezesa; duże wypłaty, co miesiąc po 500 premii, a ich dzień to kawka, papieros i narzekanie na "absolwentów", że się wza wolno ruszają...
          natomiast ci "swoi" stanowili pod względem ekonomicznym większość kosztów...
          popieram to, że połowę urzędników należy wyrzucić (nieraz kilka dni się dodzwonić nie można, bo paniusie słuchawki poodkładały), ból polega na tym, że nie zredukuje się tych co trzeba...
          u matki w pracy było tak, że np. wywalono fachowca za 3 tysiące, a na jego miejsce przyszło 4 krewnych królika za 4 tysiące każdy (dwójka z nich zajmuje się jedynie romansowaniem ze sobą)... więc komórka 2 osobowa rozrosła się do 6 osób... Miller i Buzek obiecywali zredukować administrację, a jak sam Urban w NIE i gazeta Wprost przyznają... liczba urzędników od czasu 1997 wzrosła 2.5 raza...
          prawda wygląda tak, że przy kilkumilionowym bezrobociu pełno jest dzieci "prom,inentów" którym trzeba wymyślić etat...
        • nicram79 Re: Jak wygląda dzień pracy "na państwowym". 16.01.05, 19:16
          Gość portalu: trawa napisał(a):

          > piekny watek:>>>>>

          Nie wiem czy piękny. Raczej smutny.

          > ja postanowilam zewidencjonowac kilka tysiecy faktur:>>>
          >

          A ja ostatnio postanowiłem posegregować wymieszane papiery z kilku ostatnich lat: rachunki, faktury i inne duperele, które po remoncie wylądowały w magazynku na kupie. Zajęło mi to tydzień ponad bo np w fakturach z 2002 znalazłem kilkanaście z 1999 itp.
          Jednak ciągle są chwile kiedy się nudzę i usiłuję za wszelką cenę znaleźć jakieś zajęcie.
          I "podziwiam" moje koleżanki z pracy, jak one potrafią 8 godzin przeleżeć na biurku i sie nudzić.Tragedia po prostu. Niedługo spróbuję opisać kilka absurdów jakie dostrzegam w mojej pracy (chodzi o złą organizację). Jednak nie mogę opowiedzieć o tym szefostwu, bo się skapnie że parę osób jest zbędnych i zgadnijcie kto wtedy wyleci...
      • Gość: gosc Re: Jak wygląda dzień pracy "na państwowym". IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.05, 20:01
        Moj znajomy pracuje w Izbie Skarbowej i czesto mi opowiada co tam sie dzieje.
        Ja zawsze myslalem ze Skarbowa to jest taka "prawdziwa, prawa" instytucja ale
        to co mi czesto opowiada co tam sie dzieje to az wlosy staja na glowie. Czesto
        jest tak ze papiery niosa 3 osoby. Jedna niesie teczki druga otwiera drzwi a
        trzecia je za nimi zamyka. Przychodzace dofinansowanie, ktore musi byc wydane
        do konca roku zawsze idzie na jakies glupoty np. "wanienki masujace stopy",
        serwisy stolowe. Jak sie dostac do takiego raju? Otoz nie wolno wczesniej
        pracowac w prywatnej firmie. Bo po co w takim Urzedzie ktos kto moze mieszac i
        nie rozumie "systemu pracy" zatrzymanego na czasach Gierka. Najlepsze jest to
        ze jak sie czlowiek zalapie do takiego ukladu, nie wyroznia sie i "pije" z
        odpowiednimi ludzmi to ma prace do konca zycia. Bo w takim ukladzie wszystko
        sie tuszuje i wieksze sprawy rozchodza sie po kosciach.
      • Gość: Ślązak Urząd Miasta IP: *.altec.pl / *.altec.pl 16.01.05, 23:10
        Ja miałem (nie)przyjemność odbywac staż absolwencki w moim rodzinnym Urzędzie
        Miasta (jedno z górnośląskich miast, nie Katowice). Jako stażysta byłem
        zobowiązany do wykonania pewnych czynności, ale zdążyłem zaobserwować jak się
        pracuje tam na etacie.

        7.30 - przyjście do pracy, nie było dni żeby ktoś nie wspominał pięknych
        czasów, kiedy nie było książki wejść i można było sobie przyjść do pracy nawet
        godzine później
        7.30-8.30 - "rozbudzanie" jak to nazywałem, oznacza zrobienie sobie kawy,
        pójscie na papierosa, jednego,drugiego, następna kawa, plotki
        8.30-10.00 - praca, ale nie za dużo. Przychodzą petenci jest ich dość dużo, ale
        obsługuje ich tylko pani Krysia. Pani Basia, Ania, Hanna oraz pani Iwona siedzą
        w pokoju obok; powinny w okresach duzego ruchu wszystkie obsługiwac petentów
        ale odkryły, że jak zrobią sobie "dyżury" to zamiast 5 dni będą tylko jeden
        dzień obsługiwać petentów. Dlatego obsługiwalismy około 70 osób tygodniowo a
        mogliśmy około 300. czas oczekiwania na załatwienie sprawy:ok. cztery tygodnie
        10.00-10.30 - cztery panie zmęczone bezowocnym przeglądaniem papierów i
        przesuwaniem spraw z dziś na jutro robią kolejną przerwe na kawe
        10.30-11.30 - Pani Basia i Iwona pod pozorem spraw służbowych wychodzą na
        miasto na zakupy
        11.30-13.00 - nieliczny okres pracy; ma być kontrola więc trzeba coś ruszyć;
        poza tym warto trochę sprzątnąć biurka niektóre dokumenty i podania leżą już na
        nich od tygodni
        13.00-14.00 - Przerwa na coś do zjedzenia, papierose i kawe w innym wydziale. W
        koncu trzeba zajrzec w gosci do innych pokojów i poplotkować troche. Ulubiony
        temat plotek:nawał pracy, tępi petenci, fatalne zarobki (taka Pani Basia bez
        wyższego wykształcenia z 15-letnim stażem pracy zarabia tylko 1700 netto!) oraz
        rosnące wymagania(!) co do ich pracy
        14.00 -15.30 - okres pozornej pracy a tak naprawde luźne rozmowy, prywatne
        rozmowy telefoniczne, oglądanie w internecie smiesznych zdjęć, przepisów
        kucharskich itp... oraz liczenie czasu do wyjścia. Przy okazji narzekanie na
        głupią książke przy wejsciu, kiedy jej nie było można sie było zrywać nawet o
        14.30.

        Na stażu byłem cztery miesiące, jeszcze cztery i chyba zostałbym też
        bezproduktywnym urzędnikiem. Uratowała mnie dobra znajomość języka francuskiego
        dzięki któremu dostałem pracę w prywatnej firmie i bardzo sobie ją obecnie
        chwale. Mój przypadek nie jest odosobniony podobne wrażenia mieli moi znajomi,
        którzy trafiali do innych państwowych urzędów. Z ośmiu godzin tak naprawde
        pracuje się tam 3-4; wszystkie sprawy mogłyby być załatwiane 2,3 razy szybciej
        gdyby ludzie normalnie pracowali. Kiedy wymaga się więcej pracy natychmiast
        okazuje się, że potrzebne są dodatkowe osoby (no bo np.taka Pani Basia na
        przykład nie będzie harować 8 godzin), dziwnym trafem akurat ktoś z Urzędu ma
        kogoś w rodzinie kto jest "idealny na to stanowisko", tak więc wszysycy są
        zadowoleni. I tak to się wszystko moi mili kręci, szkoda tylko, że za nasze
        pieniądze.
      • Gość: Michal Re: Jak wygląda dzień pracy "na państwowym". IP: *.acn.waw.pl 17.01.05, 00:38
        Jesli chodzi o urzedy to jeszcze dlugo pracujacym na panstwowym nic nie grozi.
        Natomiast mam wielu znajomych, ktorzy pracuja np. w centrali PKO BP. Tam tez
        sie tak do niedawna pracowalo, ale spolka weszla na gielde, rozpoczeli
        restrukturyzacje i z 4 osobowej grupy moj kolega zostal sam. A boi sie, ze i
        jego zwolnia, bo w zasadzie to jego obowiazki moglaby przejac inna sekcja...
        Tak wiec wszyscy pracujacy w panstwowych firmach miejscie sie na bacznosci...
      • Gość: goska Re: Jak wygląda dzień pracy "na państwowym". IP: *.gddp.lublin.pl 17.01.05, 14:29
        a ja pracuje w budżetówce już ponad 2 lata, fakt na początku miałam mało zajeć
        i były momenty że się nudziłam ale że nikt nie miał dla mnie czsu żeby
        powiedziec co i jak więc miałam wolne, ale z czasem zaczełam robić to i owo,
        przyjmować nowe obowiązku zdobywać nowe umiejętności i teraz robię 4 razy tyle,
        śniadanie jem ok 13 bo nie mam czasu a kawę jak zrobię rano, to często po paru
        godz wylewam zimną bo takiej nie lubie a przez nawał pracy jej nie zdążyłąm
        wypić. Często prowadzę kilka spraw na raz i też mam do obsługi petentów.
        Czasami mam dość ale jak jest dużo pracy to czas szybciej leci, niż siedziec
        bezczzynnie.
      • Gość: ex-urzednik GUS IP: *.cwd.waw.pl / 195.164.254.* 24.01.05, 12:09
        Glowny Urzad Statystyczny - pracowalem pol roku. Nie wytrzymalem, ludzie sympatyczni - wiekszosc to stare panie pod 55 lat. Glownym zajeciem jest granie w kulki. Ludzie w Gusie sa mistrzami w tego typu grach (saper itd.).
        Przychodza do pracy o 30 minut za pozno, wychodza o 1 godzinke za wczesnie, a przez 6,5 h nawalaja w kulki.
        Sa dni nieco ciezszej pracy - czlowiek popracuje 2 lub trzy godziny dziennie i kaplica jest "zarobiony".
        Pierwszego dnia pracy przyszedlem do mojej szefowej i mowie ze bardzo sie ciesze ze jestem zatrudniony i ze bardzo chce pracowac, angazowac sie w różne projekty itd. powiedzialem: "ja bardzo chce pracowac, moge nawet zostawac po pracy" . Na to szefowa zrobila oczy jak talerze i powiedziala glosem bojazliwym : "nie no takich rzeczy to u nas nikt jeszcze nie robil".
        Tak tam bedzie zawsze bo przeciez GUS ma w srodeczku:
        1. Dwa bufety, jeden mniejszy zeby cos szybko przekasic, drugi duzy i wypasiony gdzie mozna zjesc na przyklad lasagne :). Jest tam pieczywo (wszystkie rodzaje), spory wybor wedlin oraz mies (mozna kupic pol kilo schbiku zanim sie czmychnie pol godziny wczesniej do domu:), zeby obiadek zrobic).
        2. Trzy biblioteki dwie specjalicstyczne i jedna beleterystyczna. Beleterystyczna jest po to zeby wszystkie Panie mogly czytac Harlekiny podczas zmudnej pracy
        3. Poczte na ktorej mozna w godzinach pracy wyslac pare rzeczy, oplacic rachunki itp.
        4. Kiosk ruchu i dobrze wyposazony punkt prasowy, gdzie mozna kupowac sobie . rozne gazetki do poczytania. Jest nawet opcja ZAMOWIENIA prenumeratki z dostarczaniem PROSTO DO POKOJU !!!
        5. KORT TENISOWY na ktorym mozna sobie pograc w godzinach pracy - oczywiscie nie kazdy pracownik w godzinach pracy moze ale zdarza sie bo niektorzy moga:)
        6. NAJLEPSZE ZOSTAWIAM NA KONIEC PONIEWAZ TEGO JUZ NIE MA OD PARU MIESIECY ALE PRACOWNICY WALCZA ZEBY IM PRZYWROCIC - NA 6 PIETRZE BYL TAKI STRAGANIK JAK STOJA W WARSZAWIE PRZY PRZYSTANKACH AUTOBUSOWYCH: majtki, skarpety, koszulki, jakies zabawki dla kuzyna coreczki na przyklad:)
        Konkluzja moja jest taka nawet jak sie czlowiek dwoi i troi to i tak nie jest w stanie pracowac normalnie w takiej instytucji. Srodowisko degraduje czlowieka mimo ze ludzie sa w porzadku (malo maja stresow w robocie), tracisz ambicje, tracisz motywacje do pracy, tracisz chec do zycia i chce ci sie rzyg..c od wymyslania sobie pracy, ktora i tak nie jest nikomu potrzebna.
        Na razie
      • Gość: murena@tenbit.pl Re: Jak wygląda dzień pracy "na państwowym". IP: *.katowice.msk.pl / *.devs.futuro.pl 25.01.05, 18:24
        Praca na "państwowym" to żenada!!!
        Dołująca atmosfera, obgadywanie wszystkiego i wszystkich, ciągłe narzekanie i
        biadolenie, jak to jest źle, lizusostwo i wazeliniarstwo, fałsz i obłuda,
        nicniewiedza i permanentne nicnierobienie- to chleb powszedni. Do tego jeszcze
        dołowanie pracowników przez przełożonych- chcących pokazać jacy są ważni, a tak
        naprawdę leczących w ten sposób swoje kompleksy wynikające z faktu gdzie się
        pracuje, bo szans na znalezienie innej pracy nie mają (brak znajomości języków
        obcych, skostniałe myślenie, a czasem wygodnictwo).
        Jestem utylitarystą, a na państwowym człowiek nie wie, po co chodzi do pracy-
        jeśli mu w ogóle na czymkolwiek zależy, bo jak nie, to człapie taki jeden z
        drugim / jedna z drugą jak koń w kieracie i wegetuje miesiąc po miesiącu, rok
        po roku i kończy wreszcie swój żywot nic nie wnosząc i nic z siebie nie dając,
        a także nic z życia nie mając- bo brak kasy to codzienność, no chyba że ktoś
        jest na wyższym stanowisku i może coś pokombinować, np. w przetargach, czy
        czasem bardzo dużych inwestycjach (mających miejsce np. w przedsiębiorstwach
        państwowych).
        Ludzie- przestrzegam przed wpadnięciem w takie g...., bo sam w porę „wyrwałem
        się” z takiego G.... i jestem bardzo, ale to bardzo zadowolony. Wcześniej do
        tego stopnia przeżywałem „pracę”, że często nie spałem po nocach.
        • nicram79 Re: Jak wygląda dzień pracy "na państwowym". 09.04.05, 14:17
          Minęło kilka miesięcy od założenia przeze mnie tego wątku. Celowo nic nie pisałem, ponieważ łudziłem się ,że coś się zmieni. Przez około miesiąc zmian nie było, postanowiłem więc wziąć sprawy w swoje ręce.Dosłownie w swoje ręce. W miarę wzrostu (niewielkiego) moich uprawnień (mniej lub bardziej oficjalnych) zacząłem robić wszystko porządnie, dokładnie, czyli po prostu tak jak powinno być. Pracy mam teraz dosyć dużo, zarówno papierkowej, jak i bezpośrednio związanej z moimi kwalifikacjami. Mój dzień pracy zmienił się nieco. Nie robię już sobie przerwy śniadaniowej zaraz po przyjściu do pracy. Jem dopiero po kilku godzinach, zazwyczaj kiedy większość rzeczy jest zrobiona.
          Pojawiły się natomiast objawy inne:
          1. Kiedy ja już coś robię, moi współpracownicy przychodzą 10 minut spóźnieni i pytają ogromnie zdziwieni: "Już się pracuje :O ???" itp. teksty wcale nie złośliwe, raczej rzeczywiście wyrażające krańcowe zdziewienie.
          2. Pytanie takie: dlaczego ludzie wolą przeleżeć cały dzień na biurku nudząc się i marudząc jak to im źle płacą, zamiast robić to co do nich należy - przecież jak coś się robi to czas płynie szybciej.
          3. Zauważyłem, że niekiedy dane potrzebne do wypełnienia "papierków" nie są gromadzone nawet całymi tygodniami, a potem, po genialnym wpadnięciu na pomysł, żeby popracować, są wpisywane z tzw. nieba, czyli po prostu wymyślane.I siedzi taki debil pół dnia i zastanawia się co by tu wpisać, żeby się zgadzało.
          3a. Jakiś czas temu kilkja dni nie byłem w pracy. Po powrocie bałagan w papierach jaki zastałem przerósł moje najśmielsze oczekiwania.
          4.Zaczynam mieć nerwicę chyba, bo po powrocie do domu nie mogę się powstrzymać od opowieści o swoich leniwych, opieprzających się, marudzących jak im źle, śmierdzących leniach.
          5. Na szczęście moi koledzy i koleżanki z pracy są bardzo miłymi i sympatycznymi osobami jeśli chodzi o kontakty prywatne. I tylko to (no i ocvzywiście 18% bezrobocie) powstrzymuje mnie przed rzuceniem tego w diabły).

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka