Gość: królewna
IP: 212.160.235.*
14.11.02, 21:09
Przez kilka lat byłam królewną. Komplementy, uśmiechy, wyróżnianie. WSZYSCY
mi tego zazdrościli, choć komplementy były bez pokrycie, a wyróżnienia nie
zasłużone. ON był moim szefem. Przez kilka lat czułam się, jak ktoś bardzo
szczególny i byłam tam TYLKO dlatego, że był tam również i on.
Dziś już mnie tam nie ma. Musiałam odejść, bo czułam, że się nie rozwijam, a
od NIEGO jestem beznadziejnie uzależniona. Bolał tez fakt, że zainteresowanie
było coraz mniejsze, by w końcu zamienić się w odrzucenie. Poza tym nic
między nami nie było – żadnych zwierzeń, wyznań żadnych, jak pisał Asnyk.
Wciąż jednak nie daje mi spokoju:
- czy on bawił się moimi uczuciami, czy chciał tylko, żebym lubiła go
prywatnie, by być pewnym mojej lojalności i dużych nakładów bardzo ciężkiej
pracy?
- czy chciał mnie od siebie uzależnić, by potem mieć satysfakcję z
odrzucenia?
- Czy częste wyznania sympatii były prawdą, czy manipulacją?
Czy dałam się wykorzystać????