sybic1
01.04.07, 00:06
Byłam na wstępnym tym całym "assesment center" i rozmowie. Przepraszam za
dosadne słowa, ale to chyba najbardziej "frajerska" praca jaką można sobie
wyobrazić. Łażenie po firmach... to nie pomyłka... ŁAŻENIE, 6 firm dziennie na
piechotę. Jak sprzedawca noży czy perfum na ulicy, auta to niedościgłe
marzenie, tylko dla wyższych kanałów sprzedaży. I jeszcze z tandetną teczką i
koniecznie w garniturku i krawacie (jeśli to facet, kobiety mają pod tym
względem większy luz, przynajmniej te 2-3 które widziałam w biurze), jak na
pierwszą komunię :))) Jestem ciekaw, czy w Ditelu i PF też tak jest. Umawianie
się z firmami, które mają nas kompletnie w d... Ściema, że trzeba
zaktualizować numer telefonu i "omówić kwestię wpisu: :))) Omawiać to można
lekturę w szkole, czy fajny film, a nie gó...ną linijkę tekstu w książce.
Nierealne plany sprzedaży. Rozmawiałam ze znajomą, która stamtąd odeszła
(oddział Poznań) i co usłyszałem. Na początkowym kanale w miarę zdolny i
pracowity handlowiec jest w stanie zrobić 7-8 tysięcy miesięcznie, w porywach
do 10-ciu. Kiedyś cele były właśnie w tej okolicy i dało się zarobić, teraz
firma skąpi na wszystkim (w tym na premiach) i jest cel kilkanaście tys., z
tego co się zorientowałam, rzadko kiedy ktoś go robi. Taki rynek i nic się tu
specjalnie nie zmieni, na początku obsługuje się firmy, które zniechęciły się
do reklamy w PKT, lub takie, których strategia marketingowa nie przewiduje
tego typu wydatków. Trzeba podobno wmawiać gościowi, który prowadzi jakiś tam
swój biznes i przez 12 lat zjadł na nim zęby, że szukają go akurat w PKT i że
jaka wielka tragedia będzie jak nie zapłaci za wpis (podstawowy coś koło 300
zł). Naprawdę PKT uważa, że ludzie to tacy kretyni? Robota dla desperatów.
Zresztą, podobno nawet funkcyjnych dobiera się z tych, którzy długo byli na
bezrobociu, bo widocznie nikt normalny tam nie chce zasuwać. Ludzie się
generalnie zaczynają szanować, to dobry znak. Ja naprawdę nie wiem, jakim
trzeba być frajerem, żeby zamówić reklamę graficzną w książce. Gdyby zresztą
PKT i Eniro były tak skuteczne i świetne to nie potrzebny byłby przedstawiciel
tylko ludzie sami by walili drzwiami i oknami, nie? :)))
Moje wrażenia są takie, że to kolejna ściema, czyli sprzedaż zupełnie zbędnej
rzeczy i pazerność właścicieli firmy. I oczywiście mgliste obietnice wielkich
zarobków, nie potwierdzone empirycznie.
Ma ktoś podobne odczucia? Ktoś pracował lub pracuje w tej firmie, jak tam jest
naprawdę?