Gość: kasik
IP: *.chello.pl
18.01.06, 11:04
Od paru dni wiem co to bezsenność, a do tej pory padałam na twarz. Dziś
zasnęłam o 4. Wczoraj a mm długo rozmawialiśmy, ryczeliśmy, tak nam szkoda
1,5 rocznego synka. Niewiem co mam robić. Jestem na 95% zdecydowana
zrezygnować z pracy, tak jest w domu, ale jak tam jestem to mam więcej
wyrzutów. No właśnie, czy powinna mieć wyrzuty sumienia? Myślę sobie, że nie
bo przecież zawsze może się zdarzyć tak że człowiek chce zmienić pracę, czyli
odejść, nie jest powiedziane że ma pracować w jednej firmie 20 lat. Ale... to
moja pierwsza praca, bardzo dużo się nauczyłam, rozkręciłam, byłam jedynym
pracownikiem i uważałam że razem z szefową ciągniemy ten wózek, nie miałam
poczucia że jestem pracownikiem, byłam samodzielna i tym tkwi problem.
Zbytnia samodzielność sprawiła że wszystko jest na mojej głowie, to ja się
martwię że mi dziecko zachoruje i nie będę mogła przyjść i co wtedy będzie.
Mój stan psychiczny jest tragiczny, fizyczny też pozostawia wiele do życzenia
(2 m-ce temu zapalenia płuc, na antybiotyku chodziłam do pracy, po tygodniu
znowu, teraz znowi się duszę), dziś jestem w domu i odebrałam 6 telefonów i
odpowiedziałam na 2 maile (np. był problem ze znalezieniem pliku a napisałam
jasno w mailu gdzie on jest). No niby fajnie że jestem potrzebna, że ktoś na
mnie liczy, ale ja czuję straszne piętno. Chciałabym pracować w zespole,
gdzie ktoś może zawsze mnie zastąpić, gdzie jest trochę więcej ludzi niż
pracy, a nie na odwrót.
Minęło trochę czasu ale nazwałam swój problem. Nie jest nim dziecko, jest nim
praca, taka praca.
Jeśli miałabym odejść to i tak dałabym pół roku na zamknięcie wszystkiego i
przeszkolenie osoby. Czy to wystarczająco? Boję się że zostanie to odebrane
że co innego mówiłam a inaczej jest. Bo w ciąży mówiłam że do pracy wrócę i
wróciłam. Pracuję ponad rok, wszystko wróciło do normy, chociaż zaległości
odrabiałam pół roku a niby zastępowały mnie 3 osoby na zlecenie (zatrudnione
3 m-ce przed porodem, a pracowałam do samego końca).
Wiem, że na każdym rozwiązaniu ktoś ucierpi. Z jednej strony głupio mi się
rozstać z klientami którzy mnie bardzo cenią ale z drugiej myślę że przecież
nie podpisałam cyrografu do końca życia.
Jak sama o tym myślę to jestem prawie zdecydowana, ale jak odbieram telefon z
pracy że ktoś z czymś nie może sobie poradzić to mi głupio. A wiem, że nie
powinno.
Ta cholerna lojalność...
Czy ktoś ćwiczył odejście z firmy w której było ok, ale powód odejścia był
inny niż wrogość do pracodawcy?
Jak mam to powiedzieć?