olo.mizogin
23.03.06, 21:34
Do założenia niniejszego wątku zainspirował mnie temat przewijający się w co
trzecim wątku na forum: młode kobiety a kłopoty z zatrudnieniem.
Wiem, że włożę kij w mrowisko, ale nauczony złym doświadczeniem, sam jeżeli
już zatrudniam młodą dziewczynę, to jedynie na umowę zlecenia (ewentualnie w
rachubę wchodziłaby jeszcze umowa o dzieło). Dlaczego? Otóż w naszym kraju
całe rzesze młodych kobiet tylko czekają, żeby dorwać się do etatu, uciec w
ciążę i żerować na socjalu. Przychodzi potem taka jedna dziumdzia z drugą i
zasłania się kodeksem pracy, a pracodawca ma podwójny kłopot, bo nie dość, że
musi się użerać z brzemienną paniusią, to na gwałt musi szukać nowego
pracownika.
A jak dziumdzia robi na zlecenie, to przynajmniej - jak wynika z moich
obserwacji - szanuje swoją pracę, nie kombinuje ze zwolnieniami itp., bo wie,
że nie zarobi. A w razie rozstania się - nikt nie może mieć do nikogo
pretensji. Taki układ wydaje mi się sprawiedliwy.
W moich poglądach bynajmniej nie jestem odosobniony - kolega, również
prowadzący działalność gospodarczą, też nie zatrudnia młodych dziewczyn na
etat. "Bo mnie będzie potem jedna z drugą po sądach ciągała" - powiedział
ostatnio.