Gość: Agnieszka
IP: *.crowley.pl
22.02.06, 13:10
...jeśli chodzi o pracę! Słucham narzekań moich koleżanek z innych miast, że
u nich sytuacja jest taka beznadziejna, że nie ma żadnej pracy, a jak już coś
się trafi to za marne pieniądze, zazdroszczą mi, że mieszkam w stolicy, a
tymczasem...w W-wie wcale nie jest lepiej! Od 3 tygodni próbuję znaleźć
pracę. Na początku pocieszałam się, że nie zajmie mi to wiele czasu, że mam
przecież kilkuletnie doświadczenie ,skończyłam studia, znam obcy język,
jestem komunikatywna itd.itp. A tu...totalna porażka. Wysyłam i wysyłam te
cv, ale albo nie ma odzewu, albo dzwonią jakieś podejrzane firmy, co to
próbują ukryć, że chodzi im o zwykłą akwizycję, albo ktoś proponuje mi call
center za 800 złotych, albo trafiam na rozmowie kwalifikacyjnej na kompletne
chamstwo i szczyt bezczelności. No bo jeżeli proponuje mi się 700 złotych i
umowę o dzieło albo pracę na czarno (zdarzył mi się taki pracodawca, który
chciał mnie zatrudnić pod warunkiem, że się zarejestruję w UP, a potem mu
będę odpalać co miesiąc połowę zasiłku!), albo się organizuje małe
przedstawienie, gdzie połowa firmy przychodzi mnie oglądać jak małpę w ZOO,
albo zadaje mi się pytania w stylu "czy zdarzył się pani romans z
pracodawcą", to jest to naprawdę wkurzające i poniżające do granic. Nie wiem
skąd w ludziach (czyt: właścicielach firm, dyrektorach etc.) bierze się taki
sadyzm. Jeden ocenił, że skończyłam kiepską szkołę, bo prywatną, sorry, ale
nie było mnie stać na dzienne studia, a zaoczne na państwowych uczelniach są
droższe, nie zawsze człowiek wybiera drogę na skróty, czasem to po prostu
brak kasy determinuje nasze postępowanie. Staram się tłumaczyć to na co
drugiej rozmowie kwalifikacyjnej, mówię - nie oceniajmy każdego według
stereotypu - uniwersytet=erudyta, a reszta to kretyni. Coraz częściej
skłaniam się do twierdzenia, że normalną pracę w tym kraju można zdobyć
jedynie na zasadzie znajomości i powiązań. A rozmowy kwalifikacyjne
organizuje się chyba dla sportu, bo pytania, które tam padają zahaczają o
wywiady w stylu kolorowych pisemek, a odpowiedzi często nikt nie słucha. O co
w tym wszystkim chodzi? O pokazanie wyższości, bo rekrutujący ma pracę, a my
nie? O jakieś kompleksy? Raz słyszę, że jestem za stara, innym razem, że za
młoda, zawracają mi głowę, jadę przez całe miasto na rozmowę kwalifikacyjną,
żeby się dowiedzieć, że oni tak doświadczonej i wykształconej osoby to nie
potrzebują etc. Czasem przy mnie dopiero czytają CV, czasem złośliwie
komentują, nie dowierzają albo się naśmiewają, że mam dziwny wyraz twarzy na
zdjęciu. To nie spotkało tylko mnie. Mojej koleżance powiedziano, że jest za
brzydka, inna nie podobała się potencjalnej szefowej, bo miała zbyt
atrakcyjny wygląd. Ktoś tam ubrał się nie trendy, ktoś miał zbyt poważny
wygląd, nie taki ton głosu, krzywe nogi, garbaty nos. Oceniają człowieka,
recytują Bóg wie jakie wymagania, a na koniec powalają wysokością
pensji...1000 brutto lub coś w tym stylu.