Gość: Maik
IP: *.zeblach.com.pl
20.02.07, 07:35
Witam, chciałbym opisać swoją sytuację i prosić o komentarz do niej i
ewentualnie podpowiedź jak rozwiązać problem.
Otóż 2 lata temu zatrudniłem się w pewnej firmie jako kierownik działu
marketingu. Marketingu który nie istniał, stworzyłem całe podwaliny firmy
włącznie z bazami danych klientów dostawców, cenniki i pełną informację o
firmie. Czyli to co marketing robić powinien.
Firma do dzisiaj rozwinęła skrzydła, chociaż w chwili obecnej nieco musimy
podcinać pióra, bo nie ma komu pracować.
Problem w tym, iż zostałem zwerbowany do firmy obietnicami jak będzie
wspaniale i oczekiwaniami co do mojej osoby i pracy jaką mam wykonywać.
Na umowie jasno określone jest, jestem kierownikiem marketingu. Z racji
wykształcenia miałem zająć się również systemem jakości, ale ten temat stoi i
nie jest rozwijany.
Rok temu, szef zwolnił kierownika zakładu z uwagi na to iż chłop ponoć sobie
nie radził. Bez szczegółowej konsultacji ze mną, zrzucił na mnie całość
obowiązków kierownika zakładu.
Jednocześnie w części budynku firmy trwa remont na prywatne włości szefa,
czyt. mieszkanie.
W chwili obecnej moja praca polega w 10% na prowadzeniu marketingu, a w
pozostałych 90% wykonuję pracę szefa zespołu kierując budowlańcami - ekipą
która pracuje nad jego prywatnym mieszkaniem, a ponadto kieruję resztą firmy z
doglądaniem wysyłek i przyjęć towaru włącznie.
Ostatnio co raz częściej jestem "wysyłany" przez prezesa po materiały
budowlane, a w większości wyjazdów sam te materiały budowlane muszę ładować do
auta, czy to worek tynku czy czegoś innego.
Nie jest mi to wogóle w smak. Często jestem przez to ubrudzony o
niezadowoleniu nie wspomnę.
Wczoraj szef z wielkim oburzeniem stwierdził iż auta są brudne i że wyznaczy
nam dzień na ich mycie.
Na nasz zdecydowany sprzeciw, iż owszem możemy zawieźć na myjnię ale nie myć
sami - on wielce się oburzył, stwierdził iż to jest narzędzie pracy, a
narzędzia pracy mają być czyste.
Powoli zbiera się we mnie chęć poszukiwania paragrafu na jego zachowanie.
Nigdy oficjalnie nie zaproponował zmiany umowy na "durnia co robi wszystko".
Kwestię wypłaty nie będę poruszał bo nie chcę się wydawać na pośmiewisko.
Wiem, część winy leży po mojej stronie, nie potrafiłem wcześniej asertywnie
zareagować i godziłem się na wiele ustępstw. Ale z pracą w moim regionie nie
jest wesoło, więc trzeba było czasem zagryźć zęby.
W tej chwili mam serdecznie dość pracy tutaj i wykonywania tego co nie było
ustalone. Nigdy bym się nie zgodził na pracę jako nadzór budowlany ani też
jako tragarz czy jego dostawca prywatnych rzeczy.
Proszę o rozsądne komentarze, ew. podpowiedź jak sytuację rozwiązać prawnie,
chętnie oskarżył bym go w tej chwili o zlecanie pracy niezgodnej z określonymi
obowiązkami, lecz karty i zakresu obowiązków, oficjalnie u nas nikt nie
określił (może i celowo).
dziękuję