Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      dlaczego jest mi ciezko, skoro mi sie nalezy

    11.10.06, 20:40
    bo bywa różnie, raz szefem lub właścicielem może być burak i zero a czesm ktoś
    kto dużo umie i

    sam osiągnął (tego przypadku
    opisywać nie trzeba)

    pierwszy przypadek to:
    - kierownictwo obsadzone w sposób kolesiowski, dyrekcja w spółkach skarbu
    państwa,

    ministerstwach, części banków, za to, że znaja
    kogo trzeba, byli w SB, byli w odpowiedniej jednostce wojskowej (emeryci
    mundurowi) lub

    synalkowie kacyków,

    - prywaciarze, którzy np. byli chamami, ale mieli pare hektarów ziemi i ktoś
    pod budowe marketu

    od nich kupił i nagle awansowali
    do elity ekonomicznej,
    lub np. byli przestępcy, przemytnicy, co teraz legalizują swój majątek (lub
    dzieci przestępców),

    weźmy na ten przykład byłych
    piratów fonograficznych, którzy teraz sami walczą z piratami (znane tłocznie
    płyt, kaset, firmy

    softwarowe)
    to kategoria ludzi rozumująca "pierwszy milion trzeba ukraść"

    sam znam (jestem urzędnikiem) pare takich przypadków

    synalek jednego ważnego oficera politycznego LWP za jego oszczędności ma firmę
    , teraz jest

    członkiem biznescenter clubu, a miał
    zwykłe sprawy kryminalne w prokuraturze, to but i cham i na niczym się nie zna
    on sie nie zna, ale ma ludzi na których krzyczy i oni mu prowadzą firmę, a on
    co chwila rozbija

    kolejną limuzynę

    jest jeszcze trzecia kategoria takich typów (po za państwowymi i oszustami),
    osoby

    niekompetentne, ale potrafiące robić dobre
    wrażenie, miałem takiego kierownika w poprzedniej firmie, obiecywal prezesowi
    nierealne terminy

    wykonania zadań, a jak nie wyszło
    (bo nierealne) to leciał aby narzekać na pracowników (że ich wywalić trzeba)
    za nim szef się kapnął, że to ten koleś miesza, to dużo czasu minęło i dużo
    osób wyleciało
    ale wrażenie na prezesie firmy zrobić umiał, choć cały dzień tylko siedział w
    internecie, to na

    innych krzyczał , że są nieroby
    a sam był tak głupi, że nawet nie wiedział, że drukarka wymaga sterowników,
    czy jak w wordzie się

    przechodzi do następnej strony ,
    linijki (ctrl+enter, shift+enter), dokumenty justował spacjami

    także różne bywają przypadki

    dużo firm najpierw szuka wśród osób zaufanych, zanim da ogłoszenie
    bo np.boją się kogoś z ulicy, więc najpierw rozpuszczają wici wśród swoich,
    jak nikt się nie

    znajdzie (a dziś to nie wyjątki) to
    dają ogłoszenie

    ogłoszenie się też daje, jak dla swoich oferta jest zbyt kiepska, albo jak to
    ma być typowe

    niewdzięczne stanowisko, które wstyd
    swoim zaoferować

    sam znam kilka takich przypadków, osoba z "zewnątrz" nawet nie wie o naborze i
    skupia się na

    ogłoszeniach (wiadomo: akwizycja,
    robotnicy, cieciowanie, programiści 5 lat udokumentowanego doświadczenia, etc. )

    znajomości zawsze były podstawą w państwie polskim, niestety, kieyś sie
    załatwiało mieszkania,

    dziś sie załatwia aby zarobić na
    mieszkania

    2 przykłady osób o podobnym wykształceniu:

    mam 2 kolegów, robiących strony, www, flash, html, php, itd.
    jeden nie ma pleców i nie ma zleceń, ledwo ciągnie koniec z końcem, dorabia
    fizycznie w hurtowni,

    drugi (a ma mniejsze umiejętności od pierwszego), kiedyś zrobił stronę jednemu
    panu, ktoś go

    polecił i teraz ma fajną brykę, i
    nawet odrzuca zlecenia, bo nie ma czasu na ich realizację, nawet podzleca

    tak jest i było i pewnie będzie, niestety sam bez znajomości szukałem dlugo
    pracy, potem się

    okazywało, że moi byli koledzy ze
    studiów dostawali się na miejsca do których ja aplikowałem, mimo, że ja byłem
    "lepszy" (lepsze

    oceny, języki, komputer) potem ja
    siedziałem na bezrobociu pisząc i wysyłając kolene CV
    a oni już jeździli własnymi samochodami

    pracy szukałem bardzo długo (miałem znajmości, ale chciałem być uczciwy, bo
    już taki mam

    charakter, wiem, że to dla niektórych
    objaw frajerstwa, ale ja to nazywam "zasadami") ale albo nie było odzewu na CV
    albo oferty

    pracodawców były rzenujące, w stylu
    1000-1200 brutto w końcu się poddałem i poszedłem po znajmości i się okazało,
    że ktoś gdzieś

    kogoś szuka i CV trafi na odpowiednie
    biurko

    nie wiem, jak to się dzieje, czy winne są kadry różnych firm, że CV nie
    przechodzi dalej,

    koleżanka pracująca w HR jednej firmy
    opowiadała mi nieraz o pracy swoich "współpracownic", o chowaniu dobrych CV
    (bo brat szuka), o

    wybieraniu tylko takich jakie im
    się podobają ze względów poza merytorycznych, o tym, że na 400 cv, szef
    przegląda tylko górne

    10-20 i zaprasza na rozmowę, z
    takiej liczby odpowiedzi to jest jak losowanie w totku, wybiera pare losowo i
    zaprasza na

    rozmowę, bo nie ma czasu 300-500
    przeczytać

    tak jak z obsadami dużych firm, jak sie pobada życiorysy dostojnych grubych
    panów prezesów po

    50'tce, to się okazuje, że
    wszystkich łączy np. albo SB, albo sztab generalny LWP

    znam kilka przykładów ludzi baaaaaaaaaardzo niekompetentnych, którzy wyszli z
    jednostki w stopniu

    majora i nagle trafili na
    dyrektora oddziału banku ( a wojsku byli np. wychowawczmi lub kierowali
    magazynem z którego

    regularnie ginęły rzeczy) - ale stara
    kadra pseudomagerska to wcale nie jest odejście od wątku, jakby ktoś mógł
    zarzucić, potem ci

    panowie biorą synków, córeczki, sam
    znam przykłady paru synków oficerów, którzy prosto po studiach dostali się na
    dyrektorów w

    różnych firmach (w tym prywatnych)

    dodatkowo (wystarczy poprzeglądać KRSy firm) większość polskiego biznesu to
    firmy czysto rodzinne

    w zarządzie i czego się po tym
    fakcie można spodziewać ?
    skoro w KRS firmy pojawia się tylko jedno nazwisko a 7 różnych imion ?

    i to nie dotyczy tylko małych paroosobowych firemek, ale i dużych znanych firm
    zatrudniających

    dziesiątki i setki osób

    znajomości nie są potrzebne tylko paru grupom pracowników:
    - pracownikom niskokwalifikowanym (dziwki, cieciowie, pracownik fizyczny
    niewykwalifikowany typu

    sprzątanie, mycie, miesznie
    cementu)
    - dobrym fachowcom z wieloletnim stażem w potrzebnych dziedzinach, tylko jak
    my po studiach mamy

    tymi fachowcami zostać, skoro
    nikt nam nie daje szansy stażu zdobyć - i to nasz podstawowy problem



    problemem nie są nie życiowe kierunki, ale wygórowane oczekiwania pracodawców

    skoro pracodawcy bez papierka nie chcą gadać i nawet do prostej pracy chcą mgr
    to ludzie idą aby ten papierek mieć, podobnie jak
    ucueczka przed wojskiem

    a jak już ludzie ten papierek mają, to z kolei oczekuje sie iluś lat
    doświadczenia i nawet będąc po dobrym kierunku(ale bez
    znajomości) skończyć na bezrobociu a potem sprzątaniu

    ja wiem jedno, byłem dobrym studentem, miałem stypendium naukowe, kończąc
    studzia dzienne byłem pełen "wiary i nadzieji"
    1.5 roku moje CV wysyłane na liczne ogłoszenia pozostawało bez odzewu
    w każdym ogłoszeniu mówiono o kilku latach doświadczenia, ja chodząc na
    uczelnię od 9 rano do 18 nie mogłem tego doświadczenia
    zdobyć
    uważałem, że dużo wiedzy, języki to potencjał i kapitał
    1.5 roku bezrobocia zweryfikowało to
    problem nie w ludziach ale niewłaściwym podejściu pracodawców, którzy myślą,
    że te kilka lat nie jest w stanie opanować młody
    człowiek
    teraz też mi wiedza wyparowała,ale to nie moja wina, lecz osób oczekujących po
    dziennych kilku "lat udokumentowanego doświadczenia
    na podobnym stanowisku", potem na forum wiele osób dających pracę pisze, że
    lepiej wziąć kogoś ze znajomych i z polecenia niż z
    ulicy
    moi kumple, którzy byli gorsi ode mnie (warunki, ściąganie, zero języków)
    dzięki znajomościom mieli pracę, dziś zarabiają dużo więcej ode mnie
    ale czy to znaczy, ze są lepsi - nie poprostu mieli wujka w odpowiednim miejscu




      • Gość: orany Re: dlaczego jest mi ciezko, skoro mi sie nalezy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.06, 20:50
        polecam terapie, natychmiastowa wizyta u psychologa wydaje mi sie niezbedna,
        żółc i jad jaki sączy się z twojego postu mogą w efekcie doprowadzić cie do
        czynów karalnych a spiskowa teoria dziejów do szaleństwa.ratuj się póki czas.
        życzliwa
        ps a kto ci powiedział, że cokolwiek ci się należy?
        • Gość: pas Re: dlaczego jest mi ciezko, skoro mi sie nalezy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.06, 21:16
          Veritas zapomniał o cudzysłowie ;)
      • Gość: autor Re: Nike IP: *.chello.pl 11.10.06, 21:31
        Myślę, że warto zgłosić ten tekst do Nike. Teraz za takie poematy dają 100 000
        peelenów. :D
      • veritas1 nikt mnie nie rozumie 11.10.06, 21:39
        mimo, że sam umiem wiele rzeczy (sam robiłem w domu remont, instalacje, meble)
        to desperacko szukając pracy po studiach (brak
        "kilku lat udokumentowanego doświadczenia na podobnym stanowisku" w mojej
        branży) to nawet startowałem na pare niskich miejsc - i
        miałem odpowiedzi negatywne, nawet próbowałem do działu AGD RTV w Carrefour
        w końcu tylko Solid został

        oczywiście, ze teoretycznie człowiek z wyżyszym ma szerszy horyzont i potrafi
        zastąpić pracownika niskokwalifikowanego, zgadzam
        się
        ale nikt cie nie weźmie do tej przykładowej "myjni"

        mój kolega na doktoranckich cieszy się, ze może pakować pudelka w hurtowni,
        żałosny kraj

        z płacą powinno być tak jak w wojsku - decyduje stopień
        major ma zawsze więcej niż sierżant

        ale nie można porównywać odpowiedzialności i obciążenia pani w kasie (która ma
        doczynienia z pieniędzmi i danymi osób), inżyniera
        obliczającego konstrukcję mostu lub budynku z odpowiedzialnością sprzątaczki,
        robotnika wciskającego guzik przy maszynie

        sam miałem kiedyś kolgę z podwórka - niewykształconego, był "ochroniarzem", tzn.
        cieciem nielicencjonowanym, pilnującego, a raczej
        obchodzącego dookoła pewien bank i marudził, że on ma tkaa odpowiedzialną pracę,
        a tam na górze tylko se w komputer pykają i on
        też by tak potrafił popykać

        wyższe wykształcenie na najprostrze stanowiska to paranoja polski, jak ktoś
        wcześnie zauważył do tego nie trzeba studiów
        jednak jest to wynik kompleksów pana właściciela, który sprzedał swoje hektary
        pod hipermarket, sam ma zawodówę, ale się wyśmiewa,
        ze u niego doktoranci kible myją

        wiedza zdobywana na studiach powinna byc wykorzystywana, inaczej jest to
        zmarnowany czas i pieniądz podatnika
        do układania towaru na półkę nie potrzeba więcej niż podstawówka
        do podawania klucza też
        a mimo to na portiera w niektórych firmach wymagają studiów, zapewne po to by
        mógł obliczyć siłę z jaką uderza klucz , gdy spada o
        podłogę, energię kinetyczną tego uderzenia (e=mv2/2) oraz prędkość końcową przy
        kontakcie z ziemią, ewentualnie ktoś po studiach
        będzie znał technologię wykonywania stopu na ten klucz

        mam znajomych w całym przekroju od debili dresów po 8 klasach po doktoranta
        i nie odważyłbym się powiedzieć, że student nie umie

        rynek ?
        jaki rynek ?
        na zachodzie po studiach technicznych człowiek może projektować, u nas albo nie
        ma "doświadczenia" (studia dzienne) i nikt w niego
        nie zainwestuje/da szansy pokazać albo nie ma wejść/kontaktów/znajomości a w
        powszechnie dostępnych ogłoszeniach tylko akwizycja
        i potencjał się marnuje

        jakby rynek weryfikował umiejętności to nie dochodziło by do paranoji w stylu,
        kolega po maturze w sklepie zarabiał więcej niz ja
        po studiach jako specjalista w firmie
        wreszcie popatrz na inne rzeczy - osoba sprzątająca szybciej znajdzie pracę, niż
        absolwent dziennych
        jeżeli wg. ciebie większe kwalifikacje ma Józia trzymająca szczotkę od kogoś
        znającego języki i wiedzącego z czego ta szczotka
        jest zrobiona, to gratuluję

        studia to szkoła i oczekiwanie przez pracodawce po studiach kogoś kto wszystko
        umie to nieporozumienie,
        taki człowiek po studiach poprostu ma bardziej pojemny mózg i umie sie uczyć
        (opanować coś nowego szybciej niż człowiek po
        podstawówce),
        po studiach trzeba mieć praktykę w zawodzie, z czym problem, kiedyś w PRL był
        nakaz i skierowanie do pracy i to było słuszne
        człowiek skończył elektronikę i szedł do fabryki
        człowiek skończył metalurgię i szedł do huty, dzięki temu powstał przemysł,
        gdyby nie ludzie wykształceni to dziś byśmy mieli
        tylko rolnictwo i zbieractwo
        a ja skończyłem studia i rozsyłełem bez odzewu kolejne CV

        jawiem, że moi koledzy (np. zarabiający prawie 2 razy tyle co ja w myjni
        samochodów) nie potrafią nic zrozumieć z instrukcji po
        angielsku, nie umieją instalację elektryczną zrobić (wymiana gniazdka), nie
        umieją obsłużyć programu do rysunku technicznego użyć
        do zaprojektowania sobie mebli do domu, a mimo to, ten twój zakichany rynek
        wycenił ich (myjąc samochody) wyżej niż mnie w biurze
        (ja w zasadzie w pracy muszę się posługiwać dwoma językami i znać prawo)
        kiepski rynek

        a to, ze po solidnym technikum uczeń umie obsłużyć tokarkę albo lutownice to nie
        znaczy, ze jest lepszy od inżyniera, który
        policzy 100 takim robotnikom czas i cykl pracy, ja też nie umiem obsłużyć
        tokarki, ale ja nie od tego jestem

        to nie robotnicy skonsturuowali te tokarki, ale ci po studiach
        to nie facet sprzątający hangar skonsturował samolot, który w nim stoi

        ja po skończeniu dziennej politechniki ze stypendium naukowym wysyłałem CV w
        odpowiedzi na ogłoszenia z prasy lub internetu
        (głónie poniedziałkowy dodatek GW)
        wiem, nie miałem "kilku lat udokumentowanego doświadczenia na podobnym
        stanowisku", więc CV nie zawierało rubryki 'doświadczenie'
        tylko moje dane teleadresowe, tytuł naukowy, kierunek studiów, temat pracy
        dyplomowej i tzw. "zainteresowania, umiejętności" z
        całą listą znanych technicznych programów komputerowych
        nikogo nie obchodziły moje świetne wyniki, dobra pamięć i zdolnośc uczenia się,
        dwa języki na dość dobrym poziomie
        1.5 roku bez odzewu, w końcu znalazłem dzięki urzędowi pracy


        ja np. wcześniej nie wiedziałem, że podstawą jest podlizywanie się i jedzenie z
        kimś ciastek
        jak byłem młody, to myślałem, że praca to wykonywanie zadań w określonym czasie
        za określone pieniądze
        teraz wiem, że to umiejętność ustawienia się tak, aby robili za ciebie inni
        (takie szaraki jak ja)
        pełno jest natural born dyrektors, co nic nie umieją po za stwierdzeniem "ma być
        tak aby było dobrze"

        po za tym przy upadku przemysłu, przeniesieniu produkcji do Chin trudno jest o
        pracę w której człowiek po politechnice (inżynier)
        może się wykazać
        • Gość: autor Re: nikt mnie nie rozumie IP: *.chello.pl 11.10.06, 21:44
          Oj, no z tą Nike, to żart był. Rozumiem Cię. Sam jestem po studiach i szukam
          pracy. I niech mi nikt nie mówi, że praca w jest, bo pracę przy przenoszeniu
          kartonów, to sobie niech tacy demagodzy wsadzą w d. Ale nie tracę rezonu,
          szukam dalej. Pozdrawiam.
        • 6x9 Re: nikt mnie nie rozumie 12.10.06, 09:42
          załóż działalność gospodarczą "remonty mieszkań"
        • Gość: gatto_nero Re: nikt mnie nie rozumie IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 12.10.06, 09:50
          Nie martw się w polskim światku jest jeszcze kilka (set tysięcy) osób bez
          znajomości i po studiach, które wiedzą o czym piszesz. Martwi mnie jedynie to,
          że się upierasz z tym brakiem doświadczeniem przy studiach dziennych. Bo widzisz
          ja studiowałem zaocznie i nie mogę powiedzieć, że wykonywana wówczas praca była
          zgodna z moim zawodem – pracy w zawodzie bez ukończonych studiów nie było. Aby
          podkreślić dramaturgię ówczesnej polski to dodaję, że nie było też wiele innych
          rodzajów pracy. Legalnie udało mi się przepracować około 1,5 roku. Studia się
          zwróciły, ale tak zwanego doświadczenia w zawodzie jak nie było tak nie ma.
          Teraz od sześciu miesięcy siedzę w domu i z braku konkretnych ukierunkowanych
          zajęć tyję, przy czym wysyłam cv oraz listy motywacyjne. Pracodawców nie
          interesuje fakt te nie poszedłem na studia dla papierka ale z czystej chęci
          potwierdzenia kierunku moich zainteresowań. Ile jest buraków na tym forum,
          którzy mieli fuksa w życiu i się z ciebie i ze mnie śmieją? Wpisujcie się ale
          zainteresowań - nawet przy przerzucania pudeł – nie zamierzam zmieniać.
      • Gość: omnjescenty Buuu!!! Świat jest tak okrutny! IP: 212.33.72.* 12.10.06, 09:17
        Chcę zatrudnić pracownika, a ten do mnie żebym mu płacił za pracę! Toż to takie
        nieliberalne!

        P.S. Daj już spokój temu magistrowi inżynierowi.
      • Gość: majka Re: dlaczego jest mi ciezko, skoro mi sie nalezy IP: *.mtvk.pl 12.10.06, 12:26
        no, właśnie, ty bucaty veritasie1, daj już spokój.
        Tym bardziej, że On pisze czystą prawdę. Ale tyle dobrze, że to
        znowu propagujesz. Przynajmniej oświecasz lud ciemny, ty bucu kwadratowy.

        P.S. Mgr inż., pozdrawiam. Zobacz, jaki masz wpływ na co poniektórych :)
    Pełna wersja