springer
31.01.07, 20:23
Zespół handlowy niewielkiego oddziału renomowanej firmy. Przyjmuję handlowca -
kobieta, 28 lat, jedno dziecko. Pierwszy rok bez wielkich wzlotów ale
dziewczyna pasuje do zespołu zatem można przymknąć na niektóre slabości oko.
W drugim zachodzi w ciążę. Wszyscy ją wspieramy. Zaczynają się zwolnienia
lekarskie. Trudno. Przed urlopem ma wdrożyć koleżankę w prowadzone przez
siebie projekty, ale... Ewidentnie odpuszcza. Wszyscy jesteśmy tego świadomi
ale się lubimy, zatem... Urlop macierzyński + wypoczynkowy. Zespół mały zatem
wszyscy padamy na twarz by ją zastąpić. Wczoraj wraca. Na wstępie oświadcza,
że mało zarabia i oczekuje podwyżki a do powrotu przekonał ją nowy służbowy
samochód. Później przypomina, że kończy pracę godzinę wcześniej (2 x 0,5
godziny na karmienie). Spotkanie w dziale. Rozmawiamy o zadaniach. Dzielimy
się. Cieszymy - teraz będzie łatwiej. Dziś, godz. 10.00 - wpada do mojego
gabinetu i informuje, że mały ma zapalenie płuc i dostał skierowanie do
szpitala. Dzwoni wieczorem. Synek zostanie w szpitalu przynajmniej przez
tydzień. Co będzie dalej? "Zobaczymy". Aha... Koniec bajki. To oczywiście nie
moja sprawa ale jest jeszcze mąż policyjny emeryt, który nie pracuje i dwie
babcie, które "biją się o to, która będzie opiekować się małym". Bardzo ją
lubię, ale... Jutro daję ogłoszenie do "Wyborczej".