Gość: EriEri
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
04.02.05, 15:19
Od trzech tygodni pracuje na stanowisku asystentki zarzadu, przyjmując się do
pracy słyszałam o wielu obowiązkach, spotkaniach zarządu, zjazdach i
konferencjach którymi miałam się rzekomo zająć.Do tego wymagano biegle
angielski i niemiecki na poziomie dobrym - przepytano mnie z języka. Odeszłam
z innej pracy bo tu wydawało się będzie mi lepiej - dostałam większe
pieniądze, dojazd znacznie się skrócił. Od trzech tygodni nie robię zupełnie
nic, albo prawie nic. W zasadzie parzę kawę i przełączam telefony, może ze 3
razy odebrałam telefon w obcym języku. Czynności wyżej wymienione gdyby je
zebrać "do kupy" zajmują mi może z 40 minut. Za trzy tygodnie odchodzę, bo po
tygodniu zaczęłam szukać innej pracy. Zastanawia mnie jednak to, po jaką
cholerę przyjmuje się do pracy osobę po studiach (w moim wypadku prawo)
opowiada o szerokim zakresie obowiązków, przepytuje z języków a później
okazuje się że to praca w charakterze kelnerki-telefonistki. Czy Wam też się
to zdarzyło??