niesmialka1
29.11.04, 14:11
1 września
Wyprowadziłam się z domu. Znalazłam pracę - umowa-zlecenie, telmarketing. Nic
specjalnie ambitnego, ale szefostwo twierdzi, że jestem w stanie zarobić u
nich jakieś 1200 złotych. Trochę niepokoi mnie, że będzie to prowizja i nie ma
podstawy, ale po rozmowie z innymi pracownikami okazuje się, że im sie udaje.
Chociaż podobno bywają gorsze miesiace... Bądźmy dobrej mysli.
13 września
W pracy dostałam ponownie zapewnienie, że dostanę umowę. Okazało się że
potrzebuję do tego numer NIP. A więc trzeba go wyrobić, co zajmie troche czasu
- umowa będzie więc od października dopiero. Okazuje się również, że
wynagrodzenie prowizyjne to na początek. Po paru miesiącach będzie baza.
15 września
W pracy poszło mało ciekawie - wszyscy klienci traktowali mnie jak namolnego
akwizytora, a nie osobę sprzedającą, jak by nie było, kulturę. W dodatki ze
współpracownicą mamy tylko jeden telefon na spółkę. "Dzięki temu" co i raz
przegapiam godziny rozmów umówione z klientami, bo akurat przeciąga się
negocjacja współpracowniczki. Pracodawca twierdzi, że już niedługo będziemy
mieli drugi telefon i wtedy ruszymy z kopyta. Pytałam o ich opinię na temat:
jak mi idzie? Z tego co słyszą, to dobrze, odpowiedzieli. To dobrze...
17 września
Już prawie wylali mnie z roboty. Jestem zbyt mało efektywna przy dzwonieniu i
namawianiu. Szefowie zakomunikowali mi to właśnie dzisiaj, siedząc na kanpie a
ja przed nimi na krzesełku czułam się jak dureń. Nie będę się wykłócać siłą o
miejsce - ich biuro, ich telefony, ale żeby po dwóch tygodniach?
Drugiego telefonu ani widu, ani słychu. Skoro nie ma zastrzeżeń do tego jak
namawiam klientów - widać mam pecha i trafiam na wyjątkowo opornych.
19 września
Coraz bardziej dochodzę do wniosku, że nie potraktowano mnie zbyt
sprawiedliwie. Wyrzucają (tak to traktuję bo zapewnienia o przyszłej
współpracy wolnostrzeleckiej wydają mi się wierutną bzdurą) - za niską
efektywność, ale zapomnieli, może specjalnie, że ci efektywni pracownicy
mający ogromne wyniki, sprzedają usługę w sprawdzonych wcześniej miejscach. Ja
dostałam zupełnie nowy kawałek Polski do podbicia. Nie przemawia do mnie
argument "musimy coś zarobić a w związku z tym pewniaki dostaną bardziej
doświadczone osoby". No i dobrze, ale dlaczego w takim razie mają pretensje że
tamtym idzie lepiej niż mi na nowym terenie?
Gdyby okazało się w ciągu najbliższych tygodni że zupełnie mi nie idzie, sama
poszukałabym bardziej dochodowego zajęcia, ale oni nagle wyrzucają mnie w
chwili kiedy czuję że zaczynam się rozkręcać.
Praca mało twórcza, telefon i ciągle ta sam gadka. Nic fascynującego. Tylko
trochę kłuje, że tak szybko się mnie pozbywają. Spławiają bez rzeczywistej
miarki moich umiejętności. Smutne.
14 października
Byłam dzisiaj na bardzo obiecującej rozmowie kwalifikacyjnej...
CDN :)