charissa
18.03.03, 13:43
Dwa dni temu dowiedzialam sie, dlaczego nie dostalam pracy, ktora byla na
99.9 % pewna.
Ubiegalam sie o prace w publicznej instytucji w moim miescie. Przeszlam 3
rozmowy z wazniejszymi i mniej waznymi ludzi i juz wszystko bylo na tak.
Jeszcze ostateczny podpis na tak mial zlozyc pan Y i juz mialam zaczac prace.
W jakis tam sposob zaaonsowalam mnie w tej instystuji daleka znajoma -
pisalam tu o tym, ze teraz to juz chyba tylko znajomosci. Nie jestem za tym,
ale jezeli to ma byc jedyny sposob, zeby ktos w ogole chcial ze mna rozmawiac
to trudno - pojde na taki uklad.
Pani znajoma zadzwonila do tego swojego znajomego pana X- glownego decydenta
i pyta : no i co z ta moja charisska?
A pan X na to: A co juz jej sie ne podoba pracowac u Y, niech juz tu nie
przychodzi, bo u nas jest spalona.
Jak sie o tym dowiedzialam to oczywiscie wpadlam w szal. Okazalo sie, ze moj
obecny szef ma bardzo szerokie znajomosci i wplywy. I ktos doniosl mu o tym,
ze zlozylam aplikacje w owej instytucji. Szefuncio zabronil mnie przyjmowac.
Dowiedzialam sie o tym pokatnie. Nie wiem co teraz mam robic. Pracowac w
miejscu, gdzie wiem ze szef wie ze szukam pracy i robi mi kolo d... jest
okropne. Nie umiem sie skupic i jedyne dobre jest to, ze on ostatnio rzadko
bywa w pracy i nie musze tej keby ogladac.
Zastanawiam sie tylko jak dlugo wytrzymam taki uklad psychicznie...