Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie

      • Gość: kermit Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: 80.51.247.* 26.08.05, 12:46
        ludzie chcielibyscie pracowac za duze pieniądze a zero doswiadczenia macie. mam
        26 lat i przez 5 lat pracowałem za 600 za miesiąc ale dzieki temu zdobyłem
        doswiadczenie i teraz od roku jestem na kierowniczym stanowisku i mam 5000
        miesiecznie i zadnego z was bym nie zadrudnił bo jestescie lenie i macie
        przewarosciowane osobowosci
      • Gość: Vivienne Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 12:53
        Ja pracuję od 3 lat w banku,dostaję 700 zł na rękę,zajmuję się obsługą
        klienta,począwszy od zakładania rachunków ROR a skończywszy na wypełnianiu
        wniosków pożyczkowych i wypłacaniu pożyczek.Jestem po technikum
        ekonomicznym,posiadam także uprawnienia do sprzedaży ubezpieczeń.
        Z rocznej pensji - 8400, 4000,00 przeznaczam na opłatę za studia zaoczne,z tego
        co pozostanie płacę swoje rachunki,kupuję od czasu do czasu jakiś ciuszek( na
        bazarze),środki czystości,daję o.k 80 zł/m-c rodzicom i staram się jeszcze
        odłożyć na ślub i skromne przyjęcie weselne.
        • kasia_kar Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie 09.12.05, 20:53
          Jesteś niesamowita - właśnie takich ludzi podziwiam.
          Ja też się tak staram - studiuję dziennie i pracuję dorywczo w biurze (od 400 do
          700 zł w zależności od tego ile godzin przepracuję w danym miesiącu). Poza tym
          mam jeszcze stypendium naukowe 350 zł. Kupuję wiele produktów do domu, opłacam
          sobie angielski, daje czasem kieszonkowe młodszym siostrom. Też zbieram na ślub
          i skromny obiad dla najbliższej rodziny.
          Powodzenia w realizacji planów!
          • Gość: gregores Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.05, 23:35
      • Gość: Edyta Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.server.ntli.net 26.08.05, 13:41
        masz racje dziewczyno, ze chcesz pracowac, chociaz za takie grosze; ja
        zarabialam 9000 na reke 8 lat temu!!! to jakies "biale niewolnictwo", Boze, za
        duzo zeby zdechnac i za malo zeby zyc.... ale miejmy nadzieje, ze zdobedziesz
        doswiadczenie i wtedy bedziesz rabiala lepiej...

      • Gość: Okinawa Za wyjatkiem politykow - to wszyscy w tym kraju IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 14:13
        pracuja za minimum !!!!!!!!!!!
      • Gość: Realny Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 14:49
        Ponizej 3000 nic nie wezme w zyciu. Jakbym mial pracowac za mniej, wole jechac
        do Eire lub GB.
      • Gość: karmi Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 26.08.05, 15:36
        za pierwszą pracę dostałem najniższą krajową (wtedy milion trzysta tysięcy ;))
        za drugą 3 000 000 (starych) zł
        za trzecią i czwartą koło 4 000 000
        za piątą 1000zł
        za szóstą 1200 zł (na czarno, oficjalnie najniższa krajowa na 1/2 etatu)
        ...
        taraz płacę 30% podatku dochodowego przez pół roku ;)
        Uważam że pierwszą pracę bierzemy w ciemno,
        uczymy się, a potem zminiamy na lepszą, zmienimay na lepszą, zmieniamy na lepszą...
        I tak do skutku, aż znajdziemy sobie coś co nam odpowiada i jest przyzwoicie płatne.

        Pozdrawiam i życze szybkiej podwyżki
      • Gość: maciej W dużym mieście jest wybór, a w małym ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 15:36
        Piszecie, żeby nie godzić się za każde pieniądze, szanować siebie... I szukać,
        wybierać.

        Tyle, że tak można robić w dużym mieście, gdzie jest dużo biznesu, firm i wiele
        możliwości. A co maja zrobić ci z mniejszych miasteczek? Tylko nie piszcie, że
        przenieść się do tych wielkich, bo dla wszystkich i tak miejsca nie starczy :)
        Poza tym dochodzą też koszty wynajmu mieszkania gdy się pracuje gdzieś dalej.

        Dlatego nie zawsze jest możliwość poszukania czegoś dobrego i dlatego wielu za
        te 800 zł będzie pracowac.
        • lw73 szanujmy prace ludzi!!! 26.08.05, 15:51
          Ile człowiek w naszym pięknym kraju powinien zarobić???
          Wystarczy policzyć ile zarabia nasz obywatel w cywilizowanym kraju i dać mu takie wynagrodzenie, nikt nie będzie wyjeżdzał i młodzi zostaną w kraju.
          Niestety ja jestem jednym z tych którzy opuszczą ten bałagan bo mam dość tego co tu sie dzieje.
          Tak więc pozdrawiam wszystkich tych którzy wyjeżdzają, tych co już wyjechali jak i tych którzy tu zostają.
        • Gość: neck Re: W dużym mieście jest wybór, a w małym ??? IP: 80.72.40.* 26.08.05, 20:49
          Ja to bym zabił śmiechem mojego szefa, który teraz negocjuje dla mnie podwyżkę,
          gdyby wynegocjował jej mniej niż 800 PLN (PODWYZKI). Moja pierwsza praca (w
          czasie studiów) to było 3k PLN netto (4 lata temu). Nie można brać byle czego
          jako pierwszą pracę, bo potem pozostaje się cieszyć z podwyżki z 800 na 1000 PLN.

          PS. To ja jestem z tych, dla których brakuje mieszkań w Wwie
          PS2. Mam nadzieję, że mój post zadowala purystów językowych, których wielu jest
          na każdym forum.
      • Gość: Kate75 Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 20:35
        Wiesz Eska, wszystko jestem w stanie zrozumieć, ale nie rozumiem, skąd się
        wzięło takie społeczne przyzwolenie na żerowanie na rodzicach. Dlaczego
        uważasz, że mieszkając z rodzicami nie ponosisz żadnych kosztów? Czyli będziesz
        wydawała tylko na ciuchy i waciki, oraz będziesz bez skrupułów otwierała
        lodówkę rodziców i brała sobie jedzenie? To jest wg mnie pasożytowanie. Jak ja
        wzięłam pierwszą pensję, (też była niska), to ustaliłam z rodzicami, że będę
        dokładała "na życie" określoną kwotę. Nie wyobrażam sobie inaczej. Czy jeżeli
        będziesz mieszkała z rodzicami np. jeszcze 10 lat czy dłużej, to uważasz, że
        ich obowiązkiem jest Cię utrzymywać, dopuki pojawi się kandydat na męża dla
        Ciebie i przejmie ten obowiązek na siebie?
        Przepraszam za ten surowy ton. Być może masz bardzo bogatych rodziców i
        utrzymanie Ciebie to dla nich pestka i nie ponoszą w związku z tym żadnych
        wyrzeczeń.Różnie bywa.
        Pozdrawiam
        K.
        • Gość: Majka Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 20:50
          Oj Kate a skad wiesz, że ona nie będzie sie dokładac rodzicom ze swojej
          pensji????? Zrobiłas wykłąd nie znając sytuacji. Ja mam wrażenie, że to jest jej
          pierwsza praca i bardzo dobrze, że zdecydowała się zacząć, nawet za 800 zł,
          liczy się w ogóle start. To będzie tylko procentować, gdy jej koledzy i
          koleżanki beda tkwić latami na bezrobotnym czekając na wyśnioną pensję ona
          będzie juz ją zarabiać, bo sobie na to zapracuje. A póki co może sie rodzicom
          dokładac tyle ile będzie w stanie i ile sytuacja wymaga, ( bo może w ogóle nie
          ma takiej potrzeby) jeżeli ja utrzymali przez tyle lat od urodzenia to jeszcze
          chwilę tez wytrzymają.
          • Gość: Kate75 Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 22:07
            Hej Majka!
            Przecież ona sama napisała "Mieszkam jeszcze z rodzicami, wiec nie
            ponoszę żadnych kosztów związanych z życiem", sama widzisz - żadnych kosztów.
            Stąd mój wniosek i komentarz. Znam takie osoby, które pracują i jeszcze ciągną
            od rodziców kasę. Nie rozumiem takiej postawy, chociaż kto wie, może w
            skrytości ducha trochę zazdroszczę wygodnego podejścia do życia takim osobom i
            niepotrzebnie się czepiam...W każdym razie to zdanie, napisane takim tonem,
            jakby to było oczywiste, że jak się mieszka z rodzicami, to się nie ponosi
            kosztów jakoś mnie wnerwiło...
            • Gość: Majka Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 23:05
              Hmmmmm, no póki się nie pracuje nie ponosi się kosztów bo nie ma jak. Pewnie, że
              jak juz się zacznie zarabiać to wypadałoby się dokładać do wspólnego mieszkania
              i życia. Ale z drugiej strony myslę, że sporym odciążeniem dla rodziców jest już
              to, gdy sama zacznie na siebie zarabiać, na swoje potrzeby, swoje wydatki,
              ciuchy itp. Dokładanie się to nastepna kwestia w przyszłości, a może lepiej te
              pieniądze odkładać na mieszkanie czy jakiś inny cel? Zamiast dokładać się
              rodzicom? Ja uważam, że decydując się na dzieci decydujemy się również na ich
              wychowanie, wyżywienie i utrzymywanie dopóki nie staną się samodzielne.
              • Gość: Kate75 Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 23:24
                Hm, a ja zrozumiałam, że ona twierdzi, że te 800 zł jej wystarczy, bo nie
                ponosi kosztów utrzymania...Zresztą, chyba niepotrzebnie się tak emocjonuję,
                wkońcu rozmawiamy o Esce bez Eski:))) A mówiąc już tak ogólnie:pewnie, że
                lepiej kasę odkładać kasę na przyszłość, zamiast dokładać rodzicom. To zależy
                od sytuacji rodziny. Natomiast znając życie, wielu młodym osobom wcale się nie
                spieszy do tego usamodzielnienia, o którym wspomniałaś. Moja kumpela z
                rozmysłem ciągnęła studia do 26 roku życia i brała kasę od rodziców na
                wszystko, a nawet jak w końcu podjęła pracę, to oszukiwała ojca, że jeszcze nie
                pracuje, żeby jej dawał kasę!Tak jej było wygodnie i sądziła tak jak Ty, że
                skoro się zdecydował na dziecko, to ma ją utrzymywać, aż się usamodzielni. W
                końcu w pół roku po ślubie wyszła za mąż i teraz mąż się z nią użera, a ona ma
                wymagania, oj ma...:)
                Wyobraź sobie, że masz 2-3 dzieci, które pracują, ale oczekują, że je będziesz
                utrzymywała aż się usamodzielnią, np. około 25-30 roku życia, kiedy to wreszcie
                ich pensja wystarczy na kupno mieszkania i utrzymanie! Niezła perspektywa:)
                • Gość: eska Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 10:26
                  przeczytałam Wasze wszystkie posty. Nie urywam, że sporo osób ma rację, zarówno
                  tych negatywnie nastawionych do mnie jak i tych trochę bardziej życzliwych.
                  Jednak należałoby sie zastanowić, czy mam sie unosić dumą i honorem, jeśli nie
                  mam doświadczenia i na dzień dzisiejszy oferty pracy za 3tys., czy pracować za
                  marną kasę i mieć przy okazji cień szansy, ze czegoś się dowiem, co
                  zaprocentuje w przyszłości???

                  Do Kate75:
                  800zł mi nie wystarcza, ale w obecnej sytuacji po prostu musi. Zaczynam studia
                  zaoczne, co miesiąc muszę zapłacić 500zł za czesne. Jeśli policzę bilet do
                  pracy i choćby nowe rajstopy, to niewiele zostanie. I tu właśnie zgodzę się z
                  np. złotymrybkiem czy szanującym się, nie zostanie mi NIC!!! Więc teoretycznie
                  wyjdzie na to samo, jakbym nie pracowała wogóle. Jeśli jednak nie podejmę tej
                  pracy to nie będę sie uczyć. Dla mnie jest bezsensowne przerywanie nauki na
                  jakiś czas lub jej zakończenie na licencjacie, równie dobrze mogłam wogóle nie
                  iść na studia.
                  Pierwszy semestr mam już opłacony, nie jest to kasa od rodziców. Umowa między
                  nami była taka, że sponsorują tylko studia licencjackie, o magister. martwię
                  się sama. Do czasu wpłaty za sem.II (luty/marzec) może znajdę coś lepszego, na
                  razie jednak mam te 800zł.

                  Co do żerowania na rodzicach:
                  nie uważam się za pasożyta, co więcej moi rodzice tak mnie nie postrzegają. Z
                  chwilą ukończenia szkoły średniej nie mieli chęci wywalić mnie z domu, jak co
                  niektórzy, bo nie idę do pracy. Nie wypominają mi także kilku metrów wody,
                  które wyleję czy kromki chleba. Na swoje wydatki typu impreza czy ciuchy,
                  pieniądze mam swoje. Nie proszę też o 5zł na kanapkę czy ksero na uczelni.
                  Jeśli mają takie życzenie, to czasem coś dostanę ale to jest w ramach prezentu
                  a nie kieszonkowego. Od kilku lat pracuję dorywczo na promocjach, czy opiekuję
                  się dziećmi, ale z tego nie mam doświadczenia w swoim zawodzie, ani nie liczą
                  się lata pracy.

                  Niejako z desperacji :) ppracuję za 800, czekam tez na "lepsze czasy", ale
                  robię to bardziej aktywnie niż siedzac w domu.
        • Gość: Nitka Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.05, 21:29
          Wiesz to jeszcze nic. Ale ja tez uważam, że ajk się zarabia to trzeba się
          dokładac. Ale nie rozumiem takich darmozjadów jak kobiety, które są leniwie,
          nie idą do pracy. Mało tego mąż, za swoją kase opłaca im studia. One nie tylko
          żerują, ale i wyzyskują. Chociaż z drugiej strony taki darmozjad lepiej jak sie
          edukuje niz jak tylko w domu siedzi i opływa w dostatku z konta męża.
          A poetm sie dziwimy skąd tyl niedojrząłych i sfrustrowanych kobiet. Ano stąd,
          że takie zycie w madrycie czyjeś konta rozleniwia. Potem kobieta jets tak do
          luksusu przyzwyczajona, że patrzy tylko na tych, co maja super horyzonty albo
          właśnie zmieniają pracę na bardziej prestizową. taka kobieta ciagle mówi, że
          jej mało, że kiedyś miała więcej pieniędzy. Ciągle ma na mysli pieniądze.
          Zawsze mówimy o tym, co mamy na uwadze i jest dla nas ważne. Inaczej tak często
          nie wspominałaby o nizszym statusie społecznym.
          • Gość: Kate75 Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 22:11
            Nitko, zgadzam się z Tobą. Fakt, ten komentarz pewnie wcale że nie dotyczy
            autorki wątku, która jednak podjęła pracę, ale kobitki w stylu "leżeć i
            pachnieć" wnerwiają mnie na maxa. Kojarzą mi się z Alutką z serialu "Rodzina
            zastępcza", hi hi.
            • Gość: Nitka Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.05, 23:25
              Mało oglądam serial, ten, ale mniej wiecej kojarze:)))
              Jeśli już mówimy o kobietach "lezeć i pachnieć" to mówmy prawde. Dotyczy ona
              szerokopojętego tematu:)Jka ten, co opisałam. Tak najeżdza sie na "nizszych
              statusem" ludzi. Ale najciemniej pod latarnia, co już niekażdywidzi:)
              dobranoc:)
      • aa47 milion zlotych:) hehehe 26.08.05, 22:40
        ten wasz rynek pracy.. eh trzeba lubić pracować. Pewno mnie zgnoiscie ale co mi
        tam. Ja pracuje za 450złotych dlatego że chce pracować! uzgodnione na pol etatu
        a i tak robie po 7 godzin dziennie, i to z uśmiechem na twarzy. Jest mi
        potrzebne doświadczenie a nie pieniądze i mam rodzine i dom. Fakt że mój mąż
        zarabia na nas i to starcza. Do tego wszystkiego prowadzimy nas mały biznes,
        nikogo nie zatródniamy. Pracujemy po naście godzinn dzienie.Ja pracuje w biurze
        projektowym i zaczełam projektować, robić dość duże projekty i gdy będę w 100%
        odpowiedzialna za to co robie zapytam o podwyżke, ale dla mnie też jest ważne
        to żeby mój pracodawca nie był straty prze mnie (ukończyłam LO). Ważne jest to
        co się lubi robić a nie za ile!
        Z chęciął pracowałabym za 3000tyś ale musze "kochać" to inaczej nie chce mi się
        iść do pracy. Jeżeli chodzi o mój artyzm to często udzielam się za darmo.
        Doświadczenie jest najważniejsze. Każdy ma podejście do pracy i pieniędzy jakie
        chce.
        Nikogo w poście nie obraziłam i licze na to samo!
        Marta
        • Gość: Kate75 Re: milion zlotych:) hehehe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 22:45
          CYTUJĘ: "ale dla mnie też jest ważne
          > to żeby mój pracodawca nie był straty prze mnie (ukończyłam LO). Ważne jest
          to
          > co się lubi robić a nie za ile! "
          1) Co to znaczy "nie był straty prze mnie"?
          2) Jaki związek ma z tym faktem to, iż ukończyłaś LO?
          3) Naprawdę sądzisz, że nie ważne jest to, za ile się coś robi? Przecież trzeba
          za coś żyć: kupiń mieszkanie, ubranie, itp.
          Pozdrawiam
          Kate
        • Gość: Nitka Re: milion zlotych:) hehehe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.05, 23:32
          aa47 napisała:

          > ten wasz rynek pracy.. eh trzeba lubić pracować. Pewno mnie zgnoiscie ale co
          mi
          >
          > tam. Ja pracuje za 450złotych dlatego że chce pracować! uzgodnione na pol
          etatu
          >
          > a i tak robie po 7 godzin dziennie, i to z uśmiechem na twarzy. Jest mi
          > potrzebne doświadczenie a nie pieniądze i mam rodzine i dom. Fakt że mój mąż
          > zarabia na nas i to starcza.

          Twój mąż, nie ROBI NA NAS, na Ciebie nie robi :)))- Ty masz swoje pieniążki:))
          On robi na siebie i na swoje wydatki.

          >Do tego wszystkiego prowadzimy nas mały biznes,
          Z mężem?:)) Chyba nie?:)))

          Ja pracuje w biurze
          >
          > projektowym i zaczełam projektować, robić dość duże projekty i gdy będę w
          100%
          > odpowiedzialna za to co robie zapytam o podwyżke, ale dla mnie też jest ważne
          > to żeby mój pracodawca nie był straty prze mnie (ukończyłam LO). Ważne jest
          to
          > co się lubi robić a nie za ile!

          W biurze? Fajnie:) Czyli ten biznes macie razme z mężem i tam masz dochód:)) i
          jeszcze te w biurze czyli plus 450zł:))


          Skoncyzłas LO?:) Fajnie:) Dziś słyszałam histoire pana, co był.. murarzem. A
          teraz jest w pracowni kosztorysu:)))) Tylko tacy ludzie dojda do celu, ambitni
          i sami sobie:)bez pleców:)
          Takich ludzi się ceni:)))A jesli ktos ocenia innych po tym co mają( kasa,
          stanowisko, dyplomy, za to zero mądrości, inteligencji), a nie po tym kim są,
          to jest nic nie wartym ludziem:)

          • Gość: Kate75 Re: milion zlotych:) hehehe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.05, 23:39
            Nitko, odniosłam wrażenie, że sobie robisz podśmiechujki z tej ambitnej,
            zdolnej (pani architekt z biura projektowego?:)), po liceum. Wiesz, ona kocha
            co robi i to jest ważne, ale nie martw się, jej mąż na NAS zarobi:)))
            • Gość: Nitka Re: milion zlotych:) hehehe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.05, 23:58
              Gość portalu: Kate75 napisał(a):

              > Nitko, odniosłam wrażenie, że sobie robisz podśmiechujki z tej ambitnej,
              > zdolnej (pani architekt z biura projektowego?:)), po liceum.
              Nie nie robie sobie:)))
              A to oto chodiz, że ona jest tylko policeum, a mądrzejsza do nie jednej po
              londyńskiej szkole:))) Cóż ludzie są zadrosni, nie ja:)))

              >Wiesz, ona kocha

              > co robi i to jest ważne,

              tez tak uważam,to jest ważne. Gorzej jakby kochała tylko tego z kasą, albo tych
              przy kasie:)))
              ale nie martw się, jej mąż na NAS zarobi:)))
              Mąż? Nasz? Nie przesadzaj. Taka ambitna, że sama już zarabia. A jak ma swoje to
              po co jej męża $$. Mąż moze śmiało płacić za swoje zachciewajki, za jej nie
              musi:))
              Wiesz Franklin miał tylko 2 klasy a zobacz kim był i co wynalazł.Mądrośc i
              inteligencję ma się w sobie, a nie na papierze z High school:) ja wiem, że
              ludzie są zadrosni, ale żeby aż tak:)))))))))))))
              • Gość: Kate75 Re: milion zlotych:) hehehe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.05, 00:03
                O, tak! Masz rację! papierek nieistotny, ważne to, co w głowie! Tak mówi moja
                ciocia Gienia i ja się z nią zgadzam. Ludzie po podstawówce są nieraz bardziej
                inteligentni od profesorka, a co dopiero po LO!:))))
                • Gość: Nitka Re: milion zlotych:) hehehe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.05, 00:23
                  o tak!
                  Juz to przed laty powiedziano:)
                  "Miej serce i patrzaj w serce"

                  to się tyczy pracy ludzi, związków, życia..:)

                  A co do tego to: profesor profesorowi nieórwny, uczen uczniowi również. Mało to
                  razy uczeń przerósł Mistrza? A w tamtych czsach papierównie było, a ludzie
                  cytowali z pamięci np Iliade:)
                  • getfor Re: milion zlotych:) hehehe 27.08.05, 21:47
                    „Czucie i wiara silniej mówi do mnie
                    Niż mędrca szkiełko i oko.
                    Martwe znasz prawdy(...)
                    Miej serce i patrzaj w serce!”,

                    A.M. :)
                    • Gość: Richelieu* Re: milion zlotych:) hehehe IP: *.zyg2.brewet.pl / *.zyg2.brewet.pl 27.08.05, 23:08
                      Nasza projektantka taka bystrzacha, że 2 miesiące temu szukała na f racibórz
                      jeleni po ochronie środowiska lub zgoła wszystko jedno jakich inżynierów. Coś
                      mi się wydaje, że to kwintesencja kawałów o szefach co sam nie umie, więc
                      zatrudnia absolwenta, który przynajmniej teorii ma trochę. Nie wiem tylko
                      dlaczego wszystko jej było jedno po jakim kierunku, chiba żebi się koleżankom
                      na spacerze z juniorem chwalić, że magistrzy są u niej do
                      podajprzynieśpozamiatania, a i mamuńca cieszy się, że córcia dobrze się w życiu
                      ustawiła
                      • getfor Re: milion zlotych:) hehehe 28.08.05, 14:18
                        Witam,

                        Hmmm ciekawe ma sformułowanie z Pana strony...
                        Sam z ciekawości zadzwoniłem na ogłoszenie, o którym Pan wspomniał.
                        Jeżeli by Pan zadzwonił pewno jak i ja dowiedziałby się Pan, że potrzebny jest inżynier
                        środowiska - najlepiej ze specjalnością w wentylacji... bądź też inżynier budownictwa
                        - z umiejętnością w projektowaniu najlepiej instalacji/przyłączy sanitarnych.

                        Dowiedziałby się Pan na pewno więcej szczegółów, mogąc wtedy ocenić Panią, która w
                        imieniu Firmy wystawiła to ogłoszenie.

                        Wydaje mi się, że niestety, ale ocenił Pan zbyt emocjonalnie i powierzchownie Panią,
                        którą określa Pan "bystrzachą".

                        Postanowiłem również zaznajomić się z postami tej Pani - i jak Pan może przeczytać
                        Pani ta wspomina wprawdzie o rozwijaniu swojej działalności i o dodatkowej pracy w
                        pracowni projektowej - nie będę może prowadzić dochodzenia, bo nie o to chodzi...
                        Lecz wydaje mi się Drogi Kolego, że chyba obraził Pan swoimi określeniami, wręcz
                        ironicznymi Panią o pseudonimie aa47.

                        Najgorzej snuć domysły, a przecież najlepszym rozwiązaniem jest po prostu sprawdzić
                        informację:)

                        Mam nadzieję, że naprawi Pan swój błąd w ocenie, jak to na kulturalną osobę
                        przystało...

                        Pozdrawiam i życzę miłego dnia
                        • Gość: Richelieu* Re: milion zlotych:) hehehe IP: *.zyg2.brewet.pl / *.zyg2.brewet.pl 28.08.05, 15:02
                          nie poprawię, ale chwała za to ludziom ze średnim, że mają tyle tupetu aby dać
                          w pysk gospodarce i założyć firmę. Nawet specjalnie nie przeszkadza to, że sami
                          nie potrafią kiedy dają pracę absolwentom właśnie. Niech będzie to nawet
                          brawura, na którą nie stać ludzi wykształconych. Tylko czy osoba po LO może
                          mówić, że projektuje instalacje sanitarne?

                          ps. od tych Pań i Panów straszny bełkot się robi. Tu jest net, a nie
                          posiedzenie związku zawodowego
                          • getfor Re: milion zlotych:) hehehe 28.08.05, 20:49
                            Ok niech nie będzie Pana, Pani jeżeli stanowi to priorytet naszej konwersacji.

                            Co do osób zakładających własną działalność... chwała każdemu, kto stara się
                            rozwijać własną inicjatywę. Nie ważne kto kogo zatrudnia - ważne, że nakręca
                            gospodarkę i pomaga rozwinąć rynek pracy.

                            Brawura, kultura osobista, pogląd na życie - stanowi raczej indywidualną część
                            osobowości człowieka, a niżeli wykształcenie jako czynnik determinujący człowieka.
                            Względnie...

                            Co do stwierdzenia - czy osoba po LO może projektować instalacje sanitarne?
                            A zapytam - a dlaczego nie? Przypuszczam opracowywać w rozumieniu projektować.
                            Do projektowania o ile mi wiadomo potrzebne są uprawnienia, a zakres tych
                            uprawnień również uzależniony jest od wykształcenia. Wystarczy poGooglować i
                            zapoznać się w małym stopniu z prawem budowlanym.

                            A czy ja jako osoba również ze średnim wykształceniem - w tej chwili jestem
                            pracownikiem można nazwać wielofukcyjnym... pełnię funkcję
                            informatyka/administratora sieci (windows/unix) - jestem samoukiem - mogę
                            pracować jako informatyk czy nie?
                            Nie będę rozwijać innych innych dziedzin, którymi się zajmuje...
                            Nie jestem żadnym omnibusem itd. to co robię staram się robić dobrze i ciągle
                            rozwijać...

                            Zakładając, że zakładam własną firmę - czy moje wykształcenie będzie głównym
                            czynnikiem hamującym rozwój firmy? Czy dla Ciebie byłoby obraźliwe, gdybym ja
                            zatrudnił Ciebie jako swojego pracownika?

                            Wydaje mi się, że podstawowym błędem rynku Edukacji, jest brak doskonalenia
                            przedmiotów zawodowych, niestety brak jest coraz bardziej fachowców po uczelniach
                            technicznych.

                            Uważam za wielki błąd ocenianie przez Ciebie przydatności człowieka - również tej
                            zawodowej, względem szkoły którą ukończył.

                            Czy Ty - o ile to nie zbyt osobiste pytanie: pracujesz zgodnie ze swoim
                            wykształceniem? I na satysfakcjonującym Cię stanowisku?

                            Czy nie czujesz zagrożenia rynku pracy ze strony osób podejmujących własną
                            inicjatywę a niższych od Ciebie wykształceniem?
                            Pozdrawiam
                            • Gość: Richelieu* Re: milion zlotych:) hehehe IP: *.zyg2.brewet.pl / *.zyg2.brewet.pl 29.08.05, 01:13
                              ;) Widać to średnie, widać, z języka, którego używasz, zbyt ą i ę, ale niech
                              tam ;)


                              > Co do osób zakładających własną działalność... chwała każdemu, kto stara się
                              > rozwijać własną inicjatywę. Nie ważne kto kogo zatrudnia - ważne, że nakręca
                              > gospodarkę i pomaga rozwinąć rynek pracy.
                              >



                              no więc właśnie powtórzyłeś moje słowa


                              > Brawura, kultura osobista, pogląd na życie - stanowi raczej indywidualną
                              część
                              > osobowości człowieka, a niżeli wykształcenie jako czynnik determinujący
                              człowie
                              > ka.
                              > Względnie...
                              >




                              Wydaje mi się, że jest większa skłonność ludzi ze stosunkowo niskim
                              wykształceniem do zakładania firm małych. Człowiek z wyższym woli wydać na
                              kolejne studia czy na język, a ten ze średnim na kupno warsztatu pracy. Brawura
                              w tym wypadku to kupno nie warsztatu, na którym potrafi się pracować, a dużo za
                              dużo skomplikowanego. Człwiek z wyższym obecnie jest raczej niepewny własnych
                              umiejętności, bo też ma głównie teorię a nie umiejętności, człowiek po LO
                              jednak nie ma ani jednego ani drugiego. Tu okazuje się, że to właśnie człowiek
                              po LO twierdzi, że umie, że robi.



                              > Co do stwierdzenia - czy osoba po LO może projektować instalacje sanitarne?
                              > A zapytam - a dlaczego nie? Przypuszczam opracowywać w rozumieniu
                              projektować.
                              > Do projektowania o ile mi wiadomo potrzebne są uprawnienia, a zakres tych
                              > uprawnień również uzależniony jest od wykształcenia. Wystarczy poGooglować i
                              > zapoznać się w małym stopniu z prawem budowlanym.
                              >



                              do projektowania potrzeban jest inżynieria sanitarna, a nie prawo budowlane.
                              Dziennik Ustaw każdy głupi potrafi przeczytać. Śmieszne to co piszesz w tym
                              akapicie ;)



                              > A czy ja jako osoba również ze średnim wykształceniem - w tej chwili jestem
                              > pracownikiem można nazwać wielofukcyjnym... pełnię funkcję
                              > informatyka/administratora sieci (windows/unix) - jestem samoukiem - mogę
                              > pracować jako informatyk czy nie?
                              > Nie będę rozwijać innych innych dziedzin, którymi się zajmuje...
                              > Nie jestem żadnym omnibusem itd. to co robię staram się robić dobrze i ciągle
                              > rozwijać...
                              >>
                              > Zakładając, że zakładam własną firmę - czy moje wykształcenie będzie głównym
                              > czynnikiem hamującym rozwój firmy?



                              informatyka to specyficzna dziedzina, która opiera się przede wszystkim na
                              samouctwu. Szkoła daje podstawy, nadążyć za rynkiem IT trzeba samemu. Jeśliś
                              dobry, jeśliś zaczynał na atari 15 lat temu.. Jestem technikiem informatykiem,
                              a ze szkoły wyniosłam tyle, że dziś się sto razy zdezaktualizowało. Od
                              inforamtyków wymaga się umeijętności, a nie papierka. Ot zawód. Od inżyniera
                              sanitarnego zaś najpierw wymaga się zaświadczeń o poprzednich projektach, ew.
                              wykształceniu, bo to już leci w instalację z połowy domu, a nie w jedną rurę.
                              Od rur są hydraulicy. Tyle, że po LO nie tylko inż. sanitarnym ani i
                              hydraulikiem być nie można. Ciężko to przetłumaczyć? Może ktoś tam jest
                              hydraulikiem, zaczął wynieać po dwie rury nie po jednej i już każe na siebie
                              mówić inżynier sanitarny. ;)


                              Czy dla Ciebie byłoby obraźliwe, gdybym ja
                              > zatrudnił Ciebie jako swojego pracownika?
                              >



                              Nie, bo jesteś lepszy z unixu niż ja. I nie, w każdym innym wypadku. Chęć
                              zatrudnienia nigdy nei jest obraźliwa, to raczej dowód dobtej woli, jeśli nie
                              idzie za tym chęć pognębienia niską pensją lub mobbingiem kolegi, który całą
                              młodość się uczył, kiedy ja balowałem, a teraz jest u mnie na posyłki.



                              >
                              > Wydaje mi się, że podstawowym błędem rynku Edukacji, jest brak doskonalenia
                              > przedmiotów zawodowych, niestety brak jest coraz bardziej fachowców po
                              uczelnia
                              > ch
                              > technicznych.
                              >



                              więc fachowów po politechnikach jednak, a mówiłeś coś o inżynierze sanitarnym
                              po LO.. ;)
                              Dobrze mówisz, że ludzi po polibudach jest mniej niż po uniwerkach, bo taka
                              automatyka czy elektronika są trudne dla niezainteresowanych. A ekonomię kończy
                              prawie każdy, nie musi ekonomii kochać. Sęk w tym, że nie wiesz co to są
                              przedmioty zawodwe i utożsamiasz je z przedmiotami technicznymi. Biolog czy
                              kartograf to też zawód.



                              >
                              > Uważam za wielki błąd ocenianie przez Ciebie przydatności człowieka - również
                              t
                              > ej
                              > zawodowej, względem szkoły którą ukończył.
                              >



                              pięknie, osoba po LO jest gorsza od hydraulika po zawodówce jeśli chodzi o
                              instalacje sanitarne, i w głowie jej się miesza jeśli twierdzi, że wykonuje
                              jakieś projekty



                              > Czy Ty - o ile to nie zbyt osobiste pytanie: pracujesz zgodnie ze swoim
                              > wykształceniem? I na satysfakcjonującym Cię stanowisku?
                              >



                              Tak i nie. Ad tak, spełnia minimum poczucia bezpieczeństwa finansowego, dodaje
                              prestiżu, a co ;)tyle, że zarobki są kiepskie, bardzo. Ad nie, dotyczące
                              wyrównywania poziomu finansowego, nie w zawodzie, choć wymagało to ode mnie
                              kilkunastoletniej nauki, ale nie szkolnej.



                              >
                              > Czy nie czujesz zagrożenia rynku pracy ze strony osób podejmujących własną
                              > inicjatywę a niższych od Ciebie wykształceniem?
                              > Pozdrawiam


                              ;) Ten, no, co to znaczy niższych.

                              Pewne dziedziny są zarezerowane dla osób z odpowiednim wykształceniem,
                              inżynieria sanitarna do nich właśnie należy. Osoby po LO biorące się za rzeczy,
                              za które obawiają się wziąć inżynierowie kilka lat pracujący w zawodzie u
                              kogoś, to zwykli szaleńcy, z brawurą właśnie, którzy myślą, że instalacja
                              sanitarna to tylko kilka rurek i kolanek.

                              Do zakładania firm trzeba po pierwsze wiedzy nt profilu działalności, ale zaraz
                              potem przedsiębiorczej żyłki i kapitału lub wiedzy skąd ten kapitał wziąć. Nie
                              często jedno i drugie idzie w parze, dlatego dobrze, że komuś się chce, że się
                              stara, i choć bywa, że marudzi, ba, nawet jest burakiem, to jednak dobrze, że w
                              ogóle jest. Tyle ad makroekonomia.

                              Ale czuję zagrożene, indywidualnie, bo nieuki psują rynek, każą wierzyć, że
                              specjalista to nic dobrego. Tak jak czuli zagrożenie lekarze przed znachorami
                              albo architekci wnętrz przed radami cioci kloci. Nieuki każą myśleć, że
                              dziedzina, na której się niby znają, jest banalna i zaniżają cennik, coś jak
                              dziumdzie z tego wątku ) A społezcęnstwonie widzi oczywście powodu, dla którego
                              ma wydawać 5 razy więcej, jeśli pani Jadzia zrobi "to samo" za 5 razy mniej.
                              Ludzie lubią oszczędzać.

                              • getfor Re: milion zlotych:) hehehe 29.08.05, 08:44
                                Cześć,

                                Cieszę się, że w końcu się odkryłeś:) t.j. sprecyzowałeś swoje powódki i obawy.

                                > ;) Widać to średnie, widać, z języka, którego używasz, zbyt ą i ę, ale niech
                                > tam ;)
                                Ciekawa teoria, u mnie raczej wynika z przyzwyczajenia do "ogonków" i szacunku do
                                języka polskiego.

                                Co do inżynierii - do projektowania mogłaby wystarczyć szkoła budowlana o np
                                specjalności inżynierii sanitarnej - i nieraz osoby po tej szkole mają większe
                                umiejętności w tym zawodzie.

                                Jestem po LO, też zajmuję się inżynierią sanitarną i projektowaniem - pracowałem w
                                firmie 3 lata - zapraszam po instalację - oczywiście płatną:) wtedy będziemy mogli
                                sprawdzić czy umiem to też robić czy nie. Możemy się nawet założyć o jedną pensję -
                                czy instalacja ta będzie wykonana poprawnie.

                                > do projektowania potrzeban jest inżynieria sanitarna, a nie prawo budowlane.
                                > Dziennik Ustaw każdy głupi potrafi przeczytać. Śmieszne to co piszesz w tym
                                > akapicie ;)

                                Tak? a może budowlana? a może doświadczenie? Co do ustaw! Prawo budowlane jest
                                oparte na Dzienniku Ustaw. Bez jego znajomości, w zakresie wykonywanych przez
                                osobę czynności praca jest bardzo utrudniona. Oczywiście może i każdy głupi może
                                przeczytać - problem z tym chyba żeby zrozumieć i zapamiętać. A jak z tym u Ciebie?
                                Zauważyłem, że jesteś strasznym negusem na cały świat?

                                A co do informatyki - współpracę z pewną firmą zaczynałem mając 15/16 lat i
                                zajmowałem się administracją.

                                Chyba to co kto robi zależne jest od jego usposobienia i zaradności życiowej, lekkie
                                ryzykanctwo nie uważam za brawurę.


                                A propos stwierdzenia:
                                > ma wydawać 5 razy więcej, jeśli pani Jadzia zrobi "to samo" za 5 razy mniej.
                                > Ludzie lubią oszczędzać.

                                To jest niestety przykre - chyba dla wszystkich, to że społeczeństwo ubożeje, a nie to,
                                że ktoś pracuje za płacę minimalną. Ten kto jest w stanie pracować za takie
                                pieniądze i harować za takie pieniądze powinien być szanowanym człowiekiem, a nie
                                określanym "dziumdzią".

                                Co do studiów Panie kształcony - postanowiłem je przerwać, gdyż w życiu trzeba
                                kształcić się zgodnie z własnym sumieniem t.j. zainteresowaniami - mnie życie
                                troszkę zmusiło do studiów w kierunku, który jednak nie będzie (przynajmniej teraz
                                mi się tak wydaje) moim wyborem życiowym. Życie pokaże co los da.

                                Miłego dnia
        • getfor Re: milion zlotych:) hehehe 27.08.05, 21:52
          Zgadzam się z Twoją wypowiedzią, gdyż ważne jest nie tylko za ile, ale co i jak.
      • Gość: zadowolony Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.chobienia.sdi.tpnet.pl 27.08.05, 10:56
        witam mam niespelna 21 lat studiuje na 3 roku zaocznie i mam prace (informatyk)
        poki co dostalem pracuje za 1299 zł brutto plus nagodziny (robie ile chce) i
        powiem wam ze poki co jestem bardzo zadowolony chociaz uwazam ze jak za moje
        umiejetnosci to jest zdecydowanie za mało ( na start wolalbym okolo 2000
        brutto) ale jak juz mowilem to jest moja PIERWSZA PRACA jest od mojego domu 4
        km szefowie sa naprawde super (firma prywatna) zadnych ale itp. jak robisz
        swoje i robisz to dobrze to jest okej szansa na podwyzke itp. dostalem wlasne
        biuro i wszystko co tylko potrzebuje mam wyplata zawsze w terminie praca w
        godzinach - 7.00-15.00 na studia moge sie zrywac wczesniej i powiem wam ze jak
        dla mnie praca za 800 zł na poczatek jest dobra dla niektorych to rarytas
        niedosc ze dostaja umowe-zlecenie to jeszcze 400zł miesiecznie i dali by sie
        pokroic za 800 zł bo nie maja co do garnka wrzucic moze i faktycznie zanizamy
        srednia ale chodzi o to zeby byl jakis pieniadz bo jak ty nie chcesz za 800 zł
        to przyjdzie inny moze mniej doswiadczony ale sie nauczy a ty brdziesz siedziec
        w domu z pustymi rekami. Wiem ze to nie bedzie moja praca do konca zycia ale
        poki co jest super. pozdrawiam all
      • getfor Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie 27.08.05, 21:22
        Witam,

        Moim zdaniem wszystko zależy od punktu widzenia i zaistniałej sytuacji.
        Jestem ze śląska ze średniej wielkości miasta (70 tyś. osób) i zdaję sobie sprawę, że
        wynagrodzenie i realia (również koszty utrzymania) różnią się w moim mieście - niż w
        innym większym t.j. Warszawa.

        Co do siedzenia na dupie i sprawy wynagrodzenia...
        Uważam, że lepsza każda praca niż siedzenie na dupie, tym bardziej jeżeli ma się
        rodzinę na utrzymaniu - oczywiście praca za minimum też wchodzi w grę - gdy rozwija
        człowieka w dobrym kierunku - zgodnie z własnymi przekonaniami.

        Sam zarabiam różnie mimo stałej pracy... mam rodzinę na utrzymaniu...
        Ważna dla mnie jest satysfakcja z pracy, lubię coś wykonać szybko i dobrze - gdyż
        wiadomo - więcej pracy - większe wynagrodzenie, nie powiem, że nie chciałbym
        zarabiać 2000 czy 3000 zł i mieć je gwarantowane miesięcznie.

        Jestem osobą kreatywną, dynamiczną, z przejawami predyspozycji na stanowisko
        kierownicze - lecz w firmie, której pracuje - jestem asystentem - co również sprawia
        mi przyjemność:) - z biegiem czasu zacząłem być taką dodatkową ręką szefa:)

        To, że pracodawca zatrudnia na 800 zł - to co w tym złego? Uważam, że jest to szansą
        dla pracownika, aby wykazać swoje zaangażowanie w pracy, przydatność i w pewien
        sposób niezastępowalność. Uważam, że każdy pracodawca doceniając pracownika -
        tak czy inaczej podniesie mu pensję.

        Sam jestem wielkim idealistą i marzę - może nie o pensji - a całkowitym spełnieniu
        się w pracy. Gdybym miał wybierać 1200 zł i nie rozwijać się intelektualnie oraz
        zawodowo, wybrałbym pracę za te 800 zł o ile sytuacja życiowa nie zmusiłaby mnie do
        pracy gdzie indziej. Jest rodzina - są inne realia.

        Siedząc w domu przez miesiąc - co zyskamy? na pewno nie te 800 zł, które
        moglibyśmy
        zarobić.

        Drogi Czytelniku mojej odpowiedzi, zapomniałem wspomnieć, że mam 21 lat i
        chwilowo nie studiuje...

        Życzę Wam wszystkim satysfakcjonującej i dobrze płatnej pracy, bo gdy człowiek nie
        martwi się o byt na pewno efektowniej i efektywniej wykonuje ją.

        Pozdrawiam
        • getfor Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie 27.08.05, 21:25
          Zapomniałem wspomnieć, że zaczynałem od stażu absolwenckiego 6-ścio
          miesięcznego - czyli 450 zł/brutto miesięcznie. Fakt wtedy jeszcze nie było Córeczki:)
        • Gość: Nitka Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.08.05, 22:51
          Mądra wypowiedz:) Mozna było ja wkleic zamiast setki tych tu, w watku:)
          • Gość: Richelieu* Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.zyg2.brewet.pl / *.zyg2.brewet.pl 27.08.05, 22:59
            i podkreślić trzeba, że ma dopiero 21 lat. To się nazywa poważn młody człowiek.
            Bez uśmiechu pod nosem, autentycznie tak sądzę
            • Gość: Myszka Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.starcza.net / *.internetdsl.tpnet.pl 28.08.05, 20:53
              przeczytałam te wszystkie posty i wniosqję, ze juz dawno powinnam umrzec z głodu, ewentualnie spać pod mostem i spożywać ciepły posiłek raz w tygodniu.. Moja matka skończyła studia.. kiedy urodziła dwoje dzieci (mnie i siostrę) długo nie pracowała żeby nas wychować, gdy podrosłyśmy zaczęła szukać pracy i z jej kwalifikacjami (są na prawdę niezłe) po dwóch latach znalazła pracę... w zeszłym miesiącu przyniosła do domu 320 złotyh... a pracuje fizycznie i to w trybie trójzmianowym. Ojciec jest technikiem budowlanym, czy jakos tak i pracuje jako zwykły murarz, za 600 złotych miesięcznie. Kiedys zarabiał więcej, ale szef obnizył im stawki, jak sie tylko dało, bo wiedział, że tu, gdzie mieszkamy "panowie koło 50tki" nie znajdą innej pracy, nawet za takie pieniądze. Ja i moja siostra uczymy się w liceum, przez te wszystkie lata rodzicom udało sie wybudować dom, i to nie chatkę z drewna, tylko normalny piętrowy budynek mieszkalny.. nie mamy basenu, czy trzech samochodów w garazu, ale mamy kilkuletnie auto, w domu lodówkę, telewizor, komputer ze stałym łączem z internetem, ogólnie rzecz ujmując podstawowy sprzęt rtv i agd...i uwaga!! ŻYJEMY!! rodzice płacą rachunki w terminie, nie muszę się martwić o to, że nie mam się w co ubrac, nie chodzę może w ubraniach najwyższej jakości, ale są zadbane i czyste i nie muszę ich kupować w lumpeksach. Moi rodzice niestety nie mogli sobie pozwolić na "szanowanie się" i żądać stawek adekwatnych do ich kwalifikacji, nie mogli sobie też pozwolić na sprzedanie całego dobytku i wyjazd gdzies w poszukiwaniu pracy,ewentualnie uruchomienie własnej działalności gospodarczej bo musieli pamiętać, że mają dzieci i w razie niepowodzenia, wylądują w schronisku dla bezdomnych nie tylko oni, ale też ich my. Pozostaje im wierzyć w to, ze ja i moja siostra, po studiach, nie będziemy zmuszone godzić się na takie warunki pracy, bo kiedy my się urodziłyśmy rodzice nie mogli spodziewać się tego, że będą tyle zarabiać- mama pracowała wtedy na dobrym stanowisku, tata też nie narzekał... a potem komunizm upadł i zakłady zamknięto... nie bronię oczywiście starego systemu, ale nie każdy ma teraz szansę na dobrze płatną pracę.. dużo zalezy od tego, gdzie mieszka, ile ma lat, i ile jest w stanie zaryzykować... Swoją drogą, nie przymieram głodem, do szkoły chodzę, książki mam, nawet nad morzem byłam w wakacje...;) to wszystko kwestia umiejętnego wydawania tych marnych groszy, które się ma...;)
              • Gość: Richelieu* Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.zyg2.brewet.pl / *.zyg2.brewet.pl 29.08.05, 01:24
                Twój tato jest niepoważny, kompletnie. Murarze zarabiają 1,2 i więcej,
                zbrojarze 1,5, dekarze 2 i więcej, nawet 2,5, a wykończeniówka już w ogóle
                astronomia budowlana. Niech poszuka gdzie indiej, poważnie mówię. I nie
                technicy, a "zwykli" roboticy wykwalifikowani. Koło pięćdziesiątki, wielkie mi
                rzeczy, chęć ciężkiej pracy wcale nie ejst powszechna
                • getfor Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie 29.08.05, 08:48
                  Witam,

                  Prawdą jest, że pracownik fizyczny zarabia względnie 5 zł/h i mniej więcej daje to jak
                  mówisz 1,2 zł. Gorzej w miesiące zimowe i zazwyczaj ciężko o stabilizację.

                  A zresztą... gdzie jest stabilnie? heh
                  • Gość: Myszka Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.starcza.net / *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.05, 11:26
                    faktem jest, że mój ojciec jest na prawdę dobrym fachowcem i nie boi się ciężkiej pracy. Nasz dom wybudował zasadniczo sam. To znaczy sam wykonywał wszystkie prace, które można było wykonywać w pojedynkę, nie mówię tutaj o zalewaniu fundamentów, stropów, czy o pokrywaniu dachu, ale panele, płytki położył sam, tynkt też, z tego co pamiętam, same ściany też są jego zasługą:) jednak mimo tego, że zna się na swoim faqchu, to tak jak ktoś wcześniej napisał w okresie zimowym jest straszny zastój w budownictwie i nie jest to, tak jak niektórzy uważają stabilna branża. Mój ojciec długo szukał zatrudnienia, murarzy i tym podobnych fachowców jest na prawdę dużo... i cieszy się z tego co ma, z tego że nie musi siedzieć w domu i patrzeć jak jego dzieci przymierają głodem, bo jakoś sobie radzimy. A w miesiącach letnich, zawsze ktoś poprosi go o pomoc w rwmoncie, wszyscy w okolicy wiedzą, że umie ciężko pracować i dobrze wykonuje swoją pracę:))
      • aa47 milion:) 28.08.05, 14:19
        celem wyjaśnienia:) prowadziłam preselekcje do firmy. Było napisane że więcej
        informacji dostanie osoba zainteresowana emailem.

        Ktoś napisał za coś trzeba życ.. tak trzeba ale my mamy co do garnka wlorzyć i
        moge sobie pozwolić na taką pensje. Gdybybyłi inne reali pracowałabym za więcej
        gdzieć indziej ale narazie moge inwestować w siebie.
        Jednak zastanawiają mnie pensje osób które pracuja na "ciepłej" panstwoej
        posadce. Moim zdaniem nie są (pensje) odzwierciedleniem tego co dana osoba
        prtrafi.. skonczone studia i 1100zlotych netto:( to jest smieszne i tragiczne.
        • aa47 Re: milion:) 28.08.05, 14:51
          do firmy w której pracuje i nie jest to moja firma ani męża!!!!!!!
          • andrejwww Re: milion:) 28.08.05, 17:40
            To jeszcze nic ja pracuje za 640 NETTO, czyli tyle orzymuje na ręke ( cały
            etat ), a pracuje w TESCO.Nie dość że tak śmiesznie zarabiam, to jeszcze
            pracuje w stresie.Po pierwsze musze pracować pod presją czasu - klienci, oni
            potrafią zdołować człowieka, opieprzyć za brak ceny, czy "że towar nie
            wchodzi".Niektórzy ludzie z którymi pracuje za równych stanowiskach to idioci,
            którzy potrafią tylko ściemniać, a są antypatyczni, mają taki charakter,
            złośliwi, nieuprzejmi i potrafią tylko rozkazywać.Mało tego nademną są
            asystenci kierowników i kierownicy, a oni potrafią tylko mówić jacy to my
            jesteśmy, poprostu nas wykorzystują kosztem nawet tego, że oni siedzą w palarni
            i na stołówce, a my tyramy z paletami i nie ma że boli.
      • Gość: humana historia z życia wzięta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.05, 20:44
        Chcę powiedzieć coś wszystkim, którzy napadli na założycielkę wątku, że niby
        popełnia błąd i że za takie pieniądze nie powinno się pracować. A zwłaszcza
        chcę coś powiedzieć "szanującemu się", który pięknie wyłożył swoją teorię
        o "dziumdziach" (tak chyba nazwał osoby, które są skłonne przyjąć pracę za
        mniejsze wynagrodzenie niż ktoś "szanujący się"). Otóż znam kogoś, młodą,
        bardzo inteligentną kobietę, która w wieku siedemnastu lat popełniła głupi błąd
        i przespała się ze swoim chłopakiem, co zaowocowało ciążą. Że gdyby była
        inteligentna, nie zrobiłaby takiego głupstwa? No dobrze, tyle, że jej dom
        rodzinny przypominał piekło (agresywny ojciec alkoholik), i sama czysta
        inteligencja rzadko potrafi młodego człowieka w takiej sytuacji poprowadzić
        przez życiowe manowce. Potrzeba jeszcze inteligencji "emocjonalnej" i dobrych
        wzorców, których niestety dziewczyna w domu nie znalazła. Ciąża, przyspieszony
        ślub. Bardzo dobre liceum do którego chodziła (jedno z najlepszych w kraju) nie
        zachęcało jej do kontynuowania nauki, bo dziewczyna i tak nie potrafiła w
        tamtym czasie skupić się na przygotowaniach do matury, kiedy rosnął brzuch,
        ojciec alkoholik groził jej wyrzuceniem z domu, a chłopak/mąż zaczął się
        okazywać nic niewartym bęcwałem. Urodziła dziecko, i w dwa miesiące po
        urodzeniu go znalazła sobie jakąś pracę (zdaje się jako sprzedawczyni), bo
        mężuś całkowicie sobie bimbał na swoje obowiązki ojca a na dodatek zaczął
        przejawiać wobec naszej bohaterki agresję. Po kilku awanturach z nim, które
        skończyły się dla niej na pogotowiu, wyprowadziła się do jakiejś klitki.
        Utrzymywała siebie i dziecko. To wszystko działo się jakieś 15 lat temu. Nie
        wiem, ile wtedy zarabiała. Jest to osoba niezwykle bystra, umiejąca łatwo
        nawiązywać kontakty, elokwentna. W końcu w firmie, w której pracowała, poznała
        człowieka, z którym połączył ją głęboki związek. Zaczęła się starać o rozwód.
        Ona i on, miłość jej życia, zamieszkali razem w wynajętym mieszkaniu. Z jej
        dzieckiem. Wszystko układało się pięknie. W końcu kobieta zaszła w ciążę po raz
        drugi, ze swoim nowym partnerem. Byli przeszczęśliwi. Co prawda dręczyła ich
        trochę świadomość, że nie mogą się pobrać (rozwód z pierwszym mężem nie doszedł
        jeszcze do skutku), ale ważniejsza była ich miłość. I wtedy zaczęły się schody.
        Było to jakieś dziesięć lat temu. Kobieta straciła pracę. Jej facet z trudem
        zarabiał na siebie, nią, jej dziecko z młodzieńczej wpadki (bo ojciec dziecka
        nie płacił alimentów, ukrywał się, świnia) i martwił się, co to będzie, kiedy
        urodzi się jego potomek. Przeprowadzili się do domu dziadków faceta, żeby
        mieszkać na nieużywanym piętrze - bo taniej, niż w wynajmowanym mieszkaniu.
        Niestety, dojazd do pracy dla gościa gorszy z tamtej miejscowości. Lepsze za to
        warunki do wychowywania dzieci - świeże powietrze. Plusów w tej sytuacji było
        więcej niż minusów. Dziecko się urodziło, a facet stracił pracę. Znalazł inną,
        niestety "na czarno" - w swoim zawodzie jako kierowca samochodów ciężarowych i
        mechanik nie znalazł nic legalnego. Z obawy o to, czy będzie w stanie utrzymać
        rodzinę, wziął to, co mu oferowano. Po miesiącu miał dostać pracę legalną u
        tego samego pracodawcy. Nie dostał. Wściekł się i odszedł. Ale rodzinę trzeba
        było z czegos utrzymać! Chodził i szukał pracy; nie mógł znaleźć. Wszystko to
        działo się na Górnym Śląsku. W końcu "przeprosił się" z szefem, który nie dał
        mu legalnej pracy. Wolał nielegalną, byle była. I zaczęło się. Pensje wypłacane
        z opóźnieniem albo wcale, zaniżane tragicznie zarobki... Harówka na każde
        zawołanie; facet sypiał nieraz przez tydzień po 4 godziny na dobę i miał
        prowadzić ciężarowy samochód! Szukał innej pracy, w końcu z ojcem zdecydował
        się założyć "własną firmę" remontowo-budowlaną (to "działka" jego ojca; on z
        góry wiedział, że będzie w tej firmie tylko od noszenia cegieł). Nie wypaliło.
        Zbyt wysokie opłaty, zbyt małe zarobki, zbyt duża konkurencja. Firmę trzeba
        było rozwiązać. Od dziewięciu lat w sumie facet nie był w stanie znaleźć
        porządnej pracy; utrzymywali się jako rodzina z remontowania mieszkań krewnych
        i znajomych, zleceń na dekoracje (wszystko nieformalnie), i pożyczek. Narosło
        im mnóstwo długów. Desperatom takim jak oni ludzie, jesli już zlecają jakiś np.
        remont, płacą z opóźnieniem albo bardzo marnie... Na dodatek przytrafiło im się
        jeszcze jedno dziecko. Nie planowali, martwili się wpadką, jednak ich
        światopogląd nie pozwolił na aborcję. Poza tym kochali się i w gruncie rzeczy w
        końcu zaczęli się cieszyć, że będą mieć jeszcze jedno wspólne dziecko. Urodziło
        się z wadą, na leczenie której jeszcze bardziej się zapożyczyli. To było 5 lat
        temu. Dzieciak na szczęście dość szybko się wykaraskał z problemów zdrowotnych.
        Jego rodzice niestety nie byli w stanie znaleźć legalnej pracy. Troje dzieci na
        utrzymaniu, niemożność związania końca z końcem, depresja. Parę miesięcy temu
        kobieta znalazła pracę (nie wiem na ile legalną). Dostaje kilkaset złotych
        miesięcznie - a raczej dostawała. Z tego na dojazdy musiała wydawać około
        jednej czwartej. Miesiąc temu szef wyjechał z żoną na wakacje a prowadzenie
        firmy polecił zastępcy. NAsza bohaterka nie otrzymała w lipcu ŻADNEJ wypłaty, i
        dopiero kilka dni temu "zastępca" wypłacił jej 250 zł, z wielkej łaski. Kobieta
        czeka na powrót szefa z wakacji i zastanawia się czy nie odejść. ZASTANAWIA
        SIĘ. Czy wszyscy Wy mądralińscy, którzy może mieliście szczęście wychować się w
        normalnej rodzinie, bez ojca alkoholika/bandziora/zboczeńca, którym rodzice
        pomogli wyrosnąć na osoby dojrzale podejmujące decyzje o zakładaniu (czy raczej
        niezakładaniu) własnej rodziny, o studiach, Wy, którzy z taką pewnością siebie
        rozmawiacie o tym, jak to ludzie rozsądni ładują pieniądze we własną edukację i
        potem wymagają wysokich zarobków - czy Wy będąc na miejscu kobiety o której
        opowiadam przypadkiem też byście się nie zastanawiali? Łatwo mówić "nie powinna
        dać się wykorzystywać!" kiedy ma się zapewniony byt i dzieci nie muszą się
        dożywiać u dziadków, którzy ich rodziców uważają za nierobów. Ja chyba na
        miejscu tej kobiety też bym się tylko ZASTANAWIAŁA nad rzucaniem tej pracy. Tu
        chodzi o jej godność, i to nie mierzoną złotówkami. Godność nie zawsze można
        przeliczyć na pieniądze. Wiem od tej kobiety, jak upokorzona się czuła
        zwracając się do opieki społecznej o pomoc. Ona po prostu nie chce już czuć, że
        ludzie uważają ją za lenia. Co poradzilibyście kobiecie, której życie ułożyło
        się tak jak ułożyło się jej? Co poradzilibyście jej mężowi, ojcu dwójki z jej
        dzieci? Czy powiecie, że jeśli ktoś w życiu źle wystartował, to już jego własna
        wina, i teraz cierp ciało skoroś chciało? Spójrzcie na "dziumdzie" z punktu
        widzenia socjologa czy psychologa: czy nie przyznacie, że odpowiedzialność za
        błąd popełniony w tak młodym wieku jak w przypadku naszej bohaterki spada w
        znacznej części na jej toksycznych rodziców? I czy kobiecie tej nie należy się
        szacunek za to, że mimo wszystko stara się własnym dzieciom zapewnić godne
        życie?
        • Gość: mgrizn do humana Re: historia z życia wzięta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 00:06
          > Chcę powiedzieć coś wszystkim, którzy napadli na założycielkę wątku, że niby
          > popełnia błąd i że za takie pieniądze nie powinno się pracować. A zwłaszcza
          > chcę coś powiedzieć "szanującemu się", który pięknie wyłożył swoją teorię
          > o "dziumdziach" (tak chyba nazwał osoby, które są skłonne przyjąć pracę za
          > mniejsze wynagrodzenie niż ktoś "szanujący się"). Otóż znam kogoś, młodą,
          > bardzo inteligentną kobietę, która w wieku siedemnastu lat popełniła głupi błąd
          >
          > i przespała się ze swoim chłopakiem, co zaowocowało ciążą. Że gdyby była
          > inteligentna, nie zrobiłaby takiego głupstwa? No dobrze, tyle, że jej dom
          > rodzinny przypominał piekło (agresywny ojciec alkoholik), i sama czysta
          > inteligencja rzadko potrafi młodego człowieka w takiej sytuacji poprowadzić
          > przez życiowe manowce. Potrzeba jeszcze inteligencji "emocjonalnej" i dobrych
          > wzorców, których niestety dziewczyna w domu nie znalazła. Ciąża, przyspieszony
          > ślub. Bardzo dobre liceum do którego chodziła (jedno z najlepszych w kraju) nie
          >
          > zachęcało jej do kontynuowania nauki, bo dziewczyna i tak nie potrafiła w
          > tamtym czasie skupić się na przygotowaniach do matury, kiedy rosnął brzuch,
          > ojciec alkoholik groził jej wyrzuceniem z domu, a chłopak/mąż zaczął się
          > okazywać nic niewartym bęcwałem. Urodziła dziecko, i w dwa miesiące po
          > urodzeniu go znalazła sobie jakąś pracę (zdaje się jako sprzedawczyni), bo
          > mężuś całkowicie sobie bimbał na swoje obowiązki ojca a na dodatek zaczął
          > przejawiać wobec naszej bohaterki agresję. Po kilku awanturach z nim, które
          > skończyły się dla niej na pogotowiu, wyprowadziła się do jakiejś klitki.
          > Utrzymywała siebie i dziecko. To wszystko działo się jakieś 15 lat temu. Nie
          > wiem, ile wtedy zarabiała. Jest to osoba niezwykle bystra, umiejąca łatwo
          > nawiązywać kontakty, elokwentna. W końcu w firmie, w której pracowała, poznała
          > człowieka, z którym połączył ją głęboki związek. Zaczęła się starać o rozwód.
          > Ona i on, miłość jej życia, zamieszkali razem w wynajętym mieszkaniu. Z jej
          > dzieckiem. Wszystko układało się pięknie. W końcu kobieta zaszła w ciążę po raz
          >
          > drugi, ze swoim nowym partnerem. Byli przeszczęśliwi. Co prawda dręczyła ich
          > trochę świadomość, że nie mogą się pobrać (rozwód z pierwszym mężem nie doszedł
          >
          > jeszcze do skutku), ale ważniejsza była ich miłość. I wtedy zaczęły się schody.
          >
          > Było to jakieś dziesięć lat temu. Kobieta straciła pracę. Jej facet z trudem
          > zarabiał na siebie, nią, jej dziecko z młodzieńczej wpadki (bo ojciec dziecka
          > nie płacił alimentów, ukrywał się, świnia) i martwił się, co to będzie, kiedy
          > urodzi się jego potomek. Przeprowadzili się do domu dziadków faceta, żeby
          > mieszkać na nieużywanym piętrze - bo taniej, niż w wynajmowanym mieszkaniu.
          > Niestety, dojazd do pracy dla gościa gorszy z tamtej miejscowości. Lepsze za to
          >
          > warunki do wychowywania dzieci - świeże powietrze. Plusów w tej sytuacji było
          > więcej niż minusów. Dziecko się urodziło, a facet stracił pracę. Znalazł inną,
          > niestety "na czarno" - w swoim zawodzie jako kierowca samochodów ciężarowych i
          > mechanik nie znalazł nic legalnego. Z obawy o to, czy będzie w stanie utrzymać
          > rodzinę, wziął to, co mu oferowano. Po miesiącu miał dostać pracę legalną u
          > tego samego pracodawcy. Nie dostał. Wściekł się i odszedł. Ale rodzinę trzeba
          > było z czegos utrzymać! Chodził i szukał pracy; nie mógł znaleźć. Wszystko to
          > działo się na Górnym Śląsku. W końcu "przeprosił się" z szefem, który nie dał
          > mu legalnej pracy. Wolał nielegalną, byle była. I zaczęło się. Pensje wypłacane
          >
          > z opóźnieniem albo wcale, zaniżane tragicznie zarobki... Harówka na każde
          > zawołanie; facet sypiał nieraz przez tydzień po 4 godziny na dobę i miał
          > prowadzić ciężarowy samochód! Szukał innej pracy, w końcu z ojcem zdecydował
          > się założyć "własną firmę" remontowo-budowlaną (to "działka" jego ojca; on z
          > góry wiedział, że będzie w tej firmie tylko od noszenia cegieł). Nie wypaliło.
          > Zbyt wysokie opłaty, zbyt małe zarobki, zbyt duża konkurencja. Firmę trzeba
          > było rozwiązać. Od dziewięciu lat w sumie facet nie był w stanie znaleźć
          > porządnej pracy; utrzymywali się jako rodzina z remontowania mieszkań krewnych
          > i znajomych, zleceń na dekoracje (wszystko nieformalnie), i pożyczek. Narosło
          > im mnóstwo długów. Desperatom takim jak oni ludzie, jesli już zlecają jakiś np.
          >
          > remont, płacą z opóźnieniem albo bardzo marnie... Na dodatek przytrafiło im się
          >
          > jeszcze jedno dziecko. Nie planowali, martwili się wpadką, jednak ich
          > światopogląd nie pozwolił na aborcję. Poza tym kochali się i w gruncie rzeczy w
          >
          > końcu zaczęli się cieszyć, że będą mieć jeszcze jedno wspólne dziecko. Urodziło
          >
          > się z wadą, na leczenie której jeszcze bardziej się zapożyczyli. To było 5 lat
          > temu. Dzieciak na szczęście dość szybko się wykaraskał z problemów zdrowotnych.
          >
          > Jego rodzice niestety nie byli w stanie znaleźć legalnej pracy. Troje dzieci na
          >
          > utrzymaniu, niemożność związania końca z końcem, depresja. Parę miesięcy temu
          > kobieta znalazła pracę (nie wiem na ile legalną). Dostaje kilkaset złotych
          > miesięcznie - a raczej dostawała. Z tego na dojazdy musiała wydawać około
          > jednej czwartej. Miesiąc temu szef wyjechał z żoną na wakacje a prowadzenie
          > firmy polecił zastępcy. NAsza bohaterka nie otrzymała w lipcu ŻADNEJ wypłaty, i
          >
          > dopiero kilka dni temu "zastępca" wypłacił jej 250 zł, z wielkej łaski. Kobieta
          >
          > czeka na powrót szefa z wakacji i zastanawia się czy nie odejść. ZASTANAWIA
          > SIĘ. Czy wszyscy Wy mądralińscy, którzy może mieliście szczęście wychować się w
          >
          > normalnej rodzinie, bez ojca alkoholika/bandziora/zboczeńca, którym rodzice
          > pomogli wyrosnąć na osoby dojrzale podejmujące decyzje o zakładaniu (czy raczej
          >
          > niezakładaniu) własnej rodziny, o studiach, Wy, którzy z taką pewnością siebie
          > rozmawiacie o tym, jak to ludzie rozsądni ładują pieniądze we własną edukację i
          >
          > potem wymagają wysokich zarobków - czy Wy będąc na miejscu kobiety o której
          > opowiadam przypadkiem też byście się nie zastanawiali? Łatwo mówić "nie powinna
          >
          > dać się wykorzystywać!" kiedy ma się zapewniony byt i dzieci nie muszą się
          > dożywiać u dziadków, którzy ich rodziców uważają za nierobów. Ja chyba na
          > miejscu tej kobiety też bym się tylko ZASTANAWIAŁA nad rzucaniem tej pracy. Tu
          > chodzi o jej godność, i to nie mierzoną złotówkami. Godność nie zawsze można
          > przeliczyć na pieniądze. Wiem od tej kobiety, jak upokorzona się czuła
          > zwracając się do opieki społecznej o pomoc. Ona po prostu nie chce już czuć, że
          >
          > ludzie uważają ją za lenia. Co poradzilibyście kobiecie, której życie ułożyło
          > się tak jak ułożyło się jej? Co poradzilibyście jej mężowi, ojcu dwójki z jej
          > dzieci? Czy powiecie, że jeśli ktoś w życiu źle wystartował, to już jego własna
          > wina, i teraz cierp ciało skoroś chciało? Spójrzcie na "dziumdzie" z punktu
          > widzenia socjologa czy psychologa: czy nie przyznacie, że odpowiedzialność za
          > błąd popełniony w tak młodym wieku jak w przypadku naszej bohaterki spada w
          > znacznej części na jej toksycznych rodziców? I czy kobiecie tej nie należy się
          > szacunek za to, że mimo wszystko stara się własnym dzieciom zapewnić godne
          > życie?



          ajajajaj humana
          ja też miałem "fajnego tatusia", siedział m.in. za to, że mnie i matkę próbował zabić po pijaku w 1983 roku, kiedy miałem 5 lat, potem wyrzucił nas z domu, byłem przez pewien
          • Gość: mgrizn Re: historia z życia wzięta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.05, 00:07
            ajajajaj humana
            ja też miałem "fajnego tatusia", siedział m.in. za to, że mnie i matkę próbował zabić po pijaku w 1983 roku, kiedy miałem 5 lat, potem wyrzucił nas z domu, byłem przez pewien czas bezdomny,
            stary przechlał cały swój majątek i nie zostało mi po nim nic, więc startuję od zera, mieszkaliśmy na korytarzach, otarłem się o dom dziecka, to, że mieszkam w 15 metrowym mieszkaniu zawdzięczam PRLowi, tak jak darmową opiekę medyczną, bo dziś by nam nikt nie pomógł ani trochę - "dziś się za wszystko płaci" (pomimo, ze pracodawcy nie dają na to "wszystko" zarobić) i nie ma mieszkań za darmo (nawet małych), tylko za 4 tysiące za metr...
            moja matka jest schorowaną emerytką,
            pomimo tego skończyłem studia ze stypendium naukowym, a nie zostałem przygłupem po zawodówie, który umie tylko machać pilnikiem, albo wbijać gwoździe, tak jak niektórzy moi "koledzy" z normalnych rodzin...
            nie zaciążyłem pierwszej napotkanej panienki...
            i gdybym zgadzał się robić za 800 zł to nigdy bym się nie wyrwał z biedy
            bo pracując za niską kasę jedynie można zdechnąć z głodu, więc sorry "humana", ale ja też z niezłego domku pochodzę i też w dzieciństwo nie mialem tego co mają inni, ani takiego startu (jak kolegom rodzice kupili samochód, mieszkanie, ladne ciuchy, aparat cyfrowy), ale pomimo tego uważam, że należy się piąć do góry, a nie padać na kolana przed "wielmożnymi łaskawymi" i robić po 15 godzin za 800 zł wylizując im stopy... trzeba znać swoją godność, mieć honor i nie psuć rynku z filozofią "ja nie mam żadnych opłat, więc nie myślę o tych, którzy mają dużo do oplacenia"
            każdy normalny człowiek chce założyć rodzinę, mieć wyposażony dom, kupić TV, kupić fajny sprzęt grający (np. Marantz), nosić ładne ciuchy i to jest normalne, ale na to trzeba zarobić, a nie psuć rynek wspierając ciągoty niektórych do niewolnictwa...
            praca jest po to by zarobić na dom, jedzenie, hobby, a nie po to by się naje.. bez sensu albo palić papieroska na korytarzu...
            jeżeli ktoś nie pracuje po to, żeby zarobić na to tego nigdy nie zrozumiem...

            popieram to co pisze się o dziuńdziach i koniec !
            im więcej osób NIE będzie się godzić na psie warunki, tym lepiej będzie w tym kraju się żyć...
            inaczej zrobią z nas do reszty trzeci świat, gdzie pare osób ma 90% bogactwa kraju, a reszta będzie szukać ogryzków w śmietnikach przy ich rezydencjach, zamiast się zbuntować...
            piszesz o winie rodziców /
            owszem, ale swój mózg też trzeba mieć, a nie naśladować złe wzorce
            i myślę, że opisując pewną osóbę w swoim poście mylisz ją z "dziuńdzią"
            bo dziuńdzia to inny rodzaj pracownika, niż ten typ opisany przez Ciebie, to diw inne bajki...
            ty piszesz o osobie "co nie ma wyboru", a "dziuńdzia" to taki typ szczurka, co pali się do wyścigu szczurów, pomimo, że ten wyścig jest autodestrukcyjny (przepracowanie i głód) i przy okazji szkodzi innym...
            bo inni muszą zarobić na chleb, opłaty, na raty za coś a dziuńdzia zarobi na bluzeczkę i szminkę, przy okazji wykosi "matkę z dzieckiem"...
            you aim wrong target :)
            • veritas1 [...] 30.08.05, 20:59
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: Richelieu* Re: historia z życia wzięta IP: *.zyg2.brewet.pl / *.zyg2.brewet.pl 30.08.05, 03:14
          Przepisałaś to z jakiegoś ckliwego tygodnika dla "kobiet" czy opisałaś siebie.
          Przeszczęśliwych dwóch wyrostków, że urodziło im się dziecko, światopogląd nie
          pozwolił. Więc masz, przez ten światopogląd dziecko chodzi głodne. Gdyby ne one
          powiedziałabym, dobrze wam tak, po co bawicie się w rodziców.

          Mnóstwo ludzi czeka na swoją szansę na rodzicielstwo, jednak zdaje sobie
          sprawę, że własnych zachcianek bycia matką nie można przedkładać na niemożność
          zapewnienia minimum finansowego. A tu ops, wpadka, jakże mi przykro,
          światopogląd pewnie i na prezerwatywę się krzywi. Więc idź do księdza po
          pieniądze i nie miej skrupułów.

          Mnóstwo ludzi pochodzi z rodzin menelskich i naturalnie wszyscy mają mierny
          kapitał kulturowy i schrzanioną psychikę na starcie dorosłości. Ale potem
          zaczyna się życie na własnych nogach i o to obycie i harmonię umysłu trzeba
          zawalczyć samemu. Zrzucić winę na toksycznych rodziców? No jasne, a co się
          robiło 10 lat od rozpoczęcia tego dorosłego życia? Wypominało im, że byli be
          zamiast kompletnie olać i zacząć wszystko od nowa?

          A głównym "manowcem" były wciąż pojawiające się ciąże, bo to nie jest normalne
          jeśli przy braku stabilności zatrudnienia i w ogóle przy braku nawet dowodu
          osobistego, ma się na tyle mało oleju w głowie, że nie potrafi się stosować
          antykoncepcji. Troje głodnych dzieci, szlag by to, bo rodzic ma światopogląd i
          wcale nie jest bystry i elokwentny tylko zaściankowy.

          Kontynuując. Jeśli Ty wciąż tak pijesz do rodziców, a Twoje dzieci pewnie są
          świadome Twojej niechęci, czy wręcz nienawiści, to wyobraź sobie co będzie
          kiedy po dorośnięciu uświadomią sobie Twój kompletny brak rozwagi skazujący je
          na życie w skrajnym ubóstwie. Jeśli żyjecie w skrajnym ubóstwie.
        • jsolt Re: historia z życia wzięta 30.08.05, 14:00
          a co ma piernik do wiatraka?!?
          napisałaś epopeję, która ma się do pytania autorki wątku jak pięść do oka...
          ja urodziłam dziecko w wieku lat 19, tzw "tatuś" natychmiast zawinął się do
          Holandii i tyle go widziałyśmy... - nigdy nie dostałam ani grosza alimentów,
          zasiłku, zapomogi itp., i nigdy nie oczekiwałam żeby ktokolwiek się nade mną
          litował - dzisiaj, po 12 latach, mam mieszkanie, samochód, fajną pracę, pensję
          ok. 2 średnie krajowe. Nie, nie po znajomości, nie dawałam du-py, nie jestem w
          czepku urodzona itp. - po prostu zaparłam się i tyle. Takie opowieści jak Twoja
          mnie nie ruszają, sorry. Nie ma rzeczy niemożliwych - jak to mawia mój brat:
          nie można to jedynie parasola w du-pie otworzyć. pzdr
      • Gość: Kreska Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.lublin.mm.pl 30.08.05, 07:26
        Ja pracuje na 1/2 etatu za 400 zł... no może 450.. jestem po ogólniaku i wcale
        nie marudze.. przecież i tak się cieszyć powinnam, że tą pracę mam... Innym
        jest trudno...
        A 400 zł to i tak dobrze, do tego mam świadczenia socjalne i zus więc nie
        narzekam wogóle.. jest git :)
      • Gość: Renatka Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.tsi.tychy.pl / *.tsi.tychy.pl 30.08.05, 09:49
        No jak dla mnie to minimalne to 1500 ze wszystkim praca biurowa
      • Gość: Tomutek Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.05, 09:56
        ja pracuję za znacznie mniej! po prostu musze! mam pracę taką jaką mam ale
        nadal szukam czegoś innego bo mdło się robi jak patrzę ile mi wpływa na konto.
        jasne że chciałbym zarabiac ponad 1000 czy 1200 ale na razie muszę żyć z tym co
        mam. szczerze mówiąc wątpię że w następnej pracy dostanę coś wiecej - takie
        czasy!!! psia krew!!! staram się nie łamać bo to i tak nic nie daje a tylko
        pogarsza stan psychiczny . ale już dość marudzenia !!! z nadzieją że się
        poprawi :)
      • Gość: Meg Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.red.bezeqint.net 30.08.05, 10:11
        Wszyscy tu pisza ze 800 zl to ich marzenie. Marzenie do czasu az nie wyprowadza
        sie od rodzicow i nie beda musieli oplacic sobie mieszkania, pradu, telefonu,
        wody.. i internetu :> 800 zl to dobre pieniadze dla kogos kto jest w czasie
        studiow (bo wiecej niz 1000 zl studentowi trudno dostac). Ale po studiach
        nalezy szukac pracy ciekawej i dobrze platnej (tyle ile potrzebuemy - dla
        jednych to 2000 zl a dla inych 6000 zl). Nie po to czlowiek uczyl sie 5 lat
        zeby dostawac takie same pieniadze - albo jeszcze mniejsze niz ktos po
        ogolniaku lub nawet podstawowce (pensja minimalna- 840 zl). Tak wiec pracujcie
        za tyle ile wam daja, ale szukajcie ciagle czegos lepiej platnego bo nie
        bedziecie chyba do konca zycia pracowac za te 800 zl.
      • duchovny40 Odkryłem perpetuum mobile! 30.08.05, 10:24
        Zatrudniając niepełnosprawnego za 40,65% przeciętnego miesięcznego
        wynagrodzenia pracodawca zatrudniający ponad 25 pracowników w przeliczeniu na
        pełny etat ale nie zatrudniający ich w liczbie 6% załogi, uzyskuje taką ulgę w
        składce na PFRON. Opłaca jedynie składkę emerytalną i rentową.
      • Gość: Łukasz Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 11:35
        Witam.
        Czytam Wasze posty i nasuwa mi się smutna (acz prawdziwa) myśl: NIE WYSTARCZY
        SKOŃCZYĆ STUDIA, BY MARZYĆ O GODZIWYCH ZAROBKACH. Smutne to tym bardziej, że
        wielu z Was musiało płacić za szkołę (i to słono), wielu z Was zarwało niejedną
        noc, by przyswoić wiedzę. No i te nerwy - bo kolokwium, bo sesja, bo obrona
        pracy itp. Szczerze Wam współczuję.
        Wracając do tematu, mam ledwie zawodowe wykształcenie, ale co miesiąc odbieram
        3800 zł netto, mam pełne świadczenia, umowę na czas nieokreślony i jestem
        szefem zespołu elektroników w koncernie (nazwy nie mogę podać) telewizyjnym.
        Niestety, wszystko to okupione jest sporym zasobem wiedzy, którą muszę
        posiadać. Wiedzy raczej praktycznej, choć teoria też się przydaje. No i biegła
        znajomość języków: angielskiego i francuskiego, biegła obsługa systemów Windows
        i Unix itd. Nie nauczyłem się tego w szkole - jestem samoukiem. I, jak widać,
        to wystarczy, by godziwie żyć i godziwie zarabiać w tym kraju.
        Pozdrawiam wszystkich mało zarabiających Polaków w Polsce.
        • Gość: gość Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.05, 12:18
          Miałem się już nie odzywać a jednak.
          Założycielka wątku zadała pytanie i prosiła o radę - a tu rozgorzała dyskusja i to często nie całkiem na temat i często na bardzo niskim poziomie. I to te dyskusje na niskim poziomie proawadzone są przez ludzi rzekomo stojących mocno na nogach - to żenujące.
          No niestety u nas z pracą jest tak jak jest i wydaje mi się że każdy chciałby zarabiać dużo (to też pojęcie względne) ale musi się cieszyć z tego co ma.
          A że jeden zarabia więcej a drugi mniej i jeszcze cieszy się że szef mu nieobcioł i wypłacił w terminie - to często nie wina tych ludzi tylko wina naszego systemu.
          I dopuki to się niezmieni (a raczej się niezmieni - bo ci na górze z tego żyją)to będzie tak jak jest.
          I PRZESTAŃCIE SIĘ NAWZAJEM DOŁOWAĆ - chyba na forum nie o to chodzi.
          Podoba mi się podejście Łukasza - zarabia dużo, a wcale nie potępia i nie dołuje pozostałych ( w przeciwieństwie do niektórych forumowiczów - którzy tylko strofują i potępiają ale właściwie nic konkretnego nie piszą.
          Czołem i sie ma.
          I kończe bo ten wątek zrobił się dołujący i rzenujący.
          • zlotyrybek gościu - chyba nie umiesz czytać - to jeszcze raz 30.08.05, 14:35
            Powtórzę :
            "Jeśli nie możesz znaleźć pracy - może sam załóż firmę? Może pora przestać z
            postawą roszczeniową : "nie przyjmują" "zwalniają" itd. ZAŁÓŻ WŁASNĄ FIRMĘ i
            będziesz sam mądralą i będziesz przyjmował za 1000 pln i będziesz dostawał
            właśnie taką jakość - za 1000 pln.
            Ja jeszcze w zeszłym roku byłem pracownikiem. Teraz jestem pracodawcą. Był
            pomysł, był biznesplan, były pieniądze - jest firma i teraz pracuje tu 10 osób.
            Pewnie, to nie rozwiąże bezrobocia - jasne, co to jest 10 osób na etacie ? A
            ilu dostawców jeszcze angażuje swoich pracowników do obsługi firmy?
            Ja wolę zapłacić tyle ile człowiek jest wart i rozliczać go z pracy zamiast
            mieć byle co za byle jakie pieniądze - bo takie są konsekwencje."

            To chyba nie jest dołowanie, czy może ja się mylę ? Czy może lepiej narzekać,
            że to: ludzie, system albo wpływ gospodarki eskimoskiej albo ci na górze albo
            ci na dole ? A może tylko problem z czytaniem ze zrozumieniem. Chyba piszę coś
            konkretnego - załóż firmę - zrób coś dla siebie, swojej rodziny dla innych
            ludzi zamiast tylko narzekać. To chyba Ty dołujesz innych takim
            nastawieniem : "nic się nie da zrobić, bo ci na górze...." - NIEPRAWDA - nie ci
            na górze dadzą ci pracę - sam ją znajdź albo wykreuj. NIe wirtualni "ci na
            górze" wypłacają kasę i budują firmy - tylko normalni, żywi ludzie. Czasem im
            się uda a czasem nie - ale chociaż próbują a nie marudzą albo się sprzedają za
            minimum socjalne jak niewolnicy.

            Pozdrawiam
      • Gość: Marek Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.kom / *.kom-net.pl 30.08.05, 11:46
        Masz fajne podejście. Często pracownicy nie widzą tego z drugiej strony. Ja
        jestem młodym przedsiębiorcą i taki pracownik za 800 zł to dla mnie ponad dwa
        razy tyle. Oczywiście chciałbym więcej komuś płacić, ale często to niemożliwe,
        często jest to na granicy opłacalności firmy. Pozdrawiam i życzę sukcesów.
      • 0detta Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie 30.08.05, 12:25
        Gość portalu: Ewa napisał(a):

        > no wiesz...po to sie chodzilo do szkoly zeby zarabiac wiecej niz 849 zl.
        Studia konczy sie po to zeby pracowac za dobre pieniadze. Jak sie nie uczylo
        kiedys to teraz sie zarabia wlasnie tyle.


        Niekoniecznie po skończonych studiach trzeba dobrze zarabiać. Wszystko zależy
        od tego jaki skończyłaś kierunek, na jakiej uczelni i w jakim trybie. Teraz w
        zasadzie każdy może skończyć studia, więc posiadanie dyplomu niczego w
        dzisiejszych czasach nie gwarantuje. I oczekiwanie tylko z tego tytułu dobrych
        warunków płacowych jest mrzonką.
        • Gość: Matthew Plath Ja chciałbym mieć pracę za 800 złotych IP: 62.111.139.* 30.08.05, 12:48
          Ja chciałbym mieć pracę za 800 złotych, to rozwiązało by wszystkie moje
          problemy z pieniędzmi. Od 5 lat pracuję tylko dorywczo i to w miejscach, gdzie
          jest naprawdę ciężko. Wziąłbym taką pracę, bo mam rodzinę, ale też dlatego, że
          jestem po prostu głodny.
      • Gość: madzia19 Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 13:03
        ja pociesze was wszystkich,to o czym mowicie w porownaniu z moimi zarobkami nie
        jest zadnym wyzyskiem.pracowalam przez miesiac przy zbieraniu pieczarek-nie
        zycze nikomu by kiedykolwiek byl zmuszony do takiej pracy:/.zarabialam okolo
        140 zl tygodniowo.o warunkach pracy juz nie wspomne-smrod,brud,robactwo,wilgoc,
        a jakby tego bylo malo,nienormowany czas pracy(ok. 12 h).mialam to szczescie,ze
        zarabialam tyko na wakacje.byly tam kobiety,ktore ze wzgledu na brak innej
        pracy w okolicy,zarabialy sie za doslowne grosze od paru lat.dlatego radze
        wszystkim inwestowac w wiedze-ja wybieram sie wlasnie na studia i w przyszlosci
        mam zamiar zalozyc wlasna firme.zycze wszystkim powodzenia:)
        • Gość: madzia19 Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 13:33
          musze jeszcze dodac,ze od tych 560 zl trzeba jeszcze odjac koszty dojazdu ok
          42zl/miesiac.oczywiscie przez ten miesiac bylam calkowicie wylaczona z zycia
          towarzyskiego i rodzinnego.po takiej pracy mysli sie tylko o tym zeby sie umyc
          i polozyc spac.
      • karol.novak Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie 30.08.05, 13:36
        Gość portalu: eska napisał(a):

        > jesteście w stanie podjąć pracę?
        >
        > ja się zgodziłam na najniższa stawke, malutko powyżej 800zł, w pełnym
        > wymiarze godzin, praca biurowa, wszystkie świadczenia.
        > Dodam że w tym roku obroniłam licencjat i doświadczenia praktycznie nie mam.
        > Z mojego punktu widzenia jest ok. Mieszkam jeszcze z rodzicami, wiec nie
        > ponoszę żadnych kosztów związanych z "życiem".
        > Oczywiście lepiej by było więcej niz te 800 :)
        >
        > Ale jak słyszę opinie znajomych, zwykle po ogólniakach i z niewielkim
        > doświadczeniem, to "nie ruszają tyłka z krzesła" za mniej niż np.1200, to mam
        > wrażenie ze praca za 800 to wyzysk i lepiej siedzieć w domu niż zarobić
        > te "marne grosze"

        KAŻDA praca jest niehańbiąca. Pytanie: na ile człowiek wycenia swój wkład oraz
        czas?
      • Gość: lysy Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.05, 14:18
        Ja teraz zarabiam 10 zl na godzine i napewno za mniejsza stawke bym nie pracowal
        • karol.novak Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie 30.08.05, 14:21
          Gość portalu: lysy napisał(a):

          > Ja teraz zarabiam 10 zl na godzine i napewno za mniejsza stawke bym nie
          pracowa
          > l

          mam znajome, które to pracują za 400 zł. za godzinę na rękę bez opodatkowania.

          a ile radochy przy tym mają

          ho ho

          ;-)
          • aa47 400zl za godzine 30.08.05, 15:14
            co one takiego robią?
            • Gość: Karol Novak Re: 400zl za godzine IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 15:29
              wykonują tzw. 'Najstarszy zawód świata'

              żródło www.odloty.pl

              polecam

              ;-)

              Karol
      • Gość: mgr inz. Re: za jakie minimalne miesięczne wynagrodzenie IP: *.ifw / 193.174.238.* 30.08.05, 15:29
        To bardzo ciekawe co sie dzieje. W zeszlym roku skonczylam studia wyzsze.
        Zostalam na doktoracie - 1000 PLN. Nieopodatkowane, wiec reszty nie musze
        pisac. Moi znajomi z roku pracuja za najnizsza stawke krajowa. Po pieciu latach
        studiow. I ciesza sie, ze maja prace za te 'marne grosze'.
    Pełna wersja