Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie...

      • veritas1 [...] 17.06.05, 15:11
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • veritas1 predator III 17.06.05, 15:14
        ale niestety najczęściej to jest darmowa siła robocza albo siła półdarmowa -
        pracodawca bierze na dopłatę z PUP, wywala starych
        pracowników -etatowców
        w skrajnych przypadkach możliwa jest dopłata do 150% ze starostwa !
        czyli nie dość, że ktoś nie stanowi "kosztu", ale w dodatku jeszcze z tego
        tytułu pracodawca ma dodatkowe dochody, iście polska
        paranoja...
        ale to pokolenie samo się wpędziło wyścigiem szczurów w taką sytuację, zamiast
        razem i solidarnie się wspierać, to zaczęło
        konkurować "kto chce mniej" i takie są tego efekty...
        • veritas1 alien V 18.06.05, 14:23
          no widzisz ikish21 co to za kraj :)
          ludzie którzy są wykorzystywani przez nieucziwych pracodawców przelewają swój
          żal na ludzi, którym się udało, zamiast na tych co
          są winni
          ale nie mów do nich "won na białoruś" bo białoruś tu nie ma nic do rzeczy...
          nie mów, że nie mają ambicji,
          oni je mają, ale poprostu sytuacja dookoła ich skopała, poprostu żyjemy w
          nienormalnym kraju i tyle...
          same dobre chęci i ambicje nic nie dają, bo czasem jest dookoła zbyt wysoki mur
          by go przeskoczyć...
          wiesz, kiedy wszyscy oferują pracę za 800 to "ambicjami" można się podetrzeć...
          nie pomogą, bo i tak nikt nie da więcej...
          wiesz ja kiedyś się cholernie wściekałem, że po studiach jako młodem inżynierowi
          oferowano mi pracę za 800 zł (też znam 2 języki,
          robię trzeci, znam komputer, różne inne umiejętności" podczas gdy kumple jako
          cieciowie lub sprzątający mieli 1200, czyli o 50%
          więcej niż inżynier na odpowiedzialnym stanowisku
          oni nie mieli ani języków, ani komputera, a ich jedyną ambicją było nachlać się
          piwa i obejrzeć mecz w TV...
          więc kolego Irkish21 nie mów tak, poprostu ci ludzie doznali wiele zła od
          "polskiej wersji kapitalizmu" i już nie wiedzą w kogo
          mają kierować swój ból...
          niestety nie wiedzą albo nie chcą wiedzieć...
          ciesz się, że masz takie zarobki i tyle...
          i wish you good luck
          lub jak to mawia "ojciec dyrektor" - czyli rydzyk "alleluja i do przodu" ;)
          abstrahując od tego, że "staż" to powinna być NAUKA ZAWODU a nie regularna
          darmowa praca taka jak etatowa lub nawet cięższa,
          opowiem Ci trzy sytuacje z poprzedniej firmy i nie tylko , a Ty je Daissy
          skomentuj pod względem "wymagań" i "oferowanych warunków
          pracy":
          1) rozmowa grupowa w pewnej firmie, pani HR na koniec prosi 4 znajdujące się w
          sali osoby o podanie wymagań finansowych, ja byłem
          drugi i odpowiedziałem, że takie pytanie przy grupie jest nie na miejscu, na co
          oni zaczęli się licytować, wyszedłem bo jaki ma
          sens , jeśli troje ludzi się przebija, 1300, 1250, 1100, 1000...
          rozmowa miała miejsce w 2002 roku
          2) sytuacja w mojej poprzedniej firmie, facet dał nam stertę faktur do
          uporządkowania (nawiasem mówiąc po jego ex-lachociągu), tej
          roboty było baaardzo dużo, gdy praca już przekroczyła dwie godziny ponadliczbowe
          ja stwierdziłem, aby zrobić to jutro,
          "koleżanka" stwierdziła, że zostanie jeszcze chwilę, bo musi poczekać na
          autobus, ja wyszedłem do domu
          na drugi dzień , przy okazji "opie.." się okazało, że "koleżanka" zadzwoniła do
          szefa aby na mnie donieść i sama siedziała
          porządkując te faktury do ponad 19-tej godziny
          czy coś za to dostała ?
          nic, jak się skończylo "dofinansowanie do absolwenta" to nie przedłużył jej
          umowy jak wielu innym
          3) szef zapytał "kto mógłby zrobić nam stronę internetową" (moje obowiązki były
          zupełnie inne ) ponieważ to dla mnie prościzna to
          stwierdziłem, że mogę ją prywatnie zrobić za określoną sumę, szef się zgodził,
          następnie w połowie roboty się okazało, że "inna
          koleżanka" przejmuje moją pracę, bo ona się dowiedziała ile szef mi obiecał i
          stwierdziła, że zrobi za połowę...
          więc powiedziałem, że okej, przestaję ją robić (choć w domu zmarnowałem dużo
          czasu prywatnego)...
          owa "koleżanka" zadzwoniła do mnie do domu naciskając abym jej wysłał to co
          dotychczas zrobiłem, ponieważ "nie może sobie ze
          skryptami java poradzić", ja jej odpowiedziałem, że to moja robota prywatna i
          skoro ona robi to prywatnie za kasę, to niech robi
          sama...
          jaki był finisz ?
          facet chciał mi wrąbać naganę za utrudnianie współpracownikom zadań (pomimo, że
          do naszych obowiązków nie należało robienie
          stron), owa "koleżanka" też poskarżyła się szefowi, że "nie chciał mi pomóc", a
          szef wjechał na mnie, że "przeze mnie firma nie
          będzie miała strony i klientów"
          czyli tak : ja mam zrobić stronę, a ona wziąć za nią premię, bo ona nie umie
          skryptów ?
          4)pewnego razu przycisnąłęm szefa, ze już ileś razy mi obiecywał zapłacić za
          nadgodziny i kiedy zamierza to zrobić , na co on
          spojrzał na innych i jaka była ich reakcja - "my tu wszyscy siedzimy za darmo i
          nie mamy pretensji jak ty"
          dosłownie to powiedziała jedna z osób ?
          czyli "my nie chcemy pieniędzy za pracę !!!
          weź mi Daisy powiedz co mam w takim razie o tym sądzić ?
          skąd tak wielki wyścig do podlizania się szefom, którzy nie płącą lub płacą
          ochłapy ? jak ja już miałem wszystko zrobione co do
          mnie należało, to nieraz zdarzała się sytuacja, ze "koledzy" mówili "trzeba
          jeszcze trochę posiedzieć, żeby prezes nie widział, ze
          za wcześnie wychodzimy" (choć wg. nich to "za wcześnie" to było już np. godzinę
          po zakończeniu dnia pracy...)
          mógłbym jeszcze trochę takich sytuacji wymienić...
          jakby ludzie nie brali pracy za 800 i nie siedzieli w niej po 12 godzin, to by
          pracodawcy musieli w końcu zacząć płacić lepiej, a
          tak dochodzi do sytuacji, że "średnia krajowa" wynosi 2700, z tym, że większość
          ludzi zarabia 1000, więc ile muszą zarabiać ci
          wykorzystujący tych ludzi szefowie, aby wyszło te 2700 ?
          jeżeli 80 % ludzi ma <1500 to znaczy, że pare procent ma ponad kilka tych "średnich"
          ale jak komuś obca jest matematyka, to może się nad tym nie zastanawiał...
      • veritas1 nikt mnie nie kocha 19.06.05, 09:56
        ja szukałem "dobrej" 2.5 roku, choć na bezrobociu byłem 1.5 roku, bo pracując u
        jednego oszusta dalej szukałem
        po wertowaniu poniedziałkowego dodatku z ogłoszeniami odnoszę wrażenie, że praca
        jest tylko dla paru grup:
        - superspecjaliści (trzy języki biegle, młodzi, choć z wieloma latami
        doświadczenia na "podobnym stanowisku")> czyli mówiąc
        krótko pan menedżre X zmienia firmę z Y na Z
        - osoby nieskokwalifikowane na stanowiska nieskowymagające - malarze pokojowi,
        fryzjerki, cieciowania /wielcy agenci ochrony bez
        licencji i najlepiej z grupą inwalidzką/
        - absolwenci do wykorzystania na niskopłatne lub darmowe zapieprzanie, a jak się
        skończy dopłata z PUP i zwroty ZUS to won, i
        takie ogłoszenia się wkółko powtarzają, bo ciągle kogoś firma X szuka (co 3, 6
        miesięcy), zero socjalu, wiele bezpłatnych
        nadgodzin i mobbing
        - odważne mlode kobiety 50 zł/h wiadomo o co chodzi
        - frajerstwo, które można nabrać na akwizycję, lub jeszcze najlepiej aby
        zadzwonili na 0-700... i zapłacili za niby rozmowę lub
        kupili zestaw garnków i kartę klubową która nie uprawnia do zniżek ;)
        - całe to gó.. akwizycyjne i PH
        ale jeśli szuka ktoś pracy w przemyśle, biurze to kanał, bo albo nie ma
        "doświadczenia na podobnym stanowisku" albo poprostu nie
        ma takich ofert bo polskie fabryki upadły i nie mamy przemysłu...
        ludzie kończą politechnikę i nie mają fabryk w których można konstruować maszyny :/
        problem tych osób które tak długo szukają pracy to brak znajomości, bo jest
        wiele ofert pracy, ale one nie ukazują się w gazetach,
        tylko np. dyrektor pyta kierownika, czy ten mógłby mu kogoś polecić a w
        dzisiejszych czasach wiadomo, że ma kogo, przy kilku
        milionach bezrobotnych...
        tak więc są dwa "rynki pracy" - bbo chyba można to tak nazwać - pierwszy to
        ogłoszenia drugi to polecanie i szukanie pocztą
        pantoflową,
        więc ja nie doszukiwał bym się w tym winy bezrobotnych, bo można mieć wyższe
        wykształcenie, języki, komputer, a oferty poprostu
        pasującej nie znaleźć, natomiast wystarczy zasięgnąć języka u znajomych i
        znaleźć w dwa tygodnie, bo ktoś poręczy i raczą
        przeczytać CV, ech..................
        niestety w naszym kraju obecnie wymagania "aby pracodawca przestrzegał prawa -
        kodeksu pracy" i aby z tej pracy można było przeżyć
        miesiąc (zależnie od regionu 1000 - 1500 netto) to dziś ZA WIELE dla naszych
        pseudo byznesmanóf...
        ciekawe czy kolega "realista" już wyjechał, jak planował ;)
        reasumując - banał - aby mieć pracę trzeba najpierw mieć wiedzę, że ktoś na dane
        stanowisko szuka kogoś takiego jak my, jak się
        tej wiedzy nie ma to gó.. można zrobić, bo do pana boga CV nie wyślemy
        tylko nie mówcie o własnym biznesie, bo na to trzeba mieć odpowiednio duży wkład
        - np. na zakup maszyn, biura, wyposażenie
        warsztatu
        jak ktoś nie ma kilkudziesięciu tysięcy na koncie, to nie rozkręci własnego
        biznesu a jak nie ma umowy stałej, to mu nikt nie da
        kredytu i kółko się zamyka...
      • veritas1 Booozeeeee 19.06.05, 14:07
        ak ktoś chce zostać cieciem (agent ochrony), dziwką (młode, odważne, atrakcyjne,
        70zł/h), albo robotnikiem budowlanym albo
        fryzjerką albo akwizytorem to pracę znajdzie bez problemu
        ale jeżeli jest się młodym człowiekiem po studiach bez "kilku lat
        udokumentowanego doświadczenia na podobnym stanowisku" to można
        przez pare lat nie znaleźć tam żadnego ogłoszenia
        znam kilka takich osób jak ja, co bez sensu przez 2 lata kupowały ten dodatek i
        dosłownie nic nie znalazły, albo też praca biurowa
        okazywała się akwizycją - słynna już firma YAP i pare innych, które piszą o
        pracy dla młodych do biura, a potem wręczają torbę z
        ppastą do zębów lub wiatraczkami do sprzedawania ludziom na ulicy :(
        np. mnie firma YAP oszukała 2 lata temu, jak dali ogłoszenie, że szukają grafika
        do agencji reklamowej, a ponieważ te programy
        komputerowe miałem w jednym palcu, to poszedłem i spotkałem cały tłum od
        dresiarzy po niedorozwiniętych, wyszedłem zniesmaczony po
        tym, gdy pan mówiący o sobie, że jest kanadyjczykiem unikał pytań na jakim
        oprogramowaniu i co ów grafik ma robić...
        potem w necie już wiele osób rozpisywało się o YAP
        jest jeszcze pare takich firm co się ogłaszają, że szukają magazyniera,
        logistyka, pracownika biurowego...
        ogólnie dużo jest takich ogłoszeń które redakcja powinna stopować i nie
        drukować, dla własnego dobrego imienia i ze względów
        moralnych, aby nie nabierać młodych i zdesperowanych ludzi - o ile w
        kapitaliźmieistniej coś takiego jak moralność i dobre imie
        istnieją...
        ja moje dwie prace zdobyłęm dzięki urzędowi pracy i poczcie pantoflowej, bo o
        drobnych zleceniach nie wspominam...
        dziś już wiem, że nie będąc superspecjalistą albo osobą szukającą pracy
        fizycznej - nie mam tam czego szukać
        ogłoszenia dla inżynierów można znaleźć w gazetach innych, np. Życie Warszawy,
        żałuję, że wcześniej innych gazet nie kupowałem,
        oszczędził bym 2.5 roku nerwów...
        pomijając beszczelność
        " a mam "nieco" wiecej niż trzydzieści lat"
        dowodzi, że nie masz braku "doświadczenia" i że zaczynałeś w czasach lżejszych,
        jak ja zaczynałem polibudę w drugiej połowie
        lat90'tych to też na wydziale wisiało pełno ogłoszeń pracodawców, ale jak
        kończyłem to już w polsce było kilkumilionowe
        bezrobocie, poporstu sytuacja gospodarcza się zmieniła, sam znam pare osób o
        kilka lat ode mnie starszych, którzy bez
        "doświadczenia" na fali boomu lat 90'tych zaczynali pracę z wynagrodzeniem 3
        tysiące, poprostu trafili na inną sytację
        gospodraczą, niż osoby kończące w latach 2001, 2002, 2003, 2004...
        nie porównuj sytuacji sprzed kilkunastu lat do tej sprzed paru lat, bo mój
        starszy brat cioteczny np. po elektronice nie musiał
        szukać pracy, pracodawca sam się do niego zgłosił, tylko on skończył w 1995 roku
        i to była diametralnie inna sytuacja...
        • x-fly Opisuję swoje odczucia i łączę się z Veritasem 20.06.05, 05:36
          Witaj Veritas, czytam już dobrych 8 godzin non-stop cały ten temat (suma sumarum to właśnie skończyłem) i jestem pod wrażeniem, mam jednocześnie mieszane uczucia, zdruzgotanie, potępienie dla pewnych ludzi, swoje własne odczucia względem Ciebie i względem niektórych postujących tu osób i mnóstwo, mnóstwo innych rzeczy mógłbym napisać. Jednakże chcąc jedynie w skrócie określić siebie przed pójściem spać (zacząłem czytać o 21; teraz jest 5:15 nad ranem) chcę napisać:
          wyrażasz tym co piszesz najprawdziwszą prawdę jaka jest obecna wokoło, choć niewidoczna (tuszowana przez media, zwykłych ludzi...), niechciana (każdy boi zjednoczyć się i powiedzieć, że lepsze warunki pracy [czytaj: godne życie] to nie rarytas lecz moralna odpowiedzialność każdego człowieka) i zapewne prawda w końcach końców wychodzi na to, że nie istnieje i jest wyimaginowaym tworem Twojej wyobraźni to jestem po stronie Twoich słów, Twoich przemyśleń i odczuć i cokolwiek nie napisałeś odnośnie obiektywnego patrzenia na te sprawy (pomijam wypowiedzi na szczeblu osobistym, wypowiedzi okraszone prywatnymi odczuciami [każdy może mieć i ma swoje zdanie]) jest prawdą która istnieje (której nie zwalczymy, my dwoje, troje czy w czwórkę...).
          Tymczasem idę spać gdyż czeka mnie za parę godzin żmudne przeglądanie tego forum w poszukiwaniu osób, które wyjeżdzają za granicę w poszukiwaniu pracy, próba dojścia z nimi do porozumienia, zawarcia znajomości i chęć wspólnego wyjazdu w przeciągu 2 tygodni. Zamierzam odciążyć moją mamkę zarabiającą na pół etatu 400pln od utrzymywania mnie.
          Pozdrawiam
          Michał (x-fly)
          GG: 6728656 (w sprawie wyjazdu do Anglii lub np. Irlandii - konkrety)
        • x-fly mhmm.... 20.06.05, 15:18
          ...nie popieram Ciebie Veritas jako osoby, lecz to co napisałeś - dopowiadam to ponieważ mogą wystąpić niejasności w odbiorze mojej osoby ;-)
          Pozdrawiam
          • veritas1 czlowieku... :-D 20.06.05, 18:37
            Ale mnie ubawiles!
            • x-fly Re: czlowieku... :-D 21.06.05, 13:54
              Widzisz Veritas, z kanaliami takimi jak Ty nie ma sensu dyskutować i się denerwować. Proponuję, żeby Ci ulżyło, poobrażaj moją mamkę, najedź na mnie, wyżyj się... na mnie to większego wrażenia nie wywrze... a wiesz czemu? bo są ludzie mądrzy i są mądrzejsi.. od Ciebie ;]
              Pozdro Veritas...
              "zgubny Twój los Panie, jeśliś w takim stanie... umysłowym..."
              (moje własne właśnie wymyślone słowa ;)
              • veritas1 :-))))))))))))))))))))))))))) 21.06.05, 16:31
                Dobre! Dawaj dalej, podoba mi sie!!!
      • veritas1 ale niedobrze, kazali mi pracowac 22.06.05, 18:41
        1)pracodawcy, ci "wykorzystujący" są jak najbardziej winni przyrostowi
        bezrobocia, z kilku powodów:
        --> w momencie, gdy wykorzystują ludzi na nadgodziny to zmniejszają tym samym
        liczbę etatów, prosty rachunek
        matematyczny:
        jest do wykonania zadanie, np. wyprodukowanie partii towaru i potrzeba na to np.
        2000 godzin, ile osób to wykona przy
        założeniu, że kontrakt jest na 14 dni !!!
        tak więc (licząc czas efektywnej pracy , odejmując przerwy 200/7=285.7 dnia
        roboczego, czyli aby wykonać to w 14 dni
        roboczych potrzeba 285.7/14=20.4 osoby
        a jeżeli jest pracodawca "wyzyskiwacz" i u niego ludzie mają darmowe nadgodziny,
        zapieprzają dziennie powiedzmy 11
        godzin, to do wykonania tej samej pracy potrzeba 2000/11/14=13 ludzi
        czyli w wyniku tego jest 7-8 osób na bezrobociu
        do i make myself clear ?
        to prosta matematyka
        a co z niej dalej wynika ?
        a to, że te 7 osób nie ma pieniędzy na konsumpcję, więc zakłady mniej
        wyprodukują, sklepy mniej sprzedadzą, co
        najwyżej policja ma więcej roboty, bo ktoś komuś wyrwie torebkę - w końcu dzieci
        trzeba nakarmić i czynsz zapłacić,
        nie ?
        kolejny powód produkcji bezrobocia, to to , że taki nieuczciwy pracodawca w ten
        sposób zniszczy uczciwą konkurencję i
        jego konurent zbankrutuje, bo płacąc uczciwie 21 ludziom po 1500 (31.5 tys) zł
        ma większe wydatki niż ten drugi gnój
        płacący 13 ludziom po 850 (11 tys), te 20 róznicy facet może podzielić na pół -
        10 tys do kieszeni na wczasy w tropiku
        i 10 na obniżenie kosztów i zwalczenie konkurencji
        to oczywiście prosty przykład i szalenie uproszczony, ale jako model działa...
        w związku z bankructwem uczciwego kolejne osoby idą na bruk...
        no ale jak liczby cię nie przekonują, to widocznie należysz do tych osób dla
        których 2+2 jest zależnie od sytuacji
        albo 3 alo 5 a nie 4 !
        no jak widać niektórych proste rachunki matematyczne bolą...
        właśnie o takich pisałem, że dla nich 2 + 2 to nie jest 4
        jesteś tego świetnym przykładem, opisuję na podstawie modelu ekonomicznego
        przykład pracochłonności procesu, to
        się przypieprzasz do mojej osoby, bo jak widać argumentów merytorycznych /
        ekonomiczno matematycznych nie masz !!!
        poporstu boli cię to, że ja mam rację i opisuję prawdę o praktykach stosowanych
        przez niektórych pracodawców,
        skoro wg. ciebie nie są oni wampirami, to czemu jest tyle spraw w sądach i czemu
        TVN ma codziennie materiał na
        reportaże ?
        bo poprostu tak wygląda obiektywna prawda o rzeczywistości, której ty nie umiesz
        zaakceptować
        ale skoro mój poprzedni post aż tak cię ubódł, to jeszcze dodam :
        > Jestem od ciebie mlodszy (5 lat po studiach)
        > Czytam twoje posty juz chyba od 1.5 roku
        jakbyś czytał dokładnie to byś nie pisał, że jesteś młodszy, bo ja jestem 2 lata
        po studiach...
        ale widać, że matematyka nie jest tu twoją mocną stroną

        > Nie chcialo sie robic praktyk na studiach to nie narzekaj, ze nie nie chca
        > przyjmowac bez doswiadczenia. Kazdy ma zapieprz na studiach a jednak ludzie
        > staraja sie robic praktyki, chociazby po to zeby pokazac potencjalnemu
        > pracodawcy ze sie bylo aktywnym i a nie tylko ogolny olew i

        jaby był ogólny "olew" to nie miał bym stypendium naukowego i miał warunki, więc
        nie pisz o "olewie" bo ja sobie
        nie olewałem ale "starałem się" i zawsze wszystko wykonywałem jak należy, osoby
        "olewające" kończą z trójami i bez
        stypendium i nie mają 100% frekwencji na wykładach, a co do praktyk, znowu...
        wychodziłem o 9 rano na uczelnię,
        wracałem o 18 tej, w soboty robiło się rysunki techniczne i sprawozdania z
        laboratoriów, więc kiedy praktyki ?
        ty napewno nie jesteś po politechnice na dziennych, gadasz jak moi koledzy z
        uniwerku, którzy narzekali, że "muszę
        na jutro 4 strony napisać" albo "jutro mam aż 6 godzin zajęć"
        zmieniłeś miejsca zamieszkania za pracą ?
        a skąd miałeś na mieszkania ewentualnie wynajem w tych miastach ?
        na takie przerowadzki trzeba mieć conajmniej pare tysięcy złotych i jeszcze na
        wynajem ileśset oprócz czynszu ?
        hmmmm.... rodzice kupili ?
        poprostu próbujesz zakłamywać rzeczywistość i tyle, a że tacy jak ja są niewygodni ?
        cóż, zawsze prawda jest niewygodna, zwłaszcza jak się kręci tak jak np. firma
        opisana w moim poprzednim poście
        (ten model matematyczny i proste rachunki)
        a może rzeczywiście 2+2 nie jest 4 ?
        ile wg. ciebie 3, czy 5 ?
        bo to co opisałem o zmniejszaniu na prostym przykładzie liczby pracowników z 21
        do 13 przy pracochłonności 2000 h
        ( forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=22469248&a=25494606
        ) to prosty rachunek, ale może za trudny dla ciebie ?
        za trudny do zaakcepttowania :)
        bo to prawda obiektywna ?
        bo ja tu nie widzę argumentów merytorycznych do mojego modelu przedsiębiorstwa z
        poprzedniego postu, a jedynie
        przywalanie się...
        jak nie można komuś zarzucić, że sie nie zna albo, że mówi nieprawdę, to się
        ludzie np. przywalają do nie tak
        trzymanej łyżki, jakie to żałosne...
        the truth hurts, the thruth hurts,
        life ain't fairy tale,
        the truth hurts, the thruth hurts,
        open your eyes and take a look
        son
        • veritas1 dziewucha - szczesciara 23.06.05, 15:08
          no znamy z autopsji :(
          ale tak czasem bywa z ludźmi z dziennych, ja moją dziewuchę namówiłem na
          zaoczne, bo dyplom ten sam, dziś też bym nie szedł na
          dzienne, bo potem są same kłopoty, niestety brak "kilku lat udokumentowanego
          doświadczenia na podobnym stanowisku w firmie z tej
          samej branży" potrafi skutecznie wyeliminować kogoś z rynku..........
          ale powodzenia, czasem się udaje
          a te 1400 + 350 to nie jest dzisiaj źle, fakt, że mało obiektywnie patrząc na
          potrzeby życiowe człowieka, ale ....... to i tak
          dużo więcej niż ja miałem pracując w poprzedniej firmie...
      • veritas1 drogo jezd 27.06.05, 22:24
        "jak brzmi? on wydaje pieniadze na ksiazki,filmy,bary,restauracje,kwiaty dla
        dziewczyny,komputer,telefon...jak to nazwiesz?"

        książki, filmy ?
        przecież to KULTURA, każdy człowiek powininen wydawać na książki, filmy, muzykę
        bary, restauracje, kwiaty dla dziewczyny - to chyba oczywiste, ja bym dodał
        jeszcze ciuchy dla dziewczyny...
        komputer, telefon - a jak można funkcjonować w XXI wieku bez komputera i telefonu ?
        jak można znaleźć pracę, lub informację o niej bez owych rzeczy ?
        to co wymienił to nie zachcianki ani "wyższy standard życia" tylko NORMALNY
        STANDARD, wyższy standart to np. Lexus, albo BMW, a
        "zachcianka" to np. złote klamki albo dębowa rączka dźwigni zmiany biegów, albo
        ręcznie malowana zastawa stołowa...
        ale widzę niektórym w polsce się poprzewracało w głowie i uważają, że życie to
        kawałek suchego chleba, woda i żeby na głowę za
        bardzo nie kapało, ale za to napracować się 18 godzin na dobę i umrzeć...
        ludzie, skąd wy się bierzecie, w 1980 to się buntowali, gdy kilka produktów
        zdrożało o mały procent, dzisiaj siedzą, jedzą suchy
        chleb, ale nikt z nich nie pójdzie "pokazać" co o tym sądzi władzy, biznesmanom,
        politykom, ogólnie mówiąc wszystkim "jelitom"...
        albo część z naszego narodu już naprawdę pogodziła się z tym, że żyją w kraju
        trzeciego świata, gdzie miliony jedzą odpadki i żyją
        w ruderach, a mała garstka lata prywatnymi samolotami i zamawia wino za 1500 zł
        w hotelowej restauracji do obiadu...
        ech...
        z paroma rzeczami które napisał człowiek zakładający post się nie zgadzam (owa
        białoruś) ale do cholery ciężkiej 1215 złotych to
        nie jest wiele, to tyle aby "funkcjonować" i ja mu życzę jeszcze drugie tyle......
        • veritas1 po znajomosci... 30.06.05, 23:42
          w polsce nie ma " uczciwą konkurencję i czyste zasady"
          a jak się dorobili ci wielcy "biznesmani" ?
          mieli małe niby firmemki, nagle dostali jakiś duży kontrakt i firma rozrosła
          się, tak jak np. dwu facetów co miało sklep muzyczny
          i nagle zostali pośrednikami w handlu ropą między polską a rosją :)
          albo np. pan biznesman, który miał salon samochodowy i nagle ni z tego ni z
          owego polski rzą i wojsko kupiło od niego dużo
          samochodów, albo np. pan który miał hurtownię i kilka jednostek wojskowych
          kupiło do niego papier toaletowy (UWAGA !!!!!!!!!!!!)
          po 7 zł za małą zwykłą rolkę, za 8 takich rolek w sklepie płaci się około 5-6 zł :)
          oczywiście ów biznesman powie, że jest świetnym handlowcem, a i tak prokuratura
          nic nie udowodniła...
          albo poparz "muza_k" jak niektórzy zostali np. prezesami, siedział sobie facet w
          SB, albo był małym oficerkiem LWP, który kiedyś z
          kimś pił i teraz nagle zostaje mianowany dyrektorem firmy z branży o której nie
          ma pojęcia, zresztą jak emeryt wojskowy, który
          całe życie tylko ganiał innych po polu i czyścił swoje P64 może mieć
          doświadczenie w np. ubezpieczeniach ???
          ale jakoś dyrektorem z pensją np. 30 tysięcy zostaje :)
          moja sytuacja byla nieco inna, bo ja nie miałem "doświadczenia", byłem po
          studiach, po ponad roku szukania zostałem zatrudniony na
          "dofinansowanie" - skierował mnie Urząd Pracy, oczywiście gdy się ono skończyło
          i trzeba było zawrzeć umowę bez dofinansowania,
          zostałem wywalony (właśnie jestem po rozprawie sądowej na której udowodniono, że
          wyleciałem za coś co zrobił ktoś inny umyślnie,
          aby pracodawca mógł wziąć następnego na dofinasowanie z UP)
          ale pracująć w tej kiepskiej firmie-oszuście szukałem dalej
          łącznie, pracując i nie przez ponad 2.5 roku wysyłałem CV prawie bez odpowiedzi,
          ani jednej rozmowy, pomijająć oszustów i firmy do
          których był telefon, ale to wszystko ukryta akwizycja...
          ponieważ nie miałem pleców to trwało to tak długo, ale gdy już je znalazłem to
          wystarczyło 3 tygodnie aby mieć pracę, poprostu
          moje znajomości polegały na tym, że CV przeczytano i zaproszono na rozmowę...
          w czasach, kiedy na byle ogłoszenie przychodzi 400-600 ofert, to aby CV wogóle
          przeczytano potrzeba wsparcia, testy przeszedłem
          pozytywnie, co świadczy o moich zdolnościach, przegoniłem pozostałe kilkanaście
          osób, zapewne też znajomych królika...
          rzeczywistość na rynku pracy jest okropna, jak przeglądam czasem na luzie
          ogłoszenia, bo szukam lepiej płatnej niż mam, to bierze
          mnie przerażenie:
          - akwizycja, lub ukryta akwizycja i przedstawiciele handlowi,
          - super programiści lub inni super fachowcy z "kilkoma latami udokumentowanego
          doświadczenia na podobnym stanowisku",
          - dziwki (młode odważne atrakcyjne, 70 zł dziennie...),
          - cieciówa vel agenci ochrony,
          - murarze, fryzjerki, i pracownicy marketu,
          nie ma ofert dla przeciętnego człowieka po uniwerku lub politechnice, albo super
          kwalifikowani i doświadczeni specjaliści albo
          niskokwalifikowana praca fizyczna, inne ogloszenia szuka się "pocztą pantoflową"
          zresztą kiedyś już na tym forum pare osób napisało, że wiadomo, że szuka się
          kogoś najpierw w kręgu znajomych, bo np. szuka się
          osoby, za którą ktoś poręczy...
          wszędzie szukanie zaczyna się na zasadzie "przychodzi dyrektor do kierownika i
          mówi, że potrzebuje osoby na dane stanowisko o
          określonych kwalifikacjach", właśnie tą drogą rozchodzi się większość wakatów,
          jak nie znajdą nikogo swojego, to wtedy dają
          ogłoszenie... reality bites...
          ale w czasach gdy jest kilka milionów bezrobotnych, połowa młodzierzy jeest bez
          pracy, a specjaliści już mają pracę lub siedzą na
          zachodzie, wówczas wiadomo, że ogłoszenie w prasie jest nie potrzebne, bo i tak
          się 20 osób znajdzie ....
          4 języki - imponujące, może 1 % ludzi w tym kraju zna 4 języki, a może 0.1 %,
          więc to ogromny plus
          a po za tym za jeszcze nie obronioną osobę pracodawca nie płaci ZUS, za zwykłego
          bezrobotnego płaci, więc Ty poprostu mniej
          kosztujesz i tu bym też upatrywał sukcesu, nie odbierz tego złośliwie, poprostu
          nie ma ZUS, tak czy inaczej wsiewo choroszewo
      • veritas1 wszyscy sa oszustami 01.07.05, 09:48
        sąd pracy jak każdy sąd jest śmiechu warty, poogląaj Uwagę w TVN albo Expres
        reporterów, albo inny program o interwencjach
        dziennikarskich, nawet czasem Dżyzgę...
        widzę, że Twoje rozprawy i tak szybko biegną, bo u mnie jest dużo gorzej,
        mianowicie pracodawca oszust nie rejestrował godzin
        pracy i kiedy złożyłem m.in. wniosek o odszkodowanie za nadgodziny to sąd mi to
        odrzucił, bo nie mogę udowodnić tych nadgodzin...
        paranoja, pracodawca złodziej pozostaje bezkarny, bo popełnił przestępstwo - nie
        prowadząć rejestru godzin, a rejestr prowadzony
        przeze mnie w kalendarzu dla nich nie jest dowodem, co lepsze oddawałem klucz
        ochroniarzowi, a sąd stwierdził, że to nie dowód, bo
        na liście w dzienniku ochrony jest tylko podpis ochroniarza a nie mój...
        to kto ku.. ten klucz do pokoju oddawał, krasnoludki ????
        tak więc pracodawca się wyliże, bo jak ktoś jest oszustem to w polsce rządzi i
        tyle...
        zastanawiam się ile sędzina dostała łapówki, skoro odrzuciła takie dowody jak
        dziennik ochrony i zeznania 2 świadków
        potwierdzających moją wersję... i na dodatek postraszyła mnie, że pokryję koszty
        adwokata drugiej strony jeżeli nie wycofam
        powództwa... to nie sąd, ale jawne bezprawie... może dlatego że mój były
        pracodawca miał na stole swoje zdjęcia z ludzmi "z
        pierwszych stron gazet" ... kolejny materiał dla TVN
        oczywiście odroczone do końca roku, bo się nie stawił pełnomocnik drugiej strony...
        • veritas1 biedactwo ze mnie 05.07.05, 21:39
          a ja myślę kochany realisto, że problem tkwi w tym, że tylko mały odsetek
          wakatów idzie z ogłoszeniem, najczęsicej jest to tak, że
          sie szuka wśród swoich, wśród zaufanych - co można zrozumieć, jeśli ktoś boi się
          nie pewnego człowieka z ulicy, który może okraść
          firmę...
          te wakaty, które są powszechnie dostępne w formie ogłoszeń, to głównie te, na
          które znajomych nie było (za kiepskie pieniądze i
          nadgodziny lub poszukiwanie super specjalisty) lub są zwykłym oszustwem (np.
          słynna YAP)...
          największy problem to dotrzeć do informacji o wakacie, bo przeglądając GW i ZW
          wyróżnić tam można tylko te pare grup (akwizycja,
          prostytucja, murarze, fryzjerki, super informatycy - programiści)
          kolejny problem to to aby ktoś spośród tych 500 CV wziął i przeczytał nasze CV...
          jeżeli przychodzi 500 CV a kadrowa ma tylko pare godzin na przedstawienie
          szefowi, to wiadomo do czego dochodzi, albo znajomości
          by nasze było na wierzchu (mój przypadek) albo losowe wybieranie przez np.
          "podrzucenie" i tych co spadną na biurko zaprosić ;)
          wynika to z ogromnej dysproporcji między popytem a podażą, niestety...
      • lombat Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 06.07.05, 06:33
        Drogi Wertasie
        Naprawde bardzo ci wspolczuje, ze przezywasz takie meki z powodu braku
        moaliwosci spelnienia zawodowego. Moje rady to:
        1. Szukaj pracy daleko od Warszawy;
        2. Badz pewien , ze wynagrodzenie za prace bedzie na poziomie 1000 zpl;
        3. ciesz sie , ze az tyle zarabiasz i modl sie by inny bezrobotny nie
        zaczal pisac podania o tywoja prace .
        • veritas1 Drogi Wombacie! 06.07.05, 07:33
          Poszukaj w wyszukiwarce nicka 'mgrinz'. To jego posty. Ja je tylko kolekcjonuje
          dla potomnych.
          • veritas1 moje bezrobocie jest lepsze od bezrobocia innych 09.07.05, 11:45
            wśród malarzy nie ma bezrobocia
            popatrz na ogłoszenia w GW, szuka się albo superpecjalistów, albo pracowników
            fizycznych niskokwalifikowanych
            bezrobocie i poszukiwanie pracy jest wśród np. absolwentów wyższych
            uczelni,wśród osób szukających pracy biurowej, albo ludzi
            szukających startu w przemyśle,
            więc nie generalizuj na podstawie paru gości, którzy pewnie może ledwie
            podstawówkę ukończyli, bo to co robisz to tak jakby
            narzekać na to, że samochody dużo palą i zamiast małego samochodzika dawać na
            przykład dużą wywrotkę i ciągnik siodłowy
            oglądałaś program "fachowcy" w TVN ?
            sam znam takich gości wśród moich kumpli i oni nie narzekają na brak pracy, a
            potrafią wbijać śruby młotkiem jak właściciel
            mieszkania nie widzi, bo im się nie chce kręcić śrubokrętem, albo malują ściany
            na świerzy gips, a wiadomo, że po paru tygodniach
            popęka i odpadnie, ale ponieważ jest ciągle popyt na robotników budowlanych,
            więc nie muszą zmieniać swojego podejścia
            więc nie generalizuj, bo bezrobotni to nie tylko paru leni sączących piwko przy
            barze z podstawowym wykształceniem
            • veritas1 nikt mnie nie lubi buuu 13.07.05, 09:20
              - pieniądze - bo trzeba zapłacić za czynsz, jedzenie, bilety, ubranie, bez kasy
              nie ma żadnej motywacji, bo pracuje się po
              pierwsze dla pieniędzy, jedzenia darmo nikt nie da...
              i chce się widzieć efekt przełożenia pensji do umiejętności, nie może być takiej
              sytuacji w firmie, że młody człowiek znający
              języki i zajmujący się ważnymi rzeczami zarabia tyle co sprzątaczka (tzn.
              wszyscy minimum) ani nie może być takiej sytuacji, że
              cały zespół ma 800 a kierownik zespołu o niższych kwalifikacjach jak zespół 10000
              w poprzedniej firmie, w której miałem pecha pracować dochodziło do tego, że
              osoby zatrudnione przed falą dużego bezrobocia miały
              na niskowalifikowanych stanowiskach więcej niż osoby wysokokwalifikowane ale
              zatrudnione w czasie dużego bezrobocia, przykład -
              robotnik przy taśmie wciskający guzik 1700, a inżynier zajmujący się utrzymaniem
              maszyn i konserwacją, mający czytać dokumentację
              techniczną w 3 językach, budzony o 5 rano gdy maszyna stanie, 840 (przykład
              autentyczny !!!)
              kolejno to:
              - atmosfera, ludzie, którzy otaczają, brak sytuacji, że jedna osoba może się
              mylić (pupilka szefa) a druga nie , tak więc równe
              traktowanie za błędy i za sukcesy,
              - zadania i rodzaj pracy - wiadomo, że np. dla inżyniera zajmowanie się prawem
              albo przepisami jest nudne, a dla prawnika liczenie
              obciążeń i rysowanie w autocad okropne, no więc dobranie człowieka do zadań,
              - realne wyliczenie tych zadań, czyli kadra, która planuje zadania musi
              odpowiednio wyliczyć ile czasu na nie potrzeba, tak aby
              nie zachodziły sytuacje, że trzeba po raz kolejny siedzieć kilka godzin więcej,
              bo ktoś w szefostwie czegoś nie przewidział a
              ludzie podlegli ponoszą konsekwencje,
              szefostwo nie ma żadnych konsekwencji, a pracownik ma darmowe nadgodziny...
              - nie łamanie prawa, tzn. kodeksowe 40 godzin, brak problemów z urlopem, zero
              dyspozycyjności po pracy (na zasadzie siedź w domu i
              czekaj na telefon - przerabiałem już coś takiego)
              - pewność jutra, etat na umowę stałą, by móc wziąć kredyt i planować dalsze
              życie, a nie tylko z dnia na dzień...
              • veritas1 swiat jest niesprawiedliwy 16.07.05, 23:55
                zmartwię Cię, miałem dokladnie tą samą sytuację;
                umowa na etat ale siedziało się nieraz po pare godzin więcej a były dni
                rekordowe, że wychodziłem po 21 , było ileś sobót i nawet
                niedziela i na rozprawie sądowej dowiedziałem się, że "nie mam dowodów", które
                sąd by uznał, bo sąd odrzucił nawet taki dowód jak
                podpis ochroniarza, któremu oddawałem klucz, wnioskując, że jest na liście
                podpis ochroniarza a nie mój, więc to nie dowodzi, że
                ja wychodziłem z firmy tak późno (zapewne wg. sądu to marsjanie lub krasnoludki
                oddawały klucz do pomieszczenia za które ja
                odpowiadałem i w którym siedziałem)
                wszystko zależy od złej lub dobrej woli sędziego, niestety Wiki muszę Cię
                zmartwić, bo jedyne co możesz zrobić to zmienić pracodawcę...
                • veritas1 bida z nendzom 22.07.05, 23:01
                  to zależy od uczelni, moi koledzy na uniwerku mieli kilkanaście godzin zajęć w
                  tygodniu, przez 3 dni,
                  ja na politechnikę wychodziłem o 9 rano a wracałem po 18 tej, bo np. było 8
                  godzin dziennie z okienkiem po środku, potem siadałem
                  w domu do kreslenia rysunków i robienia laborek, na politechnice to raczej nie
                  możliwe do pogodzenia
                  mówisz o mieście typu Wrocław, w Warszawie - gdzie ja mieszkam, mieszanie
                  kosztuje już około 4000-5000 za metr, więc jeżeli bym
                  chciał zacząć dorosłe życie na swoim, to musiałbym na to mieć 200 000 :(
                  o zdolności kredytowej wolę nie wspominać, ech...
                  rata 800 ? o kurde, to wtedy przez 30 lat chyba suchy chleb jeść, bo 800 +
                  opłaty za lokal (w warszawie to okolo 400 zł) + inne
                  opłaty, chyba trzeba zarabiać 2500 netto, aby móc myśleć o przyszłości i rodzinie :(
                  a ci co nam każą pracować za marne pieniądze sami swoje mieszkania dostali od
                  państwa, ale nastepnemu pokoleniu mówią, że "nic za
                  darmo", choć sami mieli wszystko za darmo... prezesi, politycy, dyrektorzy...
                  Szkoda, że autor tego wątku nie pomogł sąsiadce jak jeszcze żyła... Mógł
                  chociaż opisac jej sytuacje tutaj...
                  taaaaaaaaaaaaaa, pomogli by, już to widzę, jest wiele takich osób, które
                  potrzebuje pomocy, ja np. chce założyć rodzinę i
                  nie mam mieszkania, ale wiem, że jedyne co mi pozostaje, to walczyć sam, bo
                  nigdy nikt nie pomógł , co najwyżej znajdzie się
                  jakiś sadysta, który wyśmieje taką osobę...
                  • veritas1 nendza z bidom 22.07.05, 23:03
                    wicket.keeper przesadzasz z tym edim :)
                    koleś sam napisał, że dwa lata próbował bezskutecznie, przynajmniej napisał o
                    tym szczerze, a co miał koleś z głodu
                    zdechnąć ?
                    kolego wicket, nie przesadzaj, jeżeli ileś razy się próbuje coś osiągnąć
                    ucziciwie i widzisz, że inni osiągają
                    nieuczciwie, to co ?
                    ja jak kiedyś pisałe, że służba cywilna i ogłoszenia to oszustwo i wszystko
                    odbywa się po znajomości, to mi zarzucano,
                    że jestem malkontentem, że narzekam, bo jestem do kitu i td...
                    sam próbowałem 2.5 roku pracę zdobyć ucziwie, ale jak miałem do wyboru, albo
                    kraść, albo zdechnąć z głodu, to ruszyłem
                    ostatnią znajomość i okazało się, że można mieć spokojną pracę za 2000 w pare
                    tygodni ?
                    wolę nie myśleć co by się stało, gdybym tej znajomości nie miał...
                    wówczas, ci forumowicze (dla mnie to załgane dupki) którzy oskarżali mnie o
                    malkontenctwo i narzekanie na zasady doboru
                    personelu nagle zaczęli na mnie jechać za to, że też jak edi powiedziałem prawdę
                    ( w moim przypadku to było dopuszczenie
                    rozmowy, moje CV trafiło na czyjeś biurko i się okazało, że kogoś o takich
                    kwalifikacjach szukali, ale bez pomocy moje
                    CV by pewnie w koszu wylądowało, bo nikt nie ma czasu czytać wszystkich które
                    przychodzą, a inny znajomy by położył
                    swoje przekolorowane )...
                    kolego wicket, jak kiedyś "realista" podał statystyki, w dzisiejszych czasach
                    większość osób ma pracę dzięki
                    znajomościom, kontaktom, a nie ogłoszeniom i konkursom...
                    więc zamiast rzucać mięsem w ediego za to, że powiedział brutalną PRAWDĘ o
                    rzeczywistości, obrzuć tych co kłamią i
                    udają, że jest okej, tych co pracują w firmie cioci i mówią o tym jak to oni
                    doszli dzięki własnemu uporowi, lub przeciw
                    laskom co robią loda szefowi a rozpisują się, jakie to wrażenie zrobiły na
                    rozmowie kwalifikacyjnej...
                    sam kiedyś poznałem dziewczynę, która była "biznesłoman" i prowadziła firmę
                    którą kupił jej ojciec, a dookoła
                    rozpowiadała jak to ona sama zbudowała i jak to inni są nieudacznikami, nie
                    umieją robić interesów, jaki to ona ma zmysł
                    w biznesie i jak jej pracownicy są leniwi, tyle, że prawda była inna, jej ojciec
                    znajdował się na liści tygodnika
                    wprost i kupił jej firmę, mieszkanie, samochód, a ona to tylko ciągnęła dalej...
                    ja tam uważam, że "edi" powiedział prawdę, a prawda jest wartością samą w sobie
                    i należy mu się za to pokłon...
                    wiesz, po 1945 większość niemców dziwiła sie i nie wierzyli, oburzali się, gdy
                    im się mówilo o istnieniu obozów
                    koncentracyjnych, tak samo jest dziś, ileś osób kłamie udając, że wszystko jest
                    okej, a pare osób powie prawdę i się ma
                    do nich pretensję ?
                    miej pretensje do ludzi, którzy przekolorowują swoje CV, ja np. nie mówię, że
                    znam biegle dwa języki, znam je dość
                    dobrze, natomist są tacy, co umieją "łan, ciu, fry, for, fajf" i napiszą, że są
                    biegli, albo są tacy co raz w życiu
                    włączyli Corela i Photoshopa i napiszą, że biegle się posługują oprogramowaniem
                    graficznym, ja w tego typu programach
                    robię już kilka lat i nie powiem, że umiem je super, tak samo jak z
                    "doświadczeniem na podobnym stanowisku", ja nie
                    pisałem, że mam doświadczenie, a inni ściemniali i może dlatego na 300 CV przez
                    3 lata miałem tylko kilka odpowiedzi, z
                    czego większość to oszuści w stylu YAP...
                    do takich bajerantów miej pretensje, bo dzięki temu ediemu przynajmniej widać
                    "jak jest"...
                    ja niestety mam wątpliwą przyjemność znać osobiście trzy takie przypadki,
                    pierwszy : rok 1992 albo 1991, pewna kobieta w moim bloku (matka kolegi), która
                    oszczędzała całe życie, straciła pracę w
                    wyniku likwidacji przedsiębiorstwa, a gdy chciała odebrać z PKO swoje
                    oszczędności z książeczki okazało się, że w wyniku
                    inflacji z lat 1989-1990 wypłacono jej śmieszne grosze, każdy kto miał
                    książeczkę mieszkaniową i oszczędnościową, wie, co to
                    jest, jak w 1988 były pieniądze na samochód, a w 1991 starczyło już tylko na piwo...
                    matka kolegi powiesiła się, może nie było tu 100% winy bezrobocia, ale i tej
                    książeczki też trochę było
                    kolejny przypadek - pare lat temu, młody mężczyzna z sąsiedniego bloku, też
                    dłuższy czas nie mógł znaleźć pracy,
                    trzeci przypadek - kilkanaście miesięcy temu z drzewa przed moim oknem policja
                    zdejmowała kobietę, która nie mogła znaleźć
                    pracy, nie miała już od kogo pożyczyć, nie starczało jej na leki
                    jakby ktoś chciał się wgłębić w temat i poczytać statystyki policyjne, to by
                    zauważył jak się kształtuje liczba samobóstw w
                    porównaniu z bezrobociem, i twierdzenie, że nie ma między tymi zjawiskami
                    korelacji jest bujdą
                    człowiek, który nie ma pieniędzy na ubranie, jedzenie, grozi mu eksmisja, nie
                    widzi celu w dalszym męczeniu się
                    praca za 500 zł, jak ktos powiedział ?
                    hahahahahaha
                    czynsz 400, bilet miesięczny 66, opłaty inne 200-300 (prąd, gaz, woda, telefon,
                    internet), same te rzeczy dają okolo 800
                    netto, czyli 1200 brutto
                    a gdzie ku.. jedzenie, gdzie ku.. ubrania ???????????
                    a gdzie np. bilety do kina ??????????
                    życie bez przyjemności takich jak obiad w restauracji, kino, wycieczka staje się
                    jedynie wegetacją i staje się coraz bardziej
                    obrzydliwe i nudne, a wy mówicie, żeby pracować za 500 , o rezerwie na wydatki w
                    stylu "zepsuła się pralka i trzeba wymienić"
                    albo np. prawnik, albo remont nie wspomnę, ech...
                    niektórzy to naprawdę materiał na niewolników, bo na GODNYCH LUDZI już nie...
                    zresztą ktoś kto sam nie ma godności i honoru nie zrozumie o czym mówimy...
                    i nie mówicie, że ktoś po stuudiach ma sprzątać albo myć :/
                    rozumiem tą kobietę i współczuję jej rodzinie, bo to dla nich tragedia, na
                    szczęscie Ona ma już wszystko z głowy i nie musię o
                    nic martwić, oby jej duch straszył po nocach balcerowiczów i innych prezesów -
                    bogaczy, co choć sami mają jacht, dwie wille
                    na mazurach i w zakopanem, choć jedzą obiad za 200 euro w hotelu, to każą swoim
                    pracownikom robić po 800, mówiąc, że to i tak
                    za dużo...
                    jeżeli istnieje bóg, piekło, to mam nadzieję, że jej duch spali takich i nie da
                    im spać, aż sami zdechną z wycieńczenia...
                    sam jako małe dziecko przeżyłem skrajną nędzę, chorowałem z powodu
                    niedożywienia, nie było na leki, bezdomność, z matką
                    mieszkaliśmy krótki czas na korytarzu i dziś mogę swobodnie powiedzieć...
                    na szczęście to był poprzedni system i dostaliśmy wkrótce mieszkanie od
                    dzielnicy, dziś niestety było by inaczej, mieszkanie
                    4500 za metr kwadratowy i koniec... o pracy dla nauczycielki nie wspomnę...
                    może dlatego ludzie nie wytrzymują, bo są bezradni - więc podejmują decyzje
                    skrajne, jak np. Ci co w olsztyńskiem dokonali
                    linczu, gdy państwo nie spełnia swojej roli obywatel nie może tego wytrzymać...
                    taki i tu, nie umiała zmienić swojego zycia, nie miała
                    możliwości/koneksji/pieniędzy/znajomosci, nie umiała kłamać i
                    oszukiwać, więc musiała się poddać i uciec...
                    widocznie nie mogła ścierpieć tego, że nie może dzieciom kupić tego, albo
                    tamtego, a to boli, gdy się coś chce i nie można
                    tego mieć, podczas gdy inni mają, choć samemu nie jest się gorszym od nich...
                    jej kwiaty, a gnojom ch.. na grób zamiast krzyża...
                    szkoda tylko, że to tacy jak Ona są w grobie, a nie ta reszta + + +
                    masz rację "sąsiedzie" z tymi dyplomami, oglądałeś dziś dzienniki ?
                    tematem były egzaminy na aplikacje prawnicze, które zdaje sie przed korporacjami
                    i ktoś bez powiązań rodzinnych ich nie zda...
                    tak samo jest ze wszystkim, np. mój kumpel pracuje w takiej branży, że ma do
                    czynienia ze "śmietanką" i "warszawką" i często
                    spotyka się z sytucją, że czyjaś córeczka na przyjęciu zostaje dyrektorką działu
                    w firmie X z pensją np. 12000, pna prezes X z
                    panem prezesem Y wypiją winko i za chwilę pani Z (córka, kochanka jednego z
                    panów) zostaje szefem działu, spokesmanem firmy,
                    albo np. na zlecone robi serwis internetowy za 15000, podczas, gdy mój znajomy
                    takie serwisy robi za 3000...
                    cena zlecenia zależy nie od jego wartości, ale od tego komu się je daje, firma z
                    ulicy dostaje 3000, a firma pani Z (córeczki
                    pana X) robi identyczne zlecenie za 16 kawałków :)
                    czasami ładne wynagrodzenie zdobywa się na przyjęciu towarzyskim i tyle..
                    • veritas1 nendza z bidom II 22.07.05, 23:05
                      a jak ktoś nie wierzy, to niech się przejedzie na okolice cmentarza północnego w
                      stolicy i zobaczy wyścigi samochodów synów
                      panów aktorów, prawników, prezesów, ciekawe kto z was ma Audi TT, albo Golf 4
                      VR6, które rozbija i za tydzień kupuje nowy ?
                      podczas, gdy fachowiec siedzi na bezrobociu, syn znanego aktora dostaje angaż do
                      firmy na zwykłego księgowego tylko np. z
                      pensyjką 8 000 na start netto ?
                      może tego nie mogła wytrzymać sąsiadka autora wątku, że choćby nie wiem jak się
                      starała, to nic nie mogła zmienić...
                      nie tylko politykom, nietylko,może powtórzę mój przykład:

                      prosty rachunek matematyczny:
                      jest do wykonania zadanie, np. wyprodukowanie partii towaru i potrzeba na to np.
                      2000 godzin, ile osób to wykona przy
                      założeniu,
                      że kontrakt jest na 14 dni !!!
                      tak więc (licząc czas efektywnej pracy , odejmując przerwy 200/7=285.7 dnia
                      roboczego, czyli aby wykonać to w 14 dni
                      roboczych
                      potrzeba 285.7/14=20.4 osoby
                      a jeżeli jest pracodawca "wyzyskiwacz" i u niego ludzie mają darmowe nadgodziny,
                      zapieprzają dziennie powiedzmy 11 godzin,
                      to do
                      wykonania tej samej pracy potrzeba 2000/11/14=13 ludzi
                      czyli w wyniku tego jest 7-8 osób na bezrobociu

                      konurent zbankrutuje, bo płacąc uczciwie 21 ludziom po 1500 (31.5 tys) zł ma
                      większe wydatki niż ten drugi gnój płacący 13
                      ludziom
                      po 850 (11 tys), te 20 róznicy facet może podzielić na pół - 10 tys do kieszeni
                      na wczasy w tropiku i 10 na obniżenie
                      kosztów i
                      zwalczenie konkurencji


                      na bakier polityków i ich decyzji zwaliłbym kilkadziesiąt procent przyczyny a
                      nie 100,
                      kilkanaście procent na pracodawców, kilkanaście na sytuację w handlu międzynarodowym

                      a to, że są coraz głupsi politycy, to już inna bajka, poprostu parlament jest
                      odzwierciedleniem spoleczeństwa, które go
                      wybrało, jeżeli badania mówią o tym, że 25 % ludzi nie rozumie instruckcji
                      obslugi urządzenia...
                      własnej postawie ? a tego nie rozumiem, niby temu, że nie robimy po 500 na
                      czyjegoś mercedesa ?
                      wiem, że są ludzie , którzy unikają każdej pracy, bo wolą pić piwo, oglądać
                      mecz, grać na plejstejszyn i siedzieć na ławce
                      pod blokiem, ale to margines rzędu może 3-5%, który jest w każdym społeczeństwie
                      na świecie...

                      na zachodzie, frnacja, niemcy, szwecja, ludzie pracują nawet mniej
                      no chyba, że nie masz rodziny ani hobby i praca to jedyny sens twego życia

                      no chyba, że marzą ci się obozy pracy i stalin i hitler, wówczas ludzie mogą
                      pracować aż umrą z wycieńczenia i wtedy
                      dopiero pracodawca będzie miał zysk, co tydzień se mercedesa będzie mógł zmieniać...

                      nie dając ogłoszenia tylko potwierdzasz regułę o pracy po znajomości, bo inni
                      nie mają szans nawet o tym stanowisku usłyszeć
                      tu jest ten probllem o którym nie raz pisałem,pełno jest ogłoszeń, ale na :
                      dziwki, murarzy, fryzjerki, handlowców, akwizytorów,
                      pseudo agentów ochrony, czyli cieciów lub super kadrę specjalistyczną, a o
                      innych ciekawych pracach się nie słyszy, właśnie
                      potwierdziłaś tą regułę i tyle...
                      co do fair to się wolę nie wypowiadać
      • veritas1 mialem trudne dziecinstwo 23.07.05, 11:41
        o dzieciństwie wolę nie wspominać, bo owszem, spędziłem trochę na ulicy, trochę
        spaliśmy po korytarzach, były czasy, że musiałem
        chodzić w używanej odzieży, że z powodu niedożywienia i chorób płuc (brak
        ogrzewania i odzieży) trafiałem do sanatorium, ale się
        wygrzebaliśmy z dna (dzięki instytucjom państwowym a nie ludziom) i dziś mogę
        mówić prawdę,
        dużo osób biednych nie stać na komputer i internet, stąd ich głosy nie padają,
        na forum padają głosy osób, które stać na komputer i internet, więc jest to
        jedynie segment społeczeństwa, Ty może mieszkasz w
        nowym strzeżonym osiedlu i nie widzisz świata na zewnątrz, ale zapewniam Cię, że
        to nie jest tak, że wszyscy mają 5000 i tylko
        skrajne przypadki to ludzie zarabiający 800...
        a skąd moje spojrzenie ?
        otóż mam dużo znajomych w policji i często się dowiaduję, jak niektórzy
        uchodzący za uczciwych naprawdę doszli do swego i jak to
        teraz za nimi wydział PG chodzi, jak to mawiał bohater 07 zgłoś się : "pesymista
        to były optymista, ale dobrze poinformowany"
        mam też kolegów, co robią za kelnerów w jednej restauracji, w której się
        spotykają "elity" i to co opisuję, to autentyczne
        relacje, z tego jak jeden prezes dużej firmy po pijaku z drugim prezesem znanej
        firmy obsadzają swoje dziwki na szefowe działów,
        jak nieraz dziewczyna po "lodzie" w ubikacji awansuje na kierowniczkę działu...
        oczywiście to nie reguła, ale takie przypadki w czasach dużego bezrobocia są
        częstsze niż kiedyś...
        znam też pare osób - tzw. prężnych biznesmanów, których tatusiowie to np. byli
        pułkownicy SB albo WSW, dzisiaj owi biznesmani mają
        duże firmy, ale kapitał początkowy dostali od tatusiów, a wszelkie koncesje,
        pozwolenia, decyzje administracyjne załatwił w
        urzędzie tatuś pułkownik milicji :)
        mój brat cioteczny sam jest takim biznesmanem, ale zerwałem z nim kontakty, bo
        dorobił sie dzięki najzwyklejszym oszustwom,
        dzisiaj jest dyrektorem, a wcześniej dawał łapówki w imieniu firmy - miał takie
        zadania w firmie, poprostu miał korumpować
        urzędników, on to nazywał "prezentami" i "repezentowaniem interesów firmy"...
        ale ze względu na oskarżenia nie podam Ci konkretnych przykładów np. osób
        mających firmę importującą z branży FMCG, której
        dyrektor jest zwykłym złodziejem i zarobił na włamaniach do mieszkań, zresztą
        włamał się między innymi do mojego, stąd go znam :)
        ale teraz nie mogę o nim napisać, bo wówczas mi grozi proces o zniesławienie, bo
        nie można rozpowszechniać informacji o tym, że
        ktoś jest złodziejem, a szkoda, bo np. w rosji można pokazywać twarze
        przestępców i ich nazwiska a w polsce nie ?!?!
        natomiast ja miałem okazję poznać pare takich "życiorysów" biznesmanów...
        np. gościa co ma pare sklepów i restaurację, a w latach 90'tych był ranny w
        strzelaninie z konkurencyjnym gangiem, jego brata
        zabito...
        niech mi nikt nie mówi, ze przeciętny biznesman chodzi w dresach z kilogramowym
        łańcuchem na szyi pare razy był poszukiwany za
        strzelaniny :)
        okej, przykład drastyczny, ale z realu a nie bajki pod tytułem "jak się
        dorobiłem sklepu, potem kolejnego, bo jestem prężnym
        handlowcem"///
        to był biznes prywatny
        siądź i porównaj np. listę osób zasiadających w radach nadzorczych spółek skarbu
        państwa z np. pracownikami służb specjalnych w
        kacelarii premiera albo ministwerstwie MSWiA lub MON, a okaże sie, że dużo
        nazwisk się powiela :)
        postudiuj np. pare życiorysów dyrektorów ZUS, PKO, NBP
        albo spróbuj zostać przyjęty na aplikację radcowską jak nie masz taty prawnika
        :) - wczoraj w TVN pokazywali i się Kalwas pienił:)
        a zarobki na poziomie 5000 to ma może 1 % ludzi pracujących ( w tym dyrektorzy i
        kierownicy w ministerstwach), no chyba, że jesteś
        informatykiem i programistą, wówczas się zgodzę, ze masz rację...
        a może jesteś świetnym rzemieślnikiem ?
        po za tym zależy kiedy zaczynałeś i w jakiej branży, np. koleżanka mojej matki
        zaczynała jako księgowa w 1995 roku i wtedy miała
        pensję 4000, obecnie jak znów musiała zacząć szukać pracy, to nie spotkała
        oferty wyższej jak 1750 i za tyle musi robić...
        może zdradź kim jesteś - informatykiem programistą czy analitykiem finansowym ?
        poprostu mamy inne poglądy na świat, bo mamy inne źródła informacji, ja mam
        źródła albo od znajomych w mundurze albo z mojego
        ministerstwa o niektórych szefach dużych firm, np. ostatnio w pewnej firmie
        (przed prywatyzacją państwowej) zrobiono następujący
        numer:
        firma miała tabor samochodowy, sprzedała go osobie X (mąż byłej dyrektor) pod
        pozorem obniżenia kosztów stałych za śmieszne
        pieniądze (że niby ciężarówki wyeksploatowane), a teraz od tej osoby X wynajmuje
        ten sam tabor ...
        nie wiem jak to wygląda w kosztach, czy taniej utrzymać 8-15 ciężarówek, czy je
        wynajmować 24/dobę od zewnętrznej firmy
        ????????????
        koleś zaczynał od Wartburga, teraz dzięki temu "kontraktowi" w pare lat willę
        postawił...
        no i co Ty na to ?
        Ty piszesz o klasie średniej, niestety w polsce klasa średnia stanowi zaledwie
        ułamek, a powinno być jej najwięcej, czego i sobie,
        i innym życzę...
        a może poprostu
        nie twierdzę, że świat jest czarno biały, albo, że są tylko zarobki 20 000 i
        800, ale poczytaj kochany Szanujący się statystyki, a
        okaże się, ze tych co mają <1000, to jest większość a tych ze średnią krajową
        tylko pare procent...
        może obejrzyj sobie trochę statystyk np. z ostatniego spisu ludności :)
        czy Ty kolego wogóle czytasz statystyki, czy wiesz ile procent społeczeństwa
        żyje na poziomie poniżej minimum socjalnego ?
        pochodź do sklepu i popatrz ilu ludzi kupuje produkty "z jedynką" , popatrz ilu
        ludzi odmawia dziecku cukierków, czekolady bo ich
        nie stać
        warszawa gdzie mieszkamy to wypaczony obraz polski, u nas jest pełno ładnych i
        błyszczących samochodów, popatrz na ludzi w jakimś
        małym miasteczku w olsztyńskiem, albo w jeleniogórskiem
        > Gdyby było tak, jak piszesz, to rzeczywiście szarym ludziom nie pozostawałoby
        > nic innego niż ze sobą skończyć. Więcej wiary w siebie, a także w innych, w
        > ich dobrą wolę.
        tak jest, ale jest też coś co się nazywa wiarą, nadzieją i wolą życia, to
        właśnie powoduje, że ludzie nie robią głupich rzeczy...
        pointeresuj się trochę np. psychologią zachowań ludzi w obozach
        koncentracyjnych, na syberii, gdzie ludzie robili sobie
        baaaaaaaaaaardzo brzydkie rzeczy, żeby tylko przeżyć, choć ich los był nędzny...
        wiara w jutro i wola życia to coś bardzo silnego i dlatego większość ludzi
        jeszcze się nie powiesiła :)
        dodałbym jeszcze jeden element - strach przed śmiercią, kalectwem, bólem, to coś
        co wielu powstrzymuje...
        pozdrawiam Cię, bo jesteś jedną z niewielu osób, które rozumie, że życie jest po
        to by mieć przyjemność a nie tylko zaharować się
        na śmierć lub jak w japonii wierzyć w firmę jak w boga :)
      • veritas1 maniaprzesladowczamaniaprzesladowczamaniaprzeslado 23.07.05, 11:48
        nie to nie jedna osoba, za to moje prośby do admina o kasowanie kończą się
        fiaskiem, a veritas obraża innych
        na innych forach od paru lat, najpierw zaczynał od forum moda, potem studia a
        teraz filozofia, porównywał
        inne dziewczyny do gówna, dogadywał głównie wykształconym dziewczynom, myślę, że
        to jakiś pryszczaty i
        zakompleksiony cieć, podobno jest kanarem :)
        także ja aniu ja nie mam rozdwojenia, tylkoon ma manię i mnie ciągle
        prześladuje, chyba, że te posty pisze z
        komputera w wariatkowie, bo jego zachowanie to typowy przykład mani
        prześladowczej, ale w drugą stronę,
        uwielbia obrać sobie kogoś i się nad nim pastwić, dla mnie to psychol i tyle,
        ale niestety ma znajomości u moderatora, bo jak ja założyłem pare topiców z jego
        cytatami z innych forów,
        gdzie obraża ludzi, to zaraz skasowano
        • veritas1 NIE RZUCIM NIEUDACZNICTWA SKAD NASZ ROD 25.07.05, 11:18
          ja uważam, że to bardzo niestosowne porównanie, z następujących powodów:
          - w związku z kimś się jest, bo sie go kocha i brak związku nie oznacza ryzyka
          utraty życia :)
          - do pracy się chodzi, bo trzeba zapłacić rachunki, kupić jedzenie, kupić
          ubranie, brak pracy możne oznaczać bezdomność, głód,
          ryzyko utraty życia...
          więc porównanie nie na miejscu
          co do zmiany związku:
          - żaden problem, wystarczy się obracać w określonym gronie i z niego sobie kogoś
          dobrać, też nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy w
          takim związku trwali, bo po co się męczyć, ja tam na związki nie narzekam, co
          najwyżej na to, że nie możemy sobie kupować tego co
          bysmy chcieli i tyle co byśmy chcieli :[
          z pracą napewno nie jest już tak łatwo:
          - ogłoszenia są jakie są i część z nich już ustawiona, a o fajnych wakatch,
          zresztą tutejsi forumowicze sami piszą, że "lepiej
          wziąć kogoś kogo się zna i można polecić" ... cóż...
          uważam, że to złe porównanie pracy do związku, w związku z tym, jak na wstępie :)
          acz powiedz w końcu co robisz, jaka branża, kiedy zaczynałeś, jakie masz
          kwalifikacje, bo narazie prezentujesz się jako tajemniczy
          wujek dobra rada, który tylko się mądrzy, a nic konkretnego nie mówi, "motyla
          noga" ;)
          a co do statystyk, to jak znajdę to Ci linka podeślę, ale powyżej 5 000 PLN to
          stary co najwyżej 2% ludności ma (dolicz sobie
          oprócz pracujących, bezrobotnych, emerytów i rolników) albo rzeczywiście z
          księżyca jesteś :)
          a tak wogóle to ciekaw jestem, czy do tych statsystyk doliczono polaków
          pracujących za granicą, przez co wzrosła "średnia krajowa"
          ?
          piszesz o kumplach co jachty kupują ?
          moi kumple się martwią, bo nie mogą dziecku pampersów kupić albo ubranek, z
          których co chwilę wyrasta, a Ty o jachtach ?
          tak czy inaczej pozdrawiam z ziemi :)
          • veritas1 ja chcialem dobrze ale znowu nie wyszlo 06.08.05, 18:16

            może Uzo masz rację, że pewność siebie, pewnie masz rację, ale to tylko świadczy
            źle o pracodawcach, a nie super o tobie,
            bo skoro oni zatrudniają kogoś innego niż chcieli, to znaczy, że nie wiedzą kogo
            chcieli, to trochę tak jakbym przyszedł do salonu
            samochodowego i chciał kupić wygodną limuzynę do jazdy a facet mi wciska
            ciężarówkę terenową i zachwala, że ma
            taaaaaaaaaaaaaaaaaki duży kufer :)
            to by świadczylo, że jest się dupkiem bezwolnym, bez własnego zdania i nie
            wiedzącym, czego się chce, skoro sprzedawca sprzedaje
            coś innego, niż klient chce...
            jeżeli koleś chce kogoś z płynnym angielskim i np. inżyniera, a bierze kolesia
            bez języka, to tylko świadczy o tym, że jest głupim
            pracodawcą...
            acz gratuluję szczęścia...
            Jakiś czas temu Ci odpisałem, ale pewnie przeoczyłeś, więc wklejam jeszcze raz:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=26846331&a=26917392
            A tym razem pragnę na chwilę zatrzymać się przy Twoim tekście o koleżance, co
            to się dorobiła na oszkodowaniu po dziadku. Otóż, Drodzy Forumowicze, w naszym
            śmiesznym kraju tak już jest, że ludzie często na pozór wydają więcej niż
            zarabiają, nieraz wydawać by się mogło, że rozchody przewyższają przychody (te
            z pensji/zleceń). Rodzi się pytanie, jak to możliwe. Ano możliwe, i to jak
            najbardziej, gdyż ludzie często oprócz zarobków z pracy mają dodatkowe dochody,
            np. w postaci zysku z wynajmowanych innym nieruchomości; czasem pojawia się
            zastrzyk finansowy w postaci spadku itp.
            to nie jest moment na taki podatek, a tłumaczenie, że to zwiększy wzrost i
            zmniejszy bezrobocie jest śmieszne
            większośc pracodawców ma albo kontrakty meneżdzerskie, albo umowy zlecenie,
            umowy o dzieło, albo sztab księgowych i i tak płacą
            inaczej
            dużo z osób dających pracę rozlicza się jako firma, a więc nie jako podatnik od
            osób fizycznych, to że jakiś dyrektor dostanie
            dodatkowe 5000 nie zaowocuje zwiększeniem miejsc pracy... kupi se zegarek rolex...
            te najwyższe podatki płacą dyrektorzy w administracji państwowej, posłowie,
            dyrektorzy w spółkach (od orlanu, poprzez TVP) - tacy
            nie stworzą miejsc pracy, co najwyżej w fabryce mercedesa albo w hotelu majorce
            jedynie co by to przyniosło, to pieniądze na rozrywki dla paru tysięcy osób,
            wątpię, aby na tym chociaż 1 000 polaków miało
            stworzone nowe miejsce pracy
            tłumaczenie , że podatek liniowy jest super pomysłem na zwalczenie bezrobocia i
            rozwój kraju jest raczej nonsensem (jeżeli mowa o
            stawce np. 19%)
            jeżeli jest pomysłem, to co najwyżej na zysk dla małej i wąskiej grupy...
            inne niskie stawki podatkowe zaowocują brakami środków na obronność (w dobie
            terroryzmu) czy szpitale, więc pomysl 10% dla
            wszystkich raczej by spowodował bakructwo kraju...
            jeżeli ma następić wzrost to na konsumpcję musi mieć więcej niż tylko pare
            tysiecy osób w 40 milionowym kraju... osoby bogate już
            mają dobra kosumpcyjne, rynek rozkręciło by danie zwyklemu kowalskiemu większej
            pensji, bo wtedy kowalski by kupił sobie DVD w
            sklepie, zrobił remont, zamówił pizzę...
            ja w poprzedniej pracy miałem taką N. , szef ją sprowadził do warszawy, dal jej
            mieszkanie, opłacał zaoczne studia, telefon bez
            limitu, miała najmniejsze wyształcenie z nas wszystkich (my wyższe, ona
            średnie), nie znała języków a zarabiała 3 razy tyle co
            reszta, tzn, my po 800, ona 2500-3000
            jak przychodził mail reklamowy, to ona podnosiła sensację, że to korespondencja
            z nowym kontrahentem i żeby natychmiast jej
            przetlumaczyć, co chwilę tylko donosiła szefowi, chciała wszystki rządzić,
            wtrącała się w każdą działkę, nawet ściśle techniczne,
            a nie umiała nic...
            jak popełniała błąd, to ktoś inny za to odpowiadał, np. popełniała błędy w
            rachunakch, tzn, pracując w magazynie dziewczyna w
            kartotekach popełniła ileś błędów w stylu 520-300=320
            a ktoś kto przejął po niej pracę mial za ten stan magazynu i braki odpowiedzieć
            finansowo, bo szefowi brakowało 100 szt, potem
            miałem przejąć ja,
            ja pokazałem szefowi te błędy (ewidentne błędy w dodawaniu i odejmowaniu na
            kartotekach), gdy to ja miałem przejąć po niej jej
            byłe stanowisko pracy i odpowiedzialność materialną, wkrótce wyleciałem
            cóż, pani N się nigdy nie myli...
            po tem jak się dowiadywałem od osób które jeszcze się utrzymały, to pare osób
            przez nią wyleciało lub odeszło same...
            są takie osoby w firmach, nie wiem czy ona była jego rodziną, czy poprostu
            lachociągiem, ale co pare miesięcy jakiś awans, nawet
            za cudze sukcesy, ale ona była w dziale, więc co miesiąc premia i co chwilę
            jakaś podwyżka...
      • veritas1 tak mi zle tak mi zle tak mi szaro 07.08.05, 09:00
        kredyty kredyatami, a dużo tych ładnych samochodów to są powypadkowe z zachodu,
        tam używany i lekko stuknięty pojazd ma bardzo
        niską cenę,
        wiem, co mówię, bo ojciec mojego kolegi zarabia sprowadzając wozy, potem je
        klepie, lakieruje, wymienia znaczki,
        niby z wierzchu taki ładny np. Renault Megane, VW Golf III, Volvo V40, a te wozy
        sprzedaje z niezłym zyskiem za ceny porównywalen
        z nowym Fiatem Panda czy Punto
        ale zakładając, że mówisz o nowych wozach, oraz o gettach dla nowobogackich,
        jachtach, aparatach fotograficznych za 7 tysiaków (
        EOS 20D, 10D )
        fakt, to wszystko się sprzedaje, ale to wszystko kupuje mała i wąska grupa społeczna
        a Ty Szan jak zwykle z paru procent robisz większość , cóż za niematematyczne
        podejście
        większość ludzi się cieszy jak na raty kupi aparat za 800 zł, a o czymś takim
        jak EOS 350 nie myślą...
        te getta to głównie nasza Warszawa, sam znam teraz pare osób z takich gett
        moja jedna kumpela mieszka na takim osiedlu ogrodzonym i kamerowanym
        sprowadziło się kilku biznesmanów i zarządali od władz spółdzielni krat,
        większość ludzi była przeciw, bo to koszty, ale cóż...
        przeszła decyzja, czynsze wzrosły
        jak ona się tam sprowadzała z rodzicami, to nie było tych krat
        getto się zrobiło później, tyle, że czynsz tak wzrósł w ciągu paru lat, że teraz
        jedzą chleb, ziemniaki, wędliny i produkty "z
        jedynką"
        zapytasz a skąd ona ma nowe mieszkanie, że niby w polsce nie jest źle ?
        a Ci odpowiem - reparacje wojenne po dziadku w obozie hitlerowskim i renta w euro...
        nie wiem w jakiej dzielnicy, gdzie żyjesz, po za tym, że cały czas tylko
        prowokujesz nie podając swojego zawodu... zero
        konkretów...
        ja podaję konkrety...
        średnia krajowa to wielkość zarobków obliczona na podstawie milionów ludzi
        (chyba wiesz, że ponad 90% ludzi płaci stawkę 19%) i
        kilku jednostek w stylu prezesi spółek (nawet kilka milionów złotych rocznie)
        nie można z paru panów z BCC czynić ogółu społeczeństwa, bo to co Ty opisujesz,
        to tak jakby napisać "ludzie mówią, że psy są miłe
        a mnie jeden pogryzł"
        no wiele to miłe kanapowce i jest pare agresywnych... tak samo piszesz Ty, że
        ludzie narzekają na biedę, a jej nie ma...
        każde uśrednianie i statystyka tak działa...
        np. znam kogoś z rodziny prawniczej, z racji koneksji dziewczyna jest adwokatem
        (sprawa "korporacji i egzaminów & Kalwas
        entertaiment group") i dzięki takiemu zawodowi, ma kupę kasy, ma partament w
        którym cały pokój stanowi garderoba, ma pokój
        telewizyjyno-kinowy itd...
        przykład : statystycznie na X osób przypada np. 4 kina domowe, 8 wież hi-fi, 50
        sukienek, 40 par butów
        problem pojawia się na tym, że na X osób jedna ma 2 kina domowe, 2 wieże, 20
        sukienek i 10 par butów, kolejne dwie osoby mają po 1
        kinie domowym, wieży, po 5 sukienek i par butów, a na pozostałe X-3 (np.
        kilkanaście osób) przypada 4 wieże, 20 sukienek, 10 par
        butów...
        tak powstaje statystyka, jednem ma bardzo dużo, wielu ma malo, ale statystycznie
        wszyscy mają okej...
        Ty też tak mówisz, jachty, limuzyny, apratamenty...
        na wyzej wspomnianym osiedlu mojej kumpeli (tej od krat :) ) też stoi trochę
        takich luksusowych wozów, tylko, że np 3 czy 4 mają
        jednego właściciela (np. mąż ma terenówkę i limuzynę, jego żona sportowy, a
        synek ma coupe)...
        Ty widząc 4 wozy mówisz, że "zajebicho, 4 rodziny mają fajną brykę", a to jest
        tak, że 3 nie mają, a tylko jedna ma 4 bryki...
        przed moim oknem też stoi pare bryk na cały blok :)
        3 należą do jednego dresa, co go czasem w radiowozie wywożą...
        3 do rodziny prawniczej (syn, ojciec, matka)...
        2 do rodziny prokuratora...
        2 do gościa co handluje na stadionie X lecia- tzw. szara strefa...
        to są bryki w klasie powiedzmy to Citroen Xara, Renault Megane, Mercedes E
        (okular), sportowy Ford , Vectra
        pozostałe kiepskie bryki (polonez, fiat 125, maluch, cienias, skoda 120 l z 1980
        roku) należą do reszty ludzi w bloku i zazwyczaj
        stoją, bo benzyna droga...
        więc wiesz, ja też mógłbym przekłamywać rzeczywistość i powiedzieć, że jest
        zajebiście, bo 50% samochodów jest dobrej klasy, a
        więc ludzie są zamożni...
        tyle, że prawda wygląda inaczej, 10 wozów należy do 4 rodzin, a pozostałe 10
        można rozbić na 2 bloki (ponad 140 mieszkań) :)

        Szan po raz kolejny prowokujesz, a może Ty socjolog albo psycholog jesteś , że
        badasz reakcje ???
        • veritas1 <to znowu ja> 13.08.05, 08:25

          fajne uczucie, ale ja do mojej poprzedniej nie zaglądam, bo tam taka rotacja, że
          po pół roku od odejścia już nikogo nie
          było kogo bym znał, a i tak ochrona ma zakaz wpuszczania byłych pracowników...
          to było miejsce gdzie łamano kodeks pracy, nie płacono za nadgodziny, szef
          oszukiwałe, miał ileś spraw sądowych, a do
          firmy się wchodzi, jak szef pozwoli cieciowi, zresztą z tego co słyszałem
          niedawno o mało co go zlinczowali :)
          jak przychodził do firmy, to pracowało w niej ponad 300 osób, a jak wychodził to
          180 i jeszcze im poobniżał zarobki,
          zabrał dodatek za wysługę lat, zabrał premie, ponoć ochrona go musiała ratować
          przed ludźmi :)
          ludzie przed jego przyjściem zarabiali około 1500 netto, teraz kupę osób robilo
          za najniższą krajową...
          facet narobił kupę długów, nie płacił dostawcom, np. ja jak tam pracowałem to
          byly sceny w stylu: nie puścił prpzelewu
          do firmy dostarczającej dany surowiec, a ja miałem opie.. że jako
          zaopatrzeniowiec nie umiem załatwić surowca, pomimo
          braku płatności, on uważał, że dostawcy jemu powinnni jeszcze dopłacać za to ,
          że bierze od nich towar, firma wszędzi
          była zablokowana (za brak płatności), a zaopatrzenie miało zjeby , że nie ma
          surowców do produkcji...
          ale nie z powodu trudnej sytuacji, tylko dlatego, że prezes sobie po świecie
          latał, dom budował, meble dębowe ręcznie
          robione kupował, samochód co pare miesięcy zmieniał...
          żałosne i paranoja...
          jak przychodził firma funkcjonowała dobrze, jak go zwalniono, to kupę maszyn sie
          rozsypuje od braku serwisu i
          wyeksploatowania, próbował oszczędzać na pensjach, na serwisach maszyn, na
          remontach, za to wybudował sobie domek i
          zwiedził pół europy, ludzie mieli go dośći zarząd spółki odwołał "prezesunia" :)
          cała historia działa się w dawnej spółce skarbu państwa, sprywatyzowanej, ale
          koleś był mianowany politycznie, teraz
          wszyscy tam odetchnęli :)
          ...ech, prezencja...
          obrotni to są potrzebni w sprzedaży, a prezencja potrzebna jest aktorkom i
          panienkom do towarzystwa...
          ale ciekaw jestm jak by ci prezencja i obrotność pomogła, gdybyś miała policzyć
          naprężenia w konstrukcji albo np. miała
          zaprojektować układ elektroniczny ?
          po to się studiuje,
          wiesz np. co to jest prawo Ohma, Thivenina ?
          wiesz jaka jest gęstość stali, mosiądzu jaki jest skład pierwiastkowy stopów
          używanych np. do konstrukcji silników ? wiesz czym
          się różni stal od staliwa od żeliwa ?
          umiesz policzyć koło zębate, tak, abby przekazująć odpowiednią siłę miało
          wytrzymałe zęby i jednocześnie było najlżejsze ?
          wiesz ci to jest moment obrotowy, moment pędu, umiesz policzyć wyznacznik macierzy ?
          nie, to nie marudź, że ludzie po studiach nie nadają się do pracy...

          widać, że jeszcze nie masz studiów, bo tego poprostu nie rozumiesz, po co one są...
          ja też mam takiego znajomego w pracy, co jest cieciem i np. raz stwierdził "wy w
          tym biurze tylko se siedzicie i pykacie w
          komputery, a ja mam ciężką pracę, bo jak pada deszcz to wokół budynku muszę
          chodzić, a ci z biura zarabiają więcej..."
          twoja wypowiedź zabrzmiała nieco podobnie, tamten nie umiałby stworzyć
          dokumentacji technicznej w obcym języku, ale uważa, że to
          jego praca jest lepsza, bo "oni tylko se siedzą w fotelach i pykają"...

          znam też jednego automatyka po studiach co ani nie ma prezencji (garbaty ), ani
          nie jest obrotny (sam pracy szukał długo) , ale
          jak dostanie schemat elektroniczny do ręki (taki rysunek z kondensatorami,
          cewkami, opornikami, tranzystorami) to powie do czego
          służy urządzenie i potrafi naprawić telewizor albo zepsute urządzenie sterujące
          windą...

          a co do tej dziewczyny o której piszesz, że skończyła studia i nie umiała
          napisać CV, (może jej chodziło o list motywacyjny), może
          o formę graficzną (daty rosnąco, daty malejąco), ale może umie pisać reakcje
          chemiczne o których ty nie masz pojęcia, a może jest
          mikrobiologiem ?

          acz są też kierunki na których nie robi się nic, może tacy mają kłopoty z
          Wordem, sam często się wściekałem, jak trzeba było po
          kimś edytować a ktos justował spacjami ani nie umiał przenosić do nowego wiersza
          czy na nową stronę...
          ale różne wersje Word w różnym środowisku Windows potrafią zmieniać położenie
          tekstu, więc nie czepiajcie się tego CV w .doc, bo
          tam zawsze się coś może rozjechać...
          a zresztą można pisać w open office, darmowy i nie ma autokorekty bez pytania...
          nie rozjeżdża się tylko w pdf i po wydrukowaniu
      • veritas1 chlip 13.08.05, 08:30
        heh, a teraz realista jest malokntent, a nie ja, hehehehehehe
        no więc szanowny kolego realisto, oni tego co piszesz nie rozumieją, bo są za
        głupi lub za chciwi:
        1) jedni są chciwi (to ci co wylewają do lasu zamiast utylizować, a jak już
        zdejmą osłonę, to zamiast dwu robotnic, maszynę
        obsługuje jedna - przypadek z mojej poprzedniej pracy, ale nie obcięło kobiecie
        ręki, tylko zmiażdżyło, a prezes ją wywalił), to
        głównie pseudo managiery, w stylu tych, których ja w poprzedniej firmie miałem,
        facet dał starą drukarkę, bez oprogramowania
        (sterowników) a do pracowników miał pretensję, że nie drukowali mu dokumentów,
        do debila nawet nie docierało, bo on nie rozumiał
        co to jest 'plug and play" albo urządzenie wymagające sterowników...
        2) a głupi są pracownicy, też... zwłaszcza ci co mają pretensje do innych, bo
        już mają w głowie mentalność niewolnika, nie wiem,
        czy byłeś już na tym forum, jak ponad rok temu opisywałem pewną sytuację w mojej
        byłej firmie:
        mianowicie, pan prezesunio ileś razy obiecywał wyrównać za nadgodziny, za efekty
        w pracy , obiecywał podwyżkę, a gdy raz się go
        zapytałem publicznie o to wyrównanie za nadgodziny, to obecna w sali 'koleżanka"
        rzuciła się do mnie z pretensją cyt." my tu
        wszyscy siedzimy po godzinach za darmo i nie mamy takich roszczeń jak ty"
        no więc drogi realisto, jak pisałeś wcześniej - wyjedź z tego popieprzonego
        kraju, bo szkoda Twoich nerwów, zdrowia, czasu,
        życia...
        pewnie tak jak ja jesteś młodym facetem po polibudzie, który chce założyć
        rodzinę, ale z zarobków oferowanych przez polskich
        pracodawców nie kupisz mieszkania, nie wyposażysz go...
        baaaaaaaa ktoś Cię obrzuci błotem "mieszkania się burżujowi zachciało, my tu w 7
        osób wynajmujemy kawalerkę"...
        tu zawsze z jednej strony bęziesz miał złodzieji, oszustów, naginaczy prawa,
        którzy w razie czego zasłąniają sie adwokatami,
        a z drugiej strony wyścig małych szczurów do zgiłego ochłapu, które są gotowe
        zaharować się na śmierć za darmo, choć żadnego
        efektu z tej pracy nie mają...
        ja juz siadłem za kolejny język obcy i za pre latek sobie wyjadę chyba...
        ludzie ogólnie w tym kraju nie lubią jednej rzeczy - PRAWDY
        jest to śmieszny kraj, można szukać 3 lata pracy za 1000, a ze znajomościami
        znajduje się w 3 tygodnie pracę za 2000
        nie ważne ile ma się umiejętności, języków, jakie były oceny na studiach...
        ciągle się nas oskarża o malkontenctwo i postawę roszczeniową, jeżeli to pada z
        ust oszusta pseudopracodawcy, to zrozumiem, ale
        jeżeli ze strony pracownika, to zakrawa na monty pajtona i cyrk absurdu...
        ludzie nie mają pojęcia jaki socjal jest na zachodzie : francja, szwecja,
        niemcy, nawet w w australii , nowej zelandii, kanadzie
        mam tam trochę rodziny i to co dla nich jest normalne, to u nas jest nazywane
        reliktem PRLu
        ludzie nie wiedzą jak żyje świat rozwinięty i dążą do życia w trzecim świecie...
        zresztą statystyki pokazują, ze bliżej nam do trzeciego świata,
        niski poziom przemysłu, raczej same usługi nie wymagające wysokiego rozwoju
        technicznego, ogromne spolaryzowanie dochodów, tzn. 5%
        ludności ma 90% dóbr, a 95% ludności ma 5 % dóbr...
        nie wiedzą, że np. w kanadzie osoby powyżej pewnego wieku mają leki dotowane
        przez państwo, że w australii jak się ma ileś lat to
        pańswto zapewnia dodatek do czynszu, nie mają pojęcia o tym jak wygląda życie
        poza naszym polskim piekłem...
        i chyba tego się nie zmieni...
        nie wspomnę o sile nabywczej pensji... np. we francji za przeciętną pensję można
        kupić 2 aparaty cyfrowe klasy Nikon 8800, u nas
        to wymaga co najmniej 3 pensji...
        polecam utwór " telekomunikacja " zespołu KURY "...polska to kraj dla robotów,
        bo dla ludzi już nie, tu zarobisz jedną trzecią
        zapieprzając za trzech...":)
        dodatkowo ludzie nie rozumieją, że praca to czynność wykonywana dla pieniędzy
        (bo czynsz, jedzenie i ubranie kosztuje), nie
        rozumieją , że pracodawca zakłada firmę, żeby osiągać zysk (bo jest na dany
        towar popyt na rynku), czyli, że ich praca polega na
        wypracowywaniu mu zysku, a skoro oni jemu wypracowali, to znaczy, że im się
        należy procent od tego zysku, za to gdy kandydat do
        pracy pyta się o pensję, to mu mówią, że ma złą motywację i potem ktoś siedzi na
        bezrobociu...
        jak już to kiedyś napisałem, skoro pracodawca zakłada firmę, aby osiągać zysk,
        to nie rozumiem czemu pracownik ma nie pracować dla
        pieniędzy...
        dla wielu osób to abstrakcja...
        tak samo z tym "uczciwym" podziałem o którym piszesz, mój były prezes uważął, że
        uczciwy podział to jego zdaniem "101% dla mnie,
        -1% dla załogi"...
        sam co pare miesięcy zmieniał samochód, kupował meble ręcznie robione do domku
        letniskowego, jadał w restauracjach najlepszych
        hoteli - co puszczał w koszty firmy i odzyskiwał VAT, a ludziom mówił, że jak
        nie ma materiałów biurowych, to mają za własną
        pensję kupować długopisy i dyskietki...
        ja mu nie daruję tego, że np. obiecywał mi kasę za serwis www firmy, za naprawę
        jednego sprzętu elektrycznego jako oddzielne
        zlecone, a potem wywalił, gdy się śmiałem domagać zapłaty za wykonane dodatkowe
        zadania w czasie po pracy i w domu...
        był w tej poprzedniej firmie nawet przypadek, że kolega malował biuro własnymi
        narzędziami !!!
        miał za to dostać 200 zł, a wkrótce został wywalony...
        a wszyscy spuszczali głowę i mu przytakiwali, a gdy ktoś chciał wyrównanie za
        nadgodziny, lub dopominał się zapłaty, to go
        gasili...
        w takim kraju żyjemy...
        tak samo było ze mną, mnie też nazywali malkontentem, gdy mówiłem, że ogłoszenia
        z BSC są ustawione... teraz sam mam pracę
        ustawioną z BSC i co ? i huj...
        udowodniłem, że to prawda :) ja przynajmniej mam wykształcenie w miarę zgodne z
        wykonywaną pracą, a wiele osób koło mnie to np. po
        filozofii, architekturze krajobrazu, zarządzaniu ekologią, albo nawet
        archelogii, pomimo, że branża inżynierska...
        nie znają się, dużo psują, pół dnia spędzają na "papierosku" i "kawusi"...
        znów się zaczynam oglądać za pracą, bo tu mi się poprostu nudzi, a chcę coś w
        życiu osiągnąć a nie zgnuśnieć...
        ale prywaciarz mi chce zaoferować mniej brutto niż ja mam netto...
        ech...
        ani Ty ani ja tego nie zmienimy, przynajmniej ja dojrzałem do tego, że szoda nerw...
        i dalej będę twierdził, że to wszystko jest ustawione, tylko różnie, albo
        ustawiony etat pod osobę, albo "tylko te CV z tej kupki
        oglądamy"...
        a z tymi oszczędnościami wśród biznesmanów to czasem bywa śmiesznie, gdy
        oszczędzą w firmie 100 złotych na częsci zamiennej a
        rozsypie się maszyna za 200 000 :)
        na głupotę nie ma rady, ja tam chodzę i wszystkim przytakuję :)
        ogólnie pozdrawiam Cię z całego serca i szczerze :)
      • veritas1 aaa boli 13.08.05, 08:34
        korea jest rządzona przez chorego psychicznie tyrana i tyle...
        co do białorusi, to kraj podobny pod tym względem, acz przecież większośc
        bialorusinów nie narzeka tak jak mała polska
        mniejszość...
        sam mam rodzinę na białorusi i ten obraz przedstawiany przez nasze media jest
        wypaczony... nie mówią o tym, że się buduje
        autostrady, że się szuka inzynierów do pracy (ogłoszenia nawet w GW w warszawie)...
        białoruś to nie tylko głód i tyrania, to poprostu biedny kraj, ale w mediach
        wypaczony do poziomu korei, oczywiście jest tam dużo
        biedniej niż w polsce , ale napewno nie można stawiać tego państwa razem z koreą
        północną...
        moja daleka rodzina tam żyje i jakoś nie narzeka, pomimo, że w polsce
        studiowali, to tam jako inżynierowie w fabryce w przemyśle
        ciężkim mają pracę bez problemu... ich zarobki w euro lub dolarach są śmiesznie
        małe, ale przy ich poziomie cen żywności i
        czynszu, to żyją na lepszym poziomie niż ja, bo mają większe mieszkanie i
        samochód...
        oczywiście na prowincji jest bida, ale to poprostu zamrożony USSR i tyle... a
        nie korea ani państwo afrykańskie gdzie ludzie
        masowo umierają z głodu i braki opieki medycznej...

        natomiast kuba ma np. nałożone embargo i nie ma po za trzciną cukrową nic...
        dawanie takich przykladów jest niepoważne... naszczęscie nie dałeś przykładu
        Kuby, ale pewnie ktoś by dał...
        co do przykładu byłego szefa - tylko taki "przykład" w zyciu miałem, koniec
        kropka, obecny szef jest cichy i prawie się nie
        odzywa, ale to budżetówa a nie firma...
        a przykład drukarki pokazuje świetnie, jakie kwalifikacje ma część
        "menedżmentfu" w firmach, sam obecnie nieraz mam doczynienia z
        takimi, którym mówi się jakie dokumenty mają przysłać 4 razy, a facet po raz
        piąty przysyła coś innego niż to czego wymagamy i po
        raz kolejny przeprasza, jakby nie rozumiał prostego zdania po polsku...
        obecnie w mojej pracy mam do czynienia z wieloma szefami dużych firm i powiem
        szczerze, że nieraz to są ludzie nie rozumiejący
        prostego pisma... ale chyba ich "duma" nie pozwala im na n wysłanie do mnie
        prostego pracownika merytorycznego , z tego co ja
        widzę, to część z tych firm funkcjonuje tylko dzięki mądrym i fachowym
        robotnikom, bo szef-właściciel nie ma pojęcia o co
        chodzi...
        poprostu facet miał kapitał z handlu i teraz z racji finansowania spółki próbuje
        udawać mądrego... zamiast siedzieć cicho i
        pozwalać pracować pracownikom merytorycznym... on musi się pokazać, że jest
        prezesem i sam przyjechać, hahahahaha.... nie wiem co
        mu szkodzi wysłać jakiegoś technika, oczywiście tacy przedsiębiorcy narzekają na
        urzędy i administrację, na długie postępowania,
        ale złozyć odpowiednie dokumenty, to dla nich zbyt wielki wysiłek umysłowy...
        nawet po 4 wezwaniach pisemnych ...
        może Ty nie znasz takich głupich szefów, ale ja miałem już takich ludzi u
        siebie, że glowa puchnie...
        nie wiem jaki procent wśród właścicieli firm stanowią debile, ale myślę, że nie
        jest to mały margines rzędu 1-2%, inaczej polska
        gospodarka by kwitła... przy takiej liczbie osób wykształconych, z językami...
        właśnie tacy potem zatrudniają menedżment średniego szczebla w stylu tego od
        drukarki, zatrudniają nie fachowca, ale kogoś kto
        tylko umie krzyczeć...

        a co do USA, częściowo ich sukces wynika nie tylko z czynników gospodarczych,
        ale militarnych, bo np. napadną jakiś kraj, zabiorą
        jego zasoby, o lat 60'tych mieli podział na kolory ludzi, mieli wcześniej
        niewolnictwo...
        ich sukces nie był zbudowany wyłącznie na ciężkiej pracy i dobrych pomysłach,
        ale rówież na cudzej krwi...
        chcesz wiedzieć jak ?
        np. polska miała chyba do indoznezji (albo innego kraju w azji wschodniej)
        sprzedać kilka lat temu broń, bo ZM Łucznik Radom
        wygrał kontrakt, wkrótce USA nałożyło embargo na handel bronią z tym krajem,
        owszem zdjęło embargo, ale dopiero jak ów kraj kupił
        dla armi M16 od Colta...
        słyszałeś o tym ?
        jest wiele takich przykładów "wolnej konurencji" w stylu karabin przy głowie
        "pan kupi nasze", a słyszałeś o wypowiedzeniu układów
        o emisji zanieczyszczeń i innych tego typu ?
        słyszałeś o sierra leone , o państewkach na oceanii co mają wielkie zasoby
        surowców (złoto, diamenty, ruudy metali), a zero zysku
        z faktu ich wydobycia przez koncerny z usa ?
        słyszałeś o zmianach rządów, o operacjach CIA polegających na "eliminacji"
        niewygodnego dla ich gospodarki polityka wybranego
        przez obywateli kraju ?
        jak nie to trochę przykladów można posypać z lat 70'tych i 80'tych...
        afryka, ameryka południowa i środkowa...
        my - polska nigdy na nikogo nie napadliśmy, nie zmienialiśmy rządu w kraju X, bo
        nie kupił od nas samolotu lub transportera
        opancerzonego...
        tak również budowali swoją potęgę...
        usa po za tym ma ogromne rezerwy surowców naturalnych i porównywanie ich
        gospodarki do gospodarki małej polski jest trochę jak
        porównywanie tira i samochodu sportowego pod względem zdolności przewozowej :)
        więc sory, ale USA swoją politykę handlową prowadzi czasem niezbyt ładnie
        delikatnie mówiąc...
        oczywiście nie jest to reguła, ale jednak ich pozycja militarna i polityczna
        wpływa na pozycję ekonomiczną, moża też tu dodać
        przykład firmy microsoft, która nagle na świecie zaczęła prowadzić walkę z
        piractwem, zamiast obniżyc cenę windows i która zaczęła
        zwalczać freeware w ameryce, np. w usa wiele programów freewarowych można pobrać
        ze stron www dopiero po zaplaceniu za dostęp do
        działu downloadu, ciekawe , nie ?
        raz na jakiejś amerykańskiej stronie znalazłem płatne czcionki i sterowniki do
        urządzeń - a sterowniki są freeware i pobieranie za
        nie opłaty jest zwykłym złodziejstwem...
        po za tym nie chciałbym żyć w usa, gdzie wszystko kontroluje miejscowy szeryf z
        nadwagą i wszyscy słuchają country albo snoop doga
        okaj, ale jak się nie zna, to niech się nie czepia "czemu to nie działa", a na
        argument, że brak jest płyty ze sterownikami, niech
        nie odpowiada "wy mi zawsze utrudniacie i nie mogę wykonać harmonogramu"...
        jak się nie znają, to niby jak mają kontrolować i na jakiej podstawie tę pracę
        oceniać ?
        na jakiej podstawie ???????????????????????????
        tylko nie mów, że na podstawie zysku, bo jak kierownik dostarcza pracownikowi
        złe , niedziałające narzędzie pracy, to nie jest
        winą pracownika, że tego zysku nie ma, tylko osoby która dostarczyła
        niedziałające narzędzie do wytwarzania tego zysku, ale
        zazwyczaj kierownik idzie do dyrektora i mówi, że ma zły personel, a dyrektor
        nie słuchając personelu, wywala go i bierze
        następnych...

      • clk Re: Moje zycie bylo jest i bedzie ciezkie... 13.08.05, 12:32
        Witam,
        nie jestem po studiach. Studia zakonczylam po 2 latach, bo mnie na nie nie stac.
        Moi rodzice strwiedzili,ze nie beda utrzymac corki. Trudno.

        Moj drogi. Ja zaczynalam od NAJPROSTSZYCH prac, juz pod koniec liceum. Potem tez
        kiepso, ale wszystko to dawalo doswiadczenie, jakiekolwiek. Obecnie mam 22 lata,
        dostalam teraz super prace, moze nie za jakies zajebiste $$, ale jak bedzie
        dobrze, bedzie podwyzka. I bede mogla kontynuowac studia.

        Wszystkie moje prace dostawalam sama! Nikt mi nie pomagal.

        Zamiast pisac takie rzeczy na forum, wez sie do roboty, idz gdziekolwiek, naucz
        sie czegos, zebys mogl wpisac do CV jakakolwiek prace.

        mi nikt nie pomagal.

        A i za 800 zl ludzie zyja.
        Pamietaj o tym
        • veritas1 [][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][][] 13.08.05, 13:33
          A dlaczego? Nalezy sie!!! Nalezy!!! Kiedys bylo lepiej!!!
      • veritas1 -.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-. 14.08.05, 11:29
        ja tą paranoję odbieram inaczej, miałem stypendium naukowe, to ja byłem tym
        "dobrym studentem", co się "przykładał, mogłem się
        swobodnie posługiwać swobodnie dwoma językami, komputer w jednym palcu i co ?
        i 1.5 roku na moje CV nie miałem żadnej odpowiedzi, a wysłałem ze 300
        (nie liczę 4 odpowiedzi od oszustów w stylu YAP), a czemu ?
        bo wszyscy pracodawcy wymagali "kilku lat udokumentowanego doświadczenia na
        podobnym stanowisku"
        nie wiem skąd "iwona" wzięłaś te ogłoszenia, w których liczy się dobra średnia
        ze studiów ?
        bo jakoś moi koledzy "umiejący bajerować" pracę mieli, pomimo tego, że warunków
        mieli wiele ?
        może na różne ogłoszenia trafialiśmy, że mamy inne spostrzeżenia ?
        bo gdyby się liczyły wyniki na studiach i wiedza, to ja miałbym pracę po
        studiach, a nie moi koledzy, którzy ani angielskiego
        podstawowego nie znali, anie komputerem biegle się nie posługiwali, ani nie
        mieli średniej powyżej 4.2
        ja te ogłoszenia przeglądałem od 2002 do 2004 i nigdzie nie było mowy o wynikach
        , raczej wszędzie doświadczenie ?
        a co do staży zagranicznych, to fakt...
        pracodawcy są śmieszni, myślą, że przyjdzie młody i super fachowy pracownik,
        porobi 12 godzin dziennie za najniższą krajową i
        będzie ich całował w pięty, ech...
        a jeśli mówimy Iwonko o paranoji, to paranoją są zarobki w polsce, bo z pensji
        nie jest się w stanie utrzymać, więc co to za
        pensja, z której nie starcza na opłaty ?
        • veritas1 $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ 16.08.05, 22:33
          pamiętaj, praca to towar, każda godzina Twojej pracy oznacza jakiś konkretny i
          wymierny zysk dla pracodawcy, więc nadgodziny okej
          ale za kasę
          w mojej poprzedniej firmie miałem do wyboru albo siedzę i robie za darmo albo
          mnie wyrzuci, oczywiście obiecywał wolne, obiecywał
          premie, obiecywał podwyżkę, ale jak doszło do konkretow to wywalił, ale to była
          pierwsza praca po długim bezrobociu, więc człowiek
          ją bardzo szanował i starał się, ale to była relacja jednostronna, bo gdy w
          końcu zarządałem uregulowania tego co mi obiecał
          wielokrotnie, to zostałem wywalony...
          nieraz przychodziłem o 7 rano a wychodziłem kilka razy nawet po 21, soboty,
          niedziele, ale to była wina złego zarządzania plus
          zwyklego wykorzystywania, więc Tobie radzę przeczytać ten mój stary przykład:
          jest do wykonania zadanie, np. wyprodukowanie partii towaru i potrzeba na to np.
          2000 godzin, ile osób to wykona przy założeniu,
          że kontrakt jest na 14 dni !!!
          tak więc (licząc czas efektywnej pracy , odejmując przerwy 200/7=285.7 dnia
          roboczego, czyli aby wykonać to w 14 dni roboczych
          potrzeba 285.7/14=20.4 osoby
          a jeżeli jest pracodawca "wyzyskiwacz" i u niego ludzie mają darmowe nadgodziny,
          zapieprzają dziennie powiedzmy 11 godzin, to do
          wykonania tej samej pracy potrzeba 2000/11/14=13 ludzi
          czyli w wyniku tego jest 7-8 osób na bezrobociu
          a co z niej dalej wynika ?
          a to, że te 7 osób nie ma pieniędzy na konsumpcję, więc zakłady mniej
          wyprodukują, sklepy mniej sprzedadzą, co najwyżej policja ma
          więcej roboty, bo ktoś komuś wyrwie torebkę - w końcu dzieci trzeba nakarmić i
          czynsz zapłacić, nie ?
          kolejny powód produkcji bezrobocia, to to , że taki nieuczciwy pracodawca w ten
          sposób zniszczy uczciwą konkurencję i jego
          konurent zbankrutuje, bo płacąc uczciwie 21 ludziom po 1500 (31.5 tys) zł ma
          większe wydatki niż ten drugi gnój płacący 13 ludziom
          po 850 (11 tys), te 20 róznicy facet może podzielić - 15 tys do kieszeni na
          wczasy w tropiku i 5 na obniżenie ceny -zwalczenie
          konkurencji

          tak więc autorko postu zrozum, że Twoja praca to towar, to konkretny zysk dla
          kogoś, skoro nikt za darmo nie daje Ci biletu,
          jedzenia, ubrań, skoro musisz zapłacić za czynsz, a pani w okienku pocztowym nie
          wystarczy sam uśmiech, gdy musisz zapłacić za
          telefon, to tak samo za wykonaną pracę należy Ci się pieniądz...

          jeżeli za nadgodziny placą, to dla mnie problemu nie ma...

          a jak ktoś nie umie zarządzać (w wyniku złej koordynacji zadań ludzie siedzą bez
          sensu) i powoduje straty, to cóż...
          u mnie było dużo tych błędów, np. jeden dział czekał aż coś wyprodukuje drugi
          dział i siedział potem bez sensu, zamiast odbierać
          małymi partiami towar i go przerabiać, lub zająć się czymś innym, lub "jutro"

          pamiętaj, ze nieraz pracodawca udaje, że jest trudna sytuacja firmy, a potem się
          okazuje, że ma 3 domy, jada w hotelowych
          restauracjach kolacje za 200 Euro, a pracownik zaiwania od rana do nocy i w
          końcu kończy z zawałem serca i wycieńczonym
          organizmem...
          nie mówię, ze kazdy jest taki jak mój poprzedni pracodawca, ale jest takich wielu...
      • veritas1 nalezy mi sie! 17.08.05, 08:30

        może Uzo masz rację, że pewność siebie, pewnie masz rację, ale to tylko świadczy
        źle o pracodawcach, a nie super o tobie,
        bo skoro oni zatrudniają kogoś innego niż chcieli, to znaczy, że nie wiedzą kogo
        chcieli, to trochę tak jakbym przyszedł do salonu
        samochodowego i chciał kupić wygodną limuzynę do jazdy a facet mi wciska
        ciężarówkę terenową i zachwala, że ma
        taaaaaaaaaaaaaaaaaki duży kufer :)
        to by świadczylo, że jest się dupkiem bezwolnym, bez własnego zdania i nie
        wiedzącym, czego się chce, skoro sprzedawca sprzedaje
        coś innego, niż klient chce...
        jeżeli koleś chce kogoś z płynnym angielskim i np. inżyniera, a bierze kolesia
        bez języka, to tylko świadczy o tym, że jest głupim
        pracodawcą...
        acz gratuluję szczęścia...
        wersja 2000 jest the best, wyższe mają tylko dobrą współpracę
        międzystanowiskową, a na jedno stanowisko 2000 najlepszy ;)
        piszesz o podnoszeniu kwalifikacji ? w polsce się szuka kogoś kto już te
        kwalifikacje ma, bo tu mało kto inwestuje w cokolwiek
        poza domkiem letniskowym i luksusową wycieczką własciciela firmy, a przy kilku
        milionach bezrobotnych, nie trzeba szukać
        odpowiedniego kandydata, bo takich jest 200 na jedno miejsce pracy
        no jest odwrócony, w mojej poprzedniej firmie robotnik obsługujący maszynę miał
        2 razy wyższą pensję niż jego kierownik,
        bo robotnik miał umowę sprzed czasów dużego bezrobocia, a kierownik (np.
        inzynier opiekujący się parkiem maszynowym w fabryce)
        miał umowę zawartą w czasach dużego bezrobocia
        przykład z mojej poprzedniej firmy
        - 1200 szef zaplecza technicznego, obowiązki- nadzór nad maszynami,
        dyspozycyjność, szukanie części zapasowych, kontakty z
        serwisami, dozorowanie procesu produkcyjnego, wyższe wykształcenie (mechanika) i
        przynajmniej 2 języki (ze względu na dokumentację
        techniczną)
        - 1700 robotnicy zmianowi, ich obowiązek to stać przy maszynie, a jak się coś
        dzieje, to wzywać tego pierwszego (szefa zaplecza
        technicznego), oczywiście ich "nadgodziny" byly płatne 150% - bo byli w NSZZ
        (związku zawodowym)
        a mój przyklad:
        - po studiach szukałem pracy 1.5 roku (studia dzienne, stypendium naukowe, 2
        języki) , ale nie chciałem pracować za grosze,
        szukałem lepiej płatnej pracy
        po tym czasie w końcu musiałem się złamać i zarabiać 850, bo nie miałem "kilku
        lat udokumentowanego doświadczenia na podobnym
        stanowisku", podczas gdy
        - 1100 miał mój kolega jako cieć - stróż podający klucze w firmie (zawodówka),
        - 1900 miał kolega w myjni samochodów (zero języków, szkoła podstawowa)

        dla mnie to żenada, że osoba mogąca kogoś zastąpić zarabia mniej niż ci, którzy
        by nie umieli zastąpić tego pierwszego, bo chyba
        normalną sytuacją powinno być to , że ten co umie więcej zarabia lepiej...
        a wiadomo, że człowiek, który podaje klucze, myje samochody, albo stoi przy
        taśmie i wciska guzik, nie będzie umiał wykonać
        obliczeń, nie zna norm technicznych, nie wie co oznacza slowo "kompatybilność",
        nie będzie umiał przeczytać schematu, nie będzie
        umiał wykonać kosztorysu lub nawet sformulować zapytania ofertowego... a jednak
        zostań Arek w tej Kanadzie, chyba, że jesteś hazardzista i lubisz ryzykować ;)
        Arku, zostań tam, prosty przykład dlaczego:
        tu się oferuje pracę za 800-1200 zł dla inżynierów, sam znam i archicada,
        autocada, 3dsmax i niestety nie miejsca , jeżeli nie
        masz "uprawnień budowlanych"...
        a jak do tej oferowanej pensji mają się koszty życia ?
        czynsz za kawalerkę to w warszawie około 400 zł, prąd, gaz, woda 100, bilet
        miesięczny 66, kablówka 50, internet 70, telefon 80,
        komórka 80,
        same te bazowe oplaty dają 846 netto, a gdzie jedzenie, parking, beznyna,
        ubezpieczenia ??????????????
        koszt zakupu mieszkania w warszawie w tej chwili to już ponad 4000 za metr,
        wiem, bo sam chciałbym założyć rodzinę i aby mów mieć
        małe bo 35 metrowe mieszkanie, to bym musiał mieć 150 tysięcy, lub kredyt
        którego miesięczna spłata przewyżasza moją pensję...
        jeżeli Arku nie masz tutaj pewności, że dostaniesz pracę za 5000 to sobie daruj
        no chyba, że już masz po kimś mieszkanie, to Ci 3000 starczy na godne życie, bez
        wegetacji w stylu "takie fajen spodnie, a mnie
        nie stać" albo "zepsuła się pralka, nie mam na nową"
        daruj sobie !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        lepiej nas zabierz tam, gdzie nie trzeba znajomości, aby zdobyć pracę normalną
        po za tym pamiętaj, tam jeszcze jest przemysł, u nas głównie się szuka
        akwizytorów, "przedstawicieli handlowych" a nie takich jak
        Ty kreślarzy, projektantów, a te programy o których Ty mówisz to w polsce
        jeszcze przyszłość, bo tu nadal jest kalka i rapidograf
        i krzywiki

        > Aha, zona jest magistrem prawa, w Kanadzie skonczyla 2 lata college na dyplom
        > asystentki prawnika.

        heh, a u nas są "korporacje", tzn. prawnicy nie dopuszczający nikogo spoza ich
        rodzin do wykonywania zawodu, tzn. nie dopuszczają
        konkurencji
        zresztą decyzja Twoja, ja tam siadam poważnie, zbieram pieniądze na wyjazd i za
        pare lat, jak nic się nie zmieni to też wyjadę, bo
        w tym kraju nie założę rodziny, bo niby jak zarobić 150-200 tysięcy na
        mieszkanie lub kredyt ?
        no chyba, że nagle zaczną płacić 3000 netto
        zostaw ten kraj zawistnym malym szczurom, którzy mówią "za 800 też ludzie żyją a
        taki by chciał od razu kilka tysięcy" i takim co
        uważają, że "nas 4 mieszka w pokoju a taki by chcial własne m3"
        fuck them all, have no regret !!!!!!!!!
        "uprawnienia" co to jest ?
        robi się "uprawnienia" czyli taki swego rodzaju certyfikat, kurs itd. itp. (pod
        warunkiem, że ktoś da te uprawnienia ) i wtedy
        mając uprawnienia można projektować
        a dom nie postawisz jak nie masz "zatwierdzonego projektu"
        jeżeli tam do 2 kondygnacji ido 600 m2 możesz sam, to sorrry, ale w polsce bez
        "inspektora budowlanego" nie można nawet większego
        remontu zrobić :)
        a postawienie domku to :
        - kupno projektu z biura (około 20 000 - 30 000 zł) ważny jest "podpis
        architekta"...
        ogólnie do projektowania trzeba mieć te uprawnienia, a przynajmniej musi mieć je
        osoba co się pod projektem podpisuje, bo
        namalować w autocadzie może wynajety student, ale odpowiedzialność za projekt
        jest na osobie "z uprawnieniami"
        a propos, czy w kanadzie są "uprawnienia SEP" , tzn. uprawnienia do pracy przy
        prądzie 1kV, 10kV itd ?
        czy bez uprawnień można robić sieć elektryczną ? czy bez uprawnień można
        podłączyć kuchenkę elektryczną (380 V) ?????????
      • veritas1 jestem fachowcem ale nikt mnie nie chce 17.08.05, 08:36
        szkoła CADA ?
        facet każdy po politechnice go zna
        myslisz polskę z resztą świata, tu jest dużo osób wykształconych, ze świetnymi
        kwalifikacjami, których nie ma gdzie wykorzystać,
        na zachodzie mało kto zna obce języki (zwłaszcza w USA) w polsce pełno jest
        młodych i wykształconych osób władających 2 językami
        obcymi... bez pracy...
        na prywatnego maila mogę Ci podesłać trochę prac z AUTOCADA i innych, sprzed
        kilku lat, ze studiów, to się przekonasz, że z
        laikiem nie gadasz ;)

        oczywiście możesz sobie zakładać szkołę CADA, ale pomyśl o grupie docelowej ?
        skoro politechnikę warszawską opuszcza kilka tysięcy osób rocznie, które tego
        CADA znają :)
        kto będzie płacić za to co już umie i co miał przez 2 lata ?
        ale oczywiście są laicy, tylko co takiem po CADzie, skoro nie pracuje w biurze
        projektowym ?

        po za tym CAD kosztuje 20 000 złotych, więc kupno AUTOCADA i ARCHICADA i 3DSMAXA
        aby projektować samodzielnie - eeeeeeeeee musisz
        mieć z 70 tysięcy złotych, żeby legalnie (legalne oprogramnowanie) móc cokolwiek
        zrobić...
        jak ktoś ma te kilkadziesiąt tysięcy na licencjonowane programy...

        stary !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! tu ugryzłeś główny problem polski !!!!!!!!!
        dlatego jest kilka milionów bezrobotnych, 3 miliony "oficjalnie", conajmniej pół
        miliona za granicę wyemigrowało ... tu się szuka
        skutecznych handlowców , bo jest recesja i nie ma już komu co sprzedawać, bo
        ludzie nie mają na zakupy...
        akwizycja jest często ukryta:
        sam na 3 rozmowach o pracę byłem właśnie takich, co nie mówiono o akwizycji
        1) agencja reklamowa szuka grafika - poszedłem, i co ? i mnie zapytano jakie mam
        doświadczenie w sprzedaży ?, a kiedy zapytałem na
        jakich programach pracują, to sie zaczęli wykręcać, że najpierw trzeba pokazać
        motywację do pracy... potem się okazało, że
        sprzedają ludziom na ulicy pastę do zębów
        2) firma szuka logistyka - moje "wykształcenie" wyuczone - facet miał pensjonat
        i szukał kogoś kto mu zapewni klientów
        wynajmujących pomieszczenia w tym jego pensjonacie
        3) firma szuka specjalisty ds. logistyki - okazało się, że to hurtownia
        szukająca kogoś , kto będzie sprzedawał podkoszulki...

        siedź w tej Kanadzie, uzbieraj dużo kasy, dopiero wtedy możesz tu wróćić i
        założyć własną firmę...
        doświadczenie w logistyce jest bardzo ważne, wiem, że w każdym ogłoszeniu jest
        "conajmniej 2 lata na podobnym stanowisku w innej
        firmie", więc sam byłem 1.5 roku bez pracy, przestałem szukać "w zawodzie" i
        "zgodnie z zainteresowaniami"
        znajmości i jeszcze raz znajomości lub fart...
        szukaj gdzie indziej, a nie tylko w tej branży - moja rada i rusz znajomych, bo
        inaczej nie dowiesz się o wakatach, na które nie
        idą ogłoszenia do prasy...
        • veritas1 ten straszny swiat 24.08.05, 23:06
          w Twoim pierwszym poście o "dziuńdzi" jest baaaaaardzo wiele racji, problem w
          tym, że przez takich i ich postawę nie można dostać
          lepiej płatej pracy, wiem bo pare razy mi się to zdarzyło, czy też słyszałem od
          kolegów, że ktoś kto chciał 2000 na
          specjalistycznym stanowisku był wysmiewany...
          a bylismy absolwentami politechniki w trybie dziennym, pomijam takie rzeczy jak
          2 języki itd, itp...
          w końcu po 15 miesiącach chodzenia z uniesioną głową musiałem się zgodzić na
          propozycję 850 netto, bo innych nie było, albo były
          niższe :(
          a co do tego Twojego postu, to popełniasz duży błąd myślowy...
          mianowicie jak ma założyć firmę, któś kto nie ma kapitału na start ?
          na założenie firmy potrzeba conajmniej kilkadziesiąt tysięcy (np. produkcja
          mebli, to warsztat stolarski, maszyny) a żeby robić
          legalnie np. rysunki w Autocadzie trzeba mieć 20 000 na legalny program, więc co
          tu gadasz o zakładaniu własnych firm przez ludzi,
          którzy nieraz nie mają na ubrania lub opłacenie rachunków ?
          wiesz, to co wtedy napisałeś o dziuńdziach było świetne, to co teraz piszesz
          przypomina tekst w stylu:
          - narzekasz, że twój fiat 126 się psuje, to kup sobie peugeota 607...
          mało kto ma na peżota, a niektórzy nawet nie mają fiata, czy to do nich
          adresujesz "załóż własną firmę" ?
          mój kolega robi świetne strony www, założył własną firmę i co ?
          i przez pare miesięcy nie miał zleceń na taką sumę, która by mu pokryła ZUS i
          legalne oprogramowanie i musiał zrezygnować z
          własnej firmy...
          a apropos dziuńdziów opowiem Ci historię z mojej poprzedniej tfu firmy:
          -miałem zrobić prosty serwis www na zlecone dodatkowo (bo to nie były moje
          obowiązki) umówiłem się z pracodawcą na określoną sumę
          (500 netto do pensji jako premia) no i jak już miałem skończone, to usłyszałem,
          że "pani ania się do mnie zgłosiła i powiedziała,
          że skończy tą stronę za połowę tego co pan", a jak się nie zgodziłem dobrowolnie
          oddać mojej pracy wykonanej w domu po godzinach,
          to stwierdził "pan utrudnia funkcjonowanie firmy"... po groźbach wywalenia
          ustąpiłem...
          rozumiesz, miałem oddać efekty swojej pracy komuś i ktoś miał za to wziąć 250 a
          ja nic !!!!!!
          efekt był taki, że moja dziuńdzia "ania" dostała premię za stronę, którą ja
          zrobiłem w 85%... a potem jeszcze do mnie dzwoniła do
          domu, jak nie umiała czegoś w stronie wstawić, "żeby jej pomóc w html"...
          a jak jej powiedziałem, że nie pomogę, to na drugi dzień oczywiście szef miał
          pretensje do mnie "bo strona to informacja dla
          klientów"
          także takie są efekty dziuńdziów, człowiek się narobi, a przychodzi takie i chce
          zabrać czyjś efekt pracy i wziąć za to
          "połowę"...
          jeżeli Ty rybku nie jesteś takim szefem, to Ci się chwali, ale takich od dziuńdź
          jest bardzo wielu...
          sam kiedyś byłem na spotkaniu o pracę z ogłoszenia (telefon w ogłoszeniu,
          magazyniera szukali), gdzie pani zebrała 4 osoby i
          mieliśmy się licytować, kto chce mniej, ja wyszedłem od razu...
          a na tym forum spotkałem nawet posty "w rodzinie 6 osób, tylko ojciec zarabia
          1100 i wszyscy szczęśliwi"
          widzisz rybku, oni będą jeść suchy chleb i nie będą rozumieć tego co napisałeś o
          życiu na niby, bo nie rozumieją, że kasa to
          najważniejsza rzecz, bo jak się lodówka zepsuje, albo jak chce sie gdzieś
          wyjechać, albo ktoś zachoruje, to tylko kasa pomoże,.,
          życie na niby - trafne określenie, ale 50% tego i tak nie zrozumie...
      • veritas1 jest zle i bedzie jeszcze gorzej 25.08.05, 14:14
        no wiesz żryć coś trzeba, ubrać coś trzeba, a lepiej to niż kraść i napadać, po
        za tym szanowalem pracę, bez wzajemności...
        poniżej ludzkiej godności to ten kraj jest , co jako urzędnik mogę sam
        potwierdzić, jak nieraz się kogoś bez sensu czołga, ja
        latam żeby pomóc, żeby człowiekowi dać szybciej decyzję, a dyrektorstwo
        stwierdza "to niech trochę papierek poleży i poczeka, w
        tym tygodniu nie podpiszę" podczas, gdy facetowi walą sie interesy...
        trzepać zlecenia na czym ? na pirackim oprogramowaniu ? przecież to
        PRZESTĘPSTWO, a legalne oprogramowanie to kilka/naście
        tysiaków... przynajmniej w moje działce - autocad i 3dsmax to razem 10 000
        euro... dodaj do tego xp pro i masz kompa razem za 50
        000 :)
        wyleszczyłem ? miałem do wyboru, albo ustąpię, albo mnie zwolni, a na listy
        wysyłane z CV nie było odpowiedzi, więc trwałem
        szukając dalej...
        później kiedy się upomniałem o nadgodziny zaległe i o kasę za parę innych
        "zleceń" zaległych, to wyleciałem, dopiero przed sądem
        pracy udowodniłem (na podstawie dowodów i zeznań świadków), że zostałem usunięty
        za cudzą "pomyłkę" i całą sytuację sfabrykowano,
        co potwierdzili świadkowie - moja była przełożona i koledzy, ale jego adwokat
        się odwołuje i odrzuca, bo liczy na przedawnienie po
        3 latach przeciągania procesu... do czego sąd się przychyla...
        zresztą korupcja w polskim wymiarze (nie)sprawiedliwosći jest powszechnie znana
        i w TVN w Uwadze o 19:40 czy Ekspresie reporterów
        co chwilę można coś zobaczyć...
        fakt, okradziono mnie z mojej "własności intelektualnej" - czyli projektu i
        wykonania strony www, ale ja nie mam wynajętej
        kancelarii adwokackiej, bo to duży koszt (kilka tysiaków)...
        moj były szef ma zasadę - okraść kogo się da, a jak się nie da okraść, to
        oskarżyć o cokolwiek...
        takze w u tego rodzaju pracodawców nie da się "nie wyleszczyć", bo Cię wywalą za
        choćby odrobinę godności i "asertywności" o
        której tyle piszą w ogłoszeniach...
        a podobno asertywność to umiejętność dbania o swoje interesy ? bo sami są
        złodziejami i nie dotrzymują danych słów...
        zdrowie - yeah, ale bez kasy nie masz na lekarzy, a za kasę można mieć wszystko,
        przeszczep, operację, badania, zdrowe odrzywianie
        - czyli prewencję... czyli jednak zdrowie zależy od kasy, mój sąsiad rok temu
        umarł na raka (przerzuty czerniaka), bo jego żona
        nie miała na jego leczenie (leki) i przyspieszenie terminu operacji (czytaj
        łapówki) kilkunastu tysięcy...
        tak apropos wiesz ile kosztuje np. gdy ktoś jest alergikiem ? nieraz wiosna to
        300-500 zł, krople do oczu to 15 zł za buteleczkę,
        więc jednak zdrowie =>(implikacja) kasa, a wyleczyć się alergię da - zmiana
        klimatu na kilka miesięcy - wyjazd, ale na to
        trzeba mieć...
        otóż moja dziewczyna też narzeka, że nie możemy sobie kupić np. na wakacje
        cyfrówki Canon EOS 350D z obiektywami IS USM, albo
        wieży hifi firmy Marantz albo NAD z głośnikami np. B&W, bo oboje lubimy dobrą
        jakość :) nienawidzimy chłamu, a jak masz taki
        sprzęt to sam rozumiesz, czemu nie warto mieć innego, różnicę SŁYCHAĆ i WIDAĆ,
        czego sam doświadczyłem pare razy :) ja tam innego
        sprzętu już nie chcę...
        to tak jak grać na gitarze za 400 zl, albo wziąć do ręki Bc.Rich albo Gibsona :)
        jakość i estetyka po pierwsze!
        a "żoną" to będzie jak będziemy mieli mieszkanie, a przy cenach 4000 za metr w
        warszawie to aby mieć małe 40 metrów (160 000
        pustostan) to raczej tylko w totka grać...
        co do spiskowej teorii dziejów, polecam film lub książkę "I jak Ikar", po za tym
        sam miałem rodzinkę w "służbach" i wiem co
        mówię;)
        wiesz co to jest Ecole de la americas ?
        poczytaj sobie o tym w jaki sposób np. CIA zmieniało rządy w państwach trzeciego
        świata, wybory wygrywali gdzieś socjaliści, potem
        ich przywódca ginął w zamachu lub wypadku...
        albo w latach 90'tych polska fabryka ZM Radom Łucznik miała sprzedać do jednego
        z państw azji karabinki KBK AKMS (kałachy 7.62x43
        mm) i jakimś dziwnym trafem od razu nałożono na ten kraj embargo, owszem
        zniesiono je wkrótce, ale to państwo kupiło M16 od
        fabryki Colt, co z koleji pociąga za sobą konieczność kupowania amunicji 5.56x45
        a nie ruskiej 7.62x43 - tak się robi interesy
        "wolną ręką rynku"...
        zresztą np. polskie jednostki nadwiślańskie (teraz w spadku policję) wyposażono
        np. w drogi UZI 9mm Para produkcji izraelskiej
        zamiast krajowego PM84 Glauberyt 9mm Para, jak przechodzisz koło ambasad to
        popatrz z jaką bronią stoją policjanci ;)
        moim skromnym zdaniem "wolny rynek" nie istnieje w 100%, to tylko mit, a
        decyduje w wielu przypadkach siła i polityka w wielkich
        kontraktach a nie konkurencja... popatrz na J&S, jak dwu panów ze sklepem
        muzycznym stało się pośrednikammi w handlu ropą miedzy
        polską i rosją :)
        to tyle odnośnie spiskowej teorii dziejów...
        co do części ciała (fajnych zresztą) i dzieciaków, to tu się zgodzę, acz sam bym
        już chciał mieć swoje, bo miło kogoś przytulić i
        pogłaskać, to normalny ludzki odruch... ale kasy brak na te "luksusy"...
        • veritas1 reality bites 30.08.05, 20:57
          to ja Cię też "pocieszę" panie nauczycielu ;)
          425 złoty - auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
          ja jak skończyłem studia na politechnice to się wqurviałem niemożebnie, bo mi
          proponowano albo darmowe staże, albo w końcu góra
          800 zł brutto, podczas gdy "ziomale" z podwórka po 8 klasach lub zawodówie
          robiąc za ciecia lub w myjni samochodów mieli
          1100-1300 netto
          powiem CI "przem80" - żyjemy w porąbanym kraju, człowiek po 8 klasach
          podstawówki zarobić może 1600 za wciskanie guzika przy
          taśmie produkcyjnej, a inżynier opracowujący technologię i nadzorujący pracę tej
          taśmy i jej poprawne działanie ma 800 będąc full
          dyspozycyjny (przykład autentyczny z mojej poprzedniej fabryki)
          chory kraj, popatrz na przykład pielęgniarki vs. górnicy, jedni gdy przyjdą i
          powybijają trochę szyb to dostają duże pieniądze, a
          ciche kobiety się pałuje i wynosi z ministerstw... jednym obiecano 203 złote i
          od kilku lat nic, drugim po kilkanaście tysięcy
          odpraw itd. itp. ...
          więcej byś zarobił jako cieć w "ochronie" stojąc lub siedząc za biurkiem i
          podając klucz wchodzącym do biura - moi kumple tak mają
          około 1100 netto, ja mam nie wiele więcej jako "urzędnik odpowiedzialny za ...,
          specjalista ds. ..."
          mój kumpel myjący samochody w tym miesiącu zarobił 1600 netto, a koles nie zna
          żadnego języka a ledwo skończył 8 klas
          podstawówki... na dodatek wszystko pewnie przepuści na "dropsy" i "trawę" (jak
          nie wiesz co to znaczy to wytłumacżę - na
          narkotyki)
          chore i tyle...
          ja tam się dalej uczę języków i może za pare lat stąd wyjeżdżać, bo to chory
          kraj... tu sobie nie da się założyć rodziny, kupic
          mieszkania... a w końcu po to się chodzi do 'pracy' aby zarobić na dom, opłaty,
          ubranie, jedzenie, hobby... ech...
          tu nie ma cyganienia, poprostu 8 lat temu inny był start, abslowentów po
          studiach brano i za 3000 , teraz wybierają jak w
          ulęgałkach i oferują najniższą krajową...
          moja sąsiadka jak kończyła studia ekonomiczne w 1994 to dostała pracę za 4000,
          teraz im większe bezrobocie tym gorzej pracodawcy
          traktują ludzi, obecnie ta sama osoba musi pracować za 1100 !!!!!!!!!
          poprostu zmieniły się realia płacowe na niekorzyść, bo pracodawcy podchodzą do
          czlowieka w następujący sposób "za oknem stoi 100 i
          czeka na twoje miejsce"...
          ktoś kto startował w innych czasach stopniowo doszedł wyżej, zaś naszym
          problemem jest to, że startujemy z innego poziomu...
          wtedy ceniono "świeżą młodą krew i otwarte głowy", dzisiaj można po studiach
          siedzieć długo na bezrobociu bo się nie ma "kilku lat
          udokumentowanego doświadczenia na podobnym stanowisku"...
          także ja jej wierzę, jak 8 lat temu, to nie cygani...
          jak ja szedłem na studia to pamiętam jak koło sekretariatu wisiały sterty
          ogłoszeń dla ludzi ze świeżym dyplomem, a dziś... 400 CV
          na jedno ogłoszenie...
          to co tutaj napisano to zgroza, sam wiem po sobie, nieraz o tym też pisałem, ale
          to wina pracodawców, jak wybierają "bajerantów"
          np. ja znam dwa języki dość dobrze, ale wiem, że moi koledzy, którym pomagałem
          zaliczyć na studiach w CV pisali, ze znają
          biegle...
          to samo się tyczy i komputera i innych umiejętności...
          może w takim razie osoba która zetknęła się z tym problemem powinna sprawdzić
          tych co piszą, że znają "średnio" a nie samochwały
          "ajem fakin dy beszt" ?
          wiesz.. dużo jest dupków, co mówią, że są najlepsi...
          ja jestem po logistyce, sam słałem 2.5 roku CV bez odpowiedzi na ogłoszenia
          gdzie odpowiadałem kwalifikacjom, okazało się np. w
          jednym przypadku, że na ttakie stanowisko dostał się kolega ze studiów, który
          był dużo gorszy ode mnie, ja miałem stypendium
          naukowe, on warunki i powtarzał rok, ja znałem dobrze dwa języki i byłem
          zwolniony z zajęć, on ledwo dukał po angielsku, ale on tą
          pracę dostał !!!!!!!!!!
          i wiesz co najśmieszniejsze, pewnego dnia do mnie dzwoni na komórkę przerażony z
          tekstem "stary jakie są wymiary palet" ?
          czy jesteś w stanie to pojąć, że logistyk nie zna wymiarów palety, to tak jakby
          elektryk nie wiedział, że w gniazdu jest prąd
          zmienny 230 V 50 Hz !!!!!!!!!!
          ale on tą pracę dostał, a ja siedziałem na bezrobociu bez prawa do zasiłku, więc
          przemyśl sobie to co piszesz ;)
          poprostu ktoś wymyślił modę na podkolorowywanie CV, a moje z "uczciwymi " i
          prawdziwymi umiejętnościami nie spotkało się z
          odzewem, ja nie wymyślałem sobie "doświadczenia"...
          dziś żałuję mojej uczciwości, bo oszczędziłbym wiele nerwów... nawet na tym
          forum spotkałem wiele postów o podkolorowywaniu CV,
          ludzie tego nie nazywają oszustwem, ale "elastycznością", cóż...
          także sama CLK teraz widzisz...
          "bez znajomości nie ma pracy" - a to bardzo wiele zależy od tego kim się jest i
          jakiej pracy się szuka, bez znajomości można
          zostać akwizytorem vel. "przedstawicielem", fryzjerką, malarzem pokojowym,
          murarzem, ochroniarzo-portierem, itp.
          zaś jeżeli się szuka poważniej, to już problem...
          USC - to szkoda gadać, wiem po sobie, kilkadziesiąt aplikacji i nic, starałem
          się uczciwie ponad dwa lata, zaś dzięki "pomocy"
          praca w pare tygodni...
          teoretycznie w branży prywatnej powinien liczyć się zysk i kwalifikacje, ale
          praktycznie większość firm jest "rodzinnych" i
          tyle...
          co do dużych koncernów i dużych przedsiębiorstw, tutaj bywa różnie... czasem
          ogłoszenie może być "uczciwe" ale pani kadrowa/haer
          wybiera CV swoich kolegów ze studiów - znam takie przypadki, bo moja koleżanka
          robi w HR pewnej firmy i opowiadał mi nieraz o tym
          co wyprawiają jej koleżanki, a potem pracodawcy narzekają, że takich złych
          pracowników wybrali i że źle pracują...
          cóż...
          zysk spada, stratuy firmy...
          więc reasumując praca bez znajomości jest, ale nie w każdym ogłoszeniu, raczej w
          małym procencie (pomijam prace niskokwalifikowane
          dla osób bez wykształcenia lub wymagającą super wiedzy - np. programowania,
          automatyki, tłumaczenia )
          większość wakatów jest rozdysponowywana bez ogłoszeń w prasie, a jedynie w
          kręgu; "zapytaj Józka i Frania czy znają dobrego
          elektryka", tudzież "panie kierowniku, proszę mi znaleźć jakiegoś nowego
          magazyniera"...
          • veritas1 i dalej jeczymy 30.08.05, 20:59
            ja też miałem "fajnego tatusia", siedział m.in. za to, że mnie i matkę próbował
            zabić po pijaku w 1983 roku, kiedy miałem 5 lat,
            potem wyrzucił nas z domu, byłem przez pewien czas bezdomny,
            stary przechlał cały swój majątek i nie zostało mi po nim nic, więc startuję od
            zera, mieszkaliśmy na korytarzach, otarłem się o
            dom dziecka, to, że mieszkam w 15 metrowym mieszkaniu zawdzięczam PRLowi, tak
            jak darmową opiekę medyczną, bo dziś by nam nikt nie
            pomógł ani trochę - "dziś się za wszystko płaci" (pomimo, ze pracodawcy nie dają
            na to "wszystko" zarobić) i nie ma mieszkań za
            darmo (nawet małych), tylko za 4 tysiące za metr...
            moja matka jest schorowaną emerytką,
            pomimo tego skończyłem studia ze stypendium naukowym, a nie zostałem przygłupem
            po zawodówie, który umie tylko machać pilnikiem,
            albo wbijać gwoździe, tak jak niektórzy moi "koledzy" z normalnych rodzin...
            nie zaciążyłem pierwszej napotkanej panienki...
            i gdybym zgadzał się robić za 800 zł to nigdy bym się nie wyrwał z biedy
            bo pracując za niską kasę jedynie można zdechnąć z głodu, więc sorry "humana",
            ale ja też z niezłego domku pochodzę i też w
            dzieciństwo nie mialem tego co mają inni, ani takiego startu (jak kolegom
            rodzice kupili samochód, mieszkanie, ladne ciuchy,
            aparat cyfrowy), ale pomimo tego uważam, że należy się piąć do góry, a nie padać
            na kolana przed "wielmożnymi łaskawymi" i robić
            po 15 godzin za 800 zł wylizując im stopy... trzeba znać swoją godność, mieć
            honor i nie psuć rynku z filozofią "ja nie mam
            żadnych opłat, więc nie myślę o tych, którzy mają dużo do oplacenia"
            każdy normalny człowiek chce założyć rodzinę, mieć wyposażony dom, kupić TV,
            kupić fajny sprzęt grający (np. Marantz), nosić ładne
            ciuchy i to jest normalne, ale na to trzeba zarobić, a nie psuć rynek wspierając
            ciągoty niektórych do niewolnictwa...
            praca jest po to by zarobić na dom, jedzenie, hobby, a nie po to by się naje..
            bez sensu albo palić papieroska na korytarzu...
            jeżeli ktoś nie pracuje po to, żeby zarobić na to tego nigdy nie zrozumiem...

            popieram to co pisze się o dziuńdziach i koniec !
            im więcej osób NIE będzie się godzić na psie warunki, tym lepiej będzie w tym
            kraju się żyć...
            inaczej zrobią z nas do reszty trzeci świat, gdzie pare osób ma 90% bogactwa
            kraju, a reszta będzie szukać ogryzków w śmietnikach
            przy ich rezydencjach, zamiast się zbuntować...
            piszesz o winie rodziców /
            owszem, ale swój mózg też trzeba mieć, a nie naśladować złe wzorce
            i myślę, że opisując pewną osóbę w swoim poście mylisz ją z "dziuńdzią"
            bo dziuńdzia to inny rodzaj pracownika, niż ten typ opisany przez Ciebie, to diw
            inne bajki...
            ty piszesz o osobie "co nie ma wyboru", a "dziuńdzia" to taki typ szczurka, co
            pali się do wyścigu szczurów, pomimo, że ten wyścig
            jest autodestrukcyjny (przepracowanie i głód) i przy okazji szkodzi innym...
            bo inni muszą zarobić na chleb, opłaty, na raty za coś a dziuńdzia zarobi na
            bluzeczkę i szminkę, przy okazji wykosi "matkę z
            dzieckiem"...
            you aim wrong target :)
          • Gość: Karol Novak szef szefa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 21:05
            każdemu niebędącemu zadowolonym z pracy dla kogoś proponuję pracę dla siebie
            samego. Przecież to żaden problem założyć firmę!

            najpierw idea, najlepiej aby była połaczona z pasją
            potem badanie rynku (czy faktycznie na wsi solarium się sprzeda)
            w końcu analiza potrzeb do wystartowania
            począwszy od stolika pod komputer
            na prognozie zysku skończywszy....

            to tak w skrócie.
      • veritas1 spiskowa teoria dziejow cz. 252345095205224523 30.08.05, 22:04
        studia z podatków bez zysku dla ojczyzny - nieładnie
        ale z drugiej strony co niby masz zrobić ?
        zmarnować życie tutaj ?
        w sumie to masz rację, sam kończyłem politechnikę i potem 1.5 roku szukałem
        pracy bo nie miałem znajomości i owych "kilku lat
        udokumentowanego doświadczenia na podobnym stanowisku" - tylko ciekawe jak je
        zdobyć na "podobnym stanowisku" i na dziennych,,,
        pomijając, że w polsce prawie nie ma przemysłu i inżynierowie są niepotrzebni...
        a już napewno nikt nie patrzy na wyniki w indeksie...
        w końcu po 1.5 roku zostałem przyjęty w ramach umowy refundowanej przez urząd
        pracy i tu się zaczął horror ...
        całkowicie rozumiem to co napisałeś, wyjedź z tego kraju, bo tutaj najwyraźniej
        ludzie nie umieją żyć jak ludzie, tylko jak
        niewolnicy albo zwierzęta,
        niektórzy uważają, że można żyć bez prądu, wody, kablówki, netu... a DVD czy
        cyfrówka to niezdrowy nadmiar luksusu...
        to co piszesz, to rzeczy, których oni nie zrozumieją, bo nie mają hobby,
        godności, nawet nie mają takich potrzeb, nie wiedzą czym
        się np. różni sprzęt Marantz od taniego hi-fi, nawet nie usłyszą różnicy w
        dźwięku ;) tak jak nie zobaczą na focie różnicy między
        Canonem EOS 350D z IS USM a tanim aparacikiem za 400 zł z winietowaniem i
        aberracjami ;)
        poprostu daruj sobie takich ludzi, którzy są gotowi się ścigać za 700 zł oraz
        tych, co płacą 800, choć sami więcej wydają na
        kolację w hotelu...
        a polscy pracodawcy - różni są, ale sam przerabialem takiego, co miał pretensję,
        że nie odebrałem od niego telefonu o 22 godzinie,
        potem na drugi dzień mnie opieprzył, że o 22 nie odbieram telefonu...
        a za taką kasę jaką płacą to się nie da utrzymać samodzielnie...
        oficjalnie miałem płacone grosze (te 850) od 8-16, ale były dni, że musiałem być
        od 7-20 !!!
        obiecywał mi zwrócić kasę, obiecywał zapłacić za oddzielne zlecenia (np. strona
        www) obecnie proces sądowy trwa i tyle... taki
        "słowny" był...
    Pełna wersja