lobo13
09.01.06, 14:29
Ciężko pojąć mi motywy postępowania wykształconych ludzi podejmujących
decyzję o wyjeździe do przykładowego Londonu za chlebem. Pochodzę z
niewielkiej miejscowości. Skończyłem studia, a ponieważ po nich nie bardzo
było co u mnie na wsi robić, postanowilem wyjechać do innego miasta, ale w
Polsce. Suma sumarum, znalazłem pracę, wynajmuję mieszkanie i zaoszczędzić
coś się da. Wiem że mój przypadek to nie reguła, ale co ci ludzie widzą w tej
Anglii? Kilku moich znajomych pokończyło dobre szkoły, zamiast próbować
swoich sił w kraju, od razu wyemigrowali. Skończyli w ten sposób, że dzisiaj
mieszkają po 8 osób w dwupokojowym mieszkaniu, tyrają jako barmani, kelnerzy
i inni dziarscy pomagierzy. Przychodzi weekend, jedyna rozrywka jaka
pozostaje to browary, blanty i gra na playstation, bo najtańsza.
Rozumiem ludzi o niskich kwalifikacjach zawodowych. Tam mogą znaleść swoje
eldorado pod warunkiem że szybko załąpią język. Ale ludziska! Dla ludzi
posiadających trochę oleju w głowie i wykształcenie, praca w Krakowie,
Wrocławiu, Gdańsku czy Poznaniu jest jak najbardziej osiągalna i można żyć na
poziomie wiele wyższym niż w tym Londynie! Nie wiem, ja jestem patriotą. Może
dlatego, że mnie się udało w kraju, ale przecież nie zrobiłem niczego
nadzwyczajnego! Po prostu zamiast jechać do Londynu, pojechałem do Krakowa.
Stać mnie na mieszkanko, na samochodzik (stary ale jary) i jeszcze sobie
oszczędzam. Obserwując to co się dzieje w Londynie, żyję raczej na lepszym
poziomie. I dodam, nie jestem żadnym managerem, nie zarabiam 8 tys.
miesięcznie. Po prostu, wydaje mi się, że praca na wyspach nie jest tak
rewelacyjna w rzeczywistości jak mówią ci co tam pracują.
Ciekaw jestem Waszych obserwacji.