Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Prawda o pracy inzyniera w Polsce

    IP: *.centertel.pl 16.05.07, 21:55
    Hm.. moze na poczatek chcialbym zaznaczyc, ze nie jestem "mamyją", który
    wiecznie na wszystko narzeka...ale przychodza takie momenty, slabsze dni, ze
    to co nas otacza wydaje sie "dziwnie" debilne...a to rzeczywistosc...
    I dzisiaj przyszedl taki dzien, ze chyba chcialbym sie podzielic PRAWDĄ o
    tym, jak to w naszym kraju wyglada tzw. kariera mlodego ambitnego czlowieka w
    naszym cudownym, podobno z dnia na dzien lepszym kraju...
    Otoz, po liceum przyszla pora na studia, inzynieria chemiczna...na tamten
    moment media dudnily, iz za "niedlugo" cenionym zawodem na rynku bedzie
    inzynier chemik, technolog...wiec decyzja zostala podjeta...ale oto, zeby byc
    szybszym od rowiesnikow rowniez kandydatow na technologow i inzynierow
    stwierdzilem, ze im wczesniej zaczne pracowac w tym zawodzie to moja wartosc
    ostatecznie po studiach bedzie wyzsza niz tych, co tylko uzywali urokow
    studiowania. Wiec zaczelo sie wysylanie CV i listu motywacyjnego.Oczywiscie
    na poczatek bylo praktycznie puste, zero doswiadczenia, skonczone
    liceum...wiec niewiele jak na stanowisko techniczne w branzy chemicznej.
    Kilka miesiecy totalnie bez odzewu..I oto pewnego wakacyjnego dnia zajrzalem
    z nudów na uczelnie, i traf chcial, iz na tablicy ogloszen Dziekanatu wisiala
    oferta pracy dla technologa chemika, wymagania to ostatni rok studiow. W
    dodatku oferta firmy, ktora okazala sie byc blisko miejsca
    zamieszkania...Stwierdzilem, sierpien..wakacje..warto sprobowac..jesliby sie
    udalo, przyjelo, mam czas prawie 2 miesiace na ustawienie to jakos z
    zajeciami..w koncy studiowalem w trybie dziennym (stacjonarnym jak to sie
    teraz nazywa). Telefon i dzwonie, koles symatyczny, tlumaczy mi gdzie jest
    firma u zaprasza mnie na rozmowe. Jade...oczywiscie podekscytowany, ze po
    takim czasie wreszcie cos..ze swiatleko w tunelu sie zapalilo. Firma? Stodoly
    po jakims starym PGR, chyba po kurnikach..ale nic, czesto z tego wyrastaja
    potegi - tlumaczylem sobie. Branza? Produkcja chemii budowlanej. Na rozmowie
    dwoch facetow, okazuja sie byc wlascicielami firmy. Oferuja zatrudnienie od
    reki. Pytaja sie ile chcialbym zarabiac? Wiec ja, wtedy jeszcze wystraszony
    rzucam 1000 brutto, od czegos trzeba zaczac. Oni oferuja 750 na reke. OK.
    Kolejnego dnia juz do pracy. I oto pierwsze starcie z rzeczywistoscia - o
    umowie o prace ani slowa. Pierwsze dni to wysiadywanie nie wiadomo po co, w
    ciagu 8 godzin ok. godzinne spotkanie z jedym z wlascicieli, ktory pragnie
    mnie wporwadzic w tajniki funkcjonowania firmy, a polegalo to na tym, ze
    narzekal na swojego wspolnika, ze naduzywa alkoholu i sie gubi w tym
    wszystkim. Nie bede sie zaglebial, w kazdym badz razie jakby zadnego zakresu
    obowiazkow mi nie przedstawiono, zadnych oczekiwac od mojej pracy...mijaja 3
    tygodnie, umowy o prace nie ma, poza tym pada propozycja, czy nie daloby rady
    bez umowy...i tu opadlem..żenada..kolejnego dnia juz sie tam nie pojawilem,
    oczywiscie nie uzyskujac grosza za 3 tygodnie siedzenia i wysluchiwania, ze
    kolega pije. Oto bylo pierwsze starcie. Zwrocmy uwage na pieniadze, jakie
    zaoferowali. dodajmy bez umowy. Porazka. Po tym tydzien w kwasnej minie i
    proba odpowiedzi sobie na pytanie, czy to poprostu tak jest w tym kraju? Ale
    ogolnie nogdy sie nie poddaje, wiec i tu sie nie poddalem. Szukalem
    dalej...wpisuja juz ta oto firme jako "doswiadczenie" zawodowe..a moze
    bardziej, jako praktyke, na ktora nie mialem zadnego kwitu, tylko i wylacznie
    zeznania jednego z przedstawicieli handlowych, ze mnie tam widzial jak
    pracuje. Umiejetnie to wszystko ubrane w slowa...i po 3 miesiacach kolejne
    zaproszenie na rozmowe. Firma duza, bardzo duza, dosc znana, ja student 4
    roku..oni szukaja technologa..poczulem sie wyrozniony, ze chca w ogole ze mna
    rozmawiac. I zaczela sie batalia..i tu oto obraz rozmow kwalifikacyjnych w
    takich firmach. Rozmowa pierwsza na poczatku grudnia, tuz po telefonie
    zapraszajacym. Spotkanie z pania - specjalistka ds. rekrutacji. A co na
    rozmowie? Oczywiscie dlaczego chcialbym pracowac u nich w firmie, o
    dotychczasowe doswiadczenie, jak ze znajmoscia jezykow, czyli jakby zabwa
    w "powiedz glosno to co napisales w CV"..noi pytanie o finanse...oczywiscie
    zrobilem wszesniej wywiad ile tam sie zarabia, okazalo sie, ze
    slabo...rzucilem 1600 brutto, pani kiwnela przytakujaco glowa i sumiennie
    zapisala to w swoich notateczkach. Po czym..przypominam, szukaja
    technologa...pani podsuwa mi kartke czysta biala formatu A4..podsuwa mi z nia
    zielony ołówke z nacagnieta nan jakas smieszna zielona maskotka..i nakazuje
    mi narysowac oto DRZEWO. Ja zaskoczony lekko..wiec sie pytam jakie drzewo, bo
    ze jest grudzien i choinki sa na czasie, czy moge choinke? Pani sie
    usmiechnela i mowi, ze lepiej jak bedzie np. owocowe. Wypieprzylem drzewo
    wielkie na cala kartke...dodam, nie choinke...a raczej cos blizej nie
    dajacego sie okreslic gatunkiem..nie wiem po co jej to..niech ma. Po czym
    podsunela mi dalsze tesciki z milionem durnych pytan typu, czy jak przechodze
    rano obok piekarni, to czy zapach pieczonego pieczywa odczuwam a)bardzo
    silnie b)silnie c)slabo...pomijajac juz fakt, ze nigdy nigdzie nie mialem
    dokadkolwiek po drodze rano piekarni...i cala reszta pytan temu
    podobna..durne?? durne, ale prawdziwe. Oto jak sie sprawdza kandydata na
    stanowisko techniczne, inzynierskie...po czym pani powiedziala, ze sie
    skontaktuje w zalezosci od tego jaka bedzie decyzja. Minely 3 tygodnie,
    dzwoni pani..i zaprasza mnie na kolejna rozmowe...Jade...rozmowa z szefami od
    produkcji..ale....na temat tego, ze troche sie zajmowalem sprowadzaniem
    samochodow, o corce jednego z szefow, ze jest w gimnazjum i tez lubi
    chemie...heheh...brak slow. Coz..pozegnalem sie, pani znowu mowi, ze zadzwoni
    w zaleznosci od tego jaka bedzie decyzja. Mijaja 3 tygodnie, pani dzwoni,
    mowi, iz chce sie ze mna spotkac pani dyrektor ds. personelu i komunikacji..i
    tu musze wtracic, bo "nie wytrzymie"..tworzenie nazw stanowisk w tym kraju,
    to juz prawdziwa sztuka..komedia konkretnie..no nic, jade na kolejna rozmowe.
    Rozmowa z pania dyrektor, w sumie kolejna o niczym, po chwili pani zaczyna
    mowic po angielsku wiec i w owym jezyku odpowiadam. 15 minut i pozamiatane po
    rozmowie. Pani mowi, ze zadzwoni...Noi mija z tydzien, pani dzwoni, ze
    zostalem przyjety. Trwalo to 3 miesiace. Wychodze z zalozenia, ze nie zyje po
    to, zeby pracowac, ale pracuje, zeby zyc..wiec o finansach teraz bedzie. Pani
    przy ostatniej rozmowie mowi, ze jak przyjade, to zebym wizal dokumenty, od
    razu bedzie podpisana umowa. Pytam sie o pieniadze, pani mowi, ze bede na
    pewno zadowolony, bo pieniadze sa ladne. Uwaga, ta ladne pieniadze, ktore
    ujrzalem na kontrakcie pracowniczym to hmm hmm...1200 brutto..ze wzgledu na
    fakt, ze praca 80 km od miejsca zamieszkania zaoferowali mi mieszkanie
    sluzbowe - za ktore potracali mi z pensji. Żenada. Ale zacisnalem zeby,
    stwierdzilem, ze widac tak sie zaczyna. Od razu ruszylo zalatwianie
    Indywidualnej Oragnizacji Studiow...i tak oto zaczelo sie 9 naprawde ciezkich
    miesiecy...praca, uczelnia, praca, chwile wolne spedzane w samochodzie na
    dojazdach z praca-uczelnia-praca (odleglosc 90 km w jedna strone)...owa
    pensja technologa starczala na te dojazdy, na placenie za "sluzbowe"
    mieszkanie..i na przetrwanie zywieniowe...na tyle starczala...A dodam, ze
    pracowalem po 10-12 godzin dziennie...o placeniu za nadgodziny nie ma co
    marzyc..oto Polska...aaaa, bym zapomnial, ze wzgledu na studia zostalem
    zatrudniony na 3/4 etatu...a wyrabialem spokojnie 1.5.. Ale tlumaczylem
    sobie, trzeba to przetrwac..w koncu wielcy tak zaczynali...czas mijal,
    pieniadze zadne, zycie prywatne przestalo istniec..bo zeby pociagnac jedno i
    drugie brakowalo tak naprawde doby...naprawde ciezka praca...Po kilku
    miesiacach zaczelo byc coraz trudniej, wiadomo, produkcja, pracownicy
    produkcyjni zaczeli hurtem wyjezdzac do anglii, ludzi brak, nie ma komu
      • Gość: inzynier Prawda o pracy inzyniera w Polsce cd. IP: *.centertel.pl 16.05.07, 22:01
        nie ma komu pracowac za te marne dzięgi...wiec stwierdzilem, ze czas poczukac
        czegos lepszego...ok. roku doswiadczenia w duzej firmie, na szumnym stanowisku
        technologa, pewnie juz przyszedl czas na wieksze pieniadze...zaczalem aplikowac
        znowu..w trakcie rozmowa z szefem na temat jakiejs podwyzki - i oto wazne,
        skupcie sie Ci co zaczynacie i uczcie sie jak klamia szefowie (negocjacjami sie
        to nazywa) - szef mowi, ze moze od przyszlego roku, ale nie wiecej niz 1600
        brutto, ze firmia w slabej kondycji, ze koniunktura nie taka, ze problem z
        pracownikami...wiec jak wy tak, to ja juz znalazlem nowa prace i rzucilem na
        stol wypowiedzenie, zadrzala mu lekko warga, i mowi do mnie, ze to nie tak sie
        zalatwia...a jak k....rwa?? ile mam sie prosic, zebrac.."negocjowac" jak oni to
        nazywaja?? 2 tygi i rozdzial zamkniety. Nawet nie probowali zatrzymac. Zreszta
        i tak bym sie nie zgodzil.
        Tu musze wtracic wniosek...ZAPAMIETACJE MLODZI, KTORZY SZUKACIE W POLSCE
        PRACY...TU SIE NIE SZUKA SPECJALISTOW, LUDZI DOBRYCH W SWOIM ZAWODZIE,
        AMBITNYCH I PRACOWITYCH - TU SIE SZUKA LUDZI ZA 1200- 1600 BRUTTO. CHCESZ TYLE
        LUB MNIEJ - DOSTANIESZ PRACE NA BANK. Ciekawe jeszcze tylko jak dlugo im sie
        bedzie to udawalo to czynienia zdzierstwa w bialy dzien!!
        Mala dygresja...w trakcie szukania tym razem pracy, zostalem zaproszony na
        rozmowe tez do duzej i znanej firmy, na stanowisko technologa, i wszystko
        ladnie pieknie, oni zadowoleni, zdecydowani na przyjeciemnie,finanse...ja chce
        3000 brutto, a oni mi proponuja ze bede dostawal to co wychodzi z 2500 brutto,
        ale na umowie napisza mi 1200 brutto, a reszte rozlicza mi jakimis lipnymi
        kilometrowkami...zenada...ale prawdziwe...takie Polskie !!!
        Przyszedl czas na kolejna firme , fakt faktem, udalo sie znalezc prace z
        marszu...bo znowu za marne pieniadze....Ale nie oto chodzi, chodzi o cos
        innego...mianowicie o klamstwa w zywe oczy...zwane "negocjacjami"...MLODZI
        SZUKAJACY PRACY - UWAZNIE CZYTAJCE I UCZCIE SIE! Mianowicie rozmowa
        kwalifikacyjna, juz za soba praca na stanowisku technologa, bardzo intensywa,
        duzo pracowalem duzo sie uczylem, wiem o co chodzi..na rozmowie sprzedaje sie
        naprawde bardzo dobrze, widze, ze miny zadowolone. Noi temat
        finansow..ustalamy, ze poczatek to okres probny, 3 miesiace, 2500 brutto po nim
        3500 brutto. Rowniez rozmowa na temat awansu w ciagu roku na stanowisko
        kierownika nowo otwieranego wydzialu...pieknie brzmialo..ja zadowolony, oni
        zadowoleni..Mijaja 3 miesiace, a okazuje sie, ze warunki finansowe sie nie
        zmieniaja. Rozmowa z szefem, on mowi, ze teraz nie ma jeszcze szans na to. I
        oto po 3 miesiacach i tej oto rozmowie z szefem, powietrze ze mnie uszlo i
        przestalem sie juz tak spinac i starac w swojej pracy, w chwili gdzie zostalem
        poprostu bezczelnie oszukany. Awanas na kierownika wydzialu, tez czcze
        gadanie, bo wydzial probuje powstac od dobrych kilku lat, i nadaje sie tylko do
        skladania czczych obietnic.
        Tu kolejny wniosek...NIE DAJCIE SIE OMAMIAC CZCZYMI OBIETNICAMI !! TRZEBA BYC
        CZUJNYM JAK WAŻKA, ALE SPOSOBU NA ZABEZPIECZENIE SIE PRZED TAKIMI KLAMSTWAMI
        WAM NIE PODAM, BY CHYBA NIE MA TAKOWEGO...chyba trzeba robic tak, ze albo
        konkretne i stale warunki od poczatku, albo pocalujcie mnie w dupe...
        Noi ostatnia przygoda, ze wzgledu na to, ze zostalem oszukany w tej firmie,
        zaczalem znowu wysylac aplikacje. Zaprosila mnie na rozmowe firmia handlujaca
        stalą "lider w branzy" w Polsce..na stanowisko doradcy techniczno-handlowego
        (czyt, handlowca, tudziez komiwojazera), nie bede juz wnikal w szczegoly, poza
        tym, ze zostalem przyjety na korytarzu i tamtez odbyla sie rozmowa...ale
        zaproponowanu mi 1600 brutto....czlowiekowi po studiach, z doswiadczeniem
        zawodowym juz, w duzym miescie, gdzie wynajecie mieszkania kosztuje ok. 800 zl.
        Wiec ja mowie nie, i sie go grzecznie pytam, to ile oferujecie czlowiekowi,
        ktory dopiero co skonczyl studia, ciezko tyral na dyplom inzyniera, dlubal
        nocami projekty i uzeral sie z kadra nauczycieli akademickich...po czym
        uslyszalem - 1200 brutto..
        Niech to bedzie wnioskiek konczacym moja wypowiedz. Ja wyjezdzam do Anglii....

        PS.
        jak z brutto wyliczyc to co na reke? minus 33%. liczcie uwaznie, bo mozna
        fiknac z tymi oszalamiajacymi pieniedzmi.


        • 0tdr0 Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce cd. 16.05.07, 22:30
          Wspolczuje. Masz okropnego pecha do kombinatorow.
          Negocjacje w 90% firm to dyskusja "albo akceptujesz warunki albo wypad".
        • Gość: mutant Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce cd. IP: *.telprojekt.pl 17.05.07, 21:48
          masz poczucie humoru :)
      • Gość: sfsfd Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce IP: 194.146.250.* 16.05.07, 23:48
        a ja mam 2 znajomych po autoamtyce i robotyce skonczyli na polibudzie pierwszy
        marek z bytomia(śląskie) szukał pracy uwaga!!!!!!! 3 lata w polsce dzisiaj
        pracuje w anglii drugi rafał ode mnie z bloku katowice miał prace po znajomosci
        za 1500 brutto rzucił po pewnym czasie umowa pracodawcy prawie ze w pysk he
        obaj sa na wyspach z tego co wiem nie płacza do domu
        • iberia.pl Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce 17.05.07, 07:40
          bywa i tak jak napisales, ja natomiast znam 2 inzynierow, ktorzy tez konczyli
          automatyke i robotyke na Politechnice Sl.:jeden pol roku po studiach (a bylo
          to 6 lat temu) wyjechal do Niemiec na staz i zostal na 6 lat, pracowal w
          niemieckim koncernie za naprawde przyzwoite pieniadze, a drugi zostal w Polsce,
          w tej chwili jest managerem w amrykanskiej firmie odzyskujace dane....jak widac
          mozna i tak :-).
          • Gość: gosia Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce IP: 83.238.196.* 17.05.07, 12:48
            a gdzie szukac pracy jak jest się inżynierem marketingu :/ ??
            • Gość: inż.mechanik Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce IP: *.as.kn.pl 17.05.07, 15:48

              Inżynierowie powinni się zjednoczyć - założyć swoje Związki Zawodowe, aby się
              postawić chorej sytuacji w kraju tak jak np.lekarze, nauczyciele inaczej będą
              "kopani" bardziej niż robotnicy.
            • taki_i_owaki Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce 17.05.07, 19:46
              na bazarze :D
              no kurde zajebisty tytul - inzynier marketingu, prawie tak ladnie jak cleaning
              manager.
            • iberia.pl Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce 17.05.07, 19:55
              Gość portalu: gosia napisał(a):

              > a gdzie szukac pracy jak jest się inżynierem marketingu :/ ??

              a coz to za nowum?inzynier marketingu?
              • Gość: gosia Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce IP: 83.238.196.* 23.05.07, 17:56
                taki tytuł mają osoby które kończyły marketing na politechnikach.
                • iberia.pl Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce 23.05.07, 18:26
                  Gość portalu: gosia napisał(a):

                  > taki tytuł mają osoby które kończyły marketing na politechnikach.

                  chwala Bogu, ze sie nie dostalam na polibude:-)))
      • Gość: starycynik Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce IP: *.dhcp.uno.edu 17.05.07, 17:38
        Uwierz ze to i tak duzy postep w porownaniu do tego co sie dzialo 5-6 lat temu.
        • Gość: asd Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce IP: 194.146.250.* 17.05.07, 17:40
          "Uwierz ze to i tak duzy postep w porownaniu do tego co sie dzialo 5-6 lat temu"
          oczywiscie ze tak!!
          • Gość: nachwile Re: Prawda o pracy inzyniera w Polsce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.07, 22:35
            no a najgorsze jak sie starałeś na dziennych a potem siedzisz na bezrobociu bo
            nie masz "kilku lat udokumentowanego doświadczenia na podobnym stanowisku"
            ja w poprzedniej pracy miałem mniej niż robotnicy którymi teoretycznie rządziłem
            to był zakład produkcyjny, oni wcześniej wywalczyli sobie związki, my młodzi nie
            mogliśmy
    Pełna wersja