Gość: Dosia
IP: *.devs.futuro.pl
27.04.07, 18:03
Dosc rzadko odwiedzam ostatnio Polske i musze przyznac, ze wiele rzeczy
zaskakuje mnie na plus. Ale jest pare takich, ktore sprawiaja, ze jakbym miala
noz w kieszeni to na pewno by sie otworzyl. I to nie raz.
Szczegolnie zaskakuje mnie zachowanie sprzedawcow. Sa mili i fantastyczni jak
widza, ze wchodzi klient (czyli ja) i mozna mu cos wcisnac. Ale w momencie
kiedy klient zaczyna zadawac pytania, to nagle okazuje sie, ze nie dosc, ze
malo ktory sprzedawca wie jak na nie odpowiedziec, to w jakis niezrozumialy
dla mnie sposob zaczyna nadrabiac brak tej wiedzy opryskliwoscia i
protekcjonalizmem polaczonym niemal z pogarda dla pytajacego. A jak juz mu sie
wydaje, ze cos wie, to forsuje ta swa wiedze z poczuciem niezachwianej
wyzszosci i politowaniem dla idioty-klienta, ktory pyta.
Podam przyklad. Kupowalam ostatnio przelaczke do pradu - chcialam cos
uniwersalnego, co pozwoli mi przelaczac wtyczki polskie, amerykanskie i
brytyjskie, ale wiem, ze przelaczka taka nie konwertuje pradu, ktory jest w
gniazku. Tymczasem z niezachwianym poczuciem wyzszosci sprzedawca, jego
kolega, a potem nawet kierownik, wciskali mi kit o tym jak to ta przelaczka
cudownie dziala i ze moge podlaczyc do niej jakikolwiek sprzet i sprzet sie
nie pali. Potraktowali mnie jak kobiete-idiotke, ktora zadaje glupie pytania,
niemal przewracajac oczami na moje pytania "czy na pewno". "Alez oczywiscie",
"a co Pani mowi" wypowiedziane z drwina - to wszystko co udalo mi sie uslyszec
od Panow. Nie musze Wam chyba mowic, ze jednak spalilam sobie transformator
jak tylko przyszlam do domu... ;) Potem, chcac kupic podobny poszlam do sklepu
z elektronika i grzecznie poprosilam - na co sprzedawca "och, ach, co za
idiotka", przeciez Pani nie wystarczy transformator, bo wtyczka jest inna i
takiej tu Pani nie dostanie". Oczywiscie z drwiacym usmieszkiem. Ja mam
pytanie - czy nie mozna tego powiedziec bez tej drwiny??? Czy ja naprawde
pytam o takie glupie rzeczy? Czy nie mozna po prostu potraktowac klienta
normalnie i po prostu mu wszystko wyjasnic jak trzeba i poradzic???
Druga sprawa. Poszlam z mama do salonu Orange spytac o pare spraw. W trakcie
rozmowy (jak tylko sie okazalo, ze nie kupujemy telefonu - bardzo
nieprzyjemnej!) okazalo sie, ze Pani nic absolutnie nie moze w pewnej sprawie
zrobic, ale oczywiscie, zeby poradzila co zrobic to ona nie wie, i ona tu nie
jest od tego. U niej sie tego nie zalatwi i basta! Poza tym ton, z ktorym
panna z nami rozmawiala obfitowal w "alez oczywiscie" "jak sobie Pani to
inaczej wyobraza" itp. itd. Wytrzymalam. Zapytalam, czy mozna rozwiazac nasz
problem zrobieniem cesji umowy. Na co ta wyfiokowana bzdziagwa ze swietym
oburzeniem "ale to musialyby Panie byc do tego przygotowane, a to duzo
dokumentow trzeba, zaswiadczenie o tym, owym i smym" - po co ta uwaga byla?
Nie wiem. A co pindzie obchodzi czy my jestesmy przygotowane czy nie??
Dlaczego po prostu nie moze poradzic co zrobic i poprosic o wymagane
dokumenty? Mama sie zdenerwowala i powieidziala, ze jak tak to ona zadnej
cesji robic nie bedzie. Na co panienka stwierdzila, ze ona nas przeprasza i
zostawiajac nas ot tak po prostu poszla do innego klienta (ktory zapewne
kupowal cos...). Nie wytrzymalam i poprosilam o nazwisko przelozonego i
powiedzialam jej, ze jak tylko znajde czas to zloze na nia taka skarge, ze sie
nogami nakryje.
To takie dwie historie - jestem wkurzona tym prostackim zachowaniem ludzi,
ktorym sie wydaje, ze wykonuja najwazniejsza prace na swiecie, wiedza
wszystko, a klient to kretyn, ktoremu mozna wcisnac kazdy kit i to z tekstem
"alez oczywiscie, bo ja tak mowie" na ustach. Tyle tylko, ze to nie byly
urzedy, ani inne oslawione instytucje panstwowe, w ktorych petentowi nalezy
pokazac gdzie jego miejsce, ale normalne sklepy! Powiem szczerze, ze nie
dziwie sie dlaczego niektorzy ludzie nie moga znalezc pracy. Bo 9 na 10 w tej
pracy nijak sie nie sprawdzi.
PS. Aha, z jednego sklepu wyproszono mnie bo mialam kawe w kubku :(
Dlaczego??? CZy w Polsce chodzic z kawa to zbrodnia???