Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...?

    IP: *.devs.futuro.pl 27.04.07, 18:03
    Dosc rzadko odwiedzam ostatnio Polske i musze przyznac, ze wiele rzeczy
    zaskakuje mnie na plus. Ale jest pare takich, ktore sprawiaja, ze jakbym miala
    noz w kieszeni to na pewno by sie otworzyl. I to nie raz.

    Szczegolnie zaskakuje mnie zachowanie sprzedawcow. Sa mili i fantastyczni jak
    widza, ze wchodzi klient (czyli ja) i mozna mu cos wcisnac. Ale w momencie
    kiedy klient zaczyna zadawac pytania, to nagle okazuje sie, ze nie dosc, ze
    malo ktory sprzedawca wie jak na nie odpowiedziec, to w jakis niezrozumialy
    dla mnie sposob zaczyna nadrabiac brak tej wiedzy opryskliwoscia i
    protekcjonalizmem polaczonym niemal z pogarda dla pytajacego. A jak juz mu sie
    wydaje, ze cos wie, to forsuje ta swa wiedze z poczuciem niezachwianej
    wyzszosci i politowaniem dla idioty-klienta, ktory pyta.

    Podam przyklad. Kupowalam ostatnio przelaczke do pradu - chcialam cos
    uniwersalnego, co pozwoli mi przelaczac wtyczki polskie, amerykanskie i
    brytyjskie, ale wiem, ze przelaczka taka nie konwertuje pradu, ktory jest w
    gniazku. Tymczasem z niezachwianym poczuciem wyzszosci sprzedawca, jego
    kolega, a potem nawet kierownik, wciskali mi kit o tym jak to ta przelaczka
    cudownie dziala i ze moge podlaczyc do niej jakikolwiek sprzet i sprzet sie
    nie pali. Potraktowali mnie jak kobiete-idiotke, ktora zadaje glupie pytania,
    niemal przewracajac oczami na moje pytania "czy na pewno". "Alez oczywiscie",
    "a co Pani mowi" wypowiedziane z drwina - to wszystko co udalo mi sie uslyszec
    od Panow. Nie musze Wam chyba mowic, ze jednak spalilam sobie transformator
    jak tylko przyszlam do domu... ;) Potem, chcac kupic podobny poszlam do sklepu
    z elektronika i grzecznie poprosilam - na co sprzedawca "och, ach, co za
    idiotka", przeciez Pani nie wystarczy transformator, bo wtyczka jest inna i
    takiej tu Pani nie dostanie". Oczywiscie z drwiacym usmieszkiem. Ja mam
    pytanie - czy nie mozna tego powiedziec bez tej drwiny??? Czy ja naprawde
    pytam o takie glupie rzeczy? Czy nie mozna po prostu potraktowac klienta
    normalnie i po prostu mu wszystko wyjasnic jak trzeba i poradzic???

    Druga sprawa. Poszlam z mama do salonu Orange spytac o pare spraw. W trakcie
    rozmowy (jak tylko sie okazalo, ze nie kupujemy telefonu - bardzo
    nieprzyjemnej!) okazalo sie, ze Pani nic absolutnie nie moze w pewnej sprawie
    zrobic, ale oczywiscie, zeby poradzila co zrobic to ona nie wie, i ona tu nie
    jest od tego. U niej sie tego nie zalatwi i basta! Poza tym ton, z ktorym
    panna z nami rozmawiala obfitowal w "alez oczywiscie" "jak sobie Pani to
    inaczej wyobraza" itp. itd. Wytrzymalam. Zapytalam, czy mozna rozwiazac nasz
    problem zrobieniem cesji umowy. Na co ta wyfiokowana bzdziagwa ze swietym
    oburzeniem "ale to musialyby Panie byc do tego przygotowane, a to duzo
    dokumentow trzeba, zaswiadczenie o tym, owym i smym" - po co ta uwaga byla?
    Nie wiem. A co pindzie obchodzi czy my jestesmy przygotowane czy nie??
    Dlaczego po prostu nie moze poradzic co zrobic i poprosic o wymagane
    dokumenty? Mama sie zdenerwowala i powieidziala, ze jak tak to ona zadnej
    cesji robic nie bedzie. Na co panienka stwierdzila, ze ona nas przeprasza i
    zostawiajac nas ot tak po prostu poszla do innego klienta (ktory zapewne
    kupowal cos...). Nie wytrzymalam i poprosilam o nazwisko przelozonego i
    powiedzialam jej, ze jak tylko znajde czas to zloze na nia taka skarge, ze sie
    nogami nakryje.

    To takie dwie historie - jestem wkurzona tym prostackim zachowaniem ludzi,
    ktorym sie wydaje, ze wykonuja najwazniejsza prace na swiecie, wiedza
    wszystko, a klient to kretyn, ktoremu mozna wcisnac kazdy kit i to z tekstem
    "alez oczywiscie, bo ja tak mowie" na ustach. Tyle tylko, ze to nie byly
    urzedy, ani inne oslawione instytucje panstwowe, w ktorych petentowi nalezy
    pokazac gdzie jego miejsce, ale normalne sklepy! Powiem szczerze, ze nie
    dziwie sie dlaczego niektorzy ludzie nie moga znalezc pracy. Bo 9 na 10 w tej
    pracy nijak sie nie sprawdzi.

    PS. Aha, z jednego sklepu wyproszono mnie bo mialam kawe w kubku :(
    Dlaczego??? CZy w Polsce chodzic z kawa to zbrodnia???
      • Gość: Mis Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: 193.0.116.* 27.04.07, 18:19
        Dosiu chyba jesteś przewraźliwiona. A co do pracy sprzedawców to oni są od
        sprzedawania, a nie przyjmowania reklamacji, czy bieżącej obsługi klientów.
        Twoja skarga na pracownicę Orange do jej przełożonego nic nie wniesie. Targety
        sprzedażowe ma ta pracownica i jej kierownik i ich kierownik wyżej też.
        Rodzi się pytanie dlaczego Orange nie stworzyło miejsca pracy dla osoby
        zajmującej się bieżącą obsługą, reklamacjami itp. Może się firmie nie opłacało?
        • Gość: Dosia Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: *.devs.futuro.pl 27.04.07, 18:26
          Moze jestem przewrazliwiona. Moze za granica jestem slepa i tego nie widze i
          dlatego wydaje mi sie, ze sprzedawcy sa mili i potrafia doradzic ;) Mozna to
          roznie tlumaczyc.
          A dlaczego w Orange nie ma miejsca pracy dla takiej osoby? Nie wiem. Jako
          klienta mnie to nie obchodzi. Nie wiedzialam, ze opieka nad klientem konczy sie
          w momencie sprzedania mu telefonu... ;)
          I nawet nie o ten Orange mi chodzi, tylko o ten blysk w oku sprzedawcy gdy
          probuje udowodnic klientowi, ze jest zerem. Tak jakby w pracy sprzedawcy
          chodzilo o udowodnienie, ze wie sie wiecej, a nie o to, aby klientowi skutecznie
          doradzic. Rozumiem, ze w wielu przypadkach moze to sie rodzic z frustracji o np.
          "ja z wyzszym wyksztalceniem z zarzadzania musze doradzac idiotom jaka wtyczke
          do gniazdka kupic"... Z drugiej strony na forum pelno ludzi, ktorzy narzekaja,
          ze pracodawcy nie chca ich zatrudnic bo maja za wysokie kwalifikacje. I chyba
          juz wiem dlaczego...
          • 0tdr0 Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? 27.04.07, 18:48
            Polska to taki dziwny kraj, w ktorym na kazdym kroku chce sie oszczedzac. Do
            tego celu sluza rozne programy zwiekszania wydajnosci, obrotow- co oczywiscie
            nie przeklada sie w prosty sposob na wzrost zarobkow (w handlu przynajmniej
            prowizje sa- gdzie indziej nie. A w jaki sposob najlepiej zwiekszysc wydajnosc?
            Poganiajac pracownika wszelkimi mozliwymi metodami (nie zawsze widocznymi dla
            klienta). Efektem jest to, ze zamiast skupic sie na pojedynczym kliencie
            pracownik musi wyrobic norme lub nadazyc obslugujac ludzi po lebkach. Niewazne
            czy to sklep, urzad, szkola czy fabryka (tutaj jest za to problem z jakoscia
            wyrobow- z tym ze zle zrobiony wyrob mozna wyrzucic, a z klientem sprawa
            ciezsza). Kazdy przypadek nietypowy wybija z rytmu i budzi niechec i tak sie
            stalo w Twoim przypadku. Zamiast zatrudniac kolejne osoby mogace odciazyc
            personel niezdolny na odpowiednim poziomie obsluzyc ludzi robi sie cos gorszego-
            zmusza do nadgodzin wkurzony, wymeczony personel, albo jeszcze bardziej podkreca
            obroty. Efekt jest taki, jaki jest. Zeby bylo smieszniej- Polacy sami go nakrecaja.

            Popatrz chociazby na rownolegly temat o nauczycielach- w zawisci dyskutanci
            domagaja sie tego, zeby nauczyciele po lebkach, tasmowo traktowali ich dzieci, a
            takze zeby ich dziecmi zajmowaly sie starsze osoby, ktore nie nadaja sie juz do
            przekwalifikowania sie i same potrzebuja opieki.

            Popatrz na komentarze dotyczace wielu roznych zawodow- co rusz ktos komus
            wytyka, ze musi sie ciut bardziej naharowac. Zarzuca sie ludziom wszelkich
            odpowiedzialnych profesji, ze maja te mozliwosc (a czasmi sie uogolnia, bo mgoa
            miec rowniez kupe roboty) by skupic sie na konkretnym zadaniu o minute lub dwie
            dluzej. To, ze bedzie ono lepiej wykonane- na to sie nie patrzy. Wazny jest
            czynnik zmeczenia. A to, ze ktos nadrobi cos inteligencja? Tez sie to nie liczy-
            skoro inteligentnie, szybciej i lepiej rozwiazal problem- to trzeba mu roboty
            jeszcze dowalic.
            • Gość: Dosia Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: *.devs.futuro.pl 27.04.07, 18:55
              Madrze piszesz :)
              Zastanawia mnie kwestia prowizji. Bylam ostatnio w Castoramie kupic pare rzeczy.
              Dwoch sprzedawcow mnie zbylo, albo machnelo reka w stylu "tam to Pani znajdzie"
              (efekt: znalazlam, ale nie to co chcialam i teraz musze zwracac ;)), ale jeden
              okazal sie calkiem pomocny (wyjatek potwierdzajacy regule) i doradzil mi w
              kwestii wiertarki. Wzielam ta wiertarke i pytam, czy mam jakos przy kasie
              powiedziec, ze mi pomagal, a on na to, ze nie. I zdziwilo mnie to troche, bo
              oznacza, ze on chyba nie dostanie prowizji za to, ze sprzedal mi ta
              wiertarke...? Jak to jest, czy ktos sie orientuje?
              • 0tdr0 Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? 27.04.07, 19:09
                Zalezy od sklepu. W hipermarketach nie ma prowizji. Z reguly sa w miejscach,
                gdzie podpisuje sie umowy na dluzej (abonamenty telefoniczne, banki,
                ubezpieczenia itd itp.) Choc w malych sklepach, gdzie personelu jest malo (czyli
                np. sklepy w pasazach handlowych) tez sie to zjawisko spotyka. Jest to jakis
                sposob na motywacje, ale zazwyczaj jest przeklenstwem bo trzeba wyrobic spora
                norme. Zamiast cierpliwego zbierania premii mamy wtedy do czynienia z "wyscigiem
                z czasem".
                • Gość: Dosia Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: *.devs.futuro.pl 27.04.07, 19:16
                  Rozumiem. Zawsze wydawalo mi sie, ze taka prowizja od sprzedazy dziala
                  motywujaco. Tylko oczywiscie musi byc odpowiednio duza (+gola pensja) aby
                  sprzedawca nie musial obsluzyc tysiaca klientow, zanim zarobi na coca-cole... ;)
                  Nie wiem jak to robia za granica, ale nie pamietam abym czesto spotykala sie ze
                  zniecierpliwieniem sprzedawcy, ze zabieram mu zbyt duzo czasu. Wrecz przeciwnie
                  - zadaje glupie pytanie pt. "szukam spiwora, ale sama nie wiem, nie znam sie,
                  prosze mi cos doradzic" itp. I wtedy nastepuje seria pytan "dla kogo spiwor,
                  gdzie jedziesz, kiedy, polecam to i to, mam na imie tak i tak". Koniec
                  transakcji - 5 minut. Sprzedawca idzie do nastepnego klienta. I w zadnym
                  momencie nie czuje sie jak debilka, ktora nie wie nic o spiworach. Mam wrazenie,
                  ze w Polsce scena by wygladala tak, ze zapytalabym, "przepraszam, szukam
                  spiwora", a sprzedawca zapytalby "a jakiego?", po czym ja np. "a moze ten spiwor
                  jest dobry", a sprzedawca by mi powidzial "oczywiscie, ze jest dobry, a co Pani
                  myslala!", albo "przeciez w tym Pani zmarznie (w domysle: przeciez to oczywiste!) ;)
                  • Gość: Ola Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: 193.0.116.* 27.04.07, 19:52
                    Na cywilizowanym świecie są pensje na przyzwoitym poziomie, nawet w marnej
                    pracy, wybór towaru jest większy i można pomóc w wyborze. Tu w Polsce masz
                    wciskać produkty klientom i pracowników szkoli się do bezmyślnej ilościowej
                    sprzedaży, a nie do pomocy klientowi. Znam ten system od strony sprzedaży, w
                    dużej międzynarodowym banku. Tam i prezes i dyrektorzy twierdzieli, że u nich
                    doradcy są do sprzedaży, a nie do doradzania.
              • Gość: polpot Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.07, 19:36
                Gość portalu: Dosia napisał(a):

                > Madrze piszesz :)
                > Zastanawia mnie kwestia prowizji. Bylam ostatnio w Castoramie kupic pare rzeczy
                > .
                > Dwoch sprzedawcow mnie zbylo, albo machnelo reka w stylu "tam to Pani znajdzie"
                > (efekt: znalazlam, ale nie to co chcialam i teraz musze zwracac ;)), ale jeden
                > okazal sie calkiem pomocny (wyjatek potwierdzajacy regule) i doradzil mi w
                > kwestii wiertarki. Wzielam ta wiertarke i pytam, czy mam jakos przy kasie
                > powiedziec, ze mi pomagal, a on na to, ze nie. I zdziwilo mnie to troche, bo
                > oznacza, ze on chyba nie dostanie prowizji za to, ze sprzedal mi ta
                > wiertarke...? Jak to jest, czy ktos sie orientuje?

                W marketach jest tak że sprzedawcy nie wolno doradzać klientowi w sprawie wyboru
                towaru a chodzi tylko o to by market sprzedał maksymalnie dużo badziewia bo to
                przynosi zysk.
          • Gość: Ola Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: 193.0.116.* 27.04.07, 18:58
            A dlaczego nie mieszkasz i nie pracujesz w Polsce? Wiele tych polskich
            pracowników z za wysokimi kwalifikacjami myje gary w Londynie, sprząta i jest
            zadowolonych z pracy za którą im płacą i tu nie chodzi o wykształcenie. A
            wydaje mi się, że ty masz jakieś kompleksy na punkcie wysokich kwalifikacji.
            Opieka nad klientem kończy się w momencie sprzedaży telefonu, bo taka jest
            strategia ekspansji firmy na takim rynku jak nasz. Za granicą takie numery
            kończą się zerwaniem umowy, sprawą w sądzie, a u nas dalej ciemnogród. Ale mam
            nadzieję, że już nie długo, nasza świadomość jako konsumentów wzrasta...
            • Gość: Dosia Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: *.devs.futuro.pl 27.04.07, 19:10
              Wlasnie nie do konca zgodze sie z takim twierdzeniem. Ja rozumiem, ze to taki
              rynek, ze ekspansja, ze wysrobowane targety sprzedazowe, ale na Boga, przeciez
              sprzedawcy sa ludzmi. Z krwi i kosci. To jak pracuja zalezy od nich! To, ze maja
              ciezka prace nie znaczy, ze musza mnie traktowac z wyzszoscia i kwitowac
              glupowatymi usmieszkami moje proste pytania. Nie jest sztuka sprzedac cos komus
              kto i tak to kupi bo po to przyszedl. Sztuka jest zostawic dobre wrazenie i
              dobrze doradzic nawet gdy klient TERAZ nic nie kupi. Przeciez dobrze
              potraktowany moze wrocic JUTRO, przyprowadzic znajomych, ktorzy tez cos kupia
              itp. itd. I na to trzeba sobie zasluzyc uprzejmoscia na codzien. I przykro mi,
              ale taka taktyka nie zalezy od firmy w jakiej sie pracuje, ani targetu
              sprzedazowego jaki sie ma, tylko od tego, czy chcesz, czy nie chcesz powaznie
              traktowac swoje obowiazki. Polskim sprzedawcom jeszcze daleko do takiego
              podejscia. W dodatku, niewiadomo z jakich powodow, chca mi udowodnic, ze sa ode
              mnie madrzejsi. Po co? Nie wiem. Przeciez to, ze ja sie czegos pytam nie znaczy,
              ze kwestionuje ich wiedze, albo przyszlam do sklepu pochwalic sie moja i tylko
              czekam na czym moge ich zagiac, tylko... wlasnie prosze o ich rade! Mam
              wrazenie, ze to jest jakis "polski efekt psychologiczny" pt. "ocho! Moge komus
              udowodnic jaki madry jestem!". Ludzie sprawiaja wrazenie jakby ich kto atakowal
              i musza sie w ten sposob bronic... Sama juz nie wiem.
            • 0tdr0 Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? 27.04.07, 19:24
              Bo tam sa zmotywowani dobra placa a nie krzykami lub zlosliwosciami kierownika.
              Bo na zachodzie szanuje sie pracownika.
              Slyszalas o mechanizmie psychologicznym znanym jako "kolejnosc dziobania".
              Najbardziej znany jego przyklad jest taki:

              Kierownik wyzywa sie na pracowniku.
              Pracownik wraca do domu i odreagowuje stres z pracy wyzywajac sie na zonie.
              Zona wyzywa sie na dziecku.
              Dziecko bije inne, slabsze dziecko w szkole chcac bezmyslnie wziac odwet za
              podla atmosfere w domu i dowartosciowac sie.
              Slabsze i przesladowane dziecko kopie koty.


              W tym przypadku stres, rutyna i silne nacisk na tylko i wylacznie finansowe
              efekty robi swoje.

              Mam prace, ktora lubie, ktorej czesc polega na bezposrednim kontakcie z
              klientem. Trafiaja do mnie rozne osoby (od inteligentnych po "ciezko
              kapujacych"). Wszystkim im staram sie kompetentnie pomoc. Ale czasami zauwazam w
              sobie podswiadoma niechec do niektorych z nich juz od pierwszych slow (uczucia
              te moze sprowokowac nadmierny tupet, nadmierne wycofanie utrudniajace nawiazanie
              kontaktu, albo po prostu przerwanie mi pisania jakiegos skomplikowanego
              raportu). I jesli szybko sie z tego odczucia nie otrzasne, to podswiadoma,
              niesprowokowana niechec zacznie byc widoczna. Im bardziej zmeczony jestem, tym
              mniej racjonalnie podchodze do ludzi, a bardziej przez pryzmat tajonych emocji.
              Cala sztuka polega na kontrolowaniu emocji, by nie wyplynely na wierzch, a
              kontrole przejela rzeczowa swiadomosc.
              Wyobraz sobie, ze wykonujesz prace, ktorej nienawidzisz, za ktora placa Ci
              minimalna pensje i jeszcze Toba szef pomiata. A ludzi obslugujesz glownie ku
              jego korzysci. Wchodzi upierdliwy klient- latwo sie domyslic jakie bedzie Twoje
              podejscie.
              • jwojciec Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? 27.04.07, 20:47
                > Bo tam sa zmotywowani dobra placa

                Wszyscy co tak pisza widza tylko jedna strone medalu, a jakos nie dostrzegaja
                tej drugiej. Otoz w takim USA, gdzie sprzedawcy calkiem dobrze zarabiaja, nikt
                nie z nich nie slyszal o 26 roboczo-dniowym urlopie w roku, o ubezpieczeniu
                medycznym, o skladkach emertyalnych, o dlugich weekednach, o platnych
                zwolenieniach czy urlopach maciezynskich. A w Polsce ludzie chcieliby pracowac
                jak w Polsce a zarabiac jak na zachodzie. A to nie idzie w parze.

                Od siebie dorzuce sytuacje z torunskiego sklepu z ciuchami Re-Serve, w ktorym
                obsluga zajeta byla radosnymi pogaduszakami 2 metry od nas, a my sami
                musielismy skakac by dosiegnac zawieszona wyzej rozmiarowke. Nikt sie nei
                ruszyl by pomoc nam znalesc co czego szukalismy, ale kiedy z nareczem ciuchow
                zmierzalismy do kasy, pogaduszki natychmiast zostaly zakonczone, zatrzymal nas
                przemily Pan (imienia ktorego niestety nie pamietam), zabral nam rzeczy, po to
                by wpisac na metce swoje imie (numer?) i kazal koniecznie to pokazac w kasie na
                parterze (ach ta prowizja). Na tym jego rola sie skonczyla. Tak wyglada obsluga
                klienta konca AD 2006.

                Jacek
          • Gość: Jagusia Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: 12.8.177.* 27.04.07, 19:12
            Nie jestes przewrazliwiona - jestes przyzwyczajona do innych standartow, gdzie:

            - Jesli sprzedawca nie przyjmuje reklamacji to zazwyczaj grzecznie skieruje do
            innej osoby/okienka. Bez bolu.
            - Jesli sprzedawca nie jest pewny: 1. mowi ze musi sprawdzic, 2. SPRAWDZA,
            3.informuje o wynikach. Bez narzekania jak duzo czasu przez ciebie zmarnowali.
            - Kawa nie jest problemem, moga ci najwyzej poinformowac, ze jak potrzebujesz
            to smietnik jest w kacie.

            To wszystko jest tak normalne, ze nikt tego nie kwestionuje. Nie zwracasz na to
            uwagi, oczekujesz ze jak wejdziesz do sklepu to nikt na ciebie nie nakrzyczy
            (nawet jak przymierzysz 15 sukienek i zadnej nie kupisz).

            Niestety mialam bardzo podobne odczucia w Polsce - nawet w supermarkecie
            chodzila za mna babka i patrzyla mi na rece (nie wygladam na zaden 'element' -
            jestem bardzo przecietna).

            Potencjalny zlodziej, oszust, osoba kora chce cos za nic, jakies wymagania z
            ksiezyca, te glupie pytania, pewnie mysli ze madrzejsza ode mnie wiec trzeba
            jej pokazac ze nie.

            Dlaczego? Byc moze kompleksy, niezadowolenie z zycia, schadenfreude, brak
            bezinteresownosci.

            Wkurzysz sie i co? Nikogo to nie ruszy. Szkoda nerwow.



            Trzymaj sie Dosia,


            Jaga

        • Gość: polpot Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.04.07, 19:44
          Gość portalu: Mis napisał(a):

          > Dosiu chyba jesteś przewraźliwiona. A co do pracy sprzedawców to oni są od
          > sprzedawania, a nie przyjmowania reklamacji, czy bieżącej obsługi klientów.

          Piszesz głupstwa, sprzedawca jest też od załatwiania reklamacji i od bieżącej
          obsługi klienta bo taka jest jego rola ale widać nie pracowałaś w handlu.
          • Gość: Mis/Ola Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: 193.0.116.* 27.04.07, 19:54
            Pracowałam i to w międzynarodowych bankach. I tak byłam szkolona.
          • Gość: Ola Re: Dlaczego Polacy udaja madrzejszych niz sa...? IP: 193.0.116.* 27.04.07, 20:06
            A oto ciekawe forum z postami o tym jak się w Polsce sprzedaje produkty
            finansowe. Opinie klientów i pracowników:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44442&w=54221853
            Oczywiście moje oczekiwania wobec sprzedaż są podobne do tych Dosi, ale w
            praktyce wygląda to inaczej i ja już nie oczekuję "doradztwa" w firmach.
      • Gość: tomeczek Z jedzeniem i piciem do sklepu? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.07, 12:52
        Gość portalu: Dosia napisał(a):

        > z jednego sklepu wyproszono mnie bo mialam kawe w kubku :(
        > Dlaczego??? CZy w Polsce chodzic z kawa to zbrodnia???

        Po pierwsze - tak, to zbrodnia, bo pewnie obsługi sklepu nie stać na taką kawę,
        więc cię wyprosili z czystej zazdrości :))
        Po drugie (poważniej) to zależy od sklepu, ale mogłabyś tą kawą chlapnąć na
        sprzedawane artykuły i w ten sposób je uszkodzić czy zniszczyć. Ja z tego powodu
        nigdy nie wchodzę do sklepów z jedzeniem lub piciem typu kawa w kubku.
    Pełna wersja