Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów...

    IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 29.04.02, 18:18
    Przecież oni i tak znajdą sobie dobrze płatną pracę albo zaczepią się w jakiejś
    organizacji, która im znajdzie dojścia...
    Mogliby brać sobie pożyczkę z banku a potem spłacać z pensji...

    Dzięki temu można by podwyższyć poziom nauczania na kierunkach tzw.
    niedochodowych, po których zawsze są problemy z pracą, a które tak czy owak
    istnieją na uniwersytetach na całym świecie i są dotowane przez państwo... np.
    filozofia... ;-)
    Obserwuj wątek
      • Gość: a4e Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 29.04.02, 20:48
        Z naszych? Przeciez doniedawna pisales na forum ze nie pracujesz? Przepraszam
        jesli pomylilem z kim innym ... No tak ale nawet biorac zasilek placi sie
        podatek, nie mowiac o posrednich - no to juz w ogole przepraszam ;)
        • Gość: RYbka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 30.04.02, 00:54
          Gość portalu: a4e napisał(a):

          > Z naszych? Przeciez doniedawna pisales na forum ze nie pracujesz? Przepraszam
          > jesli pomylilem z kim innym ... No tak ale nawet biorac zasilek placi sie
          > podatek, nie mowiac o posrednich - no to juz w ogole przepraszam ;)

          Powiedziałem analfabeto (ekonomisto??), że pracuję obecnie jako freelancer, bo
          nie lubię się obijać w oczekiwaniu na etat. Ale od zleceń też są zabierane
          podatki.....
          • Gość: n Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 06.05.02, 01:48
            Gość portalu: RYbka napisał(a):

            > Gość portalu: a4e napisał(a):
            >
            > > Z naszych? Przeciez doniedawna pisales na forum ze nie pracujesz? Przepras
            > zam
            > > jesli pomylilem z kim innym ... No tak ale nawet biorac zasilek placi sie
            > > podatek, nie mowiac o posrednich - no to juz w ogole przepraszam ;)
            >
            > Powiedziałem analfabeto (ekonomisto??), że pracuję obecnie jako freelancer, bo
            > nie lubię się obijać w oczekiwaniu na etat. Ale od zleceń też są zabierane
            > podatki.....


      • Gość: net81 Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.04.02, 21:37
        a nie lepiej zlikwidować niedochodowe kierunki??
        • Gość: Rybka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 30.04.02, 01:00
          Gość portalu: net81 napisał(a):

          > a nie lepiej zlikwidować niedochodowe kierunki??

          Może i lepiej, ale ekonomiści w Szwecji znają się na literaturze albo sztuce...
          Natomiast polscy?? Sorry, ale wystarczy poczytać trochę wypowiedzi ekonomistów na
          forum... żenada umysłowa... słoma...
          Stalibyśmy się chyba kuriozum światowym likwidując takie kierunki, ale co tam...
          proszę bardzo... zlikwidujmy... bądźmy narodem prostaków...



          • Gość: krzysiek Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: 217.97.165.* 06.05.02, 12:36
            Kolega Rybka pisze że ekonomiści zawsze znajdą sobie pracę.. No cóż.... już nie
            jest tak różowo - większość znajomych co ostatnio skończyła ekonomię lub
            zarządzanie jest bezrobotna!!!
            • Gość: Rybka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 07.05.02, 20:45
              Gość portalu: krzysiek napisał(a):

              > Kolega Rybka pisze że ekonomiści zawsze znajdą sobie pracę.. No cóż.... już nie
              >
              > jest tak różowo - większość znajomych co ostatnio skończyła ekonomię lub
              > zarządzanie jest bezrobotna!!!


              Tak naprawdę to właśnie ekonomia jest kierunkiem niedochodowym, ponieważ
              ekonomiści nie wypracowują żadnego dochodu poza swoim własnym. W Polsce wszyscy
              chcieliby być ekonomistami i zarządzać, a problem w tym, że nie ma produkcji,
              którą można by zarządzać i która tworzyłaby nowe miejsca pracy. To nie ekonomia
              te miejca pracy tworzy.

              To filozof, który pisze książki daje zarobić nie tylko sobie, ale i innym osobom
              związanym z procesem wydawniczym.
              To muzyk, który pisze muzykę daje pracę wykonawcom, reżyserom dźwięku,
              ekonomistom, którzy pracują "uczciwie", aby naliczyć mu podatek, dochody, tantiem
              itp...
              To informatyk, który tworzy oprogramowanie daje zarobić ekonomiście, bo księgowy
              buchalter w firmie musi być. Ale ekonomista nie produkuje niczego, co można
              sprzedać za granicę i na czym Polska mogłaby się wzbogacić...
              Ekonomista nie wytwarza niczego... dzięki ekonomistom kraj nie staje się
              bogatszy...

              To naszych oceanografów, archeologów, muzykologów, naukowców, fizyków, astronomów
              itp. zaprasza się na konferencje, aby wysłuchać ich pomysłów czy doświadczeń
              naukowych, a nie ekonomistów. Polscy ekonomiści niczego nie wymyślili, poza
              kuriozalnymi przykładami prowadzącymi do milionowych strat w gospodarce i
              utrudniania życia przedsiębiorcom...

              • Gość: Rybka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 07.05.02, 20:49
                Gość portalu: Rybka napisał(a):

                > Gość portalu: krzysiek napisał(a):
                >
                > > Kolega Rybka pisze że ekonomiści zawsze znajdą sobie pracę.. No cóż.... ju
                > ż nie
                > >
                > > jest tak różowo - większość znajomych co ostatnio skończyła ekonomię lub
                > > zarządzanie jest bezrobotna!!!
                >
                >
                > Tak naprawdę to właśnie ekonomia jest kierunkiem niedochodowym, ponieważ
                > ekonomiści nie wypracowują żadnego dochodu poza swoim własnym. W Polsce wszyscy
                >
                > chcieliby być ekonomistami i zarządzać, a problem w tym, że nie ma produkcji,
                > którą można by zarządzać i która tworzyłaby nowe miejsca pracy. To nie ekonomia
                >
                > te miejca pracy tworzy.
                >
                > To filozof, który pisze książki daje zarobić nie tylko sobie, ale i innym osobo
                > m
                > związanym z procesem wydawniczym.
                > To muzyk, który pisze muzykę daje pracę wykonawcom, reżyserom dźwięku,
                > ekonomistom, którzy pracują "uczciwie", aby naliczyć mu podatek, dochody, tanti
                > em
                > itp...
                > To informatyk, który tworzy oprogramowanie daje zarobić ekonomiście, bo księgow
                > y
                > buchalter w firmie musi być. Ale ekonomista nie produkuje niczego, co można
                > sprzedać za granicę i na czym Polska mogłaby się wzbogacić...
                > Ekonomista nie wytwarza niczego... dzięki ekonomistom kraj nie staje się
                > bogatszy...
                >
                > To naszych oceanografów, archeologów, muzykologów, naukowców, fizyków, astronom
                > ów
                > itp. zaprasza się na konferencje, aby wysłuchać ich pomysłów czy doświadczeń
                > naukowych, a nie ekonomistów. Polscy ekonomiści niczego nie wymyślili, poza
                > kuriozalnymi przykładami prowadzącymi do milionowych strat w gospodarce i
                > utrudniania życia przedsiębiorcom...
                >

                W gruncie rzeczy ekonomista to pasożyt, który żeruje na ciele gospodarki. To taki
                dobry pasożyt (symbiont?), który zżera jakieś niedobre glony i bakterie, reguluje
                przepływ energii życiowej, ale bez nosiciela, ekonomista staje się bezużyteczny.
                O ile mogę sobie wyobrazić filozofa, który wydaje książkę, albo stolarza, który
                tworzy rzeźby w drewnie i sprzedaje je utrzymując się z tego albo rolnika, który
                uprawia rośliny i potem je sprzedaje z zyskiem, o tyle jakoś nie widzę
                ekonomisty, który mógłby egzystować bez kogoś, bez firmy, bez zakładów, bez
                układów, który mógłby produkować swoją ekonomię dla siebie i później ją
                sprzedawać z zyskiem...
                • dixit Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów 07.05.02, 21:04
                  To ekonomista, ktory napisze ksiazke da zarobic nie tylko
                  sobie, ale i innym osobom zwiazanym z procesem
                  wydawniczym. To ekonomista, który udziela wykladu daje
                  prace pracownikom centrow konferencyjnych, dystrybutorom
                  beamerow, i innym niekoniecznie ekonomistom, ktorzy
                  pracują "uczciwie", aby naliczyc mu podatek, dochody,
                  honoraria itp...
                  To ekonomista tworzacy strategie rozwoju daje zarobic
                  informatykowi i ksiegowemu, bo ci w kazdej firmie musza
                  byc. Dobry ekonomista wie co i jak mozna sprzedac tez za
                  granice i na czym Polska moglaby sie wzbogacic...
                  Ekonomista wytwarza "cos"... dzieki ekonomistom kraj moze
                  stac sie bogatszy...

                  Pozdrawiam serdecznie

                  • paw_dady wracajac do watku 07.05.02, 21:40
                    ok ekonomista daje jakas wartosc dodana. ale czy to powod
                    zeby ich ksztalcic za 'darmo' (czytaj z podatkow
                    naliczanych przez ekonomistow) ? niech palca za studia.
                    poza tym ekonomomisci (jak i wszystkie profesje
                    'uzytkowe' informa,prawo) same z siebie nic nie dodaja
                    dodaja. one odstarczaja narzedzi do generowania
                    jakichkolwiek dobr. a ktos to musi konsumowac, wymyslac
                    kupowac. dlateog przy pewnym poziomie rozwoju spolecznego
                    pojawiaja sie filozofowie czy artysci.

                    poza tym ekonomia tak jak ja rozumiemy dzis jest wynikiem
                    implementacji jakiejs filozofii. a kto o takich dziwnych
                    sprawach bedzie myslal jak wszyscy beda 'marketing i
                    zarzadzanie' lub 'finanse'?
                    • Gość: Rybka Re: wracajac do watku IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 08.05.02, 13:10
                      paw_dady napisał(a):

                      > ok ekonomista daje jakas wartosc dodana. ale czy to powod
                      > zeby ich ksztalcic za 'darmo' (czytaj z podatkow
                      > naliczanych przez ekonomistow) ? niech palca za studia.
                      > poza tym ekonomomisci (jak i wszystkie profesje
                      > 'uzytkowe' informa,prawo) same z siebie nic nie dodaja
                      > dodaja. one odstarczaja narzedzi do generowania
                      > jakichkolwiek dobr. a ktos to musi konsumowac, wymyslac
                      > kupowac. dlateog przy pewnym poziomie rozwoju spolecznego
                      > pojawiaja sie filozofowie czy artysci.
                      >
                      > poza tym ekonomia tak jak ja rozumiemy dzis jest wynikiem
                      > implementacji jakiejs filozofii. a kto o takich dziwnych
                      > sprawach bedzie myslal jak wszyscy beda 'marketing i
                      > zarzadzanie' lub 'finanse'?



                      Mam tylko taką impresję, że na tysiące lat przed pojawieniem się ekonomistów
                      filozofowie, muzycy, artyści mieli się całkiem dobrze, co oznacza, że to raczej
                      ekonomiści pojawiają się dopiero na pewnym etapie dobrobytu społeczeństwa.

                      Co do marketingu, ekonomii itp. to fakt, że oni nic nam nie wyprodukują.
                      Potrzeba więcej przedsiębiorców, więcej produkcji, więcej specjalistów od różnych
                      dziedzin nauki, natomiast mniej ekonomistów, urzędników i różnych
                      administratorów, którzy nic nie wytwarzają poza regulacjami.

                      Przy obecnym stanie gospodarki mamy ekonomistów, marketingowców i finansistów na
                      następne 10 lat, więc po co kształcić nowych z naszych podatków?

                      Ale ok... takie pytanie zawsze można postawić pod adresem każdego niemal kierunku
                      studiów: po co japoniści, po co arabiści, po co koreaniści, po co filologie
                      ukraińskie, suahili, bantu, sanskryt, po co łacina, po co greka, po co
                      muzykologia, po co teoria muzyki (!), po co itp. itd... A odpowiedzi jak widać
                      zawsze różne....
                      • paw_dady Re: wracajac do watku 08.05.02, 19:20
                        ekonomiści pojawiają się dopiero na pewnym etapie
                        dobrobytu społeczeństwa.
                        >
                        [pd] zgadzam sie



                        > Co do marketingu, ekonomii itp. to fakt, że oni nic nam
                        nie wyprodukują.

                        [pd] niezupelnie bo jestemy na tym etapie, ze fachowcy od
                        zmnijszania kosztow produkcji i sprzedazy sa potrzebni.
                        tylko czemu od razu 'odstrzeliwac' tych co w obecnej
                        prespektywie beda nidochodowi? 10-5 lat temu marketing
                        czy zarzadzanie byl ok bo bylo brak takowych na rynku.
                        teraz przy nadpordukcji (kazda szkola 3letni produkuje
                        mase gosci, malo zreszta wiedzacych) nie ma sensu
                        doplacac do takich studiow z podatkow. w czym zreszta
                        zgadzamy sie.



                        > Ale ok... takie pytanie zawsze można postawić pod
                        adresem każdego niemal kierunku studiów: po co
                        japoniści, po co arabiści, po co koreaniści, po co
                        filologie ukraińskie, suahili, bantu, sanskryt, po co
                        łacina, po co greka, po co muzykologia, po co teoria
                        muzyki (!), po co itp. itd... A odpowiedzi jak widać
                        >


                        he he dzis arabistyka powinna byc ciezko dotowana bo to
                        kierunek przyszlosciowy BTW jak nie bedzie fililogow to
                        kto przetlumaczy kontrakty? czy bedzie tlumaczyl podczas
                        spotkan (punkt uzyteczny) czy tez przetlumaczy literature
                        piekna i bedzie mowil o kulturze? ehhh
                  • Gość: Rybka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 08.05.02, 13:01
                    dixit napisał(a):

                    > To ekonomista, ktory napisze ksiazke da zarobic nie tylko
                    > sobie, ale i innym osobom zwiazanym z procesem
                    > wydawniczym. To ekonomista, który udziela wykladu daje
                    > prace pracownikom centrow konferencyjnych, dystrybutorom
                    > beamerow, i innym niekoniecznie ekonomistom, ktorzy
                    > pracują "uczciwie", aby naliczyc mu podatek, dochody,
                    > honoraria itp...
                    > To ekonomista tworzacy strategie rozwoju daje zarobic
                    > informatykowi i ksiegowemu, bo ci w kazdej firmie musza
                    > byc. Dobry ekonomista wie co i jak mozna sprzedac tez za
                    > granice i na czym Polska moglaby sie wzbogacic...
                    > Ekonomista wytwarza "cos"... dzieki ekonomistom kraj moze
                    > stac sie bogatszy...
                    >
                    > Pozdrawiam serdecznie
                    >

                    To ja nie wiem dokąd nas nasi ekonomiści doprowadzili z tą polską gospodarką?
                    Przecież nie filozofowie zarżnęli gospodrakę w Polsce, tylko ekonomiści.
                    Ekonomista zawsze pisze o czymś innym, o czyichś firmach, o czyichś
                    pieniądzach... Ekonomia to po prostu regulacja finansowa, która bez finansów nie
                    zaistnieje, tak samo jak nie ma sensu praca ciecia, jeśli nikt mu nie zbuduje
                    domu, w którym mógłby cieciować.
                    • Gość: Marios Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów IP: *.Centrostal-sa.PL 08.05.02, 13:35
                      > To ja nie wiem dokąd nas nasi ekonomiści doprowadzili z tą polską gospodarką?
                      > Przecież nie filozofowie zarżnęli gospodrakę w Polsce, tylko ekonomiści.
                      > Ekonomista zawsze pisze o czymś innym, o czyichś firmach, o czyichś
                      > pieniądzach... Ekonomia to po prostu regulacja finansowa, która bez finansów ni
                      > e
                      > zaistnieje, tak samo jak nie ma sensu praca ciecia, jeśli nikt mu nie zbuduje
                      > domu, w którym mógłby cieciować.

                      Czyżbym dobrze wnisokował - absolwencie filozofii?
                      To nie ekonomiści doprowadzili do prawie upadku finansów publicznych. To politycy
                      i ich chętne do brania łapki. AWS pięknie wżarł się w finanse. A AWS - to
                      przecież partia oparta o związkowców, wśród których brakuje ekonomistów... Gdyby
                      ekonomicznie przytrzymać wtedy budżet - to nie byłoby teraz takich problemów. Ale
                      oczywiście odbyłoby się to kosztem wcześniejszych wydatków socjalnych i pensji...
                      Ponadto - dołek cyklu koniunkturalnego też dał znać o sobie.
                      Gdyby wśród polityków było więcej ekonomistów i mniej filozofów - to wierz mi -
                      Polska skorzystała by na tym na 100%. Długoterminowo oczywiście.

                      Marios
                      • Gość: Rybka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 09.05.02, 02:49
                        Gość portalu: Marios napisał(a):

                        > > To ja nie wiem dokąd nas nasi ekonomiści doprowadzili z tą polską gospodar
                        > ką?
                        > > Przecież nie filozofowie zarżnęli gospodrakę w Polsce, tylko ekonomiści.
                        > > Ekonomista zawsze pisze o czymś innym, o czyichś firmach, o czyichś
                        > > pieniądzach... Ekonomia to po prostu regulacja finansowa, która bez finans
                        > ów ni
                        > > e
                        > > zaistnieje, tak samo jak nie ma sensu praca ciecia, jeśli nikt mu nie zbud
                        > uje
                        > > domu, w którym mógłby cieciować.
                        >
                        > Czyżbym dobrze wnisokował - absolwencie filozofii?
                        > To nie ekonomiści doprowadzili do prawie upadku finansów publicznych. To polity
                        > cy i ich chętne do brania łapki. AWS pięknie wżarł się w finanse. A AWS - to
                        > przecież partia oparta o związkowców, wśród których brakuje ekonomistów... Gdyb
                        > y ekonomicznie przytrzymać wtedy budżet - to nie byłoby teraz takich problemów.
                        Ale oczywiście odbyłoby się to kosztem wcześniejszych wydatków socjalnych i
                        pensji.
                        > ..
                        > Ponadto - dołek cyklu koniunkturalnego też dał znać o sobie.
                        > Gdyby wśród polityków było więcej ekonomistów i mniej filozofów - to wierz mi -
                        >
                        > Polska skorzystała by na tym na 100%. Długoterminowo oczywiście.
                        >
                        > Marios


                        Ha ha... niestety nie... bo nie jestem absolwentem filozofii :-)

                        Ej... chyba nie ma tylu filozofów wśród polityków, co ekonomistów? No chyba że
                        mowa o takich domorosłych filozofach, no ale to inna bajka. W AWS są też
                        domorośli ekonomiści, z czym się zgadzam. Choć SLD też ani się nie popisało, ani
                        obecnie się nie popisuje.

                        W ministerstwach gospodarki, finansów itp. też raczej zatrudnia się ekonomistów,
                        nawet jeśli po znajomości...

                        No ale większość z nich uczyła się z takich podręczników jak moja mama - he he...
                        omen nomen ekonomistka - jeden z podręczników który znalazłem nazywał się:
                        Ekonomia polityczna socjalizmu. Takich to mamy starych ekonomistów, a nowych
                        dobrych jakoś nie widać, bo wolą oczywiście posady w firmach zagranicznych i
                        polityką i raczej na zmiany czekają, niż je inicjują.

                        No ale przebić się w politycznych układach jest raczej trudno każdemu, kto jest
                        nowy i naprawdę lepszy.

                        Niektórych filozofów nie lubię, tak jak niektórych ekonomistów też, no ale to
                        kwestia konkretnych pomysłów, a nie kierunku czy działu nauki.

                        Szkoda, że to co złe dociera do Polski najszybciej, a to co dobre zawsze na
                        końcu. Innymi słowy recesja dotarła szybko, ale ożywienie dotrze do nas na szarym
                        końcu, mimo że widać je już i w USA i w Azji i w Europie.
                        To przez te regulacje polityczne i urzędnicze. Fakt, że przydaoby się więcej
                        czystej ekonomii i filozofii pragmatycznej, a nie urzędniczych układów i
                        miernoty.

                        Aha... ekonomiści to raczej taki dość zachowawczy gatunek. Gdyby rządziła
                        wyłącznie ekonomia, to wiele ciekawych rzeczy by nie powstało, bo by się nie
                        opłacało wg kalkulacji, a istnieją wbrew prognozom, bo jak się okazało, któs tam
                        wiedział lepiej i wymyślił coś w garażu.
                        • Gość: Marios Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów IP: *.Centrostal-sa.PL 09.05.02, 08:06
                          Gość portalu: Rybka napisał(a):

                          > Ha ha... niestety nie... bo nie jestem absolwentem filozofii :-)

                          Ale na pewno uniwersytetu...?

                          > Ej... chyba nie ma tylu filozofów wśród polityków, co ekonomistów? No chyba że
                          > mowa o takich domorosłych filozofach, no ale to inna bajka. W AWS są też
                          > domorośli ekonomiści, z czym się zgadzam. Choć SLD też ani się nie popisało, an
                          > i
                          > obecnie się nie popisuje.

                          Na pewno nie. Absolwentów ekonomii jest dużo więcej niż absolwentów filozofii.
                          Chodzi mi bardziej o odsetek polityków wśród poszczególnych grup absolwentów, ale
                          to jest raczej trudne do zmierzenia.
                          Nie chcę opowiadać się za żadną opcją polityczną. AWS dało d... na całej
                          szerokości. Ze strategią Belki nie do końca się zgadzam (jest on typowym
                          Keynesistą), ale jego budżet jest przynajmniej oparty na realnych, nawet
                          zaniżonych założeniach (wzrost PKB w tym roku 1,1% - powinno być więcej, AWS miał
                          w założeniach 5,5% wzrostu PKB w 2001 - było ok. 1%). W takim układzie można
                          sensownie planować pewne sprawy.

                          > W ministerstwach gospodarki, finansów itp. też raczej zatrudnia się ekonomistów
                          > , nawet jeśli po znajomości...

                          Zgadza się, ale jest wiele innych ministerstw, które zgłaszają popyt na budżetowe
                          pieniądze. I oni już częto nie są ekonomistami. A jeżeli premier jest populistą -
                          to i tak sobie dobierze rządzącą po swojemu.

                          > No ale większość z nich uczyła się z takich podręczników jak moja mama - he he.
                          > ..
                          > omen nomen ekonomistka - jeden z podręczników który znalazłem nazywał się:
                          > Ekonomia polityczna socjalizmu. Takich to mamy starych ekonomistów, a nowych
                          > dobrych jakoś nie widać, bo wolą oczywiście posady w firmach zagranicznych i
                          > polityką i raczej na zmiany czekają, niż je inicjują.
                          > No ale przebić się w politycznych układach jest raczej trudno każdemu, kto jest
                          >
                          > nowy i naprawdę lepszy.

                          Właśnie o to chodzi - stołki, układy. Młody tak łatwo nie wejdzie do interesu,
                          chyba, że ma odpowiednie układy i protekcje. System jest chory.
                          Profesorowie wolą zbijać kasę pracując na kilku uczelniach jednocześnie, a młodzi
                          w wypadku wielu barier i niejasności szybciej i chętniej znajdują dobre posady w
                          zagranicznych koncernach, gdzie wprowadzone są jasne i zdrowe zasady ekonomii.

                          > Niektórych filozofów nie lubię, tak jak niektórych ekonomistów też, no ale to
                          > kwestia konkretnych pomysłów, a nie kierunku czy działu nauki.
                          >
                          > Szkoda, że to co złe dociera do Polski najszybciej, a to co dobre zawsze na
                          > końcu. Innymi słowy recesja dotarła szybko, ale ożywienie dotrze do nas na szar
                          > ym
                          > końcu, mimo że widać je już i w USA i w Azji i w Europie.
                          > To przez te regulacje polityczne i urzędnicze. Fakt, że przydaoby się więcej
                          > czystej ekonomii i filozofii pragmatycznej, a nie urzędniczych układów i
                          > miernoty.

                          Biurokracja to przekleństwo. Na szczęście ostatnio politycy robią coś w związku z
                          tym, choć nie wiem z jakim to będzie skutkiem. Faktem jest, że w USA, czy w
                          Australii wystarczy jeden dzień na założenie firmy i wypełnienie 1 czy 2
                          wniosków, a u nas potrzeba na to ok. miesiąca (bez układów), wypełniania kilku
                          wniosków i do tego wniesiania dobijających niektóre osoby opłat.
                          Liczę, że coś się poprawi np. w tej sprawie, bo ciężko już zrobić tak, aby było
                          jeszcze gorzej.
                          Po przyjrzeniu się wskaźinkom wzrostu PKB w Europie w latach 90-tych można
                          zauważyć, iż trochę podgoniliśmy Europę w tym czasie (chodzi mi o udział PKB na
                          mieszkańca w porównaniu do średniej unijnej, wartościowo odskoczyli nam trochę.
                          Ale to normalne - z bazy 20tys.$/mieszk. łatwiej jest osiągnąć wzrost PKB
                          wartości 400$, niż z bazy 4tys.$/mieszk.)

                          > Aha... ekonomiści to raczej taki dość zachowawczy gatunek. Gdyby rządziła
                          > wyłącznie ekonomia, to wiele ciekawych rzeczy by nie powstało, bo by się nie
                          > opłacało wg kalkulacji, a istnieją wbrew prognozom, bo jak się okazało, któs ta
                          > m wiedział lepiej i wymyślił coś w garażu.

                          W dużej mierze się zgadzam. Kreatywność nie jest domeną ekonomistów.
                          Pewien odłam - marketingowcy - wymagają zwiększonej kreatywności. I dobrzy
                          marketingowcy są w stanie wiele wymyślić.
                          Ale po co kreatywność np. księgowemu (choć też można i to ładnie manipulować
                          wielkością zysku).
                          A wiadomo - ekonomista jeśli chodzi o prace garażowe jest jak Polak z kawału z
                          diabłem.
                          "Diabeł dał Polakowi, Niemcowi i Rosjaninowi 2 kuleczki metalowe i powiedział, że
                          wypuści ich z piekła jeśli coś sensownego z tym zrobią.
                          Na następny dzień Rosjanin postawił jedną kuleczkę na drugą - wyszedł, Niemiec
                          zaczął nimi żonglować - wyszedł.
                          A Polak - jedną zgubił, drugą zepsuł..."
                          Cóż - ekonomista do robót ręcznych ma 2 lewe ręce i lepiej niech się za nie nie
                          zabiera :)

                • Gość: Marios Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 07.05.02, 23:53
                  Niesamowitych mądrości się dowiaduję...

                  Cóż - przyznam - jestem ekonomistą - czy czuję się pasożytem - NIE!!!! A teraz
                  szczegóły.

                  > > > Kolega Rybka pisze że ekonomiści zawsze znajdą sobie pracę.. No cóż..
                  > .. ju
                  > > ż nie
                  > > >
                  > > > jest tak różowo - większość znajomych co ostatnio skończyła ekonomię
                  > lub
                  > > > zarządzanie jest bezrobotna!!!

                  To się zgadza - za dużo ekonomistów opuściło ostatnio polskie uczelnie, co jest
                  zasługą - tych pięknych prywatnych podmiotów - gdzie za studia się płaci...

                  > > Tak naprawdę to właśnie ekonomia jest kierunkiem niedochodowym, ponieważ
                  > > ekonomiści nie wypracowują żadnego dochodu poza swoim własnym. W Polsce ws
                  > zyscy
                  > > chcieliby być ekonomistami i zarządzać, a problem w tym, że nie ma produkc
                  > ji,
                  > > którą można by zarządzać i która tworzyłaby nowe miejsca pracy. To nie eko
                  > nomia
                  > > te miejca pracy tworzy.

                  A gdyby wszyscy chcieli być informatykami, albo filozofami? ciekawe jak wtedy by
                  wyglądała Polska.... Informatycy - masowa emigracja do Stanów - bo poza pisaniem
                  programów nie znają się na zarządzaniu. Filozofia - aż strach pomyśleć.... A
                  ekonomia - spójrzcie na Hongkong - bogaty, co? A ilu ekonomistów...

                  > > To filozof, który pisze książki daje zarobić nie tylko sobie, ale i innym
                  > osobo
                  > > m
                  > > związanym z procesem wydawniczym.
                  > > To muzyk, który pisze muzykę daje pracę wykonawcom, reżyserom dźwięku,
                  > > ekonomistom, którzy pracują "uczciwie", aby naliczyć mu podatek, dochody,
                  > tanti
                  > > em
                  > > itp...
                  > > To informatyk, który tworzy oprogramowanie daje zarobić ekonomiście, bo ks
                  > ięgow
                  > > y
                  > > buchalter w firmie musi być. Ale ekonomista nie produkuje niczego, co możn
                  > a
                  > > sprzedać za granicę i na czym Polska mogłaby się wzbogacić...
                  > > Ekonomista nie wytwarza niczego... dzięki ekonomistom kraj nie staje się
                  > > bogatszy...

                  Kolo - gdyby ekonomista nie stworzył tym ludziom możliwości sprzedaży to mogliby
                  sobie to oprogramowanie, albo książki w dupę włożyć.

                  > > To naszych oceanografów, archeologów, muzykologów, naukowców, fizyków, ast
                  > ronom
                  > > ów
                  > > itp. zaprasza się na konferencje, aby wysłuchać ich pomysłów czy doświadcz
                  > eń
                  > > naukowych, a nie ekonomistów. Polscy ekonomiści niczego nie wymyślili, poz
                  > a
                  > > kuriozalnymi przykładami prowadzącymi do milionowych strat w gospodarce i
                  > > utrudniania życia przedsiębiorcom...

                  A znasz trochę historii politycznej? Jeśli nie to przeczytaj w skrócie.
                  W Polsce przed rokiem 1989 istniała całkiem inna ekonomia niż w świecie
                  zachodnim, natomiast oceanografia i geografia opierały się na tych samych
                  zasadach. Więc nie dziw się, że jak na razie polskich ekonomistów nie zaprasza
                  się w takiej masie na konferencje, bo Polacy jako naród dopiero uczą się
                  ekonomii...
                  A o stratach to mi nie pier... - spójrz na wskaźniki ekonomiczne z lat 90-tych -
                  wzrost PKB był najlepszy w całej Europie Środkowowschodniej. Inflacja została
                  zbita do poziomu niższego niż jest obecnie w Holandii. Stopy procentowe są
                  skutecznie obniżane, nie powodując impulsów inflacyjnych. Bezrobocie jest
                  b.wysokie, ale to naturalne przy hucznej restrukturyzacji polskiej gospodarki (w
                  Hiszpani utrzymywało się przez b.długi czas na poziomie ponad 20%). A kryzys -
                  nie mart się (bo osiwiejesz) - w gospodarce wolnorynkowej istnieje coś takiego
                  jak cykle koniunkturalne - za 2-3 lata powróci boom.

                  > W gruncie rzeczy ekonomista to pasożyt, który żeruje na ciele gospodarki. To ta
                  > ki
                  > dobry pasożyt (symbiont?), który zżera jakieś niedobre glony i bakterie, regulu
                  > je
                  > przepływ energii życiowej, ale bez nosiciela, ekonomista staje się
                  bezużyteczny.

                  tak jak nosiciel bez ekonomisty... Informatyk - kim on jest - specjalista, itp. -
                  zwykły robotnik - tyle, że pracujący umysłem - zarabia dużo bo jest ich za mało.
                  Ale to się zmieni... Bez ekonomistów byłby nikim bo firmy bez naciskania na
                  maksymalizację wartości dodanej - bankrutowałyby. A tak to tworzą popyt na coraz
                  to nowe usługi - w tym informatyczne.

                  > O ile mogę sobie wyobrazić filozofa, który wydaje książkę, albo stolarza, który
                  >
                  > tworzy rzeźby w drewnie i sprzedaje je utrzymując się z tego albo rolnika, któr
                  > y
                  > uprawia rośliny i potem je sprzedaje z zyskiem, o tyle jakoś nie widzę
                  > ekonomisty, który mógłby egzystować bez kogoś, bez firmy, bez zakładów, bez
                  > układów, który mógłby produkować swoją ekonomię dla siebie i później ją
                  > sprzedawać z zyskiem...

                  Cóż - wg mnie masz bardzo ograniczoną wyobraźnię.
                  Czy rzeźbiarz sprzedałby te swoje paskudztwa - gdyby nie były wytworzone na nie
                  pieniądze, które ktoś gotów jest wydać na to?
                  A stolarz? Ile wart byłby jego stół, gdyby było więcej stolarzy?

                  P.S. Kim wg Ciebie jest Bill Gates lub Michael Dell? Informatykiem czy ekonomistą?
                • Gość: Gieniu Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.02, 13:11
                  Zgadzam sie!!! oczywiscie masz racje. To jest taki matrix ekonomiczny!!!
                  co za celne uwagi plyna z klawiatury kolegi.
                  Teraz powaznie: masz zakaz ogladania filmu matrix przez najblizszy rok
                  pozdrawiam
      • Gość: Marios Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 08.05.02, 00:17
        > Przecież oni i tak znajdą sobie dobrze płatną pracę albo zaczepią się w jakiejś
        > organizacji, która im znajdzie dojścia...

        Takie czasy się już dawno skończyły. Wiesz co proponują firmy ekonomistom, którzy
        skończą b.dobrą uczelnię? Telemarketing, lub ew. Vebso.pl (czyli Amway - wydanie
        internetowe), ew. pracę przedstawiciela handlowego - często akwizytora...
        Genialnie... - prawda?

        > Mogliby brać sobie pożyczkę z banku a potem spłacać z pensji...

        no pewnie! bez problemu - każdy ekonomista dostaje przecież na wstępie 5-10tys.
        Koleś - obudź się!!!

        > Dzięki temu można by podwyższyć poziom nauczania na kierunkach tzw.
        > niedochodowych, po których zawsze są problemy z pracą, a które tak czy owak
        > istnieją na uniwersytetach na całym świecie i są dotowane przez państwo... np.
        > filozofia... ;-)

        No dobra to teraz kilka gorących słów o tych kierunkach tzw. niedochodowych z
        nutą mojego subiektywnego podejścia.
        Proponuję przerobić po kolei - kierunki:

        1. Ekonomia - połowa studnetów - uczelnie prywatne. AE w Poznaniu - ok. 80%
        studentów I roku płaci za studia na tej "państwowej uczelni". Powiedzmy, że za
        studia płaci jakieś 70-80% wszystkich studentów ekonomii.
        20-30% nie płaci więc za studia. Koszty ponoszone przez państwo - na jednego
        studenta - brak labolatoriów (ew. komputerowe), poza tym zajęcia: wykłady (po 200
        osób), ćwiczenia (po 30 osób) i lekotraty języków obcych (po 15 osób). Czyli
        koszty relatywnie niewielkie.

        2. Informatyka na Politechnice - jak na razie niewiele jest uczelni prywatnych.
        Powiedzmy, ze ok. 50% studentów płaci za studia na uczelniach państwowych.
        50% nie płaci. Koszty państwa na jednego studenta są dużo wyższe. Dochodzą
        labolatoria, wypasiony sprzęt i systemy komputerowe, itp. Ale informatyka jest
        potrzebna...

        3. Filozofia - nie spotkałem uczelnii prywatnych... Ciekawe dlaczego? hmm....
        Niewiele osób studiuje zaocznie.
        60-70% nie płaci. ale koszty są niewielkie - podobnie jak w przypadku
        ekonomistów, a nawet jeszcze mniejsze, bo przecież komputery filozofów mogą
        pogryźć.

        4. AM - nie znam żadnej prywatnej. Studiów zaocznych nie ma. Jedynie jakieś
        strzępy wieczorowych i część studiuje jako wolni słuchacze. Jednak parycypują
        tylko w części kosztów.
        80-90% nie płaci. koszty są olbrzymie. Labolatoria, staże, itp. Ale medycyna jest
        potrzebna

        5. ASP - to dla mnie całkowita abstrakcja. Uczelni prywatnych - nie ma.
        90-100% płaci za studia. Studenci przeważnie są zakręceni na maksa. Koszty
        kształcenia - olbrzymie - bywa, że zdarza się JEDNA OSOBA NA ROKU, bywa, że na
        ROKU NIE MA ŻADNEJ OSOBY!!!
        I jaki produkt dają? Malowidła, rzępolenie, itp. Całkiem nieprzydatne sprawy przy
        wzroście gospodarczym - tym co tworzy pieniądze. Te sprawy są luksusowe. To
        dlatego malowidła wielkich malarzy są sprzedawane za olbrzymie pieniądze, że
        nastąpił wcześniej rozwój gospodarczy, który nie byłby możliwy bez ekonomistów...

        Życzę przyjemnych refleksji...

        Marios
        • Gość: Rybka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 08.05.02, 13:29
          Gość portalu: Marios napisał(a):

          > > Przecież oni i tak znajdą sobie dobrze płatną pracę albo zaczepią się w ja
          > kiejś
          > > organizacji, która im znajdzie dojścia...
          >
          > Takie czasy się już dawno skończyły. Wiesz co proponują firmy ekonomistom, któr
          > zy
          > skończą b.dobrą uczelnię? Telemarketing, lub ew. Vebso.pl (czyli Amway - wydani
          > e > internetowe), ew. pracę przedstawiciela handlowego - często akwizytora...
          > Genialnie... - prawda?
          >
          > > Mogliby brać sobie pożyczkę z banku a potem spłacać z pensji...
          >
          > no pewnie! bez problemu - każdy ekonomista dostaje przecież na wstępie 5-10tys.
          >
          > Koleś - obudź się!!!
          >
          > > Dzięki temu można by podwyższyć poziom nauczania na kierunkach tzw.
          > > niedochodowych, po których zawsze są problemy z pracą, a które tak czy owa
          > k
          > > istnieją na uniwersytetach na całym świecie i są dotowane przez państwo...
          > np.
          > > filozofia... ;-)
          >
          > No dobra to teraz kilka gorących słów o tych kierunkach tzw. niedochodowych z
          > nutą mojego subiektywnego podejścia.
          > Proponuję przerobić po kolei - kierunki:
          >
          > 1. Ekonomia - połowa studnetów - uczelnie prywatne. AE w Poznaniu - ok. 80%
          > studentów I roku płaci za studia na tej "państwowej uczelni". Powiedzmy, że za
          > studia płaci jakieś 70-80% wszystkich studentów ekonomii.
          > 20-30% nie płaci więc za studia. Koszty ponoszone przez państwo - na jednego
          > studenta - brak labolatoriów (ew. komputerowe), poza tym zajęcia: wykłady (po 2
          > 00
          > osób), ćwiczenia (po 30 osób) i lekotraty języków obcych (po 15 osób). Czyli
          > koszty relatywnie niewielkie.
          >
          > 2. Informatyka na Politechnice - jak na razie niewiele jest uczelni prywatnych.
          >
          > Powiedzmy, ze ok. 50% studentów płaci za studia na uczelniach państwowych.
          > 50% nie płaci. Koszty państwa na jednego studenta są dużo wyższe. Dochodzą
          > labolatoria, wypasiony sprzęt i systemy komputerowe, itp. Ale informatyka jest
          > potrzebna...
          >
          > 3. Filozofia - nie spotkałem uczelnii prywatnych... Ciekawe dlaczego? hmm....
          > Niewiele osób studiuje zaocznie.
          > 60-70% nie płaci. ale koszty są niewielkie - podobnie jak w przypadku
          > ekonomistów, a nawet jeszcze mniejsze, bo przecież komputery filozofów mogą
          > pogryźć.
          >
          > 4. AM - nie znam żadnej prywatnej. Studiów zaocznych nie ma. Jedynie jakieś
          > strzępy wieczorowych i część studiuje jako wolni słuchacze. Jednak parycypują
          > tylko w części kosztów.
          > 80-90% nie płaci. koszty są olbrzymie. Labolatoria, staże, itp. Ale medycyna je
          > st otrzebna
          >
          > 5. ASP - to dla mnie całkowita abstrakcja. Uczelni prywatnych - nie ma.
          > 90-100% płaci za studia. Studenci przeważnie są zakręceni na maksa. Koszty
          > kształcenia - olbrzymie - bywa, że zdarza się JEDNA OSOBA NA ROKU, bywa, że na
          > ROKU NIE MA ŻADNEJ OSOBY!!!
          > I jaki produkt dają? Malowidła, rzępolenie, itp. Całkiem nieprzydatne sprawy pr
          > zy
          > wzroście gospodarczym - tym co tworzy pieniądze. Te sprawy są luksusowe. To
          > dlatego malowidła wielkich malarzy są sprzedawane za olbrzymie pieniądze, że
          > nastąpił wcześniej rozwój gospodarczy, który nie byłby możliwy bez ekonomistów.
          > ..
          >
          > Życzę przyjemnych refleksji...
          >
          > Marios


          Refleksje, refleksyjki.. hmm... ha ha... brawo święte oburzenie, ale ekonomiści
          pojawili się właśnie już jako kontrrefleksja na temat wątku o filozofach. Miło,
          że są jednak czasem ludzie, którzy myślą mózgiem, a nie kalkami z gazet.

          Chodzi o to, że w normalnym kraju istnieje jakieś zrożnicowanie i nie ma czegoś
          takiego jak sami filozofowie, albo sami ekonomiści, albo sami informatycy.
          Nota bene pieniądze pojawiły się również tysiące lat przed ekonomistami i
          stolarze jakoś swoje produkty sprzedawali bez pomocy ekonomistów. To po prostu
          inny model. Ale wystarczy wyobraźnia, aby inny model społeczny sobie wyobrazić.

          Co do studiów to chciałbym powiedzieć, że są jeszcze akademie muzyczne: tam też
          często jest 1 osoba na roku np. teoria muzki, dyrygentura, instrumentalistyka -
          po co nam to, prawda?

          Mam dużą wyobraźnie, ale czy to ekonomiści tworzą wzrost gospodarczy? Chyba
          raczej przedsiębiorcy, producenci, a ekonomia najlepiej jakby się w to wszystko
          nie wtrącała, minimum ingerencji w przedsiębiorczość, maksimum płynności,
          klarowności i prostoty w przepisach i regulacjach, mniejsze obciążenia
          pozapłacowe dla firm, a ludzie sobie poradzą. I wszyscy na tym dobrze wyjdą.

          Aha... co do obecnej sytuacji świeżo upieczonych ekonomistów to wiem jak jest...
          Chyba wszyscy 'jadziemy' na tym samym bózku...
          A za 5 lat spora część tych prywatnych uczelni ekonomicznych po prostu splajtuje,
          bo już jest za dużo absolwentów tylko jednego kierunku. Wszyscy chcą rządzić, ale
          nie ma czym...

          • Gość: Marios Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.Centrostal-sa.PL 08.05.02, 13:52
            Gość portalu: Rybka napisał(a):

            > Gość portalu: Marios napisał(a):
            >
            > > > Przecież oni i tak znajdą sobie dobrze płatną pracę albo zaczepią się
            > w ja
            > > kiejś
            > > > organizacji, która im znajdzie dojścia...
            > >
            > > Takie czasy się już dawno skończyły. Wiesz co proponują firmy ekonomistom,
            > któr
            > > zy
            > > skończą b.dobrą uczelnię? Telemarketing, lub ew. Vebso.pl (czyli Amway - w
            > ydani
            > > e > internetowe), ew. pracę przedstawiciela handlowego - często akwizyt
            > ora...
            > > Genialnie... - prawda?
            > >
            > > > Mogliby brać sobie pożyczkę z banku a potem spłacać z pensji...
            > >
            > > no pewnie! bez problemu - każdy ekonomista dostaje przecież na wstępie 5-1
            > 0tys.
            > >
            > > Koleś - obudź się!!!
            > >
            > > > Dzięki temu można by podwyższyć poziom nauczania na kierunkach tzw.
            > > > niedochodowych, po których zawsze są problemy z pracą, a które tak cz
            > y owa
            > > k
            > > > istnieją na uniwersytetach na całym świecie i są dotowane przez państ
            > wo...
            > > np.
            > > > filozofia... ;-)
            > >
            > > No dobra to teraz kilka gorących słów o tych kierunkach tzw. niedochodowyc
            > h z
            > > nutą mojego subiektywnego podejścia.
            > > Proponuję przerobić po kolei - kierunki:
            > >
            > > 1. Ekonomia - połowa studnetów - uczelnie prywatne. AE w Poznaniu - ok. 80
            > %
            > > studentów I roku płaci za studia na tej "państwowej uczelni". Powiedzmy, ż
            > e za
            > > studia płaci jakieś 70-80% wszystkich studentów ekonomii.
            > > 20-30% nie płaci więc za studia. Koszty ponoszone przez państwo - na jedne
            > go
            > > studenta - brak labolatoriów (ew. komputerowe), poza tym zajęcia: wykłady
            > (po 2
            > > 00
            > > osób), ćwiczenia (po 30 osób) i lekotraty języków obcych (po 15 osób). Czy
            > li
            > > koszty relatywnie niewielkie.
            > >
            > > 2. Informatyka na Politechnice - jak na razie niewiele jest uczelni prywat
            > nych.
            > >
            > > Powiedzmy, ze ok. 50% studentów płaci za studia na uczelniach państwowych.
            > > 50% nie płaci. Koszty państwa na jednego studenta są dużo wyższe. Dochodzą
            >
            > > labolatoria, wypasiony sprzęt i systemy komputerowe, itp. Ale informatyka
            > jest
            > > potrzebna...
            > >
            > > 3. Filozofia - nie spotkałem uczelnii prywatnych... Ciekawe dlaczego? hmm.
            > ...
            > > Niewiele osób studiuje zaocznie.
            > > 60-70% nie płaci. ale koszty są niewielkie - podobnie jak w przypadku
            > > ekonomistów, a nawet jeszcze mniejsze, bo przecież komputery filozofów mog
            > ą
            > > pogryźć.
            > >
            > > 4. AM - nie znam żadnej prywatnej. Studiów zaocznych nie ma. Jedynie jakie
            > ś
            > > strzępy wieczorowych i część studiuje jako wolni słuchacze. Jednak parycyp
            > ują
            > > tylko w części kosztów.
            > > 80-90% nie płaci. koszty są olbrzymie. Labolatoria, staże, itp. Ale medycy
            > na je
            > > st otrzebna
            > >
            > > 5. ASP - to dla mnie całkowita abstrakcja. Uczelni prywatnych - nie ma.
            > > 90-100% płaci za studia. Studenci przeważnie są zakręceni na maksa. Koszty
            >
            > > kształcenia - olbrzymie - bywa, że zdarza się JEDNA OSOBA NA ROKU, bywa, ż
            > e na
            > > ROKU NIE MA ŻADNEJ OSOBY!!!
            > > I jaki produkt dają? Malowidła, rzępolenie, itp. Całkiem nieprzydatne spra
            > wy pr
            > > zy
            > > wzroście gospodarczym - tym co tworzy pieniądze. Te sprawy są luksusowe. T
            > o
            > > dlatego malowidła wielkich malarzy są sprzedawane za olbrzymie pieniądze,
            > że
            > > nastąpił wcześniej rozwój gospodarczy, który nie byłby możliwy bez ekonomi
            > stów.
            > > ..
            > >
            > > Życzę przyjemnych refleksji...
            > >
            > > Marios
            >
            >
            > Refleksje, refleksyjki.. hmm... ha ha... brawo święte oburzenie, ale ekonomiśc
            > i
            > pojawili się właśnie już jako kontrrefleksja na temat wątku o filozofach. Miło,
            >
            > że są jednak czasem ludzie, którzy myślą mózgiem, a nie kalkami z gazet.
            >
            > Chodzi o to, że w normalnym kraju istnieje jakieś zrożnicowanie i nie ma czegoś
            >
            > takiego jak sami filozofowie, albo sami ekonomiści, albo sami informatycy.
            > Nota bene pieniądze pojawiły się również tysiące lat przed ekonomistami i
            > stolarze jakoś swoje produkty sprzedawali bez pomocy ekonomistów. To po prostu
            > inny model. Ale wystarczy wyobraźnia, aby inny model społeczny sobie wyobrazić.

            Można - ale trudno to zrobić. Dzieląc zatrudnienie na 3 sektory gospodarki:
            rolnictwo, produkcja, usługi.
            W Polsce za dużo jest przede wszystkim sektora rolnego - i tam ciężko o wartość
            dodaną.
            Rolnictwo - ok. 25% zatrudnionych i tylko ok. 5% wytworzonego PKB... malutko. Nie
            oszukujmy się - w rolnictwie jest wysokie ukryte bezrobocie.
            Przemysł - nie pamiętam dokładnych liczb, ale na tle wyżej rozwiniętych krajów,
            jest jego zdecydowanie za dużo. Cóż - maszynki są coraz lepsze. BDF-Lechia
            otworzył nową fabrykę - ile nowych osób zatrudnił? odp. 2 - to są właśnie maszyny.
            Usługi - szeroko pojęte - zalicza się do nich i ekonomię i filozofię i artystów -
            wciąż jest ich w Polsce za mało...

            > Co do studiów to chciałbym powiedzieć, że są jeszcze akademie muzyczne: tam też
            >
            > często jest 1 osoba na roku np. teoria muzki, dyrygentura, instrumentalistyka -
            >
            > po co nam to, prawda?



            > Mam dużą wyobraźnie, ale czy to ekonomiści tworzą wzrost gospodarczy? Chyba
            > raczej przedsiębiorcy, producenci, a ekonomia najlepiej jakby się w to wszystko
            > nie wtrącała, minimum ingerencji w przedsiębiorczość, maksimum płynności,
            > klarowności i prostoty w przepisach i regulacjach, mniejsze obciążenia
            > pozapłacowe dla firm, a ludzie sobie poradzą. I wszyscy na tym dobrze wyjdą.

            Ekonomia nie jest tak wąską dziedziną jak np. filozofia. Np. Finansista znacznie
            różni się od Kadrowca.
            Ekonomia ogólnie - pozwala na myślenie o maksymalizacji korzyści - minimalizacji
            kosztów, maksymalizacji zysków, minimalizacji ryzyka. Czyż nie jest to potrzebne?

            >
            > Aha... co do obecnej sytuacji świeżo upieczonych ekonomistów to wiem jak jest..
            > .
            > Chyba wszyscy 'jadziemy' na tym samym bózku...
            > A za 5 lat spora część tych prywatnych uczelni ekonomicznych po prostu splajtuj
            > e,
            > bo już jest za dużo absolwentów tylko jednego kierunku. Wszyscy chcą rządzić, a
            > le
            > nie ma czym...

            Zdecydowanie. Przykre to ale prawdziwe.
            Np. UAM w Poznaniu wypuszcza 120 dziennych psychologów co roku - oni też nie mogą
            tak łatwo znaleźć pracy. I idą do Oriflame, Vebso.pl, itp... Przykre, co? Ale
            będzie lepiej.

            Marios
            • dixit Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... 08.05.02, 23:51
              Jeszcze mala uwaga dotyczaca rzekomej wplywu "dochodowosci" kierunku na zasadnosc
              oplaty lub jej braku za studia. W rownowadze (tej nie bedacej patologiczna)
              wszystkie kierunki sa z zalozenia dochodowe, a to, ze absolwentow filozofii,
              archeologii, czy teatrologii powinno subsydiowac panstwo, wynika z roli tego
              ostatniego jako podmiotu finansujacego podaz dobr publicznych (do jakich nalezy
              szeroko rozumiana kultura). Instytucje typu MEN sa wlasnie od tego, zeby
              regulowac strukture szkolnictwa wyzszego tak, aby rocznie nie trafialo na rynek
              kilkudziesieciu archeologow pozostajacych potem bez pracy. W sytuacji, gdy
              struktura oswiaty zacznie odpowiadac strukturze rynku pracy (wlaczajac wszelkiego
              rodzaju providerow dobr publicznych typu filozofia) wszystkie kierunki stana
              sie "dochodowe" i dyskusja sprowadzi sie do finansowania studiow wyzszych
              niezaleznie od kierunku. OK, jest to stek truizmow, ale w gruncie rzeczy wszystko
              do tego sie sprowadza. Na zakonczenie polecam lekture wiersza "wszyscy dla
              wszystkich" - moze ostudzi ona dyskusje n/t pasozytnictwa poszczegolnych grup ;-)
              • Gość: Rybka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 09.05.02, 03:05
                dixit napisał(a):

                > Jeszcze mala uwaga dotyczaca rzekomej wplywu "dochodowosci" kierunku na zasadno
                > sc
                > oplaty lub jej braku za studia. W rownowadze (tej nie bedacej patologiczna)
                > wszystkie kierunki sa z zalozenia dochodowe, a to, ze absolwentow filozofii,
                > archeologii, czy teatrologii powinno subsydiowac panstwo, wynika z roli tego
                > ostatniego jako podmiotu finansujacego podaz dobr publicznych (do jakich nalezy
                >
                > szeroko rozumiana kultura). Instytucje typu MEN sa wlasnie od tego, zeby
                > regulowac strukture szkolnictwa wyzszego tak, aby rocznie nie trafialo na rynek
                >
                > kilkudziesieciu archeologow pozostajacych potem bez pracy. W sytuacji, gdy
                > struktura oswiaty zacznie odpowiadac strukturze rynku pracy (wlaczajac wszelkie
                > go
                > rodzaju providerow dobr publicznych typu filozofia) wszystkie kierunki stana
                > sie "dochodowe" i dyskusja sprowadzi sie do finansowania studiow wyzszych
                > niezaleznie od kierunku. OK, jest to stek truizmow, ale w gruncie rzeczy wszyst
                > ko
                > do tego sie sprowadza. Na zakonczenie polecam lekture wiersza "wszyscy dla
                > wszystkich" - moze ostudzi ona dyskusje n/t pasozytnictwa poszczegolnych grup ;
                > -)

                Jasne...to wszystko racja, no bo po co 100 archeologów albo specjalistów od
                sanskrytu.
                Moja impresja kiedyś była taka, że oto otworzono setki szkół wyższych prywatnych,
                ludzi poszli się uczyć marketingu i innych rzeczy i wszyscy myśleli, że jakoś to
                będzie. A tymczasem we Wrocławiu co roku wypada na rynek ponad setka dziennikarzy
                z kilku uczelni mających ten kierunek. Albo marketingowców z Łowicza, Płocka albo
                Koszalina. Dobrze, że ludzie mają wiedzę, ale firm nie przybywa. Szkoda, że np.
                nie powstają techniczne uczelnie prywatne. One jednak z zasady wymagają
                długofalowego planowania, inwestycji i współpracy z przemysłem, więc chyba
                politechniki na razie wystarczą, skoro wszyscy wolą finanse i bankowość, albo
                marketing i zarządzanie...
                Ale wszyscy mówią, że w Unii będzie lepiej, więc skoro tak to mamy nadzieję, że
                do niej jakoś doczłapiemy za te 2 lata...
                • Gość: Marios Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.Centrostal-sa.PL 09.05.02, 08:17
                  Gość portalu: Rybka napisał(a):

                  > dixit napisał(a):
                  >
                  > > Jeszcze mala uwaga dotyczaca rzekomej wplywu "dochodowosci" kierunku na za
                  > sadno
                  > > sc
                  > > oplaty lub jej braku za studia. W rownowadze (tej nie bedacej patologiczna
                  > )
                  > > wszystkie kierunki sa z zalozenia dochodowe, a to, ze absolwentow filozofi
                  > i,
                  > > archeologii, czy teatrologii powinno subsydiowac panstwo, wynika z roli te
                  > go
                  > > ostatniego jako podmiotu finansujacego podaz dobr publicznych (do jakich n
                  > alezy
                  > >
                  > > szeroko rozumiana kultura). Instytucje typu MEN sa wlasnie od tego, zeby
                  > > regulowac strukture szkolnictwa wyzszego tak, aby rocznie nie trafialo na
                  > rynek
                  > >
                  > > kilkudziesieciu archeologow pozostajacych potem bez pracy. W sytuacji, gd
                  > y
                  > > struktura oswiaty zacznie odpowiadac strukturze rynku pracy (wlaczajac wsz
                  > elkie
                  > > go
                  > > rodzaju providerow dobr publicznych typu filozofia) wszystkie kierunki sta
                  > na
                  > > sie "dochodowe" i dyskusja sprowadzi sie do finansowania studiow wyzszych
                  > > niezaleznie od kierunku. OK, jest to stek truizmow, ale w gruncie rzeczy w
                  > szyst
                  > > ko
                  > > do tego sie sprowadza. Na zakonczenie polecam lekture wiersza "wszyscy dla
                  >
                  > > wszystkich" - moze ostudzi ona dyskusje n/t pasozytnictwa poszczegolnych g
                  > rup ;
                  > > -)
                  >
                  > Jasne...to wszystko racja, no bo po co 100 archeologów albo specjalistów od
                  > sanskrytu.
                  > Moja impresja kiedyś była taka, że oto otworzono setki szkół wyższych prywatnyc
                  > h,
                  > ludzi poszli się uczyć marketingu i innych rzeczy i wszyscy myśleli, że jakoś t
                  > o
                  > będzie. A tymczasem we Wrocławiu co roku wypada na rynek ponad setka dziennikar
                  > zy
                  > z kilku uczelni mających ten kierunek. Albo marketingowców z Łowicza, Płocka al
                  > bo
                  > Koszalina. Dobrze, że ludzie mają wiedzę, ale firm nie przybywa. Szkoda, że np.
                  >
                  > nie powstają techniczne uczelnie prywatne. One jednak z zasady wymagają
                  > długofalowego planowania, inwestycji i współpracy z przemysłem, więc chyba
                  > politechniki na razie wystarczą, skoro wszyscy wolą finanse i bankowość, albo
                  > marketing i zarządzanie...
                  > Ale wszyscy mówią, że w Unii będzie lepiej, więc skoro tak to mamy nadzieję, że
                  >
                  > do niej jakoś doczłapiemy za te 2 lata...

                  Zgadza się. Ale czy wszędzie taka regulacja jest potrzebna? Mamy w końcu
                  gospodarkę rynkową.
                  Uczelnie ekonomiczne powstawały jak grzyby po deszczu, bo kształcenie na nich
                  jest stosunkowo tanie, a niezaspokojony popyt był olbrzymi.
                  Jednak teraz nastąpiło twarde zderzenie z rzeczywistością. Lepszy ekonomista
                  prędzej czy później i tak znajdzie dobrą pracę. A gorszy - cóż - zawsze można
                  zmienić profesję.
                  Tylko czasami to jest trochę przykre, jak o jedno stanowisko ubiega się od
                  kilkudziesięciu do kilkuset osób... Ciężko w takiej sytuacji się przebić.
                  Kiedyś ekonomia była raczej kiepsko płatną i tym samym pożądaną dziedziną (lata
                  70-,80-te - lepsza była wtedy posada w sklepie mięsnym niż w banku), później
                  nastąpił boom (przełom + kilka lat), a teraz - zapotrzebowanie jest spore, ale
                  podaż przygniata je bardzo mocno...
                  Wiele wyższych ekonomicznych szkół prywatnych padnie jak kawki. Część jednak
                  utrzyma się na rynku i będzie skutecznie rywalizowała z najlepszymi uczelniami
                  państwowymi, które są cholernie sztywne i ospałe...

                  Marios
            • Gość: Rybka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 09.05.02, 02:59
              > Można - ale trudno to zrobić. Dzieląc zatrudnienie na 3 sektory gospodarki:
              > rolnictwo, produkcja, usługi.
              > W Polsce za dużo jest przede wszystkim sektora rolnego - i tam ciężko o wartość
              > dodaną.
              > Rolnictwo - ok. 25% zatrudnionych i tylko ok. 5% wytworzonego PKB... malutko. N
              > ie
              > oszukujmy się - w rolnictwie jest wysokie ukryte bezrobocie.
              > Przemysł - nie pamiętam dokładnych liczb, ale na tle wyżej rozwiniętych krajów,
              > jest jego zdecydowanie za dużo. Cóż - maszynki są coraz lepsze. BDF-Lechia
              > otworzył nową fabrykę - ile nowych osób zatrudnił? odp. 2 - to są właśnie maszy
              > ny.
              > Usługi - szeroko pojęte - zalicza się do nich i ekonomię i filozofię i artystów
              > wciąż jest ich w Polsce za mało...
              >
              > > Co do studiów to chciałbym powiedzieć, że są jeszcze akademie muzyczne: ta
              > m też
              > >
              > > często jest 1 osoba na roku np. teoria muzki, dyrygentura, instrumentalist
              > yka - po co nam to, prawda?
              > > Mam dużą wyobraźnie, ale czy to ekonomiści tworzą wzrost gospodarczy? Chyb
              > a raczej przedsiębiorcy, producenci, a ekonomia najlepiej jakby się w to wsz
              > ystko
              > > nie wtrącała, minimum ingerencji w przedsiębiorczość, maksimum płynności,
              > > klarowności i prostoty w przepisach i regulacjach, mniejsze obciążenia
              > > pozapłacowe dla firm, a ludzie sobie poradzą. I wszyscy na tym dobrze wyjd
              > ą.
              >
              > Ekonomia nie jest tak wąską dziedziną jak np. filozofia. Np. Finansista znaczni
              > e
              > różni się od Kadrowca.
              > Ekonomia ogólnie - pozwala na myślenie o maksymalizacji korzyści - minimalizacj
              > i
              > kosztów, maksymalizacji zysków, minimalizacji ryzyka. Czyż nie jest to potrzebn
              > e?
              >
              > >
              > > Aha... co do obecnej sytuacji świeżo upieczonych ekonomistów to wiem jak j
              > est..
              > > .
              > > Chyba wszyscy 'jadziemy' na tym samym bózku...
              > > A za 5 lat spora część tych prywatnych uczelni ekonomicznych po prostu spl
              > ajtuj
              > > e,
              > > bo już jest za dużo absolwentów tylko jednego kierunku. Wszyscy chcą rządz
              > ić, a
              > > le
              > > nie ma czym...
              >
              > Zdecydowanie. Przykre to ale prawdziwe.
              > Np. UAM w Poznaniu wypuszcza 120 dziennych psychologów co roku - oni też nie mo
              > gą
              > tak łatwo znaleźć pracy. I idą do Oriflame, Vebso.pl, itp... Przykre, co? Ale
              > będzie lepiej.
              >
              > Marios

              miejmy nadzieję :-) W sumie jak nam wejdą standardy EU to może coś się
              przejaśni... A na razie możemy sobie powiedzieć: gospodarka, nauka,
              przedsiębiorczość - 3 proste magiczne słowa... aha... gdyby pozbyć sie głupich
              urzędników to może i inwestycje tak by się nas nie bały... Ok.. późno już. Nic
              mądrzejszego dzisiaj nie wymyślę...


              • Gość: Rybka Re: Po co z naszych podatkow ksztalcic ekonomistów... IP: *.acn.pl / 10.131.129.* 21.05.02, 02:21
                Jeszcze 3 - 4 lata i większość ekonomicznych uczelni padnie, bo zabraknie im
                studentów.
                Zaimportujemy wtedy Azjatów, którzy zapłacą czesne za polską wiedzę i myśl
                ekonomiczną wykładaną na studiach?

                O ile edukacja przetrwa jeszcze kolejnych 5 lat... Swoją drogą na filozofach
                oszczędzić można pareset tysięcy, na ekonomistach grube miliony - biorąc pod
                uwagę liczbę studentów tychże kierunków.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka