Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Pan Mysza, Kwadratowy Zając i kontrola PIP

    22.01.03, 14:39
    Pewnego dnia, do firmy Pana Myszy i Kwadratowego Zająca, przyszła na kontrolę
    Państwowa Inspekcja Pracy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że
    nikt tej kontroli kompletnie się nie spodziewał. Wielki Szef z Kierownikiem
    wyjechali w sprawach służbowych, zostawiając na pastwę losu otwarte biuro i
    wszystkie znajdujące się tam niezmiernie ważne i tajne dokumenty. Sytucję
    dodatkowo komplikował fakt, iż akurat w tym dniu do pracy stawili się wszyscy
    pracownicy, zarówno ci z umowami (w liczbie 6), jak i ci bez (czyli cała
    reszta). Na domiar złego, bezlitosna i wścibska Kontrola stawiła się w firmie
    dokładnie 5 minut po rozpoczęciu przerwy śniadaniowej, a więc w chwili gdy
    wszyscy pracownicy przechodzili z etapu rozłożenia się z prowiantem do etapu
    jego konsumpcji.
    - Jesteśmy zgubieni - pomyślał Kwadratowy Zając, gdy Komisja Śledcza
    przekroczyła dźwi wejściowe i wkroczyła do przedsionka, łączego świat
    zewnętrzny z biurem i halą produkcyjno-stołówkową.
    - Mamy teraz przesrane - myślał zatrwożony, podobnie jak reszta pracowników
    Firmy, którzy nie byli obciążeni jarzmem zawartej umowy o pracę.

    Jednak nie każdy stracił w tym momencie zimną krew.

    Pierwsza ruszyła Pani Basia, która zagrodziła swym smukłym 30kilku letnim
    niewieścim ciałkiem drogę złowieszczej Kontroli i zaprosiła do biura,
    niepostrzeżenie chowając do biurka kompromitujące każdą porządną firmę
    faktury i blankiety W/Z. Parząc kawę, z ujmującym uśmiechem przeprosiła za
    chwilową nieobecność Wielkiego Szefa i reszty upoważnionych do rozmów z
    PIPami osób (tzn. Kierownika) i zobowiązała się do wykonania telefonu i
    powiadomienia odpowiednich w firmie organów o zaistniałej sytuacji.

    Równocześnie, Pan Mysza jako zimnokrwisty posiadacz umowy o pracę,
    przeprowadzał na hali ewakuację osób takowych umów pozbawionych. Pierwszą
    grupę pięciu osób umieścił w zapomnianej ciemnej kanciapie, służącej za
    magazyn starych, uwalanych smarem szmat i kurzu. Kolejnych pięć zamknął na
    nieczynnej klatce schodowej po przeciwnej stronie hali. Grupę tę uświetnili
    swoją obecnością Kwadratowy Zając, odpalający drżącymi łapkami papierosa
    marki Grot i klnący siarczyście pod nosem pan Marian. Pozostałe dwie osoby
    znalazły azyl we wnęce między paletami z tekturą i zasłoniwszy się pustym
    pudłem były całkowicie niewidoczne z zewnątz.
    - Kurwa mać - szepnął wydychając dym Kwadratowy - mamy przesrane.
    - Chuja tam mamy - zoponował pan Marian - Szef ma przejebane nie my. Chuja
    nam mogą zrobić.
    - To prawda - potwierdziła pani Jola - nie mamy się czego obawiać - dodała
    zapalając nerwowo papierosa.

    W tym samym czasie pani Basia toczyła zażarte negocjacje z członkami
    Kontroli, o niedopuszczenie do ich bezprawnego wtargnięcia na dalszy teren
    zakładu.
    - Poczekajmy jak wrócą Szef z Kierownikiem - uspokajała - Oni wszystko wiedzą
    i pokażą
    - Proszę pani, my nie przyjechaliśmy tu czekać tylko kontrolować - powiedział
    z faszystowskim wyrazem twarzy członek Kontroli
    - proszę nas zrozumieć - dodał obłudnie.
    Na szczęście pani Basia pozostała nieugięta. Wiedząc na co może liczyć jeśli
    ulegnie i pozwoli na przeprowadzenie nielegalnej, bądź co bądź, kontroli
    Państwej Inspekcji Pracy, z zażartością i pasją zbijała wszystkie argumenty
    przeciwnika, aż ten widząc swoją bezsilność - skapitulował.
    - Jeszcze się odezwiemy -powiedzili wychodząc członkowie Kontroli.

    Sytuacja była uratowana.

    - Uff... blisko było - sapnął Pan Mysza
    - Ja pierdolę, Kurwa mać - panią Basią wciąż targały emocje
    - Wypierdolą gdzieś i zostawią człowieka samego. Dzwonię do tego chuja i
    mówię, że Kontrola, że PIP, a on: "tylko niech nigdzie nie wchodzą, zaraz
    przyjeżdzamy". No i siedzę, kurwa, jak ta głupia pizda i czekam kwadrans, pół
    godziny i nic... co za dzień, kurwa co za dzień.
    - Taa... - Pan Mysza pokiwał ze zrozumieniem głową.
    - We saved the day.

    Za niedługo miał przyjechać Wielki Szef.
    CDN.
    ______________________________________________________________________________
    "If someone should ask you, then say
    he sleeps all day,
    he feels that he's gone, son
    and always will be... BETRAYED."
      • coal-chamber Powrót Wielkiego Szefa 29.01.03, 12:11
        Wielki Szef powrócił.
        Wraz z Kierownikiem.
        Rozpoczęło się śledztwo.
        - Pani Basiu, może pani na moment do biura? - poprosił Szef - Ja bym chciał
        przede wszystkim wiedzieć, kto w ogóle ich wpuścił na teren zakładu? - zagaił z
        miejsca.
        - Nnno... Marylka. Marylka ich wpuściła - wyjąkała pani Basia.
        - Dawać Marylkę! - zagrzmiał Kierownik.
        Po chwili w dzwiach stanęła trzesąca się i z trudem powstrzymująca łkanie
        istota.
        - CZEMU WPUŚCIŁAŚ PANÓW Z KONTROLI NA TEREN ZAKŁADU? - spytał uprzejmie
        Kierownik
        - Nnno bo... ja ten... byłam w ubikacji... i jak skończyłam i wracałam, to
        ten... ci panowie przyszli i spytali... i ja ten...
        - A co spytali?
        - Nnno czy mogą... znaczy się... że są...
        - Spokojnie Marylko - Wielki Szef dobrodusznie próbował rozładować sytuacje -
        wszystko sobie dokładnie przypomnij.
        - Czy mogą wejść spytali
        - ...
        - i ja ich wpuściłam...
        - Taa... - powiedział Wielki Szef
        - No... - pokiwał ze zniechęceniem głową Kierownik
        - Echh... - westchnęła pani Basia
        - Uuuuu... - kwiliła Marylka
        - No już dobrze Marylko - Wielki Szef miał sentyment do wieloletniej
        pracownicy - następnym razem po prostu uważaj kogo wpuszczasz na teren zakładu.
        Po chwili odprowadzono załamaną i rozbitą wewnętrznie Marylkę na miejsce.
        - Proszę opowiadać dalej pani Basiu - Szef nie potrafił ukryć zaciekawienia.
        Pani Basia po krótce przedstawiła przebieg swej heroicznej walki z członkami
        Państwowej Inspekcji Pracy. Najbardziej Szefa i Kierownika przeraziła groźba
        powrotu Inspekcji do zakładu.
        - No! Wyobraża pan to sobie, panie Mateuszu! - Szef nie krył wzburzenia - jest
        tyle nierzetelnych firm, a oni gnębią uczciwego człowieka!
        - No - zgodził się Kierownik - takie czasy.

        W tym momencie zadzwonił telefon!

        - Firma Wielkiego Szefa - odebrał telefon Kierownik. Nagle zaokrągliły mu się
        oczy - to do pana - wyszeptał - PIP!
        - Wielki Szef, słucham - powiedział chłodnym głosem Wielki Szef odbierając
        telefon. Rozmowa trwała kilkdziesiąt sekund.
        - Co za TUPET! - krzyknął Szef odkładając telefon - Powiedzieli że przyjdą tu
        za tydzień!

        Tylko tydzień...
        ________________________________________________________________________________
        "If someone should ask you, then say
        he sleeps all day,
        he feels that he's gone, son
        and always will be... BETRAYED."
        • Gość: Dosia Re: Powrót Wielkiego Szefa IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 29.01.03, 15:44
          I co? I co bylo dalej?
      • coal-chamber Powrót Wielkiego Szefa C.D. - Wielka hipnoza. 29.01.03, 18:17
        Tym razem nie było żartów. Dzieki dyskrecji pani Basi, atmosfera grozy
        szybko przeniosła się z biura na halę produkcyjną.
        - Mówię wam. Tak właśnie powiedzieli: Za tydzień wrócimy tu na kontrolę
        - pani Basia z trudem powstrzymywała podniecenie - Szef się wściekł.
        Tak wkurwionego chyba jeszcze nigdy go nie widziałam.
        - No to chuj - Kwadratowy Zając nie mógł sie otrząsnąć z pesymistycznego
        nastroju - przyjdą, zobaczą i skasują. A my bedziemy znów mieć wakacje.
        - Eee tam - powątpiewał pan Marian - jakby mieli skasować, to by już
        dawno skasowali. Pamiętaj Zajączku, że dobry burdel zawsze jeździ na
        czterech kołach.
        Dyskusję przerwało wtargnięcie Kierownika na halę.
        - Kurwa Zając, weź się do roboty, a nie się tu opierdalasz! Tamten
        siedzi wkurwiony, usłyszy że gadacie, wyjdzie zaraz i zobaczy że tu stoicie.
        A wtedy nawet ja was nie poratuję! Dziewczyny migiem na górę do pudełek,
        Marylka z Panią Bratową do tektury, a pan panie Marianie, macie chyba
        z Zającem coś do pracy nie? Śmieci trzeba wyrzucić, palety zafoliować,
        bobiny potem ze 100 kilo ukręcić - przerwał aby zaczerpnąć powietrza -
        - BAŚKA I MYSZA DO MNIE! - gwałtownie zawrócił do biura.

        - Niech pan zamknie drzwi Panie Myszo - powiedział Wielki Szef, gdy
        weszli do biura - usiądźcie.
        Spojrzał im bardzo głęboko w oczy i po chwili oczekiwania powiedział:
        - Zaszła tu dziś bardzo niezręczna sytuacja. Jak zapewne wiecie,
        kilka osób wciąż nie ma podpisanej umowy o pracę. Spowodowane jest
        to tym, iż taką umowę sporządza się bardzo długo. Co więcej, te
        umowy dawno już są sporządzone, tylko ma je taka pani, która się tym
        zajmuje. Wyobraźcie sobie, że ja, teraz, cały czas czekam jak ona mi
        je przywiezie. Ja do niej wydzwaniam, pytam ją i nic. Ja bym nawet
        te umowy - nieodrywając od nich wzroku napił się kawy - sam po nie
        pojechał, ale wiecie... Teraz spadło na nas to zamówienie, jutro muszę
        jechać tam i tam, załatwić to i to i tak jest. Dlatego - pochylił się
        nad biurkiem - trzeba będzie powiedzieć że dziś w firmie prawie nikogo
        nie było.

        Nastąpiła grobowa cisza.

        - Byliście tylko: wy, Marylka, Pani Bratowa, Ksenia i Kretyn - przerwał
        ciszę Kierownik.
        - Tak. I tu będzie trzeba wszystko posprzątać, poustawiać i wiecie, nie?
        - kontynuował Wielki Szef - co pan teraz robi Panie Myszo?
        - No, okładki... na rodasach. Z Ksenią, panią Jolą i panią Alą.
        - Dobra! To niech pan tam robi i powie Marianowi i Zającowi, żeby zaczęli
        przestawiać.
        - Ja im tam już mówiłem. No - wtrącił Kierownik
        - No. Dobrze?
        - Dobrze - skinął głową Pan Mysza
        - No to do roboty Panie Myszo!

        Pan Mysza splunął, odpalił papierosa i uruchomił maszyny.
        - Za 5 minut jedziemy - krzyknął w stronę stołu, przy którym wciąż
        prowadzona była żywiołowa debata na temat doświadczeń dzisiejszego dnia.
        - Ktoś go w końcu sypnął - autorytatywnie stwierdziła Mała Mi - to pewnie
        Zenek. Za to że go nie wzięli na robotę. Mysza go z maszyny wygryzł i o! -
        kiwneła znacząco głową.
        - Eee tam, pierdolisz - powątpiewała Ksenia - Normalną kontrolę zrobili.
        Wszędzie robią.
        - Pewnie. Zenek jest jaki jest, ale donosów nie pisze - zgodziła się
        pani Ewunia - Kontrola jest kontrola. Na każdego w końcu trafi.
        - Co też człowiekowi przyszło na stare lata - jeknęła pani Ala - po jakichś
        komórkach się kryć. Jak jakieś męty, złodzieje. Echh...

        Hałas maszyn wypełniał halę. Powoli wszyscy wracali do pracy.

        C.D.N.
        ________________________________________________________________________________
        "If someone should ask you, then say
        he sleeps all day,
        he feels that he's gone, son
        and always will be... BETRAYED."
        • Gość: gearbox Re: Powrót Wielkiego Szefa C.D. - Wielka hipnoza. IP: *.lodz-retkinia.sdi.tpnet.pl 31.01.03, 15:00
          Dawaj, dawaj, Coal-chamber!
          • Gość: Dosia Re: Powrót Wielkiego Szefa C.D. - Wielka hipnoza. IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 31.01.03, 17:38
            No i co z ta inspekcja? Dawaj, dawaj.
        • Gość: gruszka Re: Powrót Wielkiego Szefa C.D. - Wielka hipnoza. IP: *.polcard.com.pl 03.02.03, 19:56
          no i gdzie jet ciąg dalszy , strasznie mi się spodobało
      • Gość: rikisa Re: Pan Mysza, Kwadratowy Zając i kontrola PIP IP: firewall:* / 192.168.10.* 03.02.03, 21:36
        proszę o cd. jaka jest nieudolna PIP ;-))))
    Pełna wersja