Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Jak to wyglada od strony pracodawcy

    18.10.06, 12:07
    Podzielilem tresc na punktu i podwatki, bo nie zmiescilo sie w jednym ;-)

    Witajcie,
    przeczytalem sobie troche ostatnich watkow i pomyslalem sobie, ze napisze
    pare zdan, jak sytuacja wyglada od strony pracodawcy. Inspiracja do tego jest
    punkt 4, do ktorego mam nadzieje dojdziecie. Ogolnie nie pisze tego watku,
    zeby wdawac sie w jakas wieksza dyskusje, czy przekonywac kogokolwiek (do
    czegokolwiek), ale moze czesci z Was te informacje jakos pomoga.
      • czarek_wa pkt 1 18.10.06, 12:07
        1. dosc duzo emocji w waszych watkach wzbudza pytanie przez pracodawce: ile
        Pan/Pani chce zarabiac? Sam nieraz slyszalem, ze np. "na zachodzie takich pytan
        sie nie zadaje, pracodawca mowi co ma do zaoferowania". Otoz na zachodzie sie
        zadaje, ja tez zadaje. Oczywiscie nie zawsze uzyskuje odpowiedz, bo po prostu
        jest to element procesu negocjacyjnego. Ale jesli nie jestescie na pozycji do
        gry negocjacyjnej, to po prostu powiedzcie, ile chcecie zarabiac. Zastanowcie
        sie wczesniej, ile jestescie warci, ile na rynku sie zarabia, zeby potem
        nie "namyslac sie". Konkretna odpowiedz bardzo ulatwia dalsza rozmowe.
        • tajemniczy_don_pedro Zależy 18.10.06, 15:09
          Jeżeli poszukuje się operatora wózka widłowego, to oczywiście pytanie ma sens.
          Jeżeli rozmawia się ze specjalistą, to zaczyna się od sprawdzania
          kompatybilności między potrzebami firmy a kompetencjami kandydata, bo to
          najważniejsze. Znacznie ważniejsze od tego, czy X. zażąda o tysiąc złotych
          więcej niż Y. Poruszenie tematu pieniędzy podczas wczesnych etapów rekrutacji
          sugeruje takiemu kandydatowi, że przeprowadzający rozmowę nie ma pojęcia PO CO
          to robi, i że stosuje bezmyślnie schematy z podręcznika HRowca. Ponadto,
          pieniądze są przecież tylko częścią pakietu - inne elementy to ubezpieczenie,
          polityka premiowania, stock options itp. Na takie negocjacje czas przychodzi pod
          koniec całego procesu.
          • czarek_wa Re: Zależy 18.10.06, 15:24
            W przypadku operatora wozka widlowego raczej nie pytalbym o oczekiwanina - po
            prostu powiedzialbym ile daje na tym stanowisku.

            Jesli stanowisko dotyczy IT - to po pol godziny nie mam wiecej pytan
            (oczywiscie mozna jeszcze sprawdzac w praktyce, czy to co mowi to prawda) i
            zadaje pytanie o oczekiwania. To samo dotyczy jak szukalem szefowej biura i
            handlowca.

            Jak szukalem superspecjalisty, to jeszcze w rozmowie telefonicznej przed
            spotkaniem rozmawialismy o oczekiwaniach, to z szacunku do kandydata, zeby nie
            zajmowac mu niepotrzebnie czasu, jesli poruszamy sie w innych zakresach.

            A te dodatki, to mowie przed rozmowa o pensji, bo wynikaja z tradycji w firmie,
            raczej specjalnie dla kolejnego pracownika nie wykupi sie mu ubezpieczenia,
            jesli takiego zwyczaju w firmie nie ma. Jak wie, jakie sa te drobne korzysci,
            to wtedy podaje takie wymagania, ktore go zadowalaja w tych warunkach.
      • czarek_wa pkt 2 18.10.06, 12:08
        Nagminna jest niezgodnosc kandydata z wymaganiami z ogloszenia. Nie chodzi o
        to, zeby wszystko spelniac w 100 procentach, ale jesli widzicie, ze to nie dla
        Was stanowisko, nie przychodzcie. Jesli w wymaganiu jest jez. angielski w
        stopniu dobrym, to taki musi byc. Jakis czas temu szukalem kogos, kto bedzie w
        ramach szkolenia wyslany na 2 tygodnie za granice. Pierwszych 10 kandydatow
        mowilo, ze zna jezyk, jak potem sprawdzalismy, prawie nie potrafili rozmawiac.
        Na kazdego stracilismy po 30 minut przynajmniej - bez sensu. Oczywiscie jak w
        wymaganiach jest 10 punktow dotyczacych roznych, ale pokrewnych technologii, a
        nie zna sie 3 z nich, to pewnie i tak jest sie najlepszym i uderzac trzeba.
        Mala szansa, ze kandydat bedzie idealny.
        • kared1 Re: pkt 2 18.10.06, 14:55
          Każdy ma inne doświadczenia.Zarówno pracodawcy jak i potencjalni kandydaci do
          pracy.Znajomość języka potrzebna jest tam gdzie używa się go w codziennej
          pracy, a wiem z doświadczenia że firmy wymagają go na stanowiska pracy na
          których się go nie używa.Kwestia zarobków.... jeśli wiem ile zarabiam i
          aplikuję na podobne stanowisko w konkurencyjnych firmach wiem ile podać ,
          gorzej jeśli kandydat nie wie i nie ma skąd zdobyć takiej informacji ... jak
          poda za nisko będzie źle ponieważ nisko oceni swoje zdolności ... za dużo też
          źle ponieważ można przedobrzyć ale na to nie ma wg mnie dobrej recepty.
          Łowcy głów owszem sprawdzają się bo mają odpowiednią baze wyselekcjonowanych
          kandydatów ...wyławiają również perełki spośrod specjalistów danej branży .
      • czarek_wa pkt 3 18.10.06, 12:09
        3. HeadHunterzy i Hr'y - nie znaja sie na rzeczy, amatorzy. No coz - nie mogac
        znalezc specjalistow od kontroli procesu (chetni mieli kosmiczne wymagania > 10
        000 na reke) i po pol roku bezskutecznych poszukiwan kogos za ok 5 000 na reke
        oddalem sprawe do firmy szukajacej ludzi. Znalezli w dwa tygodnie kilku
        kandydatow, lepszych niz ci za 10 000, a zadajacych ok. 6 000 i to brutto. Jak
        pozniej szukalem administratorow sieci, to juz nie zastanawialem sie - od razu
        do headhunterow. Efekt - inzynier Microsoft kochajacy to co robi za 7 000
        brutto (a slyszalem, ze tacy to za mniej niz 10 000 nie pracuja. Pracuja i za
        wiecej, ale sa tez tacy, co wola spokoj i stabilna prace).
      • czarek_wa pkt 4 18.10.06, 12:09
        4. Ktos na forum narzekal, ze jakies ogloszenie na asystentke wisi juz 3
        miesiac i to chyba sciema. Nie sadze. Kilka dni temu rozmawialem ze znajoma,
        szuka do pracy w miedzynarodowym koncernie od 7 miesiecy asystenta/tke za 4 500
        brutto. Wymagania w zasadzie zdegenerowaly sie do jednego - ma dobrze znac
        jezyk angielski (jest tam jeszcze troche specyfiki, jak dyspozycyjnosc,
        samodzielnosc itp, ale to wydawalo sie - nic szczegolnego). Interview po
        angielsku - wiekszosc nic nie potrafi powiedziec (o sobie, a motywacjach itp).
        Albo chca jakies kosmiczne pieniadze (za co - to asystent, nie handlowiec).
        Jeden kandydat popracowal 2 miesiace - no po prostu obijal sie (tu przyczyna
        byla niesamodzielnosc). Nie dostal etatu. Pewnie narzeka, ze zatrudniaja na
        okres probny, zeby nie placic czegos tam i potem nastepny. G. prawda -
        kolezanka teraz zasuwa za 2 osoby i zaczyna sie podpierac nosem ze zmeczenia.
        Oddala sprawe do headhunterow.
      • czarek_wa pkt 5 18.10.06, 12:10
        5. Ostatnia sprawa - doswiadczenie. To z zycia mojej firmy: byl sobie czlowiek
        prosto po studiach, nie mial doswiadczenia - nie mial pracy. Jego znajomy u
        mnie pracowal, poprosil, zebysmy przyjeli gostka na praktyki za jakies male
        pieniadze, zeby tylko mial na dojazdy itp (mieszkal jeszcze z rodzicami). Po
        trzech miesiacach stal sie przydatny, wiec zaczelismy mu placic pensje na
        poziomie minimalnej krajowej. Po kolejnych 2 miesiacach zatrybil i dalismy mu
        pelny etat. Po 2 latach odszedl od nas jako niezly programista, pensje na
        miescie dostal tak duza, ze my niestety tyle nie mozemy zaplacic na tym
        stanowisku (zarabia 8 000 brutto).

        Trzymajcie sie.
        • mizzzar Re: pkt 5 18.10.06, 12:13
          Czarek, uwazam,ze trafiles w sedno i dzieki, ze chciales poswiecic czas na ten tekst. Nie mozemy jednak globalizowac, bo czesto fakty wygladaja inaczej, ale czesto dostajemy akurat to, na co zaslugujemy. Pozdrawiam.
          • czarek_wa Re: pkt 5 18.10.06, 12:43
            czywiscie, ja zreszta nie zamierzalem globalizowac. To spojrzenie z trzech
            konkretnych firm, z Warszawy, do tego praca tez nie typu kopanie rowow.
            Oczywiste, ze pracy dla wszystkich nie starczy, natomiast paradoks jest taki,
            ze na te co jest - brak kandydatow. I pensje wcale nie sa takie male.
            BTW. Ostatnio zatrudniony pracownik zarabia wiecej, niz wlasciciele. To dopiero
            znak epoki. W zasadzie to wlasnie jest jeden ze skutkow globalizacji.
            • mizzzar Re: pkt 5 18.10.06, 12:47
              Nie slyszalem o takim przypadku, ale zakladam, ze to mozliwe. Jesli tak jest, to juz jest jakis krok do przodu. Zastanowilo mnie to, co napisales wczesniej, o kolezance, ktora szukala asystenta, czy znalazla? oczywiscie po przekazaniu sprawy do HR.
              • czarek_wa Re: pkt 5 18.10.06, 12:55
                Powiedziala mi o tym w zeszly piatek, wiec nie sadze zeby juz znalazla.
                Niestety nie podam Ci kontaktu z bardzo prozaicznej przyczyny - dosc szybko bys
                wiedzial, kto sie kryje za czarek_wa. Bardzo tego nie chce.
                Przykro mi.
                • mizzzar Re: pkt 5 18.10.06, 12:58
                  Wiesz, zawsze moge Ci cv wyslac mailem:) ale nie o to chodzilo, chcialem wiedziec z czystej ciekawosci w zwiazku z tym, co pisales - czy potwierdza sie teza, ze na oczekujace miejsca pracy nie ma pracownikow w tym przypadku. Odpowiedz mi dales wiec dziekuje:)
                  • Gość: ewela Re: pkt 5 IP: *.lanet.net.pl 18.10.06, 14:05
                    Dla mnie to jest szok ze a- ktos daje 4500 brutto asystentce, b- ze ludzie nie
                    znaja ang, skoro prawie wszyscy sie go ucza. Ja niestety nie znam, dlatego nie
                    aplikuja na takie stanowiska, ale jstem germanistka i we Wrocku oferuja czesto
                    1000 brutto.Chcociaz to moze byl wyjatek, sama nie wiem
                    • czarek_wa Re: pkt 5 18.10.06, 14:16
                      Ad a. moze odrobina wyjasnienia - nie jest to asystentka typu "zaparz kawe", tu
                      chodzi o kogos, kto wspomoze w procesie sprzedazy/zarzadzania, czyli nauczy sie
                      o produktach (znac i opowiadac), zrobi prezentacje, poprowadzi ja. Pojedzie w
                      teren, uzgodni co trzeba, skonsultuje w odpowiednim momencie itp. 4 500 nie
                      jest tu szokiem, po prostu dobra pensja.

                      Ad b. Wlasnie w tym rzecz - ucza sie, ale rozmawiac nie potrafia. Niedawno
                      robilem studia podyplomowe - na 100 osob na roku tylko 5 - moze 10 mialo
                      angielski na tyle opanowany, zeby trafic do grupy konwersacyjnej. 50% poszlo do
                      poczatkujacej (selekcji dokonal dosc prosty test raczej gramatyczny, niz
                      wymagajajcy bogatego slownictwa). A mowimy o ludziach z wyksztalceniem wyzszym
                      i dosc czesto pracujacych na kierowniczych stanowiskach.
    Pełna wersja