Gość: Agnieszka
IP: *.crowley.pl
17.03.06, 15:57
Mniej więcej od 2 miesięcy szukam pracy, zaczynam żałować, że nie zostałam
fryzjerką lub krawcową, może bym miała większe szanse na rynku pracy, a ja
zostałam biurwą, dodam - wykształconą. Chciałabym podzielić się z tu obecnymi
moimi obserwacjami i zapytać, czy Wy też doświadczyliście podobnych sytuacji
starając się o pracę? Akcja dzieje się w Warszawie. Idę na rozmowę
kwalifikacyjną, z miejsca napotykam nieprzyjemne spojrzenie panienki w
sekretariacie, a rekrutujący mnie wyjeżdża od razu per "ty, jak ci tam na
imię" i z góry zaznacza, że przyszło 800 aplikacji, no i miałam kupę
szczęścia, że w ogóle tu siedzę i z nim rozmawiam. Potem zadaje mi kilka
pytań w stylu "co bym zrobiła, gdyby klient się wnerwił", nie wahając się
przy tym spożywać posiłku i mówić do mnie z pełnymi ustami. Pada jeszcze
pytanie w moją stronę - "co masz taki dziwny wyraz twarzy" i przechodzę do
drugiego etapu, którym jest 8-godzinna praca na oferowanym stanowisku "na
próbę". Tu już mnie nie kontroluje przyszły szef, tylko ta naburmuszona
sekretarka, która jest wyraźnie uprzedzona. Mija dzień pracy. Słyszę, "do
widzenia" (powinnam raczej - "żegnaj") i nikt się od tego czasu już do mnie
nie odzywa. Kolejna rozmowa w sprawie pracy - przyszło 200 aplikacji, mnie
szczęśliwie wybrano na interview, gadu-gadu, na koniec pani stwierdza, że o
zwycięstwie zdecyduje przypadek, bo ona nie ma głowy do wnikliwych pytań i
rozmów z kandydatkami. Wychodzę, a ona wita radośnie kolejną kandydatkę po
imieniu (założę się, że to jakaś córka jej znajomej) nawet się z tym nie
kryjąc. Dzwonię w sprawie ogłoszenia - pani pyta mnie o kwalifikacje, a potem
stwierdza, że mam za duże, bo nieopatrznie powiedziałam jej, że znam programy
księgowo-magazynowe, klapa. Znajduję ogłoszenie - chodzi o przepisywanie
tekstów, mam kwalifikacje, piszę bezwzrokowo, nawet mam na to odpowiedni
papierek, mówię o tym panu, który stwierdza, że g...o go obchodzą papierki,
mam mu pokazać, co umiem. Dodam, że zaczynam już żałować, że odeszłam z
poprzedniej pracy, gdzie wprawdzie czasem usłyszałam, że jestem głupią
dziwką, ale co miesiąc parę groszy wpadło. I jak tu nie mieć doła?