Gość: Agata
IP: *.tosa.pl
23.08.06, 14:31
Opowiem Wam mocno podejrzaną historię świadczącą o tym, że urzędnicu z Urzędu
Pracy zamiast pomagać szukającym pracy tylko czekają na okazję żeby poupychać
swoją rodzinkę i znajomych na co lepszych etatach zgłaszanych przez
pracodawców. Jakiś rok temu szukałam pracy na własną rękę i nawet nie
myślałam, że ktoś z UP raczy mi pomóc. Od roku !!!! byłam zgłoszona na kurs
ksiegowości (byłam pierwsza na liście) i jakoś nigdy nie mogłam wziąść w nim
udziału ze wzgledu na KOMPLET ochotników - czyżby znów znajomi i rodzinka?
Jednak SZCZYT BEZCZELNOŚCI osiągnęła jedna z urzędniczek dzwoniąc do mnie.
Rozmowa była krótka ale wstrząsajaca:
- Mam dla Pani bardzo dobrą wiadomość. Zgłosił się pracodawca, którego wymogi
idealnie Pani spełnia- język, doświadczenie, wiek, wykształcenie.
- Bardzo się cieszę. Kto jest pracodawcą?
- Sprawdzę . . . aaaaaaaa to jest TO. Praca w ZUS-ie . . . yyyyyyyy wie Pani
co - to nieaktualne
ODGŁOS ODKŁADANEJ SŁUCHAWKI
Teraz mam pracę ale wiem, że niczego poza darmową opieką zdrowotną z UP nie
można sie spodziewać.