Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie...

      • veritas1 poor me 19.01.05, 21:38
        jak miejscowy pisze w punktach to ja też, a co mi ?
        więc dlaczego ludzie tęsknią za komuną:
        1 - bo choć mają dobre wykształcenie lub umiejętności to rynek nie jest w
        stanie ich wchłonąć, zapewnić miejsca pracy
        2 - bo nie ma nic za darmo, na wszystko trzeba zarobić, a jak zarobić np. na
        mieszkanie skoro pracodawcy płacą tyle, że ledwo
        starcza na opłatę czynszu (np. 850 złotych, 1000 złotych), bilet, jedzenie,
        pomimo, że sami co pare miesięcy się rozbijają po
        świecie od Karaibów, Egiptu po Tajlandię i co roku mają nowy samochód a jedzą
        kolację w restauracji za 200 Euro
        3 - bo ludzie zapieprzają za dwoje na niepłaconych nadgodzinach, a zamiast
        pochwał słyszą groźby zwolnieniem
        4 - bo są takie rejony w tym kraju gdzie ludzie z uczciwej (nie ważne czy niżej
        czy wyżej kwalifikowanej) pracy nie są w stanie
        zapłacić czynszu lub wykupić biletu
        5 - bo jak się ma problem zdrowotny to albo się ma kilkaset/kilka tysięcy na
        jego rozwiązanie albo pozostaje ból lub powiększające
        się schorzenie, bo lekarze też kosztują
        6 - bo kiedyś nie było dresów, bandytów i ludzi po pijaku wyrzucających młode
        kobiety z pociągu lub rzucających butelką w
        przechodnia, który im zwróćił uwagę, że nie należy palić w autobusie, a policja
        nie chce przyjąć zgłoszenia
        7 - bo są pracodawcy w stylu mojego poprzedniego, co mają pretensje do
        pracownika, że domaga się urlopu, nie chce codziennie
        zostawać na 3 darmowe nadgodziny, nie odbiera służbowego telefonu o 6 rano albo
        domaga się zapłaty obiecanych pieniędzy, a na
        sprawę w sądzie fałszuje i antydatuje dokumenty bezrobocie jest tak duże, że
        nie ma możliwości w szybkim czasie znalezienia innego
        ale normalnego bez układów

        powtarzam to co wcześniej, jak ludzie zarobią tyle, że im starczy na życie
        (minimum 1200 brutto) to zapomną o "komunie"

        piszesz o tym, że "ludziom się wydawało i pamięć ich oszukuje"
        mnie nie oszukuje, co roku jeździłem na kolonie, a jak ojciec alkoholik
        wyrzucił nas ze swojego własnościowego mieszkania to
        państwo PRL dało nowe aby matka z dzieckiem miała gdzie mieszkać, dziś zapewne
        by został markot albo dworzec centralny
        podczas gdy jak mojemu koledze w 1994 zginęli rodzice, a on już był pełnoletni
        18 lat, więc usłyszał, że "teraz mamy kapitalizm i
        każdy się martwi o siebie" więc musiał przerwać naukę w technikum i został
        bandytą, bo inaczej by nie zarobił na utrzymanie
        mieszkania po rodzicach (m3) i jedzenie, bo NIKOGO NIE OBCHODZIŁO, ŻE JEST
        SIEROTĄ
        przeczytaj kodeks (ze strony ww.sejm.gov.pl) w dziale ISIP
        wypowiedzenie dyscyplinarne można dać tylko w określonych "rażącytch"
        naruszeniach, takich jak alkohol, pobicie kogoś,
        narażenie na duże straty
        jeżeli błąd jest mały to może być co najwyżej nagana, ale musi się odbyć coś w
        rodzaju rozmowy, posiedzenia, nie może to
        być wypisanie nagany bez wysłuchania racji drugiej strony
        po za tym polecam się skonsultować z jakimś prawnikiem, PIP a nie na forum
        mój poprzedni pracodawca gdy ludzie domagali się zapłacenia zaległej kasy
        straszył "nasraniem w papiery" więc ludzie szli
        na "obopulne porozumienie stron" i wówczas tracili prawo do sądu
        nie wiem jaki jest Twój przypadek, ale polecam do prawnika się wybrać
        porada to około 50-100 i do PIP, chyba, że rzeczywiście mocno przeskrobałaś
        zachowaj tego maila z tym polceniem, bo to dla sądu argument
        a Ty chcesz wrócić do pracy do takiego sku..ela co wywala za wykonanie jego
        polcenia ?
        ja też miałem szefa co raz opie..ł mnie, że wykonałem jego polcenie a teraz się
        sądzę, bo straciłem finansowo na jego
        polceniu
        ach, są szefowie kretyni
        poprostu cham chce ukryć swoje złe zarządzanie
        leć do PIP i prawnika jakiegoś
        u mnie też coś naciągają, sfałszowali zakres obowiązków, antydatowali
        dokumenty, fałszywe donosy na mnie, jakieś
        oświadczenia osób, których w życiu nie widziałem, nawet (jeden kierownik mi
        wystawił dobrą opinię) to zamienili
        papiery i stwierdzili, że kto inny był kierownikiem (ale mam ksero)
        zwalili na mnie błędy w kartotekach (ale też mam ksera)
        pamiętaj, że do sądu potrzebne są trzy rzeczy:
        prawnik
        dowody
        silna wola walki i wiara - nie każdy wytrzymuje stres fałszywych oskarżeń,
        zwłaszcza jak zawsze był uczciwy wobec
        innych i trafia na kogoś kto przekręca każde jego słowo i fakty
        musisz lecieć do sądu bo "dyscyplinarka" to coś co może zaszkodzić w przyszłości
        znam gościa co raz ustąpił pracodawcy , był technikiem elektrykiem, pokłócił
        się z klientem który nie płacił na czas
        i w sprawach rzekomego złego podłączenia (miał rację, chodziło o sprawy
        techniczne a klient chciał opóźnić
        płatności faktur, więc wymyślał lipne wady w instalacji)
        szef go wywalił aby nie stracić klienta (podlizać się chciał), ale i tak go
        klient oszukał,
        ale koleś jest z tych "co uszy po sobie kładą"
        i w efekcie przez dyscyplinarkę nie mógł ileś lat znaleźć pracy, w końcu jako
        dobry elektryk (z fałszywie zasranymi
        papierami) musiał pójść sprzątać po roku szukania pracy, bo nikt go z taką
        opinią nie chciał...
        pamiętaj dobre imię to ważna rzecz i jak mu ustąpisz, to Ci to potem się może
        mocno odbić...
        są też tacy ludzie jak mój były szef "albo panu nie zapłacę i porozumienie
        stron, albo pana wywalę dyscyplinarnie a
        wtedy nikt pana nie zechce" ale ja gnoja przechytrzyłem prawnie...
        paru moich kolegów odeszło bez ostatniej pensji, bo nie umieli
        mu "odpowiedzieć"...
        i jeszcze jedno przy obopulnym porozumieniu stron i dyscyplinarce nie masz
        zasiłku
        ja jestem w trakcie i zarabiam teraz dwa razy więcej u nowego za połowę
        obowiązków, więc na tego już "leję"
        po jakimś czasie emocje opadają :)
        ale ogólnie aby zobaczyć tę jego fałszywą mordę i udowodnić mu kłamstwa (a
        dowody mam) to do sądu idę z
        radością...
        jest taka piosenka kazika "nie ma litości dla sku...synów"
        a ja nie lubię ludzi co źle traktują innych, więc z radością posłucham go jak
        się będzie plątał w zeznaniach,
        ponadto mój były pracodawca miał już kilkanaście spraw, ale niestety w prawie
        pracy i cywilnym instytucja
        "recydywy" nie istnieje,
        recydywa istnieje tylko w przypadkach kryminalnych, tu nikt nie sprawdza ( i ja
        też nie mogę jako argumentu
        użyć) tego, że facet już miał ileś spraw o to samo w przeszłości,
        niestety tu zadziałało lobby polskich "pracodafcóf"
        jeżeli sąd będzie "uczciwy" to nie mam się co bać, bo mogę tylko zyskać pareset
        złotych... o ile nie będzie
        licznego ciągania a tylko jedna, góra dwie rozprawy...
        wiesz... oni właśnie na tym bazują, że nikt im nie mówi "stop" i dlatego robią
        z innymi co chcą łamiąc prawo, bo
        wiedzą, że nikt nie postawi się (bo albo nie ma świadomości prawnej, albo nie
        chce się, albo wierzy w
        zapewnienia kłamcy, który ich ileś razy oszukał), ale są tacy jak ja co się
        stawiają jak mi się próbuje kuku
        zrobić :)
        a co do kosztów, ja na prawników narazie wyłożyłem 100 zł (dwie porady) i
        trochę posiedziałem w kodeksach ze
        znajomymi, po za tym mam w rodzinie prawnika z doświadczeniem sądowym, więc...
        ale wiem, że to na pewno nie jest
        łatwa rzecz
        no i należy zawsze mieć jakieś asy w rękawie i nie mówić "panie szefie, bo pan
        mi tego i tego dnia napisał to i
        to" im mniej wie druga strona tym lepiej...
        ja nie ujawniam, że mam ileś kserówek
        a co do nadgodzin, to nasłałem kontrolę która stwierdziła, że "po raz kolejny
        firma X nie stosuje rejestrowania
        czasu pracy", bo już miał szef ileś upomnień ale olewał wyroki
        godzin do 48 w tygodniu
        musi być przerwa co najmniej 11 godzin na sen i wypoczynek w domu
        jeżeli (pomijając zawody specjalne - wojsko, policja, tajniacy) skończysz o 21
        to do pracy możesz iść po 11
        godzinach, czyli dopiero na 8 rano
        no a te oddawanie przekroczonych godzin, akurat nie ma tej osoby co mi pomaga
        prawniczo, to nie zapytam
        dobranoć :)
        papuś :)





        • veritas1 ach jak mi ciezko 23.01.05, 13:56
          ah, więc wg. ciebie zabijano tylko w PRL (i np. ZSRR) ?
          a w krajach takich jak ameryka południowa, a kolonializm, a segregacja rasowa ?
          każdy, powtarzam każdy system dopuszczał się tego i nie ma co tu mówić o
          cudownym zachodzie z czystymi rękami, bo kto
          wspierał kaukazkich terrorystów jak nie CIA ? kto wspierał baronów
          narkotykowych i dyktatorów w ameryce południowej i
          środkowej jak nie CIA ?
          kto korzystał z niewolniczej siły, jak nie np. anglia ?
          kto okradał arabów z ropy wydzielając najbardziej roponośne rejony Persji i
          tworząc w nich Kuwejt ?
          każdy system miał swoje wady, więc mówienie o woloności jest bezprzedmiotowe
          bo dla mnie dziś też nie ma wolności skoro trzeba się płaszczyć przed
          wykorzystującym i niepłacącym pseudopracodawcą a jak
          nie okradnie cię pracodawca to zrobi to banda dresów ?
          dla wielu przeciętnych Kowalskich to jest podstawowy argument...
          mówisz, że "dyskutujemy o sprawach materialnych" ???
          bo to jest forum PRACA , a pracuje się (jak się ma pracę) dla pieniędzy, a nie
          po to, żeby np. pracodawca nie zapłacił lub
          stosował praktyki w stylu Biedronki
          bo w kwestii PRACY mnie jako PRACOWNIKA obchodzą jedynie 3 rzeczy:
          - żeby zarobić tyle, że starcza na opłaty, jedzenie, mieszkanie (przynajmniej
          1200 netto);
          - żebym miał gwarancję, że skoro ja się wywiązuję z umowy i wykonuję moje
          obowiązki prawidłowo, to i ktoś się wywiąże z
          umowy, czyli: zapłaci na czas, da gwarancję pewniejszego jutra, żeby odnosił
          się do mnie z takim samym szacunkiej jak ja
          odnoszę się do niego, żeby nie stosował mobbingu, nie narzucał zadań daleko
          przekraczających kodeksowe 40 godzin w tygodniu,
          a jeżeli są dodatkowe zadania, to aby zapłacił za to, bo praca to transakcja
          handlowa jak inna transakcja kupna-sprzedarzy,
          tylko tu sprzedaje się czas i umiejętności...
          - żeby praca poprostu "była";
          mówienie o SB nic nie da, bo "wolnością" nikt nie zapłacił ani za czynsz, ani w
          sklepie za ubranie i jedzenie, tylko
          PIENIĘDZMI !!!
          brak wolności i cenzurę da się znieść, głodu się nie da,
          mówisz o paszportach ?
          nie rozśmieszaj mnie, po co przeciętnej osobie z Polski B paszport, jak go nie
          stać na bilet ? paszport jest dla kogoś kogo
          stać na wyjazdy, mnie póki co jeszcze nie,.,
          zgadzam się ze wszystkimi powyższymi wątkami z wyjątkiem bełkotu Michała o
          pogodzeniu etatu z dziennymi , bo jak można pogodzić
          etat od np. 8-16 z zajęciami od 9-18 ?
          niektórzy piszą o pracy w weekendy, to kiedy robić sprawozdania z laboratoriów,
          obliczać projekty ?
          chyba, że ci co takie głupoty piszą są z jakichś głupich szkółek prywatnych, bo
          będąc na politechnice nie da się pracować, chyba,
          że ktos jest pracoholikiem (a to schorzenie psychiczne) i sobotę i niedzielę
          siedzi w pracy, a codzień do 3 w nocy robi projekty i
          sprawozdania (zakładając że śpi 4 godziny na dobę, nie musi sprzątać, robić
          zakupów, nie trenuje żadnego sportu, nie ma hobby)
          ale dla mnie ktos taki się tylko do leczenia nadaje...
          wszystkie posty na górze mówią dostatecznie wyraźnie, dużo pracodawców jest po
          prostu pojebami,,,
          ja z powodu braku "doświadczenia" 2,5 roku szukałem pracy, nic dodać nic ująć
          moi koledzy (nie wiem jakim cudem) nie znający żadnych języków i jadący na
          ściągach i gotowcach lub kupowanych projektach mieli
          pracę, pewnie u wujka w firmie,,,
          żałosne
          dodałbym jeszcze jedną rzecz odnośnie poje..ia pracodawców:
          młodym inżynierom proponuje się pracę za mniej niż cieciowi lub sprzątaczce,
          przykład:
          wielokrotnie słyszymy o propozycjach staży za darmo lub za 400 podczas gdy
          stażyści wykonują często normalne prace, generując zysk
          i są po stażu usuwani, aby wziąć nastepnego na staż i mieć darmową siłę roboczą
          kolejny przykład to nawet moja była firma , młodzi inżynierowie zarabiali tam
          850 złotych, zapieprzało się nieraz za dwie osoby,
          bo trudno było wyjść nieraz po 9 godzinach (etat oficjalnie 8 godzin i
          niepłatne nadgodziny)
          a co po drugiej stronie:
          - mój kumpel w myjni samochodów, zawodówka, zero języka i komputera - 1500 zł
          miesięcznie
          - drugi kumpel cieć - matura, od czasu do czasu popala jakieś skręty, jedyne co
          umie obsługiwać to playstation, też zero języków -
          1300 miesięcznie za siedzenie na krześle
          - koleś w sklepie jako pomocnik - 1100 + bilet miesięczny + komórka z limitem
          na 100
          - robotnik przy taśmie , raz na pare godzin wciska guzik około 1700 brutto

          a ja będąc na paru rozmowach u prywaciarzy słyszałem, że 800 dla osoby po
          studiach to dużo ???
          płaca powinna zależeć od umiejętności pracownika, ale u nas jest nieraz
          odwrotnie proporcjonalna - ów "absolwent uczelni
          technicznej" umie zastapić ciecia, bo co za problem siedzieć i komuś podac
          klucz ?
          może zastapić robotnika, bo co za problem przy maszynie czasem wcisnąć guzik ?
          może zastąpić personel w sklepie, jak ktoś pyta "czy coś jest i ile kosztuje",
          to wystarczy tylko albo się obejrzeć, albo zerknąć
          do bazy w komputerze, ja nie widzę w tym problemu, ani w położeniu czegoś na
          półkę...
          natomiast żaden z wymienionych przedstawicieli niskokwalifikowanych zawodów nie
          zastąpi "nas wykształconych" ani nie poprowadzi
          rozmowy w języku obcym, ani nie sporządzi fachowego rysunku technicznego, ani
          nie policzy całki ani nie obliczy obciążeń w
          materiale, ani nie obsłuży bardziej skomplikowanego programu komputerowego, ani
          nie będzie potrafił analizowac wyników
          przeprowadzanych pomiarów , badań, nie będzie wiedział wielu fachowych rzeczy,
          które my wiemy, więc dlaczego do cholery proponuje
          się nam mniej ????????????
          --------------------------------------------------------------------------------
          to i ja się dorzucę :)
          skoro mowa o przyczynach:
          1) wszechobecna nieuczciwa (tam pracują więźniowie, dzieci, lub ludzie za pół
          dolara) konkurencja Chin w produktach
          elektronicznych i ubraniach...
          2) zbyt niskie płace (realista pokazał statystyki biedy) ludzie nie mają na
          produkty i usługi w skutek czego producenci i
          usługodawcy nie mogą sprzedać produktów i sami dołączają do bezrobotnych...
          3) jako urzędnik widzę coraz lepiej jak niektóre przepisy utrudniają życie
          polskiemu small biznesowi, a jak to życie ułatwiają
          zachodnim koncernom (zwolnienia podatkowe) te obciążenia o których pisze UPR
          nie wynikają z "socjalizmu" ale z faktu opisanego i
          słynnego jakiś czas temu "za ile można kupić ustawę", te fakty wynikają z
          korupcji , kupowania ustaw przez niektóre lobby...
          polski biznesman narzekał mi raz (dając bardzo rzeczowe dowody), że ma
          obciążenia, których nie ma jego zachodni konkurent w
          polsce, niby dlaczego obcy jest lepiej traktowany jak swój ? a urzędnik
          niestety musi przestrzegać prawa, nawet złego i nie można
          pomóc nawet chociaż się bardzo chce...
          w tej części uważam, że niektóre zwolnienia dla obcego kapitału powinny być
          zniesione i powinien być wspierany swój biznes, ale
          widocznie "coś" sprawiło, że jest inaczej...
          4 ) część bezrobocia wynika z chciwośći pracodawców, którzy wywlają określony
          procent ludzi, a reszta ma w ramach darmowych
          nadgodzin robić zadania swoje i cudze, najpierw tłumaczą, że to ciężka sytuacja
          firmy, potem ludziom grożą zwolnieniami a de facto
          te oszczędnośći potem "inwestują" w wakacje w tropikach, kolejny drogi
          samochód, kolejne meble do gabinetu, dziwki, alkohol i np.
          kolację za 200 euro w drogim hotelu...
          przykładem takiego pracodawcy był mój poprzedni: w czasie wzostu bezrobocia
          zwolnił 20% osób, pozostałych zastraszył zwolnieniami,
          zlikwidował premie i nadgodziny, więc oni zamiast 8 godzin dziennie nieraz
          siedzą tam 11 a on w wyniku "oszczędności" co pół roku
          sobie zmienia samochód i lata po świecie samolotem, bo lubi zwiedzać... gdyby
          nie to wielkie bezrobocie większość od niego by
          odeszła w ciągu dnia, a pracują u niego, bo muszą...
          5) kolejny powód to prywatyzacje w wydaniu Lewandowskiego z poczatku lat
          90'tych, kiedy wyprzedawano polskie zakłady za bezcen
          konkurencji...
          poprostu zniszczono nasz przemysł, sprzedawano nieaz za c
          • veritas1 ach jak mi ciezko - cz2 23.01.05, 13:56

            poprostu zniszczono nasz przemysł, sprzedawano nieaz za ceny niższe niż wartość
            gruntów...

            narzekanie na socjal i emerytów raczej pachnie hitlerem, "niepotrzebnych i
            słabych zabić" ???
            po za tym ten socjal to nie tylko urzędnicy , to również wojsko, policja,
            pogotowie, ludzie obłożnie chorzy, laboratoria
            badawcze...
            pan michalkiewicz chciałby raczej zamienić polskę w kraj afrykański niż
            europejski... milion hutu wytnie maczetami milion tutsi
            (albo na odwrót) , co czwarta osoba umrze na AIDS... piękny wzór do
            nasladowania... bez wydatków socjalnych np. na powstrzymanie
            epidemii czy rozruchów...
            dla mnie obecnie wzorem są raczej Francja, Niemcy, Szwecja, inne kraje EU...

            • agnieszka_kolakowska trafisz do piekla:))) 23.01.05, 16:47
              veritas1 napisał:

              >
              > poprostu zniszczono nasz przemysł, sprzedawano nieaz za ceny niższe niż
              wartość
              >
              > gruntów...
              >
              > narzekanie na socjal i emerytów raczej pachnie hitlerem, "niepotrzebnych i
              > słabych zabić" ???
              > po za tym ten socjal to nie tylko urzędnicy , to również wojsko, policja,
              > pogotowie, ludzie obłożnie chorzy, laboratoria
              > badawcze...
              > pan michalkiewicz chciałby raczej zamienić polskę w kraj afrykański niż
              > europejski... milion hutu wytnie maczetami milion tutsi
              > (albo na odwrót) , co czwarta osoba umrze na AIDS... piękny wzór do
              > nasladowania... bez wydatków socjalnych np. na powstrzymanie
              > epidemii czy rozruchów...
              > dla mnie obecnie wzorem są raczej Francja, Niemcy, Szwecja, inne kraje EU...
              >
              • veritas1 a do piekla sie idzie po znajomosci? 24.01.05, 22:53
      • veritas1 nieudacznik we wlasnej osobie 24.01.05, 22:52
        myślę, że albo ktoś zrobił brzydki dowcip (np. webmaster) albo używał jakiegoś
        kreatora stron, który z automatu robi
        "autokorektę"...
        nowe frontpage, tak jak nowe wordy potrafią bez pytania zmieniać tekst, chociaż
        ta strona nie wygląda na fronpejdżową w kodzie
        html...
        ale mi te nowoczesne programy pare razy wstawiły coś czego nie chciałem :)
        zwłaszcza word XP lubi zamiast spójnika powielić wyraz raz na jakiś czas...
        ja myslę, że to błąd programu (chiba, no bo niby jak inaczej ?)
        można jednak popatrzeć na to tak: "osoba rozwiązła lepiej nawiązuje kontakty z
        płcią przeciwną"
        ???ech... nawet nie umiesz dokładnie czytać...
        otóż w mojej rodzinie też byli sybiracy, też były osoby które zginęły po tym
        jak w 1939 zsrr wkroczyło na tereny obecnej
        białorusi/litwy, akurat to ja mógłbym narzekać bo straciłem duże majątki na
        wschodzie i brat dziadka z AK życie, a pradziadek w
        1920 roku przy obronie warszawy...
        tez moja matka cierpiała bo była solidarnościowcem, wujek walczył w stoczni...
        ale jest podstawowa różnica, której ty nie rozumiesz...
        oni walczyli o "lepszą polskę", a nie o zmianę reżimu jednego na reżim inny...
        walczyli o to, żeby w polsce ludziom żyło się dostatnio, a nie o ponad 3
        miliony bezrobocia, ludzi zyjących na granicy nędzy
        traktowanych jak smiecie przez różnego rodzaju Biedronki...
        oni walczyli o lepszy byt a nie o biedę i tego akurat ty nie rozumiesz...
        nie pisz o mojej nienawiści, bo to, że mówię prawdę o tym np. że CIA wspierało
        terrorystów, dyktatury w trzecim świecie to jest
        stwierdzenie faktu...
        chyba, że należysz do tego odsetka pracodawców, którzy cieszą się , że komuna
        upadła, bo wreszcie nie trzeba płacić ludziom i
        można ich wykorzystywać...
        bo akurat "solidarność" to był w 1980 roku związek zawodowy, któremu chodziło o
        polepszenie sytuacji ekonomicznej pracowników, a
        nie o merole panów z biznes center klubu zdobyte przez oszukiwanie
        pracowników...
        piszesz o oddawaniu dziecka do domu dziecka ?
        haha... właśnie ja miałem iść do domu dziecka :)
        po tym jak ojciec alkoholik wyrzucił mnie i matkę z własnościowego mieszkania,
        to PRL dało nam mieszkanie, więc to PRL uratowało
        mnie od domu dziecka a moją matkę od dworca centralnego, więc nie pie..mi o
        domach dziecka, ale przejdź się np. do domu samotnej
        matki (chyba pod skolimowem ) i zapytaj ich co sądzą o nowej rzeczywistości
        ekonomicznej :)
        mój kolega już w III RP stracił w wypadku rodziców, i nikogo nie obchodził jego
        los 'mamy kapitalizm i niech się pan martwi o
        siebie" usłyszał...
        taka wrażliwa/wrażliwy jesteś ?
        to z gałęzi pod moim oknem zdejmowano trupa kobiety, która powiesiła się bo nie
        starczało jej pieniędzy na czynsz i leki i nie
        miała już od kogo w bloku pożyczać...
        i nie pie..o pluciu na własny kraj...
        bo to kraj pluje na nas, a raczej jego nowe elity, które oddały za bezcen
        majątek, zlikwidowały fabryki... to na nas plują ci co
        co pare miesięcy latają po świecie i zwiedzają różne kraje, jedzą kolacje za
        200 euro a swoim pracownikom każą zapieprzać za
        pensje nie wystarczające na samodzielne utrzymanie się... to oni plują, a nie
        ja...
        Łosia4 nazywasz komuchem, hahahaha :)
        daleko mu do komucha, w przeciwieństwie do wielu osób ON wypowiada się zawsze
        bezstronnie i obiektywnie, ale pewnie ciebie boli
        prawda, że przed wojną strzelano i torturowano robotników, którzy domagali się
        swoich praw ?
        to nie komuna zaczęła strzelać do ludzi, komuna była właśnie reakcją na
        strzelanie do ludzi,(nikt szczęśliwy nie robi rewolucji,
        rewolucję robią ludzie niezadowoleni z własnej sytuacji ekonomicznej) tyle, że
        ją wypaczono i wybrudzono przez osoby chore
        psychicznie, takie jak Stalin
        tak samo jak nie komuna wymyśliła obozy pracy i koncentracyjne, wymyślili je
        koloniści angielscy w azji i afryce już przed I wojną
        światową...
        na rzeczywistość trzeba umieć spojrzeć obiektywnie, ale ty mi przypominasz
        mojego księdza z liceum, który na lekcji religii
        wypowiedział takie słowa, oceniając jedną książkę "no tak... autor tu pisze
        różne rzeczy, ale należy postawić jedno pytanie, czy
        jak ktoś nie jest katolikiem, to może mówić prawdę ?"
        właśnie ty reprezentujesz taki pogląd...
        jak ktoś nie jest po naszej stronie to napewno nie mówi prawdy ;)
        ech... trochę więcej obiektywizmu i znajomości świata a nie ograniczania
        historii świata do terenu polski po 1945...
        bo przed 1939 była np. bereza kartuska, ale tego zapewne nie wiesz...
        historii nie da się oceniać - czarno/biało
        po za tym ni jak to co piszesz nie odnosi się do problematyki PRACY
        a pisząc o prawach człowieka pamiętaj, że pracodawcy nie płacący ludziom też te
        prawa łamią...wcale mi się nie podobało aż tak, poprostu stwierdzam fakty, że z
        punktu widzenia pracobiorcy "zamienił stryjek siekierkę na
        kijek"
        to samo co pisałem ci o historii, wszystko , każdy system ma swoje wady i
        zalety, dla niektórych tamten system miał tylko wady, a
        ja uważam, że możliwość otrzymania mieszkania przez osobę o złej sytuacji to
        zaleta, podobnie jak to, że po studiach nie trzeba
        było miec "kilku lat udokumentowanego doświadczenia" aby zdobyć to
        doświadczenie, o fakcie panoszących się dresów nie wspominam...
        dla mnie to były zalety, łatwość dostania pracy i brak wykorzystywania w stylu
        biedronka, czy mój poprzedni pracodawca...
        pozostałe rzeczy były wadami i to dla mnie nie pozostawia wątpliwości
        piszesz, że posadę mam po znajomośći ?
        wiele czasu pisałem, że ogłoszenia o służbie cywilnej to ściema, bo liczą się
        plecy, wówczas inni mi pisali, że gadam głupoty i
        tłumaczę swoją nieudolność...
        pisałem, że żałosne jest to, że w III RP aby ktos przeczytał CV są potrzebne
        znajomości, bo pracodawca dostaje 400 CV i nie ma
        czasu, więc czyta tylko kilka z tego...
        dziś sam to potwierdzasz co ja pisałem :)
        moje "znajomości" polegały na tym, że przeczytano moje CV i nie wylądowało w
        koszu, bo testy zdałem samemu :P
        a skoro mam posadkę "po znajomości" to odpowiedz na proste pytanie czemu ?
        czemu absolwent politechniki znający biegle komputer, dobrze dwa języki i
        mający stypendium naukowe nie mógł tej pracy (po za
        akwizycją, lub darmowymi stażami) znaleźć inaczej ?
        może dlatego, że tej pracy po prostu nie ma ?
        bo to taki kraj i taka rzeczywistość jaką opisuję od paru lat...
        odpowiedz na pytanie czemu (oprócz ukrytej akwizycji w 4 przypadkach) nikt
        przez 2.5 roku nie zaprosił osoby z takimi
        kwalifikacjami na żadną rozmowę ???
        okej, mógłbym zrozumieć, że na rozmowie wypadłem źle i mnie nie wzięli, ale
        czemu nikt nie zaprosił nawet na rozmowę, tego nie
        rozumiem ?
        więc nie pisz o znajomościach, bo nie jestem debilem, który nic nie umie, w
        mojej poprzedniej pracy radziłem sobie dobrze, dopóki
        pracodawca za te same pieniądze (850) nie dorzucił mi trzeciego etatu, bo
        obowiązków 3 osób już nie wyrabiałem i na dodatek
        okazało się póżniej, że mnie pracodawca kazał mnie wrobić umawiając się z kimś
        aby mnie wywalić za coś co stało się bez mojej
        winy...
        po to by wziąć nastepnego ze zwrotem z urzędu...
        (inni wylatywali po 3 miesiącach, ja przetrwałem rok), więc byłem dobry ale dla
        niego byłem jedynie obciążeniem, bo jak skończyło
        się dofinansowanie z PUP z programu pierwsza praca, to szukał co chwilę powodu,
        żeby wywalić i wziąć następnego na
        dofinansowanie... i znów wywalić i nastepnego...
        a nie po to człowiek skończył studia aby sprzątać, albo iść na darmowe staże,
        po których i tak wywalą i wezmą nastepnego
        niewolnika...
        taką rzeczywistość nazywasz wolnością ?
        bo dla mnie to jest zniewolenie, skoro jako pracownik jest się zależny np. od
        woli sadysty, który choć już miał ze 20 spraw w
        sądzie pracy, to dalej traktuje ludzi jak śmieci...

        >Nikt w Polsce o komunizm sie
        > nie bil ,wprowadzily go tylko elity zwiazane z Moskwa

        zapominasz o Churchilu i Roosvelcie :)
        nie sama moskwa to zrobiła, a co do tego czy nikt się nie bił ?
        zapominasz o robotnikach z fabryk, rolnikach, których "pa
      • Gość: marta Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 22:56
        Hejka!mam wielką prośbę. Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej na temat tych
        testów na kontrolera ruchu lotniczego. Mógłyś mi coś jeszcze napisać? Będę
        bardzo wdzięczna.
      • veritas1 aj aj aj aj 25.01.05, 21:31
        nie wiem ile masz lat i jakie wykształcenie, ale Ci powiem, że fakt taniej i
        nieuczciwej konkurencji np. Chin powoduje, że upadają
        zakłady wraz z firmami kooperującymi
        prosty przykład jak upadnie fabryka koszulek, to za tym spadnie np. sprzedaż
        maszyn do szycia, serwisów maszyn,
        producentów/sprzedacwó igieł, nici, materiałów opakowaniowych
        taka nieucziwa konkurencja powoduje lawinowy spadek w powiązanych dziedzinach,
        czy naprawdę tego nie wiesz ?
        pomijam aspekt moralny pracy pod lufą w chinach , lub pracy dzieci za miskę
        ryżu, bo producent używający niewolniczej siły zawsze
        będzie tańszy od cywilizowanego (takiego, który płaci za pracę),a może ty
        lubisz hitlera ?

        gdyby nie cła i podatki to jak cie potrąci samochód na przejściu to nie
        przyjedzie karetka ani policja nie będzie ścigać kierowcę,
        bo to własnie branże opłacane z podatków i ceł !
        podatki i cła są obecne na całym świecie po to by urzymać wojsko, pogotowie,
        ludzi obłożnie chorych i niezdolnych do pracy, jak
        np., ktoś z Twojej rodziny np ulegnie wypadkowi i np. obetnie mu rękę maszyna
        to zrozumiesz, że podatki sa potrzebne po to by np.
        płacić renty (chyba, ze jesteś osobą wyznającą prawo dżungli)
        a cła są po to aby ludzie w danym kraju mieli pracę a nie upadały zakłady, bo
        inny kraj dopłaca do produkcji danej grupy dóbr...

        pracodawca nie oddaje ostatniego grosza, często jest tak, ze płaci grosze a sam
        lata po swiecie, zmienia co pare miesięcy
        samochód, chodzi na dziwki, jada w hotelowych restauracjach
        nie może być tak, że 200 ludzi w fabryce zapieprza za 800, a on na nich tylko
        narzeka za 20000 i jeszcze wyszukuje kruczki prawne
        co zrobić aby tych 800 nie płacić...
        widzisz, a ja się wsciekałem, bo 2.5 roku słania CV nie miałem "kilku lat
        udokumentowanego doświadczenia" , sam jestem przed 30
        rokiem życia i nikt mnie nie chciał...
        a co do studentów, to powiem Ci dlaczego ich szukają: bo wówczas nie płaci się
        ZUS, urząd pracy refunduje umowę, daje sie jakieś
        normalne (etatowe) zajęcie i ci ludzie zaiwaniają a potem się ich wywala aby
        wziąć kolejnych , dowodem jest powtarzanie się
        ogłoszeń, przez 2.5 roku kupowałem GW w poniedziałek, to wiem co mówię, ci
        szukający studentów/absolwentów co kilka miesięcy
        powtarzali ogłoszenie...
        • veritas1 yyyyyy 26.01.05, 21:00
          dokładnie, służba cywilna to jeden wielki syf...
          odrzucili Twoje CV bo kadydat już był ustawiony...
          sam 2.5 roku bez sensu słałem CV na stanowiska na które spełniałem wszystkie
          wymogi...
          pare razy okazywało sie (spotkałem np. kolegę z liceum) że stanowiska "z
          wyższym" dostał ktoś kto zaczął zaoczne studia, ale tata
          jest komendantem, jak sam mi przyznał (jak to świadczy o inteligencji, skoro
          się bez bicia przyznaje ?, oraz o tupecie i pewności,
          ze go nikt nie ruszy)...
          koleś nie wiedział, że ja też na to stanowisko aplikowałem, a uwierz mi, że
          wymogi spełniałem w 150%... on spełnia je w kilku
          procentach (nie karany i ma obywatelstwo polskie)... hahahaha... ale to wcale
          nie jest śmieszne...
          ale za radą kogoś z tego forum "porusz wszystkie znajomości, ciocie, wujków"
          poruszyłem każdy sznurek, bo ile można słać uczciwie
          CV na które nikt nie odpowiada ? ja słałem 2.5 roku bez żadnej rozmowy, teraz
          mam ponad 2000 i spokój w porównaniu z poprzednią
          firmą, choć też nie leżę pokotem jak paniusie w urzędzikach lokalnych albo
          GUS...
          a pomoc (żeby było smieszniej) potrzebna była do tego aby ktoś wogóle
          przeczytał CV i dopuścił do testów... mój departament ma
          akurat dużo pracy, ale nie narzekam, bo od tego jesteśmy, żeby obywatelom
          pomagać, choć niektórzy tego nie rozumieją i ich
          niestety olewają...
          a tak ponad 2.5 roku bez żadnej rozmowy (po za ukrytą akwizycją w stylu YAP)...
          poprostu dziś nikt nie chce wykształconych, bo ich trudniej oszukać i okraść, a
          uczciwi pracodawcy przędą cienko... zaś Kunowi i
          Żagle dobrze... lub biorą tylko absolwentów na dopłaty by ich wykorzystać i
          wywalić gdy upomni się o swoje lub o przestrzeganie
          prawa...
          jeżeli podpisywałaś coś o odpowiedzialności materialnej to kiepsko, z tego co
          wiem, kodeks mówi o górnej granicy do 10% odjęcia
          karnego od wynagrodzenia, ale nie wiem jak to jest jeśli płaca minimalna ?
          nie można odjąć więcej niż 10%, ale nie można też płacić mniej jak minimum...
          a może to nie mako, tylko pracodawca oszust wmawia wam manko , albo się z kimś
          umówił i w ten sposób nie płaci ludziom ? inaczej
          by dawno założył kamery...
          prawdopodobnie to jest fikcyjne manko...
          dowiedz się w PIP, albo u jakiegoś prawnika
          a wogóle to skoro korzystasz z netu wejdź na www.sejm.gov.pl
          tam w zakładkę prawo i ISIP i ściągnij w pdf kodeks pracy tekst ujednolicony,
          raptem 500 kb...
          tacy bazują na nieświadomości prawnej, mój poprzedni też był niezły gagatek,
          ale jak sięgnąłem do kodeksu to się aż zdziwiłem ile
          podpunktów łamał...

          • ivi11111 Re: yyyyyy 29.01.05, 22:12
            Czy nie mozecie pisac zwiezlej? Przez to grafomanstwo ciezko przebrnac.
      • veritas1 olaboga 27.01.05, 20:58
        bo generalnie część urzędników w tym państwie lubi utrudniać innym życie, podam
        prosty przykład :
        studia skończyłem jako jeden z
        pierwszych, aby jak najszybciej iść do pracy, ale choć biegł termin od obrony
        i "status
        absolwenta"
        to minister obrony narodowej nie wydał stosownego rozporządzenia o
        przeniesieniu absolwentów
        uczelni wyższych do rezerwy, wydał je
        pod koniec listopada, więc od czerwca do listopada nawet na ciecia nie można
        było iść, bo się
        miało "nieuregulowany stosunek do
        służby wojskowej", natomiast moi "słabsi koledzy" którzy obronili się w
        październiku nie stracili
        pół roku, tylko miesiąc...
        oczywiście dziewczyn "wojsko" nie dotyczy :)
        ( tak czy inaczej nie opłaca się starać i być szybszym, bo sie za to po dupie
        dostaje )
        tak samo jest z tym podpisem pod CV, jakaś małpa chce bardzo pokazać swoją
        władzę i psuje ludziom
        szyki ze względów na jakiś
        drobiazg formalny(lub wymyślony)...
        co do stosunku klientów opowiem historię kumpla (pomijam jego brak asertywności
        i ustepliwość)
        ale:
        kolega był technikiem elektrykiem w małej firmie i montował sieci NN, pewnego
        dnia rozpoczął
        prace w firmie X, problem
        polegał na tym, że owa firma była nierzetelna i nie chciała zapłacić faktur, a
        co się robi jak
        się nie chce na termin
        zapłacić faktur ?
        pisze się reklamacje i szuka się dziur w całym, otóż przedstawiciel owej firmy
        najechał na mojego
        kolegę, że wszystko jest
        źle zrobione i oni nie puszczą przelewu, mój kolega zwrócił się do swego szefa,
        ale ten szef "dla
        zachowania klienta"
        (chyba też z głupoty) wywalił kumpla,
        posłał innego elektryka do "napraw" ale tamta firma go nie wpuściła (a termin
        faktur biegł)na
        kontrolę, potem jak wpuścili
        to się okazało, że wszystko było zrobione okej...
        co się okazało wkrótce potem, to te faktury w wyniku lipnych reklamacji dostal
        dopiero po paru
        miesiącach i to w 80%
        kwoty...
        poprostu jego szef zachował się jak palant dał się okraść na 20% faktury i
        wywalił dobrego
        elektryka (ze zła opinią) i
        koleś został cieciem, bo miał "takie referencje" że nic nie znalazł...
        (a cioł jest bo nie poszedł do sądu pracy )
        a firma "oszust" zadowolona, bo nie dość, że termin płatności wydłużyli
        kilkukrotnie to i o 20%
        koszty obniżyli...
        sam w mojej poprzedniej firmie pisałem reklamacje na dobre rzeczy, bo szef
        poprostu otwarcie
        mówił, że "nie sztuka coś
        kupić tanio, sztuka, żeby nie zapłacić", ja miałem dość takiego oszukiwania...
        poprostu niektórzy zwykłe złodziejstwo mylą z businesem...
        jeżeli szef firmy pokazuje klientowi, że "pracownik to nikt", to nieuczciwy
        klient taką sytuację
        wykorzystuje i np.
        straszy obsługującego skargą do szefa, bo wie, że szef-dupek nie wysłucha
        pracownika...
        w mojej poprzedniej firmie też miałem z podobnym klientem do czynienia, koleś
        nie chciał czegoś
        faksowo potwierdzić
        (chodziło o opóźnienie z winy klienta), po czym po paru sekundach do szefa
        zadzwonił
        przedstawiając, że to ja nie chce mu
        podać numeru faxu do firmy a on boi się o opóźnienia i że przeze mnie firma nie
        dowie się o
        opóźnieniach !!!???
        na szczęście szef był obok (bo akurat przyszedł grzebać w szafie) a ja
        rozmawiałem z głośno
        mówiącego telefonu (bez
        słuchawki), ale gdyby tak nie było, to raczej by się to nie skończyło śmiechem
        szefa...
        obecnie jako urzędnik też widziałem kogoś kto ustalił jedno, po czym zadzwonił
        do szefostwa
        mówiąc, że ustalił drugie ze
        skargą na urzędnika, ale na szczęście na takich mamy sposoby :)
        oszukujący klient to dość powszechna rzecz, dotyczy to głównie
        wszystkich "złych szefów" - osób z
        chorą osobowością,
        którzy u siebie się wyżywają na pracownikach i w innych firmach też, "bo ktoś
        jest niżej to ja mu
        pokaę"...
        mamy duże bezrobocie i wszelkiej maści sadysci z odrobiną władzy czują się
        bogami i pokazują jacy
        są na prawdę...
        w Twoim przypadku daj se spokój, bo skończy się to źle dla Ciebie...
        daj se z dupkiem spokój, let him roll, a jak musisz, załatw go prywatnie, spam
        np. albo daj do
        gejowskiego serwisu jego
        namiary (o ile nie jest gejem), ale pamiętaj o daniu do CV miniaturki, inaczej
        rozrośnie się plik
        (zakładam, że wysyłasz CV majlem, bo w końcu XXI wiek mamy)...
        ekran ma 96 DPI, więc do majlowego starcza miniatura rzędu 200 pixeli
        a rozrośnięty mail czasem wraca lub jest wywalany ze skrzynek !!!
        optymalizacja do maila, pamiętajcie, na drukarkę atramentową, jeśli CV słane
        pocztą starcza
        rozdzielczość 200 DPI
        boshe.. kolejny cioł..
        skoro od 98 zmieniałś ileś razy pracę, to znaczy, że masz "DOŚWIADCZENIE"
        a gadanie o pracy w czasie studiów ?
        na dziennych na politechnice się nie da..
        codziennie od 9 - 18 w szkole, potem w weekend siedzenie nad laboratoriami,
        rysunkami
        technicznymi, projektami obliczeniowymi...
        nibye kiedy ku.. ta praca ?
        w niedziele ?
        a może na noc ???
        po 9 godzinach na uczelni do pracy ?
        co ty człowieku za brednie piszesz...
        pracować mogą ludzie albo z zaocznych (połowa z nich wymięka i odchodzą z
        polibudy) albo ktos kto
        jest na lekkim kierunku na
        uniwerku lub w prywatnej niby szkółce...
        w przypadku inżynierów z polibudy jedyne co jest możliwe to praca w wakacje,
        ale wówczas pytanie
        po co się żyje ?
        kiedy człowiek jest młody, to trzeba wakacje wykorzystac na inne rzeczy, a nie
        na pracę...



      • veritas1 NIEMOGENIEMOGENIEMOGE 29.01.05, 21:57

        a wg. mnie ów mecenas to typowy mecenas, w ofierze doszukuje się winy bo
        zarabia na bronieniu napastników, więc jak np. ktos
        zgwałci kobietę, to jej udowadnia, że była prowokująco ubrana, a jak dres
        napadnie na staruszkę, to napewno staruszka to zajście
        sprowokowała ;)
        poprostu duża część prawników u nas już przesiąkła falandyzacją/widackim
        poprostu oni wmawiają wszystkim, że złodziej i ketacz to uczciwy biznesmen, a
        jak ktos wyciąga czyjeś brudy, to oczywiście
        podważają każdy oczywisty dowód...
        cecha prawników, szczególnie "papug", czyli adwokatów...
        nasz symaptyczny kolega po łazarzu ma problem, bo go oszukano iles lat temu
        ja też to pare razy pisałem , więc niech dane mi będzie się powtórzyć po raz
        kolejny
        oszukali Cię wmawiając, że jak zapłacisz to będziesz 'dy beszt'
        nie znam Cię, więc nie będę się wypowiadał (mam nadzieję, że jesteś inny), ale
        opowiem o moich paru kolegach z prywatnych uczelni:
        wyższa szkoła ekologii i zarządzania ta obok placu mdm, koles na matematyce
        zgłębiał przez semestr funkcję kwadratową, czyli to co
        licealista ma w 2 albo trzeciej klasie matmy, na maturze były bardziej
        skomplikowane zadania niż u niego na matematyce, zdawał
        dopóki miał kasę, jak mu się noga podwinęła finansowo, to wyleciał na którymś
        tam semestrze...
        koleżanka mojej dziewczyny jest w jakiejś uczelni prywatnej, taka własnie
        solaryno-mandaryna
        ma duże kłopoty z wieloma przedmiotami, ale nie ma kłopotów finansowych , bo
        rodzice "dyrektory", więc dziewcze studiuje... ale o
        jej IQ wolę nie mówić...
        mój drugi kumpel jest na jakimś "zarządzaniu" i tam jest kierunke "turystyka" i
        ów mój kolega ogląda filmy z discovery planet ,
        sory, ale jak można dawać tytuł naukowy za oglądanie filmów lub kartek
        pocztowych ?
        kolejna koleżanka też była na prywatnej uczelni, na informatyce zgłębiała
        tajemnice justowania w wordzie i odkryła, że można
        zmieniać tło komórek w tabelce :) ech... to dziś umie każdy 15-latek, bo 50
        latkowie justują spacjami, ale to im wybaczam, bo
        pisali na maszynie lat 20... za to koleżanka na "informatyce" nie zgłębiła
        jeszcze co to jest "and" "or" "else" czy inne
        podstawowe paramerty logiczne w językach programowania... nie każdy musi być
        programistą, ale osobie po informatyce by wypadało
        coś na ten temat wiedzieć...
        nie wspominając o słynnej uczelni, którą ze względu na oszustwa podatkowe
        założył jakiś kryminalista na śląsku, był o tym reportaż
        w TVN, nawet nie chcieli powiedzieć jaką mają "kadrę"...
        nie wiem ile w polsce jest uczelni prywatnych, których poziom przewyższa
        państwowe, ale znam przykłady uczelni, których poziom nie
        przewyższa poziomu renomowanego liceum czy technikum... po za tym dużo jest
        osób z zaocznymi licencjatami, co sobie wyobrażają,
        że są równi komuś po polibudzie, sgh, ae, agh, lub nawet od biedy po uw
        (pomijając różnego rodzaju etnografie, życie płciowe
        muszek owocówek, naukę o kulturze starożytnych indii, bo po co to komu?)
        nie wiem co robił nasz szanowny twórca wątku w tej szkole, ale niestety dał się
        nabrać reklamie i oszukać, chyba, że (mam
        nadzieję, że nie) należy do grupy, dla której egzamin wstępny na uczelnię
        państwową okazał się za trudny...
      • veritas1 wieczna ofiara losu 30.01.05, 22:44
        próbować można, czemu nie, choć jesteś prawie 10 lat młodszy ode mnie, to może
        jak już skończysz te studia, to już może się coś
        unormuje
        bo ta sytuacja na którą narzekają ludzie jest od paru lat...
        a skoro piszesz o wyjeżdzie, i że Ci nic nie brakowało - poprostu pochodzisz z
        bogatej rodziny, inaczej byś nie miał na wyjazd do
        USA (przecież to impreza rzędu kilkunastu tysięcy złotych), taka jest prawda...
        a co do tych samochodów o których inni pisali:
        pod moim blokiem też stoi kilka lepszej klasy pojazdów, z tą różnicą, że trzy
        należą do jednego bandziora (diler prochów, zawsze z
        grupą kilku innych "bez karku"), kolejny należy do gościa co przesiedział pół
        życia, kolejne dwa do prawnika, kolejny do kogoś,
        kto miał farta - powiodło mu się w biznesie (drobny handel naręczny) ale koleś
        działa na czarno, bo oficjalnie od czasu do czasu
        stawia się w pośredniaku... choć urząd skarbowy jakoś go nie rusza ???
        bezrobotny z najnowszym i najdroższym Renault...
        reszta to gruchoty, ale to tylko moje subiektywne spojrzenie no i ja jestem z
        warszawy, w pozostałej częsci kraju jest raczej
        gorzej niż w stolicy...
        każdemu może się udać, szczęściarze się zdarzają, ale nie licz na to, że tu
        dojdziesz tak jak możesz dojść tam, znam ludzi co
        (ciotka i wuj) z uczciwej pracy w Kanadzie zbudowali dwa domy, u nas
        pielęgniarka i tokarz raczej by na komplet mebli nie mieli...
        tu albo ma się za duże albo za małe kwalifikacje... nigdy odpowiednich... ale
        to subiektywne spojrzenie...
        co do "krzywd":
        poprostu opisuję świat jak w fotografii, bez zniekształceń ani ukrywania...
        opisuję to co w obecnym systemi jest złe, co należy napietnować i czego
        unikać...
        gdybym nie opisywał świata szczerze, to bym skłamał mówiąc, że dostałem robotę
        normalnie, ale w tym kraju normalnie to raczej
        "totolotek"...

        a ponadto w tym co piszesz jest bezsens, bo gdybym sie "poddawał" to nie
        słałbym CV przez 2.5 roku, tylko po paru nieudanych
        próbach szedł napadać jak kumple z pragi albo na ciecia albo ulotki roznosić...
        miałbym pewnie więcej niż u poprzedniego
        "pracodafcy"
        właśnie kto jak kto, ale to ja się nie poddałem...

        zapytaj raczej dlaczego osoba bez "doświadczenia" nie może
        zdobyć "doświadczenia" z powodu braku "doświadczenia" ? istne vicious
        circle...

        • Gość: marta Re: wieczna ofiara losu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 22:56
          hej Veritas!
          prosilam o kilka wskazowek na temat testow na kontrolera, ale chyba chyba nie
          jestes zbyt skory do pomocy. uzalac sie nad soba to kazdy potrafi!!!
          • veritas1 sama sobie poszukaj, ja mam wazniejsze sprawy 31.01.05, 23:03
            • Gość: marta [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.05, 21:34
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: dubik [...] IP: *.chello.pl 31.01.05, 00:50
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: zyczliwy [...] IP: *.aster.pl 01.02.05, 11:19
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
          • veritas1 [...] 01.02.05, 20:41
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: Tomi_Lee Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: 212.160.172.* 01.02.05, 21:11

        jesteś żałosny...


        wystarczyło, że przeczytałem 20 pierwszych linijek....

      • Gość: Stary cwaniak Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: 212.160.172.* 02.02.05, 08:33
        IMO Twoje zycie, jest kiepskie bo nie szanujesz ludzi. Wyksztalcenie nie znaczy
        wiele. Liczy sie czlowiek i nie wolno oceniac ludzi po papierach, bo to
        selekcja nienaturalna. To ze ktos stoi za lada i zarabia 1500zl, to bardzo
        dobrze. Czlowiek ten jest zaradny, no i skoro pracuje jakis czas, to widocznie
        ma dobry kontakt z klientem, czyli prawdopodobnie jest normalny, moze
        atrakcyjny, pewnie ma rodzine, dzieci.
        A teraz popatrz na przecietnego netowego marude (samiec): inteligentny, blady,
        ma papiery z uczelni, problemy ze soba i z zyciem osobistym, jest
        problematyczny w kontaktach miedzyludzkich i ma mala szanse na ulokowanie
        swoich genow w atrakcyjnej zdrowej kobiecie.
        I teraz powiedz kto osiagnal (osiagnie) wiekszy sukces zyciowy, bo tylko to sie
        liczy ?
        Powinienes zmienic swoje podejscie do zycia. Moze znajdz jakas prace za lada o
        ile nie jestes odpychajacy, nauczysz sie czegos o zyciu, zmienisz sie troche,
        zrozumiesz, bedziesz wiedzial lepiej jak szukac zeby znalezc.
        Nie jestem mlody, sam zatrudniam ludzi, wielu roznych poznalem. Papiery tez
        mam, ale do niczego mi nie sa potrzebne. Kiedys faktycznie mi pomogly, ale
        gdybym mial zyc jeszcze raz nie poszedlbym wcale do szkoly wyzszej. PAPIERY SA
        W ZYCIU MALO WAZNE. Najwazniejsza jest rodzina i zdrowie. To daje szczescie.
        Trzeba pamietac ze nie zyjemy zeby pracowac, pracujemy by zyc.

        Pracuj nad soba, badz lepszy dla innych, szanuj ich a praca pewno sie znajdzie.

        Pozdrawiam.
      • veritas1 cytat: SURVIWAL 03.02.05, 20:47
        ręku (surviwal) albo w judodze albo za perkusją po klubach/salach prób z
        młodymi rozwrzeszczanymi fankami... przeciez jak się cały
        rok zaiwania od rana od wieczora nad nauką, to się trzeba wyszaleć ...
        płyty nagrywałem w wakacje albo gry robiłem - bo robię amatorsko dodatki do
        gier komputerowych...
        przynajmniej nie spędzałem wakacji jak kumple - z butelką piwa pod budką...
        oczywiście , że do każdej firmy pisałem indywidualny list motywacyjny, w którym
        ani słowa nie bylo ani o pieniądzach ani nic
        "desperackiego", pisałem o swoich sukcesach naukowych, o umiejętnościach, o
        szybkim uczeniu się i o obsługiwanych programach lub
        hobby
        jakby przez 2.5 roku kogos zainteresował młody inżynier z 2 językami i zaprosił
        na rozmowę i dał szansę, to by nie musiał
        szukać cioci, zresztą za radą pewnego z forumowiczów :)
        jeżeli nikt nie daje tego co chcesz, to w końcu bierzesz to samemu bez
        proszenia, bo ile można prosić ?
        może jeszcze powinienm siedzieć i 5 lat bez skutku szukać pracy innej niż
        akwizycja albo cieciowanie bo nie mam "kilku lat
        doświadczenia", którego nikt nie dał zdobyć ?
        nie po to się kończy studia inżynierskie...
        konsultant telesprzedaży ?
        dzwonienie po ludziach lub odbieranie telefonów w tv markecie ? większość osób
        unika akwizycji i telemarketingu,
        praca w sklepie ?
        nie obraź sie, ale to nie są zawody wymagające dużej wiedzy technicznej, w
        sklepie trzeba umieć podać towar i wpisać do kasy
        fiskalnej, nawet nie musisz wiedzieć jak ta kasa działa , na jakie napięcie,
        jaki ma w środku tranzystorki, jak wygląda np.
        program do niej ?
        do sprzedarzy wystarczy uśmiech, a do telemarketingu nie trzeba znajomości, bo
        mało kto chce takie zajęcie wykonywać...
        bez obrazy, ale nie porównuj odpowiedzialnych zajęć z zajęciami prostymi...
        a ten konsultant ds. reklamy ?
        czy może obliczałaś tam statystykę dotarcia do grupy docelowej, analizowałaś
        ryzyko zysku i prcent osób, jakie nabędą produkt
        dzięki reklamie , projektowałaś reklamy pod względem graficznym,
        przygotowywałaś je do druku (profile kolorów RGB/CMYK, rysunki
        wektorowe, grafika 3d) ? czy może to była kolejna akwizycja ?
        moi koledzy co pracują jako ciecie, albo sprzedawcy albo w myjni, też robią bez
        znajomości, ale ja ilekroć używam słowa "praca"
        mówię o stanowiskach menedżerskich / projektantów / specjalistów...
        no dziękuję, bardzo wiele mi wyjaśniłaś
        cenne uwagi, na szczęście nie jest to tak, że byłem 2.5 roku bez pracy
        po kilkunastu miesiącach znalazłem przez urząd kiepską pracę, tam był mobbing i
        niskie zarobki, więc szukałem dalej, dlatego razem
        piszę o 2.5 roku, choć na "czystym bezrobociu" byłem 1.5 roku, ale po tych
        setkach Cv zdecydowałem się ruszyć znajomości i
        obecnie mam luźną i miłą posadkę w ministerstwie
        inaczej pewnie poszedłbym napadać jak moi koledzy z pragi - po kilku latach
        surviwalu bym pewnie nie miał z tym kłopotów...
        poprostu nie wierzyłem już w szczęście i ku..cy dostawałem, jak widziałem, że
        koledzy nie znający żadnego języka (teraz robię
        trzeci) i mający po kilka warunków (sam im pomagałem zaliczyć oraz zaliczałem
        w "zerówkach" i na "pierwszych")
      • veritas1 super brain me 04.02.05, 20:49

        (oczywiście nie pisałem dlaczego chcę zmienić pracę)

        "ponieważ chce zgłębiać umiejętności zdobyte na studiach i nadal rozwijać się w
        tym kierunku odpowiadam na państwa
        ogłoszenie i chcę zgłosić moją kandydaturę na stanowisko XXX
        pomimo braku wymaganego doświadczenia uważam, że jestem w stanie nadrobić te
        braki, gdyż jestem osobą, która szybko się
        uczy i obecne nowinki techniczne nie są mi obce, podczas studiów dobrze
        układała mi się zarówno współpraca w zespole, jak
        również zadania realizowane indywidualnie,
        jestem osobą punktualną, słowną i (jak chcieli w ogłoszeniu jakąś cechę, to się
        dodawało np "asertywną"),
        z przyjemnością przybędę na rozmowę w wyznaczonym przez Państwa terminie...
        dziękuję/z poważaniem XXX XXX

        wzór brany na podstawie paru wzorów z różnych stron www
        takie LM słałem razem z CV



        czegoś nie rozumiem, skąd wy mieliście tą pracę ?
        ja przez 2.5 roku rozesłałem może i 300 CV i nie dostałem żadnej odpowiedzi a
        rozsyłałem tam, gdzie spełniałem większość kryteriów
        poza magicznymi "kilkoma latami doświadczenia"
        ogłoszenia brałem z gazet, stron www...
        nikt przez pie..ne 2.5 roku nawet nie dał szansy zaprezentować się na rozmowie
        (pomijam 4 rozmowy o ukrytą akwizycję,
        znane wszystkim YAP-rzekomo szukano grafika komputerowego,
        hurtownia na pradze - sprzedaż obnośna podkoszulek,
        jeden hotel-szukanie firm chcących zorganizować konferencję/zjazd w tym hotelu
        i
        firma rzekomo zajmująca się RTV AGD- de facto wciskanie ludziom na ulicy
        wiatraczków i szczotek do zębów)
        nawet jednej pieprzonej rozmowy !!!
        chyba, że osoby, które to pisały miały "kilka lat doświadczenia" ???
        bo dla mnie chore jest to, że nikt nawet nie zaprosił na rozmowę !!!
        nikt przez 2.5 roku nawet nie dał szansy!!!!!!!!!!
        chyba, że dla naszych pracodawców dwa języki, komputer i studia dzienne na PW
        to za mało ?
        czuć pesymistę z CV ?
        przecież Cv to tylko dane osobowe, zdjęcie, lata "edukcji" oraz wymienienie w
        podpunktach języków, programów komputerowych hobby
        jak można mówić o złym Cv, przecież to tylko podpunkty z danymi w stylu :
        data urodzenia, studia dzienne na PW wydział ... rok ...
        co do prac, to ja byłem muzykiem lub jeżdziłem na obozy przetrwania, więc
        wakacje były albo w lesie/spadochronie/z paintballem
      • veritas1 bida oj bida 04.02.05, 21:53


        zanim dostałem pracę z UP pisałem; że "proszę o danie mi szansy na zdobycie
        doświadczenia w dziedzinie logistyki, gdyż
        jestem osobą, która poważnie podchodzi do powierzonych mi zadań, czego dowodem
        może być fakt, że na studiach zaliczałem
        wszystkie egzaminy w terminach zerowych lub pierwszych"

        (w trakcie próby zmiany pracy pisałem) obecnie pracuję w przedsiębiorstwie z
        branży produkcyjnej, moja praca polega na XXX
        (tu zbliżałem faktyczne zadania pod profil z ogłoszenia, wymieniałem te zadania)
        staram się unowocześniać moje miejsce pracy wykorzystując dostępne mi
        umiejętnośći informatyczne, czego przykładem
        usprawnienie wymiany pomiędzy magazynem, komórką zaopatrzenia a produkcją
        poprzez wprowadzenie jednolitej bazy danych
        zawierających XXX


        przez 5 lat ja im pomagałem, potem jak już nic nie potrzebowali, to się
        odwrócili i nie pomogli mi - teraz już w niczym i nikomu
        nie pomogę... życie nauczyło... mam do nich żali, bo oni do mnie wieczorami
        dzwonili, jak czegoś nie wiedzieli, ale jak ja do dwu
        zadzwoniłem, to mnie spławili, czego ja nigdy nie zrobiłem, a teraz żałuję, bo
        paru dzięki mnie zdało...
        ale twoje uwagi bardzo mi się spodobały...
        dziwię, się na to co napisałaś o LM, bo ja zawsze myślałem, że list to właśnie
        coś w czym wypisuję "chcę pracować w tej firmie, bo
        to zgodne z moim kierunkiem i obraną drogą życiową, umiem to, umiem tamto, w
        czasie studiów..."
        choć może jestem zbyt szczerym człowiekiem, aby napisać, że 'ta firma to
        trafienie w dziesiątkę", no bo jak mogę chwalić coś czego
        nie znam ?
        ja się zawsze opierałem na faktach...
        mówisz o kujoństwie ?
        wiesz, ja uważam, że jak się ma coś robić , to należy to robić pożądnie i
        dokładnie...
        więc w szkole tak samo należy być kujonem, jak przy perkusji wkładać w to całe
        serce i mięśnie, poporostu do wszystkiego należy
        się przykładać i wykonać jak kazano...
        więc tak, trochę byłem kujonem, umiałem wkuć 60 stron książki na pamięć i się
        tego nie wstydzę, bo nie ściągałem zbyt często... a
        tak rozumuję uczciwość, że się nie ściąga... choć tak samo w CV nic nie
        naciągałem, pisałem 100% prawdy, a obecnie od kolegów
        słyszę, że oni naciągali praktykę, czego ja nie zrobiłem nigdy... może dlatego
        wypdałem "gorzej" bo jak umiem angielski, to mówię
        uczciwie, że "dobrze" a moi koledzy co umieją "łan, ću, fry, for, fajf, sewen,
        dwienadcat" mówią, że umieją biegle i płynnie, choć
        to bardziej "me spoken very good" ;)
        no bo niby jak przeszli do firm, w których ja odpadłem ?
        może pracodawca nie sprawdzał wiedzy, a jedynie umiejętność uśmiechu i
        samoprezentacji ?
        ja na miejscu pracodawcy zrobiłbym test, bo on pokazuje umiejętności a
        nie "autoreklamę"
        pewnie to jednak siła reklamy ?
        ale napisz coś jeszcze, bo chyba polubiłem Twoje uwagi :)
        może jeszcze poszukam dalej pracy ?
        bo budżetówka to nie są kokosy, choć w porównaniu z ludżmi z biedronki lub u
        innych gnoi co myślą, że za 700 można kogoś zngoić i
        zagonić do pracy po 13 godzin...
        pisałaś, że "tchnie lenistwem" ?
        ja uważam, że lenistwo od czasu do czasu to rzecz zdrowa, pracoholizm to dla
        mnie choroba umysłowa, ja wolne chwile wole spędzać z
        dziewczyną w łóżku, bo młodość jest jedna i nie można jej marnować... życie
        powinno być od tego, żeby się cieszyć i bawić, a nie
        wku..ać się, że na coś nie starcza co się chce mieć...
        no wiesz, praca to coś co trzeba wykonać (oczywiście porządnie), aby mieć na to
        życie, bo niestety za mieszkanie, jedzenie, prąd,
        telefon trzeba płacić, więc pracuje się głównie dla pieniędzy... no i żeby
        starczyło na te hobby jeszcze...
        może Ci na prajwa prześlę jakieś moje listy LM i CV do oceny ?
        bo może rzeczywiście trzeba je inaczej pisać ??? HGW ?

        widać że się nie orientujesz Logistyka na Politechnice to kierunek nie tylko
        czysto logistyczny jak na SGH (zarządzanie
        transportem, optymalizacja kosztów, przepisy transportowe), ale dochodzą
        elementy konstrukcji maszyn transportowych (obciążenia
        np. wagonów, naczep), czy też infrastruktury (skrajnie budowli, przyśpieszenia
        działające na pojazd wynikające z pochyleń drogi,
        obciążenia regałów wysokiego składowania, rodzaje maszyn ładunkowych i ich
        konstrukcja)
        daje de facto trzy zawody - inżynier kolejowy/drogowy i osoba zarządzająca i
        optymalizująca transport w przedsiębiorstwie (jak
        logistyk po SGH) lub osoba konstruująca magazyny,
        jak się nie znasz to się nie wypowiadaj
        po 2 miesiącach to ja jeszcze się nie przejmowałem, ale po roku zacząłem się
        wkurzać, po 2.5 roku użyłem znajomości i mam pracę...
        politechnika dzienne, dwa jezyki, komputer full, oczywiście szukałem w zawodzie
        lub innej biurowej, byle nie akwizycja/PH/fizyczna
        na 300 CV były 4 rozmowy w: YAP i 3 innych firmach szukających akwizycji...
        też mnie wku..a, że nikt nawet nie dał szansy się zaprezentować... chociaż w
        paru różnych miejscach/dziedzinach sprawdziłem się
        dobrze...
        dziekuję za uwagi, może powinienem wcześniej o tą formę LM zapytać, heh...
        a pisać od siebię-szczerze to raczej nie warto, bo musiało by to brzemieć:
        "szukam pracy, bo potrzebuję kasy na czynsz, jedzenie, dobrą cyfrówkę, zestaw
        hi-fi Marantza i perkusję i dziewczynie
        perfumy za 300, bo jest fajna,
        wali mnie czy to wasza firma czy inna, bo nie ma dla mnie znaczenia nazwa firmy
        ale sposób traktowania ludzi w środku,
        a jak mnie polubicie, to ja was też"
        a po takim LM to by raczej z krzeseł spadli...
        odrecznie list ?
        facet ja od iluś lat (w końcu przez te grafiki ) się oduczyłem pisać ręcznie :)
        a po za tym jak odręczny list wysłać majlem ?
        ja wszystkie CV wysyłałem mailem, bo mamy XXI wiek...
        a jaja to ja mam :)
        od młodości zawsze byłem uważany za duszę towarzystwa, tylko na tym forum
        uważają mnie za malkontenta, bo
        akurat do "pracy i pieniędzy" mam poważne podejście, a w zyciu towarzyskim to
        ja jestem inny niż w zawodowym,
        gdzie jestem "sztywny"
        w ogłoszeniach z gazety czy netu najczęściej podawano adres mailowy,
        dwa w piśmie ręcznym nie ma funkcji podkreślania błędów, justowania
        trzy na klawiaturze piszę bardzo szybko i bezwzrokowo, dlatego moje posty biją
        rekordy długości,
        cztery samo czasem nie umiem odczytać swojego pisma odręcznego
        pięć znaczek i koperta kosztują, jak się to weźmie razy ileś CV to wychodzi
        suma za którą można kupić
        dobrą Pizzę w Telepizzy albo 25 dkg łososia wędzonego
        • veritas1 ........................------- --------___________ 05.02.05, 15:54


          jak miałem mało kasy na bezrobociu i miałem do wyboru coś dobrego do zjedzenia
          albo znaczki i koperty,
          to raczej wybierałem to pierwsze i dlatego wszystko słałem mailem...
          a po za tym serio okropnie piszę ręcznie, sam się uczciwie oceniam na "ugly"
          jeżeli chodzi o ręczne
          pismo, jedyne co mi dobrze wychodzi odręcznie to rysowanie, bo kiedyś trochę
          komiksów robiłem...
          ale od kiedy mam kompa (kilka lat) to już długopis mam bardzo rzadko w łapie...
          w końcu jakiś LM może złożę, bo jestem umysł ścisły i jak coś ma liczby,
          podpunkty to mi wychodzi, a
          jak nie ma to nie, nie żebym był głupi (IQ według testow około 127-135 zależnie
          od testu) ale
          wymyślenie czegoś od nowa, co nie ma wzorów liczbowych i schematów to dla mnie
          kłopot, więc:
          Szanowni Państwo
          postanowiłem odpowiedzieć na Państwa ogłoszenie, gdyż jest ono zgodne z pracą
          której szukam... już
          mi się pomysły skończyły
          ku.. zawsze spędzałem nad LM cały dzień i wychodziły 4 zdania, lepiej jakby
          kazali coś konkretnego
          zrobić - np. rysunek części albo obliczyć potrzebną powierzchnie magazynu,
          szerokość korytarzy
          transportowych, liczbę bram przy założonym przepływie a nie ku..
          wymyślać "czemu chce u was pracować
          - bo płacicie i tyle"
          ale skoro mam się wysilić:
          Szanowni Państwo
          postanowiłem odpowiedzieć na Państwa ogłoszenie, gdyż jest ono zgodne z pracą
          której szukam,
          ta praca jest mi potrzebna, gdyż chcę samodzielnie ułożyć sobie zycie i założyć
          własną rodzinę

          ja już ku.. wolę macierze obliczać i wyróżniki funkcji niż te je..e LM
          kiedyś pewnie zastosuję sztuczkę "ty mi napisz list motywacyjny, ja ci zaliczę
          matematykę" ...




      • veritas1 Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 06.02.05, 13:49


        jak miałem mało kasy na bezrobociu i miałem do wyboru coś dobrego do zjedzenia
        albo znaczki i koperty,
        to raczej wybierałem to pierwsze i dlatego wszystko słałem mailem...
        a po za tym serio okropnie piszę ręcznie, sam się uczciwie oceniam na "ugly"
        jeżeli chodzi o ręczne
        pismo, jedyne co mi dobrze wychodzi odręcznie to rysowanie, bo kiedyś trochę
        komiksów robiłem...
        ale od kiedy mam kompa (kilka lat) to już długopis mam bardzo rzadko w łapie...
        w końcu jakiś LM może złożę, bo jestem umysł ścisły i jak coś ma liczby,
        podpunkty to mi wychodzi, a
        jak nie ma to nie, nie żebym był głupi (IQ według testow około 127-135 zależnie
        od testu) ale
        wymyślenie czegoś od nowa, co nie ma wzorów liczbowych i schematów to dla mnie
        kłopot, więc:
        Szanowni Państwo
        postanowiłem odpowiedzieć na Państwa ogłoszenie, gdyż jest ono zgodne z pracą
        której szukam... już
        mi się pomysły skończyły
        ku.. zawsze spędzałem nad LM cały dzień i wychodziły 4 zdania, lepiej jakby
        kazali coś konkretnego
        zrobić - np. rysunek części albo obliczyć potrzebną powierzchnie magazynu,
        szerokość korytarzy
        transportowych, liczbę bram przy założonym przepływie a nie ku..
        wymyślać "czemu chce u was pracować
        - bo płacicie i tyle"
        ale skoro mam się wysilić:
        Szanowni Państwo
        postanowiłem odpowiedzieć na Państwa ogłoszenie, gdyż jest ono zgodne z pracą
        której szukam,
        ta praca jest mi potrzebna, gdyż chcę samodzielnie ułożyć sobie zycie i założyć
        własną rodzinę

        ja już ku.. wolę macierze obliczać i wyróżniki funkcji niż te je..e LM
        kiedyś pewnie zastosuję sztuczkę "ty mi napisz list motywacyjny, ja ci zaliczę
        matematykę" ...
        • veritas1 down 2 earth 06.02.05, 19:19
          "łamanie prawa pracy to:
          - spadek wpływów Państwa z podatków od wynagrodzeń,
          - wzrost bezrobocia,
          - wzrost wypadków przy pracy i w drodze z pracy do domu (na skutek
          przemęczenia pracowników)
          - niszczenie uczciwych pracodawców, gdyż nie wytrzymują oni konkurencji z
          wyzyskiwaczami."

          100% racji, kiedyś kochałem ten kraj i byłem patriotą (rodzina wojskowa od
          pokoleń), uważałem, ze należy siedzieć w tym
          kraju próbując go zmienić, ale teraz doszedłem, że nie warto się męczyć:)
          dziś bym wyjechał, gdybym nie miał pracy zdobytej z drobną pomocą...
          będąc urzędnikiem sam widzę jak się "niektórym" małym i normalnym pracodawcom
          utrudnia życie, a jak "niektórym" z dużą kasą
          się "ułatwia",
          ci pierwsi starają się robić normalnie interesy, ale co chwilę się im jakieś
          blokady robi, a ci drudzy, pomimo braków w
          wymaganych dokumentach mają "szybko decyzje"...
          a to co w tych podpunktach napisał autor wątku to 100% prawdy,
          sam pracując w takiej firmie-wyzyskiwaczu widziałem, że własnie tacy pracodawcy
          generują bezrobocie:
          zwolnią parę osób, a innych zastraszą i każą wykonywać zajęcia na 2 etaty,
          w mojej poprzedniej firmie nowy prezes zwolnił 20%, zlikwidował premie, część
          ludzi z układami z prezesem nie robi nic
          oprócz donoszenia, a inni siedzą po 11 godzin (oficjalnie płaci za 8, więc 3 za
          darmo)
          z tego widać, że 11/8=1,375, czyli pracy jest na 38% więcej niż etat, czyli
          tyle powinna być zwiększona załoga, aby wyrabiać
          się z zadaniami w kodeksowym czasie...
          a w efektu oszczędności uzyskanych przez to wykorzystywanie prezes nie
          inwestuje w zakład, tylko zmienia samochody, jeździ
          po świecie, jada kolacje w luksusowych hotelach, pewnie sprowadza panienki...
          i również stanowi nieuczciwą konkurencję, bo jego "koszty" są niższe niż
          pracodawcy przestrzegającego prawa i uczciwego,
          życzę wszystkim takim uczciwym pracodawcom, aby przetrwali takich gnoi jak mój
          poprzedni...
          szkoda, że "państwo" nie pomaga im tak jak w UE...
          ale część winy leży również po stronie pracowników, obecnie toczę sprawę sądową
          przeciw poprzedniemu pracodawcy i wszyscy
          zaprzeczają oczywistym faktom (ze strachu przed zwolnieniem, lub "już tam nie
          robimy u tego ch..a, ale do sądu mi się nie
          chce łazić")
          pracownicy nie rozumieją, że są po jednej stronie barykady i jeżeli się zmusi
          szefa do przestrzegania prawa to i im się
          polepszy, nie wiem czemu tego nie rozumieją ? cieszy mnie solidarność tych po
          biedronce, ale w wielu firmach to wygląda
          inaczej, ludzie się wyłamują a przed sądem mówią "nie pamiętam"...
          dla uczciwych pracodawców taki problem w pewnym stopniu napewno stanowi
          nieuczciwa konkurencja, nie mówiąc o ludziach,
          którzy po takiej firmie jak moja wychodzą z nienawiścią do pracy zamiast
          zapału...
          a na dodatek ludzie mało zarabiający nie mają na konsumpcję i upadają kolejne
          firmy, błędne koło

          nie każdy ma samochód, są korki, czasem autobus przyjedzie niezgodnie z
          rozkładem, czasem nie wiemy jak gdzieś dojechać i po
          drodze jest objazd, wiec może się zdarzyć pare minut,
          ja kiedyś szedłem na rozmowę (ogłoszenie z telefonem) na białołękę przemysłową,
          miałem być o 9 rano , wybrałem się wczesniej,
          ale okazało się (z planu to nie wynika), ze cały teren jest ogrodzony, wszędzie
          mury, ochroniarz na skróty nie przepuści,
          jeden autobus na godzinę, ledwo, bo ledwo ale zdąrzyłem (jeden mur
          przeskoczyłem), choć osoba z gorszą kondycją fizyczną by
          się spóźniła napewno... bo ani by tyle nie przebiegła, ani muru nie
          przeskoczyła...
          z rozmowy nic nie wyszło, bo facet w ogłoszeniu "zapomniał napisać, logistyka z
          własnym samochodem osobowym i prawem jazdy
          kat. C potrzebuje"
          mając samochód trasa na 15 minut, ale jadąc autobusem i maszerując między
          uliczkami zajęło prawie godzinę, pomyśl o tym,
          chyba, że twoja firma jest w centrum i co pare minut jest dojazd...
          ale jest właśnie wiele firm na takim pipidówku, gdzie jest jeden autobus na
          godzinę a między firmami nie da się przejść bo
          mury i ochrona a do przystanku kilometr...

          a skąd ku.. mamy brać na ładne i modne ubrania jak jesteśmy bezrobotni ?
          żałosny zarzut, żałosny...
        • veritas1 zycie jest niesprawiedliwe buuuu 06.06.05, 16:24
          ci "managierowie" to nie ludzie, to wściekłe bestie, które uważają, że nalezy
          innych wypompować i myslą sami o sobie, przytoczyłeś
          pare przykładów, to i ja Ci przytoczę...
          pracowałem kiedyś u takiego gnoja, facet brał absolwentów, ludzi na prace
          interwencyjne (powywalał etatowców) a nas straszył, że
          na pensje nie ma, że nie będzie nic, za to pracy przybywało i darmowych
          nadgodzin tak...
          ponieważ są przepisy mówiące o tym, że część "dofinansowanych" pracowników
          trzeba potem zatrudnić, to część tych "absolwentów"
          zatrudniał po okresie skończenia dopłat, kiedy ktoś się stawiał i nie chciał
          robić po 12 godzin za darmo (jak ja) to facet wywalał
          np. wraz ze swoim zaufanym człowiekiem podkladali coś, aby móc wywalić kogoś i
          nasr.. mu w papiery...
          no bo przecież on nie mógł być winny, więc czasem ten jego zaufany gnój coś psuł
          w papierach, a potem pracownik za to płacił...
          ogólnie facet grał strasznie biednego przed przed pracownikami, mówił, że firma
          jest na granicy upadku i muszą bardziej się starać
          i ciężej pracować za te same pieniądze aby wogóle mieć pracę, a co się potem
          okazało ?
          z dobrze poinformowanego źródła dowiedziałem się, że on ma rocznie 1.5-2 mln
          złociszy zysku !!!!
          także tak to z tymi bestiami jest, pracownicy nie mają na ubrania, jedzenie i
          normalną egzystencję o założeniu rodziny (mieszkanie
          w Wawie to 3500 zł/metr) nie wspomnę, a te mendy jadają kolacje w hotelowych
          restauracjach po 200 euro i potem to wpuszczają w
          koszty firmy o "dziewczynkach" nie wspomnę...
          w normalnej firmie pracownik ma coś z tego, że jest lepszy i wypracował więcej u
          nas to najczęściej wygląda tak, że prezesunio
          bierze cały zysk i go marnuje na np. perfumy i stroje dla psa lub trzydzisty
          garnitur a pracownik skuteczny w nagrodę dostaje
          "kolejne zadanie"
          no bo jak pokazał, że coś umie, to przecież trzeba dopierdzielić jeszcze ? ;)
          w tamtej firmie gdzie ja pracowałem tak było ,wszyscy byliśmy "z
          dofinansowaniem", więc tak czy siak po okresie jego skończenia
          nas wywalał, ale gdy ktoś zrobił coś dobrze i szybciej, to jedynie dostawał
          kolejne zadania za tę samą kasę... zero zysku za
          starania...
          a nawet raz prezes mi powiedział, że 800 zł to duża pensja i powinienem mu być
          wdzięczny, że wogóle mnie trzyma, hehehehehe
          sam to on 800 wydaje na alkohol (rachunki też na firmę - fundusz reprezentacyjny)
          piszesz o pseudo menadźerach :)
          to jeszcze ostatnia historia jaką ostatnio zasłyszałem o "moralności bogaczy"
          kobiecie z mojego bloku umarl ojciec, jest niezamożna i samotnie wychowuje
          dorastającego syna, mieszkają jak ja w małej
          kawalerce...
          owa kobieta ma troje rodzeństwa... dwoje to przeciętni polacy, zaś trzecie to
          wielki biznesmen ;) ma firmy, samochody, wille...
          to pozostałe rodzeńswto stwierdziło, że już ma mieszkania i niech ich
          biedniejsza siostra się z synem wyprowadzą do mieszkania po
          ojcu, bo dzieciak musi kiedyś założyć rodzinę...
          zgadnij co zrobił jej trzeci brat biznesman ?
          pozwał ją o 50% majątku, no bo skoro tamci się zrzekli, to w jego oczach jest
          tylko dwoje do podziału i on chce ich część i nawet
          wynajął przeciw niej adwokatów...
          taka jest moralność bogaczy, choć sami mają kupę pieniędzy, to jak mogą komuś
          głodnemu ostatnie 5 zł na jedzenie wyrwać to to
          zrobią i tyle... sam też mam "bogaczy" w rodzinie to wiem co mówię :(
      • veritas1 poor me 13.02.05, 12:09
        nie można nazwać polemiką postu obrażającego kogoś, obejrzyj sobie inne jego
        posty, nie ma w nich merytoryczności, ale jedynie
        obrażanie, głównie mnie od paru miesięcy
        po drugie tu nie było groźby użycia siły
        a prostakiem jest ten, co zamiast odnośić się do tematu jedynie przygaduje
        innej osobie...
        gdyby odnosił się merytorycznie, to bym zrozumiał, ale to nie było odniesienie
        się merytoryczne (tak jak merytorycznie odnoszą sie
        do wypowiedzi inni , nawet ci z którymi ostro polemizuję, jednak nawet im nie
        można zarzucić chamstwa, bo są kulturalni i odnoszą
        się do treści)...
        ta wypowiedź to ohydztwo...
        na innych forach taki ktoś byłby dawno zbanowany i zablokowany, dziwię się, że
        tu nie... ja się z tego forum wypisuję, bo skoro na
        nim można swobodnie obrażać czyichś rodziców i jeszcze ktoś to popiera lub
        nazywa polemiką ???
        to znaczy, że to forum dla chamstwa...
        veritas to osoba, która nie wie co to jest kulturalna rozmowa...
      • veritas1 poor me II 13.02.05, 12:09


        nie nie masz prawa do godnego życia, przynajmniej wg. niektórych "byznesmanóf"
        właśnie na takiego "byznesmana" trafiłem idąc do pierwszej pracy, po 1.5 roku
        poszukiwań byłem zdesperowany i poszedłem robić za
        800, bo nie mając "doświadczenia", którego nikt nie dał zdobyć musiałem
        pracować,
        zapieprzałem ostro, a gdy skończyły się dofinansowania na zatrudnienie z
        programu pierwsza praca koleś robił wszystko aby mnie
        wywalić, ale że nie mógł mi nic zarzucić, więc ciągle były jakieś problemy, w
        końcu wyleciałem za czyjeś (prawdopodobnie celowe)
        niedociągnięcie, a gnój szczęsliwy bo mógl wziąć nowego absolwenta, podobnie
        moi koledzy z tamtej firmy,
        dzisiaj patrzymy na to inaczej, każdy z nas w jakiś tam sposób znalazł lepszą
        pracę, taką w której się spokojnie pracuje za 2000 a
        nie zapie.. z podwójną prędkością za 800 na 3 miesięcznych umowach z
        dziesiątkami nadgodzin za darmo...
        cieszy mnie istnienie normalnych pracodawców (tu chylę głowę przed primo)
        praca jest towarem a za towar się płaci, bo w sklepie nikt nic nie da za
        darmo !!!
        sam szukając pracy miałem problemy, bo tam gdzie ja chciałem 1200 znajdywało
        się iluś ciołów za darmo
        teraz się cieszę, bo to doświadczenie zyciowe dało mi jedną myśl:
        jak ktoś cię nie chce to nie sil się na grzeczność, tylko mów mu aby spie..ł,
        bo taki ktoś kto nie chce płacić nie szanuje ludzi i
        od takich zdala
        zarówno ja jak ii moi koledzy z poprzedniej firmy jak spotykamy się pogadać, to
        z pogardą wspominamy pana co co miesiąc miał ponad
        20 tysięcy a ludziom mówił, ze nie ma kasy na wypłaty
        oszust, oszust i jeszcze raz oszust
        cieszę się, że są normalni pracodawcy, którzy rozumieją, że szanowany pracownik
        pracuje lepiej
        jednak dopóki mamy ponad 3 mln zarejestrowanych (nieoficjalnie chyba 5)
        bezrobotnych, ludzi żyjących na granicy nędzy (dane GUS
        przytaczane np. przez "realistę") dopóty na Twoje pytanie o godność odpowiedź
        brzmi NIE
        nie ma miejsca na godność tam, gdzie ktoś kto co jada w restauracji za 200 Euro
        i lata co pare miesięcy w różne miejsca świata
        każe innym zapieprzać naruszając przepisy kodeksu pracy i nie płacąc za to
        nie ma godności, dopóki są szczury, które rozpuściły pracodawców siedzą po 50-
        60 godzin w tygodniu
        a lobby takich pracodawców działa na rząd i stąd te przepisy o wolontariatach...
        a nieraz tacy absolwenci wykonują pracę lepiej niż etatowcy , bo np. panie po
        40'tce nie umieją pisać w wordzie, albo cały dzień
        piszą jedną stronę, o excelu i innych językach nie wspomnę...
        w mojej poprzedniej pracy panie robiły sprawozdanie finansowe licząc na
        kalkulatorkach i posługując sie zeszytami w których
        wcześniej zapisywały pewne rzeczy, ja zrobiłem i odnotowywałem te wielkości w
        bazie danych i jak szef chciał sprawozdanie za 3
        miesiące to nie trzeba było siedzieć dwa dni (jak one0 ale w kilka minut excel
        zrobił to lepiej i ładniej...
        własnie dlatego biorą absolwentów, bo to osoby umiejące dużo, z otwartym
        umysłem i mające nadzieję na przedłużenie umowy lub
        obiecaną podwyżkę,
        mój szef co pare miesięcy obiecywał podwyżkę, przez rok jednak nie dał ani
        grosza...
        ech...
        na szczęście są normalni pracodawcy, oby takich było więcej, oby było więcej
        takich jak mój i moich kolegów, którzy nie zmuszają
        do bezpłatnych nadgodzin, a umowy podpisują na dłuższy okres i doceniają to, że
        cłowiek zrobil coś szybciej,
        w mojej poprzedniej pracy jak coś się zrobiło szybciej, to w "nagrodę"
        dorzucano dodatkowe zadania, żeby się "nie nudzić",
        teraz jak gadałem z kolegami, to u "normalnego" pracodawcy wygląda to tak:
        "zrobiłeś szybciej - to se gazetę poczytaj albo idź do domu, bo mnie interesuje
        wynik i efekt"
        czlowiek ma założone zadania i czas ich realizacji, więc poprostu "ma być
        zrobione" a jak zrobisz, to jest święty spokój, bo każdy
        odpowiada za swój kawałek...
        więc człowiek wie, że warto wkładać siły i starać się, bo to będzie docenione,
        a nie "zrobiłeś, to masz nastepne", wówczas robi
        się jak najwolniej można, bo i tak płaci tyle samo... 800, fuj
        to co napisałaś o godności jest prawdą, niestaty część "byznesmanóf" nie
        rozumie, że pracownik też człowiek i chce zjeść i ubrać
        się, a za czynsz musi zapłacić...
        amen...
        p.s. zaraz pewnie na mnie się ktoś rzuci, veritas1 nie obrażaj mojej matki, tak
        jak ostatnio, bo to, że nie odnosisz się
        merytorycznie do dyskusji to świadczy o głupocie i chamstwie i nie zrozumieniu
        tematu, ale obrażanie mojej matki to coś co
        zasługuje na ***
        i tego tekstu ci nie zapomnę buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
        • veritas1 moja subiektywna zalosc 16.02.05, 20:55
          piszesz Margo o kosztach 2400/1300
          okej, ale są firmy, gdzie ludzie dostają 800 za 11 godzin dziennie + soboty a
          szef co pare miesięcy zmienia samochód, lata po
          świecie...
          no ale pomińmy go...
          pytanie czy mówiąc o tych rachunkach bierzesz pod uwagę "koszty społeczne"
          bezrobocia ?
          tj. leczenie wykorzystanych ludzi po biedronce (naderwane kegosłupy + nerwy)
          albo zwiększenie napadów i brutalności ?
          jeżeli ludzie nie mają na jedzenie to część z nich zaczyna kraść i napadać ?
          czy to w "rachunku" uwzględniasz ?
          bo mówiąc szczerze jakbym kolejny rok szukał pracy to sam bym zaczął robić to co
          koledzy z podwórka...
          a potem się biznesmani dziwią, że ktoś im dziecko dla okupu porwał i palec
          przysłał w torebce?
          jak nie miał na jedzenie to musiał zacząć tak działać... przykro mi bardzo, ale
          bezrobocie i nierówności społeczne czasem odbijają
          się czkawką w postaci bandytyzmu, co dobitnie pokazał kryzys lat 30'tych,
          wówczas też bezrobocie wynosiło 20% i pojawiła się
          mafia, czyli zorganizowana i uzbrojona przestępczość wnikająca w kontakty z
          władzą...
          a moralność nie ma tu nic do rzeczy, bo żołądek i głód mają wyższe prawo...
          myślę, że to, że nikt z tych "byznesmanóf" nie bierze pod uwagę "kosztów
          społecznych" wynika z tego, że jeszcze są bezpieczni w
          swoich ogrodzonych osiedlach...
          jeszcze kolejne dwie uwagi dotyczące tego co piszesz o "ekonomicznym rachunku" i
          zysku z zatrudnienia danej osoby...
          słyszałaś o "teorii 20/80" ???
          w społeczeństwie o dużym zautomatyzowaniu produkcji ludzie stają się
          niepotrzebni, 100 osób zostaje zastąpionych przez 4
          maszyny... co z tymi ludźmi zrobić ???
          przecież oni muszą żyć i jeść i mieszkać ???
          nie każdy może być handlowcem, fryzjerką
          no i druga kwestia piszesz o opłacalności pracownika, więc powiedz mi proszę jak
          może być coś opłacalne (np. produkcja) jeżeli
          jako przykład wezmę dobro konsumpcyjne - kiepska wiertarka - w markecie kosztuje
          20 zł, a oni ją kupują od chińczyków - od
          hutrownika biorą za 10 zł, hurtownik od chińczyka po 2 $ za sztukę w kontenerze...
          to nie jest przekolorowany żart, ale coś realnego ...
          mógłbym jeszcze pare takich przykładów podać od podkoszulki po linię produkcyjną...
          co zrobić w sytuacji, gdy produkt importowany z chin jest tańszy niż u nas sam
          koszt surowców bez amortyzacji i robocizny ???
          okej zamykamy produkcję "niekonkurencyjną cenowo" i co dalej ???
          wszyscy zostaniemy fryzjerami, murarzami, kosmetyczkami, akwizytorami ?
          przecież dobra materialne trzeba wytwarzać aby dać zatrudnienie inżynierom,
          robotnikom, zakładom kooperacyjnym, inaczej kolejne
          miliony na bruk...
          a kto wtedy będzie kupował od handlowców, kto i za co pójdzie do fryzjerki ?
          chyba zapomniałaś o tych przypadkach ???
          ach i jak to jest z tym 2400/1300 ?
          bo mój kumpel ma 2000 brutto i na rękę ma 1380 a nie jak piszesz 1300 ???
          chyba przesadziłaś z tymi kosztami, przynajmniej o kilkadzisiąt złoty ;)
          • veritas1 ojej ojej jak mi jest zle 19.02.05, 18:50
            Tam gdzie ja poprzednio pracowałem normalnością było, że się długopisy i inne
            rzeczy biurowe kupuje samemu, szef nie zatrudniał
            sprzątaczek, wiec po pracy musieliśmy sprzątać biuro, a na dodatek od ostatniej
            pensji odjął sobie fakturę za rozmowy służbowe z
            komórki, ale były też takie działy firmy, gdzie klucz do ubikacji miał tylko
            kierownik i wydzielał oraz zapisywał na listę kto i
            na ile wyszedł, również 'oszczędności' dotykały np. dachu i woda się lała z
            sufitu przy dużym deszczu, w zimę nie ogrzewał...
            oczywiście oszczędał na etatach, więc normalką było siedzenie po 11 godzin...
            na szczęście gnoja mam z głowy...
            najbardziej idiotyczne było oszczędzanie na sprzęcie, bo jak się nie kupuje
            częsci zamiennych do maszyn to się szybciej psują...
            nie było odpowiedniej liczby komputerów, więc czekaliśmy bez sensu na możliwość
            skorzystania, lub pisało się po pracy w domu...
            oczywiście oszczędzał też na BHP, więc czasem sie zdarzał wypadek...
            ciekawe jaki teraz kraj świata z tych "oszczędności" zwiedza albo po jakich
            restauracjach i hotelach się rozbija ?
            a ja myślę, że sukces krajów zachodnich opiera się na paru rzeczach, których
            polakom brak,
            - jak widzą przestepstwo to dają znać policji lub innym władzom, nie zależnie,
            czy to zwykła bijatyka czy łamanie prawa np. do
            czasu pracy, przez co nie ma tam firm, gdzie ludzie siedzą po 11-14 godzin
            dziennie (czyli zmniejszają liczbę etatów przez darmowe
            wykorzystywanie)
            - są społeczeństwami obywatelskimi i nie olewają swojej przyszłości /wyborów,
            wykształcili elementy sprzyjające zwalczaniu
            nieuczciwości
            - najważniejsze chyba: nie dają sobą pomiatać, stąd u nich Kaufmany, Biedronki
            działają zupełnie inaczej niż u nas...
            - nie sprzedali za bezcen swojego przemysłu, ale wręcz go bronią, a nie jak my
            dopuszczamy śmieci z chin za np. 2$ (przykład
            narzędzia wiertarki, szlifierki, wyrzynarki z marketu, przecież w europie nie da
            się wytworzyć takiego przedmiotu za pare $)
            - może mają większą solidarność między ludzką niż my ???
            - nie znam ich prawodawstwa ale ciekawe czy mają "wolontariat" i "darmowe
            kilkumiesięczne staże absolwenckie" ?
            - ciekawe czy w każdym ogłoszeniu chcą "kilku lat udokumentowanego doświadczenia
            na podobnym stanowisku" ???
            - chyba mają ostrzejsze przepisy a konsekwencje ich łamania są jednoznaczne...
            myślę, że nie ma róznicy między irlandczykami a polakami, jest różnica w
            "elytach"...
            w społeczeństwach zachodnich np. na wojnie i kontraktach korzysta ileś firm i
            ileś tysięcy pracowników tych firm, u nas korzysta
            góra paru polityków...
            a jakie tam są te stawki podatkowe (liczbowo) ???
            • mariarella Re: ojej ojej jak mi jest zle 19.02.05, 19:36
              veritas Ty jakiś chory jesteś?
              Może napisz jakąś książkę?
              • veritas1 Re: ojej ojej jak mi jest zle 23.02.05, 21:49
                mariarella napisała:

                > veritas Ty jakiś chory jesteś?
                > Może napisz jakąś książkę?

                Nic nie rozumiesz, po prostu nic. Nigdy nie mialas nic po znajomosci.
      • veritas1 biedactwo ze mnie jest 23.02.05, 21:48
        widzisz, ja np. 2.5 roku rozsyłałem CV bez odpowiedzi, z jednej strony było
        "brak doświadczenia" a z drugiej (okazało się, że to
        "bardzo źle", że pisałem w CV o tym, że wszystkie egzaminy zdawałem w terminach
        zerowych i pierwszych,
        dla mnie to świadczyło o tym, że mam poważne podejście do powierzanych mi zadań,
        ale okazało się, ze zaowocowało to zerowym
        odzewem na CV...
        a nie telefonami z zaproszeniem...
        zapewne lepszy odzew na CV byłby, gdybym napisał "yoł men, ajem zayebysty"...
        żałosne...
        dziwiłem się wtedy, że moi koledzy nie znający języków i ledwo zdający z roku na
        rok mieli pracę a ja nie...
        dziś już wiem, że to własnie kwestia tych buraków, oni poprostu nie potrzebują
        kogoś inteligentnego, ale taniego...
        generalnie wszystko się u byznesmanuf opiera o słowo "tanio", no bo z czegoś się
        biorą ich zagraniczne wakacje, samochody...
        na zachodzie zapewne z racji stabilizacji ekonomicznej ludzie już się dorobili,
        a u nas są na etapie "nahapać się jak najwięcej" i
        przy tak dużym bezrobociu wszelkie szumowiny i domorośli sadyści pokazują swoje
        ciemne strony, bo mogą "pokazać siłę"
        to co piszesz o cenieniu siebie jest świetne, ale tylko w teorii, bo w praktyce,
        jak ktoś "się ceni", to siedzi na bezrobociu...
        ja np. po studiach uważałem, że powienien zarabiać przynajmniej 2 netto, skoro
        mój kumpel po zawodówie wyciąga jako cieć 1100 albo
        1500 w myjni...
        ale po 1.5 roku szukania w końcu się zgodziłem na 850
        teraz się cieszę, że uciekłem z fabryki w stylu "dospel" i mam spokojną pracę za
        2000 netto jeszcze nie mam...
        "szukający szczęścia" napisał o ludziach wyksztłaconych...
        no więc wystarczy otworzyć gazetę i zobaczyć jakich ogłoszeń jest najwięcej...
        fryzjerki, murarze, cieciowanie, dziwki, akwizycja, reszta stanowi niszę...
        a ponadto tu działa jeszcze jedna rzecz... kiedyś rozprzedano za bezcen nasze
        zakłady, doprowadzono przemysł do upadku, a teraz
        np. sprowadza się tani chłam z chin, na tyle tani, że np. narzędzie elektryczne
        typu wiertarka, wyrzynarka, szlifierka sprowadzane
        na kontenery z chin kosztuje defacto pare dolarów za sztukę... w detalu 20-30 PLN...
        niech mi ktoś powie jak w europie można np. za 2-3$ wykonać taki przedmiot ?
        dlatego właśnie mamy problemy z pracą wśród np. inzynierów, a przynajmniej nie
        pracują w branżach techniczno/przemysłowych, tylko
        w innych branżach...
        tyle, że ludzie w tym kraju nie rozumieją, że zjadają swój ogon, bo jak mało
        zarobią to mało kupią i nie rozkręcają koniunktury...
        pisałeś o sprowadzaniu z chin kontenerów śmieci :)
        sam też w paru postach o tym napisałem, wg. mnie to jedna z przyczyn bezrobocia,
        najpierw zlikwidowano nasz przemysł a teraz np.
        narzędzia , które są po 20-30 zł w markecie są sprowadzane NA PRAWDĘ za 2-3 $
        przy niskim kursie dolara US daje to np. wiertarkę za 8 zł, tylko za taką cenę
        nie da się jej w europie nawet w 30% wyprodukować
        !!!
        sprowadzają kontenery śmieci a u nas skutkuje to bezrobociem kadry inżynierskiej
        i robotników...
        mój znajomy pracujący w kontroli celnej pokazał mi coś co mnie zagięło, otóż
        pewne urządzenia sterujące do automatyki
        przemysłowej, które normalnie kosztują po 800-1200 zł (wytwarzane w polskich
        małych firmach elektroniczno-produkcyjnych)
        sprowadzone z chin przez jednego z takich "prezesików" za 20 $, to znaczy koło
        60 zł wg. dzisiejszego kursu !!!
        koleś jest konkurencyjny, bo sprzedaje je po 200, ale jeżeli ten kontener trafi
        do sprzedarzy to współczuję conajmniej kilku
        polskim małym firmom z branży elektroniki... bo dla nich to koniec, zakładając,
        że sprzedają po kilka takich urządzeń miesięcznie
        a w tym kontenerze jest chyba kilkaset...
        to tak apropos polskiego small businesu...
        a co do hurtowni i pośredników, masz rację...
        oglądałem np. ceny cyfrowych aparatów fotograficznych, to co na zachodzie
        kosztje 500$ (1500PLN) (pewnie u nich 1/3 pensji) to u
        nas po przeliczeniu na dolce kosztuje ponad 700$ (2200 zł), nie wiem czy to wina
        cła, czy np. różnego rodzaju "pośredników", bo
        dla nas w polsce to 2200 to dwie pensje netto a nie 1/3...
        a nie pisz, że zaopatrzeniowiec to akwizytor, bo to dokładnie odwrotna rola...
        on kupuje i to jemu się podlizują...
        • bond.jamesbond1 Re: biedactwo ze mnie jest 23.02.05, 22:28
          Wiesz, Veritas, już nie wiem, czy nadal cytujesz grafomana "mgrinż" czy też
          piszesz to od siebie...
          Niezależnie od tego: podstawą znalezienia DOBREJ pracy w tym kraju jest
          EMPATIA. Czyli cecha, która jest dramatycznie obca
          przeintelektualizowanym "sfaniatszkom", którzy potrafią obsługiwać Excela
          (wielka sprawa zaiste), ale nie umieją spojrzeć w oczy swojemu rozmówcy i
          powiedzieć: "Nie wiem jak to zrobić. Ale jeśli mi pokażesz - to następnym razem
          zrobię to już sam". Wystarczy poczytać wątki na tym forum. Czarna rozpacz.
          Ludzie nie wiedzą co odpowiedzieć o pytanie pt. "Moje słabe strony".
          Przeprowadzają jakieś pseudonaukowe analizy i nawet do głowy im nie przyjdzie,
          że... wystarczy powiedzieć PRAWDĘ. Cały problem tkwi raczej w tym, że ci
          superultramegafantastycznie wykształceni "profesjonaliści" (he, he)zupełnie bez
          sensu szukają jakiegoś drugiego dna. Zamiast mówić to, co im leży na wątrobie i
          wykorzystywać swój potencjał intelektualny na ubranie własnych myśli we
          właściwe słowa - to oni, biedacy, zastanawiają się "jak tu skłamać", "co on
          chciałby usłyszeć" itp. I dlatego przegrywają w konkurencji z gorzej
          wykształconymi, ale zdecydowanie bardziej obytymi - po prostu DOROSŁYMI -
          konkurentami.
          • veritas1 !!! 24.02.05, 14:30
            bond.jamesbond1 napisał:

            > Wiesz, Veritas, już nie wiem, czy nadal cytujesz grafomana "mgrinż" czy też
            > piszesz to od siebie...


            NO WIESZ!!!
            • veritas1 nic nie rozumiem i jest mi zle 27.02.05, 09:24
              święta prawda... pracuje się bo w sklepie chlebuś i ubranie kosztuje, a za
              czynsz trzeba zapłacić i wsio rawno czy
              Kokakola czy Ministerstwo...
              z tymi listami też prawda, na tym forum mi pare osób powiedziało coś o listach,
              za co im dziękuję, ale...
              ale uważam, że to żałosne, ze odrzucano kogoś kto pisał o tym, że "ma poważne
              podejście do powierzonych mu zadań,
              czego przykładem to, że na studiach zdawał egzaminy w pierwszych lub zerowych
              terminach",
              zapewne te listy czytają osoby, co miały same tyły, czyli warunki i boją się do
              firmy dopuścić kogoś lepszego...
              no bo jak wytłumaczyć fakt np. tego, że ja bez efektu słałem CV przez 2.5 roku,
              a kumple, którym pomagałem zdawać (a
              np. mieli po kilka warunków) mieli pracę (nie znając np. języka angelskiego ani
              Autocada, czy innych programów
              niezbędnych inżynierowi ? )
              bo oni w listach pisali, że są zajebiści i cool, a znając 2 słowa po angielsku
              pisali, że umieją biegle, podczas gdy
              ja pisałem o swoich kwalifikacjach uczciwie...
              list motywacyjny to głupota, już lepiej aby kazano odbijać na ksero pare stron z
              indeksu z ocenami...
              wtedy by wyszło, kto ma wiedzę i poważne podejście, a kto jedynie bazuje na
              udawaniu lepszego niż jest w
              rzeczywistości...
              chyba, że polscy pracodawcy szukają własnie takich "joł men, jestem cool, co
              tydzień chleje w klubie, to mnie
              potrzebujecie"
              ważna jest osobowość, ale pytanie czy "luzak" spędzający pół dnia na paleniu
              papierosów i opowiadaniu imprez jest
              lepszy od skupiającego się na zadaniach "kujona" ???
              moim zdaniem taki "luzak" to jedynie do chlania się nadaje a nie do realizacji
              zadań i projektów...
              a mimo to właśnie tacy są zapraszani na rozmowy i je przechodzą, podczas gdy np.
              mój kolega doktorant szuka pracy
              dwa lata i tylko czasem gdzieś "dorobi", pomimo, że jego wiedza jest dużo
              większa niż np. kogoś kto ledwo przeszedł
              ów kierunek...
              żałosne, żałosne, żałosne...
              kolejna rzecz, piszą pracodawcy modne słowo "asertywność", a przecież, to słowo
              oznacza umiejętność dbania o własne
              interesy i mówienie "nie"...
              z drugiej strony oczekują kogoś kto zostanie po godzinach za darmo ???
              przecież to się na wzajem wyklucza, bo osoba asertywna wychodzi o 15.59, bo
              własnie jest asertywna i dba o swój
              interes (nie robi nic za darmo)...
              czy oni nie rozumieją słowa asertywność ? czy może nie zwracają uwagi na to co
              piszą w ogłoszeniach ?
              myślę, że listy motywacyjne powinny iść do kosza, a jak ktoś chce zbadać
              motywację do pracy to niech zaprosi na
              rozmowę, albo zadzwoni a nie na podstawie paru zdań kasuje np. lepszego kandydata...
              często pracodawcy narzekają na swoich podwładnych, że np. spędzają dużo czasu na
              paleniu, albo, że nie dotrzymują
              terminów, albo, że ich oszukują...
              przecież sami wybierają właśnie takich choćby przez fakt tych idiotycznych
              listów w stylu "jestem świetny, to mnie
              potrzebujecie" a osoby, na które by nie narzekali siedzą w domu śląc kolejne CV
              na które nikt nie odpowiada...
              ostatnio poznałem dziewczynę co sama pracowała w HR rekrutującym dla innych firm
              (dobrze tam zarabia, choć jej
              zdanie o swoich koleżankach jest kiepskie) mianowicie jej koleżanki np. stawiały
              "plusiki" jak im się facet spodobał
              fizycznie a nie zadawały pytań "fachowych" dodam bo są po psychologii a nie
              szkole technicznej, otóż jej koleżanki
              szukały informatyka i księgowego dla jakiejś dużej firmy... żałosne, no bo jak
              np. lubią blondynów szczupłych, to
              krępy czarnowłosy nie ma szans...
              sama mi przyznała, że to zmarnowana kasa taka firma HR, bo jak psycholog i pare
              studentek może ocenić informatyka
              albo księgowego, przecież nie oceni stopnia znajomości programów ?
              no ale dopóki są idioci gotowi płacić za jej "usługi", dopóty żyje z tego
              bezsensu...
              smieszne, jak niektórzy pracodawcy marnują swoje pieniądze na firmy HR, które
              potem im zapewniają średniej jakości
              niefachowców...
              reasumując:
              zlikwidować LISTY MOTYWACYJNE
              zlikwidować zewnętrzne firmy HR

              nie uważam się za super fachowca, ale uważam, że skoro praca i osiąganie zysku
              przez firmę to poważne zadanie,
              to powinno się do tego brać poważnych ludzi, takich co umieją cięzko przysiąść
              na dupie i wykonać zadania...
              stąd o tym mówie, no chyba, że praca polega na paleniu fajek i opowiadaniu sobie
              filmów - to okej, ale z tego co
              ja słyszałem to jednak nie do końca...
              dziewuchę mam, i jak byś chciała wiedzieć to ona też jest "kujonem" :P
              też ma stypednium :P
              a co do "żony" o takich poważnych rzeczach można mówić jak się ma dom i jest się
              ustawionym finansowo...
              sie zdecyduj
              ja słowo kujoństwo rozumiem tak: uczyć się dużo,być na każdym terminie, nie
              olewać niczego, przeczytać
              każdą lekturę - krótko mówiąc "poważne podejście do powierzonych zadań/tematów"
              i stąd ma stypendium
              piszesz, że jesteś olewusem ?
              należy rozróżnić naukę/pracę i zycie prywatne, to tak jak w wojsku/policji,
              można kogoś lubić i się z nim
              kolegować, ale jak jest rozkaz to się do niego strzela i tyle...
              tak samo w pracy jestem poważny - w życiu osobistym inny...
      • veritas1 bidabida 04.03.05, 19:19
        gdy się było szybszym i coś się zrobiło szybciej niż przewidywał plan, to się "w
        nagrodę"

        dostawało kolejne zadania
        z kolejnym popędzeniem, a ci co robili wolno i palili papierosy jeszcze
        ściemniali, że coś robią

        i pod rozłożonymi fakturami mieli
        gazety... więc to jedynie prowadziło do demotywacji... a jak ktoś już popracował
        i zdobył wiedzę

        to był odsuwany, brał następnego
        zielonego absolwenta co nie słyszał o kodeksie pracy...
        - mój były prezesik miał jedno ulubione powiedzenie "żyjemy w kapitaliźmie i
        trzeba być brutalny

        dla ludzi" , oczywiście zawssze
        twierdził, ze wie lepiej i nigdy nie było "rozmowy", był monolog, wydany rozkaz
        i "spie..j"
        nie pamiętam sytuacji, aby coś było dyskutowane, albo ustalane, tylko "masz na
        godzinę X

        zrobić..." albo "bla bla bla, ma być na
        jutro, żegnam !"

        oczywiście zdarzają sie takie szuje, ale chyba mówienie o większości jest
        przesadą, myślę, że

        wynika to co "polak" napisał z tego,
        ze właśnie tacy "pracodawcy" dają najwięcej ogłoszeń, bo u nich jest duża
        rotacja, więc

        statystycznie na właśnie takich się
        częsciej trafia niż na kogoś kto dobrze traktuje, bo u niego nie ma rotacji,
        więc mlody czlowiek

        o takim pracodawcy nie usłyszy...
        w mojej poprzedniej firmie przez rok pracy w biurze mającym około 30 osób
        zmieniło się około 9-10

        osób, czyli prawie 30% zespołu,
        dlatego "polak" ma takie spostrzeżenia, bo pewnie z jednej takiej firmy trafił
        do drugiej, która

        też tak funkcjonuje...
        szkoda tylko, że "uczciwi" pracodawcy nie chcą zwalczać tych "dumpingujących",
        bo przecież jak u

        kogoś ludzie pracują 11 godzin za
        800, to to zmniejsza zysk innego pracodawcy, który musi konkurować z kimś kto ma
        pół-niewolników

        kosztem mniejszego zysku (bo jak
        za 8 h płaci np. 1500), więc nie ma wówczas odpowiednio na inwestowanie w rozwój
        ...
        • veritas1 :-(((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((((( 11.03.05, 17:25
          90% ogłoszeń ustawionych przed konkursem (głównie centralne urzędy,
          ministerstwa, sejm, senat, policja, służby specjalne)
          5% to miejsca wolne o które biją się "znajomi" bo np. nie wymagają super wiedzy,
          ale za to merytoryczności
          5% ucziciwych dla wybitnych specjalistów np. informatyków, prawników, chemików

          a dlaczego tak jest ?
          kiedyś człowiek po studiach szedł do pracy za 2-3 tysiące, dziś jest ogromne
          bezrobocie i jak się nie ma "doświadczenia" to nikt
          go nie pozwoli zdobyć i można siedzieć kilka lat po studiach na bezrobociu, bo
          nigdzie nie można go zdobyć...
          a ponieważ jest duże bezrobocie, częśc pracodawców to wykorzystuje, kolejna
          część z powodu biedy w kraju pozostali pracodawcy nie
          mogą sprzedać swoich produktów/usług, więc mają mniejszy zysk i mniej płacą
          (dane statystyczne mówiące o dochodach, procencie
          ludzi żyjących na skraju nędzy)
          pojawiły się "biedronki", pracodawcy nie płacący więcej niż minimalna, więc
          nagle spokojna praca - w której się przestrzega
          kodeksu i można zarobić 2 razy więcej niż płaca minimalna - stała się skarbem i
          o ten skarb się ludzie biją, bo tu się robi
          spokojnie, nie ma nierealnych wymagań i nie łamią prawa...
          tak to jest ze służbą cywilną...
          sam słałem na ogłoszenia, a potem np. mój jeden koleg nie merytoryczny dostał w
          komendzie stołecznej - jak sam przyznał "tata go
          zatrudnił",
          ja sam pracuję dzieki "pomocy" i nie narzekam ani na pieniądze ani na nadmiar
          pracy...
          poprostu w SC nie jest źle, a gdzie indziej jest i dlatego ludzie robią wszystko
          (łączenie z łapówkami) aby się tam załapać... bo
          tu nie ma sadystów w stylu pracodawcy odejmującego od pensji wyjścia do
          ubikacji... tu nikt nie oszukuje , nie ma szefów
          wyzywających i obrażających, nie opóźnia się płaca, nie ma darmowych nadgodzin -
          najczęściej nie ma ich wogóle, poprostu jest
          NORMALNIE i tak jak powinno być lecz nie jest gdzie indziej, bo tu nie ma "obozu
          pracy" lecz jest "miejsce pracy"
          dodatkowo nie boli dysproporcja w sytlu szef-oszust 20 tysięcy miesięcznie,
          pozostali od ciężkiej roboty 800 na łebka...
          i najważniejsza rzecz, tylko tu się daje szansę i uczy ludzi bez doświadczenia,
          podczas, gdy wszędzie indziej "kilka lat
          udokumentowanego doświadczenia na podobnym stanowisku"... albo pozostaje
          akwizycja...
          850 netto w sklepie, to i tak zarabiasz więcej niż ja miałem jako specjalista w
          pewnej firmie, gdzie miałem 800, obowiązki:
          kontakty z klientami zagranicznymi, prowadzenie zakupów surowców i magazynu,
          dodatkowo informatyka w firmie i obsługa www oraz
          nadzór nad robotnikami...
          a na koniec prezesik odjął sobie od mojej ostatniej pensji faktury za rozmowy
          służbowe z komórki służbowej, czyli jeszcze odjął od
          tych 800 pareset złoty...
          wyobraź sobie jak się wsciekałem i jaka była załamka, gdy moi koledzy jako
          ciecie mieli 1100 netto, podczas gdy ode mnie wymagano
          full dyspozycyjności, języka angielskiego, robienia raportów, baz danych... dziś
          widzę, że to nie była praca, ale obóz pracy...


          • veritas1 oj ja biedny 13.03.05, 22:37
            zgadzam się z wieloma rzeczami jakie pisze "realista" to prawda, a to gadanie o
            klinie podatkowym, hahaha
            przecież chyba zapominacie, że osoby z najwyższymi dochodami pow 5000 po paru
            miesiącach już nie muszą płacić 8.5 % ubezpieczenia
            zdrowotnego, więc ich podatek spada o te 8% podczas gdy osób ze stawki 30% NIE !!!
            bogaci i prowadzący firmy mają kupę możliwości na odliczenia, są tacy co jeżdżą
            mercedesami a dzięki rozliczeniom zależnym od
            zysku płacą mniej niż przeciętny Kowalski, więc śmieszne jest mówienie o tym klinie
            co by się zmieniło po uliniowieniu podatkow ?
            przecież podatki od iluś lat spadają, właśnie te dla najbogatszych, ale miejsc
            pracy nie przybywa, za to najnowszych limuzyn pod
            willami tak...
            to co realista pisze o porównaniu niemieckiego i polskiego biznesmana to też
            prawda, mogę jeszcze dorzucić przyklady biznesmanów z
            nowej zelandii i kanady, gdzie mam rodzinę
            znam przykłady z niemiec, kanady, zelandii właścicieli dużych firm jeżdżących
            HONDĄ ACCORD, a u nas właściciel byle małej firemki
            zaraz musi mieć JAGUARA, MERCEDESA i trzy domy, tamci pomimo, że dochodzili do
            swego majątku kilkadziesiąt lat, to ten majątek
            mają mniejszy niż polscy czy rosyjscy biznesmani, którz chcą przebić gwiazdy z
            hollywood...
            obecnie mój kolega z byłej firmy poszedł do pracy w niemieckiej firmie,
            zarządzanej przez niemca i nagle znikęły problemy z
            nadgodzinami, łamaniem kodeksu pracy, nadmiernym obciążeniem zadaniami
            przekraczającymi sporo 8h
            ten niemiec ma normalne podejście do ludzi i jak wyznacza zadanie mojemu
            koledze, to wie ile czasu na nie potrzeba bo sam
            wcześniej to robił, a nie jak np. mój były prezes (chyba dyrektor od urodzenia
            ?) który wyznaczał na jeden dzień pare zadań
            przekraczających 8h i w dodatku uważał, że 800 to i tak dla nas za dużo, niemiec
            mojemu kumplowi za podobną pracę płaci 3000 i nie
            ma co chwile o wszystko pretensji...
            więc jak to jest, że dla jednego "to za mało na moja ach och 800" a drugi bez
            problemu daje 2 albo 3 tysiące ????
            więc może jednak to nie wina "wydajności polaków" ale wina nadmiernych wymagań
            "polskich szefów" ?to w ramach uzupełnienia, bo jak to jest, że polskiemu
            biznesmanowi nic się nie opłaca, a pielęgniarce w anglii, norwegii,
            szwecji, irlandii żyje się dostatnio ?
            może tylko polscy biznesmani mają ogromny kłopot, bo "ten pieprzony pracownik
            chce pensję większą niż jeden procent mojej" ????
            koszty zycia to czynsz, bilety, jedzenie, ewentualny kredyt na auto razem np. w
            warszawie daje to minimum 1200-1500 netto, a
            jednak mało kto tyle zarabia , więc jak mozna płacić poniżej kosztow zycia ?

      • titopa Ja mam na to jedną radę-REWOLUCJA 15.03.05, 08:43
        Bo co innego można w kraju bezprawiai bałaganu. W kraju w którym okrada
        sienajbiedniejszych , w kraju gdzie na porządku dziennym jest dyskryminacja ze
        wzgEldu na wiek, brak znajomości i innych rzeczy.
        Kraju którym rządzą eks komuniści. W każdej partii jak sie dobrze przyjrzeć to
        samo nawet nie ma na kogo głosować. Każdy obiecuje gruszki na wierzbie ale
        wiadomo, ze Salomon z próżnego nie naleje. Przecież POLSKA TO DZIADOSTWO, PUSTA
        KASA PAŃSTWOWA I ZŁODZIEJSKA WŁADZA.
        nA CO CZEKACIE MŁODZI ZBUNTOWANI CZS ROZPRAWIĆ SIE Z TYMI CO ROZKRADLI NASZ
        KRAJ ODEBRAC CO NASZE. wEŹCIE PRZYKŁAD Z CZECHÓW ONI ZROBILI PORZĄDEK I JAKOŚ
        SIE IM ŻYJE. cZY CHCECIE DRUGIEJ ARGENTYNY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • veritas1 chlip 20.03.05, 13:54
          2 języki to standard ?
          studia standard ?
          biegła obsługa komputera standard ?

          znam wiele osób wykonujących niskokwalifikowane zawody, nie wymagające wiedzy
          technicznej, języków:
          kumpel po zawodówie w myjni samochodowej ma około 1500-1700 miesięcznie,
          drugi po paru klasach liceum jako cieć ma 1100
          robotnicy z fabryki obsługujący maszynę (siedzą i co pare godzin guzik wciskają)
          po 1700
          kolejny kumpel jest elektrykiem i ma 1800
          kolejny ma 2500 jako malarz i tynkarz
          kolejny w sklepie ma okolo 1450
          żaden z wymienionych nie zna "języków" a ich obsługa komputera sprowadza się do
          gier :)
          więc jak to do ku.. nędzy ?
          skoro po zawodówce ma się 1700 to dlaczego po studiach proponuje się 1000?
          nie piszcie takich głupot, że 2 języki, komputer i studia to standart, bo takie
          kwalifikacje ma zaledwie znikomy procent
          ludności kraju, a nie 50% populacji
          więc nie uzywajcie slowa "standart"
          ja na politechnice też miałem wielu kolegów co twierdzili, że znają języki a jak
          jakiś turysta o coś zapytał to baranieli,
          sam pracując już w drugim zakładzie widzę tą "znajomość", jak ludzie mówiący, że
          "znają" nie znają trybów warunkowych i mylą
          czasy...
          ludzie o takich kwalifikacjach to nie standard a te wspomniane 3000 to powinno
          być czymś normalnym, ponadto uważam, że
          pensja minimalna powinna wynosić tyle ile wynoszą koszty zycia samodzielnego w
          danym regionie (w wawie min 1200 netto a nie
          849 brutto)
          ponadto podam śmieszny przykład jednego kolegi, co pracował w firmie 6 osobowej,
          był w niej prezes, wiceprezes, dyrektor,
          manager i 2 pracowników :)
          więc po pewnym czasie z takiej firmy się wyniósł, bo choć wypracowywał tym
          czterem panom tyle zysku, że jeździli Toyotami,
          to sam miał 1000 netto
          on się wyniósl, ale ile takich firm jeszcze jest w tym kraju ?
          stąd zniesmaczenie autora wątku ,
          poprostu polska cofnęła się do poziomu XIX wieku, gdzie 100 osób zapie.. za
          głodową pensję na jednego buca, co sobie musi co
          miesiąc inny kraj zwiedzać...
          nasi "biznesmani" chcą zdobyć w pare lat to co zachodni biznesmani zdobywali
          pokoleniami, a pierwszą rzeczą w redukcji
          kosztów są u nich pensje pracowników...
          myślę, że najtrafniej napisał realista,
          to nie marudzenie ale opisywanie faktów
          a co do wyjazdu:
          - po pierwsze trzeba mieć kilka tysięcy na wstępie na taki wyjazd, a wiele osob
          nie ma nawet na bilet miesięczny
          - po drugie Polska, choć popieprzona, to jednak nasz kraj i są osoby co go nie
          chcą rzucić ale próbować w nim żyć i go zmieniać
          - po trzecie nie po to uczymy się na studiach np. technicznych czy ekonomicznych
          aby zmywać czy sprzątać,
          a skąd wukrzenie i marudzenie ?
          - bo bez odpowiednich znajomości (zakładając, że nie ma się "kilku lat
          udokumentowanego doświadczenia na podobnym stanowisku")
          nikt nie chce rozmawiać z mlodymi ludzmi po studiach,
          - bo jeżeli już tą pracę mamy, to nie zarabiamy tyle, aby móc się utrzymać
          samodzielnie, a jeżeli rodzice nie zapewnią mieszkania
          to słowa "samodzielność, własna rodzina" stają się jedynie mrzonkami,
          a ceny wielu rzeczy mamy nawet wyższe jak na "zachodzie", już nie wspomnę o
          stosunku cena/zarobki pomiędzy naszym krajem a innymi
          - marudzimy bo co chwilę się dowiadujemy o bezkarności ludzi nas oszukujących
          (np. darmowe nadgodziny, biedronka lub naciąganie na "pracę")
          przykład ostatni program w TVN, gdzie pokazywano firmę oszukujących
          bezrobotnych, mianowicie dawali ogłoszenie o pracy i podawali
          telefon 0-300 a rozmowa na taki telefon kosztowała poszukujących pracy nieraz
          ponad 70 złotych (drożej jak 0-700), oczywiście
          prosili o CV, a potem i tak to CV mielili ...
          właśnie dlatego marudzimy :P
          wyjechać z tego kraju nie jest rozwiązaniem, bo to ucieczka przed wyzwaniem
          jakim jest zmiana w nim rzeczywistości na
          'normalną'...
          • Gość: emak veritas 1 IP: 62.111.139.* 22.03.05, 10:27
            Zgadzam się z Tobą. Znam urzędy od drugiej strony, byłam na stażu.Wiem kto tam
            pracuje.Ja mam wykształcenie,2kierunki,kursy.Nic mi to nie daje.Choć byłam
            chwalona w pracy,etat dostał chłopak jeszcze studiujący,miał plecy,a potem
            byłam świadkiem,jak na niego narzekali,ze debil.Od 2lat składam bezskutecznie
            podania.Jedyna praca,którą mogłam mieć od ręki to akwizycja.I jest tak jak
            napisałeś wcześniej,gdyby nie rodzice wielu z nas-wykształconych-nie miałoby za
            co dotrwać do kolejnej wypłaty(o ile ma się wogóle pracę),gdzie
            mieszkać,itd,ale kiedyś rodziców zabraknie.Studentka opiekująca się dzieckiem
            zarabia więcej ode mnie.Sama kiedyś tak pracowałam.I do jasnej, nie po to
            inwestowałam w siebie,żeby wygryzały mnie znajomości.Nie mam zamiaru już
            dokładać do siebie jako do superwykształconej bezrobotnej,pieprzę języki,to nie
            ma sensu.Nie widzę przyszłości dla siebie,nie mogę spać,martwię się,co będzie
            dalej.
            • veritas1 hehehehe 23.03.05, 22:51
              Nastepna.
          • Gość: szczuropolak Re: chlip IP: *.lr.centurytel.net 24.03.05, 15:00
            No widzisz jak nie kijem go to palka. Tak jest w Polsce. Teraz wymaga sie
            doswiadczenia na stanowisku. Jak ja szukalem pracy to wtedy byla moda
            na "tegorocznych absolwentow lub studentow ostatnich lat" Bedac dwa lata po
            studiach bylem ZA STARY (i zepsuty komunizmem) aby nadawac sie do jakiejkolwiek
            pracy.
            • veritas1 ofiara rzeczywistosci 26.03.05, 21:24
              to ja jako stary forumowicz wcisne swoje pare groszy:
              - ta filozofia "nieśmiały nie ma zony" z której się obśmiałeś jest częściowo
              prawdziwa,

              mianowicie ludzie np. mający więcej
              'autoprezencji' niż wiedzy szybciej zdobędą pracę, prosty przykład:
              moi koledzy którym pomagałem na studiach, ponieważ 'podkolorowywali cv' i umieli
              się

              'zaprezentować' dostawali pracę o którą ja
              się ubiegałem, pomimo, ze np. to ja umiałem 2 języki komunikatywnie a trzeci
              bazowo , to ja

              umiałem wiele rzeczy robić na
              komputerze, to ja miałem stypendium, a oni ani językow, ledwo zaliczali ale
              umieli dużo siebie

              samych zachwalać i to oni zdobyli
              pracę za 3 tysiące a ja siedziałem 1.5 roku na bezrobociu i musiałem użyć
              znajomości aby nie

              zostać cieciem, więc chyba
              "samochwalstwo" odgrywa dużą rolę,
              a np ktoś kto jest świetnym rysownikiem AUTOCAD albo ktoś kto np. robi bazy w
              SQL nie zawsze umie

              jeszcze pięknie i poetycko
              oczarować jakąś studentkę zaoczną-kadrówkę (czasem barbi-kretynkę po prywatnej
              szkole w której

              nauczono ją , że jest
              "najlepsiejsza", jak Forest Gump),
              znam np. świetnego informatyka ale ten koleś ma garb, zeza i się jąką, NIKT GO
              NIE CHCIAŁ, w

              końcu musiał się zabrać za wlasną
              działalność, bo niestety wygrywali z nim ludzie nie umiejący nawet jedną trzecią
              tego co on ????
              teraz sam zarabia ponad 4 tysiaki, ale żadna firma go niechciała nawet za 1000
              przez dluższy czas

              ????
              ciekawe ????
              bo nie jest ładniutki ????
              więc jest to kwestia "bajerowania" a nie wiedzy :(
              po prawie 30 latach zycia nauczyłem się, że takie wartości jak skromność i
              prawdomówność w tym

              kraju tylko szkodzą :(
              były WARTOŚCIAMI kilkadziesiąt lat temu, a nauczyli mnie staroświeccy rodzice
              nie rozumiejący

              dzisiejszej rzeczywistości...
              dzisiaj żałuję, że nie podkolorowywałem CV jak moi znajomi, nie zmarnował bym
              tylu nerwów i nie

              szukał bym "jako takiej" pracy 2.5
              roku...


              kolejna sprawa po "autoprezentacji" to "strach przed lepszym", otóż często
              współpracowałem z

              przełożonymi popełniającymi duże
              błędy i nie umiejącymi więcej niż tylko pokrzyczeć, porozkazywać
              poprostu człowiek z wiedzą, umiejętnościami, rozumem stanowi zbyt duże
              zagrożenie, więc takiego

              nie chcą, dodatkowo wiele
              rekrutacji przeprowadzają jakieś HRówki nie znające branży i zamiast wybrać
              fachowca wybierają

              kolesia w najładniejszej koszuli,


              kolejna, trzecia sprawa to to, że nasz kraj technicznie zszedł bardzo nisko w
              porównaniu z latami

              wcześniejszymi, obecnie potrzeba
              fryzjerów, murarzy, manicure, cieciów (popatrz na ogłoszenia w gazetach) -
              poprostu nie ma tu

              popytu na ludzi o większej wiedzy
              (nie wiem jak w innych dziedzinach, bo ja patrze na to z punktu widzenia inżyniera)


              niestety nie daje się pracy na podstawie wyników testów IQ i ocen z indeksu,
              niestety,


              >bywa , że
              > taka osoba sama nie wie czym się zająć , ale ma talent .

              bardzo dobrze to ująłeś, można być świetnym np. rysownikiem AUTOCAD albo
              projektantem ukladów

              elektronicznych albo mechanikiem
              liczącym wytrzymałości elementów konstrukcji i nie umieć literacko sklecić listu
              motywacyjnego...
              a już napewno nie wymyśleć samemu sobie zajęcia...
              każda specjalizacja ma to do siebie , że w innych dziedzinach się nie umie ,
              zwlaszcza ludzie z

              tzw. "ścislymi umysłami"


              doradztwo zawodowe raczej w tym kraju jest do dupy i tyle...

              • veritas1 Cierpienia mlodego Wertera 08.04.05, 18:53
                ciekawy wątek :)
                masz rację, problem wynika z tego, że wiele osób piastujących jakieśtam
                stanowiska się do tego nie nadaje, ja już kiedyś na tym
                forum opisywałem, jak pracując u prywaciarza miałem zwierzchnika idiotę, który
                np. nie rozumiał, że sprzęt komputerowy wymaga
                instalacji oprogramowania i bez instalacji nie działa (a ów zwierzchnik był
                młody, więc powinien się znać)
                dodatkowo był to debil, który praktycznie tylko ściemniał, nic nie umiał i
                nadrabiał to krzykiem i zastraszaniem, psuł jakąkolwiek
                nić sympatii skłócając ludzi
                on nigdy nie był pracownikiem, on po studiach (z gorszymi wynikami ode mnie, dwa
                lata powtarzał) został od razu kierownikiem, bo
                zrobił wrażenie na prezesie idiocie...
                a jak prezes został prezesem ?
                odpowiedź to "powiązania", mały oficerek został po znajomości mianowany na
                prezesa spółki, oczywiście normą było tam oszukiwanie
                pracownika, zastraszanie, mobbing, łamanie kodeksu i bhp i ... duzo innych...
                żaden z obu opisanych palantów nie był pracownikiem, nie awansował poznając
                poszczególne etapy, oni się urodzili dyrektorami,
                prezesami...
                prezes - "nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera (LWP)"
                dyrektor - "panie prezesie ja tym nierobom pokażę !!!"
                w czasach normalnej gospodarki, bez 20% bezrobocia nikt by u takich debili nie
                pracował, ale... trzeba bylo wytrwać...
                podstawą "elit" jest "góra", jak szef/właściciel jest debilem to i taką kadrę
                niższego szczebla dobiera, wówczas pracując byłem
                znerwicowany i mnie to bolało, nie dawało spokoju, teraz jak już mam inną i
                spokojną pracę to patrzę na to jak na kino, na jakiś
                film offowy, albo monty python, no bo powiedz mi mss71, jak może funkcjonować
                firma, w której szef nienawidzi i oszukuje
                pracowników, jest zły, że im musi płacić pensje, opiera pracę na systemie
                donosów, a ma dyrektora, który nie umie nic, nie zna się
                na niczym, siedzi cały dzień w internecie i pisze sobie "harmonogramy" z
                kosmosu, i potem oboje mają pretensje do pracowników, że
                owe harmonogramy nie są dotrzymane...
                przecież to jest żalosne, takim dyrektorem to najłatwiej być, pisać sobie
                harmonogramy bez konsultacji z ludźmi bez uwzględniania
                mocy przerobowych i czasu potrzebnego na poszczególne zadania, a potem mieć
                pretensje, że nie są dotrzymane...
                a jednak takie firmy istnieją, istnieją szefowie mający pretensje, że ludzie
                chcą zapłaty za pracę (przecież praca to towar),
                istnieją szefowie, którzy dorobili się na szarej strefie lub przestępstwach (od
                znajomego z komendy głównej dowiedziałem się o
                pewnym "właścicielu" firmy co ma 21 lat, zero wykształcenia, chodzi w dresach
                obwieszony złotem i ma zakład przetwórstwa
                spożywczego, ale nie mogą mu udowodnić "narkotyków"), dopóki są szefowie co sami
                nic nie umieją oprócz krzyczenia, dopóty mówienie
                o "elitach" jest wołaniem na puszczy, poczytaj ludzi co piszą o rozmowach
                kwalifikacyjnych, gdzie np. jakiś cham sugeruje
                dziewczynom, że będą musiały być "dyspozycyjne i atrakcyjne", podstawą "elit"
                jest wiedza, dobre wychowanie, szacunek do drugiego
                człowieka oraz szanowanie prawa pracy, u nas jednak rynek pracy bardziej
                przypomina trzeci świat, więc i elity mamy rodem z
                trzeciego świata...
                u nas się liczy tylko zysk, nawet kosztem ludzkiego zdrowia a to nie "elity
                biznesu", tylko elity SS...

                dodatkowo "kadra" powinna rozumieć co to jest motywacja pracownika, w wielu
                firmach prywatnych motywacja wygląda w sposób
                nastepujący "wyjrzyj Kowalski za okno, ilu tam czeka bezrobotnych na twoje
                miejsce"... sam kij, bez marchewki...
                u mnie motywacja wyglądała tak:
                pewna dziewczyna miała najlepiej, szef jej dał mieszknie, miała komórkę bez
                limitu z której mu co chwilę meldowała co robią inni,
                nie umiała za wiele, ale pensje miała 3 razy taką jak my, pomimo, że to my
                robiliśmy nieraz to czego ona nie dała rady, widocznie
                umiała "coś jeszcze"...
                kiedy ktoś był szybszy w pracy (nie chwaląc się ;) ) i zrobił coś lepiej i
                szybciej od innych, to "w nagrodę" dostawał dodatkowe
                zadania za tą samą pensję i wzrastały wymagania, w końcu dochodziło do absurdu,
                część osób rusza się powoli, pare młodych osób, co
                się "przejęło pracą" zapieprzało za trzech i jeszcze były wieczne pretensje, że
                nie robia więcej... a pensję każdy miał tą
                samą...
                więc pytanie, po co być lepszym, po co być szybszym, jak się wcześniej zrobiło
                zaplanowane zadania, to jeszcze można było usłyszeć
                "widzę, że nie masz co robić, to znaczy, że albo nie jesteś potrzebny albo zaraz
                coś ci wymyślimy"...
                takie coś działa bardzo demotywująco, w paru przypadkach nawet trzeba było robić
                pracę "tych wolniejszych" a oni się śmiali "z
                młodych i głupich" popalając kolejnego papieroska...
                podstawowy problem polega na tym, że owi pretendenci do elit nie czytają bądź
                też nie chcą zrozumieć tego co my tu piszemy, bo
                oni parefrazując mojego przełożonego z poprzedniej firmy "zawsze mają rację i
                wiedzą lepiej a jak komuś nie pauje to won",
                natchnienie boskie ? nie - poprostu buta i zwykłe buractwo...
                mówiąc z perspektywy zwykłego szarego pracownika - nie będzie szacunku tam,
                gdzie go nikt nie da nam, oko za oko i tyle... nie
                będzie też szacunku dopóki zwykłemu pracownikowi nie starcza na opłaty czynszu a
                jego szef więcej wydaje w hotelu na kolację niż
                płaci mu pensji... mój ciągle mówił, że firma jest w złym stanie i dlatego
                pensje mogą się opóźnić i nie ma premii i nadgodzin
                płatnych a sam zmieniał kolejne dębowe meble w domku letniskowym i oglądał
                katalogii jachtów a samochód zmieniał co kilka
                miesięcy...
                niedawno w Rosji MWD i OMON ujęły kolejną grupę biznesmanów co urządzali sobie
                "polowania na ludzi" - na daczach strzelali do
                żywych ludzi, jak w filmie z Vandamem , na szczęście wśród polskich
                nowobogackich elit jeszcze nie doszło do takiego
                zezwierzącenia... ale niestety za pieniędzmi nie idzie ani wiedza, ani
                moralnośc, ani szacunek dla drugie czlowieka, ani rozwój
                wewnętrzny, idzie raczej buta i pogarda dla biedniejszych... sam spotkałem w
                sklepie jednego takiego co jak myślał, że jak wysiadł
                z Peugeota 607 to może się do mnie zwracać w sklepie "suń się gnoju" i wchodzić
                przedemnie w kolejce, bo mu się nie chce stać do
                kasy sklepie... jak sie skończyło nie powiem ;), ale okazało się, że koleś jest
                dyrektorem w jednej firmie,,,
                pieniądze i stanowisko to za mało by być elitą...
                może moje spojrzenie jest subiektywne, ale na serio mss71 takich przedstawicieli
                "elit biznesu" spotkałem i tak to oceniam... the
                end
                • veritas1 Werter cierpi w dalszym ciagu 08.04.05, 18:53

                  taaaaaaaaaaaaaaa....
                  pracownicy źli, taaaaaaaaaaa
                  nie dobrze, że pytają o pensję ?
                  a może nie dobrze, jak zapytają o zakres obowiązków ?
                  piszesz też że nie ma nic za darmo ?
                  a przyszło ci do głowy, że praca to towar ?
                  praca to świadczenie płatnej usługi polegającej na wykonywaniu określonych
                  czynności na rzecz pracodawcy ...
                  jak przychodzisz do sklepu i chcesz kupić buty, to cenę masz napisaną na
                  etykiecie, nie ?
                  jak bym ja przychodził coś kupić i sprzedawca nie podawał mi ceny to bym
                  wyszedł, a ty się obrażasz, że pracownik pyta o pensję ?
                  sorry, ale to jest chore myślenie,
                  pracuje się dla pieniędzy, bo są potrzebne na zapłacenie czynszu, zakup
                  jedzenia, ubrań ale widać, że wielu pracodafcóv tego nie
                  rozumie...
                  ech...
                  śmieszny jesteś mówiąc o tym...


                  > Polakom po
                  > prostu nie chce się pracować! Niestety nie ma nic za darmo

                  skoro nie ma nic za darmo, to i nie ma pracy za darmo, ale widzę, że u
                  niektórych to myslenie działa tylko w jedną stronę
                  czy nie rozumiesz, że im więcej komuś dajesz, tym więcej on powinien ci dać, a
                  im dajesz mniej, tym on mniej daje z siebie ?
                  piszesz o "marnym 1000 zł" ?
                  a pomyśl i podaj uczciwie ile sam wydajesz ?
                  pomyśl jaka kasa jest potrzebna, gdy się chce zapłacić za czynsz, jedzenie,
                  ubrania, bilety, od czasu do czasu kino lub teatr lub
                  płyta DVD, raz na pare lat meble lub jakieś RTV-AGD wymienić ?
                  pomyśl człowieku ile, napewno nie 1000
                  minimum do w miarę "normalne" zycia zależy od regionu kraju i poziomu cen, w
                  mojej ukochanej warszawce takie minimum to powiedzmy
                  1200 netto, zakładając, że mieszka się z rodzicami, ale jeżeli chciałbym żyć
                  samodzielnie, zbierać na mieszkanie, chcieć kupić
                  auto i od czasu do czasu zaprosić dziewczynę do restauracji to bym potrzebował
                  na "normalne ludzkie" życie przynajmniej 2000
                  netto, więc nie pierdziel mi o 1000, bo za tą sumę to można co najwyżej
                  "wegetować", ale nie "żyć"...
                  bilet 66, czynsz za małe mieszkanie z kimś 400, prąd, telefon, internet 300,
                  tego typu bazowe opłaty dają 800 miesięcznie i dolicz
                  do tego jedzenie, ubrania, i amortyzację mebli, rtv, agd, czasem obiad na
                  mieście , a gdzie wakacje ? a gdzie pieniądze na hobby
                  ?
                  facet... na jakim ty świecie żyjesz, to, że sam np. kupując w macro cash potem
                  odliczasz wszystko od podatku, odliczas VAT i
                  wliczasz w koszty firmy, to nie znaczy, że innych ludzi te towary kosztują tak
                  samo tanio jak ciebie,
                  ja jako osoba nie prowadząca działalności nie mogę odliczyć 22% VAT, zaś np.
                  prywatny przedsiębiorca odlicza sobie te 22% nawet od
                  kurtki, tak jak mój poprzedni pracodawca, wszystko brał na firmę bez VAT, a
                  pozostałe rzeczy odpisywał od podatku (benzyna,
                  samochód, naprawy)
                  ech...


                  > Po drugie - Jeśli podchodzisz do każdej oferty pracy "hurtem" a do tego z
                  > brakiem zapału to odpuść sobie, wyjedź za granicę gdzie zobaczysz jak się
                  > powinno pracować.

                  jakoś "na zachodzie" ludzie z normalnej i uczciwej pracy są w stanie kupić
                  samochód, mieszkanie, stać ich na fryzjera, pizzę,
                  ubrania, bo to co u nich jest normalnym standartem to u nas jest super luksusem,
                  dodatkowo tam prawo karze pracodawców je
                  łamiących dość ostro...

                  piszesz, że ciężko znaleźć pracownika... a jaka to branża ? z tego co wiem
                  ludzie walą dziś drzwiami i oknami, omija się tylko
                  akwizycję...
                  co do tych kosztów to wiem, bo w poprzedniej firmie widziałem faktury za CD z
                  muzyką, benzyną na prywatny samochód, zakupy ubrań
                  szefa, to wszystko szło w firmę, albo w "koszty reprezentacyjne", wiem co mówię,
                  bo sam te faktury widziałem... i jakoś US faceta
                  nie zamyka i robi to już któryś rok... chyba, że to przestępstwo, a on
                  skorumpował kontrolę skarbową ???
                  ale wiem, że takie faktury były i że facet wpuszczał w koszty wszystko co się da...
                  • veritas1 poor me 08.04.05, 18:56
                    a ja dla jaj lubiłem oglądać na cyfrze+ hinduskie seriale i muzykę, albo
                    węgierską muzykę, albo japoński rap, dostawałem wówczas
                    takiej śmiechawki :)

                    "Zamiast wyjsc do knajpy..."
                    a co takiego jest w knajpie lepszego od kina ?
                    smród papierosów i alkohol ?
                    na co ty narzekasz, to tak jakby filatelista narzekał na militarystę, że tamten
                    nie zbiera znaczków, ale karabiny po niemieckiej
                    armi i hełmy...
                    faaaaaaacet, każdy człowiek jest inny, jeden lubi słodycze, drugi ostrą kuchnię,
                    jeden delikatne ballady, drugi deathmetal, jeden
                    uwielbia owoce, a drugi może mieć alergie i lądować w szpitalu po owocach,
                    ludzie są różni i mają różne hobby, a lepiej jak ktoś
                    kulturalnie obejrzy film, niż ma wyjść do knajpy, uchlać się, zarzygać autobus...

                    >Draznia, mnie ludzie, z ktorymi pracuje. Wszyscy
                    > maja niby wyzsze wyksztalcenie, a jednak ich poziom umyslowy chwilami mnie
                    > rozwala.

                    heh, a mi się zawsze wydawało, że własnie "knajpa" jest dla tych mniej
                    wykształconych, a kino, książka, teatr dla tych lepiej ???

                    >Normalnie rozwala mnie i coraz czesciej mam ochote rzucic
                    > to w cholere.

                    ech, coś się z tobą niedobrego dzieje ? rzucać pracę dlatego, że ktoś w domu
                    ogląda filmy ?
                    eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
                    to co ktoś robi w domu, to jego wist, jego problem, byle nie łamał prawa i nie
                    krzywdził innych...
                    ech... zblazowany jesteś za bardzo...
                    ja sam miałem zespół, grałem na bębnach ale normalne jest , że nie wymagałem
                    tego od innych, bo to, że mnie coś kręci, to nie
                    znaczy, że ma kręcić innych, jeden wali perkusję, drugi wali konia... normalka,
                    inaczej świat byłby nudny, potwornie nudny...
                    co poglądy mają do pracy ?
                    jestem lewicowcem, acz bardzo cenię sobie tak zwane "wartości chrześcijańskie" i
                    "stosunek do drugiego człowieka" co to ma do
                    pracy ?
                    przecież tego w Cv nie widać ?
                    do pracy mam stosunek obowiązkowy i zawsze wykonuję ją jak najlepiej umiem nawet
                    nie oszukując pracodawcy, który mnie oszukuje,
                    ale co to ma do pracy , CV ?
                    jestem lewicowcem, bo los ludzi np. żyjących w trzecim świecie i umierających z
                    głodu nigdy mi nie był obojętny, tak jak nigdy mi
                    nie będzie obojętny los osób, które nie mają np. na lekarstwa ale co to do
                    cholery ma współnego z szukaniem pracy, z tym, że
                    pracodawcy na CV nie odpowiadają...
                    uważam, że to tylko swiadczy o moim człowieczeństwie...
                    sam założyłeś wątek o papieżu james bond, a w końcu ta religia to pierwsza
                    religia, która się interesuje ludźmi biednymi...
                    przecież praca to jedno, a życie osobiste i poglądy to drugie...
                    w pracy nie ma się poglądów, tylko się wykonuje zadania...
                    co ma jedno do drugiego ?
                    w CV tego nie widać...
                    ech... nie rozumiem Cię ...
                  • veritas1 ech... 08.04.05, 18:56



                    a ja popieram realistę w 200%
                    acz jest osobnik co się za niego podszywa piszący bardzo chamskie posty z
                    ip*chello.pl
                    natomiast nawiązując do "tomka"...
                    panie kolego szanowny
                    jak już pare razy na tym forum pisałem, to i teraz się powtórzę...
                    skoro "co umiem", otóż ja nie ślizgałem się, imprezowałem tylko w wakacje, w
                    trakcie roku szkolenego ostro się uczyłem, miełem
                    stypendium naukowe, wszystkie egzaminy zaliczałem w terminach zerowych lub
                    pierwszych, bo się przykładałem,
                    kończąc studia na politechnice nie tylko umiałem to co na studiach (wiedza z
                    zakresu specjalizacji, autocady, rysunek techniczny),
                    ale i dodatkowo perfect oprogramowanie graficzne (współuczestniczyłem w
                    produkcji pewnej gry), umiałem robić strony nie tylko w
                    html ale i flash, znałem dwa języki na poziomie dobrym i komunikatywnym oraz
                    trzeci bazowo i co ?
                    i kilkanaście miesięcy szukałem pracy, bo albo proponowano za darmo, albo nikt
                    nawet nie raczył na CV odpowiedzieć, za to koledzy
                    co zmyślali swoje umiejętności i przekolorowali CV mieli pracę i to nawet za
                    3000 ???
                    duża część z koneksji rodzinnych, pozostali mieli jakieśtam kiepskie zajęcia,
                    nie twierdzę, ze moje umiejętności są jakieś wyjątkowe, ale chyba 90% tego
                    społeczeństwa jakoś żyje bez 2 języków i komputera
                    perfect ?
                    jakoś żyją i pracują...
                    pomijam oczywiście temat "wojska", mianowicie tak bardzo się starałem skończyć
                    studia wcześniej i pół roku musiałem czekać na
                    rozporządzenie ministra obrony narodowej przenoszące absolwentów danego rocznika
                    do rezerwy, oczywiście z powodu braku
                    "uregulowanego stosunku do słuzby wojskowej" żaden pracodawca nie chciał
                    rozmawiać i bez sensu straciłem pół roku "absolwenta" i
                    stanąłem do "boju o pracę" razem z najleniwszymi kolegami, co obronili się w
                    ostatnich terminach...
                    oni mieli "rok" bycia absolwentem, a ja przez MON tylko pół roku...
                    nic to, nic to...
                    u nas, jako u absolwentów (ja już dawno po) występuje "błędne koło", tzn. "nie
                    mam doświadczenia, bo nie mogę zdobyć
                    doświadczenia"
                    ogólnie po kilkunastu miesiącach szukania pracy (skończyłem studia jako jeden z
                    pierwszych, bo tak się paliłem do pracy i
                    samodzielności) trafiłem na firmie w której łamano chyba wszystkie przepisy
                    pracy i bhp...
                    gdy skończyły się dopłaty do programu "pierwsza praca" i refundacje ZUS
                    pracodawca zaczął szukać powodu do zwolnienia i wzięcia
                    następnego na dofinansowanie...
                    cóż...
                    różnie bywa...
                    oczywiście poza wymienionymi umiejetnościami mógłbym dodać stolarstwo, czy
                    krawiectwo, ale nie po to kończyłem studia aby być
                    szwaczką albo stolarzem, bo plecak, kurtke, szafkę, meblościankę lub sieć
                    elektryczną mogę sobie zrobić dla potrzeb domowch
                    (nauczyła mnie tego bieda), ale nie po zdobywałem dyplom inżyniera, żeby robić
                    to co robią ludzie po podstawówce... więc pracy w
                    tych dziedzinach (montarz sieci, stolarka, szycie) nie szukałem, szukałem pracy
                    biurowej, projektowej, wymagającej wiedzy
                    technicznej, takiej dzięki której się nie zatrzymam i będę mógł się rozwijać...
                    uważam, że bezrobocie osób dobrze wykształconych wynika z :
                    - braku ofert dla takich osób (głównie cieciowanie, fryzjerki, akwizycja);
                    - tylko niewielki procent wakatów jest obsadzanych "publicznie", większość ofert
                    rozchodzi się wśród znajomych (np. prezes pyta,
                    "czy zna pan dobrego elektryka", więc to nie idzie to do gazety)
                    - ogólnej biedy i zapaści skutkującej zmniejszonym zapotrzebowaniem na wytwórców
                    i usługodawców (to co ktoś napisał, że robi sam,
                    więc nie wynajmuje firm zewnętrznych) z biedy wynika to, że nie mamy na zakup
                    nowych towarów i usług i się zapętla krąg biedy
                    mnożąć szeregi bezrobotnych (zamykających zakłady z powodu braku klientów)
                    - strachu przed lepszymi, bo zagrażają pozycji dotychczas zatrudnionym osobom,
                    no i jak się to skończyło ?
                    przez ponad 2.5 roku (w poprzedniej pracy dalej szukałem)żaden szanowny
                    piieerrdolony pracodawca nie raczył oddzwonić i musiałem
                    użyć znajomości (jeden sympatyczny osobnik z forum napisał do mnie "porusz
                    każdego w rodzinie", za co mu dziękuję ślicznie :) On
                    wie :) ), aby mnie zaproszono na rozmowę i testy i co się okazalo ?
                    że nagle osoba której nikt nie chciał zaprosić wyceniona została na 2000 ?
                    w testach przebiłem ileśdziesiąt osób, a "pomoc" polegała jedynie na
                    dopuszczeniu mnie do tych testów a nie ingerowaniu w wynik...
                    więc to jest źle ze mną, czy z rynkiem ????
                    żałuję, że wcześniej nie ruszałem znajomości, oszczędziło by mi to 2.5 roku
                    nerwów, procesów sądowych z pracodawcą-oszustem,
                    złudzeń...
                    i po raz ostatni odpowiadając na pytanie dry co potrafimy ???
                    skończyliśmy studia, więc umiemy się uczyć...
                    a to dużo, po pierwsze (po za wymineionymi konkretami) jesteśmy inteligentni
                    (135 to chyba nie jest zły wynik ?) i szybko się
                    uczymy, tylko nikt nam nie chce dać szansy pokazać, że się nauczymy i opanujemy
                    coś nowego...
                    a inteligencja to podstawa, bo dzięki niej umiemy się nauczyć nowych rzecz i te
                    "kilka lat udokumentowanego doświadczenia na
                    podobnym stanowisku" często umiemy opanować w pare tygodni(góra miesięcy), tylko
                    nikt nas nie chce wpuścić i pokazać co jesteśmy
                    warci...
                    a może poprostu się nas boją ????
                    ktoś na tym forum napisał kiedyś bardzo piękne i mądre zdanie "lepiej wziąć
                    gorszego, bo taki zawsze się będzie bał o swój stołek
                    i będzie siedział cicho, a lepszy chce więcej i się nie boi, bo może uciec"
                    problem polski to 20% bezrobocia i trudno się ucieka od kiepskiego pracodawcy,
                    najszybciej za granicę, ale tam z koleji do mycia
                    kibli, montowania na budowie, sprzątania, opieki nad obłożnie chorymi, rzadko
                    się zdarza np. rysownik autocad albo pomocnik
                    projektanta,,,
                    ech "dry"...
                    to nie jest tak, że absolwenci chcą za dużo, to pracodawcy chcą nam zapłacić
                    mało, bo przecież np. z 800 nie da się utrzymać, aby
                    się utrzymać potrzeba np. w stolicy około 1200 netto jako minimum absolutne...
                    sami chcą jeździć merolami, latać na kolejne wyspy a nas stłamśić i zgnoić...
                    i narzekają, że ludzie nie chcą robić za darmo... zwykła mentalność kalego
                    "pracownik chcieć pieniądz - źle, ja chcieć zysk -
                    dobrze"
                    a przecieeż praca to towar i za towar należy płacić, inaczej to złodziejstwo...
                    przecież my za bułki, spodnie, czynsz musimy zapłacić, a pracodawcy uważają, że
                    nam się nie należy nic pomimo, że im
                    wypracowaliśmy wymierne korzyści ?
                    w mojej poprzedniej firmie roczny zysk był liczbą siedmiocyfrową, a pomimo tego
                    jej szef twierdził, że firma jest w złej kondycji
                    i nie płacił ludziom, za to opłaca dobrego prawnika w procesach pracy (sąd chyba
                    też bo odrzucili dowody) i wychodzi na tym do
                    przodu...
                    żałosne, żalosne i nędzne...
                    nie wiem czy sam "dry" reprezentujesz takich pracodawców, ale widać, że nie
                    rozumiesz wielu rzeczy o których w tym wątku pare osób
                    napisało...
                    • veritas1 & 08.04.05, 18:59
                      to ja dorzucę dwie satyryczne historie o zarabianiu:
                      - tzw. biały wywiad, mianowicie są takie komórki wywiadowcze zajmujące się
                      czytaniem gazet i wyciąganiem informacji np. z
                      ogłoszeń, raportowanie, ludziom płacą niezłe pieniądze za czytanie gazet :)
                      - znajomy miał zespół i 2 razy miał taki zbieg okoliczności, że pewien znany
                      zespół rockowy chciał urządzić nagle próbę, a oni
                      mieli wykupiony termin w sali, więc ten znany zespół rockowy odkupił od nich
                      godziny wynajęcia sali prób... jako zespół zarobili
                      kilkaset złotych - jedyne pieniądze i to w dodatku za "niezagranie", ach ile
                      można by zarobić, gdyby tak rok "nie grać" :)to jeszcze do dziwnych prac dorzucę
                      "pozorantów" w policji/wojsku

                      to osoby pozorujące przestępców, terrorystów w czasie szkoleń :)
                      też niezła zabawa, ale czasem można dostać po mordzie...
                      albo do szkolenia psów, taki face co chodzi w ciężkim ubraniu - grubym
                      kombinezonie i psy się na niego rzucają :)
                      oraz np. są "stażnicy czasu", to ludzie odpowiedzialni za utrzymanie pracy
                      zegara atomowego podającego oficjalny czas danym kraju,
                      w państwowych służbach znajdziesz wiele dziwnych zajęć o których byś nie miał
                      pojęcia, ajednak ich praca ma ogromne znaczenie na
                      bieg życia zwykłego obywatela...
                      w australii i USA (nie pamiętam w którym stanie) jest np. "policja zwierzęca"
                      zajmują się ściganiem przestępstw przeciw zwierzętom
                      (znęcanie) lub wyłapywaniem zwierząt zagrażających ludziom (węże, krokodyle,
                      psy, wilki)...
                      za dziwną pracę można też uznać "sekserkę", to osoba, która w kurzych fermach
                      określa płeć kurcząt :)
                      ja osobiście podziwiam i zazdroszczę zawodowym testerom restauracji/win/pizzeri :)))
                      • veritas1 mgrinzdrprofhab 07.05.05, 15:00
                        witaj w realnym świecie,
                        gratuluję tego, że masz 6 rozmów tygodniowo, wow, a może jesteś bardzo ładna i
                        dlatego Cię zapraszają ?
                        a co do 800 zł, ech sam musiałem kiedyś za taką kasę pracować (aby zdobyć to
                        dświadczenie) , pomimo, że prezesunio obiecywal co
                        chwilę podwyżkę mówiąc, że teraz nie ma premii bo jest ciężka sytuacja firmy,
                        nie płacił za nadgodziny bo mówil, że firma jest w
                        ciężkiej sytuacji itd itp, a co się okazało ?
                        od kolegi dowiedziałem się jaki jest zysk owej firmy, która ma "taaaakie
                        kłopoty" - mianowicie 1.5-2 mln zl rocznie !!!!
                        oficjalnie prezes mówił pracownikom, że więcej nie może zapłacić, co chwila brał
                        i wymieniał nowych absolwentów a te 1.5-2
                        milionów to kurna co???
                        tak samo może być z firmą do której miałaś pecha zawitać, wyeksploatujesz sobie
                        samochód, wydasz na ubrania, wypracujesz mu
                        ogromny zysk a on Ci powie, że np "za mało pani ma sprzedaży, więc jestem
                        zmuszony obniżyć pani pensję..."
                        zauważyłem, że tak jest z wieloma polskimi pracodawcami, miałczą, narzekają, że
                        są strasznie obciążeni kosztami, że im tak źle, że
                        takie podatki, a potem zmieniają sobie samochód, remontują drugą willę, kupują
                        jacht, lecą w podróż do tybetu , a tacy oni
                        biedni...
                        a ty jako pracownik za 800 zł ?
                        dziewczyno policz sobie koszty życia, praca to coś co służy zarabianiu na życie,
                        np. wczoraj w TVN uwaga podkreślano przykład
                        jednej firmy, która brala na bezpłatny dzień próbny i im wyciąggnięto, że to nie
                        zgodne z prawem, bo jak sami dziennikarze
                        podkreślili praca służy zarabianiu pieniędzy !
                        ja uważam, że minimum to powinno być 1200 netto, bo takie są koszty życia
                        czlowieka w warszawie, tzn. czynsz + telefon + bilety +
                        jedzenie + ubrani/leki
                        ale jak widać nasi zarabiający 20 000 pracodawcy uważąją, że pracownik to
                        podczłowiek i ma przeżyć za 800 >:[
                        sam kiedyś trafiłem na takiego dowcipnego "pracodafcem" jak Ty, mianowicie dupek
                        spod warszawy dał ogłoszenie, że szukał
                        logistyka, a okazało się, że szuka akwizytora powierzchni konferencyjnej,
                        proponował uklad : ja mam pensjonat, jak mi pan
                        znajdziesz ludzi co wynajmą salę na koferencje za 20 netto tysięcy miesięcznie,
                        to dostaje pan wtedy 1000 brutto ...
                        skomentowałem go jednym słowem "idiota", przecież każdy normalny człowiek,
                        mający "kontakty" sam by wynajął taką salę za 2-5
                        tysięcy miesięcznie i resztę zysku bral sobie, a tu frajer szukał kogoś kto mu
                        da 20000 a wtedy "być może panu zapłacę 1000"...
                        z dala od takiej pracy się trzymaj
                        • Gość: prowokacja Re: mgrinzdrprofhab IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.05.05, 16:37
                          Veritas, czy przypadkiem to wszystko o czym piszesz nie jest prowokacją ?
                        • Gość: stefan Widzimy veritas, ze dojrzales juz do rewolucji n/t IP: *.clubnet.pl 07.05.05, 23:37
                          • veritas1 te ludzie nic nie rozumiejo 08.05.05, 08:48
                            Przeczytajcie sobie wszystko od poczatku i nauczcie sie na pamiec, bedzie dobrze.
                            • veritas1 bidulek 16.05.05, 20:55

                              - nie podałeś swojego wykształcenia, języków, umiejętności i branży w jakiej
                              szukasz pracy, to po pierwsze,
                              - natomiast przy założeniu, że jesteś osobą "wykształconą, co nie chce robić
                              jako akwizytor" odpowiedziałbym w sposób następujący
                              NIE ODPOWIADAJĄ Ci , bo duża część z ogłoszeń to lipa, może to ukryta akwizycja
                              i czytając Twój list widzą, że Ciebie nie da się
                              oszukać, lub też np. widzą że jesteś za dobry i się boją ?
                              po za tym szanowny "wkurzony" uświadom sobie jedną rzecz, przeglądając
                              ogłoszenie zapewne widzisz, że większość to ciecie,
                              fryzjerki, akwizycja, a prac biurowych czy technicznych jest mało, a również
                              pewnie zauważyłeś, że część z ogłoszeń się powtarza ?
                              odpowiedź jest prosta, dobre firmy nie zmieniają często pracowników, a kiepskie
                              zmieniają często (np. wykorzystywanie absolwentów,
                              stażystów, tylko 2 umowy okresowe, łamanie praw wynikających z kodeksu, itp, itd.)
                              tak więc to na takie ogłoszenie masz szansę trafić, bo to jest najbardziej
                              prawdopodobne, być może mają inne listy motywacyjne w
                              stylu "jestem blondynką, dam dupy i jeszcze dopłacę za to, że mnie weźmiecie",
                              bo przy tym bezrobociu wielu wyzyskiwaczy
                              wykorzystuje pracowników, a część z tych pracowników nawet nie rozumie, że praca
                              jest po to aby się utrzymać i żyć, więc godzą się
                              na coraz gorsze warunki...
                              ale jak ktoś nie ma godności, to mu tego nie wtłoczysz, więc będą sie kajać i
                              będą potulni za pensje, które nie pozwalają przeżyć
                              i tyle...
                              ja sam przez 1.5 roku słałem te cholerne LM i byłem ledwie na paru rozmowach,
                              które okazywały się oszustwem- ukrytą akwizycją lub
                              propozycjami pracy za darmo, A PRZECIEŻ PRACUJE SIĘ ABY ŻYĆ A NIE NA ODWRÓT
                              fakt - nie miałem "doświadczenia", ale jak je do ku.. nędzy zdobyć, skoro nikt
                              nie dawał szansy ?
                              po tym 1.5 roku zdobyłem ch..ową pracę, w której byłem tylko ze względu na
                              dofinansowanie (absolwent, piersza praca, prace
                              interwencyjne...) i jak się skończyły dofinansowania to mnie w końcu pod
                              fałszywymi zarzutami wywalił,
                              ogólnie w tej firmie połowę kadry stanowili absolwenci i stażyści,
                              pracodawca mówił, że nie ma na pensje, obciążał ludzi za rozmowy służbowe, nie
                              było ani długopisów, ani sprzątaczki, za to było
                              wiele nadgodzin darmowych, a potem okazalo się, że firma ma rocznie 1.5-2 mln
                              zysku...
                              tak więc szanowny "wkurzony" uświadom sobie, że część z naszych "biznesmanóf" to
                              zwykli oszuści, więc też nie odpowiadają na LM,
                              bo może tylko ogłoszenie bylo po to aby postraszyć pracownika ?
                              mój były pracodawca też tak robił, jak ktoś był dobry w danym miejscu a on nie
                              chciał dać podwyżki, to rozpuszczal plotkę, że
                              szuka kogoś i proponował owemu delikwentowi obniżkę pensji...
                              łącznie moje szukanie "poważnej pracy" zajęło mi prawie 3 lata, a mam ją tylko
                              dzięki "pomocy", bo jak ktoś tu w innym wątku
                              napisał, że najpierw się szuka wśród "swoich" a jak się nie znajdzie, to dopiero
                              się daje ogłoszenie, bo za "obcego" nikt nie
                              ręczy...
                              dzisiaj z pracy jestem zadowolony, ale sam wiem ile nerwów mnie to kosztowało...
                              były takie momenty, że już człowiek chciał iść
                              napadać, bo nie było pieniędzy na jedzenie i lekarza...
                              wielu ludzi wyjeżdża stąd i słusznie, sam bym to zrobił, gdybym był bezrobotnym
                              dalej...
                              dopóki pracownicy nie będą się szanować sami i nie będą solidarni i dopóki
                              będzie tak ogromne bezrobocie, dopóty tak będzie jak
                              jest...
                              popatrz "wkurzony" na to ile osób jest gotowe zapieprzać od rana do wieczora,
                              dawać się poniżać i donosić na innych za marne
                              grosze, kiedy są sprawy w sądzie pracy nagle zmieniają zeznania, widzocznie
                              takich szukają w tych ogłoszeniach a nie Ciebie, czy
                              patrzyłeś na to kiedyś z tej perspektywy ?
                              "taniego, biernego, wiernego do wszystkiego za darmo poszukujemy"
                              czy patrzyłeś na to z tej strony ?
                              oni często nie szukają "pracownika" a "frajera do wydymania"
                              najpierw mówią, że podatki, że ciężko a potem kupują kolejny domek letniskowy i
                              lecą na urlop w tropiki...
                              sad but true...
                              żyjemy w polsce...
                              • veritas1 zusammen aber allein 21.05.05, 18:54
                                no bardzo słuszna uwaga, bardzo , piszesz "mamadwojga" o prawie ?
                                przecież dla wielu "polskich byznesmanóf" prawo to coś co istnieje po to aby je
                                łamać...
                                smutne... nam tu w polsce się wpaja jacy to my jesteśmy roszczeniowi i jak tu
                                źle biznesmanom, a potem sie okazuje, że mają po 4
                                domy a socjal w innych krajach rozwiniętych jest dużo większy niż był w PRL...
                                ale polacy dają sie oszukiwać, że nic się im nie należy i że należy spuścić łeb
                                i godzić się na wszystko...
                                z racji mojej obecnej pracy mam dużo kontaktów z ludźmi z niemiec, frnacji,
                                finlandii, kanady a nawet nowej zelandii i jak się z
                                nimi rozmawia "o życiu" to się okazuje, że np. mają zasiłek, z którego można
                                przeżyć dłuższy czas (u nas z pensji nie da się
                                przeżyć), że darmowa opieka medyczna jest na wyższym poziomie niż u nas (do osób
                                powyżej pewnego wieku lekarz przychodzi i nie
                                muszą same jechać), że to, że tamto i nawet, że podatki wyższe i tam nikt nie
                                narzeka, bo to dla nich jest normalne, że skoro
                                płacą podatki, to wymagają czegoś od państwa...
                                u nas płacisz i nic ci się nie należy...
                                u nas za to niektórzy narzekają na to, że nie moga kogoś okraść(np. wykorzystać
                                i nie zapłacić)

                                a jeżeli chodzi o ten wątek...
                                ba są nawet osoby które nie rozumieją, że to przyszłe pokolenie będzie pracować
                                na ich emerytury... a jak nie będzie "dzieci' to
                                nie będzie w przyszłości komu pracować... albo nie umieją kochać innych ludzi,
                                tylko siebie...
                                niektórzy pracownicy już mają coś z glową i się zachowują jak niewolnicy, kiedyś
                                załążyłem wątek o "mentalności niewolnika",
                                przypomnę Ci Thea przyklad z mojej poprzedniej firmy,
                                otóż łamano tam kodeks pracy, nie płacono, straszono zwolnieniami i inne takie,
                                wiadomo o co chodzi, a kiedy zapytałem się szefa
                                przy innych o zapłatę za nadgodziny, którą mi obiecywał kilka razy, zgadnij jaka
                                była reakcja ?
                                szef nie powiedział nic, za to jedna z "koleżanek" stwierdziła z pretensją "my
                                tu też siedzimy po pare godzin za darmo i nie
                                marudzimy tak jak ty"...
                                sram na tych debili, bo oni dalej się żrą między sobą i donoszą jedno na drugie,
                                za uśmiech prezesa, ciekawe czy za ten uśmiech
                                coś kupią ?
                                natomiast, gdyby zeznali prawdę przed sądem pracy (wycofali się lub kłamali) to
                                pewnie szef by im musiał dać podwyżki i płacić za
                                nadgodziny, ale...
                                ale oni widocznie tak lubią...
                                może niedługo będą chodzić i pożyczać, żeby szefowi zapłacić za to, że ich
                                zatrudnia ?
                                nawet mi ich nie żal, bo skoro nie rozumieją, że pracuje sie po to aby mieć na
                                jedzenie, ubranie, czynsz i inne, to znaczy, że źle
                                z ich głowami...
                                oni nigdy nie zrozumieją, że MY PRACOWNICY powinniśmy stać po jednej stronie
                                "barykady", a nie podgyzać się wzajemnie ku uciesze
                                przemykających mercedesami szefów...
      • veritas1 wstretna rzeczywistosc szarego pracownika 22.05.05, 12:35
        "Ludzie na jakim swiecie zyjecie i z jaka znajomoscia prawa pracy w Europie?"

        ech Thea, oni żyją w trzecim świecie :)
        nawet jak się ich kopie, to i tak są wdzięczni i mają pretensje, że inni nie
        dają się kopać :)
        no bo jak nazwać ludzi walczących między sobą "kto więcej zrobi za tą samą
        kasę", jak się więcej robi to chce się więcej w zamian,
        ale Thea, ci ludzie nie rozumieją, że zasada "płacenia" działa w obie strony...
        przecież jak idę do sklepu i kupuję lepszy model sprzętu (np. drukarki) to płacę
        więcej, więc skoro mam pracować dłużej i lepiej,
        to też chcę więcej pieniędzy, ale dla niektórych to jest niezrozumiałe :)
        tak samo jak dają się ileś lat nabierać na to, że np. pracodawca jest w trudnej
        sytuacji, ale tego, że je obiad w restauracji
        hotelowej za 200 euro, tego już nie widzą, jak nie widzą nowych mebli dębowych
        robionych ręcznie do domku letniskowego...
        przypomina mi się jeden z filmów, jaki kiedyś widziałem, była tam scena jak
        "wielmożny pan" po pijaku pobił któregoś z chłopów
        pańszczyźnianych, a owi chłopi na drugi dzień zebrali się aby przeprosić pana...
        chyba to się teraz niektórym z głową porobiło...
        ludzie nie rozumieją gdzie jest ich własny interes, a gdzie interes sprzeczny z
        ich interesem...
        naszym pracodawcom marzy się chyba azja, gdzie ludzie śpią w pracy i nie mają
        urlopów...
        ale ci "młodzi i ambitni" uczestniczący w wyścigu szczurów obudzą się za ileś
        lat na rencie (o ile wcześniej nie dostaną zawału) i
        stwierdzą, że nie mają rodziny, znajomych, pasji życiowej i że bliżej im do
        maszyny niż do człowieka...
        tyle że dla nich już będzie za późno, bo zastąpią ich jeszcze nie wyczerpani
        "młodzi i ambitni" których sensem życia jest
        poświęcenie się korporacji...
        vicious circle, isn't it ?
        także sumując to co napisałaś, kochana Thea :)
        im już propaganda mózgi wypaliła, oni myślą, że łamanie praw i wyzysk to
        standart, bo im wmówiono, że jedyne co im się należy, to
        dużo zadań do wykonania...
        a jak się im mówi, jakie standarty są we współczesnym rozwiniętym świecie, to
        mówią, że klamiemy, albo, że to propaganda PRL...
        ale jak Thea udowodnić idiocie, że 2+2=4, skoro oni twierdzą, że albo 3 albo 5 ?
      • veritas1 [...] 22.05.05, 21:42
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: czubek Re: :-( IP: *.range81-154.btcentralplus.com 23.05.05, 00:21
          zaloz Sobie blog
      • veritas1 znam cala prawde o swiecie 24.05.05, 19:53
        bo są dwa rodzaje firm:
        te które szanują pracowników i ludzie siedzą w nich latami i nierozumieją
        problemów innych, to firmy w których majątek osiągano
        latami i dzięki współpracy...
        drugi rodzaj to firmy bazujące na wyzysku i oszustwach, tam co chwilę zmienia
        się personel, umowy refundacyjne, absolwenci i tego
        typu tricki "żeby nie zapłacić" i to głównie osoby z takich firm piszą, można je
        poznać po prezesach bucach, którzy w ciągu paru
        lat "dorobili się" tego co inni w pare pokoleń i chodzą obwieszeni złotem i
        pokazując swoje samochody...
        ja o mojej byłej firmie pisałem już nieraz, oczywiście jak szedłem do pracy to
        byłem happy, bo miała być podwyżka itd... potem się
        okazało, że to obietnice bez pokrycia i tyle... a im więcej się robiło i im
        szybciej, tym więcej obowiązków dowalano a na koniec
        wywalono, żeby mieć miejsce na kolejnego absolwenta ( bo jest przepis mówiący o
        tym, że trzeba część osób z "refundacji" potem
        zatrudnic, więc pracodawcy oszuści zatrudniają, a potem wywalają wymyślając
        lipny powód) a jak ktoś robił powoli to miał tą samą
        pensję 9nie zależnie od wyników) liczyła się tylko refundacja z urzędu pracy...
        kolejnym powodem jest to, że mało kto daje pracę osobom bez "kilku lat
        udokumentowanego doświadczenia na podobnym stanowisku", w
        efekcie JAK KTOŚ NIE MA DOŚWIADCZENIA TO NIE MOŻE GO ZDOBYĆ, no bo niby jak je
        zdobyć bez pracy ?
        zresztą, gdyby nie było tak źle w polsce, to sądy by nie miały tyle roboty i nie
        budowano by kolejnych sądów...
        nie było by tyle napadów i włamań, nie było by ludzi grzebiących w śmietnikach...
        nie było by emigracji porównywalnej z tą z lat 80'tych...
        a o tym czy jest dobrze czy źle można sprawdzić porównując koszty zycia do
        wielkości pensji...
        mój przykład z warszawy to 400 czynsz (była podwyżka)+ opłaty + telefon +
        komórka + net + bilet = około 700 a jakby dodać po 15
        złotych dziennie na jedzenie (obiad w pracy to 10 zł) to daje w sumie 1150 zł,
        jakby dodać jeszcze koszty ubrań, dentystę, wydatki na "kulturę", na hobby to da
        minimum 1500 zł...
        a ile osób ma dochód rzędu 1500 netto ???????????????????????
        oraz pamiętajmy, że kodeksowo dozwolony czas pracy to 48 godzin w tygodniu...
        jak mi autorka wątku odpowie, to wtedy możemy policzyć czy jest statystycznie
        źle czy dobrze...
      • veritas1 ojej, jestem bardziej nieudaczny niz myslalem! 24.05.05, 19:54
        oczywiście, że nie zamierzam zyć sam, ale wówczas trzeba doliczyć zakupy
        rtv-agd, doliczyć zakup mieszkania (ja niestety nie mam
        własnego i mieszkam z rodziną) doliczyć amortyzację sprzętu, doliczyć samochód,
        którego nie mam...
        aby żyć "godnie" i na europejskim poziomie zarabiać trzeba powyżej 3000 netto,
        inaczej nici z mieszkania, samochodu, wypoczynku...
        bo np. mieszkanie wielkości 40 metrów to wydatek rzędu 120-150 tysięcy,na samo
        spłacanie przez ileś lat po 1200 zł miesięcznie...
        a jak nie masz mieszkania i dziewucha nie ma własnego, to jedyne na co można
        liczyć to na śmierć rodziców, czego malo komu życzę
        (acz są tacy) ...
        więc nie pisz mi MIMI o życiu z kimś, bo aby żyć Z KIMŚ to trzeba mieć GDZIE !!!!!!!
        więc po przeczytaniu Twojego postu zwiększam sumę do 3000 dla człowieka młodego
        wchodzącego w życie... :) lub :(
      • veritas1 jak mi zle 09.06.05, 22:16
        niekórzy tu piszą o zdobywaniu doświadczenia na dziennych, może i owszem na
        ukrainistyce albo etnografii to możliwe, ale na
        politechnice ?
        ja np. miałem zajęcia od 9 rano do 18'tej cztery dni w tygodniu i w piatek np.
        WF, i jakieśtam konsultacje, ciekawe jak pracować
        jak się jest od 9 do 18 tej na uczelni (np. 2-3 godziny okienka między zajęciami) ?
        no i kiedyś trzeba robić te projekty, rysunki techniczne, sprawozdania z
        laboratoriów ?
        no chyba, że w niedzielę pracować i sobotę ?
        a kiedy czas wolny, wypoczynek, kumple, hobby ?
        wakacje ?
        już widzę zdobywanie widzy kierunkowej w wakacje
        "dzieńdobry chciałbym skonstruować pawilon w wakacje"
        "dzieńdobry chciałbym współuczestniczyć w konstruowaniu linii produkcyjnej"
        hahahah
        w wakacje to można zdobyć doświadczenie w sklepie, na polu, ale nie jest to
        "doświadczenie" jakiego wymaga się aby zostać
        "inżynierem"
        Przepraszam że tak personalnie, ale moja dziewucha się ze mnie nabija, że mam
        kiepską pracę, no bo mało zarabiam a długo w niej siedzę i nie mam urlopu.
        Mam wykształcenie a cierpię. A syn moich znajomych nie ma wykształcenia i
        zarabia 7000 brutto i taka to sprawiedliwość na tym świecie. Powinno się
        zrobić tak, żeby wszyscy mieli po równo, żeby było sprawiedliwie. Albo żeby
        wykształceni jak ja mieli więcej od tych niewykształconych. Świat jest
        okropnie niesprawiedliwy...
      • Gość: tomek Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.05, 23:09
        hm.....no facet widzę, że kompleksy wielkości słonia, a teksty "powinno byc
        wszedzie sprawidliwie", no coz, nigdy nie bedzie, poczekasz "tylko" 15 lat,
        bedzie normalnie.
    Pełna wersja