Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie...

    10.11.04, 07:10
    nie ma prawie takiej pracy bez znajomości... a skąd to wiem ? kilka osób w
    mojej rodzinie przepracowało całe życie w
    administracji, rządzie, wojsku, kiedyś jeszcze milicji...
    po 1989, kiedy wzrosło nagle bezrobocie z liczby 0 do liczby 3 000 000
    (obecnie wliczając dzieci rolników mówi się, że więcej jest
    w polsce ludzi niepracujących niż pracujących) praca "stała i pewna kasa na
    koncie" stała się szczytem mażeń... w czasach gdy
    pracodawcy traktują ludzi jak niewolników, albo gorzej jak smieci ludzie
    szukają "stabilności", pewności jutra... stąd wszyscy (i
    ja też) chcą "do budżetu" który nigdy nie bankrutuje, a zawsze dochód choć
    niższy to pewny... ale niestety jak się kończą (lub
    się nie ma znajomości) to NIC SIĘ NIE DA ZROBIĆ...
    sam od paru już lat na tym forum podawałem konkretne przykłady... człowiek
    skończył studia i myślał, że z pracą nie będzie
    problemu.. tymczasem kumple po zawodówie mają w sklepie 2 razy tyle co ja
    miałem w biurze... niestety piatki w indeksie w tym
    kraju nic nie znaczą...
    sam z własnych doświadczeń wiem, że np. jak jest jakieś ogłoszenie w
    biuletynie służby w "pewnym ministerstwie" i matka dzwoni
    zapytać czy ustawione, to pan, który ją dobrze zna odpowiada np. "syn
    Xisńskiego skończył wydział Y więc trzeba było wymysleć
    etat..."
    często to nawet nie jest tak, że jest potrzebna osoba na dane stanowisko...
    nie rzadko jest tak, że "czyjś dzieciak" skończył studia i trzeba to
    stanowisko utworzyć pod niego... z waszych (ja nie pracuję)
    podatków... taki kraj...
    jeszcze gdyby nie było tak wielkiego bezrobocia i tylu wykształconych
    wspaniałych młodych ludzi, którzy muszą patrzeć jak
    zatrudnia się debila z plecami, to by aż tak nie bolało...
    przykłady... PKP oficalnie się redukuje, niby nie zatrudniają nikogo, ale...
    niektórym się udaje dorwać stołek za 2000,
    policja... ile to już o niej było wątków na tym forum.. ludzi z dziwnych
    powodów nie zdają testów, wszystko tajne, od niczego nie
    można się odwołać... sprawni i inteligentni szukają pracy, a koleś co był
    dresem chodzi w mundurze...
    wojsko... sam się po studiach 3 razy zgłaszałem na ochotnika, ale "pan nie
    jest w wieku poborowym"... no nie dziwne, jak skończyć
    polibudę mając 18 lat ???
    sam pracowałem w państwowej spółce... absolwenci zapieprzali za 800 zł, jak
    się skończyło dofinansowanie to ich wywalano, a
    członkowie rady nadzorczej za posiedzenie (de facto za jedzenie ciastek i
    picie soczków przez 3 godziny w miesiącu ) zarabiali za
    swoją "pracę" po 3-4 tysiące (za jedno, góra dwa posiedzenia rady spółki)...
    tacy z "plecami" nie muszą nic umieć, ktoś ich
    "wsadzi" do paru spółek... może 12 godzin w miesiącu a na koncie za to 10
    tysięcy...
    ja też od czasu do czasu ślę jakieś CV, ale tylko wtedy jeśli rodzina dowie
    się , że jest chociaż 1 % szans... bo mniej więcej 5 %
    tych ogłoszeń jest "uczciwych"... ale 95 % nie...
    sam przez 2.5 roku od ukończenia studiów byłem na 2 rozmowach, ale tylko
    dlatego, że owe rozmowy miałem załatwione... niestety
    ktoś miał większe plecy... choć są dziesiątki tysięcy ludzi co ślą i 500 CV
    od kilku lat i nic...
    samemu już mi się nie chce nic słać, bo po 2.5 roku bezowocnego słania CV
    (zero odpowiedzi) co można powiedzieć ? chyba tyle, że
    szlag trafia... zwłaszcza jak widzę gości z podwórka, co mają zawodówę, a
    mają 1500 np. za zwykłe stanie w sklepie albo za
    cieciowanie... ja na moje 800 musiałem zapie..ć ostro, a ktoś z 4 razy
    niższymi kwalifikacjami ma 1500 za siedzenie na krzesełku i
    od czasu do czasu podanie komuś klucza...
    próbujcie, ale ja sobie biuletyn służby cywilnej odpuszczam... zwłaszcza że
    wiem jak to "od środka" wygląda... jest obowiązek dać
    ogłoszenie i tyle...
    ja za mniej jak 1000 na rękę nie będę pracował... bo już robiłem za 800 i to
    nie starczy na samodzielne życie, a nie po to się
    pracuje, aby do śmierci z matką w kawalerce siedzieć...

    ja też robiłem w spółce skarbu państwa... ale robota była inna...
    pracownicy byli podzieleni na dwie kategorie:
    - fachowcy, absolwenci; ludzie brani na krótko (max 3 umowy trzymiesięczne)
    zapieprzali mocno na swoje 800 zł... jak robiłem
    szybko i miałem skończone po 6 godzinach, to jeszcze mi dowalali "żebym się
    nie nudził" i nieraz się siedziało 2 godziny więcej...
    aż w końcu wywalili, aby wziąć na dofinansowanie nowego absolwenta...
    - "swoi" , czyli jakoś tam powiązana stara kadra, ewentaulnie rodzina
    prezesa; duże wypłaty, co miesiąc po 500 premii, a ich dzień
    to kawka, papieros i narzekanie na "absolwentów", że się wza wolno ruszają...
    natomiast ci "swoi" stanowili pod względem ekonomicznym większość kosztów...
    popieram to, że połowę urzędników należy wyrzucić (nieraz kilka dni się
    dodzwonić nie można, bo paniusie słuchawki poodkładały),
    ból polega na tym, że nie zredukuje się tych co trzeba...
    u matki w pracy było tak, że np. wywalono fachowca za 3 tysiące, a na jego
    miejsce przyszło 4 krewnych królika za 4 tysiące każdy
    (dwójka z nich zajmuje się jedynie romansowaniem ze sobą)... więc komórka 2
    osobowa rozrosła się do 6 osób... Miller i Buzek
    obiecywali zredukować administrację, a jak sam Urban w NIE i gazeta Wprost
    przyznają... liczba urzędników od czasu 1997 wzrosła
    2.5 raza...
    prawda wygląda tak, że przy kilkumilionowym bezrobociu pełno jest
    dzieci "prom,inentów" którym trzeba wymyślić etat...

    dla mnie też rodzina, hobby, przyjaciele to rzecz najważniejsza... ale...
    żyjemy w kraju (jak pokazują ostatnie statystyki)
    najbardziej zapracowanym w UE...
    we francji czas pracy wynosi bodajże 35 godzin tygodniowo... w
    polsce "średni" 44 godziny...
    a naprawdę są ludzi co w pracy spędzają nawet 72 godziny (12 * 6 ) tej pracy
    starczyło by na dwie osoby... ale muszą ustąpić ze
    względu na brak gdzie indziej... nadmiar pracy szkodzi, zawały, nerwice,
    pewnie i kłopoty łóżkowe, brak znajomych, alienacja,
    człowiek nie w jakie są filmy, kto wydał płytę... potem kobieta odchodzi bo
    nie masz czasu na spacer... ale Jaro pomyśl o tym, że
    kasa którą masz to szczyt marzeń wielu ludzi, ludzie w tym kraju muszą
    pracować za 700 i to nie są jakieś głąby, ale nawet ludzi
    po studiach, z językami...
    więc sorry, ale nie narzekaj, bo za taką kasę to trzeba "zaiwaniać", coś za
    coś... musisz zdać sobie sprawę co jest ważniejsze
    "dom" czy "utrzymanie domu" ? "rodzina" czy "utrzymanie rodziny"...
    znajdź "środek", tak aby był czas na rodzinę, hobby, kolegów i
    aby pieniądze starczyły... ludzie którzy całe życie pracują nie żyją, a potem
    część z nich umiera nawet nie wydając tego co
    zarobili...

    pieprzenie, że w tym kraju jest super, tylko polak jak zwykle niezadowolony...
    ja od czerwca 2002 wysłałem kilkaset CV, co tydzień kupowałem gazetę, koszty
    tego przez ponad 2 lata + znaczki , koperty,
    ksero dokumentów to razem może i ponad 500 zł + 700 na garnitur i buty, a
    efekt zerowy...korzystałem z ogłoszeń w necie i
    nikt ani razu mnie na żadną poważną rozmowę nie zaprosił ani razu... od
    czerwca 2002 byłem łącznie na 7 rozmowach (3 miałem
    załatwione po znajomości, 3 to były firmy w stylu YAP (wątek:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=140&w=14140351), czyli ukryta
    akwizycja, która zaprasza każdego a co tydzień od 3 lat jest ogłoszenie w GW,
    1 rozmowa zakończyła się umową o pracę, ale
    tylko dlatego, że pracodawca miał dofinansowanie z urzędu pracy, jak się
    skończyło dofinansowanie to mnie wywyalił) więc nie
    pieprz, że w tym kraju jest dobrze...
    bo wiem z racji pracy rodziny jak wygląda prac w służbie cywilnej, a prywatni
    nieraz stosują licytację, kto chce najmniej i
    człowiek musi podziękować, bo inni godzą się na 700 (fikcyjne pół etatu
    (czyli 4h), a faktycznie 10 godzin dziennie)...
    moi znajomi, koledzy po studiach pracę mają dzięki "wujkom", "tatusiom"...
    na stanowiska do policji na które starowałem wzięto kolegę, okazało się, że
    jego ojciec to ogłoszenie do BSC pisał... to
    samo wiem z wojska... jak jest ogł
      • veritas1 Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 10.11.04, 07:12
        jak jest ogłoszenie w BSC to matka dzwoni do znajomego i jak zwykle słyszy "a
        bo siostrzeniec X
        skończył studia i trzeba było etat utworzyć" albo "no wiesz, jak to jest tyle
        lat tu pracowałaś"... ponieważ już jest
        emerytką i jej znajomi też, to mi nikt nic nie załatwi.. jakby jeszcze
        pracowała i jej znajomi też to dziś bym pracował w
        MON albo MSW...
        nie pieprz mi , bo bez nzjomości to można zostać sprzątaczką, akwizytorem albo
        prostytutką... no chyba, że jest się wybitnym
        specjalistą... mam kolegów co studiach muszą np. w hutowni pracować fizycznie,
        układając towar do paczek, za
        500 zł miesięcznie razem z dresem po 7 klasach podstawówki...
        ja też miałem od znajomego propozycję pracy w myjni samochodów, ale czy po to
        skończyłem dziennie politechnikę ???
        nie liczę tutaj branży PH, bo mało kto się na to pcha po polibudzie...
        w olsztyńskim jest ponad 30 % bezrobocia, ja mieszkam w warszawie i pomimo tego
        od 2 lat nie mogę znaleźć normalnej zwykłej
        pracy biurowej powyżej 1000 netto
        !!!
        ja tez mam trochę
        rodziny w kanadzie w toronto i usa w chicago i san francisko i odpowiem tak:
        kiedy ciotce z kanady opowiedziałem jak długo szukam pracy ona ze zdziwienia
        zapytała "jak to , wysłałeś CV i w ciągu dwu
        tygodni nie dali ci odpowiedzi dlaczego cię nie biorą ? zaskarż ich..."
        rodzina z usa zapytała "to jak oni na to stanowisko mogli wziąć kogoś o
        niższych kwalifikacjach a tobie odmówili ?"
        człowieku (gapcio) nie porównuj nas z ameryką, bo tam są inne kanony...
        tam jak ktoś kogoś źle traktuje, to się go skarży, a sąd zasądza duże
        odszkodowanie... u nas mogą cię zmieszać z błotem ,
        oszukać... a ty musisz spuścić łeb i udać miłego, a na dodatek sprawy w sądzie
        pracy nieaz się ciągną na tyle długo, że
        ulegają przedawnieniu...
        nie dawaj przykładów z ameryki bo nijak się nie mają do tego co jest tutaj...
        tam się pomaga bezrobotnym, a u nas się ich okrada...
        tam jak ktoś wykryje aferę to staje sie bohaterem... moja matka wykryła
        fałszowanie dokumentów w pewnym ministerstwie i
        posłali ją na przymusową wcześniejszą emeryturę za około 40 % pensji...


        • Gość: Gapcio :-))))))))))))))))) IP: *.softex.com.pl 10.11.04, 09:56
          Piękne, naprawdę piękne!!!
          Aż dziwne, że autor(zy) tych słów - bo nie jestem pewien, czy wszystko to są
          posty pewnego dżentelmena, który także w tym wątku zdążył się już wypowiedzieć -
          nie palnął sobie jeszcze w łeb. Biedak(cy)... Męki Tantala to betka w
          porównaniu z tym.
          No i jeszcze ten totalny brak poczucia humoru :D
          • paw_dady veritas ty masz prace czy nie? 29.12.04, 07:39
            bo jesli tak to masz niska pensje miesieczna ale jak podzielisz prawdziwy czas
            pracy przez stawke wyjdzie calkie niezle za te 2h tygodniowo ;P

            co do kolegow po zawodowkach ze sklepami, oni czlowieku ryzykuja co dnia a ty
            piedzisz w stolek i psizesz posty i jeszcze masz pretensje ;PPPPPP

            he he a twoje 5 w indexie swiadcza tylko o zapasci systemu edukacji a nie braku
            twoich szans ;P
            • veritas1 badz uprzejmy przeczytac watek w calosci, buahahah 29.12.04, 09:11
              • paw_dady grafoman jezdes nieciekawie piszesz 29.12.04, 13:12
                wiec po co mam czytac wszystkie twoej wypociny? jezdes biedny to wiem ale
                umyslowo ;P
      • Gość: shocked Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: 212.244.131.* 10.11.04, 08:32
        Ja pieprze. Co to za jakis belkot? O co chodzi??? Kto takie bzdury wypisuje???
        • Gość: omnjescjenty Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: 212.33.88.* 10.11.04, 08:45
          To tylko jeden czytelnik Forum szydzi z innego, tworząc antologię jego wypowiedzi.
          • Gość: mgrinz Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 08:52
            beszczelność świadcząca o niskim i nędznym charakterze...
            • Gość: Gapcio trollowanie - przepraszam, to jednorazowe IP: *.softex.com.pl 10.11.04, 10:03
              Z góry przepraszam wszystkich; sam tego nie lubię, ale tym razem nie
              zdzierżyłem: jakim cudem zdałeś MATURĘ robiąc takie ortograficzne byki???
              Nieprawdopodobne...
              • Gość: shocked w sumie to przerazajace IP: 212.244.131.* 10.11.04, 10:33
                Coz, z tego co ktos wlepil widac tylko ze faktycznie rzeczony uzytkownik
                zajmuje sie siedzeniem na forum... a jesli CV napisal takim samym jezykiem to
                rzeczywiscie nic dziwnego, ze nie moze znalezc roboty... smutne to
                • Gość: mgrinz Re: w sumie to przerazajace IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 11:00
                  cv to lista wypunktowana i tam nie ma stylistyki, a jedynie "dnia XXX ukończyłem YYY"
                  a ten veritas, jak widziałem z innych forum (poszukałem gnoja) to jedynie ktoś kto w hamski sposób się nabija z innych, najczęsciej wykształconych osób...
                  większość jego komentarzy to pare obraźliwych słów, nie odnosi się do faktów... żałosny dupek który lubi poniżać innych... takich się powinno kastrować
                  • Gość: SHOCKED Re: w sumie to przerazajace IP: 212.244.131.* 10.11.04, 11:52
                    Czyli jednak masz czas na siedzenie w necie i wyszukiwanie bzdetow?

                    P.S. "Chamski" przez "ch". Nad ortografia powinienes faktycznie popracowac.
                    • veritas1 no wiesz 15.11.04, 07:10
                      To wstretne tak kogos oczerniac. Skad wiesz ze siedzi w necie caly dzien. A
                      moze tylko od rana do wieczora a w nocy spi?
      • veritas1 syzyf 2004 10.11.04, 12:08
        ja pracowałem z racji "dofiansowania", po mnie następny absolwent przez pół
        roku, potem następny, i znów...
        rozumiem stanowisko pracodawcy który chce fachowca z doświadczeniem, to
        oczywiste... ale wku..ającym jest fakt, że nikt nie daje
        szansy zdobyć to doświadcznie...
        weź dla dowcipu (jak masz tyle czasu) powysyłaj kilka CV z krótkim
        doświadczniem i ciekawe ile dostaniesz odpowiedzi ?
        założę się, że zero (ale nie mówię o branzy PH) ...
        a tam gdzie szukają "młodych" albo "absolwenta" to chodzi o osobę ze
        statutem "absolwent" , czyli do 12 miesięcy po obronie...
        dzięki temu pracodawca ma zwrot kosztów zatrudnienia owego absolwenta z Urzędu
        Pracy...
        o to im chodzi, a nie o młodą zdolną osobę, gdyż taki będzie się cholernie
        starał aby zostać, after few months next one slave
        please...
        wtedy, jak Ty startowałeś nie było problemów z pierwszą pracą... dziś nikt nie
        daje aż tyle szans...
        ja mówię nie o całej branży , rynku, ale o sytuacji człowieka młodego po
        studiach...
        można pisać setki CV na które nikt nie odpowie, wiem bo brat sam jest jakimś
        tam kierownikiem akwizytorów... ja nie pójdę do
        akwizycji, ale pare razy mi pokazywał kartony CV i sam mówił, że 400 CV nie da
        rady przeczytać, więc podrzuca pare czyta może 10 i
        wybiera może 5 osób na rozmowy... więc prosty wniosek... skoro z 400 wybierane
        jest 10 do przeczytania, to znaczy że na pozostałe
        390 nie ma czasu i siły zerknąć... kiedyś, jak Ty starowałeś nie było tylu
        podań na jedno miejsce... może poprostu nie masz
        świadomości jakie dziś są realia... jeszcze 5 lat temu o pracę było łatwo i na
        pewno nie trzeba było się bić o zajęcie za 700
        zł... wiem to na przykładzie firmy w której robiłem... ludzi wspominaja pensje
        1600 sprzed paru lat, bo po "reorganizacji" mają
        800-1200...
        a to , że trafiłeś na zyczliwych ludzi to super i gratuluję... mój pierwszy
        pracodawca (nic z tego nie wyszło) pierwsza rozmowa...
        facet chciał mnie okraść oszukać... 3 tygodnie robiłem mu duży serwis
        internetowy... koleś co chwilę wybrzydzał, zmieniał kolory,
        ale byłem "sprytny" i nie dałem całej treści do dokumentów... on domagał się
        całej stronki, a ja zapytałem uprzejmie kiedy
        zobaczę obiecane za nią pieniądze i le dostanę w końcu za moją pracę i że nie
        oddam strony na CD dopóki nie zapłaci, na co on mi
        nieuprzejmie podziękował... potem od webmastera (był w znacznikach meta),
        który "zrobił" poprzedni serwis firmy, że z nim ów
        biznesman postąpił nastepująco: wsadził serwis na firmowy serwer, nie zapłacił
        mu, a gdy webmaster domagał się pieniędzy ten
        zaszantażował go, że zawiadomi policję o posiadaniu przez webmastera pirackiego
        oprogramowania... koleś mu odpuścił...
        więc cieszę się, że ty miałeś dobre doświadczenia, ja miałem inne... a punkt
        widzenia zawsze zależy od osób jakie się w życiu
        spotkało...
        piszesz o usmiechu i autoreklamie, w życiu prywatnym jest mi super, dziewczyny,
        koledzy, jestem osobą (z racji robienia modów
        pewnej gry) bardzo cenioną przez wiele osób na całym świecie fanatyków tej
        gry... ale to się nie przekłada na pracę...
        bo CV to tylko suche podpunkty, daty... "dnia X skończony Wydział Y
        Politechniki Warszawskiej
        • veritas1 CIERPIĘĘĘĘĘĘĘ 14.11.04, 21:32
          no, ale np. (w kwestii CV) co takiego napisał np. koleś który dostał się do
          Saturna , Carefoura w Arkadii czy M1 w Markach do
          działu RTVAGD, skoro ja się nie dostałem...
          a np. poszedłem z kumplem dla jaj zapytać się o niektóre wyroby (wieże, kompy,
          laptopy, cyfrówki) i powiem Ci, że poziom wiedzy
          pracowników na owe teamaty był przerażający... osoby zatrudnione nie umiały
          odpowiedzieć na fachowe pytania tyczące sprzętu... ja
          nie wymagam, żeby każdy człowiek był informatykiem, elektronikiem, ale jeżeli
          ktoś w dziale RTVAGD nie wie czy karta muzyczna jest
          zintegrowana czy nie, nie umie odpowiedzieć ile cachu ma procesor, nie umie
          doradzić komuś kto szuka głośników, bo nawet nie wie
          które mają kevlarowe membrany... najlepszy przykład, gdy jeden ze sprzedawców
          zapytany na jaką impedancję są te głośniki
          odpowiedział "no do wieży, 220 volt"...
          człowiek zapytany o nagrywarkę CD (a więc nie DVD) zapytany, czy można na niej
          oglądać filmy DVD nie umiał na to pytanie
          odpowiedzieć...
          tacy dostają pracę bo umieją się ładnie zaprezentować i uśmiechać, ale po za
          uśmiechem czy umieją więcej ?
          wg. mnie taki personel wręcz odstrasza od sklepu... jeżeli chcę kupić coś a
          facet nie umie mi pokazać co, to idę do innego...
          pytanie dlaczego się takich bierze, ich poziom merytoryczny jest nieraz
          żałośnie niski, zwłaszcza jeśli nie wiedzą podstawowych
          rzeczy z dziedziny w której pracują, tu podkreślam słowo PRACUJĄ...
          jednego z takich "ziomali" znam... koleś robił w sklepie w dziel z komputerami,
          a sam nie miał kompa... kiedyś do mnie przyszedł z
          problem , gdyż jego dziewczyna kupiła nową kartę graficzną, ale nie umieli (lub
          się bali zepsuć) jej włożyć w slot i wgrać
          oprogramowania... przecież to banalnie łatwe zadanie... kilka minut roboty...
          sam pamiętam z mojej firmy jak niektórzy wpadali w przerażenie gdy przychodził
          mejl z reklamą po angielsku, albo gdy trzeba było
          przeredagować tekst (justowali spacjami)... ludzie nie znają tak podstawowych
          rzeczy, jak CtrlC, CtrV, ShiftEnter... justowali
          tekst spacjami, potem coś musieli dopisać i się rozjeżdżało i płakali, że znowu
          cały dzień muszą te kilka kartek pisać...
          kiedy musieli przepisywać maszynopis nawet im do głowy nie przyszło że można
          zaoszcządzić czas, zeskanować i rozpoznać tekst
          programem do rozpoznawania...
          chyba, że sobie sztucznie napędzali pracę ???
          pamiętam jak skakali z radości, gdy w corelu rozjaśniłem i podkontrastowałem
          zdjęcie, dla nich to był cud, że tak można...
          ale nie zmienia to faktu, że wyżej wspomniany koleś w tym sklepie robił a ja
          nie ?! tego nie umiem zrozumieć... jego CV przyjęli,
          pewnie przechwalał się, że jest super, ale nikt tego nie sprawdził...

          ja może nie mam 2 dyplomów, mam tylko 1, języki znam na poziomie średnim ale
          wszyscy moi kumple po zawodówie albo maturze mają
          pracę za 1100 netto a ja przez 2.5 roku rozsyłam CV i nie zaproszono mnie na
          żadną rozmowę... chyba faktycznie panie kadrowe
          wywalają do kosze lepsze CV a zostawiają gorsze...
          moja jedna koleżanka była jak TY, miała dwa fakultety, cztery języki.. dwa lata
          rozsyłała CV, w końcu znalazła pracę... jak
          przestała pisać o tych dyplomach i językach... napisała tylko maturę i zero
          języków i ma pracę w HR za 1500 netto... potem jak
          jakoś wyszło że ma dwa magistry.. zaczęli na nią krzywo patrzeć... jakoś
          jeszcze się trzyma... ale...
          a skoro wątek tyczy pracy po znajomości, to podążając zgodnie treścią tematu...
          prawdopodobnie jest tak, że znajomości polegają
          na wywaleniu CV lepszego niż mają kumple kadrowej... dziwne, bo firmom powinno
          zależeć na jak najwyższym poziomie kadry... panowie
          dyrektorzy, przyjżyjcie się dokładniej kadrowcom... ale nie ich stringom, tylko
          pracy...

          u mnie w pracy atmosfera była okropna (mobbing, rotacja, donosicielstwo, wyścig
          szczurów), pieniądze zerowe, szedłem tam bo
          musiałem skądą kasę brać, ale też dlatego że szczególnie polubiłem i
          zakolegowałem się z trzema osobami, bardzo mili i normalni
          ludzie, ale niestey wylecieli...
          ale jak się przychodziło, to zawsze rozmowa z nimi sprawiała, że wszyscy się
          dobrze bawili... więc do "przyzwyczajeń" ja bym dodał
          "kolegów"... to też jest powód że można polubić nawet wredny zakład pracy...
          gdy mili są współpracownicy...


          ęja na polibudzie na dziennych szedłem na 9 rano a zajęcia były 4 razy w
          tygoniu do 18 tej (z okienkami 9 godzin dziennie),
          dodatkowo w piątek były 4 godziny... siedzenie nad projektami, laboratoriami,
          skomplikowanymi rysunkami technicznymi nieraz
          zajmowało siedzenie do 2 w nocy...
          2 razy w tygodniu po 2 godziny ?
          która uczelnia ma taki plan zajęć ???????????????
          może ATK albo KUL ale chyab nie PW albo UW ?
      • veritas1 . 15.11.04, 07:05
        wiele firm mówiących o pracy handlowca ukrywa pod tym akwizycję, gdyż np.
        zamiast kontaktów z klientami dają człowiekowi torbę
        podkoszulek i każą sprzedać...
        czym innym jest praca poważnego handlowca, czyli kontakty firma oferuje
        produkty innym firmom...
        sam pracowałem również jako zaopatrzenie, czyli z drugiej strony w stosunku do
        handlowca...
        moim zadaniem było kupować tam gdzie prezes każe, nie ważne, czy mają korzystną
        ofertę, poprostu pewnie on miał procenty, bo
        nieraz naciskał na mnie i na mojego następcę na zawarcie niekorzystnej umowy...
        sam często nie płacił firmom, faktury były opóźnione o pare miesięcy i zamiast
        je płacić, wywalał zaopatrzeniowca, a firmom
        ściemniał, że to wina zaopatrzenia i nowy zaopatrzeniowiec nabierał znów te
        firmy...
        i teraz co by było gdybym jako handlowiec trafił na taką firmę, jak moja ?
        jak "szef" by zareagował na to, że zamiast generować zysk, generuję straty... a
        przecież to nie moja wina, tylko niesolidnej
        firmy, która nie płaci za produkty które otrzymała...
        pare znajomych mi osób było handlowcami i tracili pracę ponieważ nie osiągnęli
        wyznaczonego pułapu sprzedaży...
        czasy mamy trudne, kryzys, a zatem mało się kupuje i trudno zdobyć klienta...
        często nie daje się osiągnąć wyznaczonego poziomu sprzedaży, a wiele firm
        handlowych albo trzyma tylko na "prowizji" albo ta
        "podstawa" to 800 zł ...
        za takie pieniądze nie da się przeżyć, być może Twoja firma jest inna, ale
        wielu oszustów i wyzyskiwaczy w stylu "jak mi pan
        przyniesie 50 tysięcy zysku to ewentualnie panu 800 zapłacę" powoduje, że o tej
        branży ludzie mają aż tak złe zdanie...
        sądzę że przy podstawie rzędu 1500 taka praca staje się dobrą pracą...
        ale wiele innych niesolidnych firm powoduje niesmak do tego zawodu...
        być może i nieuczciwych jest mało, ale są bardzo widoczni...
        nie wiem jak Twoja firma działa, jakie są "konkrety" ale wielu młodych ludzi
        unika (skoro pytasz czemu tak trudno znaleźć kogoś)
        tego typu ogłoszeń, gdyż co chwilę ktoś ukrywa zwykłą akwizycję pod
        płaszczykiem "account managera", pracownika hurtowni,
        pracownika magazynowego, handlowca... często ludzie idą z myślą że będą
        uczestniczyć w negocjacjach między firmami, wysyłać
        oferty, a tu zamiast tego stoi stary magazyn i ktoś daje im do ręki krzyżówki
        każąc wciskać ludziom przy centrum handlowym... po
        kliku tygodniach stania na deszcu okazuje się że nic nie zarobią, bo na okresie
        próbnym się "nie sprawdzili"///
        no i w pracy handlowca wymagane też jest czynne prawo jazdy, a to nie każdy
        ma...
        ja w pracy miałem dwie osoby spoza warszawy które były bardzo fajne i bardzo je
        lubiłem, ale była jedna która tylko donosiła na
        innych , była cholernie nie miła i ciągle powodowała konflikty... ale geografia
        nie ma nic do tego...
        bo to jacy są ludzie to nie kwestia współrzędnych kartograficznych...
        może wielu warszawiaków wyraża się niezbyt miło, ale z bardzo prostego powodu...
        w biznesie jest określenie, które nazywa się dumping, czyli sprzedawnie towaru
        po zaniżonej cenie, nieuczciwa konkurencja...
        stąd wielu warszawiaków jest na was wściekłych... jeżeli ja bym chciał podjąć
        samodzielne życie, wystartować z rodziną, uwolnić
        się od rodziny to musiałbym zarabiać minimum 1200 netto... problem i wściekłość
        powstaje, gdy zjawia się tłum ludzi wynajmujących
        w piątkę jedną kawalerkę którzy chętnie podejmą pracę za 700...
        to jest poprostu podgryzanie gałęzi na której się siedzi... bo ani owi
        przyjedni nie zarobią , ani my nie mam pracy... nie wiem
        jakie u was są czynsze, ale u mnie za mieszkanie 50 m2 trzeba zapłacić prawie
        500 zł... do tego bilet miesięczny 66zł, komórka,
        jak ktoś ma samochód to parking strzeżony 150...
        przyjeżdżajcie, okej, ale nie żądajcie połowy naszej stawki... bo w ten sposób
        zamiast czuć się solidarnie, że jesteśmy jednym
        narodem, wywołujecie nienawiść...
        ja mam wielu znajomych z innych miast, ale gdyby ktoś przyszedł i
        powiedział "ja to zrobię za połowę jego kasy" to bym sie
        wściekł...
        i pytanie jak wy byście się wtedy czuli, gdyby za was przyszedł ukrainiec,
        ruski albo czeczen ?
        każdy z nas (po za niektórymi wybrykami natury o zerowej czułości na innych)
        jest człowiekiem... ja rozumiem, że u was jest
        wielkie bezrobocie, że w olsztyńskiem jest ponad 30 %... ale i wy zrozumcie
        nas... nie chcemy do końca zycia być na utrzymaniu
        rodziców, bo nikt nam nie chce zapłacić więcej...
        narzekacie przyjezdni na dresów co napadają i na chamstwo... ja mieszkam na
        pradze i znam tych dresów od urodznia... jakby mieli
        pracę to by większość z nich nie napadała... a napadają, bo np. pracował koleś
        jako murarz, malarz miał 1500 miesięcznie, a teraz
        rolnicy (ubezpieczeni w KRUZ) pracują za 700 i go wywalili...
        drugi napada bo jako cieć miał 4 lata temu 6 złotych na godzinę, teraz z powodu
        przyjezdnych płaci się tylko 3 złote... koleś
        zapieprzając cały miesiąc miałby góra 600 złotych, a z tego 2 córek nie
        utrzyma...
        poprostu żądajcie naszych stawek, a wtedy zapraszam z otwartymi rękami i niech
        pokażą wiedza i umiejętności kto jest lepszy na
        dane stanowisko...

        • veritas1 .. 15.11.04, 07:05
          próbować można... acz niestety im więcej CV wysyłam, tym więcej reklam w
          skrzynce mailowej i więcej telefonów z "ankietami
          rynkowymi" lub "rewelacyjną promocją tygodnia"... a "pracy" niet...
          pracodawcy narzekają, że nie mają odpowiednich kandydatów, a agencje HR tylko
          marnują ich kasę, bo nie zajmują się szukaniem...
          nierozumiem czemu "pracodawcy" dają się zwieść ludziom, którzy zamiast coś
          robić , jedyne co robią to "dobre wrażenie" gdy
          sprzedają swe "usługi"...
          już kiedyś był taki wątek... ludzie w nim opisywali, jak np.mechanika wysłano
          na rozmowę do firmy gdzie szukano ekonomisty, a
          filologa do pracy technicznej... generalnie większość z tych firm jedyne czym
          sięzajmuje to "istnieniem", zastanawiam się skąd
          tyle naiwności i głupoty w pracodawcach, którzy te agencje utrzymują ? zamiast
          dać trochę na ogłoszenie, zlecają za większą kasę
          to agencji... tyle że często z mizernym efektem dla obydwu stron... jedyny kto
          zyskuje, to agencja, bo wzięła kasę za wątpliwe
          usługi...
          ale niestety głośne samochwały są lepiej widziani jak spokojni partnerzy, tak
          samo jak w życiu prywatnym... jak ktoś coś
          naobiecuje i mówi "stary, ja to załatwię", to potem się okazuje, że "nie
          mogłem, nie miałem czasu" tak samo z agencjami...
          przychodzi pracodawca i słyszy "jesteśmy najlepsi na rynku, nasze usługi..."
          reszta znana... pracownik bez pracy, a pracodawca
          narzekający, że przysłali mu kogoś o niepasującym do ogłoszenia profilu... więc
          zamiast agencji pośrednictwa "pracodawcom"
          polecałbym gazety... do większej liczby osób dotrze i jest większa pewność, że
          nie przyślą byle kogo... ja od kiedy się
          zarejestrowałem w 2002 w kilku "renomowanych agencjach" mam tylko spam
          reklamowy w skrzynce, od czasu do czasu "super oferty "
          przez telefon i NIC PO ZA TYM !!!


          żądać normalności mogą jedynie ludzie "świadomi"... zajrzyj z ciekawości na:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=16037629&a=16037629
          na czym polega dowcip... na tym, że ktoś odkrył , że na zachodzie jest
          taki "socjal", że niech się PRL schowa... a nasi pracodawcy
          skutecznie wmówili ludziom, że tam jest "dziki zachód" i że prawa pracownicze
          to przeżytek komunizmu... i tu pojawia się kwestia
          "żądania normalności"...
          jak mogą żądać normalności te miliony ludzi , którzy pracują za 700 zł po 12
          godzin dziennie, nawzajem się wykańczają, kablują na
          siebie, robią sobie szkodę i innym... a gdyby do nich dotarło że mogą wywalczyć
          takie pensje, że starczy na zycie, to by się
          dało... ale ludzie żyją w przekonaniu, że "tak widocznie musi być"... tak jak
          przez wiele stuleci żyli w niewolnictwie, oddawali
          dziesięcinę, bo nie mieli świadomości, że powinno być inaczej... a np.
          najbardziej mnie śmieszy fakt z historii jak na wojnę w
          wietnami jechali murzyni, w ameryce jeszcze wówczas obowiązywał podział rasowy,
          oni byli ludźmi drugiej kategorii, a walczyli z
          ideologią (socjalizm) która głosi równość...
          przecież to się kupy nie trzyma, ktoś narzeka że jest źle traktowany a wspiera
          działania mające na celu zniszczenie kogoś kto np.
          nie ma tego podziału rasowego...
          tak jak robotnicy (np. kilka lat temu związkowcy solidarności)krzyczący "precz
          z komuną" i narzekający zarazem na bezrobocie i złe
          warunki pracy... nonsens i shizofrenia... ci ludzie krzyczą "precz z nami
          samymi" i nie rozumieją co krzyczą... abstrahując od
          tego czy komuna była zła czy dobra... to w momencie jak robotnik w proteście
          przeciw bezrobociu i łamaniu praw pracy krzyczy
          "precz z komuną" to zalatuje monty pajtonem....
          to jest zwykły przykład z historii, ale pokazuje, że ludzie nie pomogą
          żądać "normalności" bo się przyzwyczaili do
          nienormalności...
          np. jak ja na tym forum piszę, że chciałbym dostać pracę gdzie przestrzega się
          kodeksu (max 48 godzin w tygodniu) i z której
          starczy na samodzielne życie (około 1200 na rękę) to jestem nazywany od
          najgorszych i PRLów, przez różnego rodzaju postrzeleńców
          mentalnie rodem z XIX wieku...
          dla nich to, że ktoś chce zarobić na życie to jest coś nienormalnego i postawa
          roszczeniowa... a jak jest na zachodzie... raz w
          rozmowie z ciotką z kanady opowiedziałem że już długo szukam pracy, na co ona
          zdziwona zapytała "jak to ? wysyłasz życiorys i w
          ciągu dwu tygodni nie wezwali cię na rozmowę, ani nie odpisali dlaczego cię nie
          wzięli ?"
          im się nie mieści w głowie, że u nas można wysłać 500 CV przez 2 lata i nie
          mieć żadnej odpowiedzi...
          bo tam kultura lub obowiązek każą wezwać... a niemcy... co zrobili niemcy,
          francuzi, i pare innych państw wysoko rozwiniętych gdy
          stanęło przed nimi paru procentowe bezrobocie ?
          otóż w sztuczny sposób wymusili jego spadek... skrócili czas pracy, przez co
          pracodawcy musieli zatrudnić więcej osób...
          a co się dzieje w polsce ?
          u mnie w firmie (wiem to z opowiadań) biuro składało się z około 25 osób które
          zarabiały około 1600 netto... przyszło wielkie
          bezrobocie, rząd wypuścił przepisy o wolontariacie i stażach i... i szanowny
          wielce pan prezes, zwolnił 12 osób... biuro
          ograniczył do 18 osób... z czego kilka osób to absolwenci pracujący przez kilka
          miesięcy za 800 zł (tak jak ja)... co za tym
          idzie, ludzi dostali obowiązki poprzedników... tamci pracowali od 8-16 , a
          obecnie byli tak zawaleni, że musieli nieraz i do 19
          siedzieć (bez nadgodzin) w wyniku redukcji powstał dodatkowy pieniądz
          który "zainwestował" np. w nowy samochód, daczę i "meble
          stylowe"...
          czyli zadziałał dokładnie odwrotnie do tego jak zadziałano "na zachodzie"
          czy ludzie mają świadomość aby żądać normalności ?
          otóż nie, bo jak ja chciałem się upomnieć o niezapłacone nadgodziny to mnie
          inni (ci co narzekali, że tyle roboty im dowalił) na
          mnie zaczęli krzyczeć "my tu wszyscy musimy siedzieć po kilka godzin za darmo i
          nikt nie narzeka..."
          rozumiesz ?
          ludzie co go klęli za to, że "nie mam czasu na rodzinę" nagle stanęli murem za
          nim "co ty sobie młody wyobrażasz, my tu wszyscy
          mamy tak"... oni nawet nie rozumieją, że działają przeciw samym sobie... więc
          żadaj normalności, ale bierz poprawkę na
          nienormalnych, lub tych co nie wiedzą co to jest normalność...
        • veritas1 ... 15.11.04, 07:05
          polacy przechodzą nad złem moralnym... to ja Ci opowiem coś lepszego... ktoś z
          mojej bliskiej rodziny wykrył fałszowanie podpisów
          i dokumentów w pewnej bardzo ważnej instytucji (mniejsza o to w której) i
          wyleciał z zepsutą opinią... czasem jest tak, że jak
          złapiesz złodzieja co ma koneksje , to jeszcze sąd Ciebie skaże za to co on
          zrobił... sędzia też ma dzieci i chce aby one
          awansowały... adwokat się wycofa ze sprawy, bo chce zdać egzamin na radcę (a to
          duuuuża kasa)... historia wygląda tak... osoba X
          (mój krewny) wykrywa sfałszowanie dokumentu przez Y z podpisem pana ministra
          Z... a jak wygląda sprawa w sądzie , toczy się
          postępowanie przeciwko X za posiadanie (no w końcu wzięła ten dokument aby mieć
          dowód) sfałszowanego dokumentu ...
          przykład nr. 2 mój kolega bronił babci której na ulicy dresy wyrywali torebkę...
          co się okazało, oni jako oskarżeni mieli prawo poznać jego dane osobowe, a od
          policjanta usłyszał "jak pan wycofa skargę o napad,
          to oni wycofają skargę o próbę pobicia, a ich jest dwu, więc przed sądem
          zeznają, że pan ich zaatakował"...
          też bym chciał nie przechodzić nad złem moralnym do porządku dziennego,
          podziwiam Twój upór, jesteś taki jak ja pare lat temu...
          ale co mi z tego przyszło... zmarnowane nerwy i niechęć do ludzi... myślisz, że
          mnie nie boli, jak oglądam np. program Uwaga, albo
          tego typu inne...
          boli... ale takich jak my jest mało i jak się będziemy stawiać to tylko nas
          zrównają z ziemią i tyle... a prosty przykład tzw.
          "zła moralnego"... z dzieciństwa... "ściąganie w szkole"... na maturze wszyscy
          oprócz mnie ściagali, albo ja jestem zbyt uczciwy,
          albo poje..y, ale nie ściągałem... byłem jednym z najlepszych uczniów z
          matematyki... baba udawał że nie widzi, że ściągają...
          i jaki był efekt.. ja na maturze mam 4 z matmy, cała klasa (choć umiała 3 razy
          gorzej ode mnie) ma 5.. a na koniec jeszcze baba
          mnie opie..ła, że jej poziom klasy obniżam... chyba młody jesteś kolego
          idealisto... albo wychowany przez równie nierealnych
          rodziców jak moi... może za dużo się pozytywistycznych powieści naczytałeś...
          ludzie to małe wredne chciwe istoty... w dużym
          procencie.. wóda, ruchnąć coś, disco posłuchać, skuna wypalić, a potem
          teleturniej albo brazyliski serial obejrzeć, pierdnąć,
          paciorek i spać...
          kolejne zło moralne... a wojna w iraku ? ile lat ameryka pomagała husajnowi,
          ile pomagała afganistanowi i talibom... bo walczyli z
          ruskimi, bo byli potrzebni ze względów ekonomicznych... a przecież od razu
          wiadomo kim byli ci dyktatorzy... nie chodziło o
          zwalczenie tyranii o wolność ludzi... chodziło o obalenie RWPG, wówczas tu
          powstała nisza gospodarcza, wykupili fabryki,
          zlikwidowali je, a my musimy kupować ich dobra konsumpcyjne, przez co u nich
          znikł problem bezrobocia i ewentualny kryzys
          wynikający nadprodukcji, zapchania rynku dobrami konsumpcyjnymi...
          więc niby szczytne cele (wolność), ale pod nimi ukryty zwykły rachunek
          ekonomiczny... lub poprostu wielkie złoża ropy...
          a TVP ... panie(lub pani) kolego... a Czażasty, a Kwiatkowski ... kosmici ?
          nie... ludzie z firmy do której chciałeś iść...
          dodam jeszcze jedno co do "zła moralnego" mój brat jest przedstawicielem
          medycznym... taki koleś co chodzi między lekarzami i daje
          im łapówy aby ludziom wypisywali preparaty danego koncernu... ma 8 tysięcy
          miesięcznie... ale jak się przyjżeć uważnie, to na
          czym polega jego praca ? nad wyciskaniem pieniędzy od ludzi schorowanych,
          cierpiących, którym te leki są potrzebne aby żyć...
          te leki mogły by być 5 raz tańsze, ale wtedy on nie zmieniał by co roku
          samochodu i nie miał by willi... zresztą sam cynicznie
          powiedział "jak lek jest dobry i skuteczny, to potem zdrowy pacjent już go nie
          potrzebuje, dobry lek to taki, co pacjent go
          potrzebuje coraz więcej, co powoduje skutki uboczne, aby kupować inne leki"...
          czyste rynkowe myślenie... a wiesz ile do niego
          przychodzi dziennie CV ludzi którzy chcą tak pracować... sam mi pokazywał kilka
          kartonów CV ... kończę, bo jeszcze muszę dokończyć
          jedną grafikę 3d...

          ktoś pisze o 4 miesiącach...
          a co ja mam powiedziec, skończone studia na polibudzie dzienne, stypendium
          naukowe, ileś programów komputerowych, dwa języki... i
          15 miesięcy bezrobocia zanim mnie wzięli z racji dofinansowania z urzędu
          pracy... a że praca była kiepska (tylko na okres
          dofinansowania, maxymalne wyzysk, mobbing i wogóle), więc dalej słałem CV...
          pseudo-praca się skończyła... znów bezrobocie...
          2.5 roku słania CV i żadnej odpowiedzi !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          no fuckin' answer at all !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          pominę fakt, że nie szukam akwizycji ani sprzątania...
          ale 2.5 roku poszuzkiwań i zero !!!!!!!!!!

          hehe... bo to państwowa firma, to tak jest.. ja w testach do policji miałem po
          90 % poprawnych odpowiedzi (wymagaja poziomu
          30/100) i co... i nic... za to dres , co ma "wujka" jest policjantem, choć
          ledwo maturę jakimś cudem zdobył i ani mru mru "na
          inastrannych jazykach" "nor english neither german" i ogólnie koleś sobą
          niewiele reprezentuje poza solarium i koneksjami
          rodzinnymi...
          szanowny kolego , w firmach państwowych jest obowiązek ogłaszania konkursu na
          stanowisko i dlatego Cię wogóle musieli wziąc na te
          testy...
          w prywatnej bierze się kogo chce, a państwowe mają inne przepisy, więc nawet
          jak czyjś syn skończył dany kierunek studiów ( i
          zorganizowali specjalnie pod niego etat) to ogłaszają konkurs...
          wiesz... znam przykład z jednego z ministerstw, gdzie pare lat temu poszukiwano
          do działu związago z finansami kogoś po lesnictwie
          i ze znajomością francuskiego , choć zadania były typowo dla ekonomisty, a
          kontakty w świecie biznesu odbywają się po
          angielsku... poprostu "czyjeś" dziecko skończyło taki kierunek (bo
          trudniejszego nie umiało) i wymyślono pod nie etat...
          powiem Ci jaka raz mnie wściekłość wzięła jak spotkałem dawnego kolegę, w
          rozmowie mianowicie wyszła następująca rzecz... w jednej
          firmie państwowej starałem się o pewne stanowisko bardzo związane z moim
          wykształceniem, mnie odrzucili po rozmowie... co się
          okazało ON na nim pracuje... pytam go "...jak to, przecież Ty jeszcze studiów
          nie skończyłeś ?"
          na co on "a po co mi studia i języki, to tata dał ogłoszenie, bo po technikum
          nic nie mogłem znaleźć, a tu za siedzenie na krześle
          i oglądanie netu mam 1500"...
          więc takie są realia "budżetówki ( ministerstwa, wojsko, policja)" i "spółek
          skarbu państwa"

          trzeba by takich palić... nadzieję ludziom robią tylko...
          ja tam kiedyś poszedłem na ogłoszenie , że do agencji potrzebna jest osoba z
          grafiką komputerową...
          dziwiłem się widząc dziesiątki ludzi, któzy nawet nie mieli pojęcia co to 3d
          studio, corel, flash... na słowo rendering też zero
          reakcji... ale najbardziej się wukrwiam jak o nich słyszę, bo... powiedzieli,
          żeby przyjść jutro w garniturze...
          więc aby się nie spóźnić, być porządny , wziąłem taksówkę...
          sku..syny mnie kosztowali 32 złote !!!!!!!!!!!!!!
          tyle straciłem, gdy usłyszałem , że to nie praca grafika, ale akwizycja...

          na Ciołka, też się okazało "ale za szybko się pan obronił, już minął rok i nie
          jest pan absolwentem"
          wcześniej - to zapamiętam do końca życia - chodziło o staż w Komendzie
          Stołecznej, mi powiedziano, że nie ma, że już miejsce
          wykorzysten i za póxno się zjawiłem...
          za mną wszedł jeden koleś, z Ciołka wracałem powoli, patrzę, a on idzie i gada
          przez komórkę i co słyszę "mamo, dobrze, że twoja
          koleżanka przetrzymała ten staż w stołecznej, ja tam teraz jadę..."
          mi powiedziano, że stażu już nie ma, a koleś za mną go dostał ???
          ogólnie o ciołka mam bardzo złe zdanie...
          przez rok tam nic nie załatwili, nie pomogli znaleźć... wysylali na omyłkowe
          rozmowy, gdzie u pracodawcy się dowiadywałem , że nie
          aktualne..
          na grochowskiej było inaczej, 2 miesiące rejestracji i znaleźli mi pracę...
          ch..ową, ale jednak była...

        • veritas1 **** 15.11.04, 07:06
          np. na moim wydziale na polibudzie miałem zajęcia od godziny 9-18 ( z okienkiem
          w środku) więc powiedz mi kiedy
          miałbym pracować ???
          mniej zajęć było na V roku, owszem... czasem się uczyło i robiło projekty do 2
          w nocy....
          kiedy student politechniki ze studiów dziennych ma niby pracować ???
          sobota lub niedziela, wakacje ???
          a kiedy do qrvy nędzy wypoczynek, przyjaciele , hobby ???
          kiedy czas na dziewczyny, muzykę, surviwal ???
          życie nie jest po to aby tylko spać, pracować i się uczyć...
          to ci pieprzeni pracodawcy chcą aby człowiek miał taki tryb życia:
          5.30 rano wstać,
          6.10 wyjść do pracy,
          6.50 w pracy
          19 wyjście z pracy,
          22 spać, żeby wstać o tej 5.30
          to ma być życie ???
          to gó.. a nie życie...
          życie jest jak pracujesz maksimum 8 h i starcza czasu na wycieczki, kolegów,
          kobiety, muzykę , więc nie pie..o pracy w czasie
          studiów dziennych !!!
          bo człowiek nie po to zyje, po to żyją ci z mentalnością niewolnika...
          praca to jest coś co trzeba robić, aby mieć kasę na inne rzeczy...
          a nie sens zycia i cel sam w sobie...
          chyba, że ktoś jest muzykiem, komandosem, policjantem, dziennikarzem - taką
          pracę sie kocha bo jest fascynująca i ciekawa i pełna
          adrenaliny...

          a dziś poniedziałek , kupiłem gazetę...
          ku.., operatorowi DTP, grafikowi i inne takie bajery oferują 800 zł,
          a obok ogłoszenie na fryzjerkę za 1500 ;(
          sam zresztą wiem, ze kumpel w myjni zarabia 1500 a to były pieniądze jakie w
          mojej chorej firmie mieli tylko kierownicy,
          o co ku.. w tym kraju chorym chodzi...
          człowiek wykształcony ma zarabiać 2 razy mniej niż ktoś po zawodówie ???
          ile ja ofert odrzucałemm kiedyś jak proponowano 700,
          a moi kumple dresy cieciują, albo sprzątają za 1200-1500
          chyba naprawdę czas ten kraj opóścić

          no i jak ja ponad rok temu desperacko szukałem pracy po roku bezefektynych
          poszukiwań, byłem w amplico...
          ucieszyłem się.. bo człowiek nie miał doświadczenia (studia dzienne), a to
          jedyna firma, która oddzwoniła na CV...
          w ogłoszeniu było coś o infomatyce...
          ogólnie dowiedziałem się, że prac przy komputerach... ale potem wyszło, że
          poprostu akwizycja ubezpieczeń (czyli "agienty")
          podziekowałem ... a potem przez tydzień miałem ileś telefonów w
          stylu "dzieńdobry, chcę panu przedstwić rewelacyjny plan
          ubezpieczeń", albo "czy myslał już pan o swojej emeryturze i u kogo się
          ubezpieczyć"...

          a ja wiem o co wielu pracodawcom chodzi...
          idealne cechy pracownika:
          - 4 języki,
          - 2 doktoraty,
          - musi być na tyle głupi żeby nie grozić pupilom szefa swoją wiedzą i awansem,
          oraz na tyle głupi aby nie dał pozwu do sądu,
          - 25 lat i ładna laska,
          - 10 lat udokumentowanego doświadczenia na podobnym stanowisku,
          - nie upomina się o nadgodziny, BHP, narzędzia do pracy,
          - nie chce pensji (to chyba najważniejsze),
          - nie choruje,
          - żeby urząd pracy dopłacił 50 % pensji,
          - żeby można było od podatku odliczyć...
          - a jak się znudzi, żeby mozna było wywalić...
          - no i żeby miał dozgonną wzdzięczność za to, że pracuje...

          na szczęście nie wszyscy są tacy, ale jest ich zdecydowanie za mało...

          to że człowiek chce zarobić na jedzenie i mieszkanie i rozrywki to nie jest
          PRL...
          to jest "godność"... praca za 700 czy 800 jest "niegodna człowieka" bo mu nie
          starcza na opłaty i jedzenie...
          praca za 1800, legalna na podstawie umowy okej, ale podaj konkrety, a nie
          rzucenie hasła w stylu "pracownicy są be", bo akurat
          najczęściej "pracodawcy są be"... ile jest spraw w sądach dla osób, które nie
          płacą, obniżają zarobi oszukując na liczbie godzin,
          albo awansują tylko "krewnych królika"...
          ile jest osób, które wyleciały, bo przestały się godzić na bezpłatne
          nadgodziny, albo odkryły, że szef łamie prawo...
          poprostu nie wierzę w to, że nie mogłeś znaleźć pracownika niskokwalifikowanego
          za 1800, bo w mojej fabryce było kilkadziesiąt
          osób pracujących za 700 i to pracujących ciężko... a osoby zarabiające ponad
          1500 stanowiły niewielki procent... poprostu to brzmi
          nieprawdziwie...
          a może poprostu kolejny nastolatek synalek tatusia-biznesmana dorawał się do
          kompa i pluje na ciężko pracujących ludzi, gardzi
          nimi bo nie mają merola...

          ja 2 lata temu skonczyłem studia i ponad rok nie miałem pracy...
          bo:
          nie zatrudnimy pana bo brak doświadczenia,
          brak doświadczenia bo nikt mnie nie zatrudnił bo brak doświadczenia...
          znam wiele osób co nie mają doświadczenia z powodu braku doświadczenia i 3 lata
          po studiach pracy "szukają"...
          więc jak masz tylko licencjat i szukasz miesiąc, to nie marudź, maoi znajomi z
          doktoratem włącznie i po 2 lata szukali, zanim
          poszli do sklepu towar wykładać...
        • veritas1 !@& #35; $%^& *() 15.11.04, 07:06
          te "kursy komputerowe" to kolejne oszustwo bazujące zrozpaczeniu ludzi
          bezrobotnych szukających jakiejkolwiek sposobności do
          zarobienia na chleb...
          to wyciąganie pieniędzy... i robienie ludziom nadzieji, które nigdy się nie
          spełnią...
          bo co komu z np. byłego górnika, co spędził kilka godzin przed Photoshopem,
          co byłej szwaczce przeszkolonej do podstaw HTML'a który zapomni po dwu
          tygodniach, albo kto zatrudni lakiernika, który dowiedział
          sie czym sie różni karta graficzna od sieciowej... itp, itd...
          ludzie , którzy nie mają z pewnymi programami do czynienia ileś miesięcy/lat
          nawet nie rozumieją, że tę kasę zmarnowali...
          a potem dziwią się jak ktoś im powie, że obiekt jest źle pozycjonowany i nie
          wyśrodkowuje się w Operze, a jedynie w Explorerze...
          wydali ileś kasy i nawet nie wiedzą co ten zwrot znaczy...
          a potem narzekają, że zrobili dwumiesięczny kurs , na którym opanowali gafikę i
          www oraz programy księgowe a nikt ich nie chce...
          ja z grafika mam do czynienia 4 lata, z www też ze 3 lata i nawet nie śmiem
          powiedzieć że "dość dużo umiem", bo wiem ile jeszcze
          jest do opanowania...
          ale wiszące na każdym przystanku plakaty kuszą, "kup kurs u nas, dla
          najlepszych szansa pracy..."
          zwykła zmarnowana kasa, a ja znam gościa co robi świetne strony, duuużo umie,
          zarabia na tym 2 razy lepiej ode mnie (acz na
          zlecone) "wysilając się" może kilka dni w miesiącu, i nadal ma kłopoty ze
          zleceniami, bo na "etat" nikt go nie weźmie, bo nie
          skończył ASP...
          a co tymbardziej jakiś koleś po zawodówie, co ileś lat malował mieszkania, a
          teraz np. wybrał się , dał 400 zł za kurs i
          dowiedział się, że jest coś takiego jak FLASH ... przykład z sąsiedztwa, nawet
          człowiek odpowiadała na ogłoszenia dla grafików,
          a jak pytali o portfolio... to on chciał dołączyć zdjęcie do CV ;)
          jak się nie zajmujecie takim "biznesem" to nie dajcie się nabierać na "kursy",
          bo pracy po nich nie będzie...
          to oczywiście nie tyczyło osoby autora postu, tylko osób które z nadzieją pędzą
          na kursy z ogłoszeń...
          a co do autora postu...
          zależy jaką szkołę wybrałeś, są takie co dobrze uczą... (bo akurat dwa lata
          nauki to nie kurs z ogłoszeń na przystanku) ogólnie
          jednak na podyplomową informatykę, albo coś takiego w tym stylu, jakbym miał
          kasę to na Polibudę sam bym poszedł albo do tej
          "japońskiej", ale to kasiora ciężka... więc tu nie psioczę...


          u mni też nie było "pochwał" za dobrze wykoananą pracę, tylko opie..nie,
          że "to tyle trwało"... z tą tylko różnicą, że ja
          zapie..łem za 800 zł...
          nie warto marnować nerwów, żyjesz raz, a umrzeć w wieku 40 lat na zawał ???
          szef tego nie doceni, weźmie następną...
          jak ja powiedziałem, że jestem zmęczony i boję się, że jak nie odpocznę to
          zacznę popełniać błędy...
          to mi odpowiedział, że "nie jest pan piędziesięcioletnią babą z menopauzą, żeby
          być zmęczony, a żyjemy w kapitaliźmie i trzeba być
          brutalnym dla ludzi"...
          nigdy nie byłem komunistą, ale w takim momecie zrozumiałem, czemu w 1917 roku
          wieszano i rozstrzeliwano "kapitalistów" w rosji...
          i sam za takie słowa bym faceta zajebał...
          niestety ze zmęczenia poełniłem błąd i mnie wywalił...
          oczywiście błąd był mały i sprawa będzie w sądzie, ale...
          uwierz, nie warto się wykańczać, bo tylko stracisz poczucie czegokolwiek, ja po
          roku w moejej chorej firmie nie nadaję się narazie
          do niczego...
          a stan nerwowy nie pozwala na razie na szukanie pracy, bo przecież na rozmowie
          o pracę nową nie pochwalę się, że walczyłem z
          bezpłatnymi nadgodzinami...
          żyjemy w ku..kim kraju, uciekaj stamtąd zanim się uzależnisz i dostaniesz
          menntalności niewolnika...
          inaczej pracodawca poczuje, że wszyscy się poddają i następna osoba , której
          będzie szukał, bedzie musiała robić za 600 zł, bo o
          poczuje władzę ,
          jak ludzie dają się gnębić, to sadyści stają się tylko silniejsi i bardziej
          brutalni dla innych, następnych... bo ty tam jeszcze
          rok nie wyrobisz, a twoi następcy mogą mieć tylko gorzej... poprostu w facecie
          wyrobi sie przekonanie , że jest bogiem... znam to
          z drugiej strony, mój brat cioteczny jest pracodawcą, nie chcę u niego
          pracować, bo bardzo źle traktuje ludzi i on już ma to
          poczucie, że jest bogiem, nie mam z nim wspólnego języka, bo on serio uważa,
          że "dając pracę daję ludziom prawo do życia, to
          dzięki mnie mogą założyć rodzinę, i muszą mi być za to oddania i wdzięczni"...
          on ma takie teksty... przez ludzi, którzy dają się wykorzystywać, taki sadysta
          czuje się bogiem i beszczelnie ma pretensje, jak
          ktoś przed nim nie pada na kolana...
          tak jak mój szef mnie wywalił, bo mu nie pasował charakter, bo śmiałem "mieć
          uwagi", a on oczekiwał tylko słów "tak jeest panie
          prezesie", "genialna myśl panie prezesie"...
          potem zaczął dawać niewykonalne zadania i ludzie lecieli, bo nikt nie odważył
          się powiedzieć, że np. na wpisanie miesiąca danych
          do bazy potrzeba ileś dni, to potem siedzieli po kilka godzin dziennie po
          godzinach, żeby uzupełnić bazę danych, jego
          zachcianka...
          ja musiałem szybko uruchomić stronę www, siedziałem w domu dwa razy do 2 w
          nocy, bo musiała być zrobiona w dwa dni,
          obiecywał 500 zł, potem 300, a na koniec mnie wywalił... za pracę dwa razy do 2
          w nocy, za pracę do 21, za pracę do 19, za pracę w
          wolne soboty i raz w niedzielę... dostałem kopa w dupę...
          daruj sobie takiego chama, lepiej iść do sklepu za ekspedientkę...
          kumpel mi proponuje pracę w myjni samochodów za 1500 zł na jego zastępstwo na 3
          miesiące,
          a ja za 800 musiałem robić za logistyka, magazyniera, informatyka, budowlańca,
          nadzór budowlany, administrację i kontakty z
          obcojęzycznymi klientami, bo wsród "starych pracowników" nikt nie zna obcych
          języków...
          i wolę myć samochody w spokoju, słuchając radia za 1500 niż wysilać się za 700
          czy 800 zł...
          oby tylko ta myjnia wypaliła...
          bo jak się znowu okaże iż "ma pan za duże kwalifikacje" to się wścieknę...
          tak im się w mózgach poprzewracało...

          duzo teraz jest osób bojących się "lepszej" konkurencji, bo pracę mają tylko po
          znajomości...
          u mnie w mojej byłej firmie (ja nie jestem nikim wybitnym) ale większość
          pracowników biurowych stanowią osoby, które mają problemy
          z obsługą Worda, a tych, którzy umieją się przedstawić po angielsku jest może
          paru...
          ja stworzyłem w pracy bazę danych, stworzyłem elektroniczną rejestrację
          zamówień i zakupów, znam na poziomi dość dobrym 2 języki i
          wyleciałem a "na gotowe" weszła osoba prawdopodobnie z rodziny prezesika, bez
          wyższego wykształcenia, studiująca na jakimś
          kolejnym "zarządzaniu" i nie umiejąca odczytać nawet reklamowego maila po
          angielsku (wzywa wtedy pomocy)...
          są takie firmy, które potrzebują "fachowców", ale niestety czasem tak bywa, że
          rozmowę odbywasz z "kadrową", a nie szefem, a
          "kadrowa" ma znajomych bez pracy z niższymi kwalifikacjami, i nie może
          dopuścić, żeby "dobre CV" doszło do szefa...
          ale nie załamuj się wiele firm szuka "fachowców", tylko czasem trzeba rok
          czekać...
          jakbyś był młodszy, to mogli by wziąć ze względu na "program refundacji",
          bo po to się bierze "młodych", żeby wycisnąć dotacje...

          ostrzeganie innych, baaaardzo porządna rzecz...
          ja dodam częste ogłoszenia:
          - agencja reklamowa, na różne stanowiska... ogólnie ulica Wolska ,
          - hurtownia, na Woli, nie pamiętam ulicy, ale... też wymiajające odpowiedzi,
          ja szukałem pracy biurowej w hurtowni, bo mam takie wykształcenie (transportowo-
          logistyczne), a w przypadku reklamy (grafiką się
          zajmowałem)...
          a te dwie "firmy" , ogłaszają się często...
          ale ani z logistyką, ani z grafiką komp. nie mają nic wspólnego...
          to oszuści...
          potem każą wykupić od nich np. reklamówkę pasty do zębów i wciskać ludziom na
          ulicy...
          ogólnie jak ktoś szuka pracy jako grafik w agencji reklamowej (ja miałem niezłe
          osiągnięcia) to niech o tych zapomni...
          tak samo rada do wszystkich chcących pracować w hurtowni...
          jak w drzwiach wita was parę ładnych panienek i młody chłopaczyna w eleganckim
          garniturze, to nie jest n
          • veritas1 ojej nie dokonczylo sie 15.11.04, 07:07
            w eleganckim garniturze, to nie jest na pewno hurtownia... tylko
            akwizycja...
            hurtownia to kilku starych, grubych gości w koszulach w kratę, jak widzicie
            kogoś takiego, to trafiliśćie do hurtowni ;)))

            • nowijka_80 do veritsa 1 20.03.05, 17:30
              Człowieku biografie napisz a nie zaśmiecaj forum takiiiiiiiiiiiiimi tekstami.
              Może ci ją kto wyda i zarobisz na tym ten swój uprgniony 1000zł.
              A swoja droga, skoro WSZYSCY twoi znajomi pracuja za 1100, a ty jeden bidulek
              nie, to moze z toba jest cos nie tak a nie z sysytemem.
              • veritas1 [...] 21.03.05, 14:30
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • losiu4 Re: !@& & #35; 35; $%^& *() 15.11.04, 07:24
            co do kursów komputerowych, szczegolnie tych organizowanych przez niektóre PUPy
            małopolskie (i niektóre prywatne firmy) - zgadzam się z Mgrinz. Są niewiele
            warte.

            Pozdrawiam

            Losiu
            • Gość: shocked Re: !@& & & #35; 35; 35; $%^& *() IP: 212.244.131.* 15.11.04, 08:32
              A ja jestem w nieustajacym szoku z powodu ogromu belkotu serwowanego przez
              mgrinz. Facet powinien isc na terapie.

              P.S. Z tego bredzenia wyplywa jeden wniosek: gosc chce pracowac tylko dla kasy -
              nic dziwnego ze mu sie nie udaje. Zero zainteresowan = zero sukcesu.
              • veritas1 dobre! 15.11.04, 09:05
                Tyle ze dla niego terapia jest siedzenie przed monitorem i s**nie w gacie ze go
                nigdzie nie chca wziac do pracy. Nic dziwnego, swoja droga. Takiego
                nieudacznika nikt nie wezmie.
              • Gość: do shocked Re: !@& & & & #35; 35; 35; 35; $%^& IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.04, 13:41
                facet, po pierwsze: to ten dekiel veritas wyrywa odpowiedzi konktretne z kontekstu, cytuje tylko częściowo, a więc zniekształca je;
                po drugie: skoro pracownik jest zatrudniany aby wypracować zysk dla pracodawcy, to logiczne, że dobiera pracownika przede wszystkim jako źródło zysku, a więc i pracownik robi dla pieniędzy, bo za uśmiech w sklepie chleba nie dają;
                po trzecie: to co piszesz o zainteresowaniach nijak nie ma się do relacji pracodawca-pracownik, bo zainteresowań i hobby to akurat mam wiele, a napewno więcej niż osoba, która została przepędzona z innego forum, bo tam tylko się nabijała po chamsku z innych ludzi i nie wnosiła niczego swoimi wypowiedziami, nie umie dyskutować, bo nie ma argumentów, ten veritas to osoba niedojrzała, która się zachowuje jak małe dziecko w czasie ważnej debaty w TV, wystawia język , bo nic innego nie umie; i tyle...
                nie czytaj wypowiedzi wyjętych z kontekstu i źle przemiksowanych...
                shocked to ja jestem, ale twoją ignorancją...
                • veritas1 sam jestes dekiel ciolku 16.11.04, 10:40
                  Wklejam calosc tych wypowiedzi, ani slowa nie smialbym uronic. Udowodnij ze
                  cokolwiek wycialem, pajacyku.
                  • Gość: ss Re: sam jestes dekiel ciolku IP: *.e / 213.25.195.* 18.11.04, 12:24
                    Słuchaj veritas1; o ile wiesz, co oznacza słowo "veritas -atis", to wysil się, aby napisać coś od siebie (a może o sobie?), tylko żeby to była Veritas.
                    Jeśli ktoś jest jest zainteresowany postami, które cytujesz, to potrafi je znaleźć bez Twojego wklejania. Teen człowiek, którego cytujesz opisuje po prostu swoje życie, które jest takie a nie inne; Ty masz może bardziej ciekwe, więc je opisz; może dla co poniektórych forumowiczów będzie jeszcze bardziej śmieszne niz to, co cytujesz. Osobiście podejrzewam,że osobę, którą cytujesz rozszyfrował ostatni pracodawca, a Ciebie wynajął do dokopania tej osobie, ale jest to tylko moje zdanie; nie chcę Cię bowiem podejrzewać, że jesteś wrednym typem, który potrafi tylko naigrawać się z cudzych problemów nie mając pojęcia o tym, co robi. Pozdrawiam, życzę dalszych "sukcesów" w cytowaniu cudzych wypowiedzi; oraz życzę Ci, aby w życiu spotkało Cię przynajmniej 300% tych "przyjemnosci", które spotkały cytowaną przez Ciebie osobę. Dla całości mojej wypowiedzi dodam, że nie znam osoby, której posty są przez Ciebie cytowane, ale to co robisz jest zwykłym chamstwem i świadczy o poziomie Twojego wychowania i Twojej kulturze osobistej.
                    • veritas1 Re: sam jestes dekiel ciolku 20.11.04, 20:22
                      Ten pan niezaleznie od tematu opowiada historie swojego zycia, jednoczesnie
                      udowadniajac wszystkim swoja beznadzieje (zero zainteresowan, glowna pasja:
                      narzekanie na forum internetowym). Dlatego jest taki zabawny.

                      >Osobiście podejrzewam,że osobę, którą cytujesz rozszyfrował
                      > ostatni pracodawca, a Ciebie wynajął do dokopania tej osobie

                      Ciekawa teoria, ale tak naprawde to ja kontroluje bilety w trolejbusach.
                    • Gość: lucyna Re: sam jestes dekiel ciolku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.04, 20:53
                      A ja podejrzewam, że mgrinż poprosił jakiegoś znajomego z zawodówki, który
                      zarabia więcej od niego, żeby się tu wpisał w jego obronie.
      • adam.michnig Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 15.11.04, 14:14
        Jakbym mial dawac prace tylko po tym poscie to wcale sie nie dziwie ze nikt ci
        nie chce dac. Tak chaotycznie piszesz ze sie czytac tego nie chce
      • veritas1 ech 16.11.04, 10:39
        ja byłem tylko na testach.. trudne... mianowicie bardzo niewyraźne z szumami i
        trzaskami nagranie z lotu po angielsku, a musisz
        rozpoznać i zapamiętać kolejno miejsca i wydarzenia a potem w teście są pytania
        dotyczące zasłyszanego tekstu, kolejne np. masz
        kartkę na której jest dużo liter, odwracasz po pół minuty i musisz odpowiedzieć
        ile tam było np. liter małe "e" i cyfr "5"
        ogólnie te testy w PLL LOT wyglądają jak test na inteligencje połączony z
        bardzo ostrym testem na zapamiętywanie, główny nacisk na
        pamięć + trzeba dobrze znać angielski, na tyle aby w nienajlepszej jakości
        nagraniu rozpoznać kazde słowo...
        ogólnie musisz mieć świetne sposrzeganie i pamięć wzrokową... no i nie można
        się pomylić z 400 osób na kurs biorą tylko kilka,
        naprawdę dobry wzrok i pamięć musisz mieć, jeżeli nie masz pamięci do cyfr,
        liczb, to raczej nie dasz rady.. ale jeżeli masz dużą
        sposrzegawczość to startuj...
        te testy przypominają nieco testy w jednostkach specjalnych, tyle, że bez
        ćwiczeń... ogólnie pokazują ci na 30 sekund mapę a potem
        pytają po angielsku: gdzie był dom niebieski, obok czego był dom czerwony, ile
        było domów żółtych... tego typu testy... trudne,
        ale polecam też jako świetną zabawę w sprawdzenie siebie samego...
        nie wiem czy o tym samym mówimy, bo ja mówię o testach które miałem rok temu w
        PLL LOT na dyżurnego ruchu lotniczego...

        ja w służbie cywilnej miałem 3 rozmowy, ale "po znajomości"... wygląda to tak ,
        że jest komisja kilku osób i przepytują z kwestii
        merytorycznych, ale raczej się nie łudź na pracę, tylko może 5 % ofert nie jest
        ustawionych z góry... głównie są to oferty dla
        wysokiej jakości specjalistów lub na najniższe stanowiska...
        na stanowiska, gdzie nie wymaga się wiele raczej idź na luzie i nie robiąc
        sobie wielkich nadzieji... może trafisz na te 5 %
        testy robi się czasem ale rzadko, raczej przepytują z tego czego ma dotyczyć
        praca...
        czyli jak sobie pan wyobraża pracę, jakie są pana doświadczenia z tymi
        tematami, pare słów o sobie po angielsku albo inny język
        ... ?

        ja piszę tylko tam gdzie spełniam wymagania, poza jednym "kilka lat
        udokumentowanego doświadczenia"... jak gdzieś jest inny język,
        albo inne studia (np. ekonomia, zarządzanie) to nie piszę, bo wiadomo, że to
        tylko denerwuje ludzi którzy oczekują konkretnej
        osoby a nie stosu innych z innej beczki...
      • Gość: Social Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: *.dreamnet.pl 17.11.04, 22:14
        Veritas. Zgłoś się do opieki społecznej na Pradze,bedzie ci lepiej niz
        myslisz. Albo zapisz sie na kurs.......pisarzy!
        • Gość: dzidziah [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.04, 22:43
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • Gość: realista Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.04, 23:11
            veritas1 - "smutny klaun".
            nie widzicie ???

            płacz niektórym pomaga.niektórzy płaczą długo.kiedys w końcu zabraknie łez...
            miejmy nadzieję !!!
            • Gość: trawa Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.04, 08:37
              brawo veritas, usmialam sie:>>


              [a co niektorzy chyba nie zalapali....]
              • penelopa.pitstop Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 18.11.04, 10:02
                Ja tam od razu sie domyslilam o kogo chodzi ;) Wystarczyl sam poczatek
                pierwszego posta ;)


                Penelopa.
                • Gość: trawa Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.04, 11:57
                  no temat watku z deka grafomanski, lecz genialnie oddaje nastroj calosci:>> a
                  ludzie wkrecaja sie i wkrecaja..:>>>
      • 6x9 Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 18.11.04, 12:13
        ale się żalisz:-)) i dlatedo należy zlikwidować biurokratów,Ty też pochodzisz z
        rodziny która udawała że coś robi a wysł€gowała się komunie, a gdzie można
        dostać po zawodówce 2x tyle co inni po studiach???? w hipermarkecie ??? tam 600-
        700 złoty można dostac to idz tam
        • Gość: awe Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: *.e / 213.25.195.* 18.11.04, 12:28
          Ty naprawde jestes "szesc na dziewiec" :))
          • veritas1 nie ma lekko 18.11.04, 20:05
            urzędy często nawalają, bo pracują tam ludzie "po znajomości" a wy ze swoich
            podatków za to płacicie... cóż...
            może gdyby kadra była lepsza...
            z drugiej jednak strony patrząc to często jest tak, że w administracji
            centralnej pieniądze się marnuje (np. na pojazdy służbowe
            różnej maści dyrektorów, podczas gdy na zachodzie samochód służbowy przysługuje
            od ministra w górę lub też remont willl leszka
            millera kosztujował pare lat temu 1.5 mln zł, oczywiście utajnione i nigdy nikt
            nie zobaczy ile "firma" wzięła za wymianę kranu) a
            w urzędach małego szczebla jest brak pracowników... bo jak się
            wydało "dyrektorom" na pojazdy, meble dębowe i komórki, to już nie
            starczy na pensję "urzędasa" i stąd braki kadrowe i opóźnienia...
            popatrzcie na sądy... zwykły sędzia jest zawalony i ludzie na sprawy czekają po
            kilka lat, a ZUS na "remonty" i "nowe
            pomieszczenia dla zarządu" wydaje więcej niż na pensje 1000 sędziów... w TVN
            kiedyś był wywiad z gośćiem z Biznes Center Clubu,
            bogatym przedsiębiorcą, który oświadczył, że nie stać go na takie warunki jakie
            ma np. dyrektorstwo ZUS...
            bo pęczak nie jedno ma imię...
            jeżeli to nie jest ukryta akwizycja, to praca logistyka powinna polegać na
            załatwianiu i organizowaniu surowców, potem na kanałach
            zbytu, na ewentualnym magazynowaniu, określaniu poziomu zapsów, segregowaniu,
            wysyłce na określone kierunki... logistyka to to co
            dawniej nazywało się kwatermistrzostwem, zaopatrzeniem... ogólnie logistyk
            produktu powinien organizować transport i dostawę do
            odbiorcy... jeżeli będą Ci kazali "szukać nowych odbiorców" to to nie jest
            logistyka ale PH...
            więc prawdopodobnie będziesz miała do czynienia z wysyłką towaru od miejsca
            produkcji/składowania do klienta, do tego dochodzi
            optymalizacja kosztów transportu, mówiąc po ludzku wybieranie najtańszego
            przewoźnika i pilnowanie aby był on terminowy...
            przynajmniej ja jako logistyk z wykształcenia tak to rozumiem...
            normalnie jakbym czytał mojego exprezesunia...
            też miał taki stosunek, że człowiek to jego rzecz... jak ktoś wziął urlop to
            jego sprawa czy w tym czasie leży i ogląda filmy,
            czy zapieprza na umowę... jego a nie twoja !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            jeżeli to pracownik "hali" jako się wyrażasz to zapewne miał 700 ?
            a teraz jeżeli np. na urlopie wychowawczym na zlecone np. robi strony www to
            może z tego mieć i 2000 ... i niech robi jego wist...
            u mnie było tak, że prezesunio wzywał w czasie urlopu, a potem się w
            rozliczeniach finansowych okazywało, że urlop "był"... a nie
            ważne, że np. po wizycie u lekarza wracało się do biura, u niego nie było "dwu
            godzin urlopu" tylko cały dzień, a wrócić trzeba
            było... natomiast w grafiku człowieka w tym dniu nie było...
            raz miał gnój pecha, kobieta "na urlopie" doznała wypadku, maszyna rękę
            zmiażdżyła... jak on protestował gdy się zjawiła policja
            :)))
            oczywiście przy maszynie powinno być dwu pracowników (wg. instrukcji
            producenta) ale nasz "kapitalista" zredukował obsługę do
            jednej osoby...
            kobieta chce odszkodowania za zmiażdżoną rękę, a prezesunio wywalił ją "co by
            fermentu wśród załogi" nie czyniła... znów przy
            maszynie zamiast dwu stoi jedna osoba...
            • Gość: trawa veritas my hero:>>>> [nt] IP: *.danmax.pl 18.11.04, 20:13
              • veritas1 cierpimy dalej 24.11.04, 20:21
                ja dostałem pracę z urzędu, może nie była super, ale zawsze... to że urząd nie
                ma ofert to nie jego wina, ale wina faktu
                braku tych wakatów...
                z pustego i salomon nie naleje, nie twierdzę, że oni są super, że nie grzeją
                stołków, ale jak nie ma ofert i potrzeb ze strony
                pracodawcy to urząd nie ma ofert,proste...

                u mnie w firmie była taka dziewczyna co się ciągle pięła w górę,
                zarabiała najlpiej choć jej jakość pracy pozostawiała wiele do życzenia,
                oficjalnie mówiła, że nie cierpi prezesa, ale potem się
                okazało że donosi, dzwoni do niego z każdym słowem wypowiedzianym przez innych,
                jak również okazało się, że jest... córką kochanki
                szefuńcia...
                też była dopiero na studiach, zero języków, a na innych narzekała, że są
                niezaradni, że są niedojdami skoro nie mogą znaleźć
                pracy, że są za głupi i dlatego zarabiają jedną trzecią tego co ona, a on ją
                chwalił, że to taki dobry pracownik... ciekawe czy
                jak prezesunio zerwie z jej mamusią to ona nadal będzie rewelacyjnym
                pracownikiem ? dodam, że to była spółka skarbu państwa...

                ja opowiem o tym jak raz szukałem pracy po studiach... wszędzie
                człowiek miał za mało doświadczenia, więc po roku szukania stwierdziłem, że
                muszę się zniżyć z ambicjami i pójść na ciecia...
                ujrzałem ogłoszenie w gazecie z którego wynikało, że pewna firma ochroniarska
                szuka kogoś z komunikatywnym angielskim, stawka
                miała wynosić 5.5 zł netto za godzinę... poszedłem, przepytano mnie po
                angielsku i dostałem umowę do podpisu, ale zobaczyłem, że
                na umowie nie ma 5.5 netto, tylko 4 złote, więc 30% mniej... zapytałem czemu,
                skoro w ogłoszeniu była inna kwota, na co człowiek z
                oburzeniem stwierdził "mamy takie duże bezrobocie a pan jeszcze marudzi ?"...
                to jest szczyt beszczelności... firma się
                Solid nazywa...
                nie odnosząc się do tematu dnia próbnego ( bo nie wiem czy jest on dozwolony
                kodeksowo czy nie), ale generalnie w polsce duża
                część ludzi posługuje się chorą maksymą "przepisy są po to aby je łamać"...
                chyba o to "solo" chodziło...
                tak samo jak np. moja rodzinka z kanady się dziwi, że w polsce nie dopowiadają
                na CV, a raz nawet mi powiedzieli "jeżeli ci nie
                odpisali to ich zaskarż, bo muszą w ciągu dwu tygodni poinformować kogo wzięli
                i dlaczego"
                nie znam prawa kanadyjskiego, więc nie będę tego komentował, natomiast za
                oceanem ludzi mają znacznie większą świadomość prawną i
                np. agencja YAP (o której był duży wątek) tam by nie funkcjonowała, bo skoro
                praca to akwizycja, to muszą to wyraźnie napisać, a
                nie np. nabierać (jak to było w moim przypadku 2 lata temu na "grafika
                komputerowego")... myślę, że dlatego niestety polska to
                nie europa, bo jak np. musiałem siedzieć wiele bezpłatnych nadgodzin, domagam
                się zapłaty, a pracodawca w sądzie pracy mówi, że
                nie rejestruje czasu pracy (co jest jego ustawowym obowiązkiem) to poprostu nie
                ma dowodu na nadgodziny i dowidzenia, ponieważ nie
                udowodnię ile musiałem za darmo przesiedzieć...
                ponieważ "polska to nie europa" więc skoro on nie rejestrował czasu pracy, to
                mi nic się nie należy z tytułu przepracowanych lecz
                niezapłaconych godzin, gdyż sąd nie wie ile ich było, a moja ocena jest
                nieobiektywna... o to chyba jej chodziło
              • Gość: balu Re: veritas my hero:>>>> [nt] IP: *.devs.futuro.pl 08.05.05, 15:53
                młodzi ludzie spieprzajcie z tego kraju nie oglądając się za siebie
                nie należysz go kliki nie maszs szzans a jeśli luż to tylko do momentu jak ktoś
                z "towarzystwa" nie będzie potrzebował etatu
                Taka jest władza w Polsce (roszady w kręgu tych samych pie..nych sku..synów)
                i w Firmach jest tak samo nawet jeśli sa zagraniczne natychmiast przejmują
                tutejsze zwyczaje
                im dalej od tego skorumpowanego kraju tym lepiej
      • veritas1 jezuuuuuniewytrzymaaaam 26.11.04, 15:44
        ruszyłem pewną znajomość i mam robotę za ponad 2 tysiaki, prosta, łatwa
        biurowa, atmosfera normalna, zero nadgodzin,
        przynajmniej tak się wydaje na wstępie... a gdy uczciwie siedziałem i słałem CV
        ponad 2 lata nie zaprosił nikt na rozmowę, a "po
        znajomości" były ostatnio 4 rozmowy na których były różne testy, z których
        jeden napisałem najlepiej, pokonując kilkanaście lub
        kilkadziesiąt osób, zależnie od aplikacji... gdybym był kiepski, to raczej bym
        ich nie pokonał, żałosne jest to, że bez "pleców"
        przez łącznie 30 miesięcy nikt nie zaprosił na żadną rozmowę... po tym fakcie,
        tym bardziej będę podtrzymywał przekonanie, że
        umiejętności liczą się mniej niż to, czy ma się kogoś "wewnątrz" kto CV na
        odpowiednie biurko położy... sam wiem jak musiałem
        zapieprzać za 800 zł dla jakiegoś psychola, co wiecznie był ze wszystkich
        niezadowolony (moi koledzy już wylecieli, rotacja co
        pare miesięcy) i porównuję to z normalną firmą, gdzie za połowę pracy w
        stosunku do poprzedniej mam trzy razy tyle kasy...
        także faktycznie popieram złość i rozgoryczenie niektórych osób i pozdrawiem je
        serdecznie... i chyba najbardziej tej sytuacji są
        winne byle jakie HR co wywalają lepsze cv od cv swoich znajomych... bo skoro
        zdałem ileś testów, pytań fachowych, rozmów w obcych
        językach to znaczy , że wina za to, że przez wiele miesięcy nie mogłem nic
        znaleźć nie leży po mojej stronie... a do znalezienia
        pracy potrzebna jest "ciocia" a nie "umiejętności"... śmieszny i żałosny
        kraj...
        moje CV też na "tym biurku" by się nie znalazło, i nie byłbym zaproszony, gdyby
        nie fakt, że "ktoś je tam położył" i to ja
        okazałem się najlepszy...
        gdyby to był PRL, to rozumiałbym, że zatrudnia się po znajomości nawet
        nienajlepszych, ale przecież w "kapytalyźmie" powinno
        chodzić o zysk, a więc wypracowanie pieniądza przez najlepszych pracowników...
        jak w takim razie ma się to do zatrudniania
        kiepskich, a odrzucania lepszych ? przecież to negatywnie wpływa na efektywność
        i zysk ... panowie pracodawcy zabierzcie się za
        porządki w HR swoich firm, bo wam srają w bilanse...
        tak samo jak wczoraj byłem w Media Markt kupić jedną rzecz, obsługa wręcz miała
        do mnie jako klienta pretensje, że się dopytuję o
        szczegóły techniczne urządzenia... sam tam szukałem pracy i mnie odrzucono, a
        wczorajsza osoba sprzedająca tylko mnie zniechęciła
        do korzystania z ich sieci, nie tylko miała pretensje "o jezu co pan chce" to w
        dodatku nie wiedziała nic o sprzęcie "a bo ja
        wiem, bierz pan jak chcesz" na prośbę o chęć porównania dwu modeli
        usłyszałem "o jezu no nie mam kabla nie podłączę", wyszedłem
        nie kupując nic...
        tacy ludzie mają pracę, a ja (i zapewne wiele osób o wyższych kwalifikacjach i
        kulturze ode mnie) jej nie miałem... sam bym w
        życiu do klienta się tak nie zachował, jak owa osoba z Media Markt... a pomimo
        tego owa osoba miała pracę a ja nie... nonsens,,,

        mi się wydaje że słowo "praca" oznacza wykonywanie czynności mających przynieść
        zysk pracodawcy za okresloną zapłatę... więc jak
        nie ma zapłaty to nie "praca" ale nawet poniżej niewolnictwa, bo niewolnik był
        przez "pana" utrzymywany, miał dach i jedzenie...
        ja proponuję "walczyć i szukać"... a nie dawać za free, bo za free to można
        pomóc kumplowi naprawić kompa albo samochód, ale jak
        kumpel komuś naprawia ten samochód (bo ma warsztat) za kase, a od Ciebie chce
        pomocy za darmo, to już stajesz się "frajerem" i
        tyle... pomagać znajomym za darmo TAK, pracować NIE... zapytaj panią w sklepie,
        czy da Ci za darmo bułkę, pizzę albo spodnie,
        pewnie spojrzy jak na wariata
      • veritas1 ach 28.11.04, 09:57
        no kiedyś był reportaż w TV, ludzie śpiący w "hotelach kapsułkowych" tak jak
        larwy w ulu, pytanie

        czy ktoś kto tylko pracuje i śpi
        czy to jest jeszcze człowiek, czy robot ?
        ci ludzie nie mają normalnych relacji rodzinnych, seksualnych, nie mają hobby,
        pasji przyjaciół,

        a po 40 roku życia umierają na
        zawał...
        chore... wogóle pracoholizm jest horobą, znam kogoś kto byłl pracoholikiem,
        wychodził rano do

        tych swoich "bilansów" wracał
        wieczorem i szedł spać, kiedy firmę trafił szlag facet o mało nie popełnił
        samobójstwa, bo nie

        widział celu w zyciu, nie
        obchodziła go matka, brat, obchodziły go tylko bilanse...
        mi pracocholizm nie grozi :)
        na pierwszy miejscu jest hobby, sport, przyjaciele, dziewczyna, a praca to coś
        co trzeba zrobić

        aby na te hobby i na utrzymanie
        mieć, współczuję ludziom którzy nie widzieli noc poza blatem swojego biurka...
        ponieważ nie mają

        czasu na relacje między ludzki to
        nigdy nie zbudują normalnej rodziny, ciekawe czy wogóle umieją kogoś kochać ?
        pewnie chodzą na

        dziwki (jak im czasu starczy), a
        jako skrajni frustraci seksualni muszą być nie do zniesienia w relacjach
        miedzyludzkich... bo nie

        wierzę że nie rzuca się na
        mózgownicę komuś kto 16 godzin pracuje...

        gdyby nie urząd pracy to nie miałbym pierwszego doświadczenia zawodowego,
        są potrzebne, ale jest to co ktoś napisał, pracodawca ma ustawowy obowiązek
        zgłosić wakat, czego

        nie czyni, więc urząd nie może
        dać oferty, bo sam jej nie otrzymał...
        gdyby nie zasiłek z urzędu to pewnie musiałbym kraść aby przeżyć...
        więc są potrzebne i tyle...
        a to, że wielu urzędników tylko pierdzi w stołki, cóż... wynika to raczej z
        tego, że są

        zatrudnionymi po znajomości średniakami...
        z urzędem pracy jest tak samo jak z każdym innym urzędem, o jakości jego pracy
        i efektach

        decydują ludzie w nich zatrudnieni, a
        jak są to "córeczki" pań urzędniczek co nigdzie indziej nie mogły znaleźć pracy
        są tu po

        znajomości, to efekty są mierne...
        potrzebna jest ich reforma i zmiana efektywności a nie likwidacja...
        państwowe pośrednictwo pracy i kontrola nad tym istnieje w każdym cywilizowanym
        państwie, a

        polacy powinni brać wzór z usa,
        kanady, niemiec, francji a nie trzeciego świata, sri lanki i republik
        bananowych, jak to

        proponują niektózy liberałowie skrajni...
        • Gość: PIOTR Re: ach IP: *.int.elnet.pl / 195.85.209.* 28.11.04, 19:57
          Świetny wątek mgr inż, brawo
      • veritas1 przepraszam ze jestem dnem i zerem, tak wyszlo 01.12.04, 16:43
        jeśli mój kumpel po zawodówie sprzątając ma 1100, jeśli mój drugi sąsiad po
        maturze jako cieć ma
        1000 netto miesięcznie a tylko siedzi, jeśli drugi koleś ode mnie zarabia 1500
        w myjni samochodów, to czemu ja ,
        człowiek z dyplomem politechniki, ze stypendium naukowym i dwoma językami mam
        chcieć cokolwiek robić za 800 ????
        szanowna ivet, jesli człowiek bez wykształcenia ma 1000 to ja nie widzę powodu
        aby człowiek umiejący kilka razy
        więcej miałby zarabiać mniej od nich...
        po za tym szanowna ivet, człowiekowi niedługo stuknie trzydzieska, już czas na
        rodzinę , na wyrwanie się od
        rodziców a za 800 to nie możliwe, teraz za 2000 już mogę o tym mysleć, po
        prostu, that's the way it is...
        mówisz, że po roku będzie więcej... jeżeli robisz w normalnej firmie, to pewnie
        tak...
        u mnie w poprzednim miejscu pracy ludzie nie mieli podwyżek od iluś lat, a
        inflacja rośnie... pracodawca zatrudnia
        pracownika po to aby on mu generował zysk, stąd też prostą odpowiedzią jest, ze
        pracownik chce coś z tego zysku
        mieć, tymczasem (może miałem pecha i trafiłem na wyjątkową szuję i mało takich
        jest) wyglądało to tak:
        im się szybciej pracowało tym więcej dokładali, jak się ktoś "wyrobił" to
        dostawał nowe zadania, a w efekcie ktoś
        przestawał być potrzebny i tracił pracę... biuro w ciągu 3 lat (znając
        wypowiedzi starych pracowników) zmalało o
        kilka osób, a pozostali w zamian za to zostawać nieraz po 11 godzin dziennie
        (oczywiście bez płatnych nadgodzin)
        za to "prezes" co chwila zmieniał samochód...
        nie wiem, to subiektywna ocena, być może poprostu idąc do "pierwszej pracy"
        trafiłem na zwykłą szuję, nie
        szanującą ani kodeksu ani godności ludzi, ale na taką osobę trafiłem i taki
        jest mój punkt widzenia... jeżeli
        koleś ma 20 tysięcy miesięcznie a o onnich mówi że 800 to i tak za dużo i że im
        się w głowach od tych pieniędzy
        poprzewraca, to chyba coś nie teges... dodam, że facet miał kary za płacenie
        poniżej pracy minimalnej, miał ileś
        kar i wyroków za łamanie kodeksu, bhp itd. itp.
        nie wiem jaki procent stanowią tacy pracodawcy, ale ja u takiego musiałem
        przeżyć rok i choć najpierw obiecywał że
        po okresie próbnym będzie 2000 a nie 800 to jedyne co było po okresie próbnym
        to wieczne zjeby, bo on nigdy z
        nikogo nie był zadowolony a rotacja w firmie jest co pare miesięcy, trudno żeby
        zadowalać się 800 zł, jeśli komuś
        wypracowało się tyle zysku, że on za kolację w restauracji hotelowej płacił
        więcej niż ja zarabiałem miesięcznie
        (widziałem faktury które szły na koszt firmy)...
        ja się załapałem ale po znajomości, państwówka i 2 tysiące na okresie
        startowym, więc teraz jest okej,
        natomiast bez znajomości nikt by mojego CV nawet nie przeczytał... stąd się w
        tym wątku wypowiedziałem...
        przez 2.5 roku słałem CV i nie było ani jednej odpowiedzi, ktoś mógłby
        powiedzieć, że byłem kiepski i
        dlatego... ale jak mi "ciocia" załatwiła rozmowę to przeszedłem testy i
        okazałem się najlepszy łącznie z
        rozmowami w 2 językach ? ciekawe, prawda ?
        żałosne jest czepianie się błedów, z trzech powodów:
        - nie ma to nic wspólnego z merytorycznością wypowiedzi i z tematem dyskusji,
        - są ludzie mający problemy z dysleksją, a błędy reguluje Autokorekta w Wordzie,
        - jeżeli ktoś jest lekarzem, inżynierem, ekonomistą, grafikiem a nie
        redaktorem, to "ż", "rz", "u" "ó" nie mają nic wspólnego z
        efektem jego pracy,
        czepiać się można inżyniera, że nie zna rysunku technicznego albo podstawowych
        zasad matematyki, ale nie jakiegoś głupiego
        polskiego "u" "ó", a po za tym na forum się pisze dość szybko i to nie jest
        oficjalna korespondencja którą się czyta 3 razy przed
        wysłaniem,
        ja jako osoba zajmująca się grafiką mógłby się do kogoś przypieprzyć że nie
        umie renderować albo np. przywalić się do kogoś, że
        nie umie zrobić linka na stronie www który zmienia kolor po najechaniu myszą,
        zrobiłem "moda" do gry, też mógłbym się przywalić,
        że ktoś nie umie konfigurować ruchu modelu pojazdu lub pocisku, co ? więc odwal
        się od "u" i "ó" bo to jest ważne aby zaliczyć
        maturę a nie w pracy technicznej...
        u mnie w firmie tez miałem komórkę służbową, tyle, że limit to było parenaście
        złotych i nie dzwoniłem w sprawach poza służbowych
        a i tak pracodawca (kanciarz) odliczał to od pensji... ale jak piszesz, że
        limitu jest 250 a za chwilę, że służbowo 20 (z
        charakterystycznym uśmieszkiem ";)" co sugeruje "no wiecie") to nie dziwię się
        pracodawcom którzy na takie praktyki narzekają...
        ja nigdy w zyciu z komórki służbowej nie toczyłem rozmowy poza służbowej, a od
        pensji w wysokości 800 mi gnój odjął ponad 150 zł
        za komórkę...
      • veritas1 ach mam prace po znajomosci jak zajebiscie 05.12.04, 11:13
        ...ja mam pracę tylko dzięki znajomościom, inaczej bym pewnie kolejny rok słał
        bez sensu CV na które nikt nie odpowiada... wiem bo
        przez 2.5 roku starałem się znaleźć pracę UCZCIWIE a w poprzedniej firmie
        jedyne osoby które dostawały premie to: członkowie rady
        nadzorczej wybrani z załogi oraz (jak twierdzono) córka kochanki prezesa, nie
        wiem czy jej córka, fakt, że prezes przywiózł ją ze
        sobą i dał mieszkanie, finansował studia z kasy firmy...
        nie ma bez znajomości, mówię po sobie i koniec... ludzie narzekają na nadmiar
        roboty za 800, sam to u prywaciarza przerabiałem a
        teraz... luzik i możliwość rozwoju za 3 razy tyle...
        szanownie zebrani zapominają może jak mnie na tym forum wyklinali niektórzy że
        darmowe staże to coś super, a to, że ja nie
        chcę robić za darmo to PRL i postawa roszczeniowa...
        tu jest tylko okres 1.5 miecha, ale pełno jest osób co by poszło nawet na 6
        miesięczny okres "żeby mieć w CV"...
        przez ludzi bez godnośći spada cena pracy, niestety osób którym "włos się jeży"
        na takie ogłoszenia jest mało, a zawsze
        zaraz jakaś usmiechnięta głupia dziewczynka przyleci i jeszcze niezadowolona,
        że nie 3 miesięczny okres próbny...
        przez takich wielu nie ma pracy... bo to za co my byśmy chcieli 1500 ktoś zrobi
        z pocałowaniem w rękę...
        ja do tych ogłoszeń dodałbym podobne z urzędu pracy, tam wymagali chyba 4
        języków biegle i stawka minimalna 824 brutto...
        ale i tak zaraz mnie jakiś "kapytalysta" albo "szczur" skrytykuje więc kończę
        moi kochani...


        • Gość: trawa Re: ach mam prace po znajomosci jak zajebiscie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.04, 08:43
          do dziela do dziela...
      • deltalima Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 09.12.04, 09:15
        świetne! myśle, że nasz kochany nieudacznik na jakiś czas zniknie z forum aby
        wylizać rany i przetrawić wstyd.
        • veritas1 nie zniknie! NO PASARAN!!! 12.12.04, 12:24
          w sektorze państwowym nie

          jest źle...
          moja pensja na start to

          ponad 2000
          matka miała 4 tysiące razem

          z premiami i dodatkami, a są

          oficerowie co na pare etatów

          brali łacznie z emeryturą

          wojskową (po 15
          latach pracy) z 7 kpln...
          to u prywaciarzy

          pseudo-kapytalystów zarabia

          się 800 zapie..jąc od rana

          do wieczora przez 6 dni w

          tygodniu i są wiecznie
          niezadowoleni z pracownika,

          co chwilę zjeby...
          w urzędzie spokój, brak

          wyścigu szczurów, a jak się

          czegoś nie umie to pomogą i

          przeszkolą... u prywaciarza

          nie było szkoleń tylko
          "masz umieć, jak nie to

          won", jak się ma problem to

          jeszcze świnię podłożą, aby

          zaszkodzić i polecieć

          zabłysnąć przed
          "prezesuniem"...
          u prywaciarza ludzie brali

          środki na nerwy bo był

          mobbing, a w urzędzie można

          nawet sobie poczytać

          gazetę...

          nawet nikomu nie chce się CV

          czytać...
          jak dostają 400 CV to na

          rozmowy i testy biorą tylko

          pare z góry, reszta na

          makulaturę...
          więc jak jest ktoś kto

          przyniesie od razu na

          odpowiednie biurko, to

          przynajmniej wiadomo, że

          sprawdzą co sobą

          reprezentujesz...
          jeżeli nie ma wtyki to można

          mieć 2 fakultety 5 języków i

          jeszcze jakiś gnój

          zaproponuje akwizycję albo

          sprzątanie, pod warunkiem,
          że wogóle to CV przeczyta...

          mój brat jest takim od

          siedmiu boleści

          "managierem", on zazwyczaj

          ma metodę cyt:"przetasować,
          rozłozyć na 4 kupki i z

          każdej ze środka wyciągnąć 3

          CV, więc 12 do przeczytania,

          jak ujdą, to się

          zaprasza"...
          mało kto ma tyle szacunku i

          kultury do drugiego

          człowieka aby przeczytać

          każde CV które przyszło...
          ja ten dodatek kupowałem co

          tydzień od lipca 2002 i

          efekt był zerowy, a jestem

          logistykiem i co
          tydzień jest ileś ogłoszeń,

          ale wszędzie "kilka lat na

          udokumentowa..." i człowiek

          w końcu już zrezygnował, ale

          gdyby nie ciocia
          to sam nie wiem, chyba by

          trzeba było napadać, bo do

          sprzątania z wyższym bym się

          nie poniżył... bardzo żałuję

          kasy jaką wydałem
          na GW i związane z tym

          znaczki, tusz, opłaty

          inne...
          za tę kasę bym sobie buty

          dobre zafundował a efekt by

          był ten sam...
          piszesz o pracy za 3000 po

          studiach, jak to jest, bo ja

          trafiałem tylko na panów

          biznesmanów od siedmiu

          boleści co za minimalną
          krajową chcieli zatrudnić

          "absolwenta" a po skończeniu

          dopłaty z UP wywalić i wziąć

          nastepnego

          "refundowanego"... ja

          popieram to, że w polsce nia

          było liberalizmu, był raczej

          kradzizm (od słowa kraść)

          tak samo jak nie było

          socjalizmu, tylko
          marnizm złodziejsko

          etatystyczny, czyli tzw.

          wypaczenia...
          natomiast uważam, że

          gospodarka w stylu "nie

          jesteś the best, to umieraj

          z głodu" to chora rzecz

          rodem z trzeciego świata i

          XIX
          wieku...
          ciekaw jestem czy

          "liberałowie" byli dalej

          liberałami, jak by np.

          urodzili się chorzy i trzeba

          było by wydawać wiele

          pieniędzy na
          leczenie ?
          ciekawe co by zrobił taki

          zasrany liberał jakby np.

          miał ojca alkoholik, który

          wyrzucił go z matką z

          mieszkania i gdyby nie
          "państwo" i socjal to

          skończyło by się na dworcu

          centralnym jako bezdomny...
          czego z całego serca życzę

          wszystkim liberałom, bo

          chociaż sam jestem ateistą

          to wierzę w to co powiedział

          raz papież "miarą
          człowieczeństwa jest

          stosunek do słabszych",

          liberałowie ze swoimi

          twierdzeniami "nie pracujesz

          więc nie jesz" zasługują co
          najwyżej na kopa w mordę i

          strzał w potylicę...
          miałem kiedyś kolegę któremu

          ojciec zginął w wypadku

          samochodowym, a matka na

          wieść o tym dostała

          zawału... chłopak miał 18

          lat
          jak został sierotą... co na

          to "nowe państwo" ? otóż

          nowe państwo powiedziało

          "teraz mamy nowy system i

          każdy się martwi o
          siebie"...
          jaki efekt ?
          ...koleś został bandytą i

          rozumiem go, że okrada tych

          bogaczy, co mu powiedzieli

          "troszcz się o siebie, mamy

          kapitalizm"...
          natomiast co do europy i

          usa...
          moim zdaniem z europy brać

          to co najlepsze w

          gospodarce, o od usa brać to

          jak tam policja walczy z

          przestępcami i oszustami,

          czyli
          sumowanie poszczególnych kar

          (czego w polskim

          prawodawstwie nie ma)...ja pamiętam od prywaciarza następującą sytuację:
          kąpie się i około 21 godziny dzwoni telefon służbowy (nie wolno było go
          wyłączać) ale, że nie wyświetlił się numer, więc nie
          wiedziałem kto...
          na drugi dzień powitała mnie zjeba szefa, otóż "ja do pana wczoraj wydzwaniałem
          a pan mnie olewa, jak można układać współpracę z
          kimś takim jak pan"
          powiedziałem że był jeden sygnał od numeru zastrzeżonego, na to on "bo pana
          sprawdzałem, no a właśnie po to jest telefon służbowy
          aby go pan odbierał, to ostatnie moje ostrzeżenie przed naganą"
          o pobudce o 6 rano w niedziele z pytaniem o numer i zawartość jakiejś faktury
          nie wspomnę ;/
          niektórym "kapytalystom" wydaje się, że pracownik to jego własność, nawet po
          godzinach pracy... sad but true... fuck them, burn
          them, kill them !!!

      • Gość: gsms [...] IP: *.chello.pl 19.12.04, 01:53
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • losiu4 Re: DLATEGO WŁAŚNIE PRAWO PRACY TO ZBRRODNIA SAMA 19.12.04, 19:19
          Gość portalu: gsms napisał(a):

          > DLATEGO WŁAŚNIE PRAWO PRACY TO ZBRRODNIA SAMA W SOBIE

          no, tu moglibyśmy podyskutowac. Bo prawo to prawo, niezależnie od tego jak je
          nazwiesz. Są różne grupy nacisku i wpływów. W XIX dominowały te, które
          pozwalały siedmioletnie dzieci zatrudniać w fabrykach po 12 godzin na dobę.
          Teraz bywa różnie. W prywatnych małych zakładach prawo pracy niekoniecznie
          obowiązuje (ba, jakie prawo pracy - zwykła ludzka uczciwość nakazująca płacić
          tyle, na ile się umówiono, nie bardzo obowiązuje). Z drugiej strony są
          państwowe molochy, gdzie bonzo z Solidarności lub z innego waznego związku
          decyduje o tym, co firma ma robić... tylko gdzie tu złoty środek... bo zdaję
          sobie sprawe z tego, że silniejszy będzie chciał jeszcze wiecej. Niezależnie,
          czy to prywatny, czy związkowy...

          Pozdrawiam

          Losiu
      • veritas1 oj oj oj 21.12.04, 19:44
        to jak to w końcu jest ?
        tak, żeś narzekał na ludzi co przyjeżdżają do naszego niezbyt pięknego miasta ?
        a teraz mówisz, że nie wierzysz, że jest tak źle ???
        oj oj, ja tu widzę niekonsekwencję, skoro "źli" przyjezdni zabierają nam pracę,
        to dlaczego nam "zabierają" i pracują za nieższe
        stawki, o czym się z lubością rozpisywałeś ?
        heh ?
        zabierają nam pracę , bo u nich właśnie "cudowni" szefowie pozwalniali wielu,
        zmusili do pracy po 14 godzin łamiąc kodeks i
        reszcie nie płacą, isn't it ?
        albo bo "cudowny" inwestor strategiczny z kapitałem zagramanicznem wykupił
        konkurencyjną fabrykę i zamienił ją w hutrownię
        importowanych wyrobów, isn't it ?
        po za tym skoro, "źli" przyjezdni robią za zaniźone stawki, to ktoś ich wziął
        za te stawki i ktoś spowodował, że te stawki są aż
        tak niskie, kosmici to qrva zrobili ???
        a może małe skrzaty to zrobiły ?
        mi się wydaje, że to zrobili "szefowie", isn't it?
        opowiem Ci więc o moich szefach z poprzedniej firmy:
        był taki, co raz zarządał ode mnie wydrukowania dokumentu na drukarce, która
        nie była zainstalowana, komputery pracowały w sieci,
        więc bez hasła i loginu administratora sieci nie było możliwości zainstalowania
        sprzętu, więc rzecz jasna, że się nie udało, a co
        z tym szefem ? wnioskował c h u j mi o naganę ...
        bo stwierdził, że utrudniam i nie chcę wykonać polecania...
        kolejne wydarzenie z szefem, a proszę cię bardzo...
        na wykonanie pewnych czynności w dziale produkcyjnym potrzeba określonego
        czasu, on zarządał, aby to zrobić szybciej niż pozwala
        proces technologiczny, nie udało się więc pare osób dostało naganę...
        co jeszcze... z moim byłym szefem będę miał proces w sądzie, o niezapłacone
        nadgodziny i oszukał mnie na paru fakturach (musiałem
        pokryć koszty rozmów służbowych ze służbowej komórki z włansj kasy, odjął mi od
        pensji koszty faktur od operatora przy końcowym
        rozliczeniu...)
        innemu kolesiowi zatrudnionemu pare miesięcy wcześniej wpie..ł naganę za zły
        stan budynku, oczywiście nagana w papierach jest, a
        to, że koleś nie może odpowiadać za stan ścian mających kilkadziesiąt lat to
        chyba jasne...
        sprzątaczki wywalił aby oszczędzić a my biuro musieliśmy sprzątać po godzinach
        pracy... a z tych oszczędności co pare miesięcy
        nowy samochód kupował i chwalił się meblami gdańskimi do domku...
        zresztą to jego metoda, bierze absolwentów za minimum krajowe, psuje w
        papierach, a potem "dokąd pan chce z takim świadectwem i
        opinią iść" i ludzie zaiwaniają za dwóch, bo on im nasra w papierach, więc
        muszą siedzieć grzecznie i modlić o to by przedłużył
        kolejną umowę czasową...
        otóż, jak szedłem do sądu zobaczyć akta sprawy okazało się, że koleś sfałszował
        pare dokumentów, antydatując jakieś protokoły
        przekazania itp. ...
        po za tym znikły dzienniki ochrony, które mogły świadczyć o nadgodzinach...
        po za tym pamiętam, że przez rok nie było dnia bez zjeby, czepiał się
        wszystkich, ludzie zarabiali minimum krajowe, a pare osób co
        donosiły na innych miały ekstra 200 zł za sku..enie, mnie też kiedyś wezwał i
        opie..ł, że mu nie melduję co inni mówią, ciągle
        awansował jakąś ścierę, której opłacał studia i mieszkanie, a kiedy ona
        popełniała błędy w kartotekach, to inni musieli za nie
        płacić, ponieważ nie zgodziłem się ponosić odpowiedzialności za jej błędy i
        udowodniłem mu jej błędy w kartotekach (dziewczyna nie
        umiała podstaw dodawania i odejmowania ani słowa po angielsku, a miała 2000)
        wkrótce wyleciałem ze zje..ą opinią pod fałszywym
        zarzutem, o to też jest sprawa w sądzie...
        koleś potrafił wywalić kierownika który był normalny mówiąc "praca to nie klub
        towarzyski" a do ludzi potrafił beszczelnie mówić
        "żyjemy w kapitaliźmie i trzeba być brutalny dla ludzi", a kiedy mnie wywalał,
        chociaż go o nic nie prosiłem, bo miałem go
        serdecznie dosyć koleś na odchodnem dorzucił "bo mnie tu matki z dziećmi na
        rękach błagały i płakały, a pan nic ?"
        no i najlepsze, tam nie było żadnych szkoleń, rzucano absolwenta na głęboką
        wodę, a jak się popełni błąd to dyscyplinarka, ludzie
        przychodzili po studiach i wiadomo, że nie umieją wielu rzeczy, wówczas on
        stwierdzał "co za debile, to ja po to biorę inżynierów,
        aby umieli wszystko a nie się pytali"
        to najgorszy oszust i sadysta...
        cytując Zapasiewicza z CK Dezerterów; "w języku ludzi kulturalnych nie ma
        dostatecznie obraźliwych słów którymi można nazwać pana
        osobę"
        ja pochodzę z dzielnicy Praga, kląć umiem, ale na takich szefów to już mi się
        słownictwo skończyło, bo też nie znajduję słów
        dostatecznie obraźliwych i tyle...
        amen

        • Gość: aaa Re: oj oj oj IP: *.e / 213.25.195.* 21.12.04, 20:04
          Veritas (-atis) zajmij się łapaniem gapowiczów bo ci za to płacą, a nie za cytowanie cudzych wypowiedzi; chyba że cudze posty uznajesz za ciekawsze od własnych, szczególnie jeśli nie masz nic do powiedzenia.
          • veritas1 [...] 23.12.04, 10:23
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • veritas1 . 21.12.04, 20:41
        ja wiem, że do brata ciotecznego na ofertę zgłasza się około 400 cv, oczywiście
        nie będę tego gnojka komentował, bo poszukuje
        "specjalistów" a chodzi mu o zwykłych przedstawicieli, więc oszukuje ludzi...
        ale dziwię się, że piszesz o tych kilku osobach ?
        z tego co ja znam , z poprzedniej firmy, to nawet na drobne ogłoszenia
        przybywało po 30 osób...
        może Twoi znajomi dają super wielkie wymagania ?
        w końcu super specjaliści już mają pracę i to za nienajgorsze pieniądze, a
        pełno jest młodych rokujących nadzieję ludzi po
        studiach, którzy siedzą na bezrobociu bo nie mają "kilku lat udokumentowanego
        doświadczenia na podobnym stanowisku", pomimo, że po
        krótkim czasie by sobie świetnie radzili, ale...
        ja sam wiem , że 2.5 roku wysyłałem CV i oddzwonili tylko raz, ale jak już
        miałem robotę, a po za tym specjalista techniczny (tych
        co oddzwonili) okazał się "szukającym nowych klientów"...
        no a co do stron www, widzę pełno ogłoszeń w których wymaga się
        superumiejętności informatycnych a płaci 1000, mój kumpel sam robi
        strony i powiem Ci tak:
        jeżeli ma się ileś zleceń, to tylko frajer będzie robił u kogoś za 1000 (w
        firmie produkującej strony) jesli sam na ludie
        wyciągnie kilka razy więcej "na zlecone"...
        kolejna rzecz: dlaczego informatyk znający się na wielu rzeczach ma zapieprzać
        za 1000 (sam/sama piszesz, że dla znajomego "1500
        to dużo") skoro cieć ma 1200, elektryk ma 1600 ?
        musi być jakaś gradacja / proporcja wiedzy do wypłaty...
        poprostu ludzi wykształconych poniża to, że muszą pracować za cenę mniejszą niż
        ktoś kto by ich nigdy nie umiał zastąpić...
        inżynier po polibudzie umie wymienić kran, gniazdko, skręcić szafkę, obsłuzyć
        maszynę, pomaluje pokój ale przysłowiowy przeciętny
        "robol" (bez obrazy, poprostu przykład pracownika fizycznego ) nie zrobi
        rysunku w autocadzie, nie przetłumaczy dokumentacji
        technicznej, nie obsłuży komputera, nie przprowadzi analizy dokumentów...
        dlaczego więc do cholery ten drugi ma zarabiać więcej od tego pierwszego ?
        hipokrytą nie jestem :)
        natomiast pamiętaj o tym, że ja też rok musiałem zaiwaniać za minimalną pensję
        u sadysty wykorzystującego absolwentów i
        łącznie 2.5 roku słałem bezowocnie CV, jeżeli pobiłeś ten rekord, to chylę
        czoło...
        nawet nie wiesz ile mnie ten czas nerwów kosztował, prosty przykład: nie było
        na buty, na dentystę, nawet momentami na
        jedzenie, więc nie musisz mi wierzyć, ale gdybym był hipokrytą to bym nie mówił
        uczciwie, tylko bym grał...
        wiesz jak się czuje osoba, co chce zaprosić dziewczynę do kina albo
        restauracji , a nie może, bo nie ma kasy ?
        nie wiem czy coś takiego przerabiałeś, ale dla mnie jako mężczyzny to było
        upokarzające, że nie mogłem jej zafundować
        takiego wyjścia, więc przerabiałem wiele w życiu, łącznie z ubraniami z
        secondhandów, czego nikomu nie życzę...
        hipokrytą nie jestem i jak plułem na kapitalizm w polskim wydaniu tak pluć
        nadal będę... bo uważam, że kazdy człowiek ma
        prawo do godności...

        • veritas1 daleeeeej 27.12.04, 12:37
          cóż ja na to:
          - pare dni temu dziennikarz (bodajże TVN ?)który chciał udowodnić jak łatwo
          nabyć fałszywe dokumenty też dostał zarzuty, ale ponoć
          osoby które sfałszowały nie są ścigane...
          - ktoś znajomy nagrał na dyktafon obiecanki zapłaty ze strony szefa (chodzi o
          sąd pracy i niewypłacone pieniądze) a sąd i adwokat
          szefa-oszusta zarzucił mu naruszenie godnośći osobistej szefa poprzez
          nagrywanie bez zezwolenia...
          - ktoś z mojej rodziny wykrył fałszerstwa na wysokim szczeblu w pewnych
          organach państwowych, jaki efekt ? osoba która wzięła
          sfałszowany dokument, aby oddać go prokuraturze sama dostała zarzut posiadania
          sfałszowanego dokumentu, nikogo nie obchodziło kto
          go uprzednio sfałszował... na tym się sprawa skończyła, fałszerz jest ważnym
          urzędnikiem w centralnych organach państwa...
          żyjemy w jakichś chorych czasach, gdzie same organy ścigania utrudniają życie
          ludziom pokazującym przestępstwa...
          organy które powinny ścigać, karać i piętnować ludzi łamiących prawo,
          wspomagają ich a zwykli szarzy mali ludzie mają siedzieć
          cicho i dawać się okradać z uśmiechem, a potem jeszcze podziękować...
          ja pamiętam, że jak u mojego poprzedniego łamiącego wszelkie przepisy KP, miała
          być kontrola PIP, to my jako "kadra" o tym
          wiedzieliśmy tydzień wcześniej, aby ruszyć ze sprawami BHP i "opornych roboli"
          w tym czasie wysłać na urlop, lub zmienić ich
          zmianę na drugą (PIP miał być w okolicach 11 rano)...
          więc z PIPem to myślę, że jest tak:
          jak pracodawcy grożą procesy i straty rzędu kilkudziesięciu tysięcy to próbuje
          dawać łapówki PIPom i tyle... z sądem już nie
          jest tak łatwo jak z pojedynczymi urzędnikami zarabiającymi po 1500, dla nich
          nawet 2000 w kopercie to wiele...
          w tych sprawach o których piszecie kłania się polska korupcja i tyle... wtedy
          i "tygrys" by miał zęby...
          a przed sądem w takich sprawach jest tak, że z jednej strony jest świetny
          prawnik z "wejściami" a z drugiej (dobrze gdy
          kilka osób) prosty słabo wykształcony człowiek bez wiedzy prawnej i najczęściej
          bez dowodów...
          ja z moim pracodawcą też mam sprawę, tyle, że bazuję na jego skąpstwie, jest
          tak skąpy, że nawet prawnika bierze
          najtańszego, więc kiepskiego, a ponadto ja nie jestem słabo wykształcony, ale
          przed sądem mój pracodawca składa fałszywe
          dowody (antydatowane) i stawia zastraszonych świadków (pracowników) którzy
          zeznają, że nie ma "nadgodzin"... żałosne, jak
          ludzie kłamią przed sądem...
      • veritas1 Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 28.12.04, 20:47
        własną firmę ?
        ZUS i inne opłaty to chyba 700 zł /

        miesięcznie, a Ty piszesz o 500 zysku ?
        aby utrzymać się z własnej działalności trzeba

        zarobić ze 3 tysiące, wtedy strarczy na

        podatki, zusy i na utrzymanie
        mieszkania...
        chyba, że proponojuesz na czarno, czyli łamiąc

        prawo ...
        po za tym nie każdy nadaje się do handlu... są

        ludzie którzy mają zasady moralne i nie

        wciskają kitu innym... stąd tak wiele
        osób unika pracy PH...
        ponadto nie każdy ma taki charakter, że jak

        się coś dwa razy nie uda, to nie będzie

        próbował trzeci, czwarty albo n-ty...
        handlowiec to osoba, którą jak się wyrzuci

        spod drzwi, to wraca oknem, a do tego trzeba

        beszczelności...
        do branży handlowej trzeba się nadawać tak

        samo jak np. na lekarza (widok krwi i ludzi

        cierpiących) czy na zapaśnika (wielka
        siła fizyczna)...
        poprostu nie każdy ma predyspozycje i nie

        każdy może być handlowcem inaczej miałbyś tak

        ogromną konkurencję, że marzyłbyś o
        zarobieniu 100 zł, gdyby nagle wszyscy rzucili

        się na allegro i inne takie giełdy...

        może to retoryczne pytanie, ale czy veritas

        umiesz czytać tekst ze zrozumieniem, bo

        odnoszę wrażenie, że nie :)
        nie będę pisał, że głupota to domena

        wszystkich kanarów, bo znam dwu miłych i

        sympatycznych i w dodatku inteligentnych ludzi
        co ten zawód wykonują...
        ponadto polecam słownik języka polskiego, bo

        chyba nie wiesz co oznacza wyraz hipokryzja...
        od zawsze się źle wypowiadałem o pracy z BSC,

        pisałem o "pleckach", wówczas inni mnie

        krytykowali, że "to tylko ci co byli
        za słabi się nie dostali, więc teraz narzekają

        i szukają winy poza sobą", że nie znajomości

        się liczą...
        a ponieważ jestem osobą uczciwą to mówię

        uczciwie, że plecy, gdybym był ciole hipokrytą

        to bym stwierdził "żadnych pleców
        nie było, tylko moje kwalifikacje, a ludzie do

        urzędów są dobierani na zasadach konkurencji"
        naprawdę poczytaj sobie co znaczy słowo

        hipokryta, bo może innych języków nie znasz,

        ale wyrazy które używasz w ojczystym,
        to by wypadało...
        a Tobie KASKA odpowiem milej, bo z osobami

        kulturalnymi (a nie takimi co na różnych

        forach obrażają innych ludzi, stosują
        poniżające zwroty i w dodatku nigdy nic

        merytorycznie) chętnie dyskutuję :)
        więc:
        idąc za radą kogoś z forum "poruszyłem

        wszystkie mozliwe koneksje" i się okazało, że

        po 2.5 roku wysyłania CV ktoś
        odpowiedział...
        nie wiem jak to się działo, że osoba mająca

        stypendium naukowe na dziennych szukała tyle

        pracy, mniejsza już o to, czy
        pracodawcy dobierają albo tylko kiepskich (nie

        grożących awansem) albo superspecjalistów z

        kilkoma latami doświadczenia
        (niektórzy koledzy wpisywali lipne

        "doświadczenie" czego ja nie czyniłem, może to

        błąd, ale uważam, że są pewne "zasady") w
        każdym razie na wysłane przez 2.5 roku

        conajmniej 200 cv odpowiedziały jedynie 3

        telefony a i tak się okazywało, że szukają
        PH...
        wstydem powinno być dla państwa i dla wielu

        przedsiębiorców, że tak w tym państwie to

        wygląda w ten sposób...
        sam pracując w poprzedniej firmie widziałem

        jak raz kadrowe "dobierały" cv do rozmowy,

        tak, aby ich kandydat był najlepszy
        (odrzucały lepsze cv i nie szło ono do

        prezesa)...
        w moim przypadku było podobnie, ktoś

        spowodował, że CV nie trafiło do kosza...
        później po paru testach, rozmowach w obcych

        językach okazało się, że mam najwięcej

        punktów, łącznie pokonałem kilkadzisiąt
        osób, gdybym był głąbem i nieudacznikiem to

        zapewne tych punktów bym nie dostał, bo inni

        też plecy mieli i to większe...
        poprostu kwestią najgorszą w polsce są osoby

        weryfikujące CV i tyle...
        możesz wiele umieć ale jak jakiejś panience z

        HR się czcionka nie spodoba to wywali, albo

        robią tak jak mój brat
        przedsiębiorca - dostaje 200 cv, więc bierze z

        góry kilka (on bierze np. 10) i te osoby

        zaprasza, a jak twoje znajdzie się w
        pozostałych 190 "to trudno"...
        a taka polityka "nie mam czasu na czytanie tej

        makulatury" raczej negatywnie odbija się na

        kondycji firmy... nie wspominając
        o tym, że po kupnie z rana gazety i próbie

        wysłania CV okazywało się, że skrzynka mailowa

        jest pełna...
        wtedy pytanie o znajomości wśród osób

        redagujących te ogłoszenia (pracownicy gazety

        mają treść ogłoszenia zanim trafi ono do
        druku i do kiosku)...
        pare razy na techniczne stanowiska dzwoniłem

        8.05 i po słowie "dzień dobry" słyszałem, że

        "nieaktualne"...
        po za tym też polecałbym ci wątek na tym forum

        "za wysokie kwalifikacje" (jakoś tak brzmiał)

        często ludzie spotykają się z
        faktem, że np. ich słabsi koledzy pracują a

        oni mając np. 2 dyplomy, 3 języki i znając

        kilkadziesiąt programów komputerowych
        - nie ?
        moi koledzy co nie umieli ani autocada, ani

        pakietów biurowych, ściągali ode mnie aby

        zaliczyć na tróję rozmawiali ze mną
        chwaląc się pracą za 3 tysiące ?
        jak ?
        skoro nie umieli z angielskiego prawie nic, te

        kolosy zaliczali ledwo ledwo, a ja miałem same

        5 i pare 4.5, jak ?
        ja pracy szukałem 2.5 roku, oni mieli połowę

        moich kwalifikacji i wiedzy (co wychodziło np.

        gdy wieczorami dzwonili aby się
        dowiedzieć jak coś zrobić do projektu, często

        proste rzeczy sprawiały im problem w stylu

        jakiś wzór lub algorytm) jak oni te
        prace podostawali ?
        wiem, że gadane i ubiór to ważna rzecz, ale

        czy nasi pracodawcy są aż tak nędzni aby brać

        kogoś kto ma droższy garnitur (bo
        mu rodzice kupili) a nie patrzeć na wiedzę

        człowieka ?
        sam raz byłem w sytuacji gdy o jedno

        stanowisko z ogłoszenia konkurowałem z kolegą

        z roku, (to nie było nic wielkiego, sklep
        i hurtownia) i wzięto jego po rozmowie, a to

        był koleś co ode mnie zrzynał jak leci (jestem

        logistykiem z wykształcenia, a
        koleś tydzień później zadzwonił z tekstem

        "stary, jaki jest wymiar palety euro" ?)
        hę ?
        w poprzedniej firmie musiałem się wykłucać z

        szefem, młodą osobą, ponieważ kazał mi

        drukować na drukarce która nie dość,
        że nie była zainstalowana, ale komputery

        pracowały w sieci, nie możliwe było wgranie

        softu bez hasła i loginu
        administratora sieci (informatyk był wtedy

        chory i nie podawał nikomu haseł, bo mu szef

        firmy zabronił), on na mnie
        jechał, że ja jego polecenia nie wykonuję...
        powiedz mi kaska jak to się stało, że osoba

        która nie rozumiała, że drukarkę należy

        zainstalować miała pracę i była moim
        szefem, dodam jeszcze, że chwalił się, że te

        studia robił 7 lat, a więc 2 lata powtarzał...
        to była osoba pare lat ode mnie starsza, ale

        skończyła studia po mnie...
        jak młoda osoba również po polibudzie może nie

        mieć tak podstawowej wiedzy z komputerów i

        jeszcze mieć pretensje do
        innych... zrozumiałbym gdyby to był 50

        latek...
        moim jedynym wytłumaczeniem na tą sytuację

        jest to, że jak wtedy była wielka akcja

        badania IQ w TVN to jemu wyszło 97 a mi
        132, ale jakoś "szefem" został i zarabiał 3

        razy tyle co ja ???
        jak on dostał taką pracę ?



      • veritas1 ajajajajaj 29.12.04, 23:49
        tak to jakoś dziwnie jest, że jak człowiek chce zarobić 1000 netto (czyli sumę
        potrzebną do przeżycia) to zaraz mówią, że
        reprezentuje postawę roszczeniową i PRL :)
        dla niektórych "lyberałóf" to, że ktoś chce jeść to już postawa roszczeniowa i
        przeżytek socjalizmu...
        kiedyś jak napisałem, że nie stać mnie na dentystę, to taka "deltalima"
        odpisała, że "będziesz biedakiem ... któremu z ryja
        wali jak z końskiej dupy"
        to jest wrażliwość ludzi "sukcesu", piękne, jaki stosunek do bliźniego i
        współobywatela, wzorcowy "lyberał" nieprawdaż ?
        kiedyś się mówiło, że "łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne..." dziś
        słowo "biedny" stało się epitetem, kompletny
        obrót o 180 stopni ?
        to jest tylko najsmutniesze nikt nawet CV nie przeczyta, bo przychodzi tego
        tyle, że biorą pierwsze z brzegu i bez "pomocy"
        to CV trafi do kosza i nikt nawet na rozmowę nie zaprosi... więc kwestia
        rachunku prawdopodobieństwa czasem decyduje o tym,
        czy CV ktoś wogóle przeczyta, o rozmowie nie wspomnę...
        śmieszny i żałosny jest kraj w którym bez "pomocy" osoba z językami i studiami
        szuka pracy pare lat a z drobną pomocą
        znajduje w tydzień... i nagle się okazuje, że jednak dużo umie ???
        bo wczesniej nikomu się CV (które ludzie z taką nadzieją i warą wysyłają) nie
        chciało czytać, a tak ktoś zauważył "a właśnie
        takiego szukam"... tyle, że wcześniej jakoś nie zauważali, lub brali głupszych
        co nie zaszkodzą awansem i nie będą dużo
        chcieli, ech... polsza...
        kiedś ŁOŚ nasz kochany pisał, że to kwestia popytu i podaży, może rzeczywiście
        staliśmy się krajem trzeciego świata, skoro
        nie potrzeba u nas ludzi wykształconych, lecz sprzedawców, sprzątaczki,
        fryzjerki, murarzy, w końcu po co komu kadra
        inżynierska w kraju którego władze sprzedały fabryki dawnej konkurencji ?
        może też to wina prywatnych szkół które na słabym poziomie
        nawypuszczały "barbie" i "kenów" z dyplomami, pewnych siebie,
        choć głupich, co idą i dostają pracę, bo mówią "ajem dy best", tyle, że umieją
        połowę tego co "ci szarzy i niezauważeni", a
        efekty "kenów" i "barbi" w gospodarce widać, skoro tyle firm upada ...
        sam w mojej poprzedniej pracy współpracowałem z paroma osobami po prywatnej
        szkole, ich poziom wiedzy technicznej był dużo
        niższy od mojej, a dyplom ten sam...
        o rewolucję się kolego nie bój, ludzie nie mają ani jaj /odwagi/ ani lidera,
        żeby ją zrobić...
        miałem trochę z wojskiem do czynienia i powiem wam, że jest takie coś (nie wiem
        jak to fachowo się nazywa) jak przedział
        podatności na posłuszeństwo, najpierw się człowiek buntuje przeciw rozkazom, a
        jak mu się mocno dowali to salutuje i krzyczy
        "tak jest", potem po przekroczeniu totalnego dna się znów buntuje...
        myślę, że rewolucji nie będzie, bo w ludziach przekroczono granicę kiedy mieli
        się odwagę i siły buntować, teraz już ludzie
        są na etapie posłusznego wykonywania...
        wsadziłbym tą rewoltę między bajki, przy ludzkiej ustepliwości raczej zamiast
        rewolucji zobaczymy kolejne wolontariaty lub
        więcej dresów, ja sam jakbym dłużej nie miał pracy to bym zaczął napadać, bo
        ile można prosić i szukać, człowiek ma godność,
        moi niektórzy "ziomale" już dawno tak zrobili, ja jeszcze na szczęście nie...
        ale to boli was koledzy, bo tych z "chronionych osiedli" to nie dotyka, oni zza
        szyb samochodów widzą piękne witryny sklepów
        i mówią "ach w jakim pięknym i wolnym kraju żyjemy"... tylko czasem się dziwią
        jak w TV ktoś opowiada o porwaniu dziecka
        biznesmana, o napadach na dzieci i okradaniu ich, o handlu dragami w szkołach,
        ale nie starcza im inteligencji by zadać
        pytanie, czemu ktoś kradnie i handluje prochem... może dlatego,
        że sami kradną, na ZUSie, na dofinansowaniach, na nadgodzinach...
        ktoś mi z forum poradził aby poruszyć wszystkie znajomości, wszystkie i wam też
        to radzę, bo to taki kraj i dopóki "popyt" i
        "podaż" się nie zrównają bardziej będziecie przerabiać to co ja, nie życzę wam
        noszenia ciuchów z secondhandów, bo to
        upokorzenie...
        znów zbaczam z tematu... poetycki się robię :P
        lalalalalalalalalalalalalalala
        a często z tymi dziadami jest tak (zaraz ktoś powie, że to sprzeczność z tym co
        pisałem, ale nie, ja identyfikuję się z ideami
        socjalistycznymi ale nie z ludźmi którzy są na lewicy, krótko mówiąć idee okej,
        politycy szuje)
        więc wracając do dziadów prezesów...
        ja mogę tylko podać przykład mojego byłego...
        mianowicie koles był mało znaczącym oficerkiem w podrzędnej jednostce kiedy
        zmienił się system, ów menel ledwie sobie radził, ale
        po przyjściu pewnej opcji do władzy nagle stał się wielkim menadżerem...
        mianowano go i tyle...
        gdyby miał własny sklep to by tydzień nie przetrwał, ale ponieważ miał jakieś
        plecy to został prezesem...
        jeżeli ktoś jest świetnym biznesmanem, swoimi rękami, dobrymi pomysłami
        zbudował wiele to chwała takiem za to i niech zarabia, ale
        większość tych prezesów to ludzie, którzy nic nie robili oprócz dyrektorowania
        które i tak im kiepsko wychodzi, to oni zarabiają
        po 25, 60, 200 tysięcy miesięcznie, to ich dotyczą najwyższe stawki podatku...
        mówi, się, że te wysokie stawki dotykają prężnych przedsiębiorców, gó.. prawda,
        tacy rozliczają się na zasadach osób prawnych lub
        na zlecone
        te najwyższe stawki dotyczą polityków, prezesów państwowych firm, oni wbrew
        propagandzie przez nich sianej w wyniku obniżenia
        podatków żadnych miejsc pracy nie stworzą w polsce, a jeżeli stworzą to albo w
        fabryce mercedesa albo w kasynie w monaco...
        podobnie dotyczy to panów oficerów po innych służbach, znam osobiście kilka
        przypadków gdzie emeryt SB, LWP, MO, MSW ma emeryturę
        w wysokości 3 tysiące (w wieku 50-55 lat) i dodatkowo robi to samo, co
        poprzednio ale na dodatkowym etacie, ich nigdy "redukcje"
        nie dotykają...
        w innym moim poście o służbie cywilnej to mówiłem, ich redukcje nie dotkną, bo
        mają haki na nowych, ale pomijając temetykę
        teczkową i spadku po służbach różnych (nowych UOP też) to nie ma co tu mówić o
        sumieniu ludzi bogatych, gdyż większość z nich tego
        nie ma, prosty przykład z otoczenia:
        sąsiadka(dozorczyni) samotnie wychowuje małego syna i też mieszka w kawalerce,
        wiadomo, ma małe zarobki i ledwo przędzie... umarł jej ojciec i zostało po nim
        mieszkanie... jej dwoje braci stwierdziło, że ona
        jest biedna, a oni już mają własne mieszkania, niech więc jako najbiedniejsza
        weźmie spadek, jej trzeci brat jest znanym
        biznesmanem, ma parę domów, i on stwierdził, że będzie sądownie walczył o jego
        część z mieszkania po ojcu...
        dla mnie takiego czegoś nawet szkoda komentować, on uważa, że to mu się należy
        i koniec i wynajmie jeszcze adwokata, bo skoro
        pozostali zrezygnowali ze swoich części, to mieszkanie ma być sprzedane a on
        chce 50%...
        tacy poprostu są ludzie bogaci, oni nawet nie wiedzą i nie rozumieją co to są
        zasady, współczucie...
        ich nie zmieni nawet jak dotkie ich coś złego...
        takiego typu zachowania ludzki wychodzą świetnie w sytuacjach ekstremalnych,
        stąd dla jaj oglądałem wyspę robinson w TVN
        była tam taka blondynka, jakaś biznesłoman, wygłaszała wcześniej zdanie o tym,
        że nie będzie się dzielić tym co wypracowała i
        osiągnęła, bo niby czemu ma się czymkolwiek dzielić, skoro to jej,
        w pewnym momencie jednej z innych uczestniczek wypadła plomba z zęba i ekipa
        TVN zdecydowała dać tej uczestniczce pastę do zębów i
        szczotkę, aby pomimo sparttańskich warunków mogła ulżyć bólowi i dbać o zęby...
        jaka była reakcja pani biznesłoman ?
        "on musi się ze mną podzielić, to nieuczciwe, że jej dali szczoteczkę a mi nie"
        tacy ludzie poprostu żyją mentalnością Kalego, u nich to działa tak:
        - pracownik dla Kalego ma pracować jak najwięcej i to dobrze,
        - jak pracownik chcieć zapłata to źle,
        to samo słychać w wypowiedziach niektórych z forum, mają jeden argument, że
        tacy jak Ty szanowny Pawle, tacy jak Kamele i Ja
        pieprzymy głupoty, tylko nie umieją tego merytorycznie odeprzeć naszych
        argumentów, jedyne co znają to epitety... to własnie są
        ludzie prymi
        • veritas1 c.d. ajajajajaj 29.12.04, 23:50

          ludzie prymitywni z mentalnością Kalego,
          jak socjalista zabić jeden człowiek to być totalitaryzm i zło, jak kapitalista
          zabić dużo człowiek, to ... to... oni nie
          słyszeć...
          dla nich całe zło na ziemi zaczęło się po 1945 w europie środkowej... przed tym
          nie było ani totalitaryzmu, ani złego traktowania
          ludzi... a w krajach ameryki południowej to ludziom żyje się wprost cudownie, a
          arabscy terroryści to wyrzutnie Stinger
          wyczarowali i CIA nie miało nic wspólnego z dozbrajaniem islamistów, skąd...
          dużo jest Kalich, za dużo...





          • veritas1 jeczenie jak z porodowki 02.01.05, 13:05
            więc być może przerabiałem kiepską firmę prywatną i dobry urząd, ale ja
            widziałem to tak:
            - moj kierownik w prywatnej firmie to był idiota który nie rozumiał, że do
            zadziałania hardware'u

            są potrzebne
            sterowniki, a komputery w sieci mają "admina" i potrzebne jest hasło aby coś
            zainstalować...
            - w prywatnej firmie panowało powszechne donosicielstwo i szkodzenie sobie
            (wbrew interesowi

            firmy, ludzie podkładali
            sobie świnie, aby tylko zaistnieć przed prezesem, ale cierpiał na tym zysk, bo
            nie było

            współpracy) a co za tym idzie
            kompetencje liczyły się mniej jak "lojalność i dyspozycyjność dla prezesa", po
            za tym brał dużo

            "uśmiechnętych kenów i
            barbi po zarządzaniu"...
            - u prywaciarza człowiek się nie chciał być, bo był traktowany jak śmieć i
            wiedział, że jest

            dopóki są dotacje z
            programu pierwsza praca, a potem będzie szukanie powodów do zwolnienia, aby
            wziąć następnego i

            jeszcze nie zapłacić...
            - u prywaciarza nie można było nic skrytykować, nawet jak się widziało, że
            popełniany jest przez

            zwierzchnika błąd
            mogący zaskutkować stratą finansową dla firmy, bo za krytykę się wylatuje...
            - prywaciarz płacił tak marnie, że nikt nie chciał u niego być dłużej (a jak
            się było to tylko

            dlatego, że nie miało
            się ucieczki)

            w urzędzie za to spotykam osoby który mają tak dużą wiedzę, w pokoju mam
            gościa, domorosłego

            elektronika, który jako
            hobby robi głośniki i sprzęt grający (wzmacniacze hi-end)- podczas gdy dla
            ludzi z poprzedniej

            firmy jedyne hobby to
            było piwo i mecz w TV, drugi zna 3 języki biegle, trzeci zna chyba całe prawo
            unijne, czwarty

            pisze programy i
            skrytpty (też inteligentne hobby)
            więc nie są to debile, których interesuje tylko piwko i mecz...
            z tymi ludżmi można sobie pogadać o językach programowania, o tranzystorach,
            rakietach i

            sterowaniu rakietami, obróbce
            stali, o technice a nie o pogodzie bez sensu jak z debilkami z poprzedniej
            firmy... tutaj nie mam

            na szczęście ludzi
            co "seriale o miłości" oglądają i zasłuchują się w britni spirs...
            przynajmniej się rozwijam...
            a co do zarobków, ja w urzędzie mam 2 razy tyle co u prywaciarza, i na dodatek
            nie muszę za darmo

            przychodzić w
            soboty, a jak czegoś nie umiem, to mi tłumaczą jak to zrobić prawidłowo...
            u prywaciarza, jak czegoś nie umiesz, to spie..j... nie ważne, że robisz to
            pierwszy raz...
            napewno są firmy w których są potrzebni super specjaliści, to oczywiste, ale
            wiem też to, że ja

            pracy szukałem długo a
            moi "koledzy ze studiów" co im pomagałem i co umieli połowę tego co ja już
            dawno mieli pracę...

            podobnie z moim
            kumplem doktorem i drugim doktorantem, też nie mają normalnej pracy...
            znam dziewczynę co znalazła pracę dopiero jak przestała w CV pisać o dwu
            fakultetach i 3

            językach...
            ale co do znajomości... sad but true, it's not such important what you know,
            most important thing

            is who you know...
            as my auntie from Toronto says...
            dożyliśmy mało śmiesznych czasów, kiedyś znajomości były potrzebne żeby był
            etat (czasem pod

            kogoś) obecnie znajomości
            są potrzebne, żeby wogóle ktoś chciał CV przeczytać...
            w mojej poprzedniej firmie nie było osoby co umie zdanie po angielsku
            powiedzieć, a tu się np.

            tłumaczy
            międzynarodowe teksty, więc trzeba umieć swobodnie się komunikować, ponadto w
            mojej poprzedniej

            firmie
            widziałem ludzi którym jedyne co dobrze wychodziło to donoszenie...
            w prywatnej se nie poradziłem ?
            a skąd ty ku.. wiesz ? radziłem sobie, tylko facet łamał prawo pracy, a gdy się
            po raz kolejny

            upomniełem o
            pieniądze zaległe to mnie wywalił pod fałszywym zarzutem, i w przeciwieństwie
            do ludzi co tam

            byli góra 3
            miesiące (okres dofinansowania z UP) ja wytrwałem 1 rok, więc znacznie dłużej
            niż inni...
            ponadto wyleciałem bo nie zgodziłem się na siebie wziąć winę i odpowiedzialność
            finansową za

            błędy popełnione
            przez "ulubiennicę prezesa", która popieprzyła faktury i kartoteki, nie wiem co
            go z nią łączyło,

            że płacił za
            jej studia i mieszkanie z pieniędzy firmy...
            stworzyłem tam zamiast używanych "zeszycików" ewidencje komputerowe, bazy
            danych, pierwszę stronę

            www firmy i
            wiele innych rzeczy załatwiłem... oprócz standartowych obowiązków... ludzie
            którzy ze mną

            współpracowali
            cenili mnie, jak widać ty wiesz lepiej ...
            żałosny jesteś , zapewne nie słyszałeś o czymś takim jak "przerwa" określona w
            kodeksie pracy, a

            napewno nie
            słyszałeś o ludziach z podzielnę uwagą, którzy umieją jednocześnie pisać na
            komputerze i

            rozmawiać... może
            tobie word sprawia problemy, ale przeciętny młody człowiek umie pisać
            bezwzrokowo na klawiaturze

            i
            jednocześnie rozmawiać... ja przynajmniej nie widzę w takim podziale uwagi
            problemu...
            nie ma jak "biznesem" nazywać łamanie praw, składanie obietnic bez pokrycia...
            mój prezes "dobrym biznesem" nazywał nabranie kontrahenta i nie zapłacenie mu
            za towar,

            oczywiście potem my
            się musieliśmy tłumaczyć, jak nas wzywał i pytał przy dostawcy "czemu panowie
            nie puścili

            przelewu do firmy X
            temu panu", podczas gdy sam zablokował przelew... gratuluję swoistego
            rozumienia słowa biznes...

            tak jak
            niektórzy tutaj rozumieją słowo "praca" - ty pracujesz, ja nie płacę...
            co do zysku tego rodzaju firm to Cię zaskoczę...
            w dużej części zadania trudne i niewykonalne dla osób starszych, nie znających
            komputera dla

            młodego
            człowieka są proste...
            np. jeżeli szef wymaga bilansu określonego rodzaju wydatków, a firma nie ma
            specjalistycznego
            oprogramowania to ręczne spisywanie zajmuje dużo, a wystarczy, że
            ewidencjonujesz komputerowo i
            zamiast iluś dni ślęczenia w kartotekach masz wynika po kilku minutach...
            ponadto przeciętnego absolwenta nie trzeba przyuczać do wysyłania faksów,
            wypisywania faktur,

            obsługi
            komputera, robienia bilansu, instalowania sieci, młodzi ludzie tego typu rzeczy
            umieją, a takie
            zadania to większość prac biurowych w przeciętnej firmie... pomijając ogromnych
            producentów z

            własnymi
            laboratoriami badawczymi, znacząca większość firm ma tylko tego typu zadania i
            tu ktoś kto bierze
            tylko na okres dofinansowania ma zysk w postaci:
            - pracownika za którego odda kasę PUP, więc za pół darmo dla niego,
            - taki pracownik cholernie się stara, daje z siebie 110%, bo wierzy "że
            awansuje i zostanie", ja

            też
            na początku się cholernie starałem, bo myślałem,
            - nie ma pracowników, którzy się o coś dopominają, a wtedy można każdemu
            wciskać kit, że problemy

            to
            tylko chwilowo, a za pare miesięcy będzie podwyżka,
            że facet mi daje szansę a nie oszukuje, po 3 miesiącach już wiedziałem...
            kolejna rzecz odnośnie "zysku" tego rodzaju firm:
            można oszukiwać kontrahentów i wmawiać im, że to pracownik jest zły i odpowiada
            np. za nie

            zapłacone
            faktury, że to nieodpowiedni pracownik coś pochrzanił, podczas gdy wszystko
            robi szef...

            zwłaszcza, że
            przychodząc nasłuchałem się jak to okropny był mój poprzednik i że przez niego
            straciła firma,
            oczywiście człowiek zabrał się za naprawiania, potem mój następca też słyszał
            to samo...

            to co piszesz jest racją :
            - gdy praca wymaga wysokich specjalistycznych kwalifikacji, wiedzy, np.
            opracowywanie typów

            maszyn (a
            to raczej mały odsetek), projektowanie a nie zwykłe biuro w stylu
            korespondencja, sprzedaż,
            zaopatrzenie, magazyn, kontakty z klientami, księgowość, informatyka na
            poziomie podstawowym, czy
            grafika...
            - ale gdy się pracuje u normalnego, lecz niestety takich jest mniejszość... jak
            ktoś inny napisał

            w
            innym watku, że poszukiwał raz pracowników i na 12 którzy przyszli 9 było ze
            złymi

            doświadczeniami
            (np. nie płacono, oszukiwano)... statystyki chyba nie kłamią...




      • veritas1 ujejejeje 03.01.05, 21:05
        hellraiser? born to rise hell ?
        awe sejten, yndźższ...
        bosze ludziska, przy mojej całej antypatii do poglądów w stylu deltalima, tylko
        on zauważył, że ten wątek to czyjaś prowokacja, ja
        przypuszczam, że wiem czyja i do kogo pijąca...
        jak to w Radyju mawiają "nam nie trzeba mówić, bo my wiemy kto"
        tylko deltalima widzę umie dostrzec czyjąś ironię...
        a ja myślałem, że każdy kto miał w liceum polski to powinien słyszeć o takim
        sposobie wyrażania myśli jak ironia...
        tak jak mi zarzucają hipokryzję i malkontenctwo osoby nie wiedzące co znaczą te
        wyrazy, tak samo widzę, że wielu nie umie odczytać
        ironicznego tonu...
        np. ów od którego rośnie piekło (hehehe) pisze, że pracodawcy to kretyni...
        - kretyn to osoba która nie wie co robi, ktoś kto daje ludziom pensje głodowe i
        mówi, że następni za bramą czekają nie jest
        kretynem, bo świetnie zdaje sobie sprawę i działa z premedytacją, taką osobę
        można nazwać co najwyżej skończonym sku..synem i
        mendą, ale nie kretynem...
        za dużo jest tu haseł i bezokoliczników zdań...
        deltalima przynajmniej przerabiał na polskim ironię w przeciwieństwie do wielu
        pozostałych... ale dyskusja fajna :P
        reszty nie piszę bo wiadomo co bym powiedział "w temacie"...piszesz, że u
        Ciebie w warzywniaku koleś dla którego matura to problem ma 1200, fakt, fakt
        zgadzam się całkowicie trzema rękoma i
        czterema nogami, sam o tym nie raz pisałem zestawiając z ofertami dla
        absolwenta PW, SGH, UW,
        ale powiedz mi do cholery ciężkiej gdzie szukać takiej pracy, w której się
        więcej zarobi niż ten dla którego matura to problem ?
        sam w prywatnej firmie zaiwaniałem za 800 (a więc miałem to szczęście "mieć
        pracę"), a moi kumple jako ciecie mieli 1100,
        ale pomimo przeglądania ofert w necie, kupowania różnych gazet z ofertami,
        chodzenia do urzędu nigdzie nie było ofert dla ludzi z
        małym doświadczeniem a nie mających statusu absolwenta (dopłaty), co jeszcze
        można było zrobić ?
        więc za radą osób z forum "poruszyłem wszystkich znajomych" i owszem mam
        robotę, ale bez "znajomości" nawet na rozmowie bym nie
        był... bo na testach sobie poradziłem świetnie, ale bez "pomocy" by mnie na nie
        nie wzięli...
        pewnie dalej bym słał chyba już 500-setne CV...
        panie szanujący się, na jakim Ty świecie żyjesz ?
        piszesz o ambicjach, rozwijaniu się...
        okej, skończyłem studia logistyczne, znałem 2 języki, sam zabrałem się za
        kolejny trzeci język (z własnej ochoty), samemu zabrałem
        się za technologie www, flash, samemu zabrałem się za grafikę komputerową, żeby
        się przekwalifikować (nie pozostać na laurach,
        ale zrobić coś więcej niż tylko dyplom z określonej dziedziny), więc oprócz
        logistyka zrobiłem sam sobie "grafika" i jeszcze
        stolarza (na potrzeby domowe) i co ?
        i góóóvno, nic mi to nie dało oprócz zmarnowanego czasu, który mógłbym
        poświęcić na macanie dziewczyn, co z tego, że znam kupę
        programów, umiem robić grafiki trójwymiarowe, jakoś mi to nic nie dało, a nawet
        raz koleś chciał mnie okraść, bo nie chciał
        zapłacić za witrynę www firmy (ale mu skasowałem :) )
        ponadto ambicje czasem szkodzą, bo jak szef jest słaby to nie weźmie lepszego
        od siebie podwładnego...
        do jakiego stopnia można się "rozwijać", 10 dyplomów, 15 języków ?
        tu powstaje pytanie po co się żyje i pracuje ?
        ja żyję dla mojej kobiety, kolegów, rozrywek <
      • veritas1 jezusmariaumieramratunku 05.01.05, 16:45
        Ty naprawdę jesteś z kosmosu mr. szanujący się :)
        nie obraź się ale pie..sh brachu...
        pare postów wyżej gadaliśmy, a to co piszesz dowodzi, że nie masz pojęcia jak
        wygląda świat dokoła (może i jesteś jakimś
        "superspecjalitą") ale pracę bierze się taką jaką ktoś oferują...
        im bardziej się ceniłem tym dłużej byłem na bezrobociu...
        praca to towar jak inne towary...
        wyobrażam sobie taką sytuację:
        w sklepie od kilku lat są koszulki w kolorach: zielonym, czarnym, czerwonym,
        białym, a przychodzi "szanujący się" i mówi ludziom
        "czemu nie kupujecie niebieskich ?"
        brachu, wybacz ale tak to wygląda...
        nie dociera do Ciebie, że sklepu z tymi niebieskimi nie ma ?
        chyba, że dla superspecjalistów, a tych jest mało...
        na rynku oferuje się pracę za małe pieniądze, dodatkowo (o czym sam pisałem)
        różnego rodzaju wolontariaty i praktyki powodują
        spadek ceny za ten towar...
        sam szukałem pracy i jak na paru rozmowach mówiłem u prywatnego 1500 netto to
        mnie wyśmiewali i mówili, że za 700 ktoś przyjdzie z
        pocałowaniem w rękę...
        w mojej poprzedniej firmie, jak ludziom się kończyło dofinansowanie dla
        absolwentów to prezes oferował obniżenie płacy lub
        przejście na własną działalność (oczywiście ktoś ma wykonywać to co robił
        uprzednio i mu płacić za lokal, wodę w kranie, prąd bez
        licznika, prezes ustalał "zużycie" ,
        łaskawie/ewentualnie zapłaci po paru miesiącach, jak mu się będzie chciało,
        ludziom wychodziło z tego "układu" jakieś 400
        miesięcznie po paru miesiącach proszenia, a odsetki "fakturek za powierzchnię"
        narastały i je odliczał im od zapłaty, o tym, że
        ZUS musieli sami kredytować, przed wypłatą z faktury nie wspomnę) lub out and
        next one please (ale z dofinansowaniem)...
        wiem, trafiłem na sku..ela do kwadratu i oszusta, ale takich jest wielu, ja
        przynajmniej mam z tego "doświadczenie w CV"...
        cieszę się że inni nie trafili na takiego, może dlatego mnie krytykują, bo nie
        rozumieją, że takie przypadki się zdarzają, a każdy
        patrzy z własnej perspektywy... cieszy mnie jak ktoś pisze o innych
        pracodawcach, lub tak jak ów człowiek z Irlandii, oby w tym
        kraju było normalniej w końcu...
        fakt, że w tym co piszesz jest jedna wielka racja - im ludzie będą się sami
        cenić niżej, tym bardziej będą ich wykorzystywać
        kiepscy pracodawcy
        w mojej poprzedniej firmie część (co przetrwała) nadal się zabija w wyścigu
        szczurów za 800
        oni nie rozumieją, że jak mogli by stanąć za mną w sądzie a nie składać
        fałszywe zeznania, to by mieli płacone nadgodziny i im by
        się też polepszyło...
        ale takich ludzi swymi postami nie zmienisz, bo i tak sens Twoich wypowiedzi do
        nich nie dotrze, ludzie się dzielą na różne
        sposoby, na uczciwych i kłamców, na złodzieji i policję, również dzielą się na
        tych co się buntują i mszczą, gdy im się dopieka i
        tych co zawsze siedzą cicho i tego nie zmienisz...
        a jak ktoś posłucha Twojej rady i "będzie się cenił" to poprostu skończy na
        centralnym, bo np. po kilku latach nie będzie miał
        "doświadczenia" i pracy...
        niestety trzeba się złamać do realiów, ja wiele czasu nie chciałem korzystać
        ze "znajomości" aby znaleźć pracę, chciałem uczciwie,
        samemu, dzięki swojej wiedzy (nie jestem superspecjalistą, ale też mało
        umiejącym nie jestem) i choooj z tego wyszedł, musiałem
        się zacząć "uśmiechać do kogoś", aby nie zaiwaniać od rana do wieczora za
        800... reality bites...
        • diablo1987 TO do piachu 05.01.05, 16:48
          • veritas1 nie, nie, do pracy po znajomosci!!! 05.01.05, 16:52
            • veritas1 ojejejejejej!!! 06.01.05, 22:46
              to co tam napisałem było przykładem, że nie jestem osobą, co skończyła jeden
              kierunek i osiadła na laurach, lecz, że jestem osobą,
              co próbowała wiele...
              a grafiki (oraz elementy do gier, muzykę) robię tylko dla siebie, dla
              przyjemności obecnie...
              poprostu podałem ten przykład bo jest wiele osób co skończyło jakoś studia i
              nie robi nic, a ja robiłem, pomimo braku efektu w
              postaci pracy...
              cóż...
              o wadach tamtego systemu wiadomo, było ich wiele, też były przekręty jak dziś,
              narzekało się na to, że:
              - była cenzura, ale dziś też w pewnym stopniu, np. na tym forum jak powiem coś
              dla kogoś miłego i niezaangażowanego politycznie to
              ktoś kasuje, aby zepsuć mój wizerunek, jedna osoba ma prawo być chamska i
              wypowiadać się złośliwie i nie na temat, ale jak druga
              coś takiego powie to się ją kasuje ???
              wtedy nie słyszeliśmy o wielu niewygodnych dla władz sprawach, dzisiaj
              podobnie, czasem jak coś np. w TVN wypłynie, to się
              dziennikarzy po sądach ciąga, a wiele rzeczy nie wygodnych dla wielkich firm
              jest też blokowane, bo kiedyś władza miała gazety,
              dziś wielkie firmy posiadają gazety, wtedy pan sekretarz mówił "stop",
              dziś "stop" mówi pan menedżer, w tej kwestii nie wiele się
              polepszyło, choć może to kwestia zwykłej polityki medialnej i propagandy
              sukcesu...
              - narzekano, że milicja bije ludzi, dziś biją ich (o wiele mocniej) dresiarze,
              kiedyś aby dostać wpierdziel "szło się i demonstrowało", dziś wystarczy
              tylko "iść", żeby dostać wpie.. i tamci i dzisiejsi bijący
              są podobnie bezkarni, z tą różnicą, że wtedy rzadziej "głośne wystąpienie"
              kończyło się śmiercią, więc tutaj też są pewne
              podobieństwa, "a jak nie widać różnicy to po co przepłacać" ?
              - kolejny przykład, mieszkania, owszem wtedy czekało się długo, a dziś nie
              wyobrażam sobie jak np. z pensji zarobić na
              własnościowy lokal w dużym mieście, który potrafi kosztować ponad 100 tysięcy ?
              z mieszkaniami związane mam dwie historie, jak
              byłem mały to ojciec będący alkoholikiem wywalił nas z własnościowego
              mieszkania, ale, że to był PRL więc dostaliśmy mieszkanie,
              dziś pewnie skończyło by się na dworcu centralnym...
              a druga historia ? mój kolega w połowie lat dziewiędziesiątych został sierotą,
              miał 18 lat, a że był "pełnoletni" (w technikum)
              więc nowa władza mu powiedziała, że "zmienił się system i każdy martwi się o
              siebie", więc chłopak został bandytą, bo jak niby
              miał zarobić na życie, mieszkanie ?
              z drugim kolegą było podobnie, po zmianie systemu (jak ja wychowywany przez
              samotną matkę) chłopaka nie było stać na studia i
              jedzenie, dziś tez jest bandziorem...
              a pare miesięcy temu z drzewa pod moim oknem zdejmowała policja ciało kobiety,
              która powiesiła się bo nie miała na czynsz i
              jedzenie z małej pensji...
              ogólnie mówiąc ceny mieszkań i życia nieosiągalne są dla przeciętnego człowieka
              z przeciętnej pensji, powodują, że wiele młodych
              osób zostaje przestępcami, krótko mówiąc ten polski rodzaj kapitalizmu (jakże
              różny od tego jaki jest w Niemczech, Francji) rodzi
              jedynie bandytów i samobójców...
              nie sztuka zrobić kapitalizm w stylu trzeciego świata, lub tak jak w USA dać
              wszystkim broń i niech się bogaci obudują murami i
              armią ochroniarzy przed resztą... sztuka żyć razem...
              jednak abstahując od kwestii politycznych a skupiając się na temacie pracy i
              zarobków:
              skąd oni wymyślili taką średnią pensję w tej statystyce ?
              średnia pensja w polsce to około 1500 brutto...
              polska obecnie wg. statystyk ma więcej ludzi niepracujących niż pracujących !!!
              ponadto, wówczas osoba kończąca studia dostawała szanse na zdobycie
              doświadczenia, obecnie wiele młodych wykształconych osób
              (połowa) z powodu braku doświadczenia nie może zdobyć tegoż doświadczenia
              (pętla)
              wówczas dawano ludziom szansę, obecnie zamiast słowa "praca" łatwiej używać
              słowa "wyzysk", bo jak nazwać sytuację, kiedy ludzie
              zaiwaniają za dwu a mają płacone za pół ?
              koszty utrzymania się i życia (opłaty, jedzenie, inne) to około 900-1500 netto
              miesięcznie, a przeciętny Kowalski tyle nie zarabia
              ?
              za to przeciętny Kowalski wg. polskich pracodawców ma spędzać w pracy
              kilkanaście godzin dziennie, a potem w domu się doszkalać ?
              tylko pytanie po co się żyje, czy dla rodziny, przyjaciół, czy po to aby jak
              robot rano wstać do pracy, potem wrócić z pracy, coś
              zjeść, a potem poczytać coś co się może przydać do pracy ?
              praca w wymiarze 40 godzin tygodniowo to w europie norma (choć w wielu krajach
              pracuje się poniżej tej wielkości), w polsce duża
              część ludzi (wg badań) przekracza kodeksowe 48 godzin w tygodniu...
              oczywiście tamten system blokował rozwój przedsiębiorczych i śwetnych
              jednostek, ludzi którzy obecnie osiągnęli sukces dzięki
              ciężkiej pracy, dzięki pomysłom, dzięki rozwojowi, ale Ci ludzie stanowią
              jedynie mały procent szczęsciarzy, którzy w odpowiednim
              momencie zrobili odpowiedni krok...
              duża część naszych "biznesmanóf" to osoby których miejsce jest raczej za
              kratami niż na fotelach... wiele dzisiejszych "fortun"
              wynika nie tyle z umiejętności, wiedzy, sprytu co ze zwykłej nieuczciwości,
              łamania prawa lub wręcz z "tajemniczych źródeł"...
              pisze pare osób że narzekam, wystarczy, że z ucziwej pracy da sie zarobić na
              utrzymanie, czyli 1500 netto miesięcznie, a przestanę
              i ja i inni narzekać, proste ?
              ale większość pracodawców niestety filozofuje w następujący sposób:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=18967005&a=18976427
              dla mnie to nawet nie jest dno, ale coś co puka od spodu...
              wielu naszych szefów to jakiś rodzaj potwora (some kind of monster) co uważa,
              że nikt po za nim nie ma prawa do godności, życia,
              jedzenia...
              znam przykład takiego potwora z ulicy... mojej dozorczyni umarł ojciec, miała 3
              braci, ponieważ była najbiedniejsza, więc dwoje
              braci (przeciętni Kowalscy) uznali, że ona i jej syn powinni dostać to
              mieszkanie, jej trzecim bratem jest biznesman mający pare
              samochodów i dwa mieszkania, on założył sprawę sądową, bo stwierdził, że jak
              inni zrezygnowali, to jemu się należy 50% mieszkania
              i założył jej sprawę o nieprawne korzystanie z lokalu, do którego są roszczenia
              majątkowe ?
              nie wiem jak komentować taki typ gnoja, ale to właśnie jest znany mi polski
              pracodawca... oczywiście rzadki typ chooja, ale
              pamiętajmy, że tacy właśnie twierdzą, że pracownik to takie beszczelne coś, co
              niedość, że pracuje za wolno, to jeszcze chce za to
              pensję...
              im więcej jest wykrzywień w kapitaliźmie, tym więcej ciągąt i tęsknot za
              socjalizmem (który też nie był idealny), po prostu
              przemoc rodzi przemoc, tak zawsze było... jak znikną przyczyny niezadowolenia,
              to i znikną ludzie niezadowoleni... dla mnie to
              jest proste... jak ludzie będą z normalnej pracy (bez znajomości, bez lat
              szukania, bez wyzysku, mobbingu) zarabiać takie sumy
              jakie podaje się jako "średnią krajową" to pamięć o PRL zginie szybko...
              ale dla niektórych szefów te 1500-2000 brutto to o wiele za dużo, ale
              zapominają, że im więcej ludzie zarabiają, tym więcej kupują
              i następuje rozwój firm (produkcja i usługi)... bo choć sami co pare miesięcy
              zmieniają samochody, to inni mają zdechnąć z głodu
              lub wycieńczenia... czyste "arbeit macht frei"

              • Gość: COBRA jakby tak sie uzalal nad soba dostałbym IP: *.icpnet.pl 07.01.05, 08:20
                najdrozszą dziwke w POlsce lub w WLK BRytanii.
                A mi chodzi tylko o angielski uraz dziewczyne seksy
      • veritas1 jestem madry i wiem wszystko 08.01.05, 12:17
        żałosne są te wypowiedzi tych oficjeli, co pewnie siedzą na krześle za kilka
        tysięcy, w jednym ręku cygaro, na stoliku zastawa za
        ciężką kasę, po tem jak już się wypowiedzą to wsiadają np. do merola 600 albo
        peżotka 607 i jeszcze narzekaja na pracownika, że im
        nie pełza pod nogami...
        ponadto chyba nie rozumieją, że im więcej ludzie zarobią, tym większa jest
        konsumpcja i zysk producentów i usługodawców...
        osoby zarabiające mało kupują jedynie chleb i płacą czynsz, więc gospodarka
        (oprócz piekarni) nie kręci się...
        śmieszne i niewiarygodne dla mnie jest to, co piszą, że tylko 3 % pracujących
        otrzymuje taką pensję , no może faktycznie, bo jak
        komuś się zapłąci 850 to już nie jest stawka minimalna, bo w końcu o złotówkę
        ją przewyższa (teraz chyba 849 zł, nie pamiętam,
        było kiedyś 824)
        z tego co ja wiem, to ludzi pracujących za poniżej 1000 jest większość...
        ja już przerabiałem prezesa co sam co miesiąc miał ponad 20 tysięcy a ludziom
        wmawiał, że firma jest w złej sytuacji i , że jak
        zarobią więcej jak 800 to im się w głowach poprzewraca (dzięki temu
        sformułowaniu prawnemu "zła sytuacja" mógł nie stosować wielu
        ustaleń układów zbiorowych, premii, zapomóg itp.)
        myślę, że niskie pensje, to coś co wystudza przyrost, bo zmniejsza konsumpcję,
        która i tak jest na niskim poziomie (inaczej by
        wiele firm by nie szukało tak gorączkowo PH, bo bym im towar schodził lepiej i
        klient sam by przychodził)
        a więc błędne koło, bo klient (pracownik) nie kupuje, producent bankrutuje...
        ponadto żałosne jest to, że pensja minimalna nie stacza na bazowe opłaty
        (czynsz, telefon, bilety) + jedzenie, a to bardzo
        demotywuje pracownika, bo wówczas powstaje myśl "po co pracować jak i tak na
        nic nie zarobię"...
        ciekawe ile na opłaty, bilety, telefon, jedzenie wydają miesięczni ci co takie
        głupoty wygłaszają (pracodawcy, oficjele,
        europolitycy) ?
        chyba, że nasi pracodawcy tak kochają leppera, że swoim postępowaniem naganiają
        mu elektorat ?
        brawo, pomysł bardzo dobry, sam kiedys opisywałem gościa, co np. wymagał
        drukowania na nie zainstalowanej drukarce, a na moją
        uwagę, że komputery pracują w sieci i potrzebne jest hasło admina aby wogóle
        jakiś setup ruszyć on wielce obużony stwierdził,
        że celowo utrudniam i wnioskował o naganę, paru innym osobom też wyprawiał
        podobne hece, ale, że to była fabryka, więc wkońcu
        ktoś mu ryja obił...
        ale ten dobry pomysł ma pare wad:
        - po pierwsze ludziom tłumaczy się, że o poprzednim pracodawcy należy mówić
        dobrze albo wogóle, bo inaczej nowy wywali
        "niepokornego",
        - po drugie kiedy takie referencje wystawić i jak ? ludzie mają coś takiego w
        sobie, że choć najpierw się kłócą, to potem ze
        sztucznym uśmiechem udają, że było okej... pomysł świetny w teorii, ale
        takie "referencje" powinny być wystawiane po pewnym
        czasie od odejścia, tak aby pracownik nie czuł się zagrożony...
        z pracą trochę jest tak jak w wojsku;
        "punkt 1 : starszy stopniem ma zawsze rację,
        punkt 2 : jeśli nie to patrz punkt 1"
        ale pomysł fajny...
        a nie przyszło ci do głowy , że prezes firmy zabronił adminowi udostępniać
        hasło komukolwiek, a admin / informatyk był na
        urlopie a ów kierowniczek chciał mieć drukarkę zaraz a nie jak informatyk wróci
        z urlopu ?
        nie napisałem tego, ale teraz uzupełniam aby objaśnić...
        a fakt debilizmu kierowniczka dotyczył tego, że on nie rozumiał (a też młody
        człowiek) że sprzęt wymaga instalacji, on
        myślał, że drukarka to urządzenie plug-and-play jak myszka albo dodatkowy
        dysk...
        chyba, że u ciebie wszyscy mają prawo instalować wszystko bez informatyka i
        haseł ?
        ponadto pare razy kierowniczek żądał od ludzi zrobienia czegoś szybciej niż
        pozwala na to proces technologiczny lub
        wydajność maszyn, bo się chciał "wykazać skutecznością" przed prezesem, więc
        np. coś co produkuje się 3 godziny, pakuje 6
        godzin, on koło południa obiecywał, że będzie "na dzisiaj na 15tą " - czyli w
        ciągu paru godzin wyższa szkoła handlu i promocji ?
        bez urazy, ale faktycznie jest dużo prywatnych szkółek które nabierają ludzi,
        po to by wyciągnąć kasę a wypuszczają absolwentów
        nieraz z dość śmieszną wiedzą, mam np. kolegę na "turytyce" w jednej z
        prywatnych szkół, oglądają np. filmy o innych krajach, albo
        oglądają atlas, no i człowiek wyjdzie z tytułem magistra ? ja takie filmy
        oglądam na Discovery ale za to dyplomu nie dostałem
        kolejny kolega był w szkole "ekologii i zarządzania" i miał problemy z funkcją
        kwadratową, którą ileś tygodni przerabiali na
        matematyce ? wielki menadżer z niego będzie, za to już mu wmówili, że jest "the
        best", choć to jedno z niewielu słów jakie zna po
        angielsku,
        po prostu kolego poszedłeś do złej szkoły, sorry, a wiadomo, że renomę mają
        głównie szkoły typu Uniwerek, Polibuda, SGH, AE -
        szkoły państwowe w których wiele osób się wywala, bo są ostre kryteria, u mnie
        po I roku wywalono 40% stanu, po drugim też chyba
        20% odpadło...
        ale teraz już swojego życia nie cofniesz o kilka lat, więc próbuj wszędzie tam
        gdzie handel i promocja, zgodnie z profilem
        szkoły...
        a co do znajomości, to niestety bez nich ciężko cokolwiek...
        wiem to bo sam 2.5 roku po Polibudzie ze stypendium naukowym rozsyłałem CV...
        pytanie jaką po WSHIP masz "specjalizację", z czego dyplom, ile znasz języków i
        jakich, czy miałeś jakieś "warunki" ? od tego
        należy zaczynać rozmowę...


        • veritas1 a teraz to jestem jeszcze madrzejszy 11.01.05, 20:57
          nie, poprostu zarzyczył sobie, żeby coś mu wydrukować z danego kompa i
          przenieść drukarkę z jednego pokoju do drugiego
          ponadto ten typ justował w wordzie spacjami a mnie wzywał jak trzeba było
          dwustronnie wydrukować... albo kazał coś dopisać w
          środku wielostronicowego tekstu i się dziwił, że mu się tekst poprzestawiał i
          rysunki, bo nie znał ani shift+enter ani ctrl+enter
          ani tego, że schematy się blokuje...
          ogólnie koleś został kierownikiem bo na wszystkich krzyczał, a tylko takich
          jaśnie prezes awansował, zgodnie z powiedzeniem "w
          pracy nie ma być miło, to nie klub towarzyski, tu ludzie muszą czuć władzę"...
          takie miał powiedzonka...
          a co do linii produkcyjnej to nie da się polemizować, poprostu koleś sobie
          pisał "plany" z nikim ich nie konsultując, tylko
          oświadczał, że "to ma być na jutro, to ma być za trzy dni", nawet kiedyś
          wymyślił, żeby remont ponad stu metrowego pomieszczenia
          (z naprawą dziur wścianach, uzupełnieniami tynku i wymianą wykładziny) ma trwać
          2 dni, oczywiście sam cement i gładź tyle schły...
          a przez jego niekompetencję tylko powstawał stres i niepotrzebne marnowanie
          czasu na tłumaczenia, że coś jest niemożliwe... w
          końcu prezes się go pozbył, ale tylko dlatego, że nie ma w zwyczaju nikogo
          zatrudniać na stałe i jedynie operuje umowami
          czasowymi...był już kochani taki wątek :)
          i w innych wątkach tez było...
          ale jeżeli mamy rozwijać nowy wątek to należy od razu rozróżnić osoby po
          dobrych (najczęściej dziennych studiach) i wiele osób po
          prywatnych szkółkach, których poziom wiedzy ( w przeciwieństwie do tego, co im
          wmówiono, że są dy best end kul) odbiega bardzo ,
          natomiast uważają się za osoby wykształcone a np. na turystyce i zarządzaniu
          oglądali filmy z Discovery Travel i na matematyce pół
          semestru przerabiali funkcję kwadratową...
          ale mówiąc o kwalifikacjach (niezależnie czy ktoś ma za dużo dyplomów,
          doświadczenia) to chyba chodzi pracodawcy o strach
          (pracownik gorszy będzie zawsze się bał że go wywalą i można nad nim panować i
          wykorzystywać) lub np. może to wynika z faktu, że
          panie kadrowe mają "swoich" kandydatów i lepszych muszą odrzucić...

          moje osobiste doświadczenia są takie :
          koledzy którzy ode mnie ściągali, mieli połowę mojej wiedzy, nie umieli żadnego
          języka obcego (ja obecnie zabrałem się za naukę
          trzeciego) mieli pracę a ja jej szukałem bezskutecznie 2.5 roku , czemu ?

          jestem po logistyce i raz wydarzyła się następująca rzecz, spotkaliśmy się z
          kolegą z roku w jednej firmie, przyjechaliśmy na to
          samo ogłoszenie...
          praca nie była zbyt super, ale zawsze to "praca" więc się staraliśmy...
          kolega był właśnie z tych, którym ja pomagałem zaliczać ...
          on tą pracę dostał i za tydzień wieczorem dzwoni "stary, jaki jest wymiar
          palety euro ?"
          czy wy to ku.. rozumiecie, koleś po logistyce pyta jaki jest wymiar palety ?
          przecież on to powinien wiedzieć obudzony o 2 w nocy...
          nie wiem jakie czynniki decydowały o tym, że koledzy co umieli po
          angielsku "good morning, my name is... i am ... years old"
          dostawali pracę w zawodzie np. w spedycji międzynarodowej, a ja nie - znając
          angielski i jeszcze jeden język na tyle, że mogę
          swobodnie w nich rozmawiać ???
          podobnie nie rozumiem czemu moich dwóch kolegów co robią doktorat lub byli na
          doktorskich jest na bezrobociu, jeden dorabia robiąc
          strony www a drugi w hutowni pakuje rzeczy do kartoników , byli obaj prymusami,
          mieli stypendia naukowe, np. za średnią powyżej
          4.25, znają po dwa języki, biegle kompa, a ich koledzy pracują w zawodzie , oni
          też tego faktu nie rozumieją ?
          może to specyfika tego kraju ?
          tak samo jak specyfiką tego kraju jest fakt, że cieć po zawdówie dostaje więcej
          niż osoba po studiach po roku pracy...
          przynajmniej tak jest u wielu pracodawców...
          oczywiście są też firmy, które wyciągają super specjalistów i płacą im
          odpowiednio... ale jest tych firm za mało...
          natomiast w kwestii kandydowania do stanowisk o niższych wymaganiach (sklepy,
          hurtownie, recepcja, kontakt z klientem) też to
          przerabiałem ale zazwyczaj tam gdzie szukają "ze średnim" to nie wezmą "z
          wyższym"...
          może problem (nas którzy tu piszemy) polega na tym, że my znamy się na tematyce
          którą studiowaliśmy, a nasi "słabsi" koledzy
          umieją wmówić, że to oni są "dy best" ?
          człowiek który dużo wie i zgłębia tematykę zdaje sobie sprawę ile jeszcze jest
          przed nim do poznania, zaś debil jest przekonany,
          że wie lepiej i że wie wszystko, może w tym tkwi sukces debili ?
          jedni "umieją" a inni "umieją bajerować" ?

          a może powód jest jeszcze bardziej banalny ?
          upadł polski przemysł, rozprzedano fabryki (często konkurencja kupiła), więc
          polska kadra inżynierska nie jest już tu potrzebna...
          tak było w wielu zakładach, że "polacy" to kadra niższego rzędu, a ci co się
          znają są z kraju inwestora, tak by "miejscowi" nie
          poznali tajemnic firmy ...
          raz będąc w jednej z restauracji na obiedzie słyszałem żalących się sobie
          dwu "garniturowców", że niemiecka firma wywaliła u niego
          w fabryce polskich inżynierów i informatyków a wzięła niemieckich, a ten drugi
          narzekał, że to samo jest w dziale finansów...
          może to (w przypadku inżynierów, nie wiem jak z humanistami) jest powód ?
          może po prostu w polsce nie potrzeba już kadry inżynierskiej/naukowej
          bo polska zejdzie do poziomu kraju jedynie konsumującego dobra techniczne
          zaprojektowane w innych krajach UE a wyprodukowane w
          Chinach ?
          bo w każdym dodatku do GW od paru lat widać zapotrzebowanie na fryzjerki,
          murarzy, cieciów , prostytutki, akwizytorów ...racyja, ŁOŚ jak zwykle ma rację,
          należy rozróżnić "budżetówkę", bo budżetówka to nie tylko spocone grube baby
          piłujące paznokcie
          przy kawusi w urzędach lokalnych, budżetówka to także np. policjanci i
          strażacy/ratownicy narażający życie bądź laboratoria
          zwalczające wirusy i trucizny i "budżetówka" to też różnego rodzaju firmy S.A.
          oraz jaśnie pieprzony "rzunt"
          zarobki są zróżnicowane i tyle, za to nie ma nadgodzin darmowych i nikt mnie
          nie budzi służbową komórką w nocy z pretensją, że tak
          długo odbieram...
          a rozrost "budżetówki" nastąpił i będzie dalej następował głównie ze względu na
          NATO i wstapienie do Unii Europejskiej, ze względu
          na przepisy/procedury UE bądź NATO, a przy pracodawcach co jedynie chcą
          wykorzystać pracownika te "niskie zarobki w budżetówce"
          stają się nagle rarytasem...
          a co tu dużo mówić, ale te zarobki to nie jest rewelacja, jeżeli bierze się je
          pod kątem kosztów utrzymania, natomiast są pewne i
          wiem, że mnie nikt nie oszuka i nie odejmie z pensji np. kosztów rozmów w
          celach służbowych, kolejną zaletą budżetówki jest to, że
          tu nie działa się na zasadzie "wykorzystać i wyrzucić i wziąć następnego
          absolwenta"...no właśnie najgorsze, że te 90 % wykorzystanych i oszukanych nie
          idzie do sądu, bo albo im szkoda na gnoja czasu albo nie wierzą,
          że dadzą radę,
          a gdyby poszło pare osób, to wówczas pracodawca łamiący wiele praw by miał
          bardzo utrudnione życie, ale właśnie bierność tych
          "90%" powoduje, że tego typu pracodawcy dalej oszukują ludzi uzależnionych od
          siebie stosunkiem służbowej podległości...
          ja mojego oskarżyłem, bo nie jestem bierny a prawo musi być przestrzegane i
          amen :)
          nie wiem, czy wygram, bo już podmienił dokumenty, antydatował dokumenty i
          powołał na świadków osoby które w firmie widziałem może
          raz na dwa tygodnie, mające opowiadać o "moim podejściu"...
          trochę absurdalny ten sąd, ale... we shall see






          • Gość: ola Re: a teraz to jestem jeszcze madrzejszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 22:57
            Koleś nudzisz sie na maxa,to nie jest śmieszne - świadczy to tylko o tobie.Zastanawiam sie dlaczego wyzywasz innych uczestników forum?Chyba jesteś mocno niedowartościowany? Daj sobie spokój i nie pisz.
            • veritas1 Re: a teraz to jestem jeszcze madrzejszy 11.01.05, 23:21
              Moje watki sa bardzo watosciowe i bede je pisal, nikt Ci nie kaze czytac.
              Chociaz szkoda, bo moglays sie paru madrych rzeczy dowiedziec.
              • Gość: ola Re: a teraz to jestem jeszcze madrzejszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.05, 11:34
                Dziwi mnie twój brak samokrytycyzmu.jak musisz to pisz tylko kto będize to czytał?
                • veritas1 WSZYSCY TO CZYTAJA!!!!! 12.01.05, 21:01
                  To co pisze jest bardzo wazne i madre, dlatego tyle tego jest


                  :-D
      • Gość: Jaga Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: *.icpnet.pl 12.01.05, 13:33
        Nie mogę czytać takich ubolewań! To co z tego, że ludzie idą po znajomości do
        urzędów, czy gdzieś tam? Skoro tak, to nie aplikuj tam. Zresztą wysyłam kiedyś
        CV w odpowiedzi na jakieś stanowisko w administracji państwowej i zaproszono
        mnie na rozmowę - więc z pewnością nie wszystko jest ustawione. Moja mama
        pracuje w urzędzie, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby ją prosić o pomoc i
        pytac czy jakies tam stanowisko jest do wzięcia. To by było upokarzające. Jak
        przyjechałam do miasta, w którym teraz mieszkam, nie znałam tu zupełnie nikogo.
        Teraz szukam pracy, ale nie mogę powiedzieć, żeby nic się nie dało zrobić bez
        znajomości. Miałam tu już pracę, całkiem nieźle płatną, szukałam jej miesiąc.
        Dostałam się, bo znałam biegle dwa języki, bo już w liceum czytałam, jakie
        zawody są perpektywiczne, jakich języków się warto uczyć, że warto wyjeżdżać na
        stypendia i po kolei to realizowałam. Jak się dostałam na dobre studia w obcym
        mieście, to od tych, co się nie dostali też słyszałam, że nic nie można bez
        znajomości. Bzdura. Jak ktoś jest naprawdę dobry, to i tak mu się uda. Z pracy
        zrezygnowałam, bo atmosfera zrobiła się "gęsta". Przykro, ale tak jest u
        prywatnych pracodawców i z tym też trzeba się liczyć. Wierzę, że prędzej czy
        później znajdę pracę, a póki co mam czas, żeby się dokształcić teoretycznie.
        • veritas1 Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 12.01.05, 21:01
          Gość portalu: Jaga napisał(a):

          > Nie mogę czytać takich ubolewań!

          To nie czytaj. Potem bedziesz zalowala ze obcowalas z wielkim umyslem.
      • veritas1 gdyby nie znajomosci to by mnie nie bylo 16.01.05, 09:47
        czyli krótko mówiąc siedzi na recepcji (i w czasie gdy nikt nie idzie i nie
        trzeba podać klucza) opracowuje kampanię reklamową
        jakiejś firmy i jeszcze ją graficznie szlifuje ?
        to skoro tak, to ja bym jej jeszcze DTP dorzucił ;) ???
        "starycynik", przegiąłeś...
        to nie są wymagania dla studentki polonistyki...
        to mogą być wymagania dla jakiegoś manadżera od reklamy, ale bez tego siedzenia
        na recepcji...
        ogólnie mówiąc facet szuka jednej osoby (pewnie studentka, bo wtedy ZUS się nie
        płaci i jest dofinansowanie z UP) zamiast paru
        etatowych...
        dla mnie to wygląda śmiesznie, zwłaszcza, że nie pisze ile płaci...

        jak można mieszać pracę koncepcyjną, kreatywną z siedzeniem na recepcji ?

        na recepcji może siedzieć osoba po zawodówce, ale praca koncepcyjna i
        wymyślanie sloganów to co innego...

        jak można mieszać anglistę z polonistą, który głównie się zajmuje literaturą
        polską ?

        jak można mieszać kogoś kto się zajmuje umowami i negocjacjami handlowymi z
        grafikiem ?

        od umów i negocjacji jest prawnik a od grafiki jest grafik/informatyk...

        to ogłoszenie to śmieszny / żałosny przykład polskiego pracodawcy i jego
        nierealnych wymagań...
        oczywiście da sie połączyć dużo z tego misz maszu w całość, ale z tego wyjdzie:
        recepcjonistka/sekretarka + pracownik koncepcyjny robiący grafiki + ktoś od
        umów (prawnik na zlecone od umowy)...

        a skoro prowadzenie dokumentacji firmy to oprócz DTP dorzuciłbym jeszcze
        uprawnienia SEP i budowlane, oraz aktywne prawo jazdy...
        mało kto słyszał o "formule 20:80" więc nie wiem czy wypada rzucać takimi
        pojęciami przy ludziach którzy nie mają o nich zielonego
        pojęcia...
        a radzą sobie z tym np. Niemcy, Francja skracając wymiar pracy godzinowy w
        tygodniu, w ten sposób tworzą nowe miejsca pracy,
        u nas ten "kapitalizm" jest trochę wykrzywiony w stosunku do zachodniego,
        przypomina raczej XIX wiek lub trzeci świat, ludzi się
        wywala, aby zastraszyć resztę i zwalić na nich dodatkowe obowiązki...
        ale pisanie takich rzeczy panie "cytat" nie da nic, bo i tak bawisz się
        w "nawracanie nawróconych" :)
        pozostali Cię oleją...
        a skoro piszesz o oszukiwaniu, to może przypomnij sobie to co mówiono ludziom
        kilkadzisiąt lat temu jak wprowadzano maszyny ?
        ludzie się bali, że maszyny ich zastąpią, więc oszukiwano ich, że "maszyny są
        po to aby im pomóc i sprawić, że praca będzie
        łatwiejsza", dziś normalne jest, że linia produkcyjna to paru roboli
        naciskających guzik, reszty osób już nie ma ...
        potem wprowadzano komputery i wmawiano ludziom, że te "maszyny są po to aby im
        pomóc i sprawić, że praca będzie łatwiejsza" a
        efektem modernizacji linii produkcyjnych były kolejne redukcje pracowników...
        przy obecnym stopniu mechanizacji produkcji dóbr konsumpcyjnych reguła 20:80
        zaczyna być coraz bliższa spełnienia, bo liczba
        ludzi w przemyśle w ciągu kilkudzisięciu lat zmalała wielokrotnie podczas gdy
        wielkość produkcji wzrosła,
        co więc z tymi 80% ludzkości "nie potrzebnymi" ?
        teorie spiskowe głoszą że po to jest AIDS, nie wiem ?
        ale nie ma co się łamać - chińczycy wypuścili na rynek magnesy neodymowe, więc
        im więcej ludziom się sprzętu RTV AGD będzie psuło,
        tym więcej oni (chińczycy) wyprodukują...
        a mówiąc poważnie to chyba jeszcze nikt nie wpadł na pomysł co z owymi 80%
        ludzkości zrobić ?
        nawet czytając ogłoszenia w wyborczej widać zmiany w rynku, szukani są murarze,
        fryzjerki, dziwki, stylistki paznokci, handlowcy -
        czyli sfera usługowa a nie produkcyjna, tylko ludzie nie zarabiają tyle, aby tą
        sferę drobnych usług utrzymać na poziomie
        rentowności, chyba, że chodzi o to, że tylko te 20% ma wydawać ?
        a rząd będzie kłamać, bo chyba nie było w historii tego kraju rządu który nie
        kłamał, jedni dla zaborców, kolejni dla własnych
        majątków, potem dla zsrr, obecnie dla korporacji i oligopoli, miałem
        niestety "przyjemność" poznać ludzi "z rządu" (z racji pracy
        rodziny) i zapewniam Cię "cytat", że tak nieuczciwych ludzi wśród "zwykłych
        szarych przechodniów" nie spotkałem...
        do każdych rządów zawsze się pchają osoby które chcą się "nachapać"
        bo powiedz mi czy znasz kogoś kto (przychodząc za Buzka tylko w jednym
        garniturze) by po 4 latach nie robienia nic zbudował 2
        wille ?
        ja nie znam tak prężnego biznesmana który w 4 lata by się dorobił dwu domów, o
        samochodzie Lancia nie wspominam, bo oczywiście
        płacą za niego podatnicy (wraz z kierowcą, beznyną i serwisem)...
        a kto ich według Ciebie ma "postawić przed trybunałem stanu i sądami" ???
        przecież sami się nie postawią, a osoby dowodzące organami ścigania właśnie są
        przez takich typów o jakich wspomniałem
        wyznaczane...
        np. ktoś z mojej rodziny wyleciał z owych organów, po tym jak wykrył "na górze"
        sfałszowanie dokumentu z nominacją (podrobiony
        podpis) i chciał zastopować mianowanie kogoś niekompetentnego na podstawie
        fałszywego podpisu, więc jak myślisz inni też będą
        łapać, jak się im "to może na zdrowiu odbić" ? czy raczej siedzieć cicho ?
        to co piszesz musi zrozumieć te 80% ale mi się wydaje, że te 80% obchodzi
        jedynie to kto będzie następnym mistrzem Legia, czy
        Widzew czy inny Lech...
        albo czy Doda Elektroda zmieni pasemka, a może Michałek Wiśniewski zrobi sobie
        znowu pasemka...
        oni są za głupi, na to by to zrozumieć...
        jak np. pokazywano film dokumentalny o wojnie gangów w L.A. - ludzie się
        zabijali bo jedni nosili niebieskie czapki na jednej
        ulicy a ci drudzy z drugiej ulicy czerwone, więc do siebie strzelali...
        u nas ludzie rzucają do siebie butelkami, bo jedni krzyczą Widzew a drudzy
        Legia...
        większość ludzi to naprawdę debile...
        i chyba będą coraz głupsi... jak ktoś jest masochistą i się lubi męczyć - jego
        wist...
        ja w moim poprzednim miejscu pracy też się bardzo przejmowałem tym, że ludzie
        są wykorzystywani, ale jak co do czego to żaden w
        sądzie nie poświadczy pracy w nadgodzinach, nawet jak już robi w innej
        firmie... więc po co walczyć za kogoś kto nie będzie
        walczył za Ciebie ?
        ludzie potrafią narzekać ale gdy trzeba zrobić coś konkretnego to japy
        rozdziawiają i patrzą...
        problem polega jednak na tym, że gdy taki debil nie ma kasy to idzie napaść na
        kogoś... a nie każdy z nas mieszka w chronionym
        osiedlu...
        pytasz w jakim celu elity rzucają sloganami ?
        bo zawsze te slogany ta większość kupi, przynajmniej dotychczas kupuje...
        np. pamiętam strajk NSZZ i robotników krzyczących "precz z komuną" z
        transparentami "dość zwolnień"...
        śmiałem się ponieważ lubię Monty Pajtona, a robotnik krzyczący "precz z komuną"
        w 1996 roku i jednocześnie portestujący przeciw
        redukcjom w zakładach to istny teatr absurdu... jak myślisz czy oni wiedzieli,
        co znaczy słowo "komuna" a co "kapitalizm" ?
        tak samo jak np. murzyni mający w latach 50'tych podział rasowy w USA i będący
        obywatelami drugiej kategorii jechali walczyć z
        groźbą komunizmu w Korei a potem w Wietnamie ? ludzie źle traktowani (rasizm)
        przez swoje własne państwo jechali walczyć z krajami
        które nie uznawały podziałów rasowych ?
        jak to świadczy o ich wiedzy o świecie ?
        a ludzie, którzy kupują troche tańsze rzeczy produkowane w chinach, a potem
        narzekają na upadek fabryk w ich krajach ? czy to też
        nie są ludzie głupi , nie rozumiejący zależności "skutek - przyczyna" ?
        pamiętaj "cytat", że to do takich się te slogany dedykuje...
        kończę zanim mi znów odbije i za dużo napiszę, ciekawe jak można pozbyć się
        umiejętności bezwrokowego szybkiego pisania ?
      • veritas1 biedny jam jest okropnie 16.01.05, 21:47
        100% racji, te ogłoszenia to:
        fryzjerki, murarze, ukryta akwizycja, PH , "atrakcyjne panie", oszustwa w
        stylu "więcej informacji pod 0-700..." lub naciągaczy na
        Anglię i Irlandię lub w ostateczności młodzi naiwni ze statusem absolwenta (aby
        uzyskać dofinansowanie i zwrot ZUS a potem
        wywalić) do wszystkiego...
        ja po 1.5 roku szukania (Politechnika ze stypendium naukowym dzienne, 2 języki,
        komputer, www, grafika, itd. itp.) znalazłem pracę
        dzięki Urzędowi Pracy
        ponieważ była to praca kiepska (pracodawca oszust, mobbing, nadgodziny
        bezpłatne, niska pensja, brak umów stałych oraz liczne ma i
        miał sprawy w sądzie pracy i cywilnym) więc w trakcie tej pracy dlaej szukałem
        lepszej pracy
        w końcu po 2.5 roku kupowania tejże GW dostałem niezłą pracę, ale "z drobną
        pomocą"
        ogólnie na słane przez 2.5 roku setki CV (głównie zgodne z kierunkiem
        wykształcenia bądź umiejętności pozaszkolnych) przyszły w
        sumie 4 odpowiedzi -
        każda z nich praca "specjalisty" lub "biurowa" okazała się "poszukiwaniem
        nowych klientów"... na telefony też dzwoniłem i np.
        specjalista od elektryczności ma montować coś, ale najpierw "znaleźć klienta",
        lub np. logistyk do hotelu musi "znaleźć klientów na około 20 tysięcy, wówczas
        może na zlecone 1000 panu zapłacę"...
        ale czy to wina GW ?
        czy może pracodawców biorących kiepskich, lub może braku tychże miejsc pracy
        w "obrocie oficjalnym" , lub braku w polsce
        zapotrzebowania na młode i wykształcone osoby, ale jako młody inżynier z małym
        doświadczeniem nie uświadczył bym w niej nic...
        no może poza akwizycją lub "cieciowaniem" , w końcu nawet chciałem iść na
        ciecia, ale te liczne ogłoszenia Solidu okazały się
        oszustwem, mianowicie np. szukali osoby na ciecia ze znajomością angielskiego,
        w ogłoszeniu było 5.5 zł/godzinę, ale już na umowie
        małym druczkiem ujrzałem 4 zł/godz. więc nie podpisałem, a oni jeszcze mieli
        pretensje, pomimo, że oszukali...
        może ja bym jednak nie miał pretensji do GW, bo oni tylko drukują to co ktoś im
        przyniesie, a my kupujemy z nadzieją, że coś tam
        będzie... bo raz na jakiś czas się trafia...
        moja rada po dość hardcorowych doświadczeniach jest jedna "pytajcie znajomych"
        bez nich nic się nie liczy, od paru lat na forum to
        mówię i ciągle potwierdzam...
        czy żałuję, że upadła ?
        nie wiem
        ale abstrahując od pytania w wątku szlag mnie trafia na głupotę niektórych
        porównujących USA do Kuby
        skoro piszecie , że socjalizm zbanrutował to należy zapytać dlaczego ?
        zbankrutował między innymi dlatego (pomijając złodziejstwo przywódców) że kraje
        socjalistyczne dały się wplątać w wyścig zbrojeń,
        który pochłaniał ogromne sumy...
        a w tym miejscu należy zadać drugie pytanie, dlaczego uczestniczyły w owym
        wyścigu ?
        owszem Stalin był idiotą i człowiekiem chorym psychicznie, ale poza tym wiele
        krajów socjalistycznych zbroiło się na potęgę bo
        ktoś je chciał zniszczyć...
        a czemu wielu innym zależało na niszczeniu socjalizmu kilka tysięcy kilometrów
        dalej ?
        bo pracownicy w owych interweniujących krajach domagali się więcej praw
        socjalnych, więc należało zniszczyć kraje, w których
        pracownik ma więcej praw i wolnego czasu, stąd wydatki na wyścig zbrojeń
        a co do Kuby ?
        to był do lat 50'tych biedny mały krajik do którego bogaci amerykańscy turyści
        przyjeżdżali za małe pieniądze pociupciać latynoski
        albo pograć w kasynie należącym do mafii, z dala od amerykańskiej policji
        potem USA nałożyło embargo
        Kuba to kraj mały bez surowców naturalnych z embargo od iluś lat i ktoś kto
        porównuje ten kraj do ekspansywnego i prowadzącego
        wojny USA jest debilem
        nie można porównywać tych krajów
        to tak jakby porównać Ferrari z ciężarówką Man i stwierdzić , że Man jest do
        dupy bo ma słabe przyśpieszenie do setki...
        osądzać można by gospodarkę socjalistyczną gdy wziąć kraj nie zagrożony
        najazdem, który nie musi wydawać na zbrojenia i ma
        surowce, wówczas można by przeprowadzić analizy porównawcze...
        pamiętać też należy przy tym, że większość krajów zachodu przez wiele lat miało
        niewolnictwo i politykę kolonialną, a więc z
        ekonomicznego punktu widzenia "siłę i surowce" mieli za darmo i w sposób
        delikatnie mówiąc nie moralny...
        jak to już wczesniej napisałem w innym poście, jak ludzie będą zarabiać tyle
        ile potrzeba do życia (czyli przynajmniej 1200 netto)
        to wszelka pamięć o PRL zaginie szybko, zaś dopóki mobbingowani i zastraszani
        ludzie będą po kilkanaście godzin zaiwaniać za
        minimalną pensję ledwo starczającą na opłaty za czynsz i jedzenie, bojąc się
        pójścia na chorobowe, gdy się źle czują, wówczas będą
        wspominać PRL
        a im więcej pseudomanagierów pracodawców złodzieji i oszustów, tym większe
        tendencje do pochyłu w kierunku lewej strony
        pracodawca duszony to zapewne ktoś kto ma pretensje że ludziom wogóle musi
        płacić, a skoro wyraża dezaprobatę co do istnienia
        kodeksu pracy, to znaczy, że może ludzie powinni jeszcze spać w pracy ?
        sr.. sie chce jak sie takie bzdury czyta
        mój były prezesik potrafił wydać 200 Euro na obiad, w ciągu roku mojej pracy 2
        razy zmieniał samochód (wysokiej klasy limuzyna)
        wszystko kupował bez VAT i wpuszczał w koszty firmy, ale jeżeli pracownik
        spóźnił się o 2 minuty w zimowy dzień z powodu złej
        pogody to od razu "wyciągał konsekwencje finansowe"
        podobnie wyznaczał ludziom śmiesznie mały limit na telefon komórkowy (np. 10
        zł) a człowiek miał załatwiać sprawy, a gdy
        przekroczył limit, to odejmował od pensji, pomimo, że rozmowy były w interesie
        firmy...
        on też uważał się za duszonego przez przepisy, bo nie mógł płacić mniej jak
        minimum i oburzał się, że musi płacić ludziom na
        zwolnieniu lub urlopie, sam za to w firmie pojawiał się około 10-tej i
        wychodził koło 15-tej...
        tacy najczęściej narzekają na pracowników i kodeks pracy...
        • Gość: trawaa Re: biedny jam jest okropnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.05, 12:35
          wielki ómysł:>>
        • Gość: Maciek Veritas - ja ciebie rozumiem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.05, 17:29
          Ty po prostu chcesz się komuś wyżalić a nie masz komu. Idź gdzieś do ludzi,
          pogadaj nawet o mało ważnych sprawach. Może poczujesz się lepiej.
          Bo w tej chwili to ten wątek to dialog Vewritasa z Veritasem.
          Napisz do czego doszliście.
          • veritas1 nie rozumiesz mnie bo nie jestes... 24.01.05, 22:53
            ...az takim nieudacznikiem jak ja
    Pełna wersja