Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem mniej

    IP: *.toya.net.pl 09.09.05, 22:25
    pokolenie dzisiajszych 25-30 latkow
    to pokolenie ludzi ktorzy musza kombinowac jak tu wyzyc
    za 800-1200 zl na reke
    jak za to kupic/wynajac mieszkanie
    jak za to zyc, jesc, ubrac sie
    to pokolenie ludzi ktorzy zaczynali podstawowke za komuny
    a potem wkroczyli na rynek pracy w czasach gospodarki rynkowej
    z zawodami ktore obecnie juz sa niepotrzebne
    teraz kombinuja jakies studia na prywatnych najczesciej uczelniach
    albo robia podyplomowe
    nauczyciele jakies ksztalcenie dodatkowe zeby dostac awans i dodatek do
    swojej glodowej pensji
    urzednicy na stanowisku inspektora
    w urzedzie woj nawet w warszawie za 1700-1800 brutto
    jak za to pzrezyc w stolicy

    robimy wiele aby choc utrzymac sie na powierchni zycia

    a przyszlosc rysuje sie dramatycznie
    jedyna szansa wlasciwie to wyjazd zagranice
    wielu juz to zrobilo
    wielu sie zastanawia

    rzadzacy nie dostrzegaja problemow mlodych ludzi
    dbaja tylko o to aby ich rodziny sie ustawily
    a oni staraja sie wyrwac ze zdobyczy wladzy jak najwiecej dla siebie
    nie zastanawiaja sie co ma zrobic mlody czlowiek ktory skonczyl studia
    i nie widzi przed soba nic poza murem obojetnosci i beznadziei

    jaka przyszlosc czeka nasze pokolenie ?

    czy nasi rowiesnicy z innych krajow UE maja tez takie problemy jak my ?
    otoz nie
    oni nie wyobrazaja sobie pracy za 1000 Euro
    dla nich to skrajna nedza
    a dla nas tu w Polsce jakas magia cos nieosiagalnego
    bo kto zarobi 4000zl gdy ma np srednie albo zawodowe wyksztalcenie

    przepasc jest ogromna i niedoopisania
    na chocby zblizenie na jakas rozsadna odleglosc potrzebujemy 10-20lat
    a wtedy juz jestesmy poza tym dynamicznym wiekiem
    postrzegani jako starzy i bezwartosciowi
    bo na rynek wejda mlodzi
    po technokratycznych kierunkach studiow
    ze znajomoscia kilku jezykow i zupelnie innym
    spojrzeniem i mentalnoscia niz my
    otwarci na swiat
    nieprzywiazani do kraju w ktorym sie urodzili

    slowem jest zle, a bedzie jeszcze gorzej

    a moze to tylko moje spojrzenie przez ciemna zaslone
    co sadzicie na ten temat ?
    Obserwuj wątek
      • Gość: pokolenie78 Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.05, 23:02
        W zasadzie masz rację, że nasze pokolenia miały najgorzej bo pojawiliśmy się
        zbyt późno by skorzystać z rozkwitu gospodarki wolnorynkowej i zbyt wcześnie by
        skorzystać z obecnie rysujących się możliwości edukacyjnych. I co w związku z
        tym? W związku z tym musimy wziąść się w garść, skopać wszystkim dupy i pokazać
        co jesteśmy warci!

        Nie łam się, trzeba być twardym a nie miękkim. (i nie zakładać na razie rodziny)
                    • Gość: JB Rocznik 1983 IP: *.eu.org 20.09.05, 17:50
                      Ja jestem z rocznika 83 - nie mam jeszcze ukonczonych studiow, dalej studiuje
                      (zaocznie) a jednoczesnie pracuje.
                      I NIE NARZEKAM
                      Mam prace za 2700 zl w miedzynarodowej firmie z perspektywami na lepsze
                      stanowisko i lepsza kase po skonczonych studiach.

                      Trzeba sie tylko umiec zorganizowac, nie narzekac tylko dzialac - samo nie
                      przyjdzie. Z siedzenia i nic nie robienia nie ma sie nic, albo niewiele.
                        • Gość: rocznik 78 Re: Rocznik 1983 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 18:58
                          ja tez nie narzekam - pracuje od 4 lat (od 3 rok studiow) i ciagle sie ucze >4H
                          dziennie -> w ciagu ostatnich 4 lat przemnozylem swoja pensje razy prawie 4
                          zaczynajac od 700zl na studiach. Co do startu to sie nie zgodze ze trzeba miec
                          bogatych rodzicow - uzbieranie na komputer w technikum zajelo mi blisko rok
                          pracy za barem w spelunie z pijakami.

                          Grunt to zdac sobie sprawe ze nasze studia to za malo -> lepsze jest 'emule' i
                          dziesiatki ksiazek z internetu - jezeli nie sa wydane w polsce mozna zablysnac i
                          tym samym zarobic - polecam ten sposob :D

                          Choc nie ukrywam ze wolalbym zeby bylo prosciej i za 8H dziennie mozna bylo zyc
                          a nie za 14H (wliczajac ciagla nauke) - bo juz nie pamietam co to normalne zycie.
                          • Gość: rocznik 78 Re: Rocznik 1983 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 19:18
                            bym zapomnial dodac - zeby nie bylo rozowo:

                            dzieki mojejmu chorem cyklowi zycia porzucila mnie 2 lata temu
                            dziewczyna\narzeczona bo 'nie mialem na nic czasu i perspektyw' - i wyjechala ze
                            swoim nowym chlopakiem (wlochem z wakacji) do normalnego kraju - stad moja chora
                            krucjata o zarobki w polsce (i niechec do wlochow).
                            • Gość: Problem Nie zauważasz tylko drobnego problemu ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 22:28
                              że ten kurtyzański system zmusza cię do tego, że musisz korzystać z kradzionych
                              książek (emule), by się douczać - nie stać cię z normalnej pracy by kupić
                              normalnie te książki chociażby z powodu "radosnego" przelicznika złotówka-inna
                              waluta ! I to w gruncie rzeczy jest chore, że żeby żyć w tym systemie normalnie
                              trzeba w większości przypadków być w jakiś sposób nieuczciwym, wobec wydawców,
                              autorów, podwładnych (np. zaniżając im płacę, cyganiąc na godzinach), itp.
                            • Gość: littleblue Re: Rocznik 1983 IP: *.eranet.pl 20.09.05, 23:01
                              Ja tez nie narzekam.Mam 25 lat, wiec juz lapie sie w pokolenie, o ktorym
                              mowa...Zaczelam pracowac na poczatku studiow, zarabiam 3 tys. netto z dodatkami
                              ( wynajete mieszkanie, telefon i pare innych wartymi kolejne 2 tys. ) Caly czas
                              studiuje, w tym roku bede sie bronic, ale fakt faktem mysle juz o
                              podyplomowych. I tez do wszystkiego doszlam ciezka praca a rodzice na starcie
                              do niczego mi nie dolozyli... Wiec da sie nawet w tym naszym chorym kraju...Z
                              drugiej strony absolutnie nie zakladam, ze taka sytuacja bedzie trwala zawsze,
                              ale mam nadzieje, ze jednak mam nadzieje, ze dam sobie rade.
                              • Gość: m Re: Rocznik 1983 IP: *.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.05, 01:20
                                cha, ciekawa dyskusja!Ale jedno nie podlega dyskusji - nasi starzy mieli
                                łatwiej - mieszkania - za grosze w wieku 20 lat bez jakiegoś wielkiego wkłądu,
                                zarobków,, praca - zawsze i wszędzie,
                                co by nie gadać, za komuny przeciętnym ludziom lepiej się żyło.
                                Teraz tylko tym ze świecznika dobrze się powodzi, za to reszcie skrajnie źle -
                                ot neoliberalizm, reformy balcerowicza - czyli wartość pieniądza itp ponad
                                wszystko i w imię zdechnięcia wielu.
                                O takem polskem walczylimy?
                                • Gość: AdamS Re: Rocznik 1983 IP: *.dbln.cable.ntl.com 21.09.05, 12:54
                                  Jak powiedzial nieodzalowanej pamieci ks. Tischner:
                                  Jest prawda, tyz prawda i gowno prawda...

                                  > Ale jedno nie podlega dyskusji - nasi starzy mieli
                                  > latwiej - mieszkania - za grosze w wieku 20 lat bez jakiegos wielkiego
                                  > wkladu, zarobków,, praca - zawsze i wszedzie,
                                  > co by nie gadac, za komuny przecietnym ludziom lepiej sie zylo.

                                  Cala ta teza nalezy do tej trzeciej kategorii...

                                  Mieszkania za grosze w wieku 20 lat! Tak, jesli ich rodzice przystapili zaraz
                                  po slubie do spoldzielni mieszkaniowej, to akurat dzieci w wieku 20 lat razem z
                                  rodzicami mogly wprowadzic sie do mieszkania... Tyle trwaly kolejki w
                                  spoldzielniach. A mieszkania jakiej byly jakosci! Film Alternatywy 4 sie klania.
                                  A pamietacie z tego filmu robota i do czego mial sluzyc??? Do stania w
                                  kolejkach...
                                  (na marginesie: w domu u rodzicow jeszcze gdzies jest lampa naftowa. Bardzo sie
                                  przydawala do odrabiania lekcji przy 15-20-tym stopniu zasilania)

                                  Jestem z pokolenia o 1/2 przesunietego - w 1983 roku skonczylem 15 lat. I
                                  PAMIETAM te czasy. I pamietam polki w sklepach i przelicznik typu: na
                                  1 "kartke" mozesz kupic 1/2 kg smalcu ALBO (ale nie "I") 1 czekolade (wyrob
                                  czekoladopodobny) ALBO 2 paczki papierosow ALBO 1 wino marki WINO ALBO...
                                  Pamietam "wyprawy" do sasiedniego miasteczka po papier toaletowy. Lub proby
                                  kupienia "spod lady" tenisowek. A jak myslicie, jaki samochod i za ile
                                  przecietnych pensji mozna bylo sobie kupic??? O kupnie piwa (jakiego piwa,
                                  mialem 15-17 lat...) nawet nie ma co wspominac - jesli cos bylo, to tylko
                                  wodka. Ach, zapomnialbym (przeciez teraz kazdy to ma) - a ile LAT trwala
                                  kolejka do zalozenia telefonu?

                                  Pie.rzyc, ze za komuny (koncowka komuny) przecietnym ludziom bylo lepiej, moga
                                  tylko ci, ktorym FAKTYCZNIE bylo lepiej (sami sie domyslcie, kto), albo ci,
                                  ktorzy po prostu nie pamietaja tamtych czasow.

                                  Mysle, ze za komuny przecietni ludzie mieli znacznie wiecej problemow niz
                                  obecnie. Kupno jakiegokolwiek towaru to byl problem (bo towaru nie bylo). Teraz
                                  jest tylko jeden problem: skad wziac na to pieniadze...

                                  Pozdrawiam wszystkich, ktorzy moga sobie swobodnie porozmawiac (bez grozby
                                  aresztowania), jak to zle sie dzieje w panstwie polskim...
                                  Adam Szast

                                  ps1. Zapytasz, dlaczego ludzie za granice nie wyjezdzali, zeby troche zarobic?
                                  Trudno bylo, kiedy paszporty mieli tylko wybrancy...

                                  ps2. A tak w ogole to pol Polski strajkowalo przeciwko wladzy, bo sie chyba w
                                  glowach z tego dobrobytu poprzewracalo, no nie?

                                  ps3. A jak kochacie komune, to wyjedzcie na Kube czy do innej Korei Polnocnej...
                                  • darr.darek dobrobyt komunistyczny= 1kg schabu za 1dniówkę 22.09.05, 15:08
                                    Popieram. W ogóle, patrząc na tą głupawą, lewicową propagandę : "jak to teraz
                                    ludziom źle", zastanawiam się nad granicami kłamstwa u lewaków. Czy w ogóle,
                                    mają jakiekolwiek granice kłamstwa ?

                                    Efekt tego, że realnie Polacy są 3-krotnie biedniejsi (wg wskaźnika PPP) niż
                                    Niemcy lub Francuzi i mają 5-krotnie niższe pensje wg przelicznika walutowego
                                    wynika z 40 lat ideologii socjalistycznej stosowanej na siłę w Polsce (PRL).
                                    Przed II wojną Niemcy lub Francuzi mieli tylko 2-krotnie wyższe pensje wg
                                    przelicznika walutowego.
                                    Gdyby za Gierka lub Jaruzela ludzie żyli w PRL na takim poziomie jak dziś w RP
                                    to komuniści do dziś głosiliby o wyższości socjalizmu nad zgniłym kapitalizmem.
                                    Owczesnym problemem było włąsnie to, że W PORÓWNANIU do coraz bogatszych państw
                                    Europy Zachodniej, w obozie państw socjalistycznych panowała BIEDA. Taka
                                    zwyczajna bolszewicka bieda, której nie dało się ukrywać ani przez Zachodem ani
                                    przed własnymi socjalistycznymi niewolnikami.

                                    Najlepszym podsumowaniem dobrobytu socjalistycznego to ówczesny przelicznik 1
                                    dniówki za 1 kg schabu wystany w kilkugodzinnej kolejce i kupiony na kartki
                                    dające prawo do zakupu w miesiacu "aż" 2.50 kg mięsa, wędlin i woł.z kością.
                                  • szczery80 Re: Rocznik 1983 23.09.05, 22:49
                                    Czasy, o których piszesz, oraz czasy dzisiejsze pokazują tylko jedno AdamS. U
                                    nas jak zwykle są równi i równiejsi. W UE może i jest podobnie, ale jednak
                                    lepiej.
                                    • Gość: cosmo Re: Rocznik 1983 IP: *.dip.t-dialin.net 23.09.05, 23:35
                                      Ja wybylem gdyz a)zostalem zwolniony z pracy( zarabialem "mamone"700 PLZ) b)
                                      stwierdzilem, ze nie mam szans c) bylem prywatnie totalnie blokowany przez
                                      Matule pomimo wtedy juz 27 lat d)czytalem FORUM plus dowiadywalem sie od kumpli
                                      i kumpelek, ktorzy wybyli z Polski, jak zyja i ze wreszcie zyja normalnie.No i
                                      postrzegalem jak zyja( tak, zgadza sie banalnie i przyziemnie, miedzy innymi
                                      po "wozkach".Tutaj gostek wspomial o Volvo za ok 16000...czyli moich ok 213
                                      pensji wtedy w Polsce)

                                        • szczery80 Re: Rocznik 1983 24.09.05, 12:44
                                          I tu się z Tobą zgodzę jak najbardziej. U nas tylko nielicznym się udaje i to
                                          też nie zawsze w uczciwy sposób, a jeśli nawet się udaje uczciwie, to jakim
                                          kosztem ? Zdrowia, rodziny (jeśli wogóle ma się czas na założenie), jak również
                                          normalnego życia towarzyskiego, na który poprostu nie ma czasu ? Dlaczego mam
                                          sobie np. odmówić spotkania z jakąś fajną dziewczyną (i nie mam tu akurat na
                                          myśli tylko urody, ale również chodzi o charakter) ? Tylko dlatego, że jestem
                                          zapracowany ? Staram się odnaleść w dzisiejszych czasach, ale o tym napisałem w
                                          innym miejscu. Link podaję poniżej.
                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=25583238&a=29339351
                                          oraz tutaj troche napisałem na ten temat
                                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=28846800&a=29463886
                                                • szczery80 Re: Rocznik 1983 25.09.05, 11:33
                                                  Lublin jest fajnym miastem. Co do pracy to jest jak jest. U nas Polak Polaka
                                                  niszczy, depcze w Polsce. Jest to smutny obraz, który będzie chyba długo
                                                  trwać... :/ Szkoda, że to nasze pokolenie jest stracone. Wielu ma problemy w
                                                  odnalezieniu się (ale nie wszyscy, jednak większość) ponieważ natrafiliśmy na
                                                  zły okres - okres zmian gospodarczych. Jest to smutny obraz.
                                                    • Gość: kebab A JA MAM 25 LAT I W PIT BĘDĘ MUSIAŁ WPISAĆ 54 tys IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.06, 22:21
                                                      ZA TEN ROK. Po prostu na maksa pracowałem, Starałem się, podnosiłem
                                                      kwalifikacje itp. Oczywiście to powoduje, że nie miałem praktycznie życia
                                                      towarzyskiego a znajomych mam tylko tych związanych z pracą, imprez na których
                                                      byłem przez cały rok naliczyłem się 5 (nie wliczając okazjonalnego piwka, które
                                                      mi się zdarzyło też z 5 razy) na wakacje nigdzie nie wyjechałem, ale jestem
                                                      cholernie dumny z tego roku, bo mnie ustawił na resztę życia. Praktycznie
                                                      tygodniowo dostaję telefon lub dwa z propozycjami. Odrzuciłem ok. 10ciu
                                                      naprawdę konkretnych propozycji. Niedawno skończyłem 24 lata. Jestem na
                                                      ostatnim roku studiów i kij w zad wszystkim nieudacznikom, bo wiem po sobie, że
                                                      żeby coś mieć to coś trzeba poświęcić, czy na Zachodzi czy tu. ALBO RYBKA ALBO
                                                      AKWARIUM! Albo kino i dziewczyna albo praca. Oczywiście na Zachodzi jest
                                                      lepiej. Ale ja nie zamierzam czekać aż w Polsce zrobi się tak samo tylko po
                                                      prostu ustawię się i wtedy będę korzystał z życia na potęgę!!!! Czego wam też
                                                      życzę.
                                                    • Gość: magda pokolenie 1200 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.06, 12:31
                                                      Podnoszenie kwalifikacji, zapieprzanie po 18 h dziennie, walka o to, zeby
                                                      przezyć...To wszystko w tym kraju i tak bez sensu...

                                                      Ja juz na 2, 3 roku stdiów zaczęłam pracę. Niebyle aką, udało mi się dzieki
                                                      swojej determinacji. Doświadczenie mam i to spore...operatywna tez jestem...Nic
                                                      z tego nie wynika...Nie zapomnę jednej ze swoich rozmów kwalifikacyjnych w
                                                      nizłej agencji PR - gdzie pan, który miał na sobie ciuchy warye ze 30 tyś
                                                      powiedział mi, ze on kiedyś pracował za darmo i dawało u to satysfakcję...
                                                      Super - tylko za satysakcję nie zapłacę rachunków...i nie najem się nią...

                                                      Problem tego kraju polega na tym, ze kiedy rozmawia sie z parcodawcą o
                                                      pieniądzach masz wrażenie, ze jestes ostatnią swinią, bo chcesz kase za
                                                      pracę...jak to...

                                                      Zastanawiam się tylko nad tym - kto w tym kraju zostanie...Chwała bogu, ze
                                                      jestesmy w UE i tam nas witają z otwartymi ramionami...

                                                      Zostaną niewyuczeni robotnicy, emeryci, i słuchacze radia maryja - czyli
                                                      elektorat naszj władzy!!!!!!!!

                                                      ja wyjeżdzam - nie mam juz siły EGZYSTOWAĆ!!!

                                                      Mam wyzsze wykształcenie, doswiadczenie zawodowe i na nic kompletnie na nic
                                                      mnie nie stać...Wszyscy wala do stolicy...ja tu mieszkam od 4 lat - ciagle
                                                      walczę o przezycie.

                                                      Nawet wwielkich korporacjach, czy tgz prestizowych firmach zarabia się tak
                                                      mało, ze nie starcza nawet na wynajcie kawalerki za bagatela oo 1000 zł do
                                                      nawet 1600.

                                                      DOKSZTAŁCAJCIE SIĘ MŁODZI!!!I przede wszystkim uczcie języków - Anglia,
                                                      Irlandia czekają ...
                                                      Tam ktoś to doceni.


                                                    • Gość: Aleksy Re: tako pan Freud rzecze... IP: 82.160.122.* 01.06.06, 12:30
                                                      I właśnie dokładnie tak jak ty postępuje duża część młodych Polaków. Walczą o
                                                      lepsze posady, podnoszą kwalifikacje, rok, dwa, trzy. A potem wyjeżdżają za
                                                      granicę bo NIE KAŻDY jest urodzonym przedsiębiorcą, nie każdy ma szczęście i
                                                      zostanie przyjęty za 2000 'na rękę' bo wyróżniał się spośród kontr-kandydatów
                                                      tym, że na rozmowie był... cichy i spokojny!(znam z osobistego doświadczenia!!!)
                                                      A skąd ten Freud w tytule? 90 procent każdej populacji to ludzie pracujący
                                                      ciężko, za niewiele. Cieszę się za ciebie, że znalazłeś się w tych 10
                                                      procentach wyróżniających się i WYBITNYCH ludzi.Nie obca mi TWOJA droga- mój
                                                      brat wpisał w PIT coś ponad 100 tys. brutto. Mówi, że jego pracę normalnie
                                                      wykonywałoby trzech ale te wszystkie ZUSy obciążają firmę i zatrudnia jednego,
                                                      co haruje jak koń.
                                                      WITAMY W ŚWIECIE PRAW NATURY A WIĘC I EKONOMII!!!
                                                    • Gość: YouzeQ Coś to zbyt różowo napisałeś... IP: *.std.tsi.tychy.pl 11.09.06, 09:07
                                                      Wiesz dzisiaj w polsce największym problemem młodych jest mistyfikacja zwana
                                                      "starczy że będziesz dobry i ciężko pracował a praca sama cię znajdzie".

                                                      Tymczasem praca jest za 1200zł od reki, problem tylko z tym, iż studia,
                                                      dodatkowe fakultety, obce języki okazują się czasem straconym!

                                                      FIKCJĄ NA POTĘGĘ jest wmawianie, iż wszyscy mogą zrobić karierę, starczy tylko
                                                      poświęcić życie praywatne bla bla. Tymczasem żeby ktoś mógł być kierownikiem
                                                      zespołu musi być też zespół który musi tyrać za 1200zł bo reszta urobku idzie do
                                                      kieszeni szefów, inwestycje, utrzymanie zakładu, premie dla dyrektora, że o ZUS
                                                      nie wspomnę.
                                • Gość: katamarana Łatwiej? IP: *.chello.pl 26.09.05, 08:57
                                  Jestem pokolenie 1961 :) Łatwiej? Czy wiesz, że na mieszkanie rodzice wpłacili
                                  mi pełny wkład w wieku 18 lat. I co? I czekałabym w kolejce 20-letniej, jak
                                  więszość (bez znajomości) załączając co jakiś czas zaświadczenie o urodzeniu
                                  kolejnego dziecka, chorobie czy pracy dającej prawo do dodatkowego metrażu w M-
                                  ileś tam. A czy mieszkania spółdzielcze dawano za darmo? Wcale nie. Tez trzeba
                                  było coś zapłacić, zaoszczędzić, a kredytów bankowych nie było takich jak dziś.
                                  NIE TWIERDZĘ, ŻE WASZEMU POKOLENIU JEST LEPIEJ CZY GORZEJ. To jest bardzo
                                  indywidualne, ale trzba zachowac pewne proporcje. Zazdroszcze wam
                                  nieograniczonych mozliwości wyjazdów, stypendiów zagranicznych, towarów w
                                  sklepach (ja w pewnym okresie nie mołam normalnie kupic czekolady, bo
                                  skończyłam juz 18 lat i kartka nie przysługiwała :) i mozliwści krytykowania
                                  wszystkiego dookoła...
                                  • Gość: Bil LUDZIE PRZESTANCIE PIEPRZYC O TEJ KOMUNIE IP: *.server.ntli.net 27.09.05, 01:04
                                    A kogo to obchodzi jak to było za komuny, komuna jebneła i się niewróci bo to
                                    była UTOPIA i zbrodniczy sysytm. Wy się zastanówcie co zrobić aby teraz było
                                    dobrze a nie wspominajcie co było 15 lat temu. A tak wogóle to najlepiej było
                                    panie za Frańciszka Józefa, mój dziadek robił na CK Koleji i za pensje mógł
                                    utrzymać niepracującą żonę i 19-ścioro dzieci, i wszystkie były ładniutkie,
                                    chudziuteńkie jak patyki.
                              • Gość: 1978 rowniez.. Re: Rocznik 1983 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 13:04
                                Racja, skonczylem juz studia, najwiecej ile udalo mi sie zarobić UCZCIWĄ praca
                                to 1250 "na rękę" teraz troche się zmieniło. Zarabiam mniej niż 1000 " na rękę"
                                o studiach podyplomowych nie ma mowy co roku brakuje pieniedzy. Problemem nr
                                jeden nie jest nawet mieszkanie tylko spłata kredytu który wziąłem na studia. Co
                                mam zrobić? Odejść od żony i wyjechać jeśli ona nie chce? czy siedzieć i czekac
                                aż coś sie w tym kraju zmieni i dojde do czegopś aby za parę lat powiedzieć
                                sobie że jednak warto było zaciskac pasa? Czasy sie troche zmieniły młodzi ludze
                                wyjeżdzają studiowac za granicę, znjomość angielskiego zaczyna się robic
                                standardem.Czuję że za parę lat będe mało komkurencyjny.. No chyba że przkonam
                                ukochaną i kupimy sobie bilety do innego normalnego kraju w jedną stronę....
                                Ale chcielibyśmy mieszkać tutaj.
                            • szczery80 Re: Rocznik 1983 23.09.05, 22:40
                              Gość portalu: rocznik 78 napisał(a):

                              > bym zapomnial dodac - zeby nie bylo rozowo:
                              >
                              > dzieki mojejmu chorem cyklowi zycia porzucila mnie 2 lata temu
                              > dziewczyna\narzeczona bo 'nie mialem na nic czasu i perspektyw' - i wyjechala
                              z
                              > e
                              > swoim nowym chlopakiem (wlochem z wakacji) do normalnego kraju - stad moja
                              chor
                              > a
                              > krucjata o zarobki w polsce (i niechec do wlochow).

                              Oj, Włochów nie lubię za podobny numer...
                      • mr.sinister Re: Rocznik 1983 20.09.05, 21:38
                        I tak trzymaj kolego :-)

                        Ja jestem z rocznika 1975. Nikt nic mi w zyciu nie dal, rodzice ledwo przedli, a
                        ja skonczylem studia rownoczesnie pracujac (bardzo ciezko - fizycznie) i
                        zarabiajac na nie. Bylem bardzo ambitny i pracowity i uczylem sie / pracowalem
                        gdy znudzeni kolezkowie z roszczeniowym stosunkiem do zycia pili piwko.
                        Aktualnie mam 7000 brutto pensji, wypasione CV i umiejetnosci zawodowe dzieki
                        ktorym systematycznie otrzymuje telefony od headhunterow chcacych mnie podkupic
                        do innej firmy. Aha - istotna sprawa - do wszystkiego doszedlem UCZCIWA droga.
                        Uczciwosc jest dla mnie niezwykle wazna. Trudna walka o byt nie pozbawila mnie
                        zasad, wrecz utwierdzila mnie w tym, jak sa one wartosciowe i jak wazne jest by
                        w tej dzungli nadal byc Czlowiekiem ! Moze dla wielu to co osiagnalem i to kim
                        jestem wydaje sie niewiele warte - ja jednak jestem z tego holernie dumny :-))))

                        Pozdrawiam wszystkich wierzacych w siebie i ambitnych :-)
                        • Gość: Rzeczywistość Tylko czy jesteś jeszcze zdrowy ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 22:38
                          Psychicznie - nerwice, manie prześladowcze, depresje (nie wedle własnego
                          mniemania), fizycznie (schorzenia zawodowe, wrzody), czy potrafisz jeszcze
                          cieszyć się życiem ? A co będzie jak nagle okażesz się zbędny (kierunek w
                          którym pracujesz nagle ktoś uzna za niedochodowy a ty już nie będziesz tak
                          elastyczny jak za młodych lat ?
                          Zacznie cię wszystko omijać, bo ktoś uzna, że jak masz np 40 lat to jesteś już
                          nieprzyszłościowy dla firmy i gdzie nie pójdziesz to znajdą jakąś przyczynę by
                          cię odrzucić w przedbiegach chociaż tak na prawdę to tą przyczyną będzie twój
                          wiek czego oczywiście nikt ci oficjalnie nie powie. Do tego okaże się, że twoi
                          znajomi na których liczyłeś albo lądują tak jak ty albo mają cię gdzieś, bo
                          nagle stałeś się nikim !
                          • Gość: mr.sin Re: Tylko czy jesteś jeszcze zdrowy ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 01:48
                            Bedzie co ma byc. Aktualnie jestem bardzo szczesliwy i spelniony i kazdy dzien
                            dostarcza mi chwil szczesliwych ktorymi ciesze sie tak, jak kiedys nawet nie
                            umialem :-) A co bedzie - czas pokaze :-) Ja wierze w to, ze bedzie dobrze, a
                            jesli nawet bedzie tak, ze bedzie zle i trafie na smietnik historii - trudno,
                            pozostanie wiara w to, ze nic nie dzieje sie przypadkowo i ze upadek ma mnie
                            czegos nauczyc :-) Z natury jednak nie lubie popadania w pesymism, wrecz
                            odwrotnie :-)))))) Radosci dnia dzisiejszego nie jest w stanie odebrac mi
                            swiadomosc nieuchronnosci zdarzen, a tym bardzoej sparalizowac w jakimkolwiek
                            dzialaniu.

                            Pozdr malkontetow :-)
                          • Gość: JB Re: Rocznik 1983 IP: *.eu.org 23.09.05, 17:53
                            Pracuję 8 godzin dziennie - czasem jak trzeba - to dłużej, bardzo rzadko
                            zostaję po godzinach... w tym miesiącu mi się nie zdarzyło :)
                            mam ten komfort, że sam steruję sobie czasem pracy - jeśli jednego dnia
                            przychodzę na 8 rano i wychodzę o 18-tej, to kolejnego dnia mogę o 2 godziny
                            krócej pracować (oczywiście po wcześniejszym poinformowaniu przełożonego).
                            Czasu dla siebie mam niewiele - to fakt, jednakże dlatego, że są oprócz pracy
                            studia. Które chcę skończyć - jeśli mam liczyć czas spędzony na nauce - która
                            naprawdę mnie pociąga, bo studiuję to co chcę i to co lubię (mój konik :)) - to
                            mogę to również określić jako czas dla siebie.
                            Rodziny w tradycyjnym tego słowa znaczeniu nie założyłem i nie założę - nie
                            jest mi to "po drodze". Mieszkam we własnym mieszkaniu z osobą, którą kocham, z
                            którą spędzam swój wolny czas, popołudnia, weekendy - lub też wspólnie z
                            naszymi znajomymi wyjeżdżamy gdzieś za miasto, do kina etc.
                            Nie narzekam na swoje życie - jest mi dobrze.

                            pozdrawiam!
                        • Gość: cc Re: Rocznik 1983 IP: 149.156.184.* 23.09.05, 17:31


                          >Ja jestem z rocznika 1975. Nikt nic mi w zyciu nie dal, rodzice ledwo przedli,
                          a
                          >ja skonczylem studia rownoczesnie pracujac (bardzo ciezko - fizycznie) i
                          >zarabiajac na nie. Bylem bardzo ambitny i pracowity i uczylem sie / pracowalem
                          >gdy znudzeni kolezkowie z roszczeniowym stosunkiem do zycia pili piwko.
                          >Aktualnie mam 7000 brutto pensji, wypasione CV i umiejetnosci zawodowe dzieki
                          >ktorym systematycznie otrzymuje telefony od headhunterow chcacych mnie podkupic
                          >do innej firmy. Aha - istotna sprawa - do wszystkiego doszedlem UCZCIWA droga.
                          >Uczciwosc jest dla mnie niezwykle wazna. Trudna walka o byt nie pozbawila mnie
                          >zasad, wrecz utwierdzila mnie w tym, jak sa one wartosciowe i jak wazne jest by
                          >w tej dzungli nadal byc Czlowiekiem ! Moze dla wielu to co osiagnalem i to kim
                          >jestem wydaje sie niewiele warte - ja jednak jestem z tego holernie dumny :-
                          >))))

                          >Pozdrawiam wszystkich wierzacych w siebie i ambitnych :-)


                          Cześć,

                          Ja też jestem z rocznika 75. Moi rodzice bardzo "cienko" przędli (pięcioro
                          dzieci). Czasem nie było na chleb (nawiasem mówiąc oboje mają wyższe
                          wykształcenie - uwaga tylko w celu uniknięcia komentarzy "nie uczyli się"). Mój
                          ojciec siedział w więzieniu za "Solidarność". Zawsze uczciwie pracował. Dziś
                          nic nie ma.

                          Nikt mi w życiu nie pomógł. Do wszystkiego doszłam sama. UCZCIWĄ drogą. Nigdy w
                          życiu nie dałam łapówki (nawet przed swoją operacją w szpitalu :-). Moje studia
                          wymagały wielogodzinnej nauki. Po pierwszym roku utrzymywałam się tylko ze
                          stypendium naukowego. Moje koleżanki też się bawiły - ja nie miałam na to
                          czasu. Skończyłam studia, pracuję w PAN-ie, uczę się. Zawsze uczciwa, ambitna,
                          z silną motywacją. Również mam bardzo bogate CV i dorobek naukowy. Zarabiam
                          1400 (brutto z dodatkiem stażowym :-). Mam 30 lat, bez mieszkania (hotel
                          asystencki bo na nic innego mnie nie stać). To co osiągnęłam też jest dla mnie
                          dużo warte.
                          Owszem gdybym wyjechała z Polski było by mi lepiej. Ale niektórzy tutaj uważają
                          że nie ma powodu do narzekań. Jak się pracuje, studiuje to ma się zapewnione
                          życie na odpowiednim poziomie a narzekają tylko "lenie i nieuki".
                          Cóż, niektórzy trudnią się mniej popłatnymi zawodami niż makler, menadżer itd.
                          Ja nadal kocham swój zawód.

                          Co będzie za 20 lat?

                          Pozdrawiam

                          cc

                        • Gość: Nina West Re: Rocznik 1983 IP: *.ulc.gov.pl 02.01.06, 14:47
                          A ja jestem rocznik 1972... i bez przepracowywania mam 5 000 PLN brutto
                          (aktualnie pracuję 7 godzin). Mój mąż należy do rocznika 1971 i zarabia ok. 20
                          000 PLN brutto (niestety haruje od świtu do późnej nocy). Praca nasza nie jest
                          naszą satysfakcją. Staramy się ją wykonywać dobrze, z myślą jak tu się ustawić,
                          żeby w przyszłości robić to o czym po cichu marzymy...
                      • Gość: cichy Re: Rocznik 1983 IP: 195.68.192.* 21.09.05, 12:42
                        Ja jestem z rocznika 1984. Rówież pracuję w międzynarodowej firmie i studiuję
                        zaocznie. Coprawda zarabiam ciut mniej, ale potrafię postawić się w sytuacji
                        ludzi zarabiających dużo mniej. Mnie, po opłaceniu mieszkania, dojazdów do
                        pracy i odłożeniu na kolejną ratę za semestr studiów nie pozostaje wiele. Nie
                        ma mowy o oszczędzaniu. Przypominam sobie jednak czasy, gdy od rodziców
                        dostawałem 1000 zł - studiując dziennie w szkole niepaństwowej - i musiało mi
                        to starczyć na wszelkie opłaty ... Powiedzenie "Z pustego i Salomon nie naleje"
                        nie wzięło się znikąd. Masz rację, że trzeba się wziąć do pracy i trochę
                        pomyśleć, ale uwierz mi, znam wielu bardzo przedsiębiorczych ludzi, którzy są
                        bezrobotni lub pracują za grosze. Uważam, że nie wszystko zależy od nas, aby
                        móc coś stworzyć musi być przychylna ku temu sytuacja ...
                      • Gość: tak_to Re: Rocznik 1983 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.09.05, 14:51
                        Ja mam ukonczone studia, podobno dobre, nadal sie ucze (wydaje na nauke z
                        polowe swojej pensji), mam prace w miedzynarodowej firmie za podobne jak ty
                        pieniadze byc moze z perspektywami na lepsze stanowisko i pewnie lepsza kase
                        tylko...co z tego. Mialam wybor: prace zgodna z kierunkiem studiow,
                        pasjonujaca, rozwijajaca intelektualnie albo prace do ktorej nic nie moge
                        zarzucic wlasciwie oprocz tego, ze nie za bardzo mnie rozwija i nie jest moim
                        zyciowym marzeniem.

                        Ja wybralam wlasnie tak (wybor byl bardzo ciezki), na razie nie wiem jeszcze
                        czy nie zaluje. Chcialabym bardzo zeby ludzie mieli tylko dylematy jak ja.

                        Ale chyba nawet nie o tym chcialam pisac. Popatrzcie na ogloszenia (dajmy na to
                        w GW). Bardzo wiele z nich to ogloszenia na wszelkiego rodzaju
                        sprzedawcow/doradcow klienta/konsultantow czy jakkolwiek sie to nazwie. Kolejna
                        czesc na stanowiska dyrektorskie/kierownikow wysokiego szczebla.
                        Ktos kto a/nie ma np odpowiedniego doswiadczenia (ilosc lat) albo niekoniecznie
                        chce byc kierownikiem b/nie nadaje sie badz nie chce byc sprzedawca - naprawde
                        ciezko znalezc prace dla osob PO studiach (bo duza czesc firm chetnie zatrudnia
                        studentow do 26 lat na umowe zlecenie, a potem starszych juz nie chce).

                        > Trzeba sie tylko umiec zorganizowac, nie narzekac tylko dzialac - samo nie
                        > przyjdzie. Z siedzenia i nic nie robienia nie ma sie nic, albo niewiele.

                        a moze masz jakies bardziej konkretne rady dla tych ktorzy jak jzu napisalam
                        nie chca byc sprzedawcami/nie nadaja sie do tego. I moze powiesz im/nam jak
                        dzialac?
                        Naprawde nie jest az tak latwo (nie naleze do osob czarnowidzacych, naprawde)
                      • lkish21 Re: Rocznik 1983 23.09.05, 09:45
                        ja dokladnie to samo, 3 rok studiow, 1983 rocznik, 400tys miasto, praca w
                        firmie co prawda polskiej a nie miedzynarodowej,ale za to na nieco mniej niz
                        pol etatu, plus dorabianie na boku na czarno w razie potrzeby, oczywiscie
                        wszystko zgodnie z kierunkiem studiow i wymarzonym zawodem. mam 1925 netto z
                        pracy na umowe i 500-600 pln dodatkowo. studiuje 2 kierunki, czasu wystarczy na
                        prawie wszystko:) chciec to moc, narzekac to zarabiac 1100 i glosowac na
                        samoobrone:)
                        • Gość: tak_to Re: Rocznik 1983 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.05, 10:58
                          Ikish...chyba po prostu mozesz mowic o wieeeelkim szczeciu. Zastanawiam sie
                          wlasnie jak zyjesz. Moze na prochach? Moze nie spisz wogole? Zastanow sie. Jak
                          mozna studiowac 2 kierunki, pracowacw (jakby nie liczyc na zdecydowanej
                          wiekszosci studiow na trzecim roku jest jeszcze sporo roboty i uczenia sie)i
                          mowic ze "czasu wystarczy na prawie wszystko:)". Na jakie prawie wszystko? Moze
                          cos z tymi "kierunkami studiow" jest nie tak? A moze studiujesz te 2 kierunki
                          na jednej z wielu prywatnych uczelni ktora od swoich studentow nie wymaga
                          zadnej albo niewielkiej wiedzy?
                          Do twoich zarobkow (1925 zlotych netto na pol etatu) nie odnosze sie w zaden
                          sposob oprocz tego, ze pomijajac twoje zdolnosci o ktorych nic nie wiem na
                          podstawie tego wpisu, mysle ze sa niereprezentatywnie wysokie i ze miales wiele
                          szczescia ze wlasnie taka pensje dostajesz.

                          a twoje zdanie "narzekac to zarabiac 1100 i glosowac na samoobrone:" - sama nie
                          wiem co mam o tym myslec.
          • Gość: dziecinka Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.09.05, 14:19
            pokolenie naszych rodzców miało szanse na mieszkania pracownicze,
            spółdzielniane i zagwarantowana pracę, a teraz wczesniejsze emerytury,
            zobaczymy co ty powiesz za 30lat, jak juz nie będziesz w stanie pracować, a nie
            bedzie emeryturki i zostanie jeszcze kilka rat kredytu mieszkaniowego do
            spłacenia, nie zazdroszczę, ale zostań sobie w tej prowincjonalnej Polsce i
            licz na zmartwychwstanie jakiegos komunisty, albo sie zaharuj na śmierć za
            marne grosze.Powodzenia
          • Gość: greg "Panie! Dlaczego uczyniles mnie Polakiem !" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 01:20
            Oto lista dwunastu powodow, dla ktorych decyzja o zyciu w kraju ojczystym
            wydaje mi sie najgorszym mozliwym wyborem Polaka.

            Demokracja

            To greckie slowo przeklada sie na polski lacznie jako chaos, matactwo,
            deprawacja, zaklamanie, nepotyzm, zlodziejstwo, korupcja, zamet. Po pierwsze:
            nie doroslismy do demokracji, tak samo zreszta jak Rosja. U nas jeszcze
            rewolucji francuskiej nie bylo (powstania sie nie licza). Dystans dzielacy
            nas od zachodnich demokracji wyraza sie iloscia butelek wypitych pod krzakiem
            i ukradzionych samochodow. Ale weszlismy juz na droge do demokracji. Jej
            pierwszy etap to wyborcza selekcja negatywna.

            Ludzie

            Koszmar. Biedny i ciemny narodek na granicy Europy i Azji. Ani jedni, ani
            drudzy.

            Zapite, niewyksztalcone spoleczenstwo z waska elita (ktora na nic nie ma
            wplywu). Srednia krajowa to myslenie na poziomie sredniowiecza. Zabobonne
            baby i chlopy przepijajace kazdy grosz. Nedza materialna i duchowa. I
            wszechobecna brzydota. Etos partyzancki i europejskie ambicje lacza sie z
            ciemnogrodem Samoobrony. Niewiarygodne zlodziejstwo, zaklamanie, korupcja i
            nepotyzm. Trzeci Swiat.

            Muzyka

            Polska muzyka popularna to zly sen. Gluchota, miernota, nie tylko
            nasladownictwo, ale nasladownictwo najgorszych wzorcow. Zawodzace Edyty,
            farbowane Michaly i bieznikowane blondynki na drewnianych konikach. Ale jest
            cos gorszego od naszej muzyki pop i jest to tzw. polski rock. Glusi gluchym!
            Estetyka turpizmu, festiwal pretensjonalnosci i oblesnosci, niepoparty nawet
            srednim sluchem. Przyczyna?

            Posluchajcie bab, jak spiewaja w kosciolach 'Weselmy sie i radujmy sie...'.

            Praca

            Czyli bezrobocie. Czyli markowanie pracy w ubozuchnej 'budzetowce' i
            bezwstydny wyzysk czlowieka w firmach prywatnych, a zwlaszcza zagranicznych.
            Bo sytuacja na rynku pracy w panstwie, gdzie nie pracuje cwierc populacji, to
            wolna amerykanka. Sa juz w Polsce nie tylko rejony
            bezrobocia 'strukturalnego', ale cala mapa spolecznych patologii: prostytucja
            nieletnich na Slasku, deprawacja moralna w koszmarnej Lodzi. Oczywiscie ci,
            ktorzy pracuja, robia to za grosze. Mamy dogonic Irlandie za 30 lat.

            Pieniadze

            Abstrakt, cos, czego nie ma. Srednia krajowa wynosi dzisiaj ponad dwa
            tysiace, ale w kominowym systemie, jaki u nas obowiazuje, nikt nie zarabia
            sredniej krajowej. Albo duzo mniej (90% spoleczenstwa), albo duzo wiecej
            (garstka ludzi skorumpowanych). Kiedys rozmawianie o pieniadzach bylo w zlym
            stylu. Dzisiaj mowi sie tylko o nich. Oczywiscie dlatego, ze nikt ich nie ma.
            Podobnie, jak z rozmawianiem o seksie. Seks jest zreszta dla rosnacej liczby
            Polek i Polakow jedyna realna droga zarobkowania.

            Rekreacja

            Polska pozostaje turystycznym straszakiem Europy. Nieliczni odwiedzajacy
            szybko przemykaja sie przez Krakow (plus Oswiecim) i czym predzej uciekaja do
            cudownej, przyjaznej Pragi. Kiepska infrastruktura. Fatalne drogi. Powszechna
            nieznajomosc podstawowych jezykow obcych. Ceny z sufitu i naciaganie
            obcokrajowcow niczym w bananowej republice. Dla siebie tez nie jestesmy
            lepsi. Jakie wymagania moze miec polski turysta w Polsce? Obskurne kwatery,
            nedzne namioty. Wakacje w krzakach.

            Rozrywka

            Slowo to znika powoli z jezyka polskiego wypierane przez termin 'biesiada'.
            Bo my jestesmy narodem biesiadnym: wodka, kielbasa i refren z ukrainskiej
            piosenki na hej. Krytykowana przez szczekajace elity 'telewizja biesiadna'
            (TVP-2) po prostu oddaje rozrywkowa specyfike naszego narodu. Bawic sie
            znaczy pic. To przeciez synonimy. Teatry swieca pustkami, cytaty ze
            wspolczesnego filmu polskiego nie nadaja sie do publikacji, a modna
            mlodziezowa scena klubowa przypomina bachanalia w piekle.

            Samochod

            Nasz ped motoryzacyjny pierwszych lat wolnosci zostal juz skutecznie
            zahamowany. Ceny nowych aut zagranicznych to dla przecietnego Polaka
            abstrakcja. Tu samochod niskiej klasy sredniej (np. honda civic) kosztuje ok.
            60 000 zlotych, czyli trzydziesci srednich pensji [patrz: 'Pieniadze'].
            Wystawa samochodowa na ulicach jest tylko w Warszawie. Ale i to pozory:
            wiekszosc zagranicznych wozow to junk przywozony na lawetach z niemieckich
            zlomowisk. I juz 50 km od stolicy zaczynaja sie maluchy.

            Tzw. stosunki

            Polski seks oceniany jest w rankingach jako najgorszy albo przedostatni w
            Europie. Oczywiscie w kraju tak pieknych kobiet wine za ten stan rzeczy
            ponosza faceci. Bo nasi faceci sa oblesni, a oblesnosc to seksualny turn-off.
            Zapite brudasy dobieraja sie do zon na boku od tylu i po ciemku (tak wynika z
            ankiet). A juz nie ma nic gorszego nad 'slowianskie mucho'. To taki pijaczyna
            z wasem. Uprzedmiotowienie kobiety uklony dla Kosciola owocuje u nas
            dramatyczna statystyka gwaltow malzenskich.

            Wolnosc slowa

            Jest. Tym razem nie tylko zagwarantowana konstytucyjnie (komuna takze
            wycierala sobie twarz wolnoscia slowa), ale naprawde jest. Tyle ze towarzyszy
            jej blizniaczka, syjamska siostra w postaci poprawnosci politycznej.
            Tendencja przyszla z Ameryki, ale mamy takze wlasne tabu: Kosciol,
            Kwasniewscy, NATO, Agora lub czasopisma. Wolno nam wreszcie krytykowac
            Zwiazek Radziecki, z tym tylko ze juz go nie ma. Za to nie wolno mowic
            publicznie, co powiedziala publicznie Liga Polskich Rodzin.

            Zakupy

            Nowe opium dla ludu, religia spoleczenstwa konsumpcyjnego. Zakupy wstrzasnely
            polskim obyczajem i zyciem rodzinnym pierwszej dekady wolnosci. To
            zrozumiale, komuna zadreczala nas brakiem wszystkiego, nareszcie pojawil sie
            nadmiar. Lekcja konsumeryzmu okazala sie jednak brutalna, bo na kolorowych
            polkach nic nie lezy za darmo. Niedzielne wycieczki rodzinne (zmora Kosciola)
            koncza sie pustym wozkiem.

            Kiedy wychodzimy z pelnym wozkiem, zebracy prosza o wetknieta wen zlotowke.

            Zycie

            Jest w Polsce nienormalne. I nie bedzie normalne przez wiele nastepnych
            pokolen, bo droga do normalnosci jest wielopokoleniowa, a dopiero na nia
            wkraczamy. Dopatruje sie nadziei tylko w tym, ze na nia wkraczamy. A poza tym
            nie mam zadnych zludzen.

            Polska to taka gorsza Rosja bez charakteru, rozmachu i duszy. Ale z
            alkoholizmem i prymitywem takim samym jak na Wschodzie. Nie sposob winic
            tych, co stad uciekaja.

            Moge tylko powtorzyc okrzyk Wojaczka: "Panie! Dlaczego uczyniles mnie
            Polakiem!".
          • Gość: steilon Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 29.12.05, 01:04
            Zgadzam się z Tobą absolutnie, bo jestem w wieku Twoich rodziców i też uważam ,
            że należe do straconego pokolenia. Kiedy my byliśmy w waszym wieku, za czasów
            komuny - na awanse w pracy byliśmy za młodzi. Gdy komuna się skończyła ,
            okazaliśmy się za starzy, bo pojawili sie właaśnie młodsi "kreatywni"
            menedżerowie po językowych kursach, robiący błyskawiczne kaiery. Na mieszkane
            też nie byłoby nas stać, gdyby nie zostawiła nam go wyjeżdżająca za granicę
            babcia. Nie użalajcie się więc aż tak bardzo nad sobą
        • Gość: Daimler Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: *.toya.net.pl 10.09.05, 14:17
          Gość portalu: pokolenie78 napisał(a):

          > W zasadzie masz rację, że nasze pokolenia miały najgorzej bo pojawiliśmy się
          > zbyt późno by skorzystać z rozkwitu gospodarki wolnorynkowej i zbyt wcześnie
          by skorzystać z obecnie rysujących się możliwości edukacyjnych. I co w związku
          z tym? W związku z tym musimy wziąść się w garść, skopać wszystkim dupy i
          pokazać co jesteśmy warci!
          >
          > Nie łam się, trzeba być twardym a nie miękkim. (i nie zakładać na razie
          rodziny )




          rodziny nie zakladam bo nie ma za co nawet
          pracuje juz 7 lat od kiedy tylko skonczylem technikum
          mam teraz 27 lat i studia mgr skonczone
          teraz przymierzam sie do podyplomowych
          szukam tez lepszej pracy

          wiec nie poddaje sie bez walki
          ale coraz trudniej mi uwierzyc ze cos sie zmieni i bedzie lepiej

          3majmy sie i wierzmy w siebie i we wlasne mozliwosci

          pozdrawiam
            • Gość: cosmo Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: *.dip.t-dialin.net 10.09.05, 15:32
              Ja zarabialem 700 na lapcie.Dobrze, ze mnie zwolnili.Po prostu
              zostalem 'zmuszony' do emigracji.Obecnie zarabiam prawie 10 razy wiecej.Ale
              przede wszystkim czuje sie jak czlowiek; niezaleznie, swobodnie.Zyjac w
              normalnych ukladach.
              28 lat, dwa fakultety/Politologia i Zarzadzanie/.Angielski i niemiecki
              dobrze.Francuski gorzej niz slabo.
              Dobrze, ze wyjechalem.
              Mialem juz dosyc zycia wegetujacego maminsynka bez perspektyw- mieszkalem u
              rodzicow, prace w ksiegarni zalatwila mi mama, nie mialem dziewczyny- mamusia,
              wszystko torpedowala.

              Teraz mam moje, duze mieszkanie.I od 3 miesiecy kobiete, ktora mnie kocha( Tata
              LPR-owiec, zlosci sie co prawda ze Germanka, ale jest happy, ze nie jestem solo
              i super zakochany), i ktora ucze podstaw polskiego, gdyz patriota pozostalem.
                  • Gość: Thea Re: Explicit do Thea IP: *.arcor-ip.net 18.09.05, 09:09
                    Powiedz co to jest 1800 Euro mieszkajac na zachodzie?
                    Jest to duzo?
                    Sadze ze nie, nie wiem w jakim regionie mieszkasz i tu
                    trudno jest mi ocenic twoje koszty utrzymania.
                    Jako na osobe z wyzszym wyksztalceniem spodziewalam sie
                    od ciebie innego poröwnania (Polska-Niemcy) zarobköw jak
                    i kosztöw utrzymania. Przeliczanie zarobku na zlotöwki
                    to zadna sztuka i nie jest to wskaznik ktörym mozna cos
                    do czegos poröwnywac. Zobaczymy jak zalozysz rodzine czy
                    bedziesz zadowolony jako zywiciel rodziny z twojego
                    jak to wyzej okresliles "10-cio krotnego" zarobku?
                    Naucz sie realnie patrzec na swiat nie tymi kategorjami
                    aby innych podniecac do kroku ktöry nie dla kazdego
                    jest odpowiedni. Emigracja nie jest wyjsciem dla kazdej osoby,
                    napewno sam juz tego doswiadczyles to wez wzglad na ludzi
                    w kraju ktörzy w jakis sposöb zwiazani sa z swoim krajem,
                    rodzina, domem. Emigracja jest dla osöb, ktörzy potrafia
                    na poczatku zacisnac zeby i nie poddaja sie losowi.
                    • caysee Re: Explicit do Thea 19.09.05, 20:13
                      Po pierwsze - nie ma co sie unosic.
                      Po drugie - co to jest 1800 euro na reke na zachodzie? Jest to calkiem
                      przyzwoita kwota, za ktora rodzina 2+1 SPOKOJNIE moze sie utrzymac na zachodzie
                      Niemiec wynajmujac 2 pokojowe mieszkanie.
                      • pompompom Re: Explicit do Thea 23.09.05, 22:00
                        Przykład pierwszy lepszy z brzegu. Przedmiot codziennego użytku - żelazko. W
                        Polsce lepsze (z parą, szybkim nagrzewaniem, lekkie) kosztuje od 200 - 300 w
                        górę. W Niemczech to samo, ten sam model, firma jakieś 70 euro. Łatwo policzyć,
                        że za te 1800 można takich żelazek kupić 25. W Polsce kupisz 3 góra 4. Robię
                        czasami zakupy w Niemczech (środki czystości, trochę produktów spożywczych,
                        jakiś drobny sprzęt gospodarstwa domowego) za 70 - 80 euro mam pełny koszyk
                        (ten duży na kółkach). Proszki wcale nie najtansze, nie patrzę na promocje, bo
                        mam ulubione i sprawdzone produkty i takie kupuje. Spróbujcie wziac u nas te
                        same pieniadze i co kupicie? Trzy rzeczy na krzyż? Jakiś gó..any proszek do
                        prania, po którym ciuchy wyglądają jakby nigdy niebyły prane, a zużyć trzeba na
                        raz jedno pudełko (takie 650 gram), bo polskie gospodynie sypią za dużo (sypią,
                        bo w mniejszej ilości gó.. upiorą) troche kawy rozpuszczalnej, ktora tylko
                        leżała obok tej dobrej i z nazwy jest kawą, bo polski konsument ma inne kubki
                        smakowe, paste do zebów w dużej tubie, a jakże z wielkim napisem promocja, 20%
                        więcej. Tyle tylko, że na umycie zębów zużyjesz jej więcej, bo jakoś dziwnie
                        szybko podczas mycia zamienia się w wodę i masz wrażenie, że myjesz zęby
                        osłodzoną wodą z dodatkiem mięty. Mleko (tanie, takie troche wodniste), masło a
                        raczej margarynę, bo tańsza (taka też gorsza, z większą ilością chemii), ochłap
                        jakiejś tłustej wieprzowiny, paczkę papierosów, kilka piw. I już 70 zeteł
                        poszło. Tylko co za to mam, gó..ane produkty z najtanszej półki sygnowane
                        znakiem Leader Price.
                        Popatrzcie na to, że przeciętnego Niemca stać na urlop w najgorszym przypadku w
                        Bułgarii. Za te nasze 1200 nie stać nas na Bułgarię, bo po urlopie musielibysmy
                        wpieprzac suchy chleb.
                        1800 euro nie jest luksusem, jest przeciętnością, ale godziwą. Nasze 1200 to
                        bieda i namiastka. Namiastka kawy, proszku, o takich luksusach jak samochód nie
                        wspomnę, mieszkanie - własne to bajka o żelaznym wilku. A jeszcze mamy się
                        dokształcać, bo młodsi depczą nam po piętach. Ok, chętnie tylko taki np. język
                        kosztuje najmarniej 800, a gdzie reszta? W czymś do tej pracy trzeba chodzić, a
                        jak cie widza tak cie pisza. Spróbujcie pójść w tanich ciuchach na rozmowę
                        kwalifikacyjną. Wasza konkurencja, lepiej ubrana (te same kwalifikacje) ma
                        większe szanse na lepszą pracę, wyższą płacę, bo lepiej wygląda. Nikt wam nie
                        powie, że to przez tańsze i gorsze jakościowo ciuchy, bardziej matowe i gorzej
                        ostrzyżone włosy (dobry fryzjer kosztuje), szarą ziemistą cerę (kosmetyki -
                        kolejny wydatek), stare buty nawet najlepej wypastowane pozostaną starymi
                        butami. Wyglądasz nędznie to i nędznie zarabiasz, nędznie zarabiasz, nędznie
                        wyglądasz. Kółko się zamyka.
                        Dla tych co piszą, żeby nie narzekać tylko wziąć się do roboty odpowiadam:
                        chętnie tylko ja nie chce harować na 3 etatach i wracac skonana do domu, po to
                        żeby jeszcze odwalić prace zlecone w soboty i niedziele. Niechce w kólko
                        chodzić na kursy doszkalające, które drenują tylko kasę z mojej kieszeni a
                        awans i tak dostanie koleżanka o dłuższych nogach. Niechce bać się wziąć
                        zwolnienia lekarskiego, bo może jak przyjdę po to mnie pod byle pretekstem
                        wywalą. Niechcę orać po 12 godzin tylko dlatego, że na moje miejsce czeka 20
                        innych osób i zostawać w pracy po godzinach (bezpłatnie, bo wspomnienie o
                        nadgodzinach może się skonczyc wyrzuceniem), niechce siedzieć w pampersie przy
                        kasie, bo jak mi sie cos nie podoba to mam spadac.
                        Chce normalnie po ludzku żyć, miec własny kąt, troche czasu na rozrywki, pójść
                        od czasu do czasu do kina, teatru, nawet na dyskotekę, czy przysłowiowe piwo.
                        Nie chodzę, bo nie stać mnie potem na powrót taksówka do domu, a nocnymi boję
                        się jeździć. Na wszystko potrzebna jest kasa. Paradoks polega na tym, że
                        najczęśćiej albo masz kasę albo masz czas. Kiedyś zarabiałam więcej ale wtedy
                        nie miałam czasu np. na zrobienie prawa jazdy, teraz mam czas, ale nie mam
                        kasy.
                        Daleko odeszłam od porównania cen. Ale ogólnie to wszystko można o kant dupy
                        potłuc.
                        PS. Nie zamierzam głosować na samoobronę, bo cwaniaków i populistów mam dość. A
                        druga Białorus nie bardzo mi sie usmiecha.
                        • Gość: cosmo Re: Explicit do Thea IP: *.dip.t-dialin.net 23.09.05, 22:33
                          no wlasnie, zgadzam sie z ta wypowiedzia.I nominalnie, ale glownie realnie
                          zarobki tutaj sa niebotycznie wyzsze.Mysle, ze Thea potrafi obiektywnie
                          przyznac racje, chociaz jest ultra populistyczna ( w odniesieniu do vox populi
                          w Niemczech- tzw . Bildzeitungsleser)
                          Zgoda Polska przez 15lat zblizyla sie do tzw koszyka europejskiego.I z 15%
                          skoczyla na ok 50%.Ale to srednia.A, ze w Polsce jak w Meksyku;5% super
                          bogaczy, 10% bogatych, i 10% dobrze sytuowanych, to wlasnie podbija Polska ta
                          srednia, i status "przecietniaka" albo "biedaka".
                          Ale i tak jestem za ta Polska, a nie za ta z komunizmu.Spojrzmy na Koree
                          Polnocna i Bialorus
                    • Gość: realista Re: Explicit do Thea IP: *.net81-66-48.noos.fr 19.09.05, 21:43
                      Otoz to, ja od kilku lat mieszkam na zachodzie, narzeczony jest Wlochem,
                      inzynierem informatykiem, i wcale nie jest tak wesolo. Nawet na zachodzie jest
                      powazny kryzys na rynku pracy, we Wloszech mlodzi ludzie maja szanse na prace
                      czasowe a o powaznym kontrakcie moga pomarzyc, w Belgii podatki wynosza 50% i
                      tez nie jest wesolo. Teraz mieszkamy w Paryzu,gdzie 30latkowie wciaz decyduja
                      sie na bezplatny staz w nadziei ze dostana potem kontrakt o prace, czy 2400 euro
                      netto to duzo? Tak z perspektywy polskiej nawet bardzo, tylko ze tu stac nas na
                      30m2 klitke ktora wynajmujemy za 900 euro miesiecznie, do tego dochodzi komorka,
                      bilet miesieczny(o benzynie nie wspomne), jedzenie( domowe bo o restauracjach
                      mozna zapomniec), olaty za internet i moze jakies buty na zime...coz niestety
                      nie udaje sie nic odlozyc...
                      wiec niech nikt mi nie mowi ze tu tak kolorowo
                        • Gość: Andziu Albo mam dola, albo... nie wiem co... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.05, 12:07
                          Ja ten 1000 euro mam (fakt, brutto, czyli jakies 2800PLN na reke, ale dochodza
                          premie, auto i komorka bez limitow za darmo). Zarabiam to tu, w Polsce, i nie w
                          Warszawie. Zona dostaje 1500PLN na reke... Do tego dorabiam sobie piszac
                          artykuly sportowe i komentujac czasem co nieco w pewnej sportowej stacji TV. Z
                          tych dodatkow wychodzi mi z 700 - 1000PLN ,zalezy od miesiaca... W sumie,
                          budzet miesieczny mamy od 5000 do 6500 PLN, zalezy, jak lezy...

                          Tyle wstepu. Czytam posty ludzi, ktorzy zyja za 1000PLN (czy nawet mniej), bo
                          musza, bo nie moga znalezc lepiej itd. i ogarnia mnie coraz wieksza deprecha...
                          Glownie dlatego, ze ja przeciez nie mam prawa tu k... narzekac, bo jak spiewal
                          Kazik 'inni maja jeszcze gorzej'... No wlasnie, ale spiewal tez 'ale nie da
                          ukryc sie, ze sa tacy, ktorym jest lepiej...' Do czego zmierzam... Ze tutaj,
                          majac powyzej sredniej, dalej mam kiepsko. Jak podsumuje wszystkie wydatki (
                          mamy 2 dzieci), okazuje sie, ze praktycznie nie jestesmy w stanie odlozyc
                          zadnej sensownej kasy na zakup czegokolwiek (mieszkamy w komunalnym, auto
                          sluzbowe). Nie mowie tu o zakupach RTV, tylko o wlasnym lokum lub drugim
                          aucie... A ja mam 31 lat i powoli chce myslec o swoim mieszkaniu (lub idealnie -
                          domku). Wchodza na forum i... Co ja wlasciwie pier.dole..? Jakim prawem
                          narzekam na cokolwiek..? Widze, ze wielu ludzi jest w duuuzo gorszej, zeby nie
                          powiedziec koszmarnej sytuacji... Wegetuja za pieniadze, ktorych w normalnym
                          kraju nie daje sie nawet bezrobotnemu (mowie nie o liczbach/przelicznikach,
                          tylko sile nabywczej pieniadza), za pieniadze, za ktore nigdy w zyciu nie kupia
                          sobie nic, bo jak??? A przeciez pracuja na etatach, zapierdzielaja w marketach
                          czy w szkolach, niektorzy po kilkadziesiat lat...
                          Konkluzja - ja od jakiegos czasu zastanawiam sie nad wyjazdem do normalnego
                          kraju, przynajmniej na kilka lat. Do takiego, w ktorym pensja powyzej sredniej
                          gwarantuje mi spokojny, dostatni byt i mozliwosc posiadania wlasnego domu,
                          samochodu i corocznych wyjazdow wakacyjnych tam, gdzie mam ochote jechac... Nie
                          moge sie nadziwic, ze nie robia tego ci mlodsi, ktorym w pracy proponuja
                          obrazliwe 800PLN (gdzies tu nawet widzialem brutto...) Z tego chorego kraju
                          wyjechac trzeba i wlasnie zaczynam to rozumiec. Nie z powodu swojej sytuacji,
                          ale po lekturze postow na tym forum...
                          Pewnie, mozna czekac, az niz demograficzny i wzmocnienie gospodarki spowoduja
                          jakies wymierne zmiany na rynku pracy (placy przede wszystkim), ale mi juz
                          brakuje czasu...
                          Byc moze swoim biadoleniem wkur.wilem wielu z tych, ktorzy bardzo by chcieli
                          zarabiac tyle, co ja. moze jednak wyniknie z tego tyle dobrego, ze ktos z tych,
                          co maja teraz 800PLN, wskoczy na moje stanowisko i przez jakis czas bedzie mial
                          zludzenie, ze jest zaje.biscie... Potem pewnie dojdzie do tych samych wnioskow,
                          co ja. A moze nie? Moze nie zlapie dola i bedzie mu dobrze... Nie wiem.
                          Pozdrawiam i wszystkim zarabiajacym malo zycze, aby doczekali czasow, kiedy w
                          Polsce najnizsza krajowa gwarantowac bedzie normalne zycie, bez fajerwerkow,
                          ale NORMALNE i SPOKOJNE... Jak w cywilizowanym kraju, do ktorego chyba juz
                          wkrotce sie wyniose. Chociaz na kilka lat.
                          • Gość: Przemiks Re: Albo mam dola, albo... nie wiem co... IP: 158.75.130.* 20.09.05, 15:20
                            Stary rozumiem Cię doskonale, chociaż zarabiam znacznie mniej, znacznie. Ja
                            jestem właśnie tym wspomnianym urzędnikiem w pierwszym poście. Na dodatek
                            jestem inspektorem, na dodatek mam 25 lat. Pracuję od lat 5, zaraz po szkole,
                            po liceum znalazłem się na stażu a potem... zostałem bo jak Buzek rządził to
                            każda praca była na wage złota. Moje zarobki to 1500 zł brutto.
                            Określenie "pokolenie 1200..." to moje pokolenie, bo mimo iż mam troszke więcej
                            to i tak są to nadal załośnie nędzne pieniądze. Do rzeczy, ... rozumiem Cię
                            Panie komentatorze, który chcesz zyć w normalnym kraju, rozumiem co to życie
                            bez fajerwerków i marze o takim, marze o spokoju finansowym, marze o tym by
                            pójść 4 razy w miesiącu z kumplami na piwo po pracy i wydać 100 zł za każdym
                            razem, kupić nowe spodnie, jakąś koszule, zjeść z 4 razy w miesiącu na mieście
                            nie w jakimś szałowym lokalu ale też nie w budce z hot dogami, pójśc do kina,
                            kupować gazety które mnie interesują, dać menelowi 2 zł na wino, kupić kobiecie
                            kwiaty itd. itd. i zrobić całą masę rzeczy jakie przecież każdy z nas robi w
                            ciągu miesiąca, a które nie zawsze muszą kosztować, a kiedy już kosztują to nie
                            zawsze dużo, ale nawet no to "nie dużo" mnie nie stać, bo przeciez muszę
                            jeszcze do tej mojej żałośnie nisko płatnej pracy dojechac co pochłania 1/5 z
                            całości moich zarobków. Po pracy stać mnie na oglądanie telewizji, nie biegam
                            na sale gimnastyczną, nie jeżdże konno, nie gram w golfa a na rower.... na
                            rower nie mam ochoty jak pomyśle ze to jedyna forma sportu na jaką mnie
                            stać,myślę sobie dalej że nie mam tak źle bo mieszkam u rodziców, którzy w
                            dawnych czasach dorobili się dużego domu, który ja teraz częściowo wykorzystuję
                            i za który nie płacę. Szlag mnie trafia kiedy rozmawiam z siostrą która w angli
                            nalepia naklejki na palety wraz ze swoim chłopakiem za 5500 tyś zł na miesiąc.
                            Ktoś tu powiedział że nie wolno przeliczać zarobków z zzagranicy na nasze
                            złotówki bo to tak się nie da, nie przystaje do życia niby, ale ona normalnie
                            zyjąc oszczędza miesięcznie 2000 zł, a legitymuije się zaledwie maturą w
                            polskiej szkole, szybko zrozumiała że Polska to nie miejsce na start zyciowy.
                            Mógłbym do niej jechac powiecie... ano nie, bo to też ktoś już tu napisał że
                            nie dla kazdego jest wyjazd bo jakoś tam jest z Polską związany, i ja jestem
                            związany, nie mogę wyjechać. Ktoś powie... Ty urzędnik, jak pracujesz tak
                            zarabiaasz, skoro masz czas w pracy by tyle tu wypisywać to znaczy że niewiele
                            robisz a jak niewiele robisz to niewiele dostajesz i dobrze Ci tak. Może i
                            słuszne uwagi, trafne ale ten kto nie pracował w urzędzie nie zrozumie
                            specyfiki tej pracy. W urzędzie raczej nikt sobie rekawów nie wyrywa, ja też
                            nie, ale to nie znaczy ze nie jest ciężko. Jak masz wydać decyzje, np. z
                            odpadów dla duzej firmy o szerokim zakresie działania na podstawie ciągle
                            zmieniającego się prawa w naszym kraju... ciekawe ilu byłoby chętnych. W duszy
                            z tym, powiem tylko że ja tez postanowiłem się nie poddawać, robie swój interes
                            po godzinach, jest cięzko, cholernie ciężko, zaje..ście cięzko ale nie poddam
                            się ... narazie, choćby po to by pokazać siostrze i przyszłemu szwagrowi ze tu
                            też mozna coś zrobić... obym nie poległ, bo wtedy... Pozdrawiam szczerze
                            wszystkich walczących za 1000 zł na rękę na miesiąc, goroąco Was pozdrawiam,
                            trzymajmy roczniku 1980!!!
                            • Gość: jolikej Do Przemiksa IP: w3cache.* / *.2-0.pl 01.12.05, 17:55
                              NAPISALEŚ:
                              Ktoś powie... Ty urzędnik, jak pracujesz tak
                              > zarabiaasz, skoro masz czas w pracy by tyle tu wypisywać to znaczy że
                              niewiele
                              > robisz a jak niewiele robisz to niewiele dostajesz i dobrze Ci tak. Może i
                              > słuszne uwagi, trafne ale ten kto nie pracował w urzędzie nie zrozumie
                              > specyfiki tej pracy. W urzędzie raczej nikt sobie rekawów nie wyrywa, ja też
                              > nie, ale to nie znaczy ze nie jest ciężko. Jak masz wydać decyzje, np. z
                              > odpadów dla duzej firmy o szerokim zakresie działania na podstawie ciągle
                              > zmieniającego się prawa w naszym kraju... ciekawe ilu byłoby chętnych. W
                              duszy
                              > z tym, powiem tylko że ja tez postanowiłem się nie poddawać, robie swój
                              interes
                              >
                              > po godzinach, jest cięzko, cholernie ciężko, zaje..ście cięzko ale nie poddam
                              > się ... narazie, choćby po to by pokazać siostrze i przyszłemu szwagrowi ze
                              tu
                              > też mozna coś zrobić... obym nie poległ, bo wtedy... Pozdrawiam szczerze
                              > wszystkich walczących za 1000 zł na rękę na miesiąc, goroąco Was pozdrawiam,
                              > trzymajmy roczniku 1980!!!

                              Pozdrawiam serdecznie. :-) Jestem w podobnej sytuacji. Z tą tylko różnicą że
                              nie mieszkam z rodziacami. Też pracuję w UW i też wydaję decyzje z odpadów. :-)
                              I naprawdę ktoś kto nie zna tematu nie ma zielonego pojęcia że jest to
                              cholernie trudne i odpowiedzialne. A najgorsze jest to że szefowie wcale nie
                              doceniają pracowników którzy się starają i ciężko pracują tylko swoich
                              przydupasów i kolesiów. PS. Jestem ciekawa czym się zająłeś dodatkowo, po
                              godzinach? :-)
                              Pozdrawiam
                          • Gość: Poulsen Re: Albo mam dola, albo... nie wiem co... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.06, 22:14
                            Ja to wogóle jestem w dziwnej sytuacji. Mam bardzo duże doświadczenie,
                            praktycznie od paru dobrych lat zajmuję się sprzedażą. J.Angielski, kursy,
                            szkolenia w wielkich światowych korporacjach, służbowy NOWY VW Passat TDI i
                            zarabiam ... 1400 zł netto. Sąsiedzi patrzą na mnie jak na jakiegoś niewiadomo
                            jakiego biznesmena, myśląc (patrząc na służbowe auto) że szczesciarz ze mnie jak
                            cholera, a rzeczywistosc jest zupełnie inna. Zapier... od rana (czasem od 3.00
                            rano wstaję) do nocy (wracam do domu o 23.00-24.00) i to wszystko za marne 1400
                            zł netto miesięcznie. Oczywiscie auto tylko i wyłącznie do uzytku słuzbowego,
                            mam je 24h ale nie ma mowy o prywatnych kilometrach. Tak czytam Wasze posty i
                            doszedłem do wniosku, że dla mojego niemieckiego pracodawcy jestem po prostu
                            niczym innym jak mułem, tanią siłą roboczą, polaczkiem który poświęci wszystko,
                            całe swoje prywatne życie tylko po to zeby pojezdzic sobie dobrym wysokiej klasy
                            samochodem (on to chyba tak widzi). Szukam innej pracy, przeglądam ogłoszenia
                            (one i tak chyba wciaz są te same) i nie wiem ... ale straciłem juz nadzieję na
                            dobrą pracę w tym kraju. Do tej pory nie myslałem o tym zeby stąd wyjechac, nie
                            dlatego ze wielki ze mnie patriota, lecz miałem wciąż nadzieję, że z moimi
                            kwalifikacjami i doswiadczeniem znajde tutaj naprawdę dobrą pracę, ale widzę ze
                            jest to coraz mniej realne. Mam 27 lat, zapieprzam od rana do nocy i tak w
                            zasadzie niczego sie jeszcze nie dorobiłem. Wszyscy kumple juz dawno siedzą w
                            Anglii, Holandii, Irlandii, zarabiają przyzwoicie, kupują mieszkania w Polsce, a
                            ja zapieprzam w tym kraju i nie mam nic.
                            Czas stąd spieprzać, tym bardziej ze po ostatnich wyborach nie zanosi sie na to
                            zeby było lepiej. Rząd zajmuje się pierdołami, wydaje kasę z budżetu na rzeczy
                            totalnie kuriozalne, wciąż gada o przeszłosci nie myslac wogóle o przyszłosci.
                            To jest jakas paranoja co tu sie dzieje.
                            Ja nie chce wiele, chce życ godnie, raz w roku jechac na wakacje, załozyc
                            rodzinę, wynając (juz nie mówie kupic) mieszkanie, chodzic do kina, do teatru
                            gdy mam na to ochotę i nie martwic sie ze nie mam pieniędzy na życie.
                        • skun2 Re: Explicit do Thea 21.09.05, 01:36
                          heureka7 napisała:

                          > nie jest kolorowo... klaniam sie z Francji (ale nie z Paryza, na szczescie) ;)
                          > zapewniam, ze tu Francuzi pracuja nawet za mniej niz 1000 € miesiecznie n
                          > a reke!

                          To proszę do Anglii, USA, ch.j wie dokąd wyjechać - Francuzi są - jak się
                          okazuje mało mobilni:)
                      • Gość: Thea Re: Realista ma racje IP: *.arcor-ip.net 20.09.05, 20:46
                        Gość portalu: realista napisał(a):

                        > Otoz to, ja od kilku lat mieszkam na zachodzie, narzeczony jest Wlochem,
                        > inzynierem informatykiem, i wcale nie jest tak wesolo. Nawet na zachodzie jest
                        > powazny kryzys na rynku pracy, we Wloszech mlodzi ludzie maja szanse na prace
                        > czasowe a o powaznym kontrakcie moga pomarzyc, w Belgii podatki wynosza 50% i
                        > tez nie jest wesolo. Teraz mieszkamy w Paryzu,gdzie 30latkowie wciaz decyduja
                        > sie na bezplatny staz w nadziei ze dostana potem kontrakt o prace, czy 2400 eur
                        > o
                        > netto to duzo? Tak z perspektywy polskiej nawet bardzo, tylko ze tu stac nas
                        na 30m2 klitke ktora wynajmujemy za 900 euro miesiecznie, do tego dochodzi
                        komorka, bilet miesieczny(o benzynie nie wspomne), jedzenie( domowe bo o
                        restauracjach mozna zapomniec), olaty za internet i moze jakies buty na
                        zime...coz niestety nie udaje sie nic odlozyc... wiec niech nikt mi nie mowi ze
                        tu tak kolorowo
                        ============================================================================
                        Tak, to jest realne spojzenie na swiat, przynajmniej jedna osoba potrafi
                        powiedziec prawde. Euro nie wolno przeliczac na zlotöwki i z tego pulapu robic
                        poröwnanie. Mieszkania sa na zachodzie bardzo droge. Jak chcesz miec cos
                        przyzwoitego i w przyzwoitym miejscu, musisz slono placic. Prad, gaz, benzyna to
                        juz sie wogöle nic nie möwi, to jest jednym slowem zlodziejstwo w bialy dzien.
                    • Gość: Aga Re: Explicit do Thea IP: 212.85.1.* 20.09.05, 13:49
                      Calkowicie sie z Toba zgadzam!!! Mieszkam w Londynie i mam na reke 1200 funtow
                      i nie powiem, zeby na tutejsze warunki to bylo szczegolnie duzo. Starcza akurat
                      na wynajem malego mieszkanka, rachunki i codzienne wydatki. Gdybym to
                      przeliczyla na zlotowki to brzmialoby to calkiem calkiem... ale to nie ma
                      sensu. Tutejsze 1200 funtow to jak 1200 zlotych w Polsce.
                      • Gość: vitek Re: Explicit do Thea IP: *.server.ntli.net 25.09.05, 20:59
                        No nieeee! Przestań proszę! Proste porównanie: spróbuj w sklepie w Polsce kupić
                        cokolwiek za 1zł - nie ma takiej rzeczy (może zapałki :) W Anglii mogę zrobić
                        niezłe zakupy wypełniając wózek wyłącznie produktami o cenie poniżej 1 funta.
                        Wynajęcie mieszkania w Polsce też jest bardzo drogie - z pewnością o tym nie
                        wiesz, bo mieszkałaś u rodziców; rachunki - porónaj ceny prądu, gazu, paliwa,
                        telefonu - w Anglii ok. 30% wyższe niż w Polsce (a nie 5 razy wyższe!)
                    • Gość: drkoby Re: Explicit do Thea IP: *.224.75.202.Dial1.Cincinnati1.Level3.net 20.09.05, 15:57
                      Emigracja nie jest rozwiazaniem dla wszystkich, tylko dla tych co chca ciezko
                      pracowac.
                      Ale sie oplaca.
                      Ja zarabialem w Polsce 6 lat temu 500 zl na reke po wyzszych studiach.
                      Za granica na poczatek 8000 zl na reke, po pieciu latach 20000 zl na lape, plus
                      fundusz emerytalny, zwrot kosztow za szkolenia wiekszy niz roczna pensja w
                      Polsce.
                      Koszt zycia za granica nie jest nawet dwukrotnie wyzszy przy obecnych cenach w
                      Polsce.
                      Prawdziwy koszt to tesknota za swoim dawnym miejscem zamieszkania, rodzina i
                      znajomymi, czego nie da sie przeliczyc na dodatkowe pieniadze.

                      Moja rada dla emigrujacych; zalatwic wszystkie formalnosci z uznaniem polskiego
                      dyplomu juz w Polsce i pracowac w swoim zawodzie.

                      W pewnym momencie mozna wrocic do kraju i wyjezdzac na krotkoterminowe
                      kontrakty raz do roku, i tak lepiej sie to oplaci.
                      Z mojego doswiadczenia jednak wiem, ze kto przebywa za granica zbyt dlugo, po
                      powrocie do Polski zaczyna zauwazac ze;
                      pogoda jest naprawde chalowa od pazdziernika do kwietnia
                      drogi sa gorsze niz na najwiekszym zadupiu
                      panuje wszechobecne chamstwo i czysta zawisc
                      zlodziejstwo i bandyctwo jest wieksze niz dawniej
                      kombinatorzy maja sie lepiej niz bogate rodziny zza granicy, ktore gromadzily
                      majatek, przez pokolenia
                      reszta spoleczenstwa zyje w biedzie
                • andorinha Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m 19.09.05, 17:36
                  bez przesady z tymi niesamowitymi wydatkami na zachodzie

                  jestem w Austrii, za moje calkiem spore, dwupokojowe mieszkanie place 250 euro
                  (w spoldzilni mieszkaniowej), ze wszystkimi oplatami wychodzi 350. W Warszawie
                  podobne mieszkanie kosztuje duzo ponad 1000 zl.
                  Jedzenie jesli sie wie kiedy i gdzie kupowac nie jest duzo drozsze od
                  warszawskiego, wrecz przeciwnie widze czesto ze wiele produktow jest tu tanszych.
                  Jezeli dwie osoby maja na swoje utrzymanie 2*1800 euro to naprawde zyja tu w
                  nieporownywalnie lepszych warunkach niz w Polsce

                  Pewnie ze nie wszystko jest rozowe.

                  Ale ze na pewno jest tu wyzszy standard zycia.
                  • Gość: trilbi Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: *.itelekom.pl 19.09.05, 18:58
                    Ciekawe gdzie w Austrii. Zauważ, że Warszawa jest stolicą, w Niemczech np w
                    dużym mieście(Bonn, Monachium ale także Frankfurt lub Dusseldorf) ciężko
                    mieszkać w 2 pokojowym, dość duzym nowoczesnym mieszkaniu za mniej niż 900 euro
                    (z opłatami). A absolwent się bardzo cieszy, jak dostanie 3000 (z czego na rękę
                    będzie miał 1500-1800).
                    Fakt, że to i tak dużo lepiej niż za 1200 w W-wie.
                    Z drugiej strony na zachodzie bardzo popularne jest wśród młodzieży wynajmowanie
                    w 4 osoby mieszkania, i takie zycie do 30-tki.
                    • andorinha Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m 17.10.05, 18:20
                      W duzym miesce w Austrii :)
                      sa tu mieszkania tzw spoldzielcze, ktore naprawde sa tanie

                      W Warszawie majac do dyspozycji 3000zl nie jest latwo (na dwie osoby). Chodzi mi
                      o utrzymanie samochodu, wyjazdy wakacyjne, oszczedzanie na mieszkanie...
                      Tu majac 3000 euro mozna spokojnie sporo zaoszczedzic. I przynajmniej na dojazdy
                      na narty sie tyle nie wydaje ;-)
              • Gość: dg-007 Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: *.arcor-ip.net 19.09.05, 22:05
                Kto wam wszystkim takie bzdury opowiada.Od kilkudziesienciu lat mieszkam w
                Niemczech moja corka skonczyla studia i nie dostawala pieniendzy mozesz sie
                starac o Zapomge ktora musisz zwracac jak podejmiasz prace.I ci wszyscy ktorzy
                jazdrza do pracy i opowiadaja o tysiacach to porostu bzdura.Ja od ponad
                dziesieciu lat prowadze wlasna firme niejestem milionerem i nie zadtrudniam
                rodakow ale wiem za ile rodacy sprzedaja sie zagranica obojentnie
                czy pan magister czy zwykly robotnik.I niepiszcie ze wszyscy tam pracujecie w
                biurach bo to nieprawda.Tutaj taz nie jest latwo
                • Gość: willow Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: 195.204.181.* 20.09.05, 08:46
                  A dlaczego nei w biurach? Mieszkam w Norwegii, pracuje w dziale R&D w sporej
                  firmie telekomunikacyjnej. Znam spora grupe Polakow tu na miejscu. Owszem jest
                  spora czesc budowlancow czy dziewczyn sprzatajacych mieszkania czy pilnujacych
                  dzieci, ale sa tez ludzie pracujacy na uniwerku czy w Wyzszej Szkole Handlowej,
                  sa tacy co pracuja w biurach, sa tacy co np. w przemysle zwiazanym z wydobyciem
                  gazu, w przemysle stoczniowym (przy projektowaniu, nie tylko fizycznie). Dodam,
                  ze jestem tu dopiero 4 lata i wbrew pozorom mam dosc waskie grono znajomch. Nie
                  przesadzajmy z ta tragiczna sytuacja na Zachodzie
                • Gość: Anka Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: 5.5.* / *.proxycache.rima-tde.net 20.09.05, 10:11
                  Ja rowniez pracuje w UE na stanowisku odpowiednim do mojego wyksztalcenia.
                  Studia podyplomowe. Znam niewielu Polaków osobiscie i nie jestem zainteresowana
                  przebywaniem w gronie polonijnym, ale ci, ktorych znam maja bardzo dobre prace.
                  Na moje stanowisko sa bardzo wysokie wymagania jak na tutejsze warunki
                  (Hiszpania) i bardzo trudno znalezc odpowiednie osoby, ale Polak moze sie
                  wybic. Bo jestesmy dobrze wyksztalceni (ci naprawde wyksztalceni a nie kursy
                  wieczorowe i studia zaoczne), znamy jezyki i jestesmy samodzielni. I chce nam
                  sie pracowac. Ja mam tylko 1000 euro, ale nie skarze sie. To nie jest zla
                  pensja jak na Hiszpanie. Chociaz tez nie sa to kokosy. Pracuje zreszta
                  niespelna rok w mojej firmie. Czuje, ze sie rozwijam, ze mnie doceniaja i ze
                  ktos sie liczy z moja opinia. Nie tylko potrzebuje zbic kase moim kosztem.
                  Ambitny i pracowity ZAWSZE i WSZEDZIE sie wybije. I mam wszelkie pozwolenia na
                  prace, pobyt etc. Ale kiedy szukalam pracy jeszcze ich nie mialam. Ale udalo
                  sie. Trzeba wierzyc w siebie i w swoje mozliwosci. Bo jesli ktos sam uwaza, ze
                  nadajae sie tylko na zmywak, to tak z pewnoscia jest. Ja nie przpracowalam ani
                  jednego dnia sprzatacjac, w barach etc. I nie dlatego, zebym pogardzala tym
                  rodzajem pracy. Po prostu szukalam od 1 dnia czegos dla mnie. Zupelnie jakbym
                  byla w mojej rodzinnej Warszawie. Z wysoko podniesiona glowa!
                • Gość: Thea Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: *.arcor-ip.net 28.09.05, 22:12
                  Gość portalu: dg-007 napisał(a):
                  czy pan magister czy zwykly robotnik.I niepiszcie ze wszyscy tam pracujecie w
                  > biurach bo to nieprawda.Tutaj taz nie jest latwo
                  =================================================================================
                  Tak, wiele nie pracuje w biurach, ale kto? Ci ktörzy zgodzili sie na to, nie
                  wierzyli w siebie i brak im bylo aspiracji. Znam takich ktörzy po studiach
                  akademickich w Polsce pracuja nadal na najnizszych stanowiskach i nie robia nic
                  zeby wyjsc z tej mizery. Dlaczego, tego nie moge zrozumiec. Nauczyli sie na
                  studiach samodzielnie myslec, napewno nie sa tak niezdolni zeby nie dali sobie
                  rady w biurze, ale brak im checi i czyste ich lenistwo. Na pytanie zadane jednej
                  osobie z Polski po studiach: "dlaczego nie staralas/es sie o cos lepszego w
                  biurze" ta osoba w wieku 35lat mi odpowiedziala: "A co myslisz ze w tym wieku
                  bede sie jeszcze uczyc" Nastepna po studiach akademickich w Polsce odpowiedziala
                  mi tez w powyzszym sensie. Ale jak ktos sie przebije do lepszej pracy na
                  odpowiednie stanowisko, zaraz obdazony jest przez rodaköw niezyczliwoscia i
                  zazdroscia. Dlaczego? - na te pytanie nie moge znalezc odpowiedzi. Jak mozna sie
                  tak niedoceniac i nie miec jakis aspiracji spolecznych albo statusu. Nie jest
                  latwo sie przebic, ale kto nie pröbuje nic nie osiagnie. Pröba nic nie kosztuje
                  a jak sie powiedzie czlowiek ma podwöjna satysfakcje jak i motywacje do dalszego
                  kozystania z nauki poza godzinami pracy czy chocby zdobywania wiedzy zawodowej
                  na wszelkiego rodzaju seminarach w godzinach pracy. Takze Gosciu portalu: dg-007
                  wierz mi, jest prawda ze ci co chcieli i wierzyli w siebie, pracuja w biurach.

                  Tak jest tez prawda, ze obecnie przyjezdzajacy rodacy do pracy z Polski
                  sprzedaja sie za najnizsze pieniadze nie tylko w Niemczech ale w calej Europie
                  Zachodniej.
              • szast_adam Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m 20.09.05, 19:09
                Gość portalu: franio napisał(a):

                > kilka tysiecy na reke? w unii? chyba zartujesz
                > przecietny absolwent przyzwoitego uniwerku w twoim wieku dostaje 1000-1300
                euro netto.

                No chyba zartujesz... (chodzilo o zlote czy euro?)
                Zalezy gdzie ta unia jest: w biednych (tak!) Niemczech, czy w np. Irlandii. W
                Irlandii MINIMALNA pensja, przy 40h/tydzien na reke wynosi ok. 1200E/miesiac.
                I jest to pensja "dla Polakow". Raczej nie spotyka sie Polakow pracujacych "na
                czarno", bo to chyba wstyd placic mniej (a odpowiednik ZUS to ok. 50E)...
                Przecietne oferty dla przecietnych absolwentow przecietnego college
                (odpowiednik licencjatu) zaczynaja sie od ok. 1800E/miesiac. Ale przynajmniej w
                Dublinie jest to za malo, zeby utrzymac z jednej pensji na normalnym poziomie
                rodzine 2+1 (przede wszystkim z powodu kosztow mieszkania).

                pozdrawiam z Dublina (emigracja w wieku 37 lat??? a czemu nie!)
                AdamS.
          • Gość: andrzej Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.06.06, 13:53
            32 lata, kilka zawodow technicznych (wyksztalcenie srednie) z uprawnieniami i z
            praktyka, dom, zona, rodzina nie wystepuje, bo sie nie dorobilem, no nie liczac
            wieloletniego poloneza, ktory mi niedawno umarl, od tylu lat myslalem ze sie cos
            zmieni na lepsze, ale teraz sam sie zwolnilem z mojej ostatniej roboty i jade
            gdzies za granice.

            Szkoda, ze nie nie bede pracowal na korzysc wlasnego kraju, ale trudno,
            przestalem juz w niego wierzyc...
        • singielek1 Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m 11.09.05, 22:45
          Może trzeba przyjrzeć się, kto jest na przeciwnym biegunie: pokolenie
          (prywatnych) niemylnych pracodawców oferujących ryczałt 8-4-9,00 brutto albo
          jeszcze mniej. Minimalna krajowa jest często maksymalną w danej "firmie"
          ("koncernie rodzinnym"). Nie dotyczy osób będących na liście płac, a nie
          podpisujących listy obecności.


          Gość portalu: pokolenie78 napisał(a):

          > W zasadzie masz rację, że nasze pokolenia miały najgorzej bo pojawiliśmy się
          > zbyt późno by skorzystać z rozkwitu gospodarki wolnorynkowej i zbyt wcześnie
          by
          >
          > skorzystać z obecnie rysujących się możliwości edukacyjnych. I co w związku z
          > tym? W związku z tym musimy wziąść się w garść, skopać wszystkim dupy i
          pokazać
          >
          > co jesteśmy warci!
          >
          > Nie łam się, trzeba być twardym a nie miękkim. (i nie zakładać na razie
          rodziny
          > )
          • arka3333 Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m 18.09.05, 20:30
            singielek1 napisał:

            > Może trzeba przyjrzeć się, kto jest na przeciwnym biegunie: pokolenie
            > (prywatnych) niemylnych pracodawców oferujących ryczałt 8-4-9,00 brutto albo
            > jeszcze mniej. Minimalna krajowa jest często maksymalną w danej "firmie"
            > ("koncernie rodzinnym"). Nie dotyczy osób będących na liście płac, a nie
            > podpisujących listy obecności.
            >
            Hi, hi. Jak by żywcem wzięte z mojej firmy. Też firma "rodzinna" , a na liście
            obecności wszyscy z najniższą krajową + premie na poziomie 20-35%. Oczywiście
            nie dotyczy szerokiej rodzinki właściciela.......
            • fundrive Re: Pokolenie ludzi zarabiajacych 1200 a czasem m 18.09.05, 20:49
              > Hi, hi. Jak by żywcem wzięte z mojej firmy. Też firma "rodzinna" , a na
              liście
              > obecności wszyscy z najniższą krajową + premie na poziomie 20-35%. Oczywiście
              > nie dotyczy szerokiej rodzinki właściciela.......
              Mediana wynagrodzeń w Polsce wynosi ok 1750 zł brutto.
              Czyli 50 procent pracowników w Polsce zarabia ponad 1750 zł (brutto)
              Jeśli ty zarabiasz 849,- zł to widocznie jesteś niedojdą, która i tak nie
              potrafi sobie znaleźć lepszej pracy.
              Nie miej więc pretensji do swoich pracodawców, że płaca wam 849,- zł.
              Widocznie w większości potrzebują takich jak ty mało wartościowych pracowników.