Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    młoda ekspedientka w butiku - ile płacić ???

    IP: 212.87.241.* 06.10.05, 13:51
    Praca w mieście (300 tys.mieszkańców) 8 godzin dziennie ,ile powinna zarabiać
    brutto ?
    Obserwuj wątek
          • ania107 Re: młoda ekspedientka w butiku - ile płacić ??? 07.10.05, 13:20
            mam wrażenie że odpowiadają tu ludzie którzy nie znają tematu.
            napiszę jak wygląda sytuacja w zachodniopomorskim.
            Praca w hipermarkecie. ekskluzywny sklep (butik) średniej wielkości.
            Liczba osób zatrudnionych 8-12 (zależy od okresu)
            Praca na zmiany (sklep czynny codziennie (pn-nd) 9-21), ale oczywiście wszyscy
            pracownicy nie dlużej niż 40h na tydzień i umowa o pracę.
            Zarobki:sprzedawca 800 netto + premia
            kierownik 1200netto + premia
            Premia 1% netto od miesięcznego utargu do podziału między wszystkich pracowników
            (wg. zaslug i zaleznie od miesiąca wychodzilo 150-500zl)
            To są dobre w-ki (porównywałam to z koleżankami z innych butików)
            Radzę zarudniać osoby z max. średnim wykształceniem (bez dyskryminacji) te w
            wyższym uciekną jeśli znajdą lepsze warunki (tak bylo ze mną)
        • Gość: xxx Re: młoda ekspedientka w butiku - ile płacić ??? IP: *.pronet.lublin.pl 08.10.05, 15:55
          Gość portalu: max napisał(a):

          > 1200 to troche przesada ,tyle na rękę zarabiają ludzie z wyższym
          wykształceniem
          >
          > i ze znajomością jezyka obcego.
          >
          > Czy tyle naprawdę zarabiają ekspedientki w dużych miastach?

          ehhehehe ale się ubawiłem. Z wyższym wykształceniem 1200? chyba po jakiś super
          wieczowowych prywatnych studiach o super modnym kierunku hehehehhehe. W dużym
          mieście za około 220 godzin miesięcznie (prawo przewiduje 160) powinna zarabiać
          min 1500-1800 netto.
        • Gość: :) Re: młoda ekspedientka w butiku - ile płacić ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.05, 13:59
          to nie jest wyssane z palca, za 1000 zł netto się wegetuje (no, na lepszym
          poziomie niż za 850) a nie żyje! A porada koleżanki z zachodniopomorskiego?
          Podejrzewam, że tam z pocałowaniem ręki biorą każdą pracę - bezrobocie ponad
          20% (dane z GUS). Jeśli chodzi o wykształcenie - zapewniam cię, że nie trzeba
          mieć wyższego, żeby zmieniać pracę. Dobra, zatrudniasz młodą ekspedientkę (ze
          średnim czy wyższym?), płacisz jej tyle ile chcesz, ona jest dobrym
          pracownikiem, ale trafia jej się lepsza praca. I co? Przecież nie zostanie u
          ciebie. I znowu musisz kogoś znaleźć. Ale jeśli uważasz że rotacja jest ok...A
          potem będą mówić o twoim butiku "pracuję w przechowalni - dopóki nie znajdę
          czegoś innego, bo właściciel mało płaci". Nie ma to jak dbać o PR swojej
          firmy...
          • lusia023 Re: młoda ekspedientka w butiku - ile płacić ??? 07.10.05, 14:10
            Max
            Znam dokładnie temat zarówno z Twojej strony jak i ze strony
            Ekspedientki.pamiętaj że wg prawa pracy powinna ona pracować 8 godzin dziennie
            przez 5 dni w tygodniu co daje 40 godzin tygodniowo i ok 160 godzin
            miesięcznie.Ty chcesz zatrudnić jedną osobe do całodziennej pracy w Centrum
            Handlowym po 9 godzin dziennie łącznie z sobotą.daje Ci to dodatkowe 14 godzin
            z czego 9 w sobotę jest liczone inaczej.Kobiecie będzie zostawała tylko
            niedziela wolna- o ile Centrum jest w niedzielę nieczynne-a w tygodniu będzie
            na nogach 9 godzin + dotarcie do pracy i z pracy, posprzątanie butiku,
            poskładanie rzeczy, raport kasowy itp.
            Myślę ze 1200-1400 zł netto + premia powinno być ok-nie wiem czy będzie to
            jedna ekspedientka czy więcej osob do pracy w butiku?
      • pawelcio23 Re: młoda ekspedientka w butiku - ile płacić ??? 08.10.05, 17:45
        Daj większą niezależność ludziom pracującym w butiku!!!
        Moja historia: zaraz po studiach zatrudniłem się w butiku w centrum handlowym.
        Miała to być tymczasowa praca dopóki nie znajdę innej. Właściciel pracownikom
        dawał wybór albo większa pensja stała i mniejsza premia, albo mniejsza pensja
        ale większa premia.
        Butik nowo otwarty - nowa załoga (3 osoby + kierownik butiku). Razem z kolega ze
        studiów (który został przyjęty razem ze mną) zdecydowaliśmy się na opcję
        mniejsza pensja - większa premia. Ale szybko okazało się, że przy takim ruchu,
        jaki był w tym butku wielkich pieniędzy z tego nie będzie.
        Ponieważ perspektyw na inną pracę nie było, zaczęliśmy z kumplem kombinować i na
        własną rękę szukać klientów większych: firmy, biura, pracownie. Wisieliśmy na
        telefonie (firmowym), umawialiśmy się na spotkania i przedstawialiśmy oferty.
        Ciężko było do takiej działalności przekonać właściciela butiku, ale w końcu dał
        nam tu wolną rękę, bylebyśmy nie zaniedbywali pracy w butiku - więc wszystko
        załatwialiśmy poza godzinami pracy. Ale opłaciło się!
        Po dwóch miesiącach takiej akcji obrót butiku podwoił się i ciągle rósł, ale dla
        nas pojawił się problem, bo ciężko było załatwiać wszystko poprzez butik w
        centrum handlowym - wystarczy wspomnieć że np. jakaś firma była zainteresowana
        współpracą, chcieli przyjechać, porozmawiać, obejrzeć produkty - a tu co?
        zaprosisz ich do butiku przy hipermarkecie? Po wielu namowach i długim oporze ze
        strony właściciela butiku, zgodził się, otworzyć nam na mieście małe biuro.
        Wcześniej równie ciężko było przekonać go do wystawiania firmom faktur
        przelewowych z odroczonym terminem płatności, do kupienia dobrego komputera i
        drukarki na której można by drukować oferty itp.
        Nie musieliśmy juz siedzieć w butiku, więc było coraz lepiej. Nawiązaliśmy
        współpracę z firmami spoza miasta, rozszerzyliśmy ofertę - no i wreszcie
        zaczęliśmy lepiej zarabiać - cały czas był układ: minimalna pensja + większa
        prowizja od sprzedanego towaru.
        Właściciel długo nie mógł się otrząsnąć, bo burzyło to jego dotychczasowe
        myślenie o prowadzeniu firmy - dotychczas miał 4 butiki w centrach handlowych
        które lepiej, lub gorzej, ale jakoś działały, bez jego zbytniego wysiłku ku
        temu, by poprawić sprzedaż.
        Kiedy wreszcie się otrząsnął, wynajął na mieście nowe - większe i bardziej
        reprezentacyjne biuro, zatrudnił blond laskę jako swoją sekretarkę, urządził
        sobie w pysznym stylu gabinet a na drzwiach powiesił złotą tabliczkę: PREZES.
        Tak naprawdę nie ma pojęcia, jak to wszytko działa - jego działalność ogranicza
        się do nadzoru "kochanych butików", czasem damy mu coś do podpisania, czasem
        weźmie udział w jakimś zorganizowanym przez nas spotkaniu z klientem.
        Minął już ponad rok, odkąd ja i kolega zaczęliśmy u niego pracować, nie siedzimy
        już w niedzielę w butiku w centrum handlowym i nie rozglądamy się już za inną
        pracą, praktycznie jesteśmy niezależni w tym co robimy, bo właścicielowi zależy
        tylko na tym, by co miesiąc był jakiś zysk. I tylko na umowie wciąż mamy 650 zł
        netto wynagrodzenia zasadniczego :)))))
        p.s.
        rada dla wszystkich, którzy pracują w butikach:
        MOŻE WARTO RUSZYĆ GŁOWĄ I POMYŚLEĆ CO MOŻNA ZROBIĆ WIĘCEJ, ZAMIAST LICZYĆ Z
        NIECIERPLIWOŚCIĄ CODZIENNIE GODZINY DO ZAMKNIECIA BUTIKU MAJĄC NADZIEJĘ, ŻE
        KIEDYŚ ZNAJDZIE SIĘ LEPSZA PRACĘ.
        (rada ta nie dotyczy chyba butików z odzieżą i obuwiem, bo tu raczej ciężko
        nawiązać kontakty handlowe z firmami. Chociaż może się mylę...)

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka