Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Wy też tak macie? To norma czy wszędzie... źle?

    IP: *.lodz.dialog.net.pl 16.02.06, 13:54
    Od prawie dwu lat jestem pracownikiem w sklepie sprzedającym sprzęt
    rtv i agd. Chciałbym podzielić się informacjami na temat warunków mojej
    pracy, gdyż zastanawia mnie, czy warunki takie panują wyłącznie w mojej
    firmie czy też są powszechne.
    Zostałem zatrudniony do pracy wjednym ze sklepów
    sieci „pięcioliterowe mianowanie na wyższy stopień kariery” na stanowisku
    sprzedawca. Wyposażono mnie w firmowy ubiór, a dokładnie w koszule i polarowe
    okrycie wierzchnie, choć o spodnie i buty musiałem zadbać sam.
    Wymaga się codziennego przychodzenia do pracy, gdyż sklep otwarty jest
    zazwyczaj od poniedziałku do soboty, lecz z zaznaczeniem, iż na terenie
    sklepu pojawić się należy około 20 minut przed otwarciem drzwi dla klientów.
    Przysługuje jedna przerwa na posiłek – i to też nie co dzień, bo pod
    warunkiem, że nie ma w sklepie klientów – o różnej porze.
    Już po kilkunastu dniach pracy okazało się, iż wymaga się ode mnie nie tylko
    bycia sprzedawcą (w potocznym tego słowa znaczeniu), lecz także abym
    wykonywał inne rzeczy…
    • Wystawianie towaru podczas codziennych dostaw, co w przypadku mojego
    sklepu często oznacza wnoszenie telewizorów po dwudziestu kilku schodach na
    piętro. Winda towarowa jest, ale od kilku lat nie została naprawiona.
    • Spisywanie umów sprzedaży ratalnej, a podpisując się na kartach
    takich umów potwierdzanie wiarygodności wszelkich przedstawionych przez
    klienta dokumentów oraz bezbłędność wpisanych danych klienta, towaru i
    warunków ratalnych.
    • Po przydzieleniu na dwa miesiące na stanowisko ratalne, gdzie się
    wyłącznie siedzi i klepie na klawiaturze komputera, zajmowanie się
    dostarczaniem zakupionych towarów do mieszkań klientów. Oznacza to, że z
    innym kolegą jeżdżę furgonetką po mieście (trzeba znać miasto, bo trzeba
    zdążyć przed zmrokiem – po zmroku nie widać tabliczek z numerami posesji,
    więc trafienie pod prawidłowy adres jest utrudnione) i we dwóch wnosimy
    pralki, chłodziarki, telewizory i kuchnie do mieszkań klientów. W listopadzie
    i grudniu oznacza to zwykle około 20 – 25 takich pralek czy chłodziarek…
    Codziennie. Jeśli uda się wykonać tę pracę przed godziną zamknięcia sklepu to
    trzeba się przebrać w strój służbowy i kontynuować pracę na terenie sklepu
    np. w charakterze osoby sprzedającej agd.
    • Pilnowanie całego zgromadzonego w salonie sprzętu przed złodziejami
    i wandalami. Zaznaczyć przy tym należy, iż sklep nie jest wyposażony choćby w
    atrapę monitoringu. Priorytetem jest obsługa klienta, co oznacza, że pod
    groźbą nagany, kary finansowej lub nieprzedłużenia umowy o pracę, trzeba iść
    za klientem i obsłużyć go nawet wtedy gdy w zaistniałej sytuacji utrudnia to
    lub uniemożliwia sprawowanie nadzoru nad towarem.
    Obowiązuje solidarna (wszyscy pracownicy po równo) odpowiedzialność
    materialna za cały sprzęt znajdujący się w sklepie – nawet za ten, który nie
    został w żaden sposób (choćby linką, kłódką, szybą, dzwonkiem alarmowym…)
    zabezpieczony przed kradzieżą.
    • Pozostawanie na stanowisku pracy do chwili wyjścia ze sklepu
    ostatniego klienta. Zaznaczyć muszę, iż kierownictwo codziennie umożliwia
    wejście do sklepu każdemu klientowi, który wyrazie chęć dokonania zakupu,
    nawet 20 – 30 minut po teoretycznej godzinie zamknięcia sklepu. Oznacza to,
    że choć sklep otwarty jest każdego dnia przez 8 godzin, to pracownicy
    zmuszeni są przebywać w nim nie mniej niż 8,5 – 9 godzin, z czego tylko
    wspomniane wcześniej 20 minut przed otwarciem sklepu nie jest przewidziane na
    proces sprzedaży, lecz na sprawy organizacyjne. No, i broń Boże zostać w
    pracy krócej!
    • Zarządzeniem dyrekcji każdego roku w grudniu sprzedaż odbywa się
    codziennie z n niedzielami włącznie, a ponieważ wymaga się jednocześnie
    pełnego stanu osobowego to nie ma systemu zmianowego. Oznacza to, że w
    grudniu żaden sprzedawca nie ma dnia wolnego (poza 25 i 26 grudnia).
    W grudniu pracownicy, którzy studiują zaocznie nie mają szans, aby udać się
    do szkoły i to nawet, jeśli przed podpisaniem umowy o pracę ustalali, że
    uczęszczać do szkoły będą mogli.
    • JEŻELI w ogóle dyrekcja wspaniałomyślnie obdarowuje pracowników pod
    koniec grudnia bonami Sodexho to przyznana osobie kwota bonów uwzględnia co
    najmniej ilość dni nieobecności w pracy (w tym np. urlop chorobowy).
    Chorowałeś? Dostaniesz mniej, za karę.
    • Każdego roku w grudniu pojawia się, jakoby oddolna, propozycja
    któregoś ze sklepów tej sieci, aby wszyscy pracownicy złożyli się po kilka
    złotych od osoby na wspólny prezent gwiazdkowy dla prezesa sieci. Składka
    jest rzekomo dobrowolna, lecz numery i adresy sklepów, które JEDNOMYŚLNIE ją
    uiściły zostają wpisane na kartkę świąteczną dla prezesa. Te sklepy, które
    nie są jednomyślnie "za" – nie są wpisywane.
    Wszystko to, moi drodzy, za 850 zł brutto, bo tak stoi w umowie o pracę.
    Jakkolwiek dodać należy, iż kierownictwo ma możliwość przyznawania premii
    uznaniowej, to nikt nie ma pojęcia co jest brane pod uwagę przy ustalaniu
    wysokości ewentualnej premii. Widzimisię kierownictwa?
    W umowie stoi też, że pracuje się na pełen etat oraz, że stanowisko
    zatrudnienia to po prostu sprzedawca.
    Wszelkie uwagi na temat nieprawidłowości obecnych w moim sklepie oraz
    sugestie ze strony pracowników a nawet wątpliwości związane z pomysłami
    dyrekcji kierownictwo zbywa, mówiąc: Jak się komuś nie podoba to może zmienić
    pracę.
    Czy to nie mobbing?…
    Od kolegów sprzedawców z innych sklepów tej sieci wiem, że co najmniej od 3
    lat w ogóle nie są zatrudniane kobiety. Tak z założenia. Strach, że zajdą w
    ciążę? A te po czterdziestce?…
    Pracownicy nie mogą się doprosić zgody na urlop wypoczynkowy i muszą
    traktować to, jako prawidłowość.
    Sprzedawcy nie mają prawa kupować dla siebie żadnego sprzętu po
    obowiązujących cenach promocyjnych a tym bardziej z jakąkolwiek zniżką.
    Jeżeli więc sprzedawca chce kupić telewizor, którego zwykła cena to 1500 zł,
    zaś aktualnie sprzedawany jest ona w cenie promocyjnej 1200 zł, to musi
    poprosić kogoś znajomego, aby ten kupił telewizor dla niego, jako obcy
    klient. Podstawiony znajomy kupi telewizor za 1200 zł, a sprzedawca musiałby
    zapłacić (co najmniej!) 1500 zł, gdyby kupował osobiście. Czy to nie chore?
    Dyrekcja wprowadziła w całej sieci odgórny zakaz wypisywania umów ratalnych
    bez ubezpieczenia pod groźbą zwolnienia z pracy. Jeśli klient chce kupić
    towar na raty to musi się zgodzić na płacenie wysokiej kwoty ubezpieczenia.
    Co jakiś czas dyrekcja zabrania przez np. miesiąc sporządzania umów ratalnych
    w jednym z systemów bankowych. Należy przekonac klientów, aby wbrew
    wcześniejszym chęciom zawarli umowę w jednym z pozostałych systemów ratalnych.

    Podoba Wam się?
    Tak jest wszędzie? Dajcie nadzieję!

    Pozdrawiam - "Ochotka".
      • Gość: olo Miałem trochę gorzej. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.06, 14:19
        • Gość: Inez Re: Miałem trochę gorzej. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.06, 15:35
          Norma.
          • Gość: Ochotka Re: Miałem trochę gorzej. IP: *.lodz.dialog.net.pl 16.02.06, 20:15
            A gdyby tak dać cynk Inspekcji Pracy?
            • Gość: abc Re: Miałem trochę gorzej. IP: *.chello.pl 16.02.06, 21:46
              ze co, ze pracujesz?
              • Gość: No Way Re: Miałem trochę gorzej. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.06, 22:10
                Tylko ofermy pracuja w takich warunkach.
                • Gość: Ochotka Re: Miałem trochę gorzej. IP: *.lodz.dialog.net.pl 18.02.06, 00:00
                  Znaczy u Ciebie nie są łamane przepisy dotyczące pracy?
                  • Gość: doris Re: Miałem trochę gorzej. IP: *.c9.msk.pl 18.02.06, 11:58
                    pracodawcy to pijawki pilnujące swego - tylko i wyłącznie - tyłka. Mam 34 lata,
                    bylam zatrudniona do tej pory u 3,każdy był zupełnie inny.

                    Wezmę jednak pod uwagę do tej wypowiedzi ostatniego, z uwagi na czasy w jakich
                    przyszło nam zyć. Pogoń w kierunku zajęcia miejsca na piedestale w połaczeniu z
                    przeogromną chęcią posiadania wszelkich tych otaczającyh nas dóbr materialnych,
                    czyni z ludzi dzikie bestie. Żadna inna jednostka nie liczy się w tej grze.
                    Jeśli na dodatek nasz szef podlega swojemu szefowi, który dajmy na to jest nie
                    Polakiem, to już wogóle ciężko tu mówić o człowieczeństwie, etyce...

                    Obowiązki mnożą się z dnia na dzień przy niezmienionych warunkach umowy o
                    pracę. Gdy zaczyna się dbać o własne interesy, domagać się swego, będąc pod
                    skrzydłami pijawki, mimo całej długoletniej współpracy i dotychczasowego
                    zadowolenia, nagle okazuje się, że cały ten mit o tym, że byłeś "doceniany"
                    (bajezki opowiadane z różnych okazji, szczególnie spotkań rocznych w okolicach
                    świąt), gdzieś pryska jak bańka mydlana i wylatujesz na zbity pysk. Usłyszysz
                    na pożegnanie kilka zdań powodujących opad szczęki do conajmniej kolan i
                    stajesz w obliczu poszukiwani nowej pracy i o zgrozo następnej pijawki.

                    Ot i cała rzeczywistość.
                    Myślę, że podobnie jest w każdym "dużym", prywatnym przedsiębiorstwie z
                    udziałem kapitału zagranicznego, dla którego nasi pracodawcy, stają na rzęsach
                    dbając wyłącznie o swoją posadę. Mam wielką nadzieję, że w mniejszych,
                    rodzinnych firmach, atmosfera pracy jest zgoła odmienna. Znalezienia takiej
                    firmy, gdzie poczujemy się jak ludzie, sobie i innym życzę.
    Pełna wersja