Gość: Antonina
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.11.05, 20:15
opiszę swoją sytuację, która ma miejsce na pewnym uniwersytecie na Pomorzu
(nazwę podam, gdy sytuacja nie wyjaśni się do końca tygodnia). Pracę
rozpoczęłam w połowie września tego roku, do moich obowiązków należą wykłady
i prowadzenie ćwiczeń ze studentami...Kierownik zakładu, w którym pracuję
mamił mnie perspektywą etatu w listopadzie, a póki co miałam mieć umowę-
zlecenie ze stawką ok. 30 pln za godzinę. Jednak miesiąc temu 30 zamieniło
się w 8 pln, które jest ciągle tylko obiecane, ponieważ jak dotychczas nie
dostałam do ręki ani pieniędzy za wykonywaną pracę (już 2,5 miesiąca) ani
umowy. Jestem ciągle zwodzona przez kierownika, że sprawa jest już
załatwiona, tylko gdzieś utknęłą itd...
Szczerze mówiąc mam już dosyć tej sytuacji, w której jestem bezczelnie
okłamywana i oszukiwana (pracowałam już Polsce i za granicą i nigdy taka
sytuacja nie miała miejsca) i myślę że z pełną świadomością kierownik
przeciąga tą sytuację licząc, że sama zrezygnuje i będzie miał załatwioną
robotę za friko (w myśl zasady murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść...) i
jego znajomy którego wepchnął na stołek wykładowcy będzie miał załatwioną
robotę i konkurencję z głowy....
Co zrobić w tej sytuacji? Jestem dość zdesperowana bowiem od 3 mieśięcy żyję
za poryczone pieniądze, praca jest satysfakcjonująca- ale jawnie łamane są
prawa pracownicze.. myślę o nagłośnieniu sprawy przez lokalne media i
zgłoszenie tego do PIPu, ewentualnie sprawę w sądzie.. a chciałabym jednak
tam pracować...Jakie macie rady?