Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      rozmowy, które długo się pamięta...

    IP: 81.210.83.* 29.03.07, 17:53
    To straszne w jaki sposób pracodawcy traktują potencjalnych kandydatów na
    rozmowach. nie mówię tu o wszystkich, choć wierzcie mi - mogę napisać o tym
    książkę...
    Dziś wyszłam z jednej, ba, prawie zostałam wyrzucona. Za co? Ano za to, że
    jestem pewna siebie. I zaciskam znowu pięści, bo przecież tak trzeba.
    Tacy rekrutujący, którzy tak naprawdę nie mają zielonego pojęcia o
    rekrutacji, no ale przecież są "bogami" myślą, że wszystko im wolno, łacznie
    z traktowaniem ludzi jak małe istoty - mało mówiąc. Wymagają pokory, sami nie
    znają zasad dobrego wychowania - bo po co przepraszać za półgodzinne
    spóźnienie, jak przecież to ich czas się liczy! Pracują w luksusowych
    warunkach, a im osobiście słoma spod biurka wystaje. Kto dał im ten wstrętny
    jad??? Czy nie opłaca się być ludzkim, normalnym człowiekiem?
      • 0tdr0 Re: rozmowy, które długo się pamięta... 29.03.07, 19:07
        Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Znam osoby, ktore szukajac pracy
        mialy takie podejscie i opinie jak Ty. Potem dostawaly stolek i odpowiadaly za
        rekrutacje. I nagle sie okazalo, ze robia to tak samo ja rekrutujacy, ktorzy
        wczesniej prezprowadzali z nimi rozmowy.
        Rekruter powinien byc przede wszystkim profesjonalista i czlowiekiem przez duze
        C. Ale jak to osiagnac, kiedy agencje zatrudniaja na te stanowiska panienki bez
        doswiadczenia, ktorym placi sie pensje minimalna albo wrabia w poldarmowy staz.
        Bo to sie ucza, na ludziach. Czesto nie ma ich kto nawet nauczyc zachowania i
        podstaw psychologii.
        Jako osoba posiadajaca pewne doswiadczenia w tym wzgledzie czesto mam mieszane
        uczucia. Pomieszanie rozbawienia i zlosci, kiedy widze, gdy w trakcie rozmowy
        wykorzystuje sie techniki podrecznikowe. Nie dosc, ze teoretyczne same w sobie,
        nie uwzglednieniajace indywidualnych cech rozmowcy, to jeszcze w topornej
        formie, z tonem kompleksu wyzszosci w glosie rekrutera.
        Kadrowi w duzych firmach (nie wszystkich, bo tez bywalo zabawnie) o wiele lepiej
        rozmowy przeprowadzaja. Ale oni przynajmniej wiedza, czym sie pracownik bedzie
        zajmowal i co mu do pracy bedzie potrzebne. W przeciwienstwie do nie znajacej
        zadnych realiow panienki z agencji posrednictwa, ktora takie same pytania zadaje
        kandydatowi na managera lub specjaliscie, a takie same pracownikowi do pracy na
        tasmie fabrycznej.
        • Gość: niezniszczalna Re: rozmowy, które długo się pamięta... IP: 81.210.83.* 30.03.07, 09:33
          ...póki co jestem po przeciwnej stronie biurka, a więc tej - która
          jest 'przepytywana'. Nie moim celem rekrutowanie. Przychodzą mi tylko dwie
          myśli do głowy: a) dlaczego w szanowanej się firmie rekrutację przeprowadza
          dyrektor, który nie ma pojęcia o rekrutacji?
          b) zauważyłam w swojej sytuacji pewien absurd: aplikowanie do firm, w których
          pracują niekompetentni ludzie, a więc aplikowanie na pracę właśnie z takimi
          ludźmi.

          Podzielę się z Wami jeszcze czymś. Ostatnio pewna firma ogłosiła konkurs na
          pewien projekt. Zwycięzca miał zostać zaproszony na rozmowę. Wydawałoby się, że
          to znowu poważna firma. Projekt robiłam po nocach, ale dopięłam swego choć
          połowicznie - wysłałam. Nie dostałam potwierdzenia, nie dostałam informacji o
          wynikach i kiedy ów kokurs raczy się zakończyć. Po prau dniach zapytałam, czy w
          ogóle dotarł. Dostałam odpowiedz, że projekt moj sie spodobal i wkrotce zostanę
          zaproszona na rozmowę...
          Do dzisiaj nie dostalam zadnego zaproszenia. Do dzisiaj nikt się nie odezwał.
          Co myśleć? Ilu było takich jak ja? (Nie wiem czy mimo zastrzezeń moj projekt
          nie zostanie wykorzystany?) Może firmie po prostu skonczyły się pomysly i
          szukali "jeleni". To jakiś dramat.
          • 0tdr0 Re: rozmowy, które długo się pamięta... 30.03.07, 12:12
            Z doswiadeczenia wiem, ze rekrutacje przy ktorych trzeba pisac wymagajace
            pomyslunku i sporej ilosci czasu projekty to oszustwo.
            Szczytem bezczelnosci byla firma ekologiczna, ktora mamila praca a potem
            proponowala darmowy pseudowolontariat przy pisaniu projektow na okres 2
            miesiecy. Po nim mialo nastapic zatrudnienie. Zeby bylo smieszniej- chwalil sie
            prezd kandydatami, ze tak fajnie sie u nich pracuje, ze niektorzy
            "wolontariusze" juz po 9 miesiecy odwalaja robote za darmo.


            Co do Twoich uwag:

            a) czasami dobrze, gdy to glowny boss rekrutuje. Szczegolnie jesli dotyczy to
            rekrutacji na stanowiska HR czy w ksiegowosci (czyli tam gdzie wiedza jest
            teoretycznie potrzebna a chetnych do pracy w nich multum)- byaw, ze sami
            pracownicy tych dzialow uwalaja kandydatow bojac sie o wlasne stolki lub
            szykujac je pod znajomych. Czasami szefowi bardziej zalezy na zgraniu sie
            zespolu i zatrudnieniu kogos o odpowiadajacych mu cechach charakteru niz na
            wysrubowanych kompetencjach- w koncu on pracownikami bedzie zarzadzl i chce
            sobie ulatwic sprawe nie przyjmujac osob konfliktowych czy zbyt biernych.

            b) to niestety sie zdarza. I to bardzo czesto. Z drugiej strony to z czasem
            wychodzi kto jest niekompetentny a kto odniosl mylne wrazenie. I tu pytanie bez
            dobrej odpowiedzi- czy na rozmowie popisac sie swoja wiedza (i wyjsc na
            "fizolofa" i zagrozenie dla niekompetentnych) czy udawac osobe mniej znajaca sie
            na swojej dzialce (i wpasc w role zoltodzioba, ktoremu trzba bedzie pomagac, ale
            ktory moze pokserowac).
            • Gość: niezniszczalna Re: rozmowy, które długo się pamięta... IP: 81.210.83.* 30.03.07, 12:20
              a. Dobrze dobrze, boss rekrutujący kandydatów na rekrutujących wg własnych
              wartości. Pytanie co z innymi stanowiskami. Prześwietlenie osoby wg własnych
              kryteriów to nie wszystko. Przecież trzeba mieć o tym pojęcie, jakie pytania
              zadawać (inne stanowiska), na co zwracać uwagę. Mało jest tych co mają wszystko
              w jednym.

              b. Jestem za tym, żeby nie udawać na rozmowach, tylko być sobą. Może w końcu
              sie trafi w 10kę...
              • 0tdr0 Re: rozmowy, które długo się pamięta... 30.03.07, 13:09
                To i tak boss decyduje jak to wyglada. To jest nie do przeskoczenia. Boss sobie
                ubzdura, ze informatyk-programista ma zarabiac 1200 netto, a rekrutujacy musi go
                posluchac. W efekcie rekrutujacy wychodzi na debila (nawet w przypadku, gdy
                mysli zdrowo). W takim przypadku jedyna szansa na znalezienie pracownika jest
                odwazny kadrowy (posrednik), ktory w sposob skuteczny przekona szefa.
              • Gość: Mnich Re: rozmowy, które długo się pamięta... IP: *.foke.pl 30.03.07, 20:08
                Odpowiedż jest prozaiczna ZNAJOMOŚCI jak je masz to masz niezłą pracę, bez
                względu na kierunek studiów. Studia nawet INŻ to papierek, gdzie może 10%
                wiedzy ze studiów jest zbieżna z rzeczywistością!! A tych 90% można nauczyć
                każdego "w praktyce". Mówię tak bo sam jestem tego przykładem.
                Skończyłem "ekonomiczne" i w moim zawodzie nie miałem znajomości, ale w
                elektronice owszem. Jestem asystentem INŻ i robię studia INŻ zaoczne. Pracę
                traktuję jako żródło wiedzy a studia na polibudzie jako formalność, bo praktyka
                to jest to co tworzy z człowieka fachowca!!
      • alpepe Re: rozmowy, które długo się pamięta... 30.03.07, 12:52
        mam pewne doświadczenie, nie jestem zdesperowana... ostatnio, trochę poniekąd
        przez znajomość poszłam na rozmowę, aczkolwiek znajomy nawet nie proponował tej
        pracy swojej żonie, mojej przyjaciółce, bo wiedział, że to może być kanał. Tak
        więc poszłam na rozmowę. Firma ponad 10 lat na rynku. Dwóch preziów. Złapali
        przedstawicielstwo na Polskę pewnej firmy niemieckiej. Chcieli tłumacza, ale
        najchętniej na um-zlecenie, ew. ćwierć etatu, a roboty przecież na dwa etaty:
        tłumczenia dokumentacji technicznej, specyfikacji, folderów,
        instruktaży(wszystko ciężkie słownictwo techniczne), tłumaczeń przy szkoleniu
        pracowników. Na cały etat by było 1500 brutto, ale oni by zatrudnili najchętniej
        na godziny, do tego, praca pisemna do domu :/.
        Nie zdradzałam się, że wiem, że zatrudniają stale innych stażystów w marketingu,
        by nie płacić im normalnych pieniędzy i że wszystko by chcieli za darmo.
        Rozwalił mnie tekst: bo dla nas praca na etat, to koszt!!!
        I jeszcze jedna perełka: bo taki tłumacz, to też będzie musiał się uczyć, więc
        to jakby stażysta.
        Normalnie śmiech na sali. Podałam stawki zaporowe, aczkolwiek niższe o 60% od
        tych z biur tłumaczeniowych, ze świadomością, że wezmą kogoś z bylejakim
        niemiecki, kto będzie b. zdesperowany i będzie tłumaczył "po polskiemu".
        • Gość: jano Re: rozmowy, które długo się pamięta... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.07, 01:42
          Nie mieści mi się to w głowie, że pracodawca
          nie może zrozumieć, że oszczędzając na pracowniku 100 PLN
          traci na jakości jego pracy przynajmniej 200 PLN.
          Prawdziwym kosztem nie jest etat a ciągłe rotacje
          i związane z tym koszty douczania, szkoleń itp.
          No i przy małych pieniądzach małe zaangażowanie pracownika.
          Amen.
      • Gość: bezrobotna Re: rozmowy, które długo się pamięta... IP: *.ghnet.pl 01.04.07, 13:37
        A propos rekrutujących. Na rozmowie usłyszałam pytanie o stan cywilny. A kiedy
        zapytałam jaki ma to z wiązek z pracą, którą proponują usłyszałam: Różne są
        pytania na rozmowach kwalifikacyjnych. No tak pytania są różne ale musi być
        jeszcze jakiś sens w ich zadawaniu
    Pełna wersja