Gość: mariusz
IP: *.icpnet.pl / 62.21.96.*
24.07.05, 10:00
ci co nie maja pracy - maja problem, ci co ja maja tez nazekaja.
moj problem polega na tym, ze w zasadzie to niedawno skonczylem studia (rok
temu). juz na 5 roku trafilem do koncernu FMCG. mam naprawde dobra kase (poza
tym ze musze duzo wydawac na benzyne - bo firma miesci sie dosc daleko),
platne nadgodziny, ale... praca ktora wykonuje tylko w minimalnej czesci
pokrywa sie z moim wyksztalceniem, czasami odnosze wrazenie ze jeste wysoce
wykwalifikowanym pracownikiem fizycznym (oczywiscie prosze sie nie obrazac bo
bardzo cenie tych ludzi), praca na zmiany, "obsluga mlotka" itp.
wiec postanowilem poszukac sobie innej pracy,no i znalazlem. kasa troche
wieksza, auto sluzbowe, no i praca w zawodzie.
i tu pojawiaja sie dylematy czy rezygnowac z pracy 8h i do domu (a jak
zostane to doplaca), w zananej firmie (dobra marka, dobra reputacja), ale
malo rozwojowej (przynajmniej w perspektywie 1-2 lat) czy przeniesc sie do
mniejszej firmy, gdzie praca bedzie bardziej rozwojowa (przynajmniej tak mi
sie wydaje, oczywiscie bez mozliwosci awansu ale za to duzo nowoczesniejsza
technika), ale .... mniej prestizowa.????
doradzcie, albo powiedzcie ze sie we lbie sie poprzewracalo i powinienem
cieszyc sie z tego co mam:)