Gość: Nika
IP: *.chello.pl
08.09.05, 20:03
Mam taki własnie dylemat. Od dawna noszę się z myślą o odejściu z obecnej
pracy - beznadziejna atmosfera, kiepskie pieniądze i full obowiązków, wymagań
etc. Czyli coś, co wielu z Was doskonale zna.
Nigdy nie byłam zwolniona, zawsze to ja rozwiązywałam umowę. Jednak ostatnio
zastanawiam się, czy nie sprowokować szefa, by to on mnie zwolnił. Albo wręcz
ugadać się z nim, by to on rozwiązał umowę. Dlaczego? Otóż dlatego, że chyba
chciałabym sobie zrobić kilkumiesięczny odpoczynek od pracy, zanim znajdę
kolejną, i zająć się swoimi studiami, a jednocześnie nabyć prawo do tzw.
kuroniówki. Owszem, mogę sobie dorobić na korkach, ale nie utrzymam się pewnie
z tego, a 400 zł zasiłku ulicą nie chodzi.
Obawiam się tylko tego, jak fakt, że zostałam zwolniona - będzie potem
wyglądał w moich papierach, i jak potraktują to kolejni pracodawcy. Boję się,
że mogę tym przekreślić jakieś sensowne opcje zawodowe...