Gość: mikro
IP: *.icpnet.pl
26.03.06, 17:02
witajcie...
jak się okazuje nie odgadnione są losy naszego życia...ale zaczełam
melancholijnie...ale chyba każde doświadczenie nas wzbogaca. więc zacznę:
odeszłam sama z własnej nieprzymuszonej woli z pracy, moge pwoiedziec, że
przynoosiła mi ona satysfakcję, może nie taką 100%, ale jednak lubiłam to co
robiłam i mocno się z tym identyfikowałam. przeszłam do innej firmy, która
zaproponowała mi lepsze warunki płacy i rozwój. dostałam najpierw okres
próbny 3 miesięczny. juz od pierwszych dni czułam, że cos jest nie tak, że
nie ma tu tych samych ludzi, którzy rzuciliby się za soba w ogień, że każdy
zamyka się w swoich 4 ścianach, że nie czuć więzi i chęci poznania sie
bliżej. Moja kierowniczka nie była z tych miłych chociaż na rozmowie wstępnej
robiła zupełnie inne wrażenie. Koleżanka na tym samym stanowisku co ja, tylko
z rocznym stażem, traktowała mnie jak nikogo, wręcz powidziałabym
bezprzedmiotowo. Byłam całą ta sytuacją załamana. Ale jakos stwierdziłam że
muszę z tym walczyć i, że stare dobre czasy nie wrócą. dni toczyły się wolno.
do momentu kiedy dowiedziałam się, że jednak nie przedłużą ze mną umowy. cała
sytuacja wydawała mi się śmieszna, jednak czułam się maksymalnie oszukana,
czułam, że został ukartowany jakiś spisek, który jakos tak wewnętrznie
przeczuwałam, że nastapi. Kompletne wspólne niezrozumienie, po prostu żenada.
czułam się z jednej strony jak w pułapce, a z drugiej jak bym wyszła z niej,
jakbym została uwolniona. TEraz nie mogę się na niczym konkretnym skupić,
koleżanki mowią mi, żebym wróciła do starej pracy, przeciez odeszłam z
twarzą, i zawsze byłam w niej szanowana. Nie wiem co zrobić. Jak myślicie czy
to dobry pomysł, żeby wrazać na stare śmiecie?....