mag00sia
31.10.06, 08:01
pracuję w małej firmie jako pracownik biurowy i rozpaczliwie szukam innej
pracy.Ostatnią kością niezgody jest moja prośba o zgodę na wyłączanie od
czasu do czasu telefonu (nota bene mojego prywatnego)bo szef twierdzi ze
musze być dyspozycyjna ZAWSZE. Wtedy on dzwoni np. z pytaniem czy na pewno
zapisałam to co zlecił mi do załatwienia na jutro, że nie może znaleźć kartki
na biurku lub po to żeby udowodnić mi że nie załatwiłam jakiejś sprawy której
załatwienie on sam uniemożliwia - np umówienie go z kimś gdy on ciągle
odprawia mnie z kwitkiem "nie mam czasu". Pracuję tu dwa lata, od roku
oficjalnie mam pół etatu z wynagrodzeniem równym połowie wynagrodzenia
minimalnego.Mam dziecko w wieku przedszkolnym, które wychowuję sama, nie stać
mnie na zaniechanie zarobkowania.Czasem myślę że jestem w jakiejś Afryce.
Ciągle słyszę że nigdzie nie jest lepiej. Napiszcie jak to wygląda, jakie są
GRANICE, czego pracodawca może wymagać a czego mu nie wolno i gdzie się
zwrócić gdy taki tyran despota wywali mnie dyscyplinarnie (takie groźby już
były) bo wyłączę telefon idąc do kina czy będąc z facetem :/.
Nie mogę się oprzeć że to jest dokłądnie tak - świat pracodawcy a reszta
czyli my to śmiecie dla niego się nie liczymy. Czy jest gdzieś inny świat?
Pomóżcie. Pozdrawiam, M